Maron86 Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 Skrajna nieodpowiedzialność :shake: skoro pies sam potrafi zostać w samochodzie to równie dobrze potrafi zostać w domu... Ja psy biorę wyłącznie jak jadę gdzieś z nimi lub 'w ich sprawie' (zoologiczny), ale żeby tak o wziąć bo i tak wyjeżdżam i co za różnica to nie. Quote
Pani Profesor Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 a ja biorę, jeśli np. jedziemy na jakiś terenowy spacer a po drodze zahaczamy o sklep, skoro jesteśmy autem, ale wtedy ja albo tż zostajemy, a drugie idzie załatwiać co trzeba ;) Quote
Soko Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 Ja tak samo, jeśli jestem z mamą, to albo jedna załatwia wszystko albo idziemy na "dwie tury". Quote
4Łapki Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 Samochodu nie mam, nie mam problemu, bo gdy jedziemy autem, zwykle robimy to w kilka osób. No i Viki w domu mogę zostawić normalnie, lęku separacyjnego nie ma, ale w innej sytuacji to jest dla niej stresujące. Usiądzie na tyłku, bo pani kazała, ale mocno daje znać, że się denerwuje. Dlatego nawet sklepu z przedsionkiem, gdzie ma mnie w zasięgu wzroku, unikamy. Psy na parkingu przy centrum handlowym, przy którym mieszkam widuję. I uwiązane, często wyjące za właścicielem, i w samochodach. Dobrym pomysłem jest robienie zdjęć (łącznie z blachami) i interwencja, gdy jest to potrzebne. Maron wyszłaby na oprawcę zwierząt, ale w tej sytuacji głupota tej baby nie zna granic. Widziała Cię, a braku szyby już dostrzec nie mogła :shake: Quote
Dioranne Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 Dzisiaj musieliśmy niestety wziąć Młodego na dość długą podróż, w tym mama z ciocią musiały wstąpić do jednego sklepu. Razem z Młodym czekaliśmy w samochodzie, dwa razy wyszliśmy sobie na trawkę, żeby się rozruszał. Oprócz tego dwie szyby otwarte, stały dostęp do wody. I o dziwo nikt nas nie chciał uratować. :shake: Nie no, żartuję sobie w tym momencie, ale cieszy mnie fakt, że gdy ludzie widzieli psa w aucie - chwilkę dłużej się przyglądali. Nie rzucali torebkami przez okno, ale z dalszej odległości sprawdzali czy okna pootwierane itp. A jak dostrzegli mnie, z 1.5 litrową butelką wody to zajmowali się swoimi sprawami. ;) Także według mnie OK. - ludzie się interesują, ale nie "histeryzują". Natomiast pod centrum handlowym był uwiązany pies, którego niestety nie widziałam dokładnie, ale wył nieziemsko... I z pewnością jego właściciel nie wszedł tylko "na chwilkę", bo psisko wyło z dobre 20 minut. Quote
Dardamell Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 Maron, ja wiem, że Tobie nie do śmiechu, ale od kiedy to przeczytałam to nie mogę się od śmiechu powstrzymać. Jak to mawiają "nadgorliwość gorsza od faszyzmu". Quote
Pani Profesor Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 ehhh...a ja zaliczyłam akcję w Kauflandzie pt. "czyj to piesek" - stała sobie taka sunia, w typie minpina, tylko gruba jak beczka, taka typowa kundlinka z krecim ryjkiem. kucnęłam do biedulki, podeszła się przytulać, widać było, że starsza i zaniepokojona, wlazła do środka marketu (tj. przez rozsuwane drzwi, ale jeszcze nie na sklep, stała sobie w przedsionku). w punkcie obsługi mi powiedzieli, że nie nadadzą komunikatu pt. "czyj to pies" bo nie, więc uczciwie oznajmiłam, że czekam 15min i zabieram psa do domu, bo popiskiwała i się tuliła, strasznie zaniepokojona i nieco zaniedbana pomijając skrajne zapasienie. obróżki ani niczego innego nie miała. miałam zamiar przyczepić kartkę na tablicy ogłoszeń w markecie, a poza tym powiedziałam babkom w punkcie obsługi, miałam również zamiar zostawić tam telefon, w razie ktoś by suczki szukał, mieszkam minutę obok, więc oddałabym, gdyby ktoś się po nią zjawił. poczekałam minut prawie dwadzieścia, zjawił się starszy facet z zakupami, sunia kręci dupką, pytam gościa "to pana piesek?"...a facet chyba nie zrozumiał intencji tego pytania i uznał, że przeszkadza mi jej obecność w przedsionku sklepu, więc pogonił suczynkę własnonożnie :angryy: z jakimś takim "hurr durr gdzieś wlazła hrr wynocha!"... ...no i podreptała biedulka za nim, merdając kikutkiem i spasionym tyłeczkiem :( a mogłam zabrać :diabloti: Quote
Dioranne Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 Mogłaś przygarnąć, piny fajne są. :loveu: Z Patem, by świetny duet tworzyli. :diabloti: Quote
Pani Profesor Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 a gdzie tam, już w głowie układałam, co z nią zrobię i gdzie na czas wprowadzania jej do domu zamknę kamerdynera, który darłby mordę na całe osiedle :eviltong: pewnie gdyby się nikt po nią nie zgłosił, to by została tymczasem do adopcji,bo taka fajna, pocieszna beczułka kremowego koloru ;) Quote
Maron86 Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 Dardamell napisał(a):Maron, ja wiem, że Tobie nie do śmiechu, ale od kiedy to przeczytałam to nie mogę się od śmiechu powstrzymać. Jak to mawiają "nadgorliwość gorsza od faszyzmu". E tam nie do śmiechu, ja byłam wręcz pełna podziwu jej zapału. Jej wielki szok gdy straciła torebkę był jeszcze bardziej zabawny i ten niesamowity wyraz na twarzy z serii 'i co teraz mam zrobić' - Szaman wiedział co ON chce zrobić, wciskał szczękę między kratami i usilnie próbował dorwać :evil_lol: . Wkurzona byłam przez chwilę i dopiero jak podeszłam ją opierdzielić, a po tym zdarzeniu 'powietrze zeszło' :razz:. Sunię trzeba było zabrać :diabloti:, tylko wątpię że by się po nią zgłosił... Quote
Pani Profesor Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 Maron86 napisał(a): Sunię trzeba było zabrać :diabloti:, tylko wątpię że by się po nią zgłosił... TŻ by zabił mnie, a Patryk tą beczułkę :diabloti: no ale byłam bliska,bo sezon grillowo-piwkowy na łąkach i lasach nieopodal w pełni, kupa ludzi, szeroko rozumianej "młodzieży", więc ktoś pewnie by się ulitował i ją nakarmił, nie mniej jednak przeszła mi przez myśl jakaś paranoiczna wizja, że zaraz ją młodziaki gdzieś nieodpowiedzialnie zabiorą, więc lepiej żebym zrobiła to ja :diabloti: 'na szczęście' właściciel się znalazł.. Quote
lisiasta Posted June 7, 2014 Posted June 7, 2014 (edited) Cześć! Czytam Was od kiedy zdecydowałam się na to, że wezmę psa (Janek jest ze mną od 22.02.2014), to forum nauczyło mnie bardzo wielu rzeczy i dostarczyło mi ogromnej wiedzy, ale dotychczas tylko czytałam. Teraz jednak postanowiłam, że muszę się zarejestrować i opisać sytuację, która mi się przydarzyła bo od 3 dni jestem cała w nerwach i nie wiem czy faktycznie to ja coś zrobiłam źle, czy jednak to po prostu zwykłe chamstwo. Mam nadzieję, że jak to opiszę to trochę mi ulży... Mam nadzieję, że za bardzo nie off-top'uję... Zacznę może od mojego psa- to ok. 1-1,5 roczny kundelek, czarny, duży pies, trochę w typie laba, ale na dłuższych nogach i szczuplejszy. Wzięłam go ze schroniska, jako, że nie jestem doświadczonym właścicielem (wcześniej w domu rodzinnym mieliśmy jamnika, żył 18 lat, ja mam teraz 24 więc prawie całe życie, ale to nie był MÓJ pies, bardziej domowy) chciałam żeby mój psiak był przyjazny i stosunkowo łatwy w ułożeniu, dlatego też wybrałam psa, który przejawia te cechy i w schronisku spędził tylko okres kwarantanny. Jego historia jest nieznana. Początkowo mieliśmy kilka problemów ze strachliwością i "szczenięcą zabawą w gryzienie", ale fobie przepracowałam sama, podgryzanie wyeliminowaliśmy przy pomocy behawiorysty (ten określił mojego psa jako uległego, nieprzejawiającego najmniejszej agresji- powiedział, że jeśli mój pies kiedykolwiek kogokolwiek (człowieka lub dowolne zwierzę) ugryzie to będzie to tylko moja wina). Jeśli moje powyższe słowa nie powinny się znaleźć w tym poście, w tym temacie to bardzo proszę o pouczenie lub poradę gdzie to przenieść bo jestem laikiem w tych sprawach :) A teraz przykra sytuacja: 3 dni temu poszłam na wybieg, na który chodzę kilka razy w tygodniu, każde takie wyjście to 2-4h. Znam ludzi i psy, które tam przychodzą, psy maja taką swoją sforę ;) Na wybieg przyszła pani z psem, którego nie znałam, wszystko było w porządku, lecz ponieważ był wykastrowany i nowy większość sfory za nim biegała,bawiły się, mój Janek też. W momencie, kiedy pani chciała wyjść już z psem, a mój nie miał ochoty mnie akurat słuchać i zwracał zbytnio uwagi na moje wołanie (mój pies stał może 5m ode mnie...musimy nad tym popracować...) postanowiłam, że podejdę do niego i zapnę go na smycz by ta pani mogła spokojnie wyjść. Podeszłam do niego od strony zadu, złapałam do za zad, on szybko odwrócił głowę w moją stronę i.... w tym momencie rzucił się na niego znajomy, nawet nie roczny, amstaff. Niestety po drodze do szyi mojego psa trafił na mój palec i mnie ugryzł, mojego psa również, ale na szczęście Janek w takich sytuacjach stara się odbiegać od agresora. Dodam, że amstaff, choć młody, od kiedy go znam, przejawia od zachowania agresywne, tzn. momentalnie sie nakręca i jeżeli np. jakiś pies podczas zabawy szczeknie lub "warknie" rzuca się i trzeba go odciągać. Właściciel zapiął psa na smycz, odszedł na bok, dziewczyna(też właścicielka) przyszła do mnie bo krzyknęłam, że mnie ugryzł, popatrzyła i nie wierzyła, wszyscy obecni byli przerażeni i chcieli mi pomóc. Krwawienie było znaczne, choć rana nieduża. Jedna z pań powiedziała, że powinnam iść do lekarza na jakiś zastrzyk i żeby to zobaczyli, mnie nigdy nie ugryzł żaden pies i nie wiedziałam jak mam postąpić. Przez następne dwie godziny ja i właściciel amstafa staraliśmy podejść do siebie z psami żeby się pogodzili, jednak amstaff (na szczęście na smyczy) co chwila rzucał się na Janka, przez cały ten czas mój palec krwawił. W końcu zrezygnowaliśmy, bo mój pies przy próbach ataku uciekał, ale po chyba 5 czy 6 zaczął powarkiwać. Podobno też podrapał amstaffa, spojrzałam na tą psią "ranę"- może 1,5cm długości zadrapanie naskórka pazurem. Janka szyja jest w o wiele gorszym stanie, jednak nie robiłam o to żadnych problemów, mi natomiast dziewczyna zwróciła uwagę, że mój pies zrobił dziurę w łapie jej psu. Zdenerwowała mnie tym, ale nie chciałam się wdawać w kłótnie bo sam właściciel uciął, że to żadna dziura tylko zadrapanie albo że to z mojego palca krew mu skapnęła. W końcu poszli, na odchodne dziewczyna powiedziała mi żebym dała znać co z palcem (mamy swoje nr tel.) Wróciłam więc do domu i zadzwoniłam do rodziców, opowiedziałam im całe zdarzenie i zapytałam czy powinnam faktycznie iść do lekarza bo palec od 3 godzin krwawił. Powiedzieli, że powinnam. Była już 21 więc zadzwoniłam do szpitala obok domu, powiedziałam, że ugryzł mnie pies i że to mała rana i zapytałam czy powinnam przyjść, pani powiedziała, że obowiązkowo na SOR na zastrzyk przeciwtężcowy. Poszłam, odsiedziałam swoje, dostałam zastrzyk i założyli mi dwa szwy + skierowanie do poradni chorób zakaźnych. Wróciłam do domu i napisałam wiadomość do właścicielki, że byłam na SOR i mam szwy i poprosiłam żeby następnego dnia o 12 przyszła na wybieg z zaświadczeniem o szczepieniach bo będę tego potrzebowała do poradni chorób zakaźnych. Dodałam też, że zalecono mi kupienie octeniseptu do przemywania rany (który kupiłam), że kosztował 22.95 i że chciałabym aby zwrocili mi koszt tego płynu. Odpisała, że o 12 nie ma czasu.. Później okazało się, że poradnia jest do 15, a ja od 12.45 do 14.30 miałam zajęcia w szkole, obok której jest ta poradnia. Zadzwoniłam wcześniej do poradni i zapytałam czy to koniecznie musi być dzisiaj bo do 15 nie uda mi się zdobyć zaświadczeń, kobieta powiedziała, że koniecznie trzeba przyjść tego samego dnia i trudno, najwyżej bez zaświadczeń. Poszłam więc, wcześniej informując o tym właścicielkę amstaffa, napisałam też, że jak już będę coś wiedziała to się odezwę i żeby przyszła się ze mną spotkać na wybieg. W poradni oczywiście powiedzieli, że albo przyniosę zaświadczenia odbytej obserwacji psa pod kątem wścieklizny (okazuje się, że zaświadczenia o szczepieniu psa i tak nic by nie dały), albo będę musiała przyjmować szczepionki. Dostałam od lekarza skierowanie na tą obserwację dla właścicieli (obserwacja jest bezpłatna) i skontaktowałam się z właścicielką w sprawie spotkania. Gdy się z nią zobaczyłam i pokazałam jej kartę informacyjną od lekarza żeby przeczytała, że faktycznie palec był szyty i jakie są zalecenia (palec miałam w opatrunku), dałam jej skierowanie na obserwację i poinformowałam, że trzeba iść 4 razy do weta i pokazać psa, bo jeśli tego nie zrobią to ja będę musiała przyjąć serię zastrzyków- od razu skoczyła do mnie, że jestem "po&^%na" że w ogóle poszłam do lekarza i że tak naprawdę to nie jej pies mnie ugryzł tylko mój i to on powinien iść na obserwację, a w ogóle to nie ugryzł, tylko zadrapał, albo podrapałam się o sprzączkę od obroży i robię wielką aferę bo ona by z tym nie poszła nigdzie. Powiedziała bardzo dużo nieprzyjemnych słów, bardzo nieprzyjemnym tonem, cóż, po prostu się na mnie wydzierała. Później dodała też, że równie dobrze ona może iść ze swoim psem do weterynarza żeby dał coś przeciwzapalnego bo jak twierdziła - mój pies ugryzł jej psa - i że będę za to zwracała pieniądze. Odparłam, że jeśli tego chce to nie ma problemu, ale ja wtedy zrobię to samo- Janek został ugryziony w szyję i w okolicach oka. Ogólnie było bardzo nerwowo, postanowiłam, że nie będę ciągnąć dalej tej dyskusji, powiedziałam, że bardzo proszę o to żeby poszli na obserwację i dostarczyli mi zaświadczenia bo chcę uniknąć szczepień, powiedziała "no nie wiem", ja ponowiłam prośbę i postanowiłam się oddalić. O pieniądzach za płyn do dezynfekcji ani słowa. Kilka godzin później poszłam na ten wybieg z moim psem bo ciężko mi się go prowadziło na smyczy z tym wielkim opatrunkiem na palcu, a wiadomo, pies potrzebuje ruchu. Na wybiegu rozmawiałam z jakimś starszym panem i wtedy przyszła właścicielka z amstaffem na smyczy, otwierając na całą szerokość furtkę, czekając ok.30 sekund (chyba myślała, że mój pies wybiegnie bo stała poza wybiegiem i w zasadzie, gdyby Janek nie rozumiał komendy 'zostań' to pewnie by wybiegł), podeszła do mnie, rzuciła we mnie jakąś kartką i rzekła "masz to i sobie to w d**pe wsadź", odwróciła się i wyszła z wybiegu. Bardzo się zdenerwowałam, z tych nerwów nawet się popłakałam tam, ale szybko sprawdziłam co jest na kartce i na szczęście to 1 z 4 zaświadczeń o obserwacji. Była już poza wybiegiem i krzyknęłam do niej, że potrzebuję jeszcze 3 takie zaświadczenia- odkrzyknęła "jak coś chcesz to dzwoń" i poszła. Dziś też byłam na wybiegu i pojawiła się tam psami (mają dwa młode amstaffy), nawet do mnie nie podeszła. Na szczęście nie spuściła ze smyczy tego, który mnie dziabnął. Dodam, że dziewczyna jest ode mnie młodsza o 3 lata. Ja nie wiem, czy faktycznie ja coś zrobiłam źle? I w zasadzie to nie wiem czym zasłużyłam sobie na takie traktowanie... nie obrażałam jej, nie robiłam problemów, nawet bezpośrednio po ugryzieniu nie prosiłam o zaświadczenie o szczepieniu bo znam tego psa... Fakt, że muszą chodzić na te obserwacje, ale czy to tak wiele? I czy może jednak nie powinnam iść do tego lekarza? Sama już nie wiem, raz wydaje mi się, ze nie zrobiłam nic złego, a za zastanawiam się czy przypadkiem dla świętego spokoju nie powinnam ze iść z Jankiem na tą obserwację... Ogólnie chce mi się ryczeć. Rozmawiałam na wybiegu z psiarzami, którzy byli świadkami tego ugryzienia i mówią, że widzieli, że to ten amstaff praktycznie uwiesił mi się na palcu. Ja wiem, że to nie jest jakaś duża rana, no ale jednak mam poczucie, że gdyby to mój pies kogoś ugryzł to przejęłabym się tym i starła się pomóc na wszelkie sposoby... Najgorsze jest to, że muszę jeszcze zdobyć trzy zaświadczenia i obawiam się, że znowu najem się nerwów... Przepraszam za tak długi post, ale proszę doradźcie mi coś... Edited June 7, 2014 by lisiasta pomyłka w cenie leku Quote
Maron86 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Po swoich doświadczeniach z tym jak mi pies wolnobiegający (z obrożą i zdecydowanie domowy husky) prawie odgryzł palca - co skończyło się jakimś tam odratowaniem go, długim leczeniem, jeszcze dłuższą rehabilitacją i na koniec nie do końca sprawnie działającym... Napiszę ci tak, pies cię ugryzł, to NIE była twoja wina! Winą należy obarczyć nieodpowiedzialnych właścicieli, ten pies w ogóle nie powinien zaatakować twojego psa (swoją drogą zabierz go do weta, niech wystawi psu kartę o obrażeniach i lecz go nawet jak nie trzeba). Zgłoś sprawę na policję, ci ludzie to świnie i należy im się to, może następnym razem się zastanowią co robią i mówią. Żądaj odszkodowania za zadość uczynienie - niech wpłacą na schronisko czy jakąś organizację - oraz zwrotu kosztów poniesionych podczas leczenia siebie i psa, masz świadków poproś ich niech poręczą, masz zaświadczenie o zszywaniu i pogryzieniu. Przyznam szczerze ja byłam głupia i to zaniedbałam, wiadomo silne leki przeciwbólowe (1/3 palca zszyta żeby się nie rozleciała, mięso na zewnątrz było i lekarz je 'na dusia' wciskał do środka....). I pamiętaj to nie ty pogryzłaś tego psa, tylko ten pies ciebie! Z tego co mówisz to są nieodpowiedzialni ludzi i jeśli nie dostaną 'po dupie' to kwestia czasu ten pies może ugryźć następną osobę (sama piszesz że przejawia agresję czyli powinien biegać w kagańcu). Nie przejmuj się jej agresją, ona nie minie bo tym zdarzeniem przypadkiem udowodniłaś że od tego psa trzeba się trzymać jak najdalej (podejrzewam że to ludzie pokroju 'moje ttb jest najłagodniejsze, a wszystkie opinie o ttb to nieprawda + 0 wychowania). Nie wdawaj się w pyskówki z nią, szkoda czasu. Niech ci da co trzeba bo zastrzyki ponoć piekielnie bolesne (ja na szczęście uniknęłam bo wyłapali 'sprawcę' pogryzienia), niech zapłacą zadość uczynienie i tyle. Quote
Brezyl Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Maron86 napisał(a):Niech ci da co trzeba bo zastrzyki ponoć piekielnie bolesne (ja na szczęście uniknęłam bo wyłapali 'sprawcę' pogryzienia), niech zapłacą zadość uczynienie i tyle. Zastrzyki bolesne były z jakieś 30-40 lat temu, kiedy sprowadzano je na rynek Polski z ZSRR i była to seria w brzuch. Już w połowie lat 70-tych, jeszce za ŚP socjalizma zaczeliśmy sprowadzać je z Instytutu Pastera i dostawało się je w ramię. Ból a raczej nieprzyjemność jak przy normalnym szczepieniu, także nie należy się bać, bardziej nieprzyjemnie jest przy zastrzyku znieczulajacym u dentysty. Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Maron86 napisał(a): Zgłoś sprawę na policję, ci ludzie to świnie i należy im się to, może następnym razem się zastanowią co robią i mówią. tyle. Szczerze mówiąc to nawet mi to przez myśl nie przeszło bo trochę się już znamy... Tym bardziej myślałam, że skoro się znamy to załatwimy to jakoś normalnie. Mam teraz sesję, mało czasu, dużo stresu i nie wiem czy dałabym radę to ogarnąć. Faktycznie nie podoba mi się zachowanie tych ludzi. Na wybiegu było wtedy też 10 letnie dziecko i zastanawiam się co by się stało, gdyby to ono chciało zapiąć na smycz psa. Oni są bardzo młodzi, bardzo pyskaci i właściwie to przydałoby się żeby ktoś sprowadził ich trochę na ziemię, ale nie wiem czy rzeczywiście to mam być ja. Quote
4Łapki Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Trochę się już znacie, ale po pogryzieniu poznałaś inną twarz tej dziewczyny. Szczerze wątpię, że można nad tym po prostu przejść do porządku dziennego. Pies może zagrażać innym, jeśli nie doprowadzi się właścicieli do porządku, a oni wybitnie nie chcą współpracować. W tym wypadku to Ty jesteś poszkodowaną i ich psim obowiązkiem jest co najmniej dostarczenie papierów. Masz z nią kontakt, więc zgłoszenie sprawy na policję będzie łatwiejsze, niż w przy pogryzieniu przez przypadkowo napotkanego psa, którego widzisz pierwszy raz na oczy, a może naprawdę pomóc... Quote
Dardamell Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 lisiasta, nie wdawaj się z dziewczyną w dyskusje tylko spokojnie poinformuj ją, że Ty zostałaś ugryziona przez jej psa, który zaatakował Twojego i nie godzisz się aby tak Cię traktowała i zrzucała odpowiedzialność na Ciebie. Bo to ona jest odpowiedzialna całego zajścia i skoro chciała mieć psa to teraz musi ponieść konsekwencje jego zachowania. Powiedz jej to przy ludziach, spokojnie ale stanowczo, nie krzycząc i bez zbędnych emocji. To, ze dostałaś Ty to był wypadek, ale to, że on celował w Twojego psa to już było jego zamierzone działanie. I nie, nie zrobiłaś nic złego. Quote
Dardamell Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 lisiasta, nie wdawaj się z dziewczyną w dyskusje tylko spokojnie poinformuj ją, że Ty zostałaś ugryziona przez jej psa, który zaatakował Twojego i nie godzisz się aby tak Cię traktowała i zrzucała odpowiedzialność na Ciebie. Bo to ona jest odpowiedzialna całego zajścia i skoro chciała mieć psa to teraz musi ponieść konsekwencje jego zachowania. Powiedz jej to przy ludziach, spokojnie ale stanowczo, nie krzycząc i bez zbędnych emocji. To, ze dostałaś Ty to był wypadek, ale to, że on celował w Twojego psa to już było jego zamierzone działanie. I nie, nie zrobiłaś nic złego. Quote
Beatrx Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 cóż, astek dorósł i jak widać nie powinien sobie radośnie pląsać pośród innych piesków, bo to nie będzie ostatni raz. jakby mi gówniara wyskoczyła, że pójdzie do weta i za zadrapanie swojego psa, przez którego mam szyty palec, każe mi płacić to z miejsca bym na policję zadzwoniła i więcej z nią nie dyskutowała. albo się ktoś umie zachować i załatwić polubownie sprawę albo niech płaci, to może to go czegoś nauczy. Quote
Maron86 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Brezyl napisał(a):Zastrzyki bolesne były z jakieś 30-40 lat temu, kiedy sprowadzano je na rynek Polski z ZSRR i była to seria w brzuch. Już w połowie lat 70-tych, jeszce za ŚP socjalizma zaczeliśmy sprowadzać je z Instytutu Pastera i dostawało się je w ramię. Ból a raczej nieprzyjemność jak przy normalnym szczepieniu, także nie należy się bać, bardziej nieprzyjemnie jest przy zastrzyku znieczulajacym u dentysty. Mnie pies dziabnął 2012 (z tego co pamiętam) koniec listopada (rok później w ten sam dzień 'rocznicę' zrobiłam prawko :lol:), kobieta z zakaźnych mówiła że lepiej psa odnaleźć niż dostawać te zastrzyki, mówiła że bolesne i bardzo uciążliwe. Nie miałam na szczęście, dlatego zawierzam że tak właśnie jest skoro 'specjalista' tak mówił ;). Tych młodych od asta zgłosiłabym mimo wszystko na policję, dostaną przynajmniej mandat jeśli nie będziesz chciała tego ciągnąć sądownie (a może wystarczy po interwencji policji powiedzieć wprost że chcesz pokrycia kosztów, albo dasz sprawę do sądu). Nie myśl tylko o sobie, ale również o tym że ten pies zwyczajnie przy takich właścicieli stwarza realne zagrożenie - które sama odczułaś. Quote
Pani Profesor Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 wyślij jej wezwanie przedsądowe :cool3: napisz oficjalne pismo, że żądasz zwrotu kosztów leczenia (z załączeniem skanów paragonów), weź od weta 'obdukcję' swojego psa + koszty leczenia (środki do przemywania, itd.) i heja, nie daj się, baba wyraźnie robi w gacie, bo pewnie wie, ze "agresywny" pies (obiegowa opinia) może mieć problemy, tak samo rodzina tegoż psa, bo fama pt. "agresywny amstaff" nie przynosi nic dobrego, to nie jamnik, wiadomo, jacy są ludzie. jakby mój pies kogoś uwalił, to bym zaniosła go na rękach do lekarza :oops: nie wiem jak można się wypierać, szczególnie, że krwawiłaś i to nie było małe zadrapanie, w końcu szwy zostały założone. baba jest durna jak but, a o chamstwie nawet nie wspomnę (o rzucaniu zaświadczeniem, obelgach - paskudna sytuacja). ja bym nie odpuściła za żadne skarby, zgłoś to na policję albo - jak mówiłam - napisz jej wezwanie przedsądowe i zasugeruj, że nie żartujesz. inna sprawa, że skoro ten pies ma odpały, to powinien latać w kagańcu (dziecko by bardziej ucierpiało w takim starciu,brrr), co z kolei notka na SM o pogryzieniu na koncie pomoże w egzekwowaniu, że jednak lata luzem. nie wyobrażam sobie umywania rąk od odpowiedzialności, trafiłaś na buraków - mój nieprzewidywalny dureń lata w kagańcu, a jeśli kogoś by ugryzł w chwilach bez kubła, to bym umarła ze wstydu, zaniosła własnoręcznie do szpitala na szycie i sama bym chodziła do apteki i gotowała obiady takiej osobie przez najbliższy miesiąc :roll: inna sprawa, że dziwi mnie, że baba się zwyczajnie nie boi - przecież obiegowa opinia o 'groźnych astach' (no cóż, sprawdziło się po części, ale wg. mnie mógłby to być każdy inny, niewychowany pies) może spowodować, że pies zostanie jej zabrany na obserwację, że też ona nie próbuje tego łagodzić na wszystkie sposoby?! zero mózgu. Quote
agutka Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Jeżeli szczeniak (jeszcze nie dorosły pies) ma zapędy do agresji to czemu beztrosko biega sobie z pieskami bez kagańca? Na waszym miejscu nie pozwoliłabym aby pies na wybieg wszedł "goły"... nieważne czy amstaff, dog czy york, żeby ma i dzięki takim zachowaniom inne łagodne psy robią się agresywne . Przykra sytuacja:shake: kiedyś miałam podobną sytuację lecz szczęście w nieszczęściu że mój pies "pomylił" moje udo z napastnikiem ;) Laska bardzo nieprofesjonalnie się zachowała mając taką rasę jaką ma a o aferę morderczego genu jest naprawdę nie problem Quote
klaki91 Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 Pani Profesor napisał(a):wyślij jej wezwanie przedsądowe :cool3: napisz oficjalne pismo, że żądasz zwrotu kosztów leczenia (z załączeniem skanów paragonów), weź od weta 'obdukcję' swojego psa + koszty leczenia (środki do przemywania, itd.) i heja, nie daj się, baba wyraźnie robi w gacie, bo pewnie wie, ze "agresywny" pies (obiegowa opinia) może mieć problemy, tak samo rodzina tegoż psa, bo fama pt. "agresywny amstaff" nie przynosi nic dobrego, to nie jamnik, wiadomo, jacy są ludzie. Popieram ;) tylko wyślij poleconym na druczku ZPO i dorzuć w wezwaniu, że jeśli w terminie X dni od dnia doręczenia jej wezwania nie zwróci kosztów wystąpisz na drogę sądową celem uzyskania odszkodowania i zadośćuczynienia. Jak chcesz to pisz PW- podeślę Ci wzór. Quote
lisiasta Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 dziękuję wszystkim za rady i podniesienie mnie na duchu :) Faktycznie jest tak, że właścicielami jest chłopak i dziewczyna, na zaświadczeniu od weta jako właściciel widnieje on. Chłopak zdecydowane lepiej ogarnia te psy, ale też nie do końca ma kontrolę. Ona, kiedy przychodzi sama i pies jej nie słucha biega za nim po wybiegu krzycząc, że ma jej słuchać, czasami go uderzy i sadza, krzycząc przy tym "siedzisz!". Pies na nią warczy i szczeka, ale w końcu daje się złapać. Ciężka to sprawa bo mam tylko jeden wybieg w pobliżu domu, a oni spędzają tam nieraz całe dnie i wszyscy ludzie dobrze ich znają, na zachowanie tych szczeniaków przymykają oczy właśnie dlatego, że są szczeniakami. To takie wybiegowe pupilki. Wolałabym nie robić wielkiej wojny, ale macie rację- to nie ja ją zaczęłam... Ze zwrotem kosztów mam trochę problem bo wysłałam współlokatora do apteki i nie wziął paragonu, mam tylko opakowani leku z naklejoną ceną i adresem apteki... Nie jestem też pewna czy jest sens targać mojego Janka do weta bo teraz to tylko kilka strupów... Nie sądzicie, że lepiej poczekać na to jak będą się zachowywać przy przekazywaniu kolejnych zaświadczeń i jeśli dalej ta dziewczyna będzie się rzucać to wtedy podjąć decyzję o zgłoszeniu sprawy na policję, czy zgłosić mimo wszystko? Kurde, właściwie nie wiem jak to się robi, nigdy nic nie zglaszałam, nie mam pojęcia jak wyglądają procedury.. Quote
Pani Profesor Posted June 8, 2014 Posted June 8, 2014 mnie już "straszenie sądem" dawno przestało wydawać się cebulackie i pieniackie, bo miałam parę takich sytuacji, że do wyboru było albo właśnie wezwanie przedsądowe, albo wizyta smutnych panów z Albanii :diabloti: także zdecydowanie polecam tą drogę, nie będzie to wg. mnie bicie piany, bo masz faktyczne podstawy do walki o swoje - nawet jeśli Cię mocno nie poturbował, to sam fakt jak się czujesz + zachowanie tej babki wskazuje na ewidentne podstawy do dochodzenia swego w sądzie. trzymam kciuki, daj znać jak poszło! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.