Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja tak w sprawie "psów balkonowych".
Mama ostatnio mi opowiedziała, że kiedyś nad nami (albo nimi, bo mnie chyba nie było jeszcze na świecie) mieszkała rodzina z bulterierem. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że moi rodzice dowiedzieli się o tym psie dopiero gdy ta rodzina się wyprowadzała. Pies mieszkał CAŁY CZAS na balkonie. Nie był wyprowadzany. Miał tam jedzenie, legowisko, załatwiał się tam. I NIGDY nie zaszczekał, nie zawył, nie zapiszczał. Wyobrażacie sobie?:shake: Nie mam pojęcia, co ten pies przeżywał, ale gdybym tych właścicieli dorwała...:angryy:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Może i nie wina psów pozamykanych na balkonach, że szczekają co nie zmienia postaci rzeczy, że jest to wkurzające. Rotek tkwi na 1 piętrze, tłucze się o szybę i pręty balkonowe, robi potwornie dużo hałasu, wiele innych psów zaczyna ujadać. Teren pod balkonem zawłaszczył jako swój a że na spacery wychodzi bez kagańca i smyczy a za to w kolczatce to życzę wszystkim obrońcom tej bestii miłego spotkania z "niewinnym" szczekaczem(a ma durnych właścicieli, którzy za kołnierz nie wylewają). Najlepsze jest to, że pod tym balkonem jest jedyny na osiedle srajkosz dla psów (wogóle jedyny kosz) więc chcąc nie chcąc lezę tam ale z duszą na ramieniu.Rotek nienawidzi innych psów a szczególnie włochatych suk (czyli takich jak moje) więc moja wina będzie jak je zeżre bo mogłam to wziąć pod uwagę i kupić sobie coś gładkowłosego.
Ciche psy , "opalające się" na balkonach mi nie przeszkadzają i życzę im dużo słonecznych dni a rotkowi mimo wszystko uszkodzenia żelbetonowej konstrukcji :diabloti:

Posted

No tak najlepiej niech się balkon urwie, a rottek kogoś pogryzie, coż za dojrzałe rozumowanie - a czemu skoro sąsiadom tak to przeszkadza, nie zgłoszą problemu na policję/do spółdzielni mieszkaniowej? :roll:

Posted

Ojej, od razu niedojrzałe, Martens to przecież żart;) Wiadomo, że balkon się nie urwie a pies nie spadnie....
Czemu sąsiedzi nie zgłoszą? Nie wiem, nie mieszkam tam, może zgłaszali. Warto zobaczyć właścicieli rotka, oj warto...Facet 2 m. z tatuażami więzinnymi, cham straszny i jego żona słaniająca się mimoza i jeszcze babcia poruszająca się od krawężnika do krawężnika.
Mój "kwadrat" wogóle obfituje w niezwykle dużą ilość psów, kompletnie niewychowanych dla których osiedle to jedyny wybieg. Ostatnio kolejna "blondynka" sprawiła sobie amstafa (nie ma rodowodu bo był 10 z miotu a jak wiadomo dostają tylko 3 pierwsze szczeniaki:evil_lol: ). Jak zobaczyła mnie z piłką na sznurku to wyraziła zdziwienie, że mój pies ma zabawki bo jej bawi się tylko smyczą. 17 kilowy szczeniak ciąga swoją właścicielkę po trawnikach, jest szarpany i drażniony przez dziecko, wychodzi na 5 min. spacery. Teraz to sympatyczne, nieporadne szczenię, zobaczymy jak to się skończy za kilka miesięcy:shake:

Posted

Problemem balkonowym są też dzieci - jak widzę bachory drażniące pieski to mnie trafia, a później histeria że piesek ugryzł niewinne dzieciątko:angryy::angryy:


idziemy z Su na spacer, ciekawe ilu nawiedzonych spotkamy:diabloti:

Posted

My też idziemy na spacer! Moja popaprana szkotka z TZ pojechała na frisbee więc został tylko szeltik uffff z nim spacery to zero stresu chyba że natkniemy się na jakiegoś gamonia.

Posted


Łódź

1. Utrzymujący psy i inne zwierzęta domowe są zobowiązani do zachowania środków ostrożności zapewniających ochronę przed zagrożeniem lub uciążliwością dla ludzi i innych zwierząt i ponoszą pełną odpowiedzialność za zachowanie swoich zwierząt.
2. W szczególności do obowiązków utrzymujących psy i zwierzęta domowe należy:
1) sprawowanie stałego i skutecznego dozoru dozoru nad psami i innymi zwierzętami domowymi; zwolnienie od tego obowiązku może nastąpić tylko wówczas, gdy zwierzęta te są na uwięzi lub znajdują się na terenie należycie ogrodzonym, uniemożliwiającym jego opuszczenie,
2) w miejscach publicznych prowadzenie psów na uwięzi, a psów agresywnych lub
w inny sposób niebezpiecznych czy uciążliwych dla otoczenia (w tym wszystkich ras psów uznawanych za agresywne ) w założonych kagańcach.
W miejscach, gdzie nie stwarza to zagrożenia, pies może znajdować się bez uwięzi tylko wówczas, gdy opiekun psa ma możliwość sprawowania bezpośredniej kontroli nad jego zachowaniem,




I to mi sie podoba:loveu:

Posted

A mi nie...
To jest 'furtka' dla tych, którym się WYDAJE, że mają kontrolę nad psem.
Tak jak się pewnie WYDAWAŁO facetowi, którego astka wczoraj zaatakowała i dziabnęła mojego psa:angryy:.

Tak długo, jak będziemy mieli w naszym, pięknym inaczej, kraju zastępy debili - wszystko zmierza w jednym kierunku: fobie, strach=pies na spacer na smyczy+w kagańcu, a może nawet pewnego dnia w klatce na kółkach:shake:.

Posted

Mi już ręce i nie tylko opadają. Kolejni sąsiedzi wzięli kolejnego psa - agresywną minisukę. Mają już jedną, wiecznie rzuca się na moje. A teraz mają dwie, obie bez smyczy, obie agresywne. Jak kiedyś ich sukę postraszyłam tupaniem (leciała z jazgotem do moich) to się śmiali :roll:. Więc na jednym małym osiedlu mamy 5 agresywnych, latających luzem minipsów plus labka, który ma głęboko w tyłku swojego pana i ciągnie go na spacerach. Nie liczę hord samców latających w mojej okolicy i szukających okazji...

Jak tu się dziwić ludziom, że nie lubią psów? :shake:

Posted

zmierzchnica - nie tup, kup żel pieprzowy i metodycznie - za każdym razem i każdemu podbiegaczowi - po oczkach. Jeśli prośby nie skutkują, to może się sąsiedzi obdzą, jak będą musieli z psami do weta jeździć na okrągło na przepłukiwanie oczu:mad:.

Posted

W miejscach, gdzie nie stwarza to zagrożenia, pies może znajdować się bez uwięzi tylko wówczas, gdy opiekun psa ma możliwość sprawowania bezpośredniej kontroli nad jego zachowaniem.

Tak naprawdę to bardzo enigmatyczny zapis, można go sobie interpretować jak się chce, co właśnie stwarza zagrożenie.
Niemal wszyscy właściciele niewychowanych, nieposłusznych psów uważają, że ich psy zachowują się w porządku, że nie ma z nimi właściwie żadnego problemu, że są pod kontrolą.

Posted

boże jak ja się cieszę, że mieszkam na wsi. Tutaj pyrdki latające luzem, uciekają na samo "sio", a cała reszta to rozsądni ludzie, więc nawet jak mają psa, to na ogrodzonym terenie, mało tego nawet coś tam z psami robią :cool3:

wspólczuje wam, bo ja bym sobie nie poradziła z moim stadem w mieście...:oops:

Posted

Wiesz, pies który teoretycznie był w kagańcu odgryzł mojemu 1/4 ucha w parku... Tak po prostu... Szkoda, ze tej kobitki nie moge upolować, bo tym razem wiedziałabym co mam zrobić.:angryy:

Aktualnie, mieszkam na wsi.. Na większość psów działa "DO BUDY!" jednak te, którym jest to obojetne, są okropne. wtedy po prostu luzuje smycz i daje psom "wolną wole".

Ostatnio taki mały gżdyl uwiesił sie na podgardlu mojego a ten bidok, mimo, ze niby doberman sie nazywa, łapą chciał go strącić i coś mu nie wychodziło.
Wtedy pierwszy raz sprzedałam jakiemuś psu kopa:oops::shake:

Posted

W Hucie miałam kilka takich przypadków, jednak byłam wtedy za mała, żeby pyskować starszym.
Kiedyś byłam z Majką w parku na porannym spacerku, była spuszczona, ponieważ była w 1oo% odwołalna (? ;) ), nie oddalała się odemnie zanadto, a w parku byłyśmy, jak mi się zdawało, tylko my. Nagle nieopodal słyszę natrętne szczekanie i biegnącego co sił w łapkach w naszą stronę jakiegoś małego Pimpka. "No i cała sielanka zepsuta" myślę sobie i rozglądam się za jego właścicielem, który właśnie szedł w naszym kierunku. A Pimpek, zanim zdążyłam zareagować,wyminął mnie, skoczył na Majkę i zaczął z nią.. kopulowac :-o . Majka piszczy, wierzga się, warczy i kłapie zębami, ja wkurzona próbuję ściągnąć z niej natręta, a właścicielka, która właśnie podeszła do mnie z pyskiem, żebym "zostawiła jej piesiuńcia w spokoju", bo "one tylko się bawią!" :crazyeye:, no po prostu mnie zamurowało, bo oczekiwałam przeprosin. Wtedy lekko trzepnęłam tego jej "piesiuńcia" w łeb (żeby odwrócić jego uwagę), złapałam za grzbiet, odciągnęłam od Majki i oddałam oburzonej paniusi. Ta PODZIĘKOWAŁA MI za oddanie psa, bo SAMA BY SOBIE Z NIM NIE PORADZIŁA i powiedziała, żebym dała jej znać jak urodzą się szczeniaki, bo jak będą ładne to weźmie sobie jednego :-o :shake:. A na moją słodką uwagę, że sunia jest po sterylce, babka powyzywała mnie i odeszła mówiąc, że ją męczę.

Posted

a nas wczoraj zaatakowal york :crazyeye:
teraz sie smieje ale wtedy mi do smiechu nie bylo..
ide sobie spokojnie a tu nagle z zza krzaka wyskakuje 2 kg potwor i biegnie na moja sucz , moja na poczatku nie wiedziala o co chodzi i co to za chomik na nia szarzuje.. york zlapal ja za gardlo odrazu :-o nigdy wczesniej tak sie nie zdziwilam , normalnie doznalam szoku 2 kg psa uwiesilo sie na mojej suczy .. moja sie troszke zdenerwowala ale zwalila go tzn otrzasnela sie i spadl , przytrzymala przy ziemi i wytlumaczyla warczac ze sobie nie zyczy , nie ugryzla go :multi: jestem z niej dumna :razz: w bardzo szybkim tempie dobiegla do nas wlascicielka pani kolo 40-stki i przeprosila ale ze jej to suczka i za suczkami nie przepada..tylko niewiem jak ona rozpoznalam plec z takiej odleglosci ;)
w kazdym razie to byla dosc dziwna sytuacja

Posted

Zaś teraz, na wsi, nie spotykam innych psiarzy, ale z innymi ludźmi też nie raz trzeba się zająć :mad: . Pomijając ogólne "męczę psa" "robie z niego wariata w spinkach" "powinnam ściąć mu włosy, przecież mu gorąco! (może go od razu ogolę?)" "pies jest do budy, a nie na spacery" itp., itd..:

Szłam z Majką do parku (tak, mamy na wsi wybudowany park :p), przechodziłam obok robotników, którzy oczywiście nie zostawili mnie w spokoju. "Jaki ładny psiak!" krzyknęli "jest na sprzedaz?" ... "ale oczywiście w zestawie z jego właścicielką :cool3: "- dodał inny; ja na to odwracam się i mówię "umowa stoi, ale to pies mojej babci!".

A wczoraj: byłam z Tiną na rolkach, po drodze minęłyśmy jakieś 2 (na oko 13-letnie) dziewczynki na różowym rowerku ;) . Uprzejmie mówię im "cześć", ale one tylko obrzuciły mnie i, w szczególności, Tine krytycznym spojrzeniem pełnym pogardy, więc zdenerwowana (bo nie trawię takich osób) pojechałam dalej. Po jakimś czasie wracam tą samą drogą i znów się na nie natykam, akurat jechały plecami do nas. Tina była już wtedy spuszczona ze smyczy, bo na tej ulicy bardzo żadko zdarzają się samochody, a ona i tak biegła tuż obok mnie. Dość szybko dogoniłyśmy te dziewczyny, jedna z nich się odwróciła, zobaczyła Tinę (a jest to psiak 12-kilogramowy, nie jest wielki, nie wygląda groźnie itp.) i w krzyk "Kaśka, ten głupi kundel nas goni! Szybciej!!!". Już miałam się zatrzymać i uspokoić je, ze ona nie biegnie w pogoni za nimi, lecz po prostu przu mnie lecz uświadomiłam sobie, że nazwała Tinę "głupim kundlem" i przypomniałam sobie ich wcześniejsze zachowanie, więc uznałam, że mała nauczka im nie zaszkodzi :diabloti: . Kazałam więc Tinie przyśpieszyć tak, że znalazła się prawie za ich rowerem i wciąż ich doganiała. Gdy dziewczynki to spostrzegły zaczęły cośtam krzyczeć i uciekały z tym rowerem, aż się za nimi kurzyło. Wtedy uznałam, że już wystarczy i się zatrzymałam. Tina oczywiście też ;) . Cóż, myślę, że więcej nie nazwą (przynajmniej przy mnie) Tinę "głupim kundlem" ;) . Dodam, że młoda w trakcie biegu nie zwracała uwagi na rower i dziewczyny, biegła po prostu przy mnie, a kiedy kazałam jej przyśpieszyć- przyśpieszyła. :)
Ja rozumiem, że można bać się psów, ale nie jest to powód, żeby ich wyzywać, zwłaszcza przy żądnej zemsty właścicielce ;] .

Posted

Dziś, wściekły kundel pogryzł moją sukę. Drugi w tym tygodniu. Jak ja uwielbiam te wszystkie agresywne burki i ich właścicieli, gdy idę zamienić z nimi kilka zdań...
Gdziekolwiek z psem pójdę, albo radosny podbiegacz, amant, albo agresor.

Gaz pieprzowy, nic nie zrobi psu? Zaczynam się zastanawiać nad kupnem, może to pomoże...

Posted

Hy. Mojego psa non stop atakują jakieś maluchy i gryzą po kostkach...
Opanował technike - i jak widzi małego pieska podnosi wysoko łapy, żeby natręt nie dosięgnął i spitala:evil_lol:.

Posted

A nas wczoraj stafford zaatakowal. Nic do tych psow nie mam, poza tym, ze jestem pzrerazona kiedy juz atakuja. Bylismy sobie na spacerze z innym, 1.5 rocznym czarnym (terier rosyjski, moj ma 7 miesiecy za tydzien) psy generalnie bez smyczy, ale przed samym zajsciem zlapalismy je, poniewaz widzielismy agresora. Co najgorsze to on najpierw sie schowal do ogrodka, poczekal az go miniemy i wtedy pedem ruszyl od razu na malego. PO raz pierwszy kopnelam psa. Niestety i tak nie pomogla, dopiero znajomy pomogl mi go odciagnac. Wtedy staff zaatakowal duzego. No ale tamten to juz nie w kij dmuchal (55kg), wiec w koncu udalo nam sie go pozbyc. Cale szczescie zadnych obrazen nie bylo, poza moim stanem przedzawalowym. Powinnismy to zglosic, ale bylam tak rozemocjonowana, ze chcialam mojego malego jak najszybciej stamtad zabrac. Nie wiem czy pies mieszka tam, gdzie sie schowal, ale generalnie bylo slychac impreze w domu...

Posted

A z kolei w poludnie spotkalismy karkow z dwoma pitbulami, ktore wypuscicli na plac zabaw (ogrodzony na mniej wiecej 1.3m). PIes mial wielka chetke na malego, wiec sie oddalilam jak najszybciej, ale jeszcze pozniej widzialam jak mialy zabawa skaczac do takiego wiszacego czegos, tak jak sie skacze na opone. Jesli jeszcze raz ich spotkam dzwonie na policje. I ponownie nie mam nic przeciwko tym psom, ale one byly widocznie agresywne, zamkniete w bardzo slabo ogrodzonym miejscu. Ze nie wspomne, ze to jest plac zabaw, a nie sralnia dla psow, ktorych wlasciciele w tym czasie popijaja piwo na lawce.

Posted

Beza od dawna jest agresywna do bokserów. Człowiek pracuje z nią, mija te psy, już ostatnio ładnie przechodziła obok i nic sobie z nich nie robiła.
Po czym nagle się dowiaduję, że na psa wyskoczył na spacerze bokser puszczony luzem, a właścicielka - pyskata małolata - nic sobie nie zrobiła z opier.. mojej mamy, a nawet miała z tego radochę.
Oj, zaczne znów ten gaz pieprzowy nosić, zacznę :/.

Posted

Pan rzucił aport tuż obok mnie i mojego psa, ONek zamiast po aport doskoczył do mojej suki. Pan spacyfikował Onka i mówi-"bo on tak swojego aportu broni aby pani pies nie zabrał". Mój pies nie był zainteresowany jego aportem no i był na smyczy więc nie mógłby po niego sięgnąć. Co z pomysł aby rzucać aporty w stronę przechodzących ludzi. Jak pies tak zaciekle ich broni to rzuca się w ustronnym miejscu.
Druga rzecz, siedzimy na trawie, jemy, mój pies dostaje prezent od mojej koleżanki w postaci ekokaszanki. Idzie pan z haszczakiem, haszczak ciągnie do naszych przysmaków. Mówię panu-proszę odejść, nie widzi pan, że mamy jedzenie? Pan jakby głuchy i znowu popuszcza psa w naszą stronę. Już widzę, że kroi się awantura, haszczak skłonny do odebrania mojemu prezentu a ja bez walki kaszanki i swojej kapusty nie oddam. Nafukała jeszcze moja nieuprzejma koleżanka i pan dał sobie spokój ale był wybitnie niezadowolony-gamoń:angryy: Pewno szkoda mu było kasy na kaszanę to stwierdził, że wyśle psa na polowanie.

Posted

Everybody_Lies napisał(a):
nykea:crazyeye:
I nie dziwota że dochodzi do pogryzień przez psy... Kynofobię też rozumieć zaczynam...:mad:


No.. Nie dziwota, skoro w 90% przypadków policja/SM są fatygowane dopiero przy poważnym pogryzieniu.
Naprawdę nie rozumiem niektórych osób - duży agresywny pies wybiega na ulicę i atakuje, podwórko rozdziawione... Aż się prosi żeby zadzwonić gdzie trzeba. Ale nie, po co, najważniejsze samemu sie zmyć, co z tego że za jakiś czas przejdzie tamtędy następna niczego nieświadoma osoba z psem, który być może zostanie ciężko pogryziony, ona też... Co z tego, że telefon na policję doprowadziłby może przynajmniej do zamknięcia psa w domu/kojcu/zamknięcia bramy... Nie wierzę, żeby policja nie przyjechała do wychodzącego na ulicę atakującego was psa, gdy wiadomo dokładnie kto i gdzie jest za niego odpowiedzialny...
Brawa za obywatelską postawę :shake:

Posted

Martens napisał(a):
No.. Nie dziwota, skoro w 90% przypadków policja/SM są fatygowane dopiero przy poważnym pogryzieniu.
Naprawdę nie rozumiem niektórych osób - duży agresywny pies wybiega na ulicę i atakuje, podwórko rozdziawione... Aż się prosi żeby zadzwonić gdzie trzeba. Ale nie, po co, najważniejsze samemu sie zmyć, co z tego że za jakiś czas przejdzie tamtędy następna niczego nieświadoma osoba z psem, który być może zostanie ciężko pogryziony, ona też... Co z tego, że telefon na policję doprowadziłby przynajmniej do zamknięcia psa w domu/kojcu/zamknięcia bramy... Nie wierzę, żeby policja nie przyjechała do wychodzącego na ulicę atakującego was psa, gdy wiadomo dokładnie kto i gdzie jest za niego odpowiedzialny...
Brawa za obywatelską postawę :shake:


Z jednej strony racja. Ale na TVN24 pokazywali babkę, która swoje pity puszczała na boisko szkolne, żeby się wybiegały. Psy POGRYZŁY dwoje dzieci! Rodzice zadzwonili na policję, która twierdzi, że jest bezradna bo psy nie mają rodowodu i nie może ich odebrać :crazyeye: Przyjechał koleś z TVNu i gadał z babką - kobieta jakaś niepełnosprytna, mówiła tylko do pogryzionego dziecka, całego w bandażach - "ojej, pogryzły cię? to straaasne... ojoj... biedne dziecko... pewnie się przewróciłeś i mówisz że to pieski.. ale one łagodne..." Szczerze mówiąc, ja tej kobiecie bym zrobiła krzywdę w takim momencie. Nie mówiąc o tym, że cała sytuacja jest absurdalna, przecież te psy są groźne jak jasny gwint... :angryy:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...