Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Bonsai, u mnie też, gdy dochodzi do starć, a jak dochodzi to już do naprawdę poważnych, moje psy są na smyczy. Jeden musi być w ogóle stale pod kontrolą, brak smyczy w grę nie wchodzi.
Tak więc, jeśli cokolwiek się wydarza to nie z mojej winy, ale innych "super odpowiedzialnych" właścicieli, bo moje psy są zawsze dopilnowane. Ja robię wszystko, by do spięć nie dochodziło, ale jak podbiegacz nie daje za wygraną i się o manto prosi, to co zrobić...

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Bonsai z jakiej racji płacisz za szycie suki która jest luzem i gryzie się z Twoją?:crazyeye::crazyeye: coś podbiega więc właściciele chyba liczą się z tym że ktoś może im psa skasować czy to inny pies czy wkurzony właściciel?

btw retriverów bardzo nie lubimy razem z Su :mad:

Posted

Władczyni z takiej, że lubię spokój i kłócić mi się nie chciało, a suka była pocięta dość poważnie [za pierwszym razem miała zakładane ponad 20 szwów :shake:]. Jakby nie było to Birma [z możliwą pomocą Bianki, ale o tym ciii] pogryzła psa... dlatego gościu wielce się zdziwił jak się wkurzyłam i powiedziałam, że tym razem nie zapłacę...

Posted

Tych złych :evil_lol: nie można uczyć, że my (ci dobrzy :evil_lol: ) ustępujemy dla świętego spokoju.

Oczywiście efektów spektakularnych nie będzie, ale ja np. w ciągu ostatniego miesiąca dzwoniąc kilkakrotnie po straż miejską, wyćwiczyłam pewnego pana w niepuszczaniu luzem spasionego, agresywnego, namolnego labradora.

Okazało się, że pan ma smycz, wie do czego służy smycz i umie używać smyczy na codzień. Brawo!

Posted

Ech... jak wczoraj po raz czwarty [!] dzwoniłam na straż miejską to usłyszałam uprzejme "A... to pani" :evil_lol:. Przy okazji zadziwiłam pana, bo po dzwoniłam nie nakablować na biegającego luzem psa tylko po poradę psio-prawną :razz:

Posted

WŁADCZYNI napisał(a):
Bonsai z jakiej racji płacisz za szycie suki która jest luzem i gryzie się z Twoją?:crazyeye::crazyeye: coś podbiega więc właściciele chyba liczą się z tym że ktoś może im psa skasować czy to inny pies czy wkurzony właściciel?

btw retriverów bardzo nie lubimy razem z Su :mad:


oprocz tego ze my tez nie lubimy retriverow to
moze wiesz jak obydwa psy sa na smyczach i sie pogryza i mojej nic nie jest a tamten ma 10 szwow to czy ja musze zaplacic za to ? tzn juz zaplacilam 40zl , ale niewiem czy wogole musialam ?
moj pies byl na smyczy ,tamten tez , tylko tamten zanim porzadnie zlapal moja sucz ona go juz kilka razy zlapala i stad ma takie rany
moja niema zadnej , sama sie zdziwilam
tamten pies a raczej suczka to buldozek francuski

chyba ze wie kto inny to prosze o odpowiedz

Posted

[quote name='bonsai_88']Gops a która suka zaatakowała? Wydaje mi się, że najrozsądniej byłoby zadzwonić na straż miejską w twoim mieście i tam się wszystkiego dowiedzieć ;)

hmm obydwie
szlam z moja na smyczy przez miasto i mijala nas pani z buldozkiem wlasnie i sie zaatakowaly jak sie mijaly
to za szybko sie dzialo , niewiem ktora zaczela
tylko ze mojej nic nie jest a tamtej jednak jest ,pani odrazu poszla do weta i pokazala mi rachunek od weta wiec zaplacilam
to bylo na miescie wsumie w centrum , nie chcialam sie klocic bo i tak oczywiscie by wyszlo ze to ja jestem zla i wogole bo moje bydle pogryzlo biednego buldozka , ludzie sie na mnie krzywo patrzeli (?) tylko dlatego ze na tamtym psie byla krew a na mojej nie
teraz to juz za pozno ale na przyszlosc chcialabym wiedziec ;)

Posted

Greven napisał(a):
No właśnie, ale w tym problem, że nie wszystkie goldeny są super. I nie wszystkie niufy, labki etc.

Powiem więcej - z roku na rok obserwuję coraz więcej agresywnych goldenów, agresywnych zarówno w stosunku do ludzi, jak i psów. Prysnął mit psa idealnego, mit który sprowadził nieszczęście na tę rasę i prowadzi do dalszej jej degeneracji - goldeny rozmnażane są na potęgę, bo są modne, a przyszłych nabywców media karmią radośnie powielanymi przez otoczenie (i oczywiście samych hodowców) bajkami o "psie rodzinnym", "psie, który kocha dzieci", "psie, który jest tak mądry, że nie trzeba go niczego uczyć", "psie, który sam się wyszkoli".

Niestety, to jest smutna prawda polskiego namnażalnictwa wszystkiego co modne. Teraz czekam na pierwszego osiedlowego "labradoodla".

Greven napisał(a):
Jakoś trudno mi uwierzyć, że takie upośledzone, bądź niepełnosprawne dziecko na dogoterapi wdrukuje sobie dokładnie rasę psa, który jest jego terapeutą (a nie tylko charakterystyczne cechy, np. że pies jest duży i żółty, ma długą sierść) i potem na dodatek zostanie puszczone na dwór bez dozoru dorosłych i będzie próbowało konfrontować się z każdym psem tej właśnie konkretnej rasy :roll:

Dogoterapeuci pracują nie tylko z niepełnosprawnymi dziećmi. Również ze zdrowymi, w grupach, w szkole, nie tylko z maluchami, ale także ze starszymi. Mają wielką siłę oddziaływania na dzieci, ale niestety często nie spełniają podstawowych kryteriów bezpieczeństwa, albo wręcz są niekompetentni. Może nie jestem obiektywna, ale moje dziecko zostało pogryzione przez psa tej samej rasy, co pies-dogoterapeuta przychodzący do szkoły i stało się to krótko po zakończeniu zajęć. Bo choćbyś gardło zdarła tłumacząc co i jak, dziecko i tak zapatrzone jest w dogoterapeutę i jego psa jak w obrazek. Taki pies to już dla dziecka jest inny "gatunek" psa i bardzo trudno rodzicom zwalczyć ten stereotyp zwłaszcza, gdy drugi pies nie tylko wygląda, ale zachowuje się tak samo - macha ogonem, wywiesza język, liże po ręce. Dystans dziecka jest wtedy wielokrotnie mniejszy niż w przypadku innego psa.

Greven napisał(a):

Bez przesady. Ja w Szczecinie dawno już nie widziałam dresa z astem. Fakt, pewien typ ludzi potrzebuje takiego psa dla uzupełnienia swojego image, ale moda chyba na szczęście zaczyna przemijać. Fajnie lansować się psem, ale jeszcze fajniej tuningowanym szrotem, albo markowymi ciuchami - po nich nie trzeba sprzątać kup, ani zniszczeń w domu.

Zazwyczaj trafiam na amstaffy, pitbulle (i wszystko, co w typie) z ludźmi dorosłymi, w średnim wieku, często wręcz starszymi. Najbardziej cieszy widok amstaffa idącego spokojnie koło wózeczka ;)

Bardzo zazdroszę, naprawdę. U mnie jest dokładnie odwrotnie. Widuję ze trzy amstafy z wyglądającymi "na oko" normalnymi właścicielami. Na dodatek mit jednego z nich prysł z chwilą, gdy miałam okazję prozmawiać z jego sąsiadem - pies jest agresywny na klatce schodowej. Jakiś miesiąc temu jechaliśmy z mężem po meble do tzw. "gorszej dzielnicy". Po drodze naliczyłam 12 psów w typie amstafa/pitbula. Niestety widuje się je pod opieką podpitych wyrostków :shake:

Ogólnie rzecz biorąc uważam, że dogoterapia, praca z dziećmi, to nie jest miejsce na rozmowy pt. "każdy pies jest taki sam, wszystko zależy od właściciela". Poza tym jakakolwiek forma agresji, nawet w stosunku do zwierząt, a nie do ludzi (jak w przypadku przywołanego tu dla przykładu amstafa) jest dla mnie dyskwalifikująca. Dogoterpia to nie jest hobby i nie ma tu miejsca na freelanserstwo. Ci ludzie pracują w grupach, mają zloty, zjazdy, wspólne imprezy (jak np. te pod patronatem Anny Dymnej) - jak miałby się w tym znaleźć pies, który żadnemu innemu nie przepuści? Niezależnie od rasy.
OT wyszło, ale musiałam trochę usprawiedliwić własne stanowisko ;)

Posted

Niestety, to prawda, że dzieci mają pewne wdrukowane stereotypy. Moja suka to kundel tricolor, dość powszechny kundlowaty wygląd. Wiele razy podbiegały do mnie dzieci, bo piesek "podobny do Misi/Puszka/innego Maksia". A moja suka dzieci się boi i nie lubi, więc trzeba było tłumaczyć i uciekać :roll: Tak jak wyciąganie rąk do yorków i podbieganie do wszystkich labkowatych, bo sąsiadka ma takiego samego i miły jest...

Dzisiaj spotkałam się z cudownym chamstwem nie-psiarza. Widzę jak na terenie, gdzie spaceruje mnóstwo psów (akurat wtedy byłam tylko ja) parkuje auto. Idę akurat w tamtą stronę... i nagle błyska mi czyjś goły tyłek, auto z piskiem rusza. No i oczywiście pan nie mógł załatwić potrzeby w krzakach - zrobił to na środku ścieżki. Ludzi się uczy, że psie kupy trzeba zbierać, a przydałoby się przypomnieć jeszcze, że po sobie też się sprząta - sami na ścieżkach robią co robią i nawet nie zakryją trawą, jeszcze papier obs... rozrzucą na całej ścieżce. To miejsce spacerowe mam teraz z głowy, młoda "poluje" na odchody... :angryy:

Posted

Może troszkę nie do tematu, ale chciałabym wam opowiedziec pewną akcje ze spuszczonym haszczakiem.
Otóż dwa lata temu( miałam około 12 lat) byłyśmy z dwoma koleżankami na obrzeżach miasta koło pewnej opuszczonej budowy, pól i lasów ( jedna z koleżanek mieszkała w tej okolicy).
Nagle słyszymy w okolicach pola kukurydzy potworny pisk :shake: to było na prawde straszne i głośne. Ja od razu do dziewczyn co to w ogóle może byc ? to nie ptak wiec może pies z jakimś innym sie gdzieś gryzą ?
Zeszłyśmy z tej budowy, a tu nagle jak w filmie. Ten pisk coraz głośniej i bliżej, krzaki się trzęsą, coś biegnie w naszą strone.
My już takie przestraszone, w ogóle nie wiemy co sie dzieje.
Nagle z krzaków, które były około 5 metrów od nas wyskakuje sarna, zadek cały we krwi, a za nią haszczak. To sie działo tak szybko. Sarna uciekała przed nim w naszą strone, ale w końcu uciekła w inne krzaki. Aśka i Patrycja pobiegły za nią, kiedy ja przytrzymałam za futro haszczaka. Nie miał nawet obroży. Gardło całe we krwi i sie rzuca w tą strone w którą uciekła sarna ( najgorsze było to, że ten pies był po prostu szczęśliwy, te jego oczy i wyraz pyska po mimo tej krwii... masakra).
W końcu po 2 minutach przybiega właścicielka ( jej mąż szedł za nią spacerkiem :crazyeye:) i sie pyta co sie stało ? No to powiedzieliśmy jej że chciał sarne zagryźc ale uciekła gdzieś pola.
Pani chciała ją szukac i zawiezc do weterynarza, ale jej mąż powiedział żeby dała sobie spokój... :shake:
Na koncu okazało sie ze państwo spuścili pieska ze smyczy i im uciekł za sarną.
Same z dziewczynami w ten sam dzień szukałyśmy jej w polach ale nic nie znalazłyśmy. około 3 dni potem kolega mówił, że widział w tamtej okolicy nieżywą sarne :shake: do tej pory przypomina mi sie zachlapane krwią futro haszczaka i ten potworny pisk.

Posted

zmierzchnica napisał(a):

Dzisiaj spotkałam się z cudownym chamstwem nie-psiarza. Widzę jak na terenie, gdzie spaceruje mnóstwo psów (akurat wtedy byłam tylko ja) parkuje auto. Idę akurat w tamtą stronę... i nagle błyska mi czyjś goły tyłek, auto z piskiem rusza. No i oczywiście pan nie mógł załatwić potrzeby w krzakach - zrobił to na środku ścieżki. Ludzi się uczy, że psie kupy trzeba zbierać, a przydałoby się przypomnieć jeszcze, że po sobie też się sprząta - sami na ścieżkach robią co robią i nawet nie zakryją trawą, jeszcze papier obs... rozrzucą na całej ścieżce. To miejsce spacerowe mam teraz z głowy, młoda "poluje" na odchody... :angryy:

Ojej, ile razy ja sie spotkałam z tego typu chamstwem :angryy:

Posted

Dokładnie, malutki przykład: Mamusia z dzieckiem potrafiła pojść za drzewo, by dziecię sie wypróżniło. Zachodzi pytanie, czy owa mamusia posprzątała po swoim dziecku? Oczywiscie, ze nie. Zostawiła tenże zakąsek dla moich psów. Bo moje psy niestety lubia zjadać ludzkie gowna.

Posted

Ale małe dzieci miewają od wielkiego dzwonu akcje "mamo, już! mamo, no JUUUŻ!" i zwykle jest się na to kompletnie nieprzygotowanym :) - bo wychodząc z dzieckiem na spacer nie nosi się woreczków w kieszeni, które to wychodząc z psem ma się z definicji. Poza tym, dzieci - w przeciwieństwie do psów - zwykle wtedy się wstydzą i trzeba szybko zmyć się z miejsca wypadku, żeby jakiś przypadkowo przechodzący kolega z piaskownicy nie zobaczył. Małym dzieciom wybaczam :)

Posted

JaMajka napisał(a):
Może troszkę nie do tematu, ale chciałabym wam opowiedziec pewną akcje ze spuszczonym haszczakiem.
Otóż dwa lata temu( miałam około 12 lat) byłyśmy z dwoma koleżankami na obrzeżach miasta koło pewnej opuszczonej budowy, pól i lasów ( jedna z koleżanek mieszkała w tej okolicy).
Nagle słyszymy w okolicach pola kukurydzy potworny pisk :shake: to było na prawde straszne i głośne. Ja od razu do dziewczyn co to w ogóle może byc ? to nie ptak wiec może pies z jakimś innym sie gdzieś gryzą ?
Zeszłyśmy z tej budowy, a tu nagle jak w filmie. Ten pisk coraz głośniej i bliżej, krzaki się trzęsą, coś biegnie w naszą strone.
My już takie przestraszone, w ogóle nie wiemy co sie dzieje.
Nagle z krzaków, które były około 5 metrów od nas wyskakuje sarna, zadek cały we krwi, a za nią haszczak. To sie działo tak szybko. Sarna uciekała przed nim w naszą strone, ale w końcu uciekła w inne krzaki. Aśka i Patrycja pobiegły za nią, kiedy ja przytrzymałam za futro haszczaka. Nie miał nawet obroży. Gardło całe we krwi i sie rzuca w tą strone w którą uciekła sarna ( najgorsze było to, że ten pies był po prostu szczęśliwy, te jego oczy i wyraz pyska po mimo tej krwii... masakra).
W końcu po 2 minutach przybiega właścicielka ( jej mąż szedł za nią spacerkiem :crazyeye:) i sie pyta co sie stało ? No to powiedzieliśmy jej że chciał sarne zagryźc ale uciekła gdzieś pola.
Pani chciała ją szukac i zawiezc do weterynarza, ale jej mąż powiedział żeby dała sobie spokój... :shake:
Na koncu okazało sie ze państwo spuścili pieska ze smyczy i im uciekł za sarną.
Same z dziewczynami w ten sam dzień szukałyśmy jej w polach ale nic nie znalazłyśmy. około 3 dni potem kolega mówił, że widział w tamtej okolicy nieżywą sarne :shake: do tej pory przypomina mi sie zachlapane krwią futro haszczaka i ten potworny pisk.

Historia w sam raz dla tych, co się upierają, że ich piesek, goniąc dziką zwierzynę, tylko tak sobie biega i przecież ma do tego prawo, a zwierzynie nic się nie dzieje.

Posted

Ale nie przesadzajmy... wypadki sie zdarzaja... Zagryzl lisa na spacerze - no zal mi lisa bardzo, ale czasem wszystkiego nie da sie przewidziec...
Mam bernenczykowata suke, wychowana z kotami, ostoja spokoju i lagodnosci, calkowicie odwolywalna na spacerze, od malego luzem na spacerach w lesie (bo tylko w lesie spacerujemy)... Raz spłoszyła mi spod nóg królika. Złapała go szybciej, niz ja zdazylam sie zorientowac co sie dzieje, to byl ulamek sekundy. Nie wiem nawet czy gdyby byla na smyczy nie skonczyloby sie to podobnie.
I co? Moze jestem nieodpowiedzialna, moze to juz chamstwo, ale... nie jestem w stanie zrobic nic ponadto, ze mam oczy dookola glowy i staram sie reagowac szybciej niz ona w czasie spaceru. Amber nadal chodzi bez smyczy...

Posted

Moim znajomym "haski" uciekł na dwa dni. Potem wrócił z martwą sarną w pysku. Innym znajomym też pies w tym typie zagryzł lisa na spacerze... Oczywiście luzem był.

Ale ludzi to zwykle nic nie obchodzi. Bo ich zwierzęta są najważniejsze, a to że inne cierpią, przeżywają stres, a nawet są zabijane... Co za różnica. Piesek się wybiegał :shake:

Posted

[quote name='filodendron']Ale małe dzieci miewają od wielkiego dzwonu akcje "mamo, już! mamo, no JUUUŻ!" i zwykle jest się na to kompletnie nieprzygotowanym :) - bo wychodząc z dzieckiem na spacer nie nosi się woreczków w kieszeni, które to wychodząc z psem ma się z definicji. Poza tym, dzieci - w przeciwieństwie do psów - zwykle wtedy się wstydzą i trzeba szybko zmyć się z miejsca wypadku, żeby jakiś przypadkowo przechodzący kolega z piaskownicy nie zobaczył. Małym dzieciom wybaczam :)
Gdy się ma dziecko trzeba przewidywać podobne sytuacje, bo sporadyczne nie są.Dzieciom wybaczyć można, ich rodzicom nie. Zostawianie odchodów z "finezyjnie" i widowiskowo ubabraną kupką chusteczek higienicznych na miejscu nie jest. Ale jeśli Ty to akceptujesz i dla Ciebie widok jest ok, to oczywiście Twoja sprawa.


Arden
, tak jak napisałaś w swoim poście "może jesteś nieodpowiedzialna, może to już chamstwo."
Wszystko w porządku, jeśli pies nie wykazuje instynktu łowieckiego, kłusowniczego, ale jeśli wykazuje, to potencjalnie stanowi zagrożenie dla zwierzyny i jego łagodność na co dzień do zwierząt domowych niewiele tu ma do rzeczy. Często nieszczęśliwym wypadkom można w bardzo prosty sposób zapobiec i je przewidzieć, pod warunkiem że nieszczęśliwy wypadek rozumie się nie tylko w odniesieniu do własnego zwierzęcia, ale i nieszczęścia jakiegoś dzikiego, bezimiennego stworzenia.

Posted

WŁADCZYNI napisał(a):
W ułamku sekundy to pies ma puścić na komendę albo się zatrzymać. Jeżeli nie to kaganiec na pysk jak nie umiesz zapanować nad psem, ale jest odwoływalna.
Przepraszam ze nie mialam wypracowanego takiego poziomu posluszenstwa u nieco ponad polrocznego wtedy psa :roll:

Posted

Filodendron ale pretensje absolutnie nie do dziecka że po sobie nie sprzątneło, tylko do rodziców:diabloti:

Bonsai mimo wszystko nie widzę powodu żebyś płaciła za coś co podbiegło luzem. Gdyby Bi biegała luzem, dopadła i wytarmosiła psa na 40 szwów to tak, ale jak była na smyczy:shake: phi.

Gops - moim zdaniem płacić powinno się wtedy kiedy wina jest 'czytelna' - nasz pies luzem, olał komendę/nasz pies luzem zapolował na innego psa/nasz pies się wyrwał i tak dalej. Jeżeli psy są na smyczach - pat.

Arden żal komentować. W ułamku sekundy to pies ma puścić na komendę albo się zatrzymać. Jeżeli nie to kaganiec na pysk jak nie umiesz zapanować nad psem, ale jest odwoływalna.
Jak rozumiem nie miałabyś pretensji gdyby coś chwyciło i zabiło Twojego psa?

Posted

filodendron napisał(a):
Ale małe dzieci miewają od wielkiego dzwonu akcje "mamo, już! mamo, no JUUUŻ!" i zwykle jest się na to kompletnie nieprzygotowanym :) - bo wychodząc z dzieckiem na spacer nie nosi się woreczków w kieszeni, które to wychodząc z psem ma się z definicji. Poza tym, dzieci - w przeciwieństwie do psów - zwykle wtedy się wstydzą i trzeba szybko zmyć się z miejsca wypadku, żeby jakiś przypadkowo przechodzący kolega z piaskownicy nie zobaczył. Małym dzieciom wybaczam :)



Ok. ale kupę z reguły robi sie rano, a to nie było maluteńkie dziecko, ( przyklad, ktory podałam)
Tylko juz w wieku szkolnym.
Uwierz mi, ze jestem wyrozumiała, i gdyby moje dziecko zrobiło kupę w parku, gdzie sie bawi, mam zawsze w torebce chusteczki higieniczne. Zebrałabym kupsko.

Posted

Arden napisał(a):
... nie jestem w stanie zrobic nic ponadto, ze mam oczy dookola glowy i staram sie reagowac szybciej niz ona w czasie spaceru. Amber nadal chodzi bez smyczy...

Użyłaś argumentu, że nie miałaś wówczas, gdy pies był półroczny wypracowanego "takiego" poziomu posłuszeństwa.
A dziś jak jest, gdy pies jest znacznie starszy? Lepiej? Bezpieczniej? Powyższy fragment Twojej wypowiedzi skłania ku poważnym wątpliwościom w tej kwestii...

Posted

Arden napisał(a):
Przepraszam ze nie mialam wypracowanego takiego poziomu posluszenstwa u nieco ponad polrocznego wtedy psa :roll:

Uważasz że to usprawiedliwia śmierć innego zwierzaka? Przełóż ten argument na sytuację gdyby to jakiś półroczny pies zagryzł Twojego i właściciel przeprosiłby tymi słowami.

Posted

Co do Waszej dyskusji to mnie też wkurza, że ludzie swoje pieski szczują na zwierzynę. Chyba już to pisałam, w naszej okolicy, na łąkach na których spacerujemy się, żadnych zwierzątek nie ma. Są za to ptaki (nie wiem, jakieś kawki czy inne czarne takie), które przysiadają stadami, mój pies wprost uwielbia je przeganiać, wiem, że absolutnie nie jest w stanie zrobić im krzywdy i że dla niego fun'em jest po prostu te stada porozganiać, ale i tak staram się mu na to nie pozwalać (po pierwsze - sam się przez to krzywdzi, już kilka razy zrobił salto w powietrzu bo się wypierdzielił, i pobiegł dalej:evil_lol: na szczęście na komendę zwykle wraca, po drugie - za którymś razem może mu się przez przypadek uda 'upolować' ptaszeczka... :roll:) .

Po to mam piłkę i patyki, żeby za nimi biegał a nie za ptakami (chociaż raz zrobił taki numer, że leciał za piłką, złapał ją w pysk i wracał, a wracając wypluł piłkę i wypruł bo zobaczył ptaki - on naprawdę potrafi mega szybko biegać jak sam tego chce) i tyle. Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że te ptaki mają go gdzieś i wcale się nie stresują ani nie boją. Wzbijają się na parę metrów po czym wracają do pierwotnej pozycji jak gdyby nigdy nic :evil_lol:

A teraz z innej beczki... Kuźwa :angryy: Zarząd mojego osiedla chyba powinien dać mi pracę jako etatowy opierdalacz ludzi , którzy biją swoje psy :roll: Już wyliczam, przez ostatnie parę tygodni : facet z berneńczykiem, facet z suką rottka, facet z czymś w stylu dużego sznaucera... Sytuacja podobna: pies podbiega do nas, ja próbuję skupić westika na sobie, ale w końcu westik się niecierpliwi i dawaj do pieska z zębami. Ja oczywiście od początku parę razy powtarzam nieśmiertelne "Proszę odwołać psa!" a tymczasem jego właściciel bezskutecznie gwiżdże, woła, grozi itd. Następnie albo pies się w końcu ogarnia i wraca do właściciela i wtedy dostaje po dupie, albo właściciel łapie psa za obrożę i dopiero wtedy daje mu smyczą po dupie :angryy:

To ciekawe, że zwykle są to dorośli, a nawet starsi faceci, którzy mają problem z brakiem posłuchu u swoich psów i za to je biją smyczą po dupie jak je złapią albo jak psy do nich przyjdą :angryy:
Chyba mają problem ze swoim ego że muszą się wyżywać na swoich psach. I oczywiście na moje wiązanki nie reagują nic albo ironicznym uśmieszkiem :shake::shake: Ludzie to IDIOCI.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...