Diana S Posted November 4, 2008 Posted November 4, 2008 bonsai, ja ciebie doskonale zrozumiałam, moj post nie odnosił sie do tego co napisałs ;). Quote
bonsai_88 Posted November 4, 2008 Posted November 4, 2008 Uff.... to dobrze, już myślałam, ze gdzieś się pogubiłyśmy w tłumaczeniach ;) Quote
Diana S Posted November 4, 2008 Posted November 4, 2008 bonsai_88 napisał(a):Uff.... to dobrze, już myślałam, ze gdzieś się pogubiłyśmy w tłumaczeniach ;) Nie, nie...wszystko w porzadeczku :p Quote
WŁADCZYNI Posted November 4, 2008 Posted November 4, 2008 I nadal uważam, że spuszczanie suczki w zapsionym miejscu nie jest dobre... Wskaż proszę miejsce gdzie o tym napisałam że idę na psią polankę i tam puszczam. Owszem pisałam że puszczałam sukę w cieczce, ale polanek unikam ze względu na masę właścicieli prezentujących nieodpowiadającą mi postawę. Gdybym miała nie chodzić tam gdzie chodzą samce to musiałabym się z mieszkania, teleportować w jakąś głuszę. Bo wszędzie w okolicy są samce. Ot urok mieszkania w dużym mieście. Tak w bardzo obcym języku, polski trudna rzecz:evil_lol: Quote
Diana S Posted November 4, 2008 Posted November 4, 2008 Gdybym miała nie chodzić tam gdzie chodzą samce to musiałabym się z mieszkania, teleportować w jakąś głuszę. Bo wszędzie w okolicy są samce. Ot urok mieszkania w dużym mieście Nie, na ksiezyc powinnas chodzic :evil_lol::evil_lol: tam suka ma cisze i spokój, moze swobodnie sie załatwic :evil_lol: ;) Quote
Blow Posted November 4, 2008 Posted November 4, 2008 uważam, że spuszczanie suczki w zapsionym miejscu nie jest dobre... przecież wiadomo, że dzięki temu 99% właścicieli nie bedzie mogła spuścić psów, [bo będa leciec do suki], a nic mi nie szkodzi przejść sie kawałek dalej w miejsce, gdzie tyle psów nie ma . Jednak jest jeszcze coś takiego jak zwykła, ludzka uprtzejmość... O to to...Myślę, że unikanie miejsc bardzo uczęszczanych przez inne psy jest jednym z zachowań zawartych w niepisanej etykiecie psiarza.Niby nie mamy obowiązku się stosować do takiej reguły ale wszyscy wiemy, że tak jest lepiej, tak samo jak większość psiarzy(mam nadzieję), których spotyka potencjalna mijanka z drugim psem np w niewygodnym miejscu, zeszłoby z drogi aby uniknąć ewentualnego konfliktu i kulturnie umożliwić przejście mijanej osobie.Niby nie mamy takiego obowiązku bo wszyscy mamy równe prawo uczęszczania publicznymi drogami, chodnikami etc. a jednak tak się robi bo wiemy, że tak jest lepiej:)To, czy psiarz stosuje się do niepisanej etykiety, świadczy tylko o jego kulturze. Quote
Juliusz(ka) Posted November 4, 2008 Posted November 4, 2008 Blow napisał(a):(...) tak samo jak większość psiarzy(mam nadzieję), których spotyka potencjalna mijanka z drugim psem np w niewygodnym miejscu, zeszłoby z drogi aby uniknąć ewentualnego konfliktu i kulturnie umożliwić przejście mijanej osobie.Niby nie mamy takiego obowiązku bo wszyscy mamy równe prawo uczęszczania publicznymi drogami, chodnikami etc. a jednak tak się robi bo wiemy, że tak jest lepiej:)To, czy psiarz stosuje się do niepisanej etykiety, świadczy tylko o jego kulturze. A tej kultury BRAK :( Nie dość, że to zawsze ja z moim psem się 'usuwam' (o.k. - znam mojego psa i wiem, że tak trzeba:diabloti:) i najczęściej spotykam się ze zniesmaczonymi, względnie kompletnie zaskoczonymi, spojrzeniami, to ostatnio trafiam na elementy, które ładują się w krzaki za nami, żeby zobaczyć dlaczego to ja się tam zapuszczam... no ręce do ziemi opadają:placz: Klnę ostatnio jak szewc:angryy:, jeszcze trochę a do rękoczynów dojdzie... Quote
AngelsDream Posted November 4, 2008 Posted November 4, 2008 Też chodziłam po trawnikach, spacery były stresujące, bo Baaj dla odmiany latał do każdego psa się pobawić. Zmieniłam metody, odpuściłam, spacery są przyjemniejsze, a ja nie zwiedzam krzaków... Quote
aina155 Posted November 5, 2008 Posted November 5, 2008 No to co mnie dzisiaj spotkało to az mnie zamurowało, nmie wiedziałam co powiedziec. Ale od poczatku Wychodze rano zmieszkania, sama bez psa. Otwieram drzwi, a na mojej wycieraczce stoi cos wielkosci rotta z takim samym wielkim pyskiem, zjerzone na mnie z panem który w ogole nie reaguje ze ta suka sie na mnie jezy. Ba pan nawet nie skrocił temu smyczy i poszukuje kluczy od mieszkania :mad: Ja siue cofam do domu, z nadzieja ze pan zabierze to cos (ta suka jest b. agresywna pogryzła juz psa sasiadów, ale nie mieszka ona w naszym bloku), ale mogłam sobie czekac :angryy: W koncu pan wszedł do mieszkania Z tym czyms, a ja wyszłam z domu. Oczywiscie przepraszam nie usłyszałam :angryy: Quote
Rinuś Posted November 5, 2008 Posted November 5, 2008 WŁADCZYNI napisał(a):A ja nie widzę w tym nic złego - również chodziłam do parków etc z suczem w cieczce - sorry, ale nie będę przez miesiąc poruszać się opłotkami/wyciągać suki na spacer w klatcę bo ktoś ma problem ze swoim psem. To tak jak bym miała zapinać psa na smycz bo pies pani X jest nieodwoływalny i podbiega do mojej suki :roll: Ja pilnuje i zajmuje mojego zwierzaka, tego samego wymagam od innych. Płeć mi jest obojętna. Ale w tym przypadku działają hormony i czasem ciężko jest zapanować nawet nad super wyszkolonym psem... Ciekawa jestem czy jakbyś miała samca to też byś była taka wyszczekana... Quote
Bogarka Posted November 5, 2008 Posted November 5, 2008 Byłam na spacerze z Vértesem i nagle pojawił sie mały piesek wypuszczony na długasnej flexi a pani na drugim koncu flexi o jakies conajmniej 5 metrów dalej i w ogóle nie patrzyła co pies robi szła powolutku i sprawiała wrazenie jakby marzyła o niebieskich migdałach. A piesek cały czas chciał podbiegac do Vértesa ja przed nimi uciekałam. Wkoncu minełam róg naszego bloku Vértes zaczał cos wachac a tu nagle pojawił sie piesek i szedł prostu do Vértesa. Vértes zaczał warczec ja sie zaczełam odsuwac, dopiero po jakims czasie pojawiła sie pani na drugim koncu flexi oczywiscie cały czas szła powolutku i dalej jakby jakas zamarzona. W ogóle ja nie obchodziło ze nie widzi co pies robi za rogiem. A moja siostra widziała kiedys inna pania (czy moze ta sama) co wychodziła z psem na wypuszczonym flexi, i zamykała brame, a pies tym czasem wyciagnał flexi i robił co chciał pani sie nim nie zajmowała Quote
fattyciak Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 Bogarka, u mnie też zdarzają się tacy marzyciele z hasającymi niemal luzem pupilami na flexi, że też się o psa nie boją... Mój kurduplel również spaceruje na flexi, tyle,że jakkolwiek zdarza mi się rozmarzyć i odpłynąć, w miejscu zaludnionym/zapsionym/z samochodami puszczam go na max. 1,5 m- na całe 5 m to ja go tylko na jakiejś luźnej łączce w stanie puścić jestem bo się po prostu boję o niego Raz spacerowałam z nim wieczorkiem, Gizmo dreptał przede mną, był spokój,cisza a tu nagle z bocznej sieni wypadło z zawrotną prędkością 2 młodzików na rowerach, hamując na zakręcie tak,że aż ich zarzuciło.Ja psa szybko szarpnęłam do siebie, umykając przed jednym z nich, ale drugi również chciał się hamując zmieścić obok kumpla na chodniku, zakręt z hamowaniem wziął ostrzejszy, widział mnie, jednakże nie zauważył psa u moich nóg, ja przyparta do ściany jakiegoś sklepu nie miałam się już gdzie z psem cofnąć, minął Gizma dosłownie o kilka centymetrów... mało brakowało a miałabym z psa dywanik. Jeszcze jedno chamstwo mi się przypomniało(nie psiarza): centrum miasta, ja z moim pożegnanym chow-chow Charlie'm czekam sobie przed przejściem dla pieszych, a tu zza zakrętu wypada... wózek dziecięcy. Tak, sam wózek dziecięcy, właściciela nie widać, a wózek gna i gna... Dopiero gdy się do nas zbliżył bardziej dostrzegłam,że zza wózka widać galopujące małe stopy w różowych sandałkach, dziecka które gnając pchało swój wózek. Wózek pędzi w naszą stronę, ludzi obok tyle, że nie miałam się gdzie odsunąć(nawet gdybym miała, to Charlie który już sobie zakodował że w tym miejscu ma przejść przez ulicę, łatwo nie ruszyłby się z miejsca ;) ), i buch! Dziecko wparowało mi wózkiem w psa, który zdziwił się bardzo(Charlie miał charakter i ciało ze skały ;) ). W tym momencie zza zakrętu wolnym krokiem wyczłapała matka wyścigówki i widząc,że dziecko zaparkowało na psie dopiero wtedy przyspieszyła kroku. Czy mamuśka zostawiła mózg w lombardzie jakimś? Już pomijając fakt wjechania w Czarucha, to było niemal w samym centrum miasta, ruch spory a ta mała(2,5 latka? ) gnając na oślep zostawiła matkę jakieś 50 m w tyle, za zakrętem. Quote
Bogarka Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 Dobrze ze z tym wózkiem na ulice nie wyjechała. Jak ja nie lubie rozpuszczanych dzieci, za zaparkowanie na psie bym cos tej małej chyba powiedziała. Dobrze ze Charlie był łagodnym mógł byc to inny pies z innym charakterem i przez takie matki w takim wypadku na pewno winien jest tylko i wyłacznie własciciel psa a one nie. Ja kiedys przed sklepem czekałam na siostre robiaca zakupy i trzymałam jej psy na smyczy. Krasna i Vértes grzecznie siedziały nawet sie nie poruszyły. Nagle przyszedł jakis facet i zaczał na mnie sie drzec ze psy powinny miec kaganiec na ulicy i jeszcze cos tam mówił ze on tez ma psy lubi je a ja pomyslałam ze pewnie trzyma je na łancuchu albo w klatce. Niałam ochote mu odpowiedziec ze kaganiec raczej jemu jest potrzebny Quote
wiska Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 heh widze,ze wywiazala sie dyskusja na temat spuszczania suczk w cieczce... U nas w parku jest o to wiecznie walka-wlasciciele psow wsciakaj sie na wlascicieli suczek,a wlasciciele suczek stwierdzaja ,ze nie moga zamykac psa w 4scianach na okres cieczki.Osobiscie(choc podkreslam ,ze mam suczke po sterylizacji) uwazam,ze sucz w czasie cieczki moze wychodzic do parku,ale na smyczy i po "spryskaniu"jakimis maskujacymi preparatami :roll: Quote
Okamia Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 wiska napisał(a):heh widze,ze wywiazala sie dyskusja na temat spuszczania suczk w cieczce... U nas w parku jest o to wiecznie walka-wlasciciele psow wsciakaj sie na wlascicieli suczek,a wlasciciele suczek stwierdzaja ,ze nie moga zamykac psa w 4scianach na okres cieczki.Osobiscie(choc podkreslam ,ze mam suczke po sterylizacji) uwazam,ze sucz w czasie cieczki moze wychodzic do parku,ale na smyczy i po "spryskaniu"jakimis maskujacymi preparatami :roll: Dokładnie... U mnie w czasie cieczki wygląda to tak: Chodzę do parku w godzinach najmniej uczęszczanych przez psiarzy a Kelly puszczam na ok 10m lince aby ją jakiś zew nie dorwał ;) Ja dzisiaj miałam bardzo "miłą" sytuację. Idę uliczką z moim Kellowatym gdy nagle z otwartej bramy wylatuje jakieś pudloterrierowate coś i praktycznie rzuca się na mojego potwora... a że to się nie da to dziabła go raz a porządnie... To coś na moje nieszczęście oddaliło się no ok 3 m i chafla... a musiałam uspokoić siebie i moje rozjuszone futro :angryy: A właścicieli ani widu ani słychu... Wiem do kogo pies należy ale ten osobnik pochodzi z pół świadka i policja ani SM nic nie zrobią :shake: Sami się boją a po za tym co ich obchodzi jakiś pies :shake: Quote
Diana S Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 uwazam,ze sucz w czasie cieczki moze wychodzic do parku,ale na smyczy i po "spryskaniu"jakimis maskujacymi preparatami :roll: Ok. ale spryskanie psa, sr. zabijajacym zapach to sprawa indywidualna. Nie konieczna. Bo co, spryskiwac suke w ok. tyłka co wyjscie? :roll: Quote
an1a Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 Diana S napisał(a):Ok. ale spryskanie psa, sr. zabijajacym zapach to sprawa indywidualna. Nie konieczna. Bo co, spryskiwac suke w ok. tyłka co wyjscie? :roll: Konieczna nie, ale ułatwiająca życie innym. Quote
AngelikaXD Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 Okamia napisał(a):Dokładnie... U mnie w czasie cieczki wygląda to tak: Chodzę do parku w godzinach najmniej uczęszczanych przez psiarzy a Kelly puszczam na ok 10m lince aby ją jakiś zew nie dorwał ;) Ja dzisiaj miałam bardzo "miłą" sytuację. Idę uliczką z moim Kellowatym gdy nagle z otwartej bramy wylatuje jakieś pudloterrierowate coś i praktycznie rzuca się na mojego potwora... a że to się nie da to dziabła go raz a porządnie... To coś na moje nieszczęście oddaliło się no ok 3 m i chafla... a musiałam uspokoić siebie i moje rozjuszone futro :angryy: A właścicieli ani widu ani słychu... Wiem do kogo pies należy ale ten osobnik pochodzi z pół świadka i policja ani SM nic nie zrobią :shake: Sami się boją a po za tym co ich obchodzi jakiś pies :shake: Ja przez takiego psa przestałam chodzić z moimi psami na łąki. Za każdym razem podlatywał i łapał któregoś za sierść. Nie poszłam do właściciela bo to jest wieś i niewiem czy oni zaczęli by go pilnować. Najpewniej wywieżli by go gdzieś czy coś jeszcze gorszego. :shake: Innym razem szłam z Cezarem na smyczy i w kagańcu a z posesji przy chodniku wyleciał malutki kundelek i też go za siersć a właściciel tylko stał i się patrzył :shake:. Jak się ma psa to się go powinno pilnować :roll: Quote
an1a Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 Diana S napisał(a):Suka (w ok. cieczki) na smyczy, samiec na smyczy. Ułatwione zycie. Raczej właściciel użerający się z ogłupiałym psem. Quote
Diana S Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 an1a napisał(a):Konieczna nie, ale ułatwiająca życie innym. Suka (w ok. cieczki) na smyczy, samiec na smyczy. Ułatwione zycie. Quote
Okamia Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 Diana S napisał(a):Suka (w ok. cieczki) na smyczy, samiec na smyczy. Ułatwione zycie. Tylko skąd właściciel psa ma wiedzieć że suka ma cieczkę?? Krzyczysz może o tym każemy napotkanemu psiarzowi z odległości 300m?? Stosuje rzeczy niwelujące zapach i jako tako daje to komfort a niektórzy spotykani psiarze i tak zapinają psy jak widzą mnie i Kelly bo wiedzą że nie życzę sobie podbiegaczy ;) Ale to niestety tylko Ci kulturalniejsi z którymi spotykam się w parku i w moim miasteczku rzadkie to okazy:shake: I problem z psami koczującymi pod drzwiami też zniknął ;) Quote
AngelsDream Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 A my dziś Baajem socjalizowaliśmy pani szczeniaka ;) Pani miała zdziwione oczy, że szczeniak został tylko polizany i obejrzany, ale generalnie obu stronom wyszło na plus. Choć ludzie milczeli, psy powiedziały wszystko :) Quote
Diana S Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 Okamia napisał(a):Tylko skąd właściciel psa ma wiedzieć że suka ma cieczkę?? Krzyczysz może o tym każemy napotkanemu psiarzowi z odległości 300m?? Stosuje rzeczy niwelujące zapach i jako tako daje to komfort a niektórzy spotykani psiarze i tak zapinają psy jak widzą mnie i Kelly bo wiedzą że nie życzę sobie podbiegaczy ;) Ale to niestety tylko Ci kulturalniejsi z którymi spotykam się w parku i w moim miasteczku rzadkie to okazy:shake: I problem z psami koczującymi pod drzwiami też zniknął ;) Skad ma wiedziec? informuje wł. ze suka ma cieczke i prosze o zabranie psa, w cale nie musze krzyczec, gardło bym zdarła. Z reguły jak suka ma cieczke nie chodze z psem w godz. szczytu, unikamy miejsc gdzie jest sporo psów, swobodnie biegajacych. Quote
bonsai_88 Posted November 6, 2008 Posted November 6, 2008 No to jako właścicielka ciekącej suki oznajmiam, że się staram jak mogę - chodzę z dziewczynami w dziwne miejsca i o dziwnych porach [żeby spotkać jak najmniej psów], pryskam Jagę przed każdym spacerkiem, na opornych korzystam z pomocy Birmy [większość psów na widok jej wkurzonej mordy woli uciec], nie spuszczam suki... Dawałabym jeszcze tabletki z chlorofilem, ale cieczka nas trochę zaskoczyła [2 dni po wzięciu suni], a te tabletki potrzebują trochę czasu, żeby zacząć działać... Dzięki temu ani ja nie mam przesadnie wielkiego problemu z obcymi psami ani właściciele psów na mnie nie klną :cool3:... czyli jak widać da się ;). Problem miałam tylko pierwszego dnia, kiedy jeszcze nie miałam płynu do psikania :roll:... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.