Pani Profesor Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 [quote name='lisiasta']dziękuję wszystkim za rady i podniesienie mnie na duchu :) Faktycznie jest tak, że właścicielami jest chłopak i dziewczyna, na zaświadczeniu od weta jako właściciel widnieje on. Chłopak zdecydowane lepiej ogarnia te psy, ale też nie do końca ma kontrolę. Ona, kiedy przychodzi sama i pies jej nie słucha biega za nim po wybiegu krzycząc, że ma jej słuchać, czasami go uderzy i sadza, krzycząc przy tym "siedzisz!". Pies na nią warczy i szczeka, ale w końcu daje się złapać. Ciężka to sprawa bo mam tylko jeden wybieg w pobliżu domu, a oni spędzają tam nieraz całe dnie i wszyscy ludzie dobrze ich znają, na zachowanie tych szczeniaków przymykają oczy właśnie dlatego, że są szczeniakami. To takie wybiegowe pupilki. Wolałabym nie robić wielkiej wojny, ale macie rację- to nie ja ją zaczęłam... Ze zwrotem kosztów mam trochę problem bo wysłałam współlokatora do apteki i nie wziął paragonu, mam tylko opakowani leku z naklejoną ceną i adresem apteki... Nie jestem też pewna czy jest sens targać mojego Janka do weta bo teraz to tylko kilka strupów... Nie sądzicie, że lepiej poczekać na to jak będą się zachowywać przy przekazywaniu kolejnych zaświadczeń i jeśli dalej ta dziewczyna będzie się rzucać to wtedy podjąć decyzję o zgłoszeniu sprawy na policję, czy zgłosić mimo wszystko? Kurde, właściwie nie wiem jak to się robi, nigdy nic nie zglaszałam, nie mam pojęcia jak wyglądają procedury.. pójdź do apteki i zapytaj, czy nie wydadzą Ci paragonu wstecz,nie wiem jak to działa, może jest jakaś forma zaświadczenia, że kupiłaś (albo kopia paragonu, pewnie da się coś takiego wystawić). psa zabierz na oględziny, żeby wet napisał że faktycznie ugryzienie BYŁO, niezależnie czy trzeba je leczyć - to będzie dowód, że nie wyssałaś sobie z palca całej sytuacji. a jeśli facet jest właścicielem, to wg. mnie tym lepiej - musiałaby być upośledzona, żeby wmieszać swojego mężczyznę w sprawy sądowe i ciąganie po komisariatach, więc jeśli idzie się z nią w jakiś sposób porozumieć, to najpierw jej zapowiedz, że takie wezwanie jej wyślesz, jeżeli natychmiast nie doniesie Ci tego, czego potrzebujesz. Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 [quote name='klaki91']Popieram ;) tylko wyślij poleconym na druczku ZPO i dorzuć w wezwaniu, że jeśli w terminie X dni od dnia doręczenia jej wezwania nie zwróci kosztów wystąpisz na drogę sądową celem uzyskania odszkodowania i zadośćuczynienia. Jak chcesz to pisz PW- podeślę Ci wzór. Ok, czyli rozumiem, że mimo wszystko powiedzieć o zwrocie kosztów i o tym piśmie, dodatkowo zgłaszać to na policję czy jeśli zwrócą mi koszty to już nie? Pani profesor: "pójdź do apteki i zapytaj, czy nie wydadzą Ci paragonu wstecz" - zapytam o to jutro! dziękuję! Quote
marmara_19 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 jesli ona tylko byla z psem w tej przykrej sytuacji to ja beda ciagac po sadach a nie jego pomimo tego, ze on widnieje w papierach jako wlasciciel psa. Troche na biezaco jestem.. Quote
Pani Profesor Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 marmara_19 napisał(a):jesli ona tylko byla z psem w tej przykrej sytuacji to ja beda ciagac po sadach a nie jego pomimo tego, ze on widnieje w papierach jako wlasciciel psa. Troche na biezaco jestem.. to tego nie wiedziałam - myślałam, że mimo wszystko właściciel psa ponosi odpowiedzialność za to, komu dał psa i co ten pies wówczas nawyprawiał. Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 marmara_19 napisał(a):jesli ona tylko byla z psem w tej przykrej sytuacji to ja beda ciagac po sadach a nie jego pomimo tego, ze on widnieje w papierach jako wlasciciel psa. Byli wtedy razem, ale od samego zdarzenia chłopaka już nie widziałam, przychodziła sama. Quote
klaki91 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 [quote name='lisiasta']Ok, czyli rozumiem, że mimo wszystko powiedzieć o zwrocie kosztów i o tym piśmie, dodatkowo zgłaszać to na policję czy jeśli zwrócą mi koszty to już nie? Pani profesor: "pójdź do apteki i zapytaj, czy nie wydadzą Ci paragonu wstecz" - zapytam o to jutro! dziękuję! Zgłaszaj koniecznie i to jak najszybciej! Dostaną najprawdopodobniej mandat, najlepiej jeszcze zaznacz, że pies to amstaff i koniecznie zwróć uwagę na to, że mógłby równie dobrze zaatakować dziecko, które przyszło z psem i rodzicami na wybieg gdyby niechcący stanęło mu na drodze itd. I że dzisiaj Twój pies, a jutro ofiarą może paść człowiek. Zgłoszenie będzie stanowiło kolejny dowód w sprawie, gdybyś zdecydowała się z tym iść do sądu. Zbieraj wszystkie paragony, zaświadczenia, kwitki od lekarzy i weterynarza. Pamiętaj o tym, żeby wysłać wezwanie na druku ZPO! Co do samej sprawy sądowej (gdybyś jednak chciała im narobić problemu) to przysługuje Ci odszkodowanie i zadośćuczynienie. W uproszczeniu na kwotę odszkodowania składają się właśnie wszystkie koszty związane z opieką lekarską, zniszczonymi wskutek ataku przedmiotami (np. porwana koszulka), utrata zarobków (gdybyś musiała na kilka dni wziąć wolne w pracy) itd., a zadośćuczynienie przysługuje za naruszenie dóbr osobistych- na przykład zdrowia. Quote
Brezyl Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 (edited) [quote name='Maron86']Mnie pies dziabnął 2012 (z tego co pamiętam) koniec listopada (rok później w ten sam dzień 'rocznicę' zrobiłam prawko :lol:), kobieta z zakaźnych mówiła że lepiej psa odnaleźć niż dostawać te zastrzyki, mówiła że bolesne i bardzo uciążliwe. Nie miałam na szczęście, dlatego zawierzam że tak właśnie jest skoro 'specjalista' tak mówił ;). Na 100%. Dostałam serię, jak przy uwalnianiu nieznanego psa z sideł, w napadzie strachu lekko mnie dziabnął. Byliśmy na spacerze konnym w dość dużej grupie. Będąc sama zrobiłabym to na spokojnie, wolno, ale grupa mnie poganiała, biedny pies otoczony potworami z ludźmi na grzbiecie, był bardzo spanikowany, a pętla z dość grubego drutu mocno zacisnięta. Na pogotowiu babka ostro mnie nastraszyła, więc do szpitala na Arkońskiej szłam na trzęsących się nogach. Pani była bardzo miła i od razu mnie uspokoiła, że do niedawna rzeczywiście zastrzyki były bardzo bolesne i często występowały odczyny polekowe w miejscu wkłucia, ale teraz mają zastrzyki z Francji z Instytutu Pastera. Dostałam 6-7 dawek wszystkie w ramię, nawet nie pamiętam aby któryś był bolesny. Teraz sprawdziłam, jak to wygląda na dzień dzisiejszy. Tak więc osoba niezaszczepiona wcześniej przeciw wściekliżnie, a ugryziona ma oczyszczoną ranę i z reguły podaną szczepionkę przeciwtężcową. Nastepnie jeśli nie ma psa i nie można go poddać obserwacji podaje się swoistą immunoglobulinę i 5 dawek szczepionki. Łącznie osoba eksponowana otrzyma conajmniej 6-7 zastrzyków ( z których jeden dość bolesny - to własnie ta immunoglobulina, którą podaje się ostrzykując okolicę rany) reszta zastrzyków podawana jest domięśniowo. Jeżeli osoba, była wcześniej zaszczepiona przeciw wściekliźne - leśnicy, myśliwi, weci specjalizujacy się w sekcjach, osoby wyjeźdzajace w rejony, gdzie panuje wścieklizna - dostaje się 2 dawki szczepionki, bez imonoglobuliny. Takie szczepienie szczepienie "na zapas" składa się z 3 dawek, a dodatkowo unika się wstrzyknięcia immunoglobnuliny, która jest kosztowna i trudno dostępna w krajach rozwijających się. Podobno takie szczepienia są bardziej skuteczne niż szczepienia po ugryzieniu. http://www.psse.bialystok.pl/informacje-komunikaty/232-obowizek-zgoszenia-osoby-potencjalnie-naraonej-na-wcieklizn.htmlhttp://pogromcymitowmedycznych.pl/news/profilaktyka-w%C5%9Bcieklizny/ http://www.pis.gov.pl/userfiles/file/Departament%20EP/szczepienia/zal_szczep%20PSO%202012.pdf http://www.cdc.gov/rabies/resources/acip_recommendations.html http://www.who.int/rabies/en/WHO_guide_rabies_pre_post_exp_treat_humans.pdf Tak więc lisiasta, jeżeli w ciągu 15 dni + 2-3 dni nie otrzymasz informacji od dziewczyny, ze wszystko z psem w porządku, zgłoś to do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, najblizszej miejsca Twojego zamieszkania. Lekarz, który dał Ci skierowanie na obserwację psa, który Cię pogryzł, na pewno to zgłosił, bo miał taki obowiązek. Także panienka, żadnej łachy Ci nie robi, chce dodatkowo zapłacic karę administracyjna za uchylanie się to jej problem. Edited June 8, 2014 by Brezyl Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 klaki91 napisał(a):Zgłaszaj koniecznie i to jak najszybciej! Dostaną najprawdopodobniej mandat, najlepiej jeszcze zaznacz, że pies to amstaff i koniecznie zwróć uwagę na to, że mógłby równie dobrze zaatakować dziecko, które przyszło z psem i rodzicami na wybieg gdyby niechcący stanęło mu na drodze itd. I że dzisiaj Twój pies, a jutro ofiarą może paść człowiek. Zgłoszenie będzie stanowiło kolejny dowód w sprawie, gdybyś zdecydowała się z tym iść do sądu. Zbieraj wszystkie paragony, zaświadczenia, kwitki od lekarzy i weterynarza. Pamiętaj o tym, żeby wysłać wezwanie na druku ZPO! Co do samej sprawy sądowej (gdybyś jednak chciała im narobić problemu) to przysługuje Ci odszkodowanie i zadośćuczynienie. W uproszczeniu na kwotę odszkodowania składają się właśnie wszystkie koszty związane z opieką lekarską, zniszczonymi wskutek ataku przedmiotami (np. porwana koszulka), utrata zarobków (gdybyś musiała na kilka dni wziąć wolne w pracy) itd., a zadośćuczynienie przysługuje za naruszenie dóbr osobistych- na przykład zdrowia. Dziękuję za informację Tobie i wszystkim, którzy odpisali. :Rose::Rose: To bardzo miłe, że ktoś stara się pomóc! :Rose::Rose: Quote
Brezyl Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 (edited) A teraz druga sprawa. Bo w pierwszej, odpowiedzialność własciciela (posiadacza) asta jest tak jak Ci wszyscy piszą. Racja jest całkowicie po Twojej stronie, więcej nawet, jeśli po rzuceniu się asta na Twojego, ten w obronie zrobiłby coś tamtemu psu to i tak winny jest pies, który zaatakował, a nie ten który broni sie w panice. Chodzi mi jednak o ten wątek: lisiasta napisał(a): Przez następne dwie godziny ja i właściciel amstafa staraliśmy podejść do siebie z psami żeby się pogodzili, jednak amstaff (na szczęście na smyczy) co chwila rzucał się na Janka, przez cały ten czas mój palec krwawił. W końcu zrezygnowaliśmy, bo mój pies przy próbach ataku uciekał, ale po chyba 5 czy 6 zaczął powarkiwać. Fajnie i bardzo szczegółowo opisałaś cała sytuację, ale wynika z niej, że masz małą wiedzę dotyczącą psów. Jeśli zdarzyłoby się to na profesjonalnym szkoleniu, pod okiem fachowca, to takie rzeczy można robić. Ale samemu, bez umiejętności odczytania zachowania się psa – zbyt zaryzykowałaś. Zamiast uspokoić sytuację i rozładować konflikt, mogłaś spowodować jego zaostrzenie w przyszłości. Zamiast na wybieg, poszukaj ludzi z Krakowa czy Przemyśla na wspólne psie spacery. Zainwestuj w szkolenie, pies powinien koncentrować się na właścicielu, tego na wybiegu psa nie nauczysz. Ja osobiście wybiegi omijam, mimo że te w naszym mieście, są chyba najładniejsze w Polsce i jest ich stosunkowo dużo. Tyle tylko, ze mam psa dość ostrego i o ile na placu szkoleniowym, nie ma z tym problemów, bo ludzie są obyci, a ich psy odwoływalne, to wejście na wybieg, gdzie jakiś pies sadzi się do mojego, a własciciel uważa, że piesek chce się pobawić, a tymczasem piesek idzie do czołowego ataku na mojego fajne nie jest. Edited June 8, 2014 by Brezyl Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Brezyl napisał(a): Fajnie i bardzo szczegółowo opisałaś cała sytuację, ale wynika z niej, że masz małą wiedzę dotyczącą psów. Jeśli zdarzyłoby się to na profesjonalnym szkoleniu, pod okiem fachowca, to takie rzeczy można robić. Ale samemu, bez umiejętności odczytania zachowania się psa – zbyt zaryzykowałaś. Zamiast uspokoić sytuację i rozładować konflikt, mogłaś spowodować jego zaostrzenie w przyszłości. Zamiast na wybieg, poszukaj ludzi z Krakowa czy Przemyśla na wspólne psie spacery. Zainwestuj w szkolenie, pies powinien koncentrować się na właścicielu, tego na wybiegu psa nie nauczysz. Ja osobiście wybiegi omijam, mimo że te w naszym mieście, są chyba najładniejsze w Polsce i jest ich stosunkowo dużo. Tyle tylko, ze mam psa dość ostrego i o ile na placu szkoleniowym, nie ma z tym problemów, bo ludzie są obyci, a ich psy odwoływalne, to wejście na wybieg, gdzie jakiś pies sadzi się do mojego, a własciciel uważa, że piesek chce się pobawić, a tymczasem piesek idzie do czołowego ataku na mojego fajne nie jest. Oczywiście, nie uważam się za żadnego eksperta w dziedzinie psów. Właściciel amstaffa poprosił mnie o to żebyśmy je pogodzili- chcieliśmy żeby do siebie podeszły i się powąchały, jednak nic z tego, początkowo Janek uciekał za mnie albo udawał, że nie widzi tego psa. Później jednak podchodził bliżej, ale tamten wcale nie miał ochoty na zgodę. Myślałam, że tak trzeba bo behawiorysta powiedział mi, że kiedy dojdzie do konfliktu pomiędzy psami, nie wolno sie rozchodzić w dwie strony bo ta agresja to będzie ostatnie co zapamiętają i pierwsze co sobie przypomną przy kolejnym spotkaniu. Czyli jednak jestem w błędzie i nie należy tego robić? Czy w takiej sytuacji powinnam po prostu wyjść z wybiegu? Koncentrowanie psa na mojej osobie ćwiczymy podczas spacerów "dalekobieżnych", na smyczy. Nie odważyłabym się go odpiąć nawet na krakowskich Błoniach, a mnóstwo ludzi to robi. Mój pies nie jest jednak jeszcze na tyle posłuszny bym mogła mu na to pozwolić :oops: Dzięki wybiegom może się pobawić z innymi psami będąc "na luzie". Quote
marmara_19 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Pani Profesor napisał(a):to tego nie wiedziałam - myślałam, że mimo wszystko właściciel psa ponosi odpowiedzialność za to, komu dał psa i co ten pies wówczas nawyprawiał. odpowiedzialna jest osoba, ktora w ogole trzyma smycz. nawet jelsi obcemu dasz na chwile psa na smyzy to on odpowiada za tego psa.. Jak pies bez smyczy to odpowiada osoba, ktora z nim wyszla. 29 czerwca bedzie rok kiedy to moja mala z banerka zostala zagryziona.. Tez nie szlam odrazu na policje bo pies znajomej mi mala zabil.. ale szereg zdarzen doprowadzil do tego, ze w styczniu poszlam na komsariat.. stad "jestem na biezaco" jesli chodzi o ta kwestie odpowiedizalnosci za psa;) Quote
evel Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 lisiasta napisał(a): Myślałam, że tak trzeba bo behawiorysta powiedział mi, że kiedy dojdzie do konfliktu pomiędzy psami, nie wolno sie rozchodzić w dwie strony bo ta agresja to będzie ostatnie co zapamiętają i pierwsze co sobie przypomną przy kolejnym spotkaniu. Czyli jednak jestem w błędzie i nie należy tego robić? Czy w takiej sytuacji powinnam po prostu wyjść z wybiegu? To zależy. Moja suka po atakach na nią (jest słaba psychicznie i pieski sobie lubią po niej pojeździć :roll: ) dość szybko się uspokaja, choć robi przy wszelkich spięciach wiele wrzasku. Miałam raz sytuację, że rzuciła się na nią suka a'la ON i gdy było już po wszystkim to moja leżała na waruj-zostań a ja łaziłam z tamtą na smyczy dookoła, korygując wszelkie negatywne zachowania odnośnie Zu, trochę to trwało. Dopiero po dłuższym czasie suka odpuściła i mogłam iść z nimi dalej, mając je po swoich obu stronach i było w porządku. Myślę, że to właściciel ASTa powinien popracować nad swoim psem, w końcu to AST był napastnikiem. Wcale nie dziwię się natomiast Twojemu psu, że w końcu mu się ulało i zaczął powarkiwać na agresora... Quote
gops Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 marmara_19 napisał(a):odpowiedzialna jest osoba, ktora w ogole trzyma smycz. nawet jelsi obcemu dasz na chwile psa na smyzy to on odpowiada za tego psa.. Jak pies bez smyczy to odpowiada osoba, ktora z nim wyszla. 29 czerwca bedzie rok kiedy to moja mala z banerka zostala zagryziona.. Tez nie szlam odrazu na policje bo pies znajomej mi mala zabil.. ale szereg zdarzen doprowadzil do tego, ze w styczniu poszlam na komsariat.. stad "jestem na biezaco" jesli chodzi o ta kwestie odpowiedizalnosci za psa;) Bardzo mi przykro . Co za pies atakuje by zabić starszą , małą suczke .. dla mnie to niepojęte . Z tego co kojaze to był duży młody pies? Jakie były konsekwencje dla właścielki ? mandat ? Quote
Maron86 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Czyli kobieta bardziej tym jednym zastrzykiem straszyła ;), ale przyznam że dojazd też byłby utrapieniem z polic... Ja osobiście na wybieg podjeżdżam (od kiedy mamy auto :razz:) wyłącznie z rana, a jak widzę że ludzie się 'zbierają' to się zmywam. Szaman sukę zaakceptuję, ale nie mam co ryzykować spotkania z 2gim samcem przy kimś nieogarniętym. Dla mnie akurat wybieg jest zbawienny bo ja swojego mogę spuścić tylko na ogrodzonym polu, aczkolwiek prawdopodobnie niedługo się to zmieni za sprawą szkoleniowca :diabloti: (uciekanie, bo samców z silnym charakterem chyba nigdy nie polubi). lisiasta ty się naprawdę nie przejmuj tymi ludźmi, to że ludzie przymykają oczy na wyskoki psów 'bo młode' to ich problem. To że ci ludzie spędzają tam całe dnie, to też nie twój problem - niech psu kubeł na mordę założą (mój 'agresor' chodzi w 90% w kuble, pomimo że sytuacji jest może 0.5% - ale ostrych), a jak nie pasuje kubeł to niech ze smyczy nie spuszczają w miejscach publicznych. Naprawdę nie pozwól się zaszczuć tylko dlatego że masz łagodnego psa, wręcz przeciwnie walcz o to by na wybiegu było bezpiecznie. Z psem wybierz się na jakieś szkolenie gdzie ciebie nauczą odpowiedniego reagowania na sytuacje. I tak zrobiłaś błąd próbując psy pogodzić w sytuacji gdzie jeden z nich jest agresywny. W takich sytuacjach lepiej unikać kontaktu mając psią ciapę (sama mam sukę ciapę i pozwalam jej unikać kontaktów z agresorami, po co ma ją jakiś pies pogryźć). To ci właściciele powinni byli najpierw uspokoić swojego psa, doprowadzić do porządki i 'ustawić do pionu', a dopiero później powoli, rozsądnie zbliżać się do twojego psa w odpowiednim momencie wycofując się - nie narażając twojego psa. JEDNAK w takiej sytuacji jak ty miałaś, to w ogóle powinno się zapomnieć o tym żeby 'psy się lubiły' tylko należy pojechać do lekarza z własną raną oraz zabrać psa do weta - czasem rany wyglądają pozornie, a mogą być faktycznie do szycia. Quote
marmara_19 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 gops napisał(a):Bardzo mi przykro . Co za pies atakuje by zabić starszą , małą suczke .. dla mnie to niepojęte . Z tego co kojaze to był duży młody pies? Jakie były konsekwencje dla właścielki ? mandat ? 13sto miesieczny malamut.. samiec. z reszta mieszkal z wlascicielka u mnie w domu.. "wynajem" poddasza kosztowal ja tyle ile ja wydaje na rachunki w domu(mieszkam z mama ale sie dokladam..). konsekwencje? miala isc z psem na obserwacje bo ja tez zostalam dziabnieta i drasnieta. miala psa wykastrowac(w Gliwicach zrobila by to za darmo- ja Ronnie cielam w marcu korzystajac ze skierowania ze schroniska- bo zarobki i takie tam.. miasto wspiera kastracje:) ), miala isc z psem na szkolenie- nawet ja zawiozlam do dobrej szkoleniowiec. Klamstwa, placz, robienie z siebie ofiary, mowienie, ze Hektorek jest super iper a w innej chwili mowienie, ze sie boi z nim gdzies isc.. albo chwalenie jak to jej brat go szczuje na koty i bla bla bla. Na komisariat trafilam pol roku po zdarzeniu. Klamstwa... Wiec policjant nie skierowal sprawy do sadu chociaz laska sie strasznie motala w tym co gada. Zaplacila jedynie z apobt Alfy w szpitaliku- marne pieniazki.. Za leki na swoja reke itp placilam sama.. Stara jestem i glupia.. i pomagam innym chociaz sama mam bardzo malo.. No a w tym przypadku.. stracilam cos bardzo cennego! Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 marmara_19 napisał(a): konsekwencje? miala isc z psem na obserwacje bo ja tez zostalam dziabnieta i drasnieta. miala psa wykastrowac(w Gliwicach zrobila by to za darmo- ja Ronnie cielam w marcu korzystajac ze skierowania ze schroniska- bo zarobki i takie tam.. miasto wspiera kastracje:) ), miala isc z psem na szkolenie- nawet ja zawiozlam do dobrej szkoleniowiec. Klamstwa, placz, robienie z siebie ofiary, mowienie, ze Hektorek jest super iper a w innej chwili mowienie, ze sie boi z nim gdzies isc.. albo chwalenie jak to jej brat go szczuje na koty i bla bla bla. Na komisariat trafilam pol roku po zdarzeniu. Klamstwa... Wiec policjant nie skierowal sprawy do sadu chociaz laska sie strasznie motala w tym co gada. Zaplacila jedynie z apobt Alfy w szpitaliku- marne pieniazki.. Za leki na swoja reke itp placilam sama.. Stara jestem i glupia.. i pomagam innym chociaz sama mam bardzo malo.. No a w tym przypadku.. stracilam cos bardzo cennego! Najgorsze jest to właśnie, że człowiek chce polubownie załatwić sprawę, tłumaczy, prosi, mówi, mimo, że jest poszkodowany, a w zamian dostaje właśnie to, o czym piszemy. Zwykłe chamstwo i niesprawiedliwość. Przykro mi, że straciłaś psa...:-( Quote
Pani Profesor Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 marmara, współczuję straty suki - malamut ją zabił niechcący,czy to był zamierzony atak? mój durnowaty pies się sadzi bardzo brzydko, tzn. wygląda to groźnie dla kogoś z boku,bo charczy, warczy i kłapie na lewo i prawo, ale realne uszkodzenia dla drugiego psa są żadne (bo parę takich scysji zaliczyliśmy, oczywiście nie na spacerach a wśród naszych i znajomych psów, jak się np. pocięły o żarcie). nie mniej jednak zawsze jest w kuble choć i tak go muszę pilnować, bo jak podleci do takiego psa jak np. Szaman od Maron, to nie będzie co z mojego zbierać :diabloti: kozactwa i odwagi mu nie brakuje, wyskoczy choćby na słonia. Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Maron86 napisał(a): lisiasta ty się naprawdę nie przejmuj tymi ludźmi, to że ludzie przymykają oczy na wyskoki psów 'bo młode' to ich problem. To że ci ludzie spędzają tam całe dnie, to też nie twój problem - niech psu kubeł na mordę założą (mój 'agresor' chodzi w 90% w kuble, pomimo że sytuacji jest może 0.5% - ale ostrych), a jak nie pasuje kubeł to niech ze smyczy nie spuszczają w miejscach publicznych. Naprawdę nie pozwól się zaszczuć tylko dlatego że masz łagodnego psa, wręcz przeciwnie walcz o to by na wybiegu było bezpiecznie. Z psem wybierz się na jakieś szkolenie gdzie ciebie nauczą odpowiedniego reagowania na sytuacje. I tak zrobiłaś błąd próbując psy pogodzić w sytuacji gdzie jeden z nich jest agresywny. W takich sytuacjach lepiej unikać kontaktu mając psią ciapę (sama mam sukę ciapę i pozwalam jej unikać kontaktów z agresorami, po co ma ją jakiś pies pogryźć). To ci właściciele powinni byli najpierw uspokoić swojego psa, doprowadzić do porządki i 'ustawić do pionu', a dopiero później powoli, rozsądnie zbliżać się do twojego psa w odpowiednim momencie wycofując się - nie narażając twojego psa. JEDNAK w takiej sytuacji jak ty miałaś, to w ogóle powinno się zapomnieć o tym żeby 'psy się lubiły' tylko należy pojechać do lekarza z własną raną oraz zabrać psa do weta - czasem rany wyglądają pozornie, a mogą być faktycznie do szycia. Ha, dziewczyna jeszcze w dniu tej akcji po całym zdarzeniu zapytała mnie czy mam kaganiec i żebym założyła go psu. Powiedziałam, że mam, ale w domu bo służy nam tylko do przejazdów komunikacją publiczną bo takie są przepisy, w innych wypadkach nie używam go w ogóle bo nie ma takiej potrzeby i nie mam zamiaru mu niczego zakładać. Geniuszem jest to, że nie wpadła na pomysł założenia czegokolwiek swojemu psu...:angryy: Dobrze wiedzieć, że jednak niekoniecznie trzeba godzić psy, dotychczas myślałam, że taka jest zasada ;) Quote
marmara_19 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 niechcacy nie bylby w stanie jej zabic bo Cekin na mala "napadal". A ona twarda babka byla.. chociaz 15sto letnia. Malamut ja zaduszal.. a ja nie potrafilam jej wyjac z jgo pyska bo nic nie skutkowalo. podduszenie psa, proba rozwarcia jego szczek- w tym momencie sama zostalam zlapana.. przez mala ktora lapala cokolwiek z bolu.. U weta dopiero zobaczylam, ze jest przedziurawiona na pol.. Wpadla w szok jakis tam.. Pomyslalam, ze on juz ja zabil. Zesztywniala, przestala oddychac i dopiero ja wypuscil.. Niestety chyba dla mnie- zmarla u weta w szpitaliku. Glupia ja myslalam, liczylam, chcialam wierzyc, ze sie uda.. i balam sie poprosic o pomoc w przejsciu za tm dla niej.. Eh. I w sumie tego ostatniego nie umiem sobie wybaczyc. Ze odeszla beze mnie. Bo ja chcialam wierzyc, ze z tego wyjdzie.. Sama tez w szoku bylam po tym zdarzeniu. Co prawda Ronnie- border terierke przywiozlam w rowny tydzien po stracie malej.. Ale ja szukalam psa nie dla siebie.. a dla Cekina.. Alfa go wychowywala, Alfa byla jego stadem.. Nie potrafil sie odnalezc. Potrzebowal mala kompanke.... Malamut na luznej lince po prostu doskoczyl do malej by ja zbaic. Bez ostrzezenia.. to pies, ktory nie csuje.. cichy zabojca.. Quote
Brezyl Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 (edited) marmara_19 napisał(a):Malamut na luznej lince po prostu doskoczyl do malej by ja zbaic. Bez ostrzezenia.. to pies, ktory nie csuje.. cichy zabojca.. To nie musiała być typowa agresja, a zwyczajnie mógł zadziałać instykt łowiecki. U malamutów czy haskich zdarza się, że traktują małe psy jak zwierzynę łowną, podobnie zresztą koty, czy szczury. To psy o dość mocnych wrodzonych popędach do polowania i zabijania. A ponieważ raczej nie przejawiają agresji do ludzi, to niektórzy zapominają o niebezpieczeństwie i nie kontrolują, a wcześniej należycie nie socjalizują ich z małymi psami i innymi zwierzętami. lisiasta napisał(a): Dobrze wiedzieć, że jednak niekoniecznie trzeba godzić psy, dotychczas myślałam, że taka jest zasada ;) Możesz znieczulić je, aby omijały się, ale jak niechcąco podczas zabawy wpadłyby na siebie to i tak byłoby spięcie. I mozna to robić jesli dwie strony kontroluja własnego psa, jeżeli Twój cały czas odbierał sygnały grożące od asta, a ty zmuszłaś go aby podszedł bliżej i okazywał uległość, to poddał sie Tobie, ale kompletnie nie rozumiał całej sytuacji, tak z ludzkiego punktu widzenia, to musiał lekko w ciebie zwątpić. Takie numery to mozna robić z silnym psychicznie psem, pokazując mu, że to ty decydujesz, jak on ma się zachować, ze nie wolno mu odpowiadać na zaczepki obcego psa, dopóki nie dostanie sygnału zwalniającego. Z psem uległym,niepewnym siebie, mozna jedynie fobię pogłebić. Fajnie natopmiast byłoby znależć psa poddobnego, tj. asta w tym kolorze, aby pobawił się z Twoim, bo z reguły pies zaatakowany, np: przez dużego włochatego samca o czarnej maści, może negatywnie reagować na każdego dużego ciemnego psa i atakować ze strachu pierwszy. Albo może negatynie odbierać kazdego asta. A są takie psy, które nawet jak dostaną wpier... od jakiegoś psa to i tak nastepnego dnia lecą do niego w podskokach i chęci do zabawy. Każda sytuacja jest inna, każdy pies jest inny. Edited June 8, 2014 by Brezyl Quote
gops Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Zauważyłam , że rasy pierwotne mają takie skłonności . Mamy (a może mieliśmy ? nie widuje od dwóch tygodni i już się boje co się stało) haskiego który podczas ucieczek zabił 2 yorki i niezliczoną ilość kotów . Pies oczywiście z pseudo i oczywiście po tych zagryzionych yorkach uciekł jeszcze 2 razy i kto wie czy jeszcze jakiegos malucha nie zagryzł .. Quote
marmara_19 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Brezyl napisał(a):To nie musiała być typowa agresja, a zwyczajnie mógł zadziałać instykt łowiecki. U malamutów czy haskich zdarza się, że traktują małe psy jak zwierzynę łowną, podobnie zresztą koty, czy szczury. To psy o dość mocnych wrodzonych popędach do polowania i zabijania. A ponieważ raczej nie przejawiają agresji do ludzi, to niektórzy zapominają o niebezpieczeństwie i nie kontrolują, a wcześniej należycie nie socjalizują ich z małymi psami i innymi zwierzętami. To byla agresja, pies w poprzednim miejscu zamieszkania przejawial objawy. nie tylko do malych psow.. Miesiac przed tym zdarzeniem miala okazje miec go pod opieka kilka dni... Wiec poznalam go. Sposob zabijania jak najbardziej pasujacy do rasy. Ale to nie zwykle polowanie... Quote
Brezyl Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 A ch sądzicie o takim chamstwie do własnego psa ? http://ilovedogs.tv/374/Wow...-This-Dog-Has-A-Near-Death-Experience...-Thank-Goodness-This-Guy-Was-Around Quote
gops Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 [quote name='Brezyl']A ch sądzicie o takim chamstwie do własnego psa ? http://ilovedogs.tv/374/Wow...-This-Dog-Has-A-Near-Death-Experience...-Thank-Goodness-This-Guy-Was-Around Temu się udało przeżyć , niestety po internecie krąży więcej takich filmików gdzie psy się udusiły. Tego psa uratowały słabe szelki . Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Brezyl napisał(a): Możesz znieczulić je, aby omijały się, ale jak niechcąco podczas zabawy wpadłyby na siebie to i tak byłoby spięcie. I mozna to robić jesli dwie strony kontroluja własnego psa, jeżeli Twój cały czas odbierał sygnały grożące od asta, a ty zmuszłaś go aby podszedł bliżej i okazywał uległość, to poddał sie Tobie, ale kompletnie nie rozumiał całej sytuacji, tak z ludzkiego punktu widzenia, to musiał lekko w ciebie zwątpić. Takie numery to można robić z silnym psychicznie psem, pokazując mu, że to ty decydujesz, jak on ma się zachować, ze nie wolno mu odpowiadać na zaczepki obcego psa, dopóki nie dostanie sygnału zwalniającego. Z psem uległym,niepewnym siebie, mozna jedynie fobię pogłebić. Fajnie natomiast byłoby znależć psa podobnego, tj. asta w tym kolorze, aby pobawił się z Twoim, bo z reguły pies zaatakowany, np: przez dużego włochatego samca o czarnej maści, może negatywnie reagować na każdego dużego ciemnego psa i atakować ze strachu pierwszy. Albo może negatynie odbierać kazdego asta. A są takie psy, które nawet jak dostaną wpier... od jakiegoś psa to i tak nastepnego dnia lecą do niego w podskokach i chęci do zabawy. Każda sytuacja jest inna, każdy pies jest inny. Rozumiem. Czy w takim razie powinnam jakoś pokazać psu, że jednak może mi zaufać? Chodzi mi o ten moment, w którym mówisz, że pies poddał się, ale nie rozumiał sytuacji i mógł we mnie zwątpić. Janek widział się już z tym astem podszedł się przywitać, powąchał, zawołałam go i wrócił. Zero spięć. Tamten pies był na smyczy, a mój siedział później cały czas przy mnie, nie chciał się bawić, węszyć. Wstawał tylko wtedy kiedy ja i podążał za mną. Wydaje mi się jednak, że to przez zmęczenie i upał, a nie przygaszenie tamtym psem ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.