Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

I mnie w końcu zdenerwowali. Jestem sobie z Gracją na spacerze, z przeciwka idzie kobita z chmarą dzieciaków, najstarszy może z 10 - 12 lat, i bokserem na smyczy. Gracja ma papiloty na głowie i wąsach, więc od razu zaczęły się pytania pani po co tyle kokardek, ale to już standard.
Kiedy pani tak sobie beztrosko Grację oglądała, boksera trzymał jeden z chłopców, a bokser miny zbyt przyjaznej nie miał (od razu mówię do wszystkich anty - yorkarzy, że Gracja nie szczeka, nie zaczepia i nie gryzie, a dużych psów to się trochę nawet boi :eviltong:). Widząc, że dzieciak ledwo na nogach stoi, mówię do kobiety, że proszę, żeby złapała psa, bo jak się zerwie to dziecko go nie utrzyma. Na to kobita zrobiła minę jakby nagle wyrosły mi czułki i mówi "Myśli pani że nie?? Oooj, chyba utrzyma..."
Nic mi nie pozostało jak tylko się ewakuować, raz, że mina boksera wskazywała na to, że ma zamiar potraktować Grację jak chrupek, a dwa, że nawet gdyby chciał się bawić, to mógłby jej krzywdę zrobić niechcący, ale pańcia o tym nie pomyślała.
No i szkoda dzieciaka, bo jak pies go kiedyś faktycznie szarpnie, to będzie miał pięknie zdartą o chodnik twarz :shake:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Ludzie, przeczytałam ten wątek i nie rozumiem waszych problemów.
Psy hoduję i szkolę od przeszło 40 lat. O ile z owczarkami niemieckimi musiałam uważać i prowadzać w kagańcach bo były pobudliwe choć wyszkolone i karne ale ludzie się ich bali.
Od 27 lat mam rottki. I mimo, że na spacerach na psim terenie chodzą bez smyczy i kagańca nigdy nie miałam problemów z ludźmii z psami. Zarówno samce jak i suki nigdy nie atakowały innych psów a już szczególnie mniejszych od siebie. Raczej broniły słabszych przed innymi agresorami, nie robiąc im przy tym krzywdy (agresorom).
Ale ja socjalizuję je od szczenięcia, wychowuję, uczę normalnych zachowań.
Kaganiec noszą tylko u lekarza i w komunikacji miejskiej.
Bo jak wyobrażacie sobie wybieganie psa za piłką czy patykiem w kagańcu i na smyczy?
Poza tym w kagańcu od szceniaka pies uczy się agresji - czuje się bezbronny więc najlepszą obroną jest atak.
Również histeryczne łapanie psa na widok drugiego podnieca go do walki bo skoro Pan/i się boi to trzeba go bronić.
Spotykałam różnych ludzi, nie powiem ale w większości miałam i mam do czynienia z ludzkimi psiarzami z którymi idzie się dogadać.
Moje rottki bawią się z miniaturami i dużymi i nie mam kłopotów.
No ale to wymaga myślenia i pracy.

Posted

Mam przypuszczenie, że nie rozumiesz naszych problemów, ponieważ... masz rottki :evil_lol:

Rottki mają taką opinię jaką mają i jakoś pewnie nikt się nie kwapi puszczać do Twoich psów swojego zaczepnego pupilka z krzykiem "on nic nie zrobi" :roll:

Posted

Problemem nie jest kwestia rasy, a podejścia do ludzi, czasami mi nerwy puszczają, no ale jak zachować zimną krew kiedy na spacerze podbiega do Ciebie doberman,a w odległości 100m dookoła nikogo nie widać?
I jak potem spokojnie i na chłodno wyjaśnić właścicielowi, ze tak robić nie powinien?

Jak zachować spokój, kiedy w Twojego psa dzieciaki rzucają kamieniami, bo biedna mamusia, jest zbyt zajęta plotkowaniem by upilnować dzieciaka?

i jak w końcu zachować spokój kiedy właściciel "łagodnego" labka, nic nie robi kiedy wasze psy się gryzą, ja próbuje je rozdzielić na co słyszę" będzie miał nauczkę następnym razem!", i szlag trafia wielomiesięczna pracę nad psem, bo ktoś jest zbyt głupi by w takiej sytuacji zrobić cokolwiek?

to są sytuację zebrane na przestrzeni wielu miesięcy/lat, a to jest miejsce gdzie można się wyżalić :roll:
A i owszem zdarzają się miłe spotkania, kiedy widzi się pana z "wilczurem", który miał ochotę pożreć wszystko, a teraz wpatrzony w pańcia, idzie przy nodze i dostaje smakole, tylko, że tych miłych jest zdecydowanie mniej ot i cała sprawa;)

Posted

[quote name='shin']Dobrze, ze nie pozwalacie, ale powiem ci, ze ludzie sie boja, bo... boksery to cholernie silne psy. Sam uwielbiam boksie [mielismy jednego, dawno temu, kochany byl], co nie zmienia faktu, ze jak rozpedzone suczydlo mi skoczylo na twarz, to mialem wstrzas mozgu [czego?! :crazyeye:] - a chciala sie tylko przywitac :evil_lol:
Tak, ja też dlatego się nie dziwię, że się boją, szczególnie widząc jego wyraz "twarzy" ;) z tym zezującym okiem i takim dziwnym spojrzeniem. Ale jeśli ktoś się zna na psach, od razu rozpozna, że mój pies jest ślepy :) To jest kolejna sprawa która mnie denerwuje, właściwie już nie denerwuje, tylko śmieszy. Jak się ludzie dowiadują, że on nie widzi, zaczynają się użalać i dawać "dobre rady" że "może lepiej pieska uśpić, po co go męczyć". A jak im mówię, że właśnie od uśpienia został uratowany, to patrzą na mnie jak na wariatkę :eviltong: To też jest śmieszne.

Posted

dwbem napisał(a):
Ludzie, przeczytałam ten wątek i nie rozumiem waszych problemów.
Psy hoduję i szkolę od przeszło 40 lat. O ile z owczarkami niemieckimi musiałam uważać i prowadzać w kagańcach bo były pobudliwe choć wyszkolone i karne ale ludzie się ich bali.
Od 27 lat mam rottki. I mimo, że na spacerach na psim terenie chodzą bez smyczy i kagańca nigdy nie miałam problemów z ludźmii z psami. Zarówno samce jak i suki nigdy nie atakowały innych psów a już szczególnie mniejszych od siebie. Raczej broniły słabszych przed innymi agresorami, nie robiąc im przy tym krzywdy (agresorom).
Ale ja socjalizuję je od szczenięcia, wychowuję, uczę normalnych zachowań.
Kaganiec noszą tylko u lekarza i w komunikacji miejskiej.
Bo jak wyobrażacie sobie wybieganie psa za piłką czy patykiem w kagańcu i na smyczy?
Poza tym w kagańcu od szceniaka pies uczy się agresji - czuje się bezbronny więc najlepszą obroną jest atak.
Również histeryczne łapanie psa na widok drugiego podnieca go do walki bo skoro Pan/i się boi to trzeba go bronić.
Spotykałam różnych ludzi, nie powiem ale w większości miałam i mam do czynienia z ludzkimi psiarzami z którymi idzie się dogadać.
Moje rottki bawią się z miniaturami i dużymi i nie mam kłopotów.
No ale to wymaga myślenia i pracy.

No właśnie, różnica polega na tym że ty szkolisz i wychowujesz swoje psy a nie wszyscy tak robią.
Nie mam nic przeciwko karnym psom chodzącym luzem i bez kagańca, oraz psom które mają na spacerach zajęcie i nie zwracają uwagi na inne psy czy ludzi. Jednak w wielu przypadkach wybieganie psa polega na tym, że podbiega on do innych psów, obszczekuje, zaczepia, naskakuje a pańcia stoi sobie za blokiem i pali papierosa. Ostatnio nawet jeden z milusińskich goldenów postanowił zabrać mojej córce loda tuż sprzed twarzy....a rozochocony ON postanowił wyjąć koleżane niemowlaka z wózka.Dla takich psów osiedla wielkomiejskie nie są odpowiednim miejscem do wybiegania.
Ludzkich psiarzy i ja spotykam, jednak w wielu przypadkach dopiero kilkukrotna ostra reprymenda (po wcześniejszch prośbach) zakończyła proceder podbiegania i doskakiwania do moich psów, prób gwałcenia niezacieczkowanych zresztą suk, naskakiwania na mnie i wyciągania smaków, które noszę jako nagrody.
Na moim osiedlu jest kilkadziesiąt psów, z czego około 10 dobrze wychowanych i mających rozsądnych właścicieli.
Wszystkim, którzy mają same przyjemne doświadczenia z obcymi psami i ich właścicielami -zazdroszczę.

Posted

badmasi napisał(a):
i wyciągania smaków, które noszę jako nagrody.

Ja kiedys spotkałam grupe psiarzy w tym husky która jak wyczuła ze mam smakołyki zaczeła ode mnie zebrac - wyjac. Ktos z tych psiarzy powiedział wtedy ze on dlatego nic nie nosi ze soba. A jak mam nauczyc szczeniaka przychodzic? Gdybym go nie spuszczała w ogóle byłoby jeszcze gorzej

Posted

dwbem ja poza sporadycznymi przypadkami też nie mam za bardzo problemu z innymi właścicielami psów, bo... po prostu schodzą z drogi, łapią swoje psy, albo nie decydują się na socjalizowanie pupilka z moim psem :cool3:
Wszystko dlatego, że jest duży i w kagańcu. Ci, którzy jednak się zdecydują, przekonują się, że mam powód do chodzenia z psem tak jak chodzę.
Nie będę psu przyczepiać kartki "jestem zły i nienormalny", oczekuję tylko spokojnego spaceru, bez niespodzianek i niepotrzebnych nerwów.

Posted

Jak jakis np. pudelek czy labrador jest agresywny to własciciele innych psów sie przekonuja dopiero wtedy jak sie rzuci na ich psa. Bo wczesniej nie uwierza. A co do np. amstaffów to wystarczy jak sie pojawi to juz sie go boja.

Posted

Martens napisał(a):
Mam przypuszczenie, że nie rozumiesz naszych problemów, ponieważ... masz rottki :evil_lol:

Rottki mają taką opinię jaką mają i jakoś pewnie nikt się nie kwapi puszczać do Twoich psów swojego zaczepnego pupilka z krzykiem "on nic nie zrobi" :roll:

Zdziwiłabyś się i to bardzo...Co prawda w tej chwili mam tylko ONka,ale kiedy były rotty,nie raz i nie dwa miałam sytuację że bezmyślni właściciele puszczali swoje pieski o róznym nastawieniu:shake:Raz bywały to pieski pokroju-bawić się bawić się bawić się:multi:i właściciele typu"on nic nie zrobi chce się tylko przywitać",a czasem pieski pokroju-dogonić,zabić,zjeść i właściciele typu"zobacz jaki ten Pikuś jest dzielny nie boi się rozwajlera":roll:
Właściciele psów uważanych powszechnie za morderców są w tej gorszej sytuacji że nawet jeżeli ewidentna wina za jakiekolwiek zajście będzie po stronie drugiego psa,winą i tak obarcza się właścicieli "killerka":shake:.
Jedną z bardziej absurdalnych sytuacji która utkwiła mi w pamięci była z udziałem moich sąsiadów którzy mieli bardzo agresywną pudlicę miniaturową. Pewnego wieczoru kiedy wracałam z Metką ze spaceru(szłą przy nodze na smyczy),ów sąsiad stał sobie przy klatce schodowej i od połowy bloku wrzeszczał do mnie że mam bydlakowi założyć kaganiec. Jak podeszłam już praktycznie na odległość metra od niego,pan rozwinął swoja myśl:
-Masz w tej chwili temu psu ubrać kaganiec,bo moja suczka zaraz wyjdzie z domu na spacer,a jak podbiegnie do Twojego i pokaże że się go nie boi( w domyśle obszczeka i będzie próbowałą udziabać)to radzę Ci żeby jej się nic nie stało bo pożałujesz...
Moją reakcję pozostawię Waszej wyobraźni:evil_lol:

Posted

asiunia - domyślam się, że pan więcej już na takie pomysły nie wpadał? :cool3::diabloti:

Jak moi rodzice mieli rottka (jeszcze na początku lat 90, Rymsa mieli od 1991) to ludzie w ogóle zakazywali im chodzić z nim po ulicy. I na chodniku. Wychodzili z domów i krzyczeli. No bo co my sobie wyobrażamy - mamy ogródek, a pies (i to jeszcze TAKI) idzie na spacer?! Pewien pan nawet rozpuszczał plotki, że Ryms wyskoczył z ogrodzenia i go pogryzł. Szkoda, że nawet najmniejszej rany nie miał, a nasz pies był stale pilnowany :diabloti: Dużo idiotów puszczało swoje psy, żeby się z rottem zmierzyły. Kiedyś koleś puścił coś w typie ONa w tym celu. Moja mama kazała Rymsowi usiąść i ten się nie ruszył, mimo że poczwarek go obskakiwał, wrzeszczał itd. Koleś w końcu psa wziął, krzycząc "mój wygrał! mój wygrał!" :roll:

Posted

Jak ja opiekowałam się swoim działkowym psem i zabierałam wszędzie, ludzie właśnie wygłaszali swoje opinie na temat wariactwa, bo pies ma siedzieć na łańcuchu przy budzie i domu pilnować, a nie biegać za rowerem.
Przecież taki jak pobiega to od razu więcej żre :diabloti: że to nieopłacalne, a dom teraz może ktoś okradać :diabloti:
I w ogóle gdzie z TAKIM psem do ludzi - niecałe 30kg :roll: Zdziwili się jak z kaukazem przyszliśmy później :diabloti:
Ale zdarzały się sytuacje, że niektórzy dla zabawy puszczali swoje psy. Przejeżdżałam obok bramy, po minucie się otwierała i robił się peleton za nami. Maks stawał dęba bokiem, pieski po hamulcach i do domciu.

Posted

Ja zwykle trafiałam na odwrotną sytuację-z reszta nie raz pisałam o tym;)To zwykle ja miałam cały chodnik dla siebie,bo ktos wolał iść jezdnią niż przejść koło "mordercy",jak udało mi się zająć pusty przedział w pociągu to pustym pozostawał do końca naszej trasy:diabloti:,cały tył autobusu dla mnie itp...A że zdarzały się oszołomy któe nie znajać mnie,potrafiły zwyzyczać na ulicy od popier...bo nikt normalny w domu dzieciojada nie trzyma?No cóż...początkowo robiło to na mnie wrażenie i wdawałam sie w głupie dyskusje,ale potem stwierdziłam,że szkoda gardła na prymitywów;)


Ps:i owszem Pan omijał mnie potem szerokim łukiem i więcej na moje dzień dobry nie odpowiedział:roll:

Posted

Jak czytałam ten wątek to myślałam, że mam szczęście i w okolicy sami cywilizowani ludzie są. Jak prosiłam o odwołanie psa to wołali (już nie czepiam się, że nie powinno dochodzić do sytuacji, że podbiega do nas pies bez mojego pozwolenia)
Podbiega pies. Próbowałam iść kawałek, żeby pies się odczepił co przeważnie skutkuje, teraz nie, więc:
-Proszę wziąć psa.
-Jak go ugryzie to (miała na myśli, że jak mój pies ugryzie jej to sobie pójdzie)
-Ale nie obchodzi mnie to.
-XXX chodź od tej głupiej baby... (coś mniej więcej tak) Młoda, a taka głupia.

Dałam spokój i poszłam dalej. Potem wracam i jak mnie widzi jak schodzę zaczyna gadać o mnie nie miłe rzeczy. Oczywiście pies podbiega. Ja jeszcze spokojnie "Proszę wziąć psa". Zamiast odwołać psa to coś gada. Już zdenerwowana krzyczę, że psa to na smyczy trzeba. Baba coś gada. Zaczynam odstraszać psa-prycham na niego. Słyszę, co ona mi nie zrobi jak go dotknę. Przechodzę obok niej i:
-Zrobił ci coś, dotknął cie?!
-Nie, ale mojego psa tak!
-Tego kundla?
-Tak!!
Potem jeszcze sobie parę słów powiedziałyśmy:angryy:
Gdybym miała telefon to bym się nie bawiła tylko od razu na SM dzwoniła.

Posted

kurde ,dzisiaj bylam na spacerze z psem i myslalam, że rozniose jednego faceta z psem (oczywisie owczarek niemiecki)- ogolnie boje sie tych psów i jakos nie mam ochoty bliżej ich poznawać. Ide sobie spokojnie w lesie ścieżka z moją sunią- pies na smyczy bo ma cieczkę i nagle w oddali widze wielkiego owczarka niemieckiego biegającego sobie bez smyczy i kagańca- pełen luz. No ta ja szybko w zwrot w drugą strone .. i patrze sie przez ramię a tu widze, że pies biegnie pełną para w moją stronę. No to ja w nogi jak glupia, ciagne mojego psa - o mało mu szyi nie wyrywam. Z oddali widzę faceta, który ze zdziwiona miną patrzy sie na mnie, że na niego wrzeszcze żeby wział psa- oczywiscie zero reakcji. :(. Ale facet chyba przywołal psa do siebie, a tu patrze co po chwili podbiega do mnie ten sam pies i namiętnie wącha moją suke pod ogonem. No coments. ... - Nikomu nie życze takiego spotkania, nogi z waty

Posted

Wiecie, ja mam taką metodę, że po prostu ignoruję. w ogóle we wszelkich kłótniach czy sporach, objawach agresji międzyludzkiej skupionej na moim psie i na mnie, IGNORUJĘ. chociaż z agresją psiarzy rzadko się spotykam, prędzej z agresją "antypsiarzy".

Posted

Dzisiaj pewna cudowna rodzinka z 'super mega wypasionym haskim' doprowadziła mnie do k*rwicy i podwyższyła mi ciśnienie do dwóch milionów Czekam na Zuzię od Timka, Carmen sobie biega, patrzę idzie rodzinka z huskym, zapinam psa na smycz, mówie jej siad i czekam. I podbiega do nas husky zaczyna molestować Carmen a ta znowu z zębami i ci idioci zniszczyli całą robotą którą poświęciłam na resocjal Carmen, a już bawiła się z innymi psami...
Ludzie czy ja kiedyś dam radę ją całkiem zresocjalizować, czy co chwile będzie mi się zdażał taki palant a to z yorkiem a tu z huskym.
Autentycznie myślałam że faceta na smyczy powiesze, drzew nie brakowało...
A ten jak zobaczył co Carmen robi to jeszcze się zaczął głupio śmiać...

Posted

mineralna_ - dlatego ja zawsze noszę przy sobie dezodorant...:oops: Moje Frocisko dość jest agresywne, nie potrzebuję kolejnych starć, żeby go utwierdzić w przekonaniu, że każdy pies jest zły. I tak tak uważa :roll: I co, Carmen na Timka też tak źle zareagowała? Współczuję, wiem jak to jest, jak ktoś bezmyślnie i chamsko zniszczy całą naszą pracę - do teraz borykam się z ogromnym lękiem mojej suczki wobec ludzi, szczególnie dzieci... Najpierw udało mi się ją z niego wyciągnąć, ale jedno dziecko uznało, że a co - skoro pies się boi, to go podręczy :-(

Posted

A ja wczoraj dostałam k...wicy...
Wracamy spokojnie ze spaceru z psem, dochodzimy do bloku, a tam na ławce plotkując w najlepsze z sąsiadkami siedzi baba od "dalmatki", która zawsze gania luzem (albo i samopas) i miały już nie wiem ile starć z moją suką...

Myślę sobie, że pewnie suczysko siedzi gdzieś w żywopłocie, więc nie szłam po chodniku; zeszłam na drogę, najdalej jak się dało żeby nie prowokować. Ale cóż - suka oczywiście wyskoczyła nagle z żywopłotu, podbiegła do nas i jazda na moją... Baba wielce zdziwona, przynajmniej podbiegła i zabrała psa, ale mi za tym nie wiem którym razem nerwy już puściły i krzyczę, kiedy zacznie wyprowadzać tego cholernego kundla na smyczy...

Boże co za oburzenie :evil_lol: "Tylko nie kundla!!!" - a pies ma wspólnego z dalmatem tyle, że ma kropki. I że mam się do niej kulturalnie odzywać i co ja sobie wyobrażam :cool3: Pytam czy może chce porozmawiać z dzielnicowym na temat obowiązków właściciela psa - "No dzwoń, no już!!" - po czym i ona, i sąsiadki, zwiały w te pędy z pieskiem do domów :roll:

A taki miałam dobry dzień :cool1: Teraz już doprowadziła mnie do szału, bo jej pies na smyczy chodzi dosłownie raz na rok, wypuszczają go samopas albo z nastoletnimi dziećmi, które w duszy mają co pies robi i gdzie biega, a ja nie mogę spokojnie przejść pod blokiem, bo cholera się rzuca jak tylko moją zobaczy; muszę chodzić naokoło.
Chyba przejdę się osobiście do dzielnicowego i porozmawiam o sympatycznych sąsiadach, bo ile można... Alleluja za kilka tygodni się wyprowadzam.

Posted

Martens- u mnie sytuacja podobna tylko mnie do szału doprowadzają ludzie, którzy wyprowadzają swojego psa z klatki bez smyczy. A jak wie każdy mieszkaniec bloku przejscia są bardzo wąskie. Dziwi mnie czy aż tyle energii i wysiłku wymaga zapięcie psa w domu i zjechanie windą z psem z zapiętą smyczą- tylko tyle wymagam.

Posted

Dzisiaj myślałam ,że mnie szlag trafi.
Idę sobie z koleżanką ulicą (bez psów) .
Patrzymy a z podwórka wychodzi młodziutki labrador (bez smyczy!) i idzie ze swoim państwem do samochodu.
Facet usiadł za kierownicą , babka od pasażera i chyba chciała ,żeby pies do niej wskoczył.
Ja się odwracam w kierunku tego psa ,zeby popatrzeć na niego.
I mówie do koleżanki , cały czas patrząc na tego psa:
-Ojej , ale on urósł.
I w tym momencie pies biegnie najeżony w naszym kierunku i zaczyna szczekać , a facet do mnie ( wysiadł z samochodu):
-I po co go wołasz?
A ja mu mówie ,ze przecież go nie wołam
I idziemy dalej i ten koleś leci za tym psem , a ten pies sobie na nas szczeka i leci za nami.
I mówie do koleżki :
- Poczekaj ,bo widzisz ,że co nie którzy sobie z psem nie moga poradzić:roll:
Normalnie tak mi koleś podniósł ciśnienie.. :mad:

Posted

takiej sytuacji jak nas spotkala nie zycze nikomu

pojechalam na wies na wakacje z moja suka
to taka wies, ludzie maja tam dzialki i sporo ludzi jest spoza wsi

jestem z suka nad jeziorem wszytko ladnie , pieknie , sucz sobie plywa , ja odpoczywam na kocu az nagle widze jak biegnie z gory szar pei
sucz zawolalam , bez problemu przyszla wzielam na smycz
tamten pies z ludzmi ale bez obrozy, smyczy nic
prosze ludzi o zapiecie psa na smycz i dostaje odpowiedz ze ich pies jest madry i nie potzrebuje smyczy ani obrozy
wiem ze moja sucz za bardzo kontaktowa nie jest wiec postanowilam wracac juz na dzialke
gdy moj kuzyn wyszedl z wody i biegl do nas po recznik shar pei go zaatakowal , zlapal go za noge i zrobil ranke
ja sie wydarlam na ludzi , a oni swoje ze pies jest madry i to pierswszy raz a moj kuzyn musial go sprowokowac
szlismy juz pod gorke , wychodzac z plazy , ten pies rzucil sie na moja sucz
zaatakowal od tylu
zlapal za tylek
ja puscilam sucz , bo sie wystrasylam
psy zaczely sie kotlowac , wlasciel podbiegl i krzyczal zebym zabrala swojego psa
tylko ciekawe jak mialam to zrobic
wkoncu zlapalm jego psa za skore na tylku i kazalam kuzynowi (13 lat) zlapac nasza sucz za lapy tylnir
odciagnelismy je jakos
psy wygladalo starsznie
obydwa zakrwawione , z ranami na szyjach i pyskach
nie bylo si nawet co klocic z wlascielem
tak szybko zabral psa na rece i uciekl ze nawet nie bylo sesnu go gonic

na szczescie sucz miala tylko 2 wieksze rany , reszta to male ranki od wbijania zebow
nie wiem jakie szkody mial ten szar pei ale wygladal tak samo zle
a dodam ze moja sucz to tylko 16kg , na szczescie przezyla swoje i ma doswiadczenie , dlatego pewnie przezyla wogole

dzieki temu zdarzeniu , z mojej nie atakujacej juz psow i ludzi sucz , znowu zrobila sie bestia
i mozna powiedziec ze cala nasza praca poszla na marne przez jednego debila, nie umiejacego wychowac psa

Posted

Na kretynów nie ma lekarstwa:mad:Widziałam masę szurniętych shar p.Ludzie nie zdają sobie sprawy,że te psy były wychodowane do psich walk.Ludzie je kupują bo takie ładne i pomarszczone,ale charakterki to one mają.Nie mają takiej siły jak TTB ale innego psa potrafią pożądnie pocharatać.Ludzie traktują je jak pluszaki a potem zdziwienie,że ich piesek tak się zachowuje.A mina takiego ludzia gdy mu mówię,że jego pieseczek był tak jak pit bulle wychodowany do walk:cool3:normalnie patrzą jak na kosmitkę.Ale cóż zrobić większość i tak kupi pieska bo ładny,nieważne jakie ma potrzeby,do czgo został wychodowany i czy poradzą sobie z wychowaniem.Gdyby tak podleciał do moich psów i ugryzł je w tyłek to przygłupy nie miałyby czego zbierać i do domciu wrócili by sami:angryy:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...