An_ki Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 Hmm, my jako właściciele "kontrowersyjnej urody" ;) psiaka - często słuchamy różnych dziwnych słów :crazyeye: Najbardziej irytujące są właśnie hasła typu "...trzymaj psa, bo ten AMSTAfF (ew. PITBULL) go zagryzie..." :angryy: Póki co Yoko jest megaciapą i ilekroć pies na nia warczy młoda stoi i się cieszy na zabawę :shake: Wcześniej się wkurzałam, teraz reaguję smiechem. Smutno, ze pomimo tego, ze gadzina moja jest na smyczy ludzie nie chcą, żeby ich pies się choć przywitał z moim :roll: Quote
Veah Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 Bo każdy pies danej rasy jest taki sam. I każdy rottweiler to zabójca. ;/ Quote
Saite Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 Każda dekada ma swoją rasę psów-zabójców. Zabójców z zasady, bezwzględnych, których sensem życia jest szukanie okazji do mordu... ;) Quote
magdyska25 Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 U mnie na osiedlu ludzie doslownie powariowali...:roll:. Prawie zawsze mialam spiecia z ludzmi ktorym nie da sie NIC WYTLUMACZYC-szczegolnie tego ze moj pies nie przepada za innymi samcami-podstawowy tekst "moj jest lagodny"-ok. bardzo mnie to cieszy ze jest lagodny ale moj moze mu zrobic krzywde i kto potem bedzie mial mi to za zle?:shake:-nie sadze rowniez zeby lagodny pies nie zareagowal na spiecie z moim psem i "poddal sie w takowej walce".....:shake:. Ostatnio bylam swiadkiem kilku sytuacji bardzo stresujacych a w jednej bralam "czynny udzial"-co skonczylo sie pogryziona lewa reka i do tej pory mam nie do konca sprawny wskazujacy palec... Sytuacja- Sobota 3 tyg temu godz. 6 rano- ide sobie przy bloku z moimi psami-pies oczywiscie na smyczy, Kropka za nami "sie wlecze". Nagle zobaczylam na ogrodku psa sasiada-wielki, mlody onek, ktory byl puszczany na ogrodek gdyz wlasciciel na spacerze doslownie "z nim fruwa". Zrobil sobie dziure w siatce-wylecial od razu na mojego psa-zgniutl go swoja masa-moj jest 2 razy mniejszy, 2 razy starszy... Zaczelam sie drzec-wlasciciel wybieg na ogrodek i zaczal go wolac...Nie pomogl, nie wylecial z klatki... Probowalam go zlapac za ogon ale strasznie sie krecil...zlapalam odrochowo za kark, wtedy pies "haps za moja reke-patrzyl na mnie z taka wsciekloscia ze jak do tej pory sobie pomysle to ciarki przechodza mi po plecach. Nie chcial puscic-gdyby nie moj pies ktory zobaczyl jak tamten szarpie moja reke rzucil mu sie na kark potem zlapal za ucho-onek uciekl. Wlasciciel pojawil sie dopiero wtedy gdy kucnelam bo mialam dlon cala we krwi i zrobilo mi sie slabo... Kolejne stresujace sytuacje napisze pozniej... Przepraszam ze bez polskich znakow ale klawiatura wariuje. Quote
AngelsDream Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 Mam nadzieję, że zgłosiłaś pogryzienie? Częsty błąd osób w tym wątku, to nic nie robienie - ja już wiem, że na osiedlu nie ma litości. Zaprzyjaźniam się z SM i dzielnicowym, ale z drugiej strony coraz więcej osób omija nas łukiem. Quote
Marteczka Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 magdyska25 napisał(a):U mnie na osiedlu ludzie doslownie powariowali...:roll:. Prawie zawsze mialam spiecia z ludzmi ktorym nie da sie NIC WYTLUMACZYC-szczegolnie tego ze moj pies nie przepada za innymi samcami-podstawowy tekst "moj jest lagodny"-ok. bardzo mnie to cieszy ze jest lagodny ale moj moze mu zrobic krzywde i kto potem bedzie mial mi to za zle?:shake:-nie sadze rowniez zeby lagodny pies nie zareagowal na spiecie z moim psem i "poddal sie w takowej walce".....:shake:. Ostatnio bylam swiadkiem kilku sytuacji bardzo stresujacych a w jednej bralam "czynny udzial"-co skonczylo sie pogryziona lewa reka i do tej pory mam nie do konca sprawny wskazujacy palec... Sytuacja- Sobota 3 tyg temu godz. 6 rano- ide sobie przy bloku z moimi psami-pies oczywiscie na smyczy, Kropka za nami "sie wlecze". Nagle zobaczylam na ogrodku psa sasiada-wielki, mlody onek, ktory byl puszczany na ogrodek gdyz wlasciciel na spacerze doslownie "z nim fruwa". Zrobil sobie dziure w siatce-wylecial od razu na mojego psa-zgniutl go swoja masa-moj jest 2 razy mniejszy, 2 razy starszy... Zaczelam sie drzec-wlasciciel wybieg na ogrodek i zaczal go wolac...Nie pomogl, nie wylecial z klatki... Probowalam go zlapac za ogon ale strasznie sie krecil...zlapalam odrochowo za kark, wtedy pies "haps za moja reke-patrzyl na mnie z taka wsciekloscia ze jak do tej pory sobie pomysle to ciarki przechodza mi po plecach. Nie chcial puscic-gdyby nie moj pies ktory zobaczyl jak tamten szarpie moja reke rzucil mu sie na kark potem zlapal za ucho-onek uciekl. Wlasciciel pojawil sie dopiero wtedy gdy kucnelam bo mialam dlon cala we krwi i zrobilo mi sie slabo... Kolejne stresujace sytuacje napisze pozniej... Przepraszam ze bez polskich znakow ale klawiatura wariuje. Powinnaś odrazu policje wzywać. Quote
Saite Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 Właśnie o to miałam zapytać magdyska, czy nie przeszłaś nad sytuacją do porządku dziennego. Takie sytuacje muszą być zgłaszane i muszą być wyciągane konsekwencje względem niefrasobliwych właścicieli psów, szczególnie psów agresywnych. Quote
Veah Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 Tak się mówi, żeby od razu zadzwonić gdzieś, coś zrobić. Ale zostawisz swojego psa na pastwę ONka? Albo zignorujesz ranę, żeby zadzwonić? Quote
Saite Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 Veah, z doświadczenia wiem, że można i trzeba natychmiast zawiadamiać Policję. Nie chodzi tu o to, by w ferworze walki psów, czy z przyczepionym obcym psem do swojej kończyny prowadzić rozmowę telefoniczną, ale natychmiast, gdy "akcja" ustanie zgłosić zaistniałą sytuację i wskazać sprawcę całego zamieszania, szczególnie, że w tej sytuacji było wiadomo od razu czyj jest pies. Quote
Veah Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 no tak, co racja, to racja. Bo jak tu wymagać bezpieczeństwa, komfortu, jak się nie reaguje. Fakt;) Quote
zerduszko Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 Saite napisał(a):Veah, z doświadczenia wiem, że można i trzeba natychmiast zawiadamiać Policję. Nie chodzi tu o to, by w ferworze walki psów, czy z przyczepionym obcym psem do swojej kończyny prowadzić rozmowę telefoniczną, ale natychmiast, gdy "akcja" ustanie zgłosić zaistniałą sytuację i wskazać sprawcę całego zamieszania, szczególnie, że w tej sytuacji było wiadomo od razu czyj jest pies. Gorzej jak jedyne co się wiem, że pies nazywa się Szatan i ma białe zęby ;) Quote
sleepingbyday Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 wpisuje się, co by mi zapisało do subskrybcji ;). nie pisałam tu daaaaawno, ale podczytuje. no, ale jak juz płodze post, to spłodzę jakiś konkret w temacie. jakis czas temu, jak zapomniałam woreczka na "twarde dowody", zbierałam koope przez chusteczkę higieniczną, troche to potrwało, no, ale wstaję, ide do śmietnika, a tu babka do mnie podchodzi i z zainteresowaniem: "a co pani tam znalazła?" :evil_lol::evil_lol: a i co myslicie, że mogę zrobic? w moim bloku baboon wstrętny ma dwie pittki (albo astki). nie wiem, mylą mi się te psy, wiem, ze się różnią, ale nie może mi wejść do głowy, czym i cześć. babka spuszcza je na "spacer", który nieodmiennie jest zrobieniem kółka lub dwóch wokół bloku i tyle. psy sa totalnie agresywne do innych psów, galopuja, zeby się rzucic. po jednym takim galopiwe szukałam mojego tymczasowicza 12 godzin, nie widziałam świadectwa szczepienia, nie mówiąc o zwrocie kosztów. kiedyś jedną suke spotkałam na swojej klatce (jest przejście "strychem" przez wszytskie klatki), w ostatnim momencie złapałam zośkę na ręce, sucz na mnie skoczyła, zeby zośkę zjeść, popchnęła, cudem nie spadłam ze schodów do tyłu na łeb! odprowadziłam sucz do jej domu, a babka na to, ze ach nikitka tak sobie czasem z domu wychodzi..... :angryy:. ostatnio tez zośka na rękach wylądowała, a nikita łapami na mnie.. babka nie ma wyobraźni, nie myśli, psy oszalałe z nudów... pytanie: nie wiem, co robić. telefon do sm czy na policję nie zadziała. te suki naprawde wychodza na kółko wokół domu i tyle. zanim przyjadą, będzie po sprawie.... a ja, jak wieczorem wychodze z zośką (a teraz mam dodatkowo mini tymczasa), to nerwy jak postronki, czy ta pin*a psy wypuści...:angryy: nie mam pomysłu, jak babę otzreźwić. mi nie przeszkadza, ze psy biegają luzem. mi przeszkadza, że dosłonie "polują" na inne psy. jak jedna z nich pogryzła baraka (ex-dt), był szczeniakiem.... i wtedy dwie sie rzuciły, jedna na zosię, druga na baraka, od zosi jakos sucz odgoniłam. Quote
evel Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 SBD, może trzeba zaprzyjaźnić się z dzielnicowym i w zależności od tego, jak się ustosunkuje do problemu powiedzieć mu wszystko albo trochę podkolorować, że boisz się o swoje życie i takie tam? ;) Quote
Saite Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 sleepingbyday podziwiam Twoją cierpliwość, a jednocześnie odwagę, bo poniekąd każdy spacer to ryzykowanie własnymi psami i swoim zdrowiem. Policja, żeby zainterweniować nie musi być przecież świadkiem zdarzenia. W przypadku SM może ona karać tylko kiedy strażnik jest świadkiem konkretnego zajścia, jednak gdy ja ostatnim razem zgłaszałam pewną psią kwestię to strażniczka miejska mimo, że świadkiem zdarzenia nie była wybrała się na rozmowę do właścicieli psa. Czasem nie trzeba od razu kogoś karać, rozmowa z odpowiednim funkcjonariuszem i jego wizyta wystarczają. Poza tym z tego, co piszesz wynika, że takie naganne sytuacje zdarzają się bardzo często, zawsze można coś takiego zarejestrować i z takim dowodem wybrać się na Policję i do dzielnicowego i masz babę w garści. Quote
sleepingbyday Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 no nie wiem... jak jej policja chciała mandacik wlepić "za niemanie" psów na smyczy, to sie darła na pół osiedla ponoć. nie wiem, jak sie skończyło. niektórzy na osiedlu twierdza, ze ona i jej synek maja kontakty w półświatku. co prawda watpię,ale jak nawet, to ja czniam półświatek. nawet myślałam, żeby do dzielnicowego się przejść (mma jeszcze jedna sprawę), no, ale to dłuższa wyprawa - okaząło sie, ze mój dzilenicowy przyjmuje na gocławiu, komenda na grenadierów to ponoc nie mój rejon :crazyeye:. i aparat - tez na to wpadłam, tylko kurka, nie wychodzi jakoś.... ale chyba będzie musiało, bo to naprawdę męczące. bez koloryzowania dotąd mi zimno sie robi, jak sobie przyponę, jak sie chybotałam na ostatnim schodku z zoska na rękach, stojąc tyłem do schodów. już widziałam roztrzaskana czasszkę i "niewyjasniony wypadek". a tak naprawdę winna mojej śmierci, kalectwa byłaby ta sztuczna blondyna z obwisłym cycem..... jestem tak zła na jej brak wyobraźni, ze rzucam epitetami pod nosem w o wiele gorszym gatunku niz powyżej. wyzwala we mnie to sporą agresję, z bezsilności chyba... Quote
Saite Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 Dziwię się też, nie ukrywam, że gdy już miałaś w garści jednego z psiaczków tej pańci, to zamiast wtedy wezwać Policję i dokonać zgłoszenia niebezpiecznej sytuacji, jaka Cię spotkała albo co najmniej zamiast się wysilić i pieseczka odtransportować do schronu, Ty odprowadziłaś temu babsku psa do domku. Oczywiście nie chcę, by to co piszę, brzmiało jak ocenianie Twoich poczynań, bo daleka jestem od tego, ale po prostu wydaje mi się, że miewałaś okazje, by babkę otrzeźwić i jej to i owo uświadomić. Babka sobie może mieć kontakty w półświatku, już widzę jak by je wykorzystywała w sprawie w sądzie grodzkim. Kontakty kontaktami, ale jeszcze musi na takiego funkcjonariusza trafić, co tak obeznany będzie z tymi jej kontaktami. Quote
sleepingbyday Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 saite słuszna słuszność :p. jak się gibałam na schodach, to byłam świeżo po wprowadzce, nie wiedziałam, czyj to pies, wywiedziałam się, myślałam, ze "się trafiło", juz jak babka ja wzięła mówiąc, ze nikitka sobie lata po bloku, to mną trząchło. ale co, miałam jej wyrwać psa? jakbym to wczesniej wiedziała.... i te wszytskie przypadki, pogryzienia, rzucanie sie na mnie (tzn na zoskę, ale nie miałam wyjścia, musiałam ja brac na ręce - zocha wazy 9kg) były później. półświatek może babun wykorzystywac na osiedlu, a nie w sądzie grodzkim, o to chodzi. ale ja akurat sie tego nie bojam. na pogryzienie baraka nie mam dowodów, była noc. na nic nie mam dowodów, bo ona je spuszcza tylko w nocy. po prostu musze sie wziąć w karby i aparat na każdy spacer brać i tyle. cud sie przecież nie zdarzy.... :roll: EDIT: co nie będzie łatwe, bo w nocy tylko z bliska fotka ma sens. blisko trudno podejść z dwoma psami - pchać ich w zeby tych suk jakos nie chcę... Quote
Saite Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 Gdy mojego zakagańcowanego psa chapnął w środku nocy wypuszczony na nocną samotną przechadzkę pies, to jako dowód traktowano fakt, że dokładnie opisałam tegoż psa-napastnika. Dzielnicowy wybrał się do właścicieli, bo udało się ustalić kim są. Oczywiście na całe zdarzenie miałam świadków.... No bo kto by się bez świadków na takie ryzykowne, nocne spacery wybierał. ;) Świadek to podstawa, choć przy zgłaszaniu sprawy i podczas rozmów z dzielnicowym nie byłam o świadków pytana. I interwencja nie była uzależniona od jakichś tam dowodów. Quote
sleepingbyday Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 to kiedy świadek ci sie zaczął przydawać? Quote
Saite Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 O tym wspomniałam dopiero przy okazji kierowania wniosku do sądu grodzkiego. Wcześniej pytana byłam tylko parę razy o to, czy mój pies na pewno był na smyczy i w kagańcu. A to akurat było jasne, bo gdyby nie był, tamten pies miałby pecha i na pewno widać by po nim było, że ma za sobą starcie. Quote
_ogonek_ Posted July 28, 2009 Posted July 28, 2009 Czasami jak widzę i słyszę ludzi którzy takie rzeczy o psach opowiadają to po cichu myślę sobie "są ludzie i taborety" :evil_lol: Quote
Saite Posted July 28, 2009 Posted July 28, 2009 A&S napisał(a):Czasami jak widzę i słyszę ludzi którzy takie rzeczy o psach opowiadają to po cichu myślę sobie "są ludzie i taborety" :evil_lol: Takie rzeczy? Tzn. jakie? Jeśli Twoja wypowiedź odnosi się do mojej wypowiedzi, to gratuluję podejścia i sposobu myślenia! Skoro osoby takie jak ja, które mając b. dużego agresywnego psa zabezpieczają go kagańcem i smyczą w Twoim mniemaniu są taboretami, to ja Ci życzę jak najwięcej spotkań z niedopilnowanymi i również agresywnymi psami nie taboretów, a ludzi. Na zdrowie! A tak poza tym może warto zmienić to jakże wyświechtane powiedzonko na jakieś mniej wysłużone. Niektórzy w głowie tylko taborety mają... Quote
_ogonek_ Posted July 28, 2009 Posted July 28, 2009 nie nie chodzi mi o twoją ;) pisząc takie rzeczy miałam na myśli powyżej nadmienionego kundla! ;) jeśli chodzi o sytuację magdyski to zrobiłabym to, co radzicie - policja. tak na marginesie agresorów staram się unikać ale czasami widzę jak lata taki wściekły pies i szuka zaczepki... ludzie sobie jednego agresorka puszczają i bieeega sobie , raz ugryzł psa znajomej... na szczescie poza mala rana na nosie i wizyta u weta wszystko bylo ok. Quote
Saite Posted July 28, 2009 Posted July 28, 2009 O to przepraszam! Dziś jestem nerwowa okrutnie.;) Co widać.:diabloti: Jeszcze raz wybacz, że się uniosłam. Nie wiem czemu nie lubię tego porównania "ludzie i taborety". Quote
_ogonek_ Posted July 28, 2009 Posted July 28, 2009 Ja też ale w stosunku do ludzi inteligentnych inaczej nie mam innego określenia :diabloti: Nie przejmuj się ;) Bywają lepsze dni i lepiej żebyśmy tylko takie na dogo mieli ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.