diabelkowa Posted September 30, 2007 Posted September 30, 2007 gaz pieprzowy jest legalny i jest nie szkodliwy dla ludzi a dla zwierzat? Jakos nie chcialabymbyc wlascicielka yorka popsikanego takim gazem... Quote
Dorkaa Posted September 30, 2007 Posted September 30, 2007 diabelkowa, nikt by nie chciał. Ale wiele psiarzy i pseudopsiarzy się o to prosi. Quote
Urwis Posted September 30, 2007 Posted September 30, 2007 sądzę, że nikt się raczej nie będzie ośmieszał i celował w yorka gazem. Nie strzela się z armaty do komara. U nas w bloku też jest pinczerek mini, który czasem się rzuca do mojego Urwisa ale nie zwracamy na to uwagi, bo co taki pies może nam zrobić - nic. Nawet nic nie mówię właścicielowi (który skądinąd jest miły, tylko smyczy nie uznaje i potem gania psa w kółko) - raz się zatrzymaliśmy, spojrzałam na natręta groźnie z góry i od tamtej pory już rzadziej się rzuca, częściej oszczekuje z bezpiecznej odległości:lol: Ale jeżeli wyskakuje z zębami ON, rotek, czy amstaff się rzuca na szczeniaka to skala problemu jest nieco inna. Odgonić bez przemocy- albo się uda albo nie Quote
Apbt_sól Posted September 30, 2007 Posted September 30, 2007 mam w bloku psy ala yorki - dwa z nich pogryzły tylnie łapy mojemu psów a raczej psom. Fakt nic tam takie rany krew..... bo własciel miły...... Ja sobie nie zycze by inne psy skakały do moich zwierzat -ja swoim nie pozwalam na takie rzeczy i nie chce aby inne na klatce schodowej szalały na moje. To ze małe nie znaczy nie grożne - niech to powie ktos moim psom z poszarpanymi tylnimi łapami .... Albo mojemu szczeniakowi pogryzionemu przez psa ala cziłałała.... notorycznie codzienie skacze bo maly to moze.... do własciela nie dociera mnie nie obchodzi czy własciel jest miły czy nie , ja mam na mysli psie zdrowie czy zycie. Quote
Urwis Posted September 30, 2007 Posted September 30, 2007 no ale małego psa można spacyfikować dwoma palcami przecież. Z rotkiem trudniej. No powiedz szczerze - użyłabyś gazu na cziłkę? Quote
Apbt_sól Posted September 30, 2007 Posted September 30, 2007 spacyfikuj kurdopla gdy na smyczy masz psa 14 kg lzejszego od siebie....... który na pewno nitoi w miejscu i nie czeka az dziabnie go iny psiak .... jesli Ci to wyjdzie powodzenia - ale kazdy winien jest zabdać o bezpieczenstwo sowje innnych ludzi dzielacych z nim klatke - podwórko.... Niwazne czy to ratler czy wilczarz....... ma być zabiezpieczony i tyle. wtedy by nie było przepychanek słownych i tego typu rzeczy .. a kto mowi ze na cziłełe gaz uzywac? :O Quote
Vectra Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Greven napisał(a): W tym momencie pan odezwał się w końcu, przyglądają z ciekawością całej sytuacji "a to psy, czy suki?" :-o:-o:-o to moje ulubione pytanie jak proszę by ktoś zabrał psa :diabloti: Berek napisał(a):Wiecie co, ale faktycznie, w sumie, jak się podczytuje tego typu topiki, to tym, co uderza, jest na ogóle dość spora agresja jaką prezentujemy my, psiarze - przeciwko innym psiarzom. Podejrzewam że wiele przykrych zdarzeń nie byłoby tak przykrymi gdyby bardzo grzecznie, acz stanowczo, głośno, prostymi zdaniami wyjaśnić że prosimy o zabranie psa. Odpowiem ci tak , masz racje ,ale często gęsto jest to niewykonalne. Żadna frajda na każdym spacerze użerać się z kimś , dużo przyjemniej by było tylko grzecznie poprosić o odwołanie psa i zapięcie na smycz - wystarczy podziękować i uśmiechnąć się - są i takie przypadki uprzejmości ,ale niestety niewiele ... są ludzie którzy uważają że im się wszystko należy i że nic nie muszą oraz nikt im nie będzie mówić co ma robić .. Zdecydowanie wolała bym poczęstować mini pieska gazem niż by pokosztował zęby mojego psa. Smutna rzeczywistość jest taka że większość psów to rozbestwione kanapowce które słuchają lub jak nie mają ochoty mają gdzieś swojego pana.A pan na spacer idzie bo musi , psa puszcza i w tym czasie albo ucina sobie z kimś interesującą pogawędkę lub jest tak zajęty że ma gdzieś co jego pies robi - ważne by był niedaleko.Ma się wybiegać sam by nie rozrabiał w domu , ma się załatwić by w domu nie napaskudził i ma wrócić po setnym przywołaniu .. Taki pan żyje w przekonaniu że skoro jego pies biega może wszystko ... bo przecież ma się pobawić ,powąchać .... a ten kto poprosi o zapięcie psa na smycz jest wrogiem , bo zakłóca harmonogram spaceru - i biedny pan musi naj sie ośmieszyć by przywołać niesłuchającego się psa i potem szarpać z nim na smyczy. Zwróćcie uwagę na to właśnie właściciele jakich psów stawiają opór przed prośbami - 9 na 10 to ci których ich pies się nie słucha , ciągnie na smyczy etc ... Ci którzy mają odwoływane psy zazwyczaj nie robią problemu , po prostu wołają psa i przytrzymują ja mówię dziekuje i po sprawie.Przeważnie przy kolejnych spotkaniach nie muszę prosić , mówimy sobie dzień dobry. Ale to są jednostki. piszę to co było w przeszłości w moim życiu - nadal jestem szczęśliwa że mieszkam teraz na wsi i nie muszę się użerać :diabloti: Quote
Urwis Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Apbt_sól napisał(a):spacyfikuj kurdopla gdy na smyczy masz psa 14 kg lzejszego od siebie....... który na pewno nitoi w miejscu i nie czeka az dziabnie go iny psiak .... jesli Ci to wyjdzie powodzenia - Dzięki, ale już mi to wyszło :) spacyfikowałam kurdupla, przez odwrócenie się przodem do niego i jedno gromiące spojrzenie. Gdyby to nie zadziałało to bym go spacyfikowała trąceniem nóżką - ale takim na dwa palce, przecież atakuje od tyłu - raczej ze strachu. A siadania na komendę mój pies jest nauczony i musi wykonać. Nie ma takiej opcji, żeby próbował sobie sam ustalać zasady z yorkiem czy ratlerkiem - mógłby go przecież przetrącić niefortunnym przydepnięciem. Po prostu nie ma takiej opcji, to by była za duża kara. No i zupełnie nie widzę możliwości, żeby jakiś york, swoim atakiem, mógł zagrozić jego życiu - nigdy też nie słyszałam, żeby jakiś york zagryzł innego psa (no chyba, że może yorka ale też nie słyszałam). A to czy właściciel jest uprzejmy (nawiązując do Twojego wcześniejszego postu) ma bardzo duże znaczenie, bo jeśli jest uprzejmy, to mogę chwilę poczekać aż złapie psa, korona mi z głowy nie spadnie, a gdyby był cham, to bez czekania trąciłabym nóżką (tudzież być może ale to już zupełnie teoretyczne rozważania, gdyby małe gryzonie były w liczbie mnogiej, być może śmignęłabym je lekko dwa razy drugą smyczą, specjalnie zabraną na spacer w tym celu) Apbt_sól napisał(a): a kto mowi ze na cziłełe gaz uzywac? :O Napisałaś o niebezpiecznych, zabójczych yorkach bezpośrednio po moim poście, w którym stwierdziłam, że nikt nie będzie się ośmieszał i celował w yorka gazem więc myślałam, że do tego się odnosisz. Jeśli nie, to ok. Psy powinny być zabezpieczone na spacerach, a najlepiej jeszcze wychowane porządnie, to wszyscy piszemy ciągle i z tym się zgadzamy. Jakoś tak już, niestety, w Polsce jest, że jesli cokolwiek się pracuje z psem, to ma się przerąbane na całej linii - ze strony większości psiarzy i prawie wszystkich niepsiarzy. No trudno. Za to ma się w miarę przyzwoitego psa. Małe pieski tez bywają charakterne i ja się z tym w zupełności zgadzam- kiedyś na szkoleniu mały jack russel poczuł w sobie moc i wyskoczył na czołówkę do doga niemieckiego :) A że skoczny był jak diabli, to od razu przycelował w fafle i zawisł. Biedny doguś trzepał głową, łapą trącał ale nie mógł się uwolnić. Pani doga podeszła, sprzedała klapsa jeszcze w powietrzu, bo nie chciało jej się wdawać w subtelniejsze metody wychowawcze, potem odczepiła terierka (a odwarkiwał się i próbował odgryźć mały cholernik), dołożyła jeszcze jednego klapsa i oddała właścicielce. Oczywiście właścicielka terierka wyjęła zaświadczenie o szczepieniach i obiecała zasponsorować szycie fafla ale nie było takiej potrzeby - doguś się oblizał dwa razy i nikt nie robił afery. Ogólnie wszyscy zachowali spokój i dystans do sprawy. Jednak nie te proporcje, żeby jack russel mógł stanowić zagrożenie życia dla doga. Dlatego też jakoś nie widzę zagrożenia w tym małym pinczerku. A jego pan jest bardzo uprzejmy więc ja też. I tyle Quote
Urwis Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Vectra napisał(a):to moje ulubione pytanie jak proszę by ktoś zabrał psa :diabloti: Zwróćcie uwagę na to właśnie właściciele jakich psów stawiają opór przed prośbami - 9 na 10 to ci których ich pies się nie słucha , ciągnie na smyczy etc ... No dokładnie to samo napisałam wcześniej. Nie ma sensu wykrzykiwać kiedy inny pies atakuje, bo i tak właściciel nie da rady odwołać. Kiedy już atakuje, zaznaczam. Ogólnie nie jest dobrze z tą wiedzą kynologiczną, i często nawet z dobrą wolą. Ale ja mam optymistyczniejsze wnioski po spokojnym wytłumaczeniu. Użeranie się to jednak (moim zdaniem) nakręcanie konfliktu - w ten sposób chyba się nikogo nie wyedukuje, czyli - nie poprawi się sytuacji P.S. Vectra tak z gazem na yorka? ;) A lekki bucik by nie wystarczył? Quote
Apbt_sól Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 "A siadania na komendę mój pies jest nauczony i musi wykonać. Nie ma takiej opcji, żeby próbował sobie sam ustalać zasady z yorkiem czy ratlerkiem - mógłby go przecież przetrącić niefortunnym przydepnięciem. Po prostu nie ma takiej opcji, to by była za duża kara." moj piesraz tylko usiadł po czym rozwalon tylnia lape - niestety klatka schodowa jet bardzo mała .... rowniez nie pozwole by moje zwierze zrobilo krzywde innemu ale nie chce by moje psy były podgryzane prze kurdupleee.... heh tak Vectra lepszy gaz i przejechanie chocby kagancem przez o wiele wiekszego psa... butem butem ;) ba! zdarza sie ze na klatke wylatuja 3 pirdoły i co??? jak wolanie włascieli nie pomaga? z kazdej strony dobiegaja i kasaja.... poweim krotko but , bo po moim bucie przezyją a po psie nie -- i nie powiem mu siad bo nie ma nawet gdzie.. ;/ jesli chodzi o tego typu akcje na dworze sprawa wyglada inaczej - bo nakrece psa a zabawke i na pirdole uwagi nie zwraca - do czsu oczywiscie - ale na dworze jest wiecej rozwiazan. Quote
Vectra Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Nigdy w życiu nie miałam gazu pieprzowego w ręku ... :) a na dużego rozwścieczonego psa gaz nie działa , na piętrze moich rodziców mieszkał ogromny poczwarek niemiecki który na klatce schodowej zaatakował małą dziewczynkę która schodziła dwa piętra niżej do koleżanki ze swoim szczeniakiem - szczeniak na szczęście przeżył atak - mój tata i dwóch sąsiadów walczyli z tym gigantem ktory zagryzał pieska - właścicielka stała z zasłoniętymi oczami i piskliwym , niesłyszalnym głosikiem wołała psa po imieniu z dodatkiem zostaw , no prosze cię zostaw dam ci kiełbaski tylko puść tego pieska :evilbat: gaz nie pomógł żaden - dopiero niestety pała policyjna , jeden z sądziadów miał kilkanaście szwów po tej akcji ... ten pies ustawicznie atakował wszystko co się rusza , non stop chodził bez kagańca a paniusia nie miała siły go utrzymać , moich bucików nie raz popróbował tylko o ile miałam mniejszego psa i na niego się rzucał i gryzł nie było problemu pani nie miała poczucia winy o tyle jak skoczył do mojego dobermana i obskoczył ostre manto to już pani miała dużo do powiedzenia :diabloti: znaczy żale miała ,że mój pies bez kagańcai jej poczwarka napoczął. Quote
Urwis Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Vectra, to musiał być jakiś przeterminowany gaz :) Gdyby na klatce popsikano gazem, to wszystkie obecne tam osoby straciłyby oddech i widzenie na parę minut. Gazy są na otwarty teren i trzeba stać od nawietrznej :) jakakolwiek próba użycia go w pomieszczeniu, kończy się fatalnie dla wszystkich obecnych, sprawdzone (koledzy w akademiku miewali różne ciekawe pomysły :lol:) P.S.i nie był używany w samoobronie tylko z ciekawości - tak się tłumaczę,bo jakoś dramatycznie ta moja wypowiedź zabrzmiała :) Quote
Eriu Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 WŁADCZYNI napisał(a):To że nie pozostawia żadnych uszkodzeń nie znaczy że jest legalny, kij do baseballa jest nielegalny mimo że nie koniecznie musi służyć do bicia kogoś. Hm, umknęło to jakoś moim myślom, żeby napisać wprost - gaz pieprzowy jest legalny. Nie był kupowany w jakiejś melinie, tylko w poważnym sklepie z bronią, więc gdybym ja nawet nie była pewna czy jest legalny, to nie byłoby go w tamtym sklepie. Swoją drogą są wersje gazu dla psów. Nie wchodziłam w szczegóły, bo nie dla psów raczej kupowałam, ale podejrzewam, że po prostu jest w nim mniejsze nasilenie środka biologicznego. Quote
AjriszZona Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 właśnie wróciłam ze spaceru i zastanawiam się nad czymś... szłam z Irish na smyczy przy nodze ścieżką w takim małym parku. Nagle na drugim końcu pojawił się znany mi z widzenia pan z rottweilerem, zatrzymał się na środku i krzyczy do mnie: ja nie ustąpię. Też się zatrzymałam, bo wiem z opowiadań i z doświadczenia, że lubi straszyć swoim psem i w pierwszym odruchu powiedziałam, że też nie ustąpie bo byłam tu pierwsza i widząc mnie jeśli nie chce podchodzić do psa mógł wybrać inną drogę (dużo do wyboru dookoła), i tak staliśmy,ale po chwili zeszłam na trawnik dla spokoju i mimo wszystko dla bezpieczeństwa. Nie wiem co robić w takiej sytuacji, chciałabym coś odpowiedzieć bo sytuacja nie wydaje mi się normalna. Podobnie jak w przypadku państwa z onkiem o których pisałam kiedyś, wydaje mu się, że ma agresywnego psa za którego nie odpowiada i wszyscy inni mają mu schodzić z drogi, uciekać, a w dodatku mówi to zaczepnie wręcz agresywnie. Przecież nie idę w jego kierunku specjalnie gdy tylko go zobacze, on chodzi po parku jakby to był jego własny teren nie uważa sam na innych tylko do nich krzyczy żeby oni się pilnowali 'dla dobra swoich psów' dodam jeszcze, że gdy widzę przed sobą nieznajomego psa to najczęściej schodzę na drugą stronę ulicy albo odchodzę jeżeli jest taka możliwość i rozumiem, że można nie chcieć przejść obok psa ale można a nawet trzeba okazać własną inicjatywę... Quote
WŁADCZYNI Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Urwis pani Mrzewińska pisała kiedyś o jednym z pierwszych russeli w Krakowie - chodził na smyczce po błoniach i podleciał do niego pies bez smyczy, pies nie przeżył spotkania mimo że był dużo większy. Nawet mały pies jest zagrożeniem. Sama mam psa w typie parson russell terriera i wiem do czego jest zdolna, ona nie celuje w fafle, tylko od razu wisi na gardle, jeszcze się nie zdażyło żeby nie trafiła jak już wystartowała a ja nie zdążyłam jej zatrzymac. W tym wilczarzowi - do którego musiała wyskoczyć żeby dziabnąć. Możesz ją kopnąć ale ona wróci, nie drzwiami to oknem :diabloti: Dlatego jest mi bardzo nie miło kiedy właściciele dużych psów wybuchają radosnym smiechem "haha co taki kurdupel zrobi" - dużo zrobi, bo zagryzie. tina_p jeżeli straszy psem to groźby sa karalne, policja mogła, ba powinna się tym zainteresować:diabloti: Quote
Apbt_sól Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Władczyni otóz to - znam rozniez suke russella - mojego szwagra jest mała ale szybka jak błyskawica a zebami niczym pirania dziabnie mocno i wie jak dziabac. Tak wiec pies duzy czy mały winien być pod okiem rozsadnego człeka. Quote
Urwis Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Władczyni, a co ja piszę ciągle? To samo, co wszyscy:) Że pies powinien być pod kontrolą. Na kursie jack russel się wyrwał ale nic nie zrobił w sumie, nieładnie ale trudno. Zdarzenie zostało ocenione spokojnie i obiektywnie. Gdyby w tym momencie dog celnie wrzucił go sobie do pyska, chapnął i przetrącił - to też trudno, przykro ale trudno -terierek sam poleciał, właścicielka nie upilnowała, rzecz działa się na szkoleniu, wszyscy obecni w miarę świadomi. Poza tym pisałam o yorkach i naszym znajomym pinczerku, w odpowiedzi na post APBT sól. Widzę tutaj często na forum jakąś fobię yorkową. Ja jej akurat nie ulegnę, no nie ma szans. Mój pies waży 8,5 kilo więc jest malutki - ale przy yorku, który jest wielkości jego głowy, jest po prostu gigantem. I przy tym małym pinczerku tak samo. Cokolwiek by tu nie pisano uważam, że ten pinczerek mieszkający po sąsiedzku nie stanowi absolutnie żadnego zagrożenia dla mojego psa - i koniec. Nie mam do niego żadnej agresji tylko za to, że atakuje ze strachu. Do właściciela też nic nie mam, to jest miły pan około 60, widać że zawsze wyprowadzał psa bez smyczy i trudno, może ktoś psu da kiedyś kopa i opieprzy opiekuna ale to na pewno nie będę ja. Mi on jakoś nie zagraża. Ani żadne osiedlowe yorki. Gdyby jakiś pies rzucił się mojemu psu do rozszarpywania gardła, to bym go spróbowała osobiście przetrącić w trybie natychmiastowym (chyba,że by się dało odczepić jednym chwytem, bo na dłuższe szarpanie raczej nie byłoby czasu). Ale te yorki i pinczerki jakoś się do gardła nie rzucają. Czasem pojazgoczą, czasem spróbują skubnąć w portki Urwisa (ale jakoś nigdy żaden nie wypruł mu ścięgna). Wystarczy spojrzeć groźnie lub krzyknąć i zwiewają natychmiast. Nie będę sobie zawracać głowy takimi małymi psami. I pies też je ignoruje, czego został z mozołem nauczony, bo kiedyś pewnie i chętnie by przywalił, no ale, jak już napisałam, nie ma takiej opcji, żeby sam sobie coś ustalał. I to w zasadzie tyle, co chciałam powiedzieć. Czasem niektórzy właściciele mnie wkurzają swoją bezmyślnością ale nie wyzywam ich i nie zamierzam. Wolę stracić trochę swego cennego czasu na "bzdurne rozmowy", jak to ktoś pięknie napisał. Nie pozwalam mojemu psu latać i zaczepiać innych psów i też tego wymagam ale jakoś spokojne tłumaczenie czy chłodne obwieszczenie dobrze u mnie działa (być może jest tak chłodne, że od razu otrzeźwia:lol:) Jeżeli ONeczka, recydywistka w pogryzieniach, znowu się wyrwie, to być może zastosuję ten gaz prosto w nos, a już na pewno zadzwonię natychmiast na policję, tak jak właścicielom obiecałam. Ale wszystko bardzo na zimno, rzeczowo i spokojnie. Ja po prostu nie wychodzę na spacer jak na wojnę i nie zamierzam tego robić. Raczej nie przelękne się tych dzikich yorków, no trudno. Ani żadnych innych ras specjalnie. Doskonale wiem, że może się zdarzyć, że jakaś miniatura doskoczy dziecku do twarzy i narobi potwornych szkód, czy ugryzie dorosłego człowieka i skaleczy w nogę, czy nawet boleśnie pokąsa innego psa. Ale statystycznie biorąc pod uwagę ilość zdarzeń bardzo groźnych czy śmiertelnych w skutkach w spotkaniach pies-pies, no... to jakoś nadal te malutkie yoreczki nie wzbudzają we mnie grozy i przerażenia. Ani niechęci. Obiektywnie patrząc na zdarzenia podwórkowe - zdecydowanie przy spotkaniu : nadbiegający chart polski w galopie łapie małego yorka za kark i na powitanie przydusza do ziemi jak zająca - zupełnie nie widzę możliwości, żeby ten malec się sam obronił (cud, że nie został przetrącony) I ludzie też mnie nie denerwują zbytnio. Nie przykładam większej wagi do komentarzy nt ćwiczeń z psem, robię swoje. Jeżeli jakiś pies wesołkowato nastawiony doleci do nas, kiedy np. ćwiczymy trzymanie aportu bez podgryzania, zabieram koziołek, każe psu zawarować lub usiąść, łapię natręta i jeżeli właściciel jest blisko, to go sama odprowadzam i z impetem mu wpycham psa mówiąc "trzeba lepiej zapiąć smycz, żeby się tak nie zrywał i nie latał do innych " Lub jeśli właściciel daleko, trzymam cudzego psa w bezruchu i lekkim dyskomforcie :) czekam aż właściciel się przywlecze i mówię jak wyżej. Z reguły kopara opada i nikt jeszcze nie odważył się puścić psa drugi raz, dopóki nie odejdzie na bezpieczny dystans (ale Urwis już robi dobry podkład w tle warując lub siedząc, jak przykazano). A agresywne psy, to tak, jak z tą ONeczką. A psy bez znaczenia strategicznego :) ignoruje. I przez 3 czy 4 miesiące wypracowałam sobie komfort i kulturę na osiedlu, przynajmniej w kontaktach z moim psem, bo co ludzie robią pomiędzy sobą, czasem mogę poobserwować ale się nie wtrącam, bo mnie to nie obchodzi zbytnio. Raz mnie zirytowało 4 dresów, odmawiających odwołania dwóch amstaffów (bo nie i koniec) ale chyba byli tu przelotem, bo ich nie znam i więcej tu nie widziałam. A akurat nie miałam telefonu i ich nie znam więc nie mogłam nic z tym zrobić. A chłopaki "z dzielnicy" czy inni psiarze, którzy chadzają tu na spacery regularnie, są całkiem w porządku. Ale możliwe, że akurat mam wyjątkowo bystrych sąsiadów... W kolejkach czy autobusach ludzie zawzięcie chcą głaskać mojego psa, bo wygląda jak zabawka, więc po prostu nauczyłam go znosić to ze spokojem, bo to było dla mnie wygodniejsze i daje mi większy komfort psychiczny niż ciągłe odpędzanie natrętów. Czasem tylko tłumaczę jak się powinno głaskać, jeżeli widzę, ze ktoś wielką grabę wyciąga i ma w zamiarze klepnąć psa szczerze po głowie, od razu po pierwszym ruchu wyciągnięcia dłoni, jednym słowem ucinam ten gest i wydaję instrukcje. I tak sobie spokojnie dryfujemy przez to życie :) W niektórych sytuacjach tylko spokój może człowieka (i psa) uratować. Quote
marmara_19 Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 hmm dziwi mnie to podejscie do sprawy, ze male nie zagraza innym wiec niech sobie robi co chce.. a co bedzie gdy do etgo samego wlasciciela rowrzeszczanego amlego psa trafi pod opieke duzy pies?i tak samo rozchisteryzowany jak ten maly?to jzu nie bedzie wesolo!mam malego psa niecale 7 kg i ONka.. i wkurzam sie niezaleznie od tego czy to maly pimpek czy duzy podbiega.. nie maja takiego prawa.. ja na to moim nie pozwalam... Quote
Urwis Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 [quote name='marmara_19']hmm dziwi mnie to podejscie do sprawy, ze male nie zagraza innym wiec niech sobie robi co chce.. [/quote] Napisałam wyjątkowo precyzyjnie - [B]dla mojego psa te maluchy nie są zagrożeniem i nie zamierzam sobie psuć nerwów na kłótnie z sąsiadem od pinczerka -wolę z nim spokojnie porozmawiać.[/B] Właściciel wie, że pies nie powinien oszczekiwać. Jeżeli ktoś inny chce kopać yorka czy pinczerka i opieprzać właściciela - to ja mu nie bronię ale ja się tym nie będę zajmować, bo to ignoruję (no sorki, raz nie zignorowałam, spojrzałam groźnie i pinczerek zwiał). Większy pies - zawsze większy kłopot - i z wydatkami i z przejazdem taksówką i z ludzkimi lękami - ze wszystkim. Sąsiad ma pinczerka, rotkowi by nie podołał, co zapewne czuje więc go nie kupił. Każdy powinien kupować/brać psa na miarę swoich możliwości (i tak sporo psów przekracza możliwości swych właścicieli) Mój pies jest mały i nie pozwalam mu podbiegać. Do żadnego psa bez uzgodnienia z właścicielem. No ale nie będę się stresować tym, że jakiś pinczerek podbiega, bez przesady. Jak ktoś się stresuje - przecież mu nie bronię. Ja [B]osobiście[/B] nie zwracam na to z reguły uwagi, bo dla mnie to dosyć mały kaliber. I już chyba napisałam wszystko, co miałam do powiedzenia w tym temacie. Quote
Greven Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 tina_p ja niestety mam agresywnego psa (sukę) i dla mnie normą jest schodzenie z drogi innym psom idącym na smyczy i pod kontrolą swoich właścicieli. Właśnie dla dobra mojej Tangi, żeby niepotrzebnie się nie nakręcała. Niestety, dramat zaczyna się, gdy państwo nad pieskiem nie panują, nie mogą skrócić flexi (zacięło się, czy co?), lub nie mają go w ogóle na smyczy. A urocza psina okazuje się zupełnie głucha :mad: Po dzisiejszym wieczornym spacerze mam na bucie sierść czegoś husky-podobnego i awanturę z tego czegoś właścicielem. Bo moje psy były na smyczy, Tanga w kagańcu, a husko-podobne-coś nie reagowało na Lord, Lord! Looord!!! LOOOOOOOR!!!!!!!!!!!!!!!!!! LOOOOOOOOORD choć tu k*!!!!! wywrzeszczane piętnaście razy. No ale przecież na pewno ta miła psina chciała się tylko zapoznać, pobawić... no oczywiście. Wyskoczyła z zębami? Czepiam się... JA WŁAŚCICIEL PSÓW CHCĘ MIEĆ ŚWIĘTY SPOKÓJ NA SPACERACH. Gdy miałam łagodną, uległą sukę, wciąż coś ją atakowało. Gdy mam psy mało łagodne, wciąż coś prowokuje je do ataku. CZY TO JEST NORMALNE?????? Quote
Vectra Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Urwis , ja cały czas właśnie pisze że jak york czy pinczerek wyskoczy do mojego dobermana to może sie to dla tych pierwszych skończyć tragicznie i mój pies absolutnie nie użyje zębów .... mój pies nie zaatakuje pierwszy ,ale zaatakowany odda .. a własnie małe pieski sprytnie łapką sobie chwyta .. a mój dobek to takie kruche stworzonko które ponad 40 kg waży i bynajmniej nie jest zapasione , kagańcem z miniatury zrobił by kotlety. Ja mam tego świadomość dlatego nigdy nie pozwalam jemu na kontakty z małymi psami ,ale niektórzy właściciele mają inne zdanie , właśnie podobne do Twojego - mały nic nie zrobi - tylko pamiętaj jedno duży niechcący może narozrabiać.Mały skubnie niewinnie mojego psa za łydkę fakt nic nie zrobi ,ale to może być jego ostatnie w życiu skubnięcie. A ja w trosce o zdrowie i życie tych małych piesków niemal musiałam moje maleństwo na ręce łapać ... mimo że york czy pinczerek małe ząbki ma ,ale skóra człowieka jest bardzo delikatna.Dwa duże walczące psy rozdziele bez mrugnięcia ,ale nie mam doświadczenia z kruchymi maluchami dlatego moglabym łapiąc w ferworze walki i zrobić może krzywdę ? Dwa i to jest chyba najistotniejsze , skoro ja uczę psa że atakować nie wolno , pracuje nad nim i on nie atakuje nikogo , to życzę sobie by inne psy nas też nie atakowały , bo całą moją prace szlag trafia. a jeszcze odnośnie gazu .. wiesz jak duży wściekły pies zagryza na oczach kilku letniego dziecka jego szczeniaka to czasem się nie myśli i wali gazem na klatce schodowej prosto w paszcze agresorowi.To jest taka adrenalina ,że dopiero po długim czasie zaczyna się odczuwać skutki gazu ;) kiedyś były takie specyfiki o nazwie "anti dog" Quote
Urwis Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 Vectra, ja bym od ręki rozgrzeszyła Twojego psa za zrobienie kotleta z yorka, który mu sam wlazł pod kaganiec. Tudzież Ciebie, gdybyś w ferworze walki (tzn rozdzielania) odruchowo chwyciła malucha tak, jak swoja pitkę i no... zadusiła niechcący czy cuś. I naprawdę, nie porównuj mnie do tych ludzi, którzy puszczają małe psy do Twoich i tłumaczą Ci,że one nic nie zrobią - bo to jest zupełnie chybione porównanie. Ja swojego psa nigdzie nie puszczam, a takim beztroskim ludziom się dziwię. Jakbym miała yorka to tym bardziej bym na niego uważała - ale ja to nie oni. Temat był: jak reagujecie na chamstwo Moja odpowiedź : - w razie niebezpieczeństwa (przypadek ONki) - obwieszczam, że będzie policja następnym razem, - w razie napadu wesołków psujących trening, odprowadzam i każę zapiąć, - małe olewam lub patrzę karcąco. Wyjątkowo zajadłego mikrusa wypuszczanego przez chama trąciłabym karcąco bucikiem, - w razie normalnych ludzi (shar-pei i pan) tłumaczę spokojnie, dlaczego nie Ja to doskonale rozumiem, że jak wychowujesz sama to masz prawo od innych wymagać, w końcu ja tez mam prawo wymagać do licha, też wychowuję :) ale realia są jakie są i na pewne sytuacje szkoda moich nerwów, co spokojnie stwierdzam. "a jeszcze odnośnie gazu .. kiedyś były takie specyfiki o nazwie "anti dog" " A widzisz, to nie to :) my mieliśmy anti human:evil_lol:, widocznie czymś się różnią. Niezapomniane wrażenie mimo otwartego okna i psikania za okno, żeby tylko trochę powąchać w rozcieńczeniu, dla zorientowania:evil_lol: Quote
Vectra Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 Tylko widzisz jest druga strona medalu tego kotleta z yorka , bo gdyby mój pies zabił drugiego psa raz to istnieje duże prawdopodobieństwo że wpoił by sobie to zachowanie. A ja naprawdę nie lubie krwi i walk psów i agresywnych psów. W realnym świecie gdyby mały pies w wyniku spotkania z kagańcem mojego psa stracił tchnienie i tak ja bym była winna i mnie i mojego psa by wytykano palcami , bo nawet jak coś nas napadło to i tak ów ludź od agresora darł pysk że mam psa morderce ..(pare lat temu dobermany były na odstrzale :diabloti: nasza koleżanka amstaffka wtedy była uważana za ślicznego kundelka) Jakkolwiek by na to nie patrzył nie powinno być chamstwa wśród psiarzy , jeden drugiego powinien szanować i było by wszystkim przyjemniej.Dlatego ja zawsze mimo wszystko jak już pisałam odpowiadam na chamstwo ciętą ripostą i klient nie wie co powiedzieć :evilbat: Np pani w lecznicy kazała mi opuścić poczekalnie gdyż w jej odczuciu mój pies czyha na życie jej psa , mój pies grzecznie sobie siedział i nie zwracał uwagi na zawiniątko pod pachą pani , moja odpowiedź była mało grzeczna ale stosowna do roszczeń paniusi ,że mój pies byle czego nie tyka.Oczywiście powiedziałam to miłym , ciepłym głosem z uśmiechem na ustach głaszcząc swojego psa. Owszem gdyby mój pies w jaki kolwiek sposób zagrażał tamtemu psu , rzucał się , wyrywał ,pajacował - zapewne sama bym opuściła lokal ,ale zaczepki czyjeś i pretensje w dodatku nieuzasadnione bo mam psa rasy która jest znienawidzona były lekko nie na miejscu.Potem zebrało się kółko wzajemnej adoracji które to jako znawcy tematu TTB opowiadało sobie historie niestworzone o tonach uścisku ,atakowaniu z zaskoczenia , wyrywaniu narządów ,wariactw w pewnym wieku tych psów - oczywiście wskazując paluchami na mojego psa który wg tych osób był miniaturą pitbulla :diabloti: tym psem był akurat mój wtedy 6 miesięczny staffik :evilbat: e tam nie ma to jak przejażdżka windą w której doffcipniś strzelił gazem łzawiącym :diabloti: Quote
Urwis Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 [quote name='Vectra']Tylko widzisz jest druga strona medalu tego kotleta z yorka , bo gdyby mój pies zabił drugiego psa raz to istnieje duże prawdopodobieństwo że wpoił by sobie to zachowanie.[/quote] Tak, jest też takie ryzyko,w sumie reguła - też miałam taki problem z Urwisem, bo on chętny do bitki był nader. Co wypracowane - poszło w diabły na miesiąc, dwa. Ale żyje się dalej i pracuje się dalej - nawet jeśli to wygląda czasem na orkę na ugorze -im bardziej jesteś odpowiedzialna,tym bardziej masz przechlapane. W większości krajów nie do pomyślenia, nie będę opisywać swojej ostatniej wizyty w Sztokholmie (oglądałam głównie psy na ulicach :) ) i jakie mam wnioski i porównania, bo nic tylko się upić z rozpaczy. [quote name='Vectra'] A ja naprawdę nie lubie krwi i walk psów i agresywnych psów. W realnym świecie gdyby mały pies w wyniku spotkania z kagańcem mojego psa stracił tchnienie i tak ja bym była winna i mnie i mojego psa by wytykano palcami , bo nawet jak coś nas napadło to i tak ów ludź od agresora darł pysk że mam psa morderce ..[/quote] Jest też trzecia strona medalu:) - każdy, ale to każdy policjant uzna to za nieszczęśliwy wypadek po prostu, Ty miałaś psa zabezpieczonego smyczą i kagańcem, mogli nie puszczać swojego. I do końca życia masz spokój, bo fama po okolicy idzie i już żaden nie podbiegnie. Okrutne, wiem. Widzisz, ja nie bronię małych piesków, też się denerwowałam, dopóki nie spłynął na mnie luz i spokój od naszego trenera :), który wiele widział i nadal zachowuje spokój (to była chyba bardziej terapia dla mnie niż Urwisa,cytat z rozmowy "ja: dziabnął spaniela, który obwąchiwał moją reklamówkę na progu naszych drzwi, buuuu . Trener: bo pilnował, a po cholerę spaniel się pchał do waszej reklamówki i drzwi, właściciela i smyczy nie ma? No ok, popracujemy nad tym ale nie przejmuj się tak :)". [quote name='Vectra'] Jakkolwiek by na to nie patrzył nie powinno być chamstwa wśród psiarzy , jeden drugiego powinien szanować i było by wszystkim przyjemniej.[/quote] No, nie powinno. [quote name='Vectra'] Dlatego ja zawsze mimo wszystko jak już pisałam odpowiadam na chamstwo ciętą ripostą i klient nie wie co powiedzieć :evilbat: Np pani w lecznicy kazała mi opuścić poczekalnie gdyż w jej odczuciu mój pies czyha na życie jej psa , mój pies grzecznie sobie siedział i nie zwracał uwagi na zawiniątko pod pachą pani , [/quote] A co powiesz na sytuację: wchodzimy do weta na szczepienie, widzę,że wet i dwójka właścicieli coś robią bokserce na podłodze (nie wiem, co), siadam w poczekalni. Wychodzą. Boksia w stylu zaprzęgowym czyli ciągnie pańciów do Urwisa. Oni, oczywiście, jakżeby inaczej, człapią za nią, no przywitaj się. Ja widzę, że wesoła ale nogami blokuje, żeby nie było nos w nos. Oni: a czemu pani nie pozwala się pieskowi przywitać z naszą niunią? taaaa, bo nie wiem na co niunia choruje? Bo przyszliśmy na szczepienie i nie chcę psa zarazić? Bo poczekalnia to nie plac zabaw? Oni: Jest pani niekulturalna, nietowarzyska i pies na pewno też, chodź niunia:evil_lol: I co zrobić? Nic. Raczej nie dotarło, z innymi na pewno będą się witać u weta. To nawet nie chamstwo, tylko zwyczajny brak rozumu. Wzrusza się ramionami i pełznie się dalej:) [quote name='Vectra'] e tam nie ma to jak przejażdżka windą w której doffcipniś strzelił gazem łzawiącym :diabloti:[/quote] Nooo, właśnie, właśnie:lol: Quote
Vectra Posted October 3, 2007 Posted October 3, 2007 Urwis ,żeby uwolnić się od chamstwa , napaści i by mieć spokojne spacery - któregoś dnia spakowałam walizki i wyprowadziłam się za miasto.I jestem, z tego powodu bardzo szczęśliwa .. moge mieć więcej psów , psów jeszcze bardziej znienawidzonych , mamy własne tereny spacerowe , nikt się nie szwenda , nikt nie drze japy , moich psów nikt nie napada , nie mamy kagańcy , bo nie są potrzebne .. No czasem wpadamy gościnnie do Warszawy i przeważnie zawsze wracamy pełni wrażeń :evilbat: Na co dzień to już bym chyba nie przeżyła takiego czegoś , podziwiam siebie za dawny spokój , podziwiam wszystkich co muszą żyć w takim cyrku ... Chyba bym się nie zdecydowała w tej chwili na psa mieszkając na dawnym osiedlu .. no chyba że jakies mini miniaturowe cuś ;) U naszego weta to mamy jak w domu , czasem sie trafi jakaś wesoła istotka która trzymając na smyczy wielkiego rzucajacego się ONka krzyczy bym mocno trzymała moją pitbulle , bo ona się boi że morderca jej Cywila zje - pitbullka w tym momencie była w narkozie jeszcze bo miala operacje i nieśliśmy ją na rękach ... ale cóż FOBIA to FOBIA Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.