Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Spotykam wielu podobno się bojących. Reakcja zawsze taka sama. Dziki wrzask, awantura, wymachiwanie łapami i czym tam co mają jeszcze na podorędziu....
Spotkałam tylko dwa razy osobe która naprawdę się bała. Jedna miała lek lekki... biegaczka parkowa. Zatrzymała się gdy nas zobaczyła i z daleka stała niemal zielona, jak słup. Zorientowałam się że coś jest nie tak. Przywołałam psa, kazałam mu usiąść na trawie i czekac. Odezwała się. Podziękowała i wyjasniła... niedawno pogonił ją pies. Boi się. Lęk lekki. Pogadałyśmy chwilę. Postała przy Brutku. Po paru minutach nawet go musnęła dłonią. Potem jeszcze kilka razy ją spotykaliśmy. Ona lekko zwalniała, my zatrzymywaliśmy się, ona przebiegała z uśmiechem na twarzy. W końcu przebiegłą normalnie. Lęk pokonała.
Inna sytuacja. Między drzewami bawilismy się patykiem. Jakie 5 metrów od alejki. szły dwie babki. Jedna stanęła, też zzieleniała, zasłoniła się rękami. Nie byłą w stanie się poruszyć, ani krzyczeć, ani nic. Druga wyjasniła gdy psa posadziłam grzecznie.
Zadna z bojących nie zachowywała się głupio i agresywnie.
Osoby bojące się nie odstawiają szopki. Bo się boją.
Debile są mistrzami w szopkach.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='isabelle301']
Osoby bojące się nie odstawiają szopki. Bo się boją.
Debile są mistrzami w szopkach.[/QUOTE]

ja jak widzę pająka, to odstawiam szopki jak rasowa kretynka, włącznie ze staniem na krześle, całą litanią obelg w kierunku pająka + "zabierz to gówno!!!!" do kogokolwiek, kto stoi obok.
kiedyś truchlałam i się nie ruszałam, teraz panikuję, ryczę i ogólnie dramat przedszkolaka.
dla postronnej osoby wyglądam jak idiotka, nie mniej z pająkami nie wychodzi się codziennie na spacery.
jakbym do tego stopnia bała się psów, to albo bym nie wychodziła z domu, albo zeszła na zawał. nie wyobrażam sobie się w takim przypadku nie leczyć, pająka jakoś łatwiej unikać niż psa ;)

Posted

Mam sąsiadke która mieszka piętro nademną ze swoim mężem .
Od pierwszego razu jak zobaczyła mojego psa (miał 7 miesięcy ) zareagowała paniką i uciekła z klatki żebym mogła przejść .
Dzieje się tak od 2 lat .. bo tyle mam tego psa .
Nie jest w stanie minąć się z nami na klatce , cofa się do góry albo szybko zbiega na dół .
A jak spotkamy się przy drzwiach wyjściowych od klatki ucieka na polanke pod blokiem dobre 15 metrów i podchodzi dopiero jak już odejdziemy.
Kobieta jest młoda , ma może 35 lat .
Jej mąż nie boi się naszego psa , zwyczajnie go olewa .
Co lepsze prócz naszego w klatce są jeszcze dwa yorki i ich się nie boi .
Rozmawiałam z nią jak spotkałam na klatce i byłam bez psa , tłumaczyłam że pies na prawde nic nie zrobi i zapraszałam nawet na zapoznanie żeby odważyła się pogłaskać .
Powiedziała że na prawde nie potrafi się przemóc , że panicznie boi się "tych" psów.
Żyjemy tak sobie od dwóch lat , na szczęście bardzo rzadko się widujemy bo oni wracają do domu późno więc spotkanie mamy max raz na kilka tygodni .
A ja czuję się wtedy jakbym na smyczy miała co najmniej tygrysa .

Wczoraj spotkałam nowego sąsiada, wbił się w ściane jak nas zobaczył i panicznie spytał " czy na pewno nie ugryzie?"- facet +/- 50 lat .
Znowu tłumaczyłam że na pewno nie , że można pogłaskać .
Dotknął go dwa razy wierzchem dłoni także chyba z nim się dogadam i przestanie panikować.

15 lat miałam pudla , pamiętam jedną sytuacje gdy kobieta która nas miała minąć zeszła daleko na trawe i czekała aż przejdziemy .
Okazała się znajomą mojej mamy (spotkaliśmy ją kiedyś na zakupach w markecie ) i opowiadała że bardzo boi się wszystkich psów , ale nauczyła się z tym jakoś żyć (kobieta wtedy 60 letnia).

Posted

Hahaha ale miałam dziś znów jazdę z tą samą idiotką :lol:.
Idę sobie znów z kawiarni z mamą i Szamanem, pies ofc w kagańcu i na smyczy do tego skupiony na wołowym ścięgnie. Widzimy 2 psy, samca sporego (mniejszy zdecydowanie od Szamana) i sukę shitkę. Babki sobie siedzą, jedzą i plotkują. Odsunęłam się tak by Szaman nie był za blisko nich, mój spojrzał i idziemy dalej. Nagle tamte jak japy nie rozdarły, kobiety złapały psy bez gadania itp), shitka wyszła z obroży i do naszego (myślałam że to samiec). Ja na swojego fuknęłam 'EEEeeeeeeee', więc tylko raz szczeknął. Tamta z przeprosinami, jedna z nich że spokojnie nasz ma kaganiec, ja się pytam czy to suczka. Normalna rozmowa wynikła i mówię że suką to on nigdy nic nie zrobi, gorzej z samcami, psy już nie ujadały. My sobie idziemy dalej i wyskakuje babsko które ostatnio z japaczką szczekało (to samo miejsce), że mamy wypier**** z tym bydlakiem.
Ja z mamą nie wyrobiliśmy i jednocześnie 'BO CO!', a ta z łapami i szczekaczką 'bo ona się boi tego bydlaka, ona już 2gi raz widzi jak jak mój atakuje, bla bla bla' na co matka 'idź do dobrego okulisty jak jesteś ślepa stara babo (matka chyba jest nawet starsza od niej)' ja dowaliłam 'i dobrego psychiatry jak bojąc się atakuje psa i na niego szczeka pomimo że pies ma ją w głębokiej du***' :evil_lol:. Ta dalej się pluła więc powiedziałam 'będę chodzić ze swoim psem gdzie chcę, chyba muszę się zaszczepić wściekliznę bo tak pijaną plujesz babo że nie wiem czy nie zarażasz'.
Babsko się od razu przytkało, a najlepsze jest to że walnięta baba totalnie nie miała nic do tych 2psów. Myślałam że to małe gó*** co wybiegło jej wtedy spod dupska jest jej że tak szczeka i próbuje gryźć (ofc babka, bo pies spierdzielił za nią). Kobiety z dziś na ławce, pełna kultura, spokój (o ile to możliwe widząc że jej 5kg pies leci do mojego 54kg), rozmowa, i rozejście się do tego 'gratis' jedna to znajoma mojej mamy.

Posted

Moim zdaniem osoba z takimi fobiami powinna się leczyć dla własnego dobra. Przecież może się zdarzyć, że spotka psa bez właściciela i wtedy zostanie ogryziona.
Kiedyś miałam taką sytuację, że babka z daleka krzyknęła do mnie czy moje psy są na smyczy, bo ona się boi (było już szarawo), odpowiedziałam jej, że tak, więc spytała czy je mocno trzymam, znów odpowiedziałam że tak i je skróciłam tak, żeby widziała, po czym odeszłam lekko na bok. Babka mnie minęła ale było widać, że się bała, mimo to nie krzyczała chamskich tekstów ani nie miała pretensji, więc chyba da się pozostać kulturalnym mimo strachu przed psami. W takim wypadku, chyba każdy normalny właściciel babce ustąpi miejsca.

Posted

[quote name='Ejre']Moim zdaniem osoba z takimi fobiami powinna się leczyć dla własnego dobra. Przecież może się zdarzyć, że spotka psa bez właściciela i wtedy zostanie ogryziona.
Kiedyś miałam taką sytuację, że babka z daleka krzyknęła do mnie czy moje psy są na smyczy, bo ona się boi (było już szarawo), odpowiedziałam jej, że tak, więc spytała czy je mocno trzymam, znów odpowiedziałam że tak i je skróciłam tak, żeby widziała, po czym odeszłam lekko na bok. Babka mnie minęła ale było widać, że się bała, mimo to nie krzyczała chamskich tekstów ani nie miała pretensji, więc chyba da się pozostać kulturalnym mimo strachu przed psami. W takim wypadku, chyba każdy normalny właściciel babce ustąpi miejsca.[/QUOTE]


Widać, że naprawdę wyrozumiała Pani, bo nieraz osoby, które mają takie lęki są obrażone na cały świat, że ktoś idzie z psem...:shake:

Posted

Ja raz musiałam zrobić "taktyczny odwrót" przed wnerwionym podhalanem który jakimś cudem znalazł się po niewłaściwej stronie płotu a ja się nie boję psów, gdyby ktoś kto się boi tamtędy szedł mógłby go sprowokować... tacy ludzie dla własnego dobra powinni pracować nad swoim lękiem bo psy są wszędzie :roll: skoro ja się przestałam bać pająków to wszystko jest możliwe :p

Posted

W poprzednim mieszkaniu, w którym większość życia spędziłam miałam na górze sąsiadkę. Zawsze miała psa. Najpierw sukę owczarkowatą później bokserowate dwie, jedną po drugiej. Każdy z tych psów miał na imię Saba (dla mnie chore). Pani ta panicznie bała się mojej pierwszej suki (10 kilo żywej wagi) nawet jak ta miała 15 lat i ją po schodach znosiłam i wnosiłam. Patrzyła na nią jakby miała wyrwać mi się i rzucić jej do gardła. Owszem Miśka szczekała na nią (jak była młodsza) ale tylko jak szła ze swoją bokserką a to dlatego, że jakoś w pierwszym roku jej życia kiedy wracałyśmy ze spaceru ta Saba wbiła mi się między nogami do przedpokoju i rzuciła na moją. Saby zawsze chodziły po klatce schodowej bo pani mieszkała na przebudowanym strychu i miała drzwi na klatkę otwarte prawie zawsze.
Moja obecna Bora również szczekała na sąsiadeczkę ( jak chodziła z Sabą 3). W pierwszym tygodniu pobytu małej u mnie Sabunia rzuciła się na moją 7 tygodniową małą z zamiarem zaduszenia (pewnie z miłości). Babka się oczywiście zachowywała jakby mój pies chciał ją zjeść kiedy przechodziliśmy obok, mino że jak szła bez psa to nie zwracała na nią uwagi. Kiedyś jej w końcu powiedziałam żeby mi psa przestała straszyć na klatce schodowej bo to ja mam serce w gardle kiedy wychodzę z mieszkania albo wchodzę na klatkę i nie wiem czy jej Saba nie zechce zjeść mojej psicy. Dzięki tej pani moja suka do dzisiejszego dnia boi się psów w typie boksera i oszczekuje jak się zbliżają.
Jestem pewna, że jakbym tam dalej mieszkała i miała kolejnego psa to również by coś było na rzeczy z ta sąsiadką.

Posted

Mam do Was pytanie, mam nadzieje, że nie wywołam za dużego off topa :oops:
Dzisiaj, niestety w taki skawr przyszło nam jechać do miasta tramwajem. Oczywiście miałam wodę i miskę w plecaku. Wstyd się przyznać, ale w jedną stronę jechaliśmy bez kagańca, który zakupiłam właśnie w miejscu, do którego jechaliśmy. Kupiłam taki, w którym Brok może otworzyć paszczę. Wsiadamy znowu w tramwaj, tym razem Brok już w kagańcu. Ludzi nie było za dużo, bo z racji tego, że tramwaj nie ma klimatyzacji, w takie upały korzysta z niego niewielu. Cała droga tramwajem to około 20 minut. Widzę, że Pani obok nas ciągle nam się przygląda. Myślałam, że chodzi o to, że pies się wiercił, a ja musiałam to postrzymać. Nagle słyszę
P: Niech Pani mu zdjemie ten kaganiec, bo mu gorąco.
J: Ale wie Pani, to taki, w którym pies może oddychać.
Pani nr.2: No tak, tak, męczy się
J: Ale wie Pani, niektórzy się boją psów i mogą mieć problem z tym, że pies nie ma kagańca
P: Ale on młody jeszcze jest! Niech mu pani zjedmie, bo szkoda psiaka
I ja, jako iż nie umiem przystać przy swoim zdaniu, zdjęłam mu ten kaganiec dosłownie na 3 minuty jazdy. Co o tym sądzicie? Co powinnam zrobić z takimi rozmówcami?

[ Postanowiłam, ze napisze to w dialogu, bo będzie to czytelniejsze.
J- to co mówiłam ja, P- to co mówiła Pani, która nam się przyglądała, Pani numer 2- Pani, która dołączyła do rozmowy po chwili. Oczywiście kobiety były bardzo miłe, ale wydaję mi się, że nie powinny się wtrącać w to czy -defakto, MÓJ- pies ma kaganiec]
Przepraszam za off topic, bo nie nawiązuje to do "chamskich psiarzy" ale nie wiedziałam gdzie mogę to umieścić i zapytać o kogoś opinie :oops:

Posted

Bardzo miło z ich strony, ale ja zawsze pytam w takim wypadku (moje moją fizjologi chopo) czy w razie czego mają zamiar płacić mandat. OFC mój pies ze względu na 'rasę' nigdy nie jeździ bez kagańca w komunikacji, różnie może odczytać intencje ludzi i potrafi zawarczeć jak ktoś na niego włazi i szczeknąć też.

Posted

[quote name='Wola istnienia.']Mam do Was pytanie, mam nadzieje, że nie wywołam za dużego off topa :oops:
Dzisiaj, niestety w taki skawr przyszło nam jechać do miasta tramwajem. Oczywiście miałam wodę i miskę w plecaku. Wstyd się przyznać, ale w jedną stronę jechaliśmy bez kagańca, który zakupiłam właśnie w miejscu, do którego jechaliśmy. Kupiłam taki, w którym Brok może otworzyć paszczę. Wsiadamy znowu w tramwaj, tym razem Brok już w kagańcu. Ludzi nie było za dużo, bo z racji tego, że tramwaj nie ma klimatyzacji, w takie upały korzysta z niego niewielu. Cała droga tramwajem to około 20 minut. Widzę, że Pani obok nas ciągle nam się przygląda. Myślałam, że chodzi o to, że pies się wiercił, a ja musiałam to postrzymać. Nagle słyszę
P: Niech Pani mu zdjemie ten kaganiec, bo mu gorąco.
J: Ale wie Pani, to taki, w którym pies może oddychać.
Pani nr.2: No tak, tak, męczy się
J: Ale wie Pani, niektórzy się boją psów i mogą mieć problem z tym, że pies nie ma kagańca
P: Ale on młody jeszcze jest! Niech mu pani zjedmie, bo szkoda psiaka
I ja, jako iż nie umiem przystać przy swoim zdaniu, zdjęłam mu ten kaganiec dosłownie na 3 minuty jazdy. Co o tym sądzicie? Co powinnam zrobić z takimi rozmówcami?

[ Postanowiłam, ze napisze to w dialogu, bo będzie to czytelniejsze.
J- to co mówiłam ja, P- to co mówiła Pani, która nam się przyglądała, Pani numer 2- Pani, która dołączyła do rozmowy po chwili. Oczywiście kobiety były bardzo miłe, ale wydaję mi się, że nie powinny się wtrącać w to czy -defakto, MÓJ- pies ma kaganiec]
Przepraszam za off topic, bo nie nawiązuje to do "chamskich psiarzy" ale nie wiedziałam gdzie mogę to umieścić i zapytać o kogoś opinie :oops:[/QUOTE]


ja odpowiadam krótko: takie przepisy, co poradzić ;) jak się wywiązuje gadka to zwykle wystarcza "nie wiem jakby pies się zachował w razie wypadku" albo "i tak zaraz wysiadamy"

Posted

"Niedobra pańcia, TAKI kaganiec pieskowi założyła!" dostałyśmy ostatnio ze znajomą komenta odnośnie jej suczki z problemami behawioralnymi, ubraną w baskerville'a. Odpowiedziałam, że tak, niedobra pańcia, pójdzie prosto do piekła :diabloti:

Ja tam zawsze mówię, jak ktoś się "lituje" w autobusie czy pociągu nad moimi zakagańcowanymi sukami, że takie przepisy i tyle. Mandatów płacić nie zamierzam ;)

Posted

Ale ludzie są pokręceni. :lol: Albo się przyczepiają, że pies nie ma kagańca, mimo że powinien, albo jaki biedny piesek, zua pańcia kaganiec założyła... Na wakacjach Młody chodził w kagańcu i reakcje były głównie takiemu małemu pieskowi kaganiec zakładać?. Raz Młodego trzymałam na rękach jak szłam z nim przez plażę i dziewczynka siedząca na kocu mówi do taty:
- Tata patrz jaki fajny piesek.
- A zobacz jaki ma fajny kaganiec. :evil_lol:

Odnośnie chamstwa... Idę dzisiaj z Młodym na spacer, przechodzimy obok domu, w którym starsi państwo mają od czasu do czasu yorka (podejrzewam, że jak ich dzieciaki wyjeżdżają to psa podrzucają, żeby miał opiekę). I niestety płot tych państwa ma takie luki, że psisko może się przecisnąć. Pech chciał, że akurat jak przechodziłam z Młodym to york postanowił się przecisnąć i wyleciał na chodnik - nie mając na sobie obroży. Pan zaczął go wołać, psisko początkowo nie reagowało, ale później wróciło. Tak ciężko chociaż dół płotu "oblepić" siatką skoro ten pies co jakiś czas u nich jest? Nawet mi nie chodzi o tą dzisiejszą sytuację, ale kiedyś może się stać coś nie fajnego - pies wybiegnie na ulicę, nie wróci na wołanie itp. ;) Ulica przy, której mieszkam jest dość ruchliwa, więc trochę się obawiam. I jeszcze nawiązując do tej ruchliwej ulicy - dość dużo osób spuszcza tu psy luzem. Dzisiaj widziałam nawet szczenię biegnące luzem... Tu nawet nie chodzi o niemiłe sytuacje pomiędzy psami, ale o stwarzanie niepotrzebnego niebezpieczeństwa dla tych psów spuszczanych w takim miejscu. Piętnaście minut spacerku i jest się na polach, gdzie aut nie ma i można spokojnie psa spuścić (jedyne "zagrożenie" tam występujące to jakieś zwierzątka i inne psy). :roll:

Posted

Co do kagańca w komunikacji miejskiej. Mnie nie interesuje co inni o tym myślą, wystarczy że psiak by kogoś skubnął czy naszczekał, bo by się wystraszył (co szczególnie u szczeniaka może się zdarzyć) i już nikt by się nie przyznał do tego co przed chwilą mówił. To właściciel musi przewidzieć wszystkie możliwe scenariusze związane z jego psem, bo on zna go najlepiej.

Posted

Dzięki wszystkim za rady! Warto dodać, że jak na samym końcu tramwaju siedział ktoś z psem rasy "uważanej za agresywną" (nie potrafię zapewnić w stu procentach jaka to była rasa, bo obejrzałam się tylko raz, ale wydaję mi się, że to była jakaś mieszanka amstaffa lub amstaff) to nikt już nie mówił właścicielowi, żeby pieskowi zdjąć kaganiec. Myślę, że jak Brok już podrośnie to nie będą spotykać takich ludzi, bo już nie będzie taki piękny i słodki. Myślę, że wtedy to będą mi kazać sprawdzić czy kaganiec jest dobrze założony :evil_lol:

Posted

Osiedle. Spaceruję z psami. Dołącza do nas nadaktywny, nabuzowany hormonami samiec. Daleko z tyłu właścicielka. Idę, pies z nami, nie daje się odgonić. Nawet ząbki mojej suni go nie odstraszają. Staję i czekam na panią. Po chwili dołączyła i z wyraźnym oburzeniem pyta: "No co pani tak stoi"?
Ja: "Czekam aż pani złapie pieska". :-) "Może pomogę"?
Pani poirytowana podnosi głos, że "on przecież szkolony jest! ..... tylko się nie słucha. Jak był mały to słuchał. Teraz nie chce".
Ja: "To może warto byłoby zmienić metodę szkolenia?". Pani: "No przecież mu tłumaczę :roll:"
Pytam, czy próbowała pani ze smaczkami, albo z zabawkami? Tym razem pani nie wytrzymała i wybuchnęła: A czy Ty myślisz, że on nie ma zabawek? Ma ich w domu całe mnóstwo!!!:angryy:".
:-o Pass. Chyba się nie porozumiemy. :lol:
Z resztkami wiary w ludzkość zapytałam tylko, czy jak on nie chce się słuchać i ucieka, to może warto byłoby zapiąć go na smyczy? Tu tyle psów chodzi i może stać się nieszczęście. (Pies z małych ras, ale bardzo chętny na randkowanie, nawet z moim szczeniakiem). Jak było do przewidzenia, Pani nie zamierza więzić swojego pieska. On MUSI POLATAĆ. Oj, oby tylko nic złego mu się nie stało.

Posted

ja ostatnio na osiedlu spotkałam panią 40 lat z haszczanką, taką mocno przerośniętą - drałowała do mojego psa, ale Pat jakoś wyjątkowo dobrze się zachowywał, lubi suki husky bo ma jedną przyjaciółkę w tym typie i resztę z marszu lubi, o ile się nie zachowują agresywnie.

ciągnął mnie również, szarpnęłam go (niekoniecznie babka sobie życzy spotkania), kazałam równać, a haszczanka ciągnie biedną kobitę po całym trawniku. Pat w 100% pozytywny, wiedziałam, że będzie znajomość ale krzyczę do babki: "pani ją trzyma!", na co babeczka odkrzykuje "nie nie,to suka!"... i w tym momencie pani zalicza sromotną glebę :diabloti: , papieros wypada z ręki, babeczka leży jak długa, smycz puściła oczywiście, suka do nas doleciała ale w 100% łagodne zapoznanie.

dodałam zbierając ją z ziemi, że właśnie po to kazałam jej trzymać sucz :diabloti: była na flexi i parcianej, luźnej obroży, poinstruowałam, że może zaciskowa, może łańcuszek i wywalić tą plastikową smycz w cholerę, babeczka się zebrała z ziemi i rzekła: "Molly, ty franco" :diabloti:

Posted

http://www.nice-world.org/files/flying%20dog.jpg ahahahahaha, no nie mogę :roflt:

A ja trochę na smutno. Kolega jechał dzisiaj przez wieś na Lubelszczyźnie, nagle z otwartej bramy jednej z posesji wypadł york - prosto pod koła. Nie było szansy jakkolwiek zareagować, pies nie przeżył. Z domu wypada baba, histeria, wzywa policję, ogólnie raban na sto dwa. Kolega przeprasza, tłumaczy, że przecież nie specjalnie, że nie zdążył nic zrobić, że ogólnie to on lubi psy, sam ma w domu, przecież by nie rozjechał psa z premedytacją... Po godzinie (!) nieprzyjemnej wymiany zdań przyjeżdża wezwana przez babę policja... po czym wlepia babie mandat za niedopilnowanie psa. Baba była autentycznie zszokowana... Czasem to naprawdę brak komentarza na ludzką głupotę.

Posted

[quote name='evel']http://www.nice-world.org/files/flying dog.jpg ahahahahaha, no nie mogę :roflt:

A ja trochę na smutno. Kolega jechał dzisiaj przez wieś na Lubelszczyźnie, nagle z otwartej bramy jednej z posesji wypadł york - prosto pod koła. Nie było szansy jakkolwiek zareagować, pies nie przeżył. Z domu wypada baba, histeria, wzywa policję, ogólnie raban na sto dwa. Kolega przeprasza, tłumaczy, że przecież nie specjalnie, że nie zdążył nic zrobić, że ogólnie to on lubi psy, sam ma w domu, przecież by nie rozjechał psa z premedytacją... Po godzinie (!) nieprzyjemnej wymiany zdań przyjeżdża wezwana przez babę policja... po czym wlepia babie mandat za niedopilnowanie psa. Baba była autentycznie zszokowana... Czasem to naprawdę brak komentarza na ludzką głupotę.

Historia smutna, ale przynajmniej policjanci zareagowali prawidłowo. Może właściciele przy kolejnym psie nauczą się zamykać bramę. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego to taki problem... Na Opolszczyźnie normą jest taki widok: szczelnie ogrodzone, trawiaste podwórko, brama otwarta na całą szerokość przez cały dzień, pies na łańcuchu. Ludziom nie chce się z auta wysiąść, żeby zamknąć bramę. Jak się pyta ich, czemu psa nie spuszczają - no bo by uciekł, przecież brama jest otwarta.
Z taką argumentacją nie da się dyskutować. Przecież to TAKIE logiczne :diabloti:

Posted

[quote name='zmierzchnica']Historia smutna, ale przynajmniej policjanci zareagowali prawidłowo. Może właściciele przy kolejnym psie nauczą się zamykać bramę. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego to taki problem... Na Opolszczyźnie normą jest taki widok: szczelnie ogrodzone, trawiaste podwórko, brama otwarta na całą szerokość przez cały dzień, pies na łańcuchu. Ludziom nie chce się z auta wysiąść, żeby zamknąć bramę. Jak się pyta ich, czemu psa nie spuszczają - no bo by uciekł, przecież brama jest otwarta.
Z taką argumentacją nie da się dyskutować. Przecież to TAKIE logiczne :diabloti:[/QUOTE]

labrador tż-ta ma niewidzialną barierę :diabloti: okrutnie mnie to bawi, nawet jeśli komuś się jakimś cudem zdarzy zapomnieć zamknąć bramki, to labek dochodzi tylko do niej i ewentualnie jeśli wylezie parę centymetrów poza, to szybko się cofa. tak samo wygląda to, jeśli oszczekuje przechodzące zwierzę (tak w ramach formalności, to łagodny pies) i mimo otwartej bramki nawet nie wyściubi za nią nosa ;) no ale nie każdy pies jest tak nauczony, ten nie ma problemu z zasadami. york widać miał.

Posted

[quote name='Pani Profesor']labrador tż-ta ma niewidzialną barierę :diabloti: okrutnie mnie to bawi, nawet jeśli komuś się jakimś cudem zdarzy zapomnieć zamknąć bramki, to labek dochodzi tylko do niej i ewentualnie jeśli wylezie parę centymetrów poza, to szybko się cofa. tak samo wygląda to, jeśli oszczekuje przechodzące zwierzę (tak w ramach formalności, to łagodny pies) i mimo otwartej bramki nawet nie wyściubi za nią nosa ;) no ale nie każdy pies jest tak nauczony, ten nie ma problemu z zasadami. york widać miał.[/QUOTE]

Zazwyczaj to nie jest kwestia wychowania, znam psy, które tak po prostu mają. Nie wychodzą poza ogrodzenie same z siebie, nawet jeśli brama jest na oścież otwarta, bo nie i już ;) Ale to jest bardzo zgubna pewność... Niestety, na własnej skórze doświadczyłam faktu, że psa nie można być pewnym, nawet jeżeli 100 tysięcy razy zrobił to samo (zresztą, nie tylko psów to dotyczy, każdego żywego organizmu)...:shake:
W mojej okolicy był starszy jamnik w kojcu. Czasem był puszczany luzem po podwórku i nigdy nie wybiegł poza (zawsze otwartą) bramę. Nigdy przez kilkanaście lat, mimo że nieraz chodziłam tamtędy. Aż pewnego dnia wyszedł, na widok moich psów (które widywał wcześniej i do których nie podbiegał) - prosto pod koła auta. Strzeliło go w pysk, złamało żuchwę :shake: To było coś strasznego, ten biedny piesek z zakrwawionym pyskiem, ślady krwi wszędzie... Pobiegłam za nim, schował się w komórce, właściciel go zabrał do uśpienia :( Opieprzyłam go, no ale... tłumaczył, że on NIGDY tego nie zrobił. Pierwszy raz był ostatni.

Także to zabawne, jak pies sam sobie tworzy bariery ;) Ale nie można w żadnym wypadku na tym polegać.

Posted

Pamietam takiego jednego "psa z bariera". Wbil mi sie szczegolnie w pamiec, bo za plotem zachowywal sie tak agresywnie, ze bylam pewna, ze gdyby nie plot to rozerwalby mi psa na strzepy. Nagle plot sie skonczyl, wyladowalam przed otwarta furtka, a ten pies (dodam, ze byl to bokser) w ulamku sekundy skuli sie caly w sobie, zrobil ta biedna bokserowa mine zbitego psa i poczekal, az przejde dalej po czym znowu zaczal sie rzucac z piana na pysku:D

Posted

spokojnie, to tylko w sytuacji, kiedy jakimś cudem ktoś nie domknie bramki - rzadko, baaa - bardzo rzadko się zdarza :) blisko nie ma ruchliwej ulicy, więc opisany przypadek z jamnikiem nie będzie miał miejsca na 100%.

Posted

Hunter ma "barierę" - sam z siebie nie wyjdzie za posesję, nawet wtedy, gdy brama jest otwarta, ale jakoś nie wierzyłabym, że na 100% nigdy mu się nie zdarzy... W obecnym stanie jego ducha ;) myślę, że wystarczyłby jakiś odpowiednio poważny "rywal" na drugiej stronie ulicy tudzież interesująca suczka...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...