Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja kiedys tych ludzi pozabijam. Psy, nie. To nie wina psa, ze jego wlasciciel to debil. :angryy::mad:

Ide z Fiona i kolezanka chodnikeim. Idziemy przy takim malym parczku. Ngle slyszze ze cos na mnie warczy. Rozgladam sie gdzie, to cos jest. No i w tym momencie to cos, a dokladnie suka wygladajac jak krzyzowka asta z czyms, rzuca sie na Fione. Rozgladam sie za wlascicielm. Nie ma :angryy: Mysle sobie ze niech tylko dorwe to zabije chyba :mad: Własciciela, oczywiscie.

Zaczelam sie drzec i tupie noga, pies odskoczyl na dwa metry. Ponownie probuje zaatakowac, spotyka sie z taka sama reakcja. No i w tym momecnie z miedzy drzewek wylonila sie postac pani. Pani stanela jakies 70 m ode mnie i pieska wola, piesek tak sobie zainteresowany wolaniem. Odlegosc od pani nie powstrzymala mnie jednak przed "zwroceniem jej uwagi" :diabloti:. Tak ja cichutko zwracalm ze ludzie sie wpromieniu 150 m na mnie patrzyli :diabloti:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

przechodziłam przez plac Zawiszy ("dosyć" ruchliwe miejsce ;) ) przechodzimy przez ulicę, nagle z drugiej strony biegnie na nas pies wydający z siebie szczekająco-warczące dźwięki .... został od razu odwołany... ale nie można chociaż psa zapiąć na smycz przy przechodzeniu przez ulicę? :shake:

a w parku...
idziemy chodnikiem...nagle zza rogu - szarżuje na nas minimum 5 psów wielkości yorków :diabloti: :diabloti: moj pies ma ok. 58 cm w kłebie, nie przestraszyl sie :eviltong:, ale wygladal jakby nie wiedzial o co chodzi tym malym szczekaczom

nawet się nie wkurzyłam specjalnie , bo fajnie wyglądała szarżująca banda małych "groźnych" :evil_lol:

Posted

zabierzcie te dzieciaki z mojego bloku bo coś im zrobie :angryy:

obiło mi się gdzieś o uszy, nie pamietam czy to w tym watku, ze jak male dzieciaki bawią się same na dworze albo wyprowadzają same psa to SM moze coś zadziałać?:diabloti:

Posted

Same psa- tak, bo nie zapewniaja opieki odpowiedniej nad psem tzn. moga stanowic zagrozenie. Same sie bawia- zalezy jak male one sa (ale to mi sie tylko wydaje, bo tak naprawde nie wiem)

Posted

akodirka napisał(a):
tzn. ja wiem ile one mają lat? może 8-10 coś koło tego... one stanowią zagrożenie dla całego świata otaczającego :shake:


A na rodzicw nie da sie wplynac?

Posted

U mnie też dzieci same chodzą z psami jeden chłopczyk koło 10 lat może chodzi ze spanielem ale bez smyczy bo nie może go utrzymać i nikt mu nic nie powie, jeden chłopczyk chodzi z westem ale mama kontrouje go z okna..:roll:

Posted

aina155 napisał(a):
Odlegosc od pani nie powstrzymala mnie jednak przed "zwroceniem jej uwagi" :diabloti:. Tak ja cichutko zwracalm ze ludzie sie wpromieniu 150 m na mnie patrzyli :diabloti:


Na niektórych najlepiej działa, jak się wstydu na pół ulicy narobi :diabloti:

Posted

Byłam ostatnio na spacerze, środek pola, żywego ducha na horyzoncie. Rzucam Hexi patyki do wody i nagle z krzaków wyskoczył pies. Hexolina się przestraszyła, ja też, ale suńka na lince więc kontrolę nad sytuacją jako taką miałam. Pies na szczęście nie agresywny tylko napalony. Na początku Hexa starała się bawić, ale po kilkunastu próbach się zdenerwowała i zaczęła się opędzać od natręta. Nikogo nie widziałam, więc postanowiłam poszukać gdzie ten pies może mieszkać (do domu nie chciałam iść ze względu na ruchliwą ulicę po drodze i obawę że psy z mojej ulicy mogą chcieć wypędzić intruza). Przeszłam przez pole, psa musiałam odpędzać z Hexy tyłka co parę metów, doszłam do żwirówki. Zobaczyłam panią z wózkiem, gdy pies podbiegł do niej to go złapała. Pani (ku mojemu wielkiemu zdziwieniu) zaczęła pytać czy pies się nie rzucał do mnie i czy nic nie zrobił :-o. Powiedziałam, że chciał Hexę zgwałcić, na co pani zaczęła mnie przepraszać :-o. Powiedziałam, że nic się nie stało i ona wysterylizowana, na co pani zrobiła duże oczy i pies na smyczy wylądował. Szczerze mówiąc to patrząc na psa nie spodziewałam się odpowiedzialnego właściciela i byłam miło zaskoczona ;).

Posted

Martens napisał(a):
Na niektórych najlepiej działa, jak się wstydu na pół ulicy narobi :diabloti:


Ale pani chyba nie z tych, co sa choc ciutke wychowani. Bo przeprosin nie uslyszalma, a pani znikla ponownie w drzewach. No chyba ze pani powiedziala przepraszam, ale ja tego nie uslyszalam krzyczac :diabloti: Co tez jest mozliwe :evil_lol: Chociaz raczej nie sadze, bo na reakcje pani czekalam prawie 5 minut. A wlasciwie reakcji nie bylo zadnej bo ja zanim pani zdazyla cos zrobic juz suki rozdzielilam. A pani ograniczyla sie do malo skutecznego zawolanie psinki.

Posted

Hm, my jak kupiliśmy Miri, to chodziliśmy na spacery wszyscy - ja jako 10-letnia dziewczynka i mój 15-letni brat. Suka była silna, ale jakoś sobie radziłam, puszczać puszczałam ją tylko czasami, jak wiedziałam, że będzie się słuchać.
U nas w klatce obok mieszkają ludzie z małą dziewczynką - wygląda na jakieś 6-7 lat - i mają dwa psy. Agresywne. Jeden myślałam zawsze, że jest "sobry" dopóki nie dowiedziałam się, że bardzo poważnie pogryzł jamnika szorstkowłosego z tej samej klatki. I ci ludzie doprowadzają mnie do szału. Albo, bo im się tyłka z domu ruszyć nie chce, wypuszczają dwa agresywne psy samopas ( ten czarny, co pogryzł jamnika, kiedyś szedł za moją mamą - daleko poza osiedle, i nijak nie dało się go od niej odczepić), albo wypuszczają to małe dziecko z tymi psami. druga, suka, jamnikopodobna, jest naprawdę agresywna. Przy każdym spotkaniu prawie się rzuca na Miri. I, oczywiście, agresywna suka chodzi spuszczona, a wołania małego bachora ma głęboko gdzieś, a czarny idzie na lince, która nie może mieć więcej jak 40-50 cm. Mala się wydziera do suki"Kulka! Kulka!" a ta nic. I jakby nie było, dziecko ma swoje "przyjaciółki". Raz byłam świadkiem, jak była z czarnym na spacerze, zobaczyła swoją koleżankę. Zaczęła machać ręką jak szalona, wołać coś, biec, i ciągnąć biedne zwierze na smyczy. Akurat wtedy, kiey pies się załatwiał, nie zatrzymała się nawet na sekundę. Jakby trzymała na sznurku zabawkę, a nie żywą istotę.

Posted

aina155 napisał(a):
A na rodzicw nie da sie wplynac?


no wątpię, jeśli matka wyprowdza psa na flexi(kompletnie nie potrafi sie nia obsugiwać, juz nie chodzi o to, ze w odpowiednim momencie nie zatrzymuje), a sama z papierosem w twarzy i co 3 słowo to ku....
w ogole oni jacys dziwni, niby mają małe dzieci, a jakieś głosne imprezy uzadzają w mieszkaniu...

Posted

[quote name='*Monia*']Byłam ostatnio na spacerze, środek pola, żywego ducha na horyzoncie. Rzucam Hexi patyki do wody i nagle z krzaków wyskoczył pies. Hexolina się przestraszyła, ja też, ale suńka na lince więc kontrolę nad sytuacją jako taką miałam. Pies na szczęście nie agresywny tylko napalony. Na początku Hexa starała się bawić, ale po kilkunastu próbach się zdenerwowała i zaczęła się opędzać od natręta. Nikogo nie widziałam, więc postanowiłam poszukać gdzie ten pies może mieszkać (do domu nie chciałam iść ze względu na ruchliwą ulicę po drodze i obawę że psy z mojej ulicy mogą chcieć wypędzić intruza). Przeszłam przez pole, psa musiałam odpędzać z Hexy tyłka co parę metów, doszłam do żwirówki. Zobaczyłam panią z wózkiem, gdy pies podbiegł do niej to go złapała. Pani (ku mojemu wielkiemu zdziwieniu) zaczęła pytać czy pies się nie rzucał do mnie i czy nic nie zrobił :-o. Powiedziałam, że chciał Hexę zgwałcić, na co pani zaczęła mnie przepraszać :-o. Powiedziałam, że nic się nie stało i ona wysterylizowana, na co pani zrobiła duże oczy i pies na smyczy wylądował. Szczerze mówiąc to patrząc na psa nie spodziewałam się odpowiedzialnego właściciela i byłam miło zaskoczona ;).
Wg. Ciebie to była odpowiedzialna właścicielka psa? Jakoś z Twojego opisu wynika, że taką znowu odpowiedzialnością to się nie popisała, pies poza kontrolą, biegający sobie gdzieś tam, nie dający się odpędzić. I jeszcze to pytanie czy się nie rzucał do Ciebie, co to sugeruje? Jak dla mnie, że pies może wykazywać agresywne, nachalne zachowania, a właścicielka ma tego świadomość i ma to najwyraźniej w ......
A pomyślałaś, co by było, gdybyś miała sukę w cieczce? Albo samca niekoniecznie kochającego inne samce, z którym tamten pies też mógłby się chcieć bliżej zapoznać?
Tak sobie myślę, że ta pani uspokojona przez Ciebie, że zachowanie jej niedopilnowanego psa Ci nie przeszkadzało i że nic się nie stało, na pewno nie zmieni formy odbywania spacerów.

Posted

Byłam zszokowana, że przepraszam usłyszałam. Z podbiegaczami bardzo rzadko się spotykam, a jak już to przepraszam może ze dwa razy tu usłyszałam. Kiedyś właściciele podbiegacza oczekiwali, że ja im psa przyprowadzę :mad:, ja w tym czasie czekałam na reakcję czyli podejście do mnie po psa. Nie doczekałam się to poszłam. Z suką w cieczce bym na taki spacer bezbronna nie wyszła ;). Pani widziała chyba jak nogami machałam odpędzając psa(nie kopałam, ale akurat tylko nogi miałam do opędzania). Jestem za miła??
Z agresorem też miałam do czynienia przez 3 lata i jak właściciel podbiegacza nie reagował lub go nie było to niestety miał spotkanie pierwszego stopnia z Resiakiem, bo ja się siłować z psem nie lubię a moje nerwy i naprężona smycz go nakręcały :shake:. O dziwo szybko się właściciel znajdował.

Za to teraz miałam sytuację gdy 3 razy labek uciekł przez otwartą bramę, dwa razy jak szłam w jedną stronę i trzeci jak wracałam po jakichś 2 godzinach. Za pierwszym razem zabrała go właścicielka, za drugim sobie poszłam dalej bo pieska właścicielka jak się okazało zabrała nieskutecznie. Za trzecim razem się musiałam poszarpać z Hexą, a że zmęczona byłam to czekałam chwilę aż pani ruszy tyłek po psa, ale ona tylko zawołała. Postanowiłam być mniej miła i zagradzałam labkowi drogę jak się do Hexi zbliżał i tupałam. Nic nie dało, więc do brata powiedziałam "Zaraz się zdenerwuję" i błyskawicznie wyszedł pan zza bramy i psa zabrał mrucząc wymuszone przepraszam. Ogólnie to ja spokojna i opanowana jestem, dopuki się nie zezłoszczę :roll:..

Posted

w ogole oni jacys dziwni, niby mają małe dzieci, a jakieś imprezy uzadzają w mieszkaniu...


O, wypraszam sobie... też czasami organizuję imprezy w domu, a mam 1,5 rocznego synka. Niestety ja nigdzie wyjść nie mogę [bo jak? przecież dziecka nie zostawię], a ze znajomymi spotykać się lubię... później w czasie imprezy są 2 wyjścia - mały wstał? To go biorę i się bawi razem z nami [z tym, że on bezalkoholowo :evil_lol:]... śpi i się nie budzi - fajnie, można się spokojnie bawić dalej...
Ale jak może mam takich dziwnych znajomych, że umiemy się fajnie bawić na średnio głośnych imprezach :razz:

Posted

bonsai_88 napisał(a):
O, wypraszam sobie... też czasami organizuję imprezy w domu, a mam 1,5 rocznego synka.


ale czy na tych imprezach muzyka do poznej nocy leci na caly blok, butelki po piwie wylatują z 3ciego pietra i krzyczycie z okna do przechodniów? a z zapomniałabym o krzykach w mieszkaniu z cos drugim słowem to ku.... :cool3:
kilka razy widziałam policje pod ich klatką... ale to jak widać nic nie dało :roll:

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Na mnie policji jeszcze nie nasyłali :placz:... muszę to zmienić, to może twoim oczekiwaniom dorównam :diabloti:


Podaj mi adres to zaraz Cię odwiedzą :evil_lol:

Mi przed chwilą jakaś zdesperowana staruszka chyba chciała psa swoim psem nakarmić :-o Ja przeszłam na drugą stronę ulicy to ona też i to nie był przypadek bo jak przeszłam z powrotem to zonka miała :-o

Posted

[quote name='akodirka']ale czy na tych imprezach muzyka do poznej nocy
leci na caly blok

Niestety, mam alergię na głośną muzykę... przykro mi, że nie spełniam twoich oczekiwań :placz:

butelki po piwie wylatują z 3ciego pietra

Nie, mieszkam na parterze :evil_lol:


i krzyczycie z okna do przechodniów?

O 3 nad ranem nie ma u mnie przechodniów :placz:

a z zapomniałabym o krzykach w mieszkaniu z cos drugim słowem to ku.... :cool3:

Przy dziecku nie klnę :mad:... aż tak bardzo :evil_lol:


kilka razy widziałam policje pod ich klatką... ale to jak widać nic nie dało :roll:
Na mnie policji jeszcze nie nasyłali :placz:... muszę to zmienić, to może twoim oczekiwaniom dorównam :diabloti:

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Na mnie policji jeszcze nie nasyłali :placz:... muszę to zmienić, to może twoim oczekiwaniom dorównam :diabloti:


to nie są moje oczekiwania, ja tylko sprawdzam, czy w imprezach im dorównujesz :diabloti:

Posted

Dziś na wieczornym spacerze Duffla zaatakował pies. Duffel był na smyczy, bo wyszliśmy tylko na chwilę na siku. Pies-czarny kundelek średniej wielkości-latał luzem, paniusia jakieś 100 metrów dalej. Podbiegł, zaczęli się obwąchiwać, a nagle ni stąd ni zowąd pies się na mojego rzucił. Duffel to taki bohater, że tylko stał i warczał, a tamten go gryzł po szyi. Na szczęście nic mu nie zrobił poważnego, ale jak się od niego oderwał, została mu w pysku spora kępka białego futra.:-(Paniusia wzięła psa, walnęła go smyczą i nawet przepraszam nie powiedziała...A ja byłam w zbyt dużym szoku i nie zareagowałam:-(

Posted

Zaatakowała nas kobieta z wózkiem. To wcale nie jest śmieszne :diabloti:

Wzięłam na pobieganie przy rowerze amstaffa mojej Mamy. Już wracaliśmy z przejażdżaki, prowadziłam rower, bo nie chciało mi się jechać ostatniego odcinka po dziurach. Znajdowałam się na osiedlowej drodze między dwoma ogrodzonymi posesjami. Z naprzeciwka, prawą stroną, zbliża się młoda kobieta z wózkiem. Zeszłam zupełnie na lewą stronę, pies w lewej ręce, więc psa od mamusi dzieliłam ja i rower.

A ona zaczyna też zjeżdżać na lewo i prosto na nas, spychając mnie i psa na ogrodzenie posesji... prawie zaparkowała na mnie wózkiem :crazyeye: i wymachując rękami zaczyna krzyczeć, jakim prawem taki agresywny pies chodzi bez kagańca!

Pies trochę się chyba przestraszył, ale siedzi jak mu kazałam i tylko patrzy wielkimi zdziwionymi oczami to na mnie, to na kobietę. Pomyślałam, że babka z kimś nas myli, więc zaczynam wyjaśniać, że Junior ma 10 miesięcy, jest bardzo łagodny, zresztą niech sama zobaczy, bla bla bla, a ona coraz bardziej się nakręca, drze się i gestykuluje... Co za porażająca głupota - wypychając przed siebie wózek z malutkim dzieckiem, robiła wszystko, żeby sprowokować psa. A gdyby on naprawdę był agresywny?!

W końcu stwierdziłam, że jak powiem coś jeszcze, to chyba oberwę laktatorem, albo pampersem, więc po prostu przepchnęłam się koło niej z psem i rowerem i zdezerterowałam.

Posted

Ludzie nie mają wyobraźni :shake: Ja znowu mam problemy z tą samą babą, co ma trzy dziamające podkolanówkowce. Teraz ma nową taktykę - wypuszcza kundle osobno, coby razem nie atakowały, bo tak to niby mniej groźne są. I znów musiałam się opędzać od jej psa, który z dzikim jazgotem atakował sukę husky'ego mojego kumpla. Nagrałam ten atak na komórkę, jeszcze złapię wszystkie trzy atakujące razem (a to dopiero wygląda makabrycznie) i dzwonimy na policję. Kobieta darła się do mnie i kolegi "no idźcie, idźcie, to on nic nie zrobi". Pewnie, pies wrzeszcząc biega tam i z powrotem po ulicy którą szliśmy, ale mamy iść... Nie mam słów. Dowiedziałam się, że miała wcześniej psa, agresywnego małego mieszańca, który gryzł ludzi i pogryzł wiele dzieci. I też latał luzem. Jak to koleżanka opisywała - trzeba było najpierw się rozglądać po ulicy, czy nie ma Kajtka, żeby wyjść z domu...:shake:

Posted

Greven- nie wiedziałaś, że amstaffy pożerają niemowlęta? Skaczą do wózeczków, robią am, am i po dzieciątku. Całe szczęście mamusia miała na tyle przytomny umysł, że odczyniła uroki zapobiegające nieszczęściu.
A tak na serio to kobiety w ciąży i z malutkimi dziećmi są często przeczulone-może włączają się atawizmy z podtekstem hormonalnym?

Posted

badmasi napisał(a):
Greven- nie wiedziałaś, że amstaffy pożerają niemowlęta?

Wiedziałam :diabloti:

badmasi napisał(a):
A tak na serio to kobiety w ciąży i z malutkimi dziećmi są często przeczulone-może włączają się atawizmy z podtekstem hormonalnym?

Zdaję sobie sprawę, że są przeczuolone. Myślę, że sama też bym była. Lęk o płód w brzuchu, o bezbronne maleństwo w wózku. Ja to naprawdę bardzo dobrze rozumiem i z moimi psami "rasy agresywnej" :vamp: omijam dużym łukiem ciężarne i wózeczkowe. Po co mają się niepotrzebnie stresować, moim psom nikt na mordkach nie wypisał, że kochają ludzi - a naprawdę kochają i jeśli im tylko pozwolić, to z pitbullowym urokiem wejdą na kolana i wyliżą uszy.

No ale ta kobitka dosłownie wjeżdżała we mnie wózkiem i to ja osłaniałam sobą i rowerem lekko wystraszonego psa - dla mnie sytuacja zupełnie abstrakcyjna. Oskarżać psa o agresję i jednocześnie podsuwać mu pod nos własne maleńkie dziecko?!

To się nagadałam, ale nadziwić się nie mogę...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...