Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ekhm czy to że można uderzyć silniej znaczy że słabsze uderzenie jest ok? Jak się nie da ze strony znęcania ja bym dzwoniła informując o braku kontroli - zanim suka stanie się agresywna i komuś coś zrobi. Ewentualnie zanim stanie się coś tej dziewczynie - pies anioł jeżeli jeszcze jej nic nie zrobił.:mad:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

evl napisał(a):
nie potrafię sobie wyobrazić mojej przyszłej suki w czasie cieczki i egzystencji z resztą społeczeństwa... powybijam chyba połowę miasteczka :mad:
Dlatego - między innymi - moja już po sterylce :shake: Co absolutnie nie zmienia faktu, że wszystkie okoliczne psy zbiegające się do suki sąsiadów i tak nam skutecznie utrudniają spacery - bo nawet nie ma tego właściciela, którego by można zwyzywać za niepilnowanie psa :roll:

Posted

A moj pedzio kochany spotkal suke w cieczce, za ktora gonilo cale stado psow... i byl zainteresowany tylko znajomym samcem, ktory ow suke uparcie probowal pokryc.

Btw, co za wariat przychodzi na psia polane z tak intensywnie pachnaca suka i ja jeszcze spuszcza ze smyczy, prosto w gromade psow?

Posted

WŁADCZYNI napisał(a):
ekhm czy to że można uderzyć silniej znaczy że słabsze uderzenie jest ok? Jak się nie da ze strony znęcania ja bym dzwoniła informując o braku kontroli - zanim suka stanie się agresywna i komuś coś zrobi. Ewentualnie zanim stanie się coś tej dziewczynie - pies anioł jeżeli jeszcze jej nic nie zrobił.:mad:


Jasne, że nie jest, ale nie wierzę, że policja się tym zainteresuje. Gorszymi sprawami się nie interesowali... A u mnie nie ma SM :roll: Pies rzeczywiście ma świetny charakter. Czasem wychodzi z Herą ktoś inny, nie wiem czy to brat dziewczyny czy ktoś w tym stylu... Na szczęście dziewczynę spotykam dość rzadko, może wychodzi tylko jak nikt inny nie może? Popytam ludzi z tamtej okolicy.

Ostatnio też spotkałam stado dużych psów biegnących za małą sunią... Bardzo niefajny widok :shake: Właścicieli i psów i suki bym... skrzywdziła, gdyby tylko tacy byli dostępni :mad:

Posted

Szarik napisał(a):
No właśnie taki OT apropo SM... Jak to jest na małych wsiach? Jak tam zawiadomić jakieś organy o złym traktowaniu? I co oni w ogóle mogą?


Ja mieszkam kilka km od 'cywilizacji', dwa domy sąsiadów i moje gospodarstwo. Straży miejskiej oczywiście nie ma ;) ale jest policja i jak się już z nimi nawiąże kontakt, to potrafią działać skutecznie. Dzwonisz na 112, łączy Cię z najbliższą centralą, a centrala przekierowuje do komisariatu w okolicy.

Poza tym są organizacje 'z miasta', ale to nie oznacza, że nie zainterweniują u Ciebie. Jest TOZ, jest SdZ oraz fundacje.

Co mogą? Wszystko mogą. Łącznie z odbiorem zwierzęcia oraz 'zafundowaniem' właścicielowi mandatu.

Posted

Szarik napisał(a):
No właśnie taki OT apropo SM... Jak to jest na małych wsiach? Jak tam zawiadomić jakieś organy o złym traktowaniu? I co oni w ogóle mogą?

Ja generalnie mieszkam w mieście, ale nie dużym. SM w ogóle nie reaguje na skargi, sama pisałam, dzwoniłam i cisza, jedyne co to obiecywali że zwiększą patrole (dotyczyło to psów latających luzem) ale jakoś specjalnie nie zauważyłam żeby się ruszyli do akcji :roll:
Jeśli chodzi o złe traktowanie zwierząt to tutaj są bardziej pracowici, ale zapewne tylko dlatego że w tym momencie powiadamiany jest TOZ i patrzy im na ręce, ogólnie to SM nie jest pracowita jeśli chodzi o przypadki ze zwierzętami :shake:
Jeśli chodzi o ich działania to tym raczej się zajmuje TOZ, oni sa jako dodatek do takich akcji, żeby było niby wszystko zgodnie z prawem, ale to TOZ odbiera psa itp., chociaż SM też ma takie uprawnienia

Posted

U mnie kiedyś była SM, ale od kilku lat już nie ma. Wszystkie sprawy "zwierzęce" zgłasza się na policję, i w zasadzie nie jest najgorzej, interesują się, upominają jak ktoś zgłasza złe traktowanie/zagrożenie. Idealnie nie jest, ale przynajmniej się nie nabijają jak ktoś dzwoni w sprawie psa (bo i tak przecież bywa).

Posted

Dziekuję Wam bardzo, na pewno gdzieś uderzę.ja mieszkam w dośc duzym mieście, ale mam dwa przypadki wśród znajomych między innymi trzymania psa na lańcuchu w straszliwych warunkach i muszę coś z tym zrobić! Co prawda kłócę sie ze sobą, nie wiem co to ze mną bedzie jak naślę znajomym policje na kark, ale są rzeczy wazniejsze. To sobie powtarzam... :roll:

Posted

UWAGA - będzie elaborat:diabloti:.

Mój DON jest agresywny w stosunku do innych psów. Ludzi się kocha za sam fakt istnienia. Psy próbuje się 'ustawić', jak nie da rady - jest nieciekawie. Kiedy 'przeciwnik' większy i silniejszy - lękówka się włącza. Sytuacja patowa.
Próbowaliśmy wielu metod - zero efektu. Na dzień dzisiejszy psisko łazikuje w obroży+dopasowanej kolczatce - przepinam, gdy na horyzoncie pojawia się pies i w razie 'dymu' piesek sam sobie robi kuku, co zaowocowało tym, że 'dymy' są zdecydowanie mniej spektakularne. Można mnie wpisać na listę sadystów, nie będę prostestować:diabloti:. Wolę być 'niedobra', ale skuteczna.

Przez ostatnich kilka miesięcy unikałam zapsionych miejsc. Wywożony na spacery za miasto Jago, zamienił się we 'wsiowego burka' ;). Sporadyczne spacery miejskie odbywaliśmy w parku, w którym psów niewiele, a jeśli już - zasmyczowane, bo okolica bardzo o to dba:diabloti:.
W miniony weekend pękłam - zabrałam psa na spacer na poznańską Cytadelę.

SZOK.
Niedziela. Myślę sobie: pewno matki z dziećmi do parku uderzą, to się psiarskie towarzystwo będzie miało na baczności bardziej niż zwykle i o czterołapych zadba.
A du...sza!:angryy:
Deszczyk lekko siąpił, więc wózków niet(o.k. - 1widziałam), za to park opanowały psy.
Podczas 1i1/2h spaceru spotkaliśmy przynajmniej kilkanaście (w pewnym momencie przestałam liczyć) wyprowadzających się na spacer psów. Właściciele owych byli w parku również, a jakże, jeno wrażenie takie, jakby każdy sobie dzień organizował samodzielnie:angryy:.
Nie zliczę ile razy wiałam w krzaki, ile razy zmieniałam trasę odbijając w boczną alejkę/robiąc błyskawiczny w tył zwrot na widok psa bez właściciela(prawdopodobnie ów był za najbliższym zakrętem, ale kto wie?:mad:).

Jedyny plus tej sytuacji, to to, że będąc zmuszoną do łażenia po krzakach bawiłam się z psem w 'gubienie' rękawiczek - Jagowi się podobało:evil_lol:.

Mamy w tym parku wielką polanę. W pewnym miejscu zbiegają się ku niej 4 ścieżki. Idziemy jedną z nich. Dochodzimy do polany - na spotkanie wybiega nam pies. W tył zwrooot. Z tyłu pies. Jasny gwint... w lewo - pies:crazyeye:. W prawo - pies:placz:. Czy muszę dodawać, że WSZYSTKIE były BEZ smyczy? Pozostał mi myk na górkę. Odczekałam chwilę, złazimy na dół, wchodzimy na polanę... Leeeci do nas wyżeł(jak się okazało podrostek). Wołam do jego pana, który wyłania się zza zakrętu: proszę odwołać!(nooo, przeca TRZEBA prosić, nie?:mad:). ZERO REAKCJI. Ponawiam 'prośbę'. NIC. Drę się: to się BARDZO ŹLE SKOŃCZY. W tym momencie wyżełek hamuje jakieś 3metry od Jaga. Jago zjeżony, ale zero warknięcia:crazyeye:, zero miotania się. Wyżeł pięknie CSuje, podchodzi boczkiem do Jaga, pozwala położyć sobie łeb na karku(to przeważyło - mój pies uznał, że łomotu spuszczać nie trzeba). Facet - w odległości przynajmniej 20metrów - woła: NAJWYŻEJ GO UGRYZIE:crazyeye::angryy::mad:. Ja pier****!:crazyeye: Ludzie SĄ nienormalni. Dlaczego takiemu debilowi trafił się taki pies?! Teraz fajny, ale jak raz, drugi, trzeci zbierze łomot, to się 'troszku' zmieni, a właściciel na bank nie:angryy:.
Resztę spaceru odbyliśmy boczkami, a i tak pod sam koniec wystartowało w naszym kierunku(ze sporego oddalenia) coś na kształt ONka, z Panem heeen daleko. Tu się wystraszyłam, bo pies podbiegał pewnie, spięty, ze zjeżonym karkiem... Jago postawił jeża na kilkanaście centymetrów(się długie kłaki przydają czasami:evil_lol:), zadarł kitę pod samo niebo:evil_lol: i chyba przeciwnik docenił jego trud, bo odpuścił.

Ale ja nerwa miałam takiego, że widząc po chwili radiowóz SM - mijający 2 psy bez smyczy, chwycilam za telefon i 'pogadałam' sobie z dyżurnym SM.
na wstępie zapytałam, czy się przepisy zmieniły i czy już z psem na smyczy chodzić nie muszę? Odp. : ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE PANI MUSI, NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO! A w parku to już bezdyskusyjnie! No to poopowiadałam Panu, jak wyglądał nasz spacer i zapytałam czy czekają na jakąś tragedię i kto będzie za to odpowiedziany, bo wydarzy się pod ich nosem!

Efekt? W trakcie rozmowy - Pan rozumie, Pan wie, Pan zaraz przekaże. Po kilkunastu minutach widziałam wchodzących do parku 2facetów z 2psami TTB/w typie rasy - bez smyczy(!), których mijał wspomniany radiowóz!:crazyeye::mad:. Se przeszli, se przejechali.
Niech mi tylko kiedykolwiek jakikolwiek patrol uwagę zwróci! Gardła nierobom poprzegryzam!:angryy:

Podczas całego spaceru spotkałam 2 zasmyczowane psy - młodą wyżełkę z młodą dziewczyną i znajomego niufka.

Gwoli sprawiedliwości - puszczam swojego psa ze smyczy w tym parku. Na polanie, kiedy widzę, że żadnego psa na horyzoncie nie ma, kiedy zajmuję mojego psa ćwiczeniami. Odławiam NATYCHMIAST, kiedy widzę coś, co może próbować wejść z nami w interakcje. Ale na alejkach - pies zasmyczowany. Bo tak powinno być!
99% ludzi przyprowadza tam sowje psy z jednym celu: pobiegaj se piesku i nie zawracaj mi głowy. Ale innym już może, nie?:angryy:

Pytam - czy ja do ciężkej cholery jestem jasnowidzem, żeby wiedzieć jak zareaguje pies, który zmierza w naszym kierunku? Pies, który nie ma cienia więzi ze swoim Panem/Panią(bo o przewodniku mowy być nie może)?!

Jesooo... jak mi się marzy taki park, do którego mogłabym pójść poodczulać mojego diabła - park, w którym psy - zgodnie z przepisami:mad: - są prowadzane na smycz, a jeśli nie, to wyłącznie dlatego, że są świetnie wychowane.

Dupa.
Pomarzyć se można...

Posted

A ja dzisiaj dorwałam w swoje drobne kobiece łapki pana z radośnie spuszczanym [agresywnym do psów :angryy:] amstaffkiem, co to mi rok pracy z Birmą schrzanił :diabloti:... Na dzień dobry jak powiedziałam, że nie chcę, żeby pies podchodził to usłyszałam "To proszę go złapać" :angryy:. Nawet bym złapała, ale kurna, pies kolczatkę miał, to mi się średnio uśmiecha chwytać :angryy:. Obiecałam, że jak pies w ciągu sekundy się nie odsunie do mojego roweru to wyrwę najbliższe drzewko z korzeniami i pieskowi pomogę :diabloti:. Następnie powiedziałam panu co myślę o nim, jego psie, podejściu do życia i chrzanieniu cudzej pracy oraz co zrobię jak pieseczek jeszcze raz podejdzie do mojej dziewczynki :diabloti:... o dziwo mówiłam spokojnie, kultularnie i bez brzydkich słów... tak piękne i cudowne przedmowy zdarzają mi się tylko jak jestem naprawdę wściekła i zawsze skutkują... jestem ciekawa, czy w najbliższym czasie spotkam pana z pieseczkiem czy nie :evil_lol:

Posted

Już mineło trochę czasu od tego wydarzenia ...

Niedziela rano (no dobra moze jakieś południe .. zanim wstałam:oops: )
Ide z psem ... schodzimy z wału , aby udać się na naszą polankę z mnóstwem patyków ;). wszystko działo się w ułamku sekundy ..

Patrze pies stoi w miejscu , przyglądam się a tam drugi pies stoi kawałek od mojego. Krzyczę:
-Cheester chodź (kiedy pies się odwraca w moją stronę nachylam , coby widział ,ze sięgam patyk i szybciej się ruszył) Mój już chce wracać do mnie .. Nagle podbiega tamten pies , chwilę się wąłchają i zanim zdążyłam podejść , mój już się zaczął rzucać :shake: Widząc to właścicielka ów pieska omal się nie zabiła po drodze .. tak leciała ... i słyszę:
-Proszę wziąść tego psa , bo ja się go boje .
A ja na to: - To pani podbiegł pierwszy ... i stoję jakby nigdy nic , bo wiem ,że mój będzie warczał i się odgryzał .
Ta baba coś do mnie :
-Skoro tak się znasz na psach to trzeba było umieć wychować tą agresywną rasę
-Ale przecież to jest zwykły kundel.
-Ale geny to są geny . A mój pies top jest do towarzystwa (dam sobie palec odziąć ,że to jakiś myśłiwski)
No więc chwytam psa za obroże i odciągam .. w momencie , kiedy ta babka się po swojego psa ja dalikatnie puszczam obroże , ale nadal trzymam i pies ujada na nią a ona jak odskoczyła xD I ja zapinam swojego psa na smycz , patrzę na tą babke : A PIES JEJ WYSZEDŁ Z OBROŻY I SIĘ POŁOŻYŁ NA BRZUCH , A ONA DO NIEGO SIAD! A ON MIAŁ JĄ W DUUU*IE :evil_lol::lol:

Dosłownie kulałam się ze śmiechu :lol::evil_lol::diabloti:

Posted

nawet jeżeli tamten podszedł to Twój pies zaatakował i był bez kontroli (brak powrotu na komendę mimo wydania jej ):shake: Więc nie wiem z czego się śmiałaś, chyba że z własnej...ekhm odpowiedzialności?
Puszczanie psa na człowieka nawet nie chce mi się komentować.


Juliusz(ka) myślę że mogłbyśmy żyć w jednym parku bez tarć:evil_lol:

Posted

U mnie na osiedlu jest taki starszy facet, który ma dwa psy, jedną wielką czarną grubą sukę kundelkę , która zawsze chodzi za nim krok w krok (kiedyś opisywałam jak na nią się kiedyś darł żeby przyszła, stała 2 metry od niego jak ten sobie stał z kumplami przed klatką i coś chlał a suka CSowała bo się darł a facet ją za to zdzielił smyczą:shake:) i drugiego - rude jamnikowate coś. I to jamnikowate coś biega sobie luzem i ma gdzieś wszystko, w tym pana. Ostatnio ćwiczyłam sobie coś z Blejzem, jakieś obi, gdzieś na trawniku. Widzę z daleka że idzie mój 'ulubiony' pan (taaa, mam swoich 'ulubionych psich spacerowiczów' , powinnam jakiś ranking stworzyć:diabloti:). Ćwiczę sobie dalej, oczywiście jamnik do nas wypruł i dawaj nas obszczekiwać. Jestem dumna z białasa bo nie poszedł mu wprać. Tzn już się zamierzał bo przez moją nieuwagę wyłamał równanie i głucho na rudego delikwenta warczał, ale na moje 'do mnie' wrócił:loveu::loveu::loveu: a rude ciągle szczeka, pan wszystko widzi ale idzie dalej a za nim jego suka. W końcu nagrodziłam psa i wzięłam na smycz a następnie opierda*** faceta, że nie używa smyczy a nie ma w ogóle przywołania. :shake: Co on na to? Śmiał się:angryy:
A ja się darłam na całe osiedle, uwierzcie, że co jak co ale drzeć się to potrafię:diabloti:Następnym razem będzie telefon do SM bo nie wytrzymam jak ten facet będzie ciagle cieszył twarz i był wciąż bezkarny :shake:

Posted

Ja już nie zdzieram gardła. Weszłam na wyższy poziom gry - dzwonię :diabloti:

Dzwonię do schroniska, na straż i policję. Rachunek mam przez to kurde wysoki, ale ostatnio na osiedlu, gdzie mieszka moja babcia (osiedle ma pecha, babcia złamała rękę, więc często u niej bywam) przestały pojawiać się biegające luzem, średnie i duże psy.

Wcześniej to była po prostu plaga, a że zaczął się okres cieczek, psy tworzyły sfory. Dla mnie to już wystarczający powód, by je odłowić, bo psy w gromadzie są po prostu niebezpieczne. Nie mówiąc już, że upierdliwe, bo ja z moimi dwoma na smyczach ledwo mogłam się przedrzeć z samochodu na klatkę schodową i odwrotnie.

Jak NORMALNI ludzie z psami żyją na osiedlach?! Ja bym wymiękła po paru tygodniach :crazyeye: Każdy puszcza swojego uroczego kundelka luzem, kup NIKT nie sprząta, zresztą nie ma koszy, psy sadzą się do siebie na ulicy i jazgoczą z balkonów, jakiś koszmar normalnie.

Posted

Ja jakoś żyję na osiedlu u mnie nie jest tak źle ;)

1) Są pojemniki na psie kupy, co nie czyni sprawy idealnej, ale jakiś tam procent sprząta. Poza tym są podstawy, żeby upominać nie-sprzątaczy.

2) Dość rzadko się spotykam, żeby po osiedlu biegały luzem nieodwoływalne psiaki. Oczywiście czasem to się zdarza, jeden stały przypadek to mix ONki, która prawie cały czas lata po osiedlu samopas, podbiegając do innych psów, podczas gdy jej pani jest hen hen daleko, ale to sunia ze schroniska, a pani ma duże problemy zdrowotne i nie potrafiłaby utrzymać jej na smyczy, więc staram się to ignorować (sunia nie jest agresywna), bo jeszcze by ją oddała. :shake:

Czasem luzem chodzą małe kundelki które i tak uciekają od innych psiaków, albo w miarę posłuszne psiaki, gdy na chodniku nie ma nikogo.

Na osiedlowej łące większość psów chodzi na smyczach. Jest tego jeden minus bo prawie nikt nie praktykuje tam szkolenia psa czy zabawy, tylko spacer na smyczy dookoła łąki, ale lepsze to, niż spuszczanie podopiecznego dla samowybiegania się. Jezeli ktos zjawia sie na łące z latającym nie dającym sie upilnować psem, to zaraz sie reflektuje (jak kto bystrzejszy :razz:), bo właściciele do których ów podbiega są skrzywieni bądź zwracają uwagę. najczęściej to świeży właściciele ze szczeniakami, więc psy nie są groźne, a oni też mają sporo do nauczenia się.

Zdarza się niestety, że w miarę posłuszne psy są spuszczone w grupie 5, 6 i wtedy są nie do upilnowania :mad:

Ale ogólnie panuje miła atmosfera. Jeżeli zdarzy się, że mój pies podbiegnie do innego pod moją nieuwagę, to przepraszam i natychmiast go odwołuje. Na szczęście aktualnie dla mojego psa najważniejsza jest zabawa ze mną, więc nie mam problemu.

Ostatnio po roztopach zbierałam na psiej łace kawałki szkła, żeby móc bezpiecznie sie na niej bawić. Ludzie to widzieli, na początku się dziwili, ale ostatnio widziałam jak ktoś chodzi z małym woreczkiem i sprząta śmieci :loveu:

Nie jest idealnie, ale ja nie narzekam, życzę każdemu takiego osiedla ;)

Posted

Mieszkasz w raju:crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu:
Ja mieszam teraz na osiedlu (wcześniej nie) i kurcze tu jest okropnie, wiecznie drace na wszystko ryja psy, inne wielkie i małe latające bod blokami bo w którymś suka ma cieczkę, kup nikt nie sprząta a jak widzą jak ja to robie to jeszcze zaczęli mnie palcami wytykać:shake:, koszy oczywiście nie ma:shake:

Mam nadzieję że masz wolne łóżko w domu bo właśnie się zaczęłam pakować i jadę do ciebie na stałe:loveu:

Posted

Juliusz(ka) - co do tego wyżełka, miałam kiedyś podobną sytuację. Szłam z akitowym, nagle spod ziemi wyrasta mi młoda spasiona (:roll:) labradorka, za nią gdzieś tam hen daleko młoda para, ja zbaraniałam... miałam dwa wyjścia - wziąć 40kg psa pod pachę i wiać :evil_lol: albo poluzować smycz i poczekać na rozwój wypadków... a że akitowy jest psem z dziwnymi nawykami :cool1: na szczęście suka postanowiła się położyć do góry kołami przed naszymi nogami... cóż. a facet wrzeszczy: "szkoda, że jej nie ugryzł w d*pę, może by się wreszcie oduczyła podbiegania!" :roll: noż kur.czak. to psa już się nie szkoli, tylko liczy się na co, przepraszam? że inne psy go wychowają? :shake:


co do braku reakcji SM i innych mundurowych... ostatnio widziałam, jak dwa psy, duży i mały, goniły kota pod komisariatem. oczywiście przywołania zero, bo po co, lepiej stać i drzeć się "wraaaaaacaaaaj, nooogaaaa, wraaacaaaaaj" a pies i tak ma pod ogonem generalnie :roll: miałam ochotę babę strzelić, ale patrzę - jedzie duży samochód policyjny, wysiada z niego z 10 chłopa, myślę sobie, może ktoś zwróci babsku uwagę, że pies w środku osiedla zaiwania goły i wesoły a właścicielkę ma w tyłku, ale nawet nie popatrzyli w jej stornę, a stali może z 10m dalej :angryy:

Posted

aina155 napisał(a):
Mało tego, moi sasiadzi swoim psom pozwalaja sie zaatwiac na placu zabaw (nie mowiac o tym ze nie sprzataja).


yeaaaah, uwielbiam to :loveu: babcia wychodzi na spacerek z wnuczkiem i małym pieskiem, wnuczek włazi do piaskownicy, bawi się, bierze do buzi brudne rączki a piesek obok wali kupę. :roll: ostatni taki widoczek to wspomnienie dość odległe, bo teraz to już bym zwróciła uwagę takiej kochającej inaczej babci.

Posted

Cos wam opowiem. Ale zaczne od tego, ze zazdroszcze takiego osiedla.

Oprocz tego ze u mnie praktycznie na palcach jednej reki mozna policzyc psy wyprowadzane na smyczy (moja suka, pies sasiada-weterynarza, pies mojej kolezanki, jeden york i pies sasaidow, ktorzy jak go puszcza to zlapac go nie moga) to wzystkie pozostale, wlacznie z tymi agresywnymi rzucajacymi sie na inne sa wyprowadzane luzem. Czesc psow wyprowadza sie nawet sama (czyt. zupelnie bez kontroli wlasciciela).

Ale to jeszcze nic. Wiecie co mnie pare lat temu spotkalo?- sasiad wychodzil z jamniczka i, jako ze byla ona jedna z tych samowwyprowadzajacych sie, to zalatwila sie centralnie na srodku podworka. Oczywiscie wlasciciel mial to w nosie. A ja akurat szlam z psem wujka. Karo na smyczy, podszedł zeby obwachac. Czyli syt. wydawałoby sie normalna, bo pies nie mil ochoty sie w ogole zalatwic. A co zaczal krzyczec namnie drugi z sasiadow? Że sm na mnie wezwie bo pies po trawie chodzi:angryy: No zesz by go. Jakby to bylo teraz to bym tego tak latwo nie odpuscila ale parte lat temu to sie wystraszylam i w ogole zektos sie na mnie drze.

Mało tego, moi sasiadzi swoim psom pozwalaja sie zaatwiac na placu zabaw (nie mowiac o tym ze nie sprzataja).

Posted

U mnie na placu zabaw są kamery - jak ktoś przychodzi z psem albo niszczy to przyjeżdża miły pan i daje mandacik :diabloti:.
Ja dość często "łamałam" zakaz wprowadzania psa w środku nocy, żeby z Birmą poćwiczyć [takie fajne kładeczki do biegania, niziutkie huśtawki do skakania czy koniki do ćwiczenia równowagi :loveu:]. Jeśli tam byłam to ok. 1-2 w nocy PO porządnym spacerze - żeby pies się nie załatwiał... po jakimś czasie jeden pan mi pogratulował grzecznego psa. Wtedy dowiedziałam się, że przed kamerami siedzą też w nocy :oops:...

Za to jeśli chodzi o psy na osiedlu to ludzie zaczynają je zapinać na mój [nie Birmy] widok :diabloti:. Jak widać robienie dzikich awantur przynosi efekty - za nienormalna mnie mają, a wszyscy wiedzą, że z wariatami się nei zaczyna :evil_lol:

Posted

Ale jak dla mnie oni nie musza ich wcale zapinac, byleby panowali nad nimi i ich psy nie zblizaly sie do mnie na odleglosc mniejsza niz (powiedzmy) 2,5 metra, no chyba ze ja i wlasciciel drugiego psa sobie tego zyczymy. Wtedy mi to naprawde nie przeszadza.

A za wariatke to i tak paru sasiadow mnie uwaza (ba jeden pan zaczal zapinac swoja wciekla suke jak jakies 3 miesiace temu uslyszal ode mnie wsciekla wiazanke za to ze jego pies probowal pogrysc moja suke i mnie tak przy okazji)

Posted

Patikujek napisał(a):
Mieszkasz w raju:crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu:
Ja mieszam teraz na osiedlu (wcześniej nie) i kurcze tu jest okropnie, wiecznie drace na wszystko ryja psy, inne wielkie i małe latające bod blokami bo w którymś suka ma cieczkę, kup nikt nie sprząta a jak widzą jak ja to robie to jeszcze zaczęli mnie palcami wytykać:shake:, koszy oczywiście nie ma:shake:

Mam nadzieję że masz wolne łóżko w domu bo właśnie się zaczęłam pakować i jadę do ciebie na stałe:loveu:


Chyba tego nie doceniam ;) :diabloti:

Może ja już po prostu załapałam gdzie i kiedy chodzić, żeby nie było źle, ale jak tak pomyśle, to narzekać zbytnio nie mogę... :hmmmm: Raz na jakiś czas się zdarzy ewenement, ale generalnie jak większość jest 'dobrze ułożonych' właścicieli :diabloti: to reszta się dostosowuje ;)

Nawet mój pies tylko jak jest chory wskakuje do mnie do łóżka :diabloti: Inaczej ja się już w nim nie mieszczę :diabloti: Ale skontaktuję Cię z nim, może Cię wpuści na swoje posłanie :evil_lol:

Posted

Juliusz(ka) napisał(a):
UWAGA - będzie elaborat:diabloti:.
(...)
Dupa.
Pomarzyć se można...


Julisz(ka) czy Ty przypadkiem nei piszesz o warszawskich Polach Mokotowskich?
Jeszcze dwa lata temu (gdy chodziłam tam regularnie) psy spuszczało się ze smyczy tylko na dwóch z polan, to były "psie polany", reszta była dzieciowo - ogólnoludzka.

Ostatnio przypadkiem zupełnym czekałam na znajomą blisko PM, z psem w bagażniku, miałam jeszcze pół godziny, było południe, dzień roboczy, więc sobie pomyślałam, że przespaceruję się z Korkiem.

Po kilkunastu minutach miałam dosyć, WSZYSTKIE psy jakie w tym czasie spotaliśmy były bez smyczy i biegały sobie gdzie chciały (łącznie z "nieruszalnym" kiedyś placem zabaw dla dzieci, a ich właściciele spacerowali sobie daleko za nimi pogrążeni najcześciej w rozmowach przez telefon.
Jedna osoba zajęła się swoim psem na spacerze - rzucała mu frisbee. Cała reszta uznała, że wybieganie psa oznacza: spuszczenie psa ze smyczy - i na tym koniec.

Wiem, byłam tam krótko, może trafiłam na złą porę.

Szłam z psem, wkurzyło mnie to.
Gdybym jednak była matką z dzieckiem, z pewnością trafiłby mnie szlag na miejscu.

... i zaczynam rozumieć dlaczego psy mają tak wielu wrogów...

Jagoodkaxd - zaprezentowałaś sam szczyt chamstwa. Gratuluję.

Posted

WŁADCZYNI - no nie wiem:diabloti:. Różnie by mogło być, bo ja bym Cię goniła po całym parku i próbowała 'zmusić' do poprzeszkadzania:evil_lol:. Pojęcia nie masz, jak trudno u nas o psich 'pozorantów' - na tyle stabilnych i kontrolowalnych, żeby takiego boorka jak mój móc poodczulać...:shake:. Bez narażenia na pogłębienie problemu:angryy:. Jakbyś się zgodziła... lubisz być noszona na rękach?:diabloti:

evl - to Ty nie słyszała o tej nowej modzie szkoleniowej?:crazyeye: Nooo... w tyle jesteś, że hej:evil_lol:. Tyle smiechu, a poważnie, to już widzę co by się działo, gdyby Twój albo mój pies faktycznie użył zębów - afera na pół miasta gwarantowana!:angryy:

Sylvia_76 - a nie:evil_lol:. Jak widać i na wschodzie i na zachodzie Polski 'kwitnie' chamstwo psiarzy:angryy:.
Ja nie zaczynam - ja przyznaję rację wielu NIEpsiarzom od dawna! To, co się dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie! Skoro właściciele czworonogów dostrzegają to piekiełko, to jak dziwić się ludziom, którzy zwierząt nie mają?

Znów na pola/łąki/nieużytki uciekam...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...