ulvhedinn Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 Oj, widzisz, Berek, ja tam sama z siebie staram się nie wadzić, po kundlach sprzątam, pilnuję coby mordy nie darły, ludzi nie zaczepiam, ba, nawet usiłuję być życzliwa i uczynna. Nie mam pretensji o wiek, wygląd, orientację seksualną, polityczną, czy religijną, o posiadanie/nieposiadanie psów, kotów papużek, czy hipopotamow ;) Natomiast, owszem, nie pozwolę się wyzywać, atakować- za inność, za to ze mam psa na wózku, że mam wogóle kilka psów, za to, że niekoniecznie wyglądam tak jakby chciała osoba A czy b, nie toleruję napadania na moje psy/bliskich/przyjaciół, nie trawię cwaniactwa i złośliwości dla złośliwości. I tak, tacy ludzie z automatu stają się "wrogami". W skrócie- pierwsza nie gryzę, zaczepiona- i owszem. Z reguły paskudnie :diabloti: Quote
Maron86 Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 Ahhh tak sobie poczytuje i przypomniały mi się stare 'dobre' czasu, teraz to ja 'dyplomatyczna' się stałam i 'łagodna' oj tak. Pamiętam jak to sobie szłam z suką ONką której iście w tamtym momencie już nie cierpiałam (długa historia), wracałam po raz kolejny, kolejnego dnia, po kolejnym z nią nieudanym spacerze. Ponad 3h bite na spacerze po lesie, ona nic, ani siku, ani kupy na dworze... myślę sobie dobra jeszcze przejdę w koło bloku. I eureka, suka łaskawie się załatwiła na trawniku. Ja szukam sobie woreczka po kieszeniach, a na mnie z mor.... twarzą jakaś kobita. Ignoruję ją bo wiem co to za babiszon ((jej synalek wszystkie dzieciaki łoi na podwórku, kłamie, kradnie mając zaledwie 6lat :lol:, a niech mu ktoś odda to z tatusiem wraca, a ile razy się darła że my złośliwie siedzimy z psami na ławce żeby się jej syn bał, wooo to były czasy)). Ta dalej na mnie się drze, Nadia kretynka stwierdziła że jednak chce zostać na tej trawie i się pokręcić jak do sikania więc ani się ewakuować, ani nic bo tak mnie wnerwiła że stwierdziłam w myślach 'a niech sobie babsko samo zbiera jak tak lubi'. Przyznam że darła się na mnie wyzywając, przeklinając dobre 10minut... w końcu nie wytrzymałam i jej pocisnęłam. Już nawet nie pamiętam co, ale jak skończyłam to trochę mnie zdziwił widok sąsiadów na balkonach w tym mojej rodzicielki :evil_lol:. W końcu wróciłam do domu, a mama do mnie z tekstem 'jak ty jej pojechałaś do tego bez żadnego przekleństwa, jestem naprawdę pod wrażeniem'. Od tamtego momentu babsko mnie omijała, oj omijało, nawet to że na ławce siedzimy jej nie przeszkadzało, a i dzieciak już nie fikał do starszych. Teraz zazwyczaj ignoruję, a jak mnie naprawdę wkurzają to ostentacyjnie wyjmuję słuchawki i zakładam na uszy robiąc swoje. To naprawdę potrafi ludzi wyprowadzić z równowagi, oni się tak produkują, a tu cham taki nie słucha ich :diabloti:. Jak jakiś z łapami idzie twarz wydzierając, to już Szaman sam robi porządek bez mojego słowa. Naprawdę nie wiem czy tak się zestarzałam, czy wszelkiego rodzaju kłótnie zwyczajnie mnie nie interesują... Oczywiście odnośnie psich kup :eviltong:. Jak widzę że ktoś złośliwie swojego szczekacza-wypierda na flexi puszcza żeby mojego psa po dupie gryzł to mnie jasny szlag nieokreślony trafia, chociaż i z tym ostatnio sobie już radzę mając 'metodę kagańcową'. Quote
zmierzchnica Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 ulvhedinn napisał(a):Oj, widzisz, Berek, ja tam sama z siebie staram się nie wadzić, po kundlach sprzątam, pilnuję coby mordy nie darły, ludzi nie zaczepiam, ba, nawet usiłuję być życzliwa i uczynna. Nie mam pretensji o wiek, wygląd, orientację seksualną, polityczną, czy religijną, o posiadanie/nieposiadanie psów, kotów papużek, czy hipopotamow ;) Natomiast, owszem, nie pozwolę się wyzywać, atakować- za inność, za to ze mam psa na wózku, że mam wogóle kilka psów, za to, że niekoniecznie wyglądam tak jakby chciała osoba A czy b, nie toleruję napadania na moje psy/bliskich/przyjaciół, nie trawię cwaniactwa i złośliwości dla złośliwości. I tak, tacy ludzie z automatu stają się "wrogami". W skrócie- pierwsza nie gryzę, zaczepiona- i owszem. Z reguły paskudnie :diabloti: O, to, to :p Podpisuję się pod tym. Dopóki mnie ktoś nie zaczepia i nie próbuje wejść na, taaak, wojenną ścieżkę - jestem przemiła. Ale nie jestem workiem treningowym ani naczyniem na czyjąś ślinę, by dać się wyzywać i traktować jak ktoś gorszej kategorii. Mimo to raczej nie klnę na ludzi - można mówić ostro bez wulgaryzmów ;) Quote
gojka Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 A według nie dobrze jest nie zniżać się do poziomu,którego nie akceptujemy.Do tego potrzebna jest klasa. Mi jest łatwo bo jestem mega spokojna.I mam wrażenie,że ten spokój to patent na takich "szczekaczy". Quote
Beatrx Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 jak ktoś Cię na ulicy uderzy to też nic nie zrobisz, bo "masz klasę"? z resztą ja mam to gdzieś czy ktoś klnie czy się drze i jaki sobą reprezentuje poziom (chociaż niejeden przeklinający potrafi być lepszym człowiekiem od takiego co ani przekleństwa nie powie), byle nie robił tego w moją stronę. a na jawny atak na mnie lub moich najbliższych odpowiem tym samym. Quote
FLY Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Dziewczyny, ale naprawdę jest coś pomiędzy uciekaniem z podkulonym ogonem i przepraszaniem za to, że żyję a wdawaniem się w wulgarne pyskówki rodem spod budy z piwem. Moim zdaniem to właśnie świadczy o czyimś poziomie. I nikt nie mówi, że nie wolno się zdenerwować, nikt nie mówi, że nie wolno się bronić. Usprawiedliwianie swojego chamstwa i dennego poziomu tym, że "on zaczął, a ja tylko odpowiadam" jest na poziomie podstawówki...("psze pani bo on się zaczynał!"). Przerażające, że dla Was osoba na pewnym poziomie równa się frajer, który daje po sobie jeździć. A przykład z pobiciem jest nieadekwatny. Quote
Beatrx Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 jeśli ktoś słysząc skierowane do siebie słowa "ty k*i ch* wyp* stąd z tym srającym kundlem" mówi coś w stylu "przecież posprzątam" to kuli ogonek pod siebie i daje sobą pomiatać. jak ktoś tak lubi to droga wolna, tylko ja (i jak widać nie tylko ja) nie dam sobą pomiatać, żeby "być na poziomie" czy "mieć klasę" wg kogoś, kto nie potrafi się odezwać. tu też nie chodzi o wyklinanie komuś, bo się do nas odezwał. a przykład z uderzeniem jest jak w sam raz, bo tak samo chodzi o reakcję na atak (tylko tym razem fizyczny) i też ktoś może "zachować klasę i nie zniżać się do takiego poziomu" i po prostu odejść. Quote
gojka Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 (edited) Beatrx napisał(a):jak ktoś Cię na ulicy uderzy to też nic nie zrobisz, bo "masz klasę"? z resztą ja mam to gdzieś czy ktoś klnie czy się drze i jaki sobą reprezentuje poziom (chociaż niejeden przeklinający potrafi być lepszym człowiekiem od takiego co ani przekleństwa nie powie), byle nie robił tego w moją stronę. a na jawny atak na mnie lub moich najbliższych odpowiem tym samym. A powinnam według Ciebie oddać?:roll: No weźźźź...Lejesz się na mieście z blacharami na przykład? No daj spokój...Nie prościej zgłosić na policję? Nie żyjemy w jaskini Lascaux Edited March 13, 2014 by gojka literówka Quote
Beatrx Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 gojka napisał(a):A powinnam według Ciebie oddać?:roll: No weźźźź...Lejesz się na mieście z blacharami na przykład? No daj spokój...Nie prościej zgłosić na policję? Nie żyjemy w jaskini Lascaux ja tam nie wiem, co Ty powinnaś zrobić, wiem za to co ja bym zrobiła. co nie oznacza, ze z kimkolwiek leję się na mieście. i powodzenia ze zgłaszaniem sprawy na policję:cool3: Quote
iskra_wroc Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Apropo dresów - sytuacja z centrum Wrocławia. Stoi sobie pan z pieskiem, obok skrzyżowania, na trawniczku. Pies wali kupę, pan patrzy w niebo. Ze stojącego na światłach samochodu wychodzi "dres-ortalion", taki co większość ludzi na jego widok trzyma mocniej torebki. Dresik tak nawrzeszczał na gościa, używając najbardziej wyszukanej łaciny jaką znał i kończąc wywód swój słowami : "Jak tego nie posprzątasz to zeżresz!". Przekonujący był. Kupa została szybciutko posprzątana. :)))) Quote
gojka Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Ciekawa jestem czym pan kupę sprzątnął? Miał woreczek w kieszeni? Quote
WiedźmOla Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Maron86 napisał(a): Jak widzę że ktoś złośliwie swojego szczekacza-wypierda na flexi puszcza żeby mojego psa po dupie gryzł to mnie jasny szlag nieokreślony trafia, chociaż i z tym ostatnio sobie już radzę mając 'metodę kagańcową'. Ostatnio pozwoliłam Bestii pogonić joraski. Rzucałam mu ringo na taki duuuużym trawniku. Oczy dookoła głowy, czy jakieś psy nie idą. Zauważyłam, że idą dwie babki z dwoma yorkami. Zawołałam psa, bo widać było że joreczki na bank podbiegną. Stoję na środku tego cholernego trawnika, trzymam psa za obrożę i czekam - logiczne, że nie chcę kontaktu mój pies - ich pies. Joreczki sobie beztrosko biegają wokół nas, babki zero reakcji przez dłuższy czas to się wkur*** olewactwem i puściłam psa, żeby się -pobawił :diabloti: Zaczął ganiać za maluchami i przeciągnął jednego z nich po trawniku. PISK, WRZASK i ogólne przerażenie psiaka, odwołałam psa i czekam na reakcję ze strony właścicielek. I teraz najlepsze: NIC. Zero pretensji, awantury, czy odwołania psów. Kompletna olewka w momencie kiedy ich psiak narobił jazgotu, który w kosmosie pewnie było słychać ;) i spierdzielił z zasięgu wzroku. Ten drugi uciekł do babek. A te w najlepsze usiadły sobie na pobliskiej ławce i dalej gadały. ZERO zainteresowania swoimi psami, normalnie szok. Porzucałam psu ringo jeszcze jakiś czas, a po jakichś 5 minutach kobiety nagle zorientowały się, że nie ma jednego z psa, który przyleciał dopiero jak go zawołały. Od razu piszę, że nie jestem zadowolona czy dumna z tej sytuacji. Wiedziałam jak to się skończy - mimo że i yorki i mój pies chciały się bawić to Bestia jest niedelikatny i go nie puszczam do małych psów, bo zawsze kończyło się przerażeniem malucha. Tym razem nerwy mi puściły i mu pozwoliłam pobiec. Już miałam przygotowaną gadkę na temat zajmowania się i zainteresowania psami. Nie myślałam, że te idiotki będą miały w dupie swoje psiaki i kompletnie nie zareagują. Quote
Pani Profesor Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 WiedźmOla napisał(a):Ostatnio pozwoliłam Bestii pogonić joraski. Rzucałam mu ringo na taki duuuużym trawniku. Oczy dookoła głowy, czy jakieś psy nie idą. Zauważyłam, że idą dwie babki z dwoma yorkami. Zawołałam psa, bo widać było że joreczki na bank podbiegną. Stoję na środku tego cholernego trawnika, trzymam psa za obrożę i czekam - logiczne, że nie chcę kontaktu mój pies - ich pies. Joreczki sobie beztrosko biegają wokół nas, babki zero reakcji przez dłuższy czas to się wkur*** olewactwem i puściłam psa, żeby się -pobawił :diabloti: Zaczął ganiać za maluchami i przeciągnął jednego z nich po trawniku. PISK, WRZASK i ogólne przerażenie psiaka, odwołałam psa i czekam na reakcję ze strony właścicielek. I teraz najlepsze: NIC. Zero pretensji, awantury, czy odwołania psów. Kompletna olewka w momencie kiedy ich psiak narobił jazgotu, który w kosmosie pewnie było słychać ;) i spierdzielił z zasięgu wzroku. Ten drugi uciekł do babek. A te w najlepsze usiadły sobie na pobliskiej ławce i dalej gadały. ZERO zainteresowania swoimi psami, normalnie szok. Porzucałam psu ringo jeszcze jakiś czas, a po jakichś 5 minutach kobiety nagle zorientowały się, że nie ma jednego z psa, który przyleciał dopiero jak go zawołały. Od razu piszę, że nie jestem zadowolona czy dumna z tej sytuacji. Wiedziałam jak to się skończy - mimo że i yorki i mój pies chciały się bawić to Bestia jest niedelikatny i go nie puszczam do małych psów, bo zawsze kończyło się przerażeniem malucha. Tym razem nerwy mi puściły i mu pozwoliłam pobiec. Już miałam przygotowaną gadkę na temat zajmowania się i zainteresowania psami. Nie myślałam, że te idiotki będą miały w dupie swoje psiaki i kompletnie nie zareagują. Bo może Bestia mu wcale nic nie zrobił - ja ostatnio pisałam gdzieś, że widziałam goldena-histeryka i byłam w absolutnym szoku, jak zareagował. Mój pies biegał za piłką, ale nadchodził golden (z miłymi zamiarami, łagodny, uszy po sobie, ogon nisko, w kagańcu), no ale zapięłam Patryka,bo to on jest tutaj problemem, a nie podbiegacze :roll:... Golden podszedł, oczywiście odciągałam psa, ale nic z tego - lezie to to za nami i chce się witać, Patryk względnie spokojny, więc dałam się wąchnąć i w tym ułamku sekundy, który poprzedza atak, odciągnęłam, zanim się zaczęła jatka... ...ale goldenek za nami :placz: no i Pat nie wytrzymał napięcia przy wąchaniu dupska, odwinął się, dziabnął go w kark (robi to lekko, wygląda i brzmi groźnie, ale po własnych dłoniach wiem, że to tylko straszak :diabloti:) a golden co? NA GLEBĘ I W PISK :crazyeye: wywalił koła, piszczy i skomle, jakby go ktoś siekierą potraktował - szukam w panice przegryzionej tętnicy, macam tego goldena, na co nareszcie nadchodzi właścicielka (przyglądała się całej sytuacji) i mówi "niech się pani nie przejmuje, on symuluje" :diabloti: Co się strachu najadłam, to moje, ale babka nie reagowała widząc sytuację z daleka, później z nią szłam i gadałam to powiedziała, że kaganiec ma przeciwko śmieciom, a te wycie i panika to jego sposób na wyłudzenie głasków/uwagi i że robi tak zawsze, jak jakaś 'tragedia' go spotka :diabloti: choć przecież nic się nie stało, może dlatego te babki z yorkiem nie reagowały...? Quote
Maron86 Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Duży pies jak się rozpędzi to nawet jak by nie chciał może małemu krzywdę zrobić, ja używam 'tej metody' na wredne sztuki. Ogólnie psy które są sympatyczne zostawiam w spokoju, a mojemu na kontrolowane zapoznanie się pozwalam. Jednak doskonale rozumiem że ktoś kto widzi 10 wrednych jorasów ma już w głowie 'omg kolejny' :mad:. U nas od jakiegoś czasu typowych dresów nie ma, może wymarli :evil_lol:. Jak wracałam z Szamanem z Obedience któregoś weekendu to wsiadając do tramwaju pomyślałam 'o matko', cala grupa 'kibiców', przekleństwa to się sypały że hoho. Nagle jakiś zauważył mojego psa i się pyta 'ostry jest?', ja mówię że tak i nie lubi gwałtownych ruchów bo szkolony na obronę (akurat na obronę to go nie szkoliłam, z obawy że zacznie łapać na pełny ścisk + jego geny = tragedia). Facet na to 'woo nieźle, gdyby takie mieli w policji to byśmy nie rozrabiali' i się zaczęli śmiać i mi psa 'podziwiać', no fakt jednak te 54kg wielkiej czarnej masy z kagańcem fizjologicznym robi wrażenie. Jakiś się pyta czy może pogłaskać to się zgodziłam, ale mówię nie patrzeć mu w oczy bo zaatakuje (akurat mój tak faktycznie robi). Wymiziali mi psa, dojechaliśmy do przystanku końcowego. Niby spoko, niby ulga. Ci odeszli swoją stronę i ... rozwalają przystanek :shake:, jak się Szaman wkurzył to tylko pijana na mordzie. Myślałam że się zaczną problemy, a ci się uspokoili i jakiś krzyczy 'spoko pies już sobie idziemy'. Kopara to mi chyba do ziemi opadła :-o, faktycznie sobie kulturalnie odeszli dalej schodząc z widoku mojemu psu. Tak szczerze to ich było z 15, a ja sama z psem + kilka starszych osób które 'umknęły' z przystanku udając że nic nie widzą (i się wcale nie dziwię). Przyznam że wolałabym nie mieć więcej takich sytuacji, pomimo że nic się nie stało to nigdy nie wiadomo. Quote
Pani Profesor Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 eeeech :roll: kibice, ja miałam tylko jedną zaczepko-dyskusję z 'podobnymi' w tramwaju, ale w dzień (choć byli na bani :cool3:)no i oczywiście dziewczyna + pies = okazja na prymitywny podryw :razz: pogadali tylko niby do psa, "gdzie lecisz, batmanie", "a mnie uratujesz? HE HE" (Pat ma obrożę w batmany :razz:) i jakieś takie inne durnowate zaczepki, ale ogólnie myślę, że pies do dobry 'wentyl' na rozluźnienie napiętej atmosfery, zawsze jakiś punkt odniesienia, gdyby nie pies, to pewnie by było "a dokąd to koleżanka jedzie" :roll: inna bajka, że mój aniołek zaczął nocami szczekać na ludzi :loveu: i jestem z tego SZCZERZE zadowolona, w dzień nie burczy na ludzi, nigdy (tylko na psy), ale byłam z nim ostatnio w nocy w krzaczorach na kupę (nie znoszę połączenia krzaki + noc) i nadchodziła jakaś para powolnym krokiem, na co Pat się nastroszył i WRRRRRR... i bardzo dobrze. w dzień nie warczy, w nocy zaczął - cieszę się, bo zawsze to jakiś odstraszacz, z daleka, po ciemku, nie widać co ja tam prowadzę, więc może zmniejsza to ryzyko ewentualnego "dawaj telefon" albo "pokażę ci siusiaka, przechodniu", bo w moich spacerowych okolicach to popularna rozrywka :cool3: Quote
Soko Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Psy-histeryki są najlepsze, ale nic nie pobije mojej Wery - nadepnęła MI na stopę i tak pisnęła, jakby to na nią się zwaliło 25 kg :evil_lol: Quote
Pani Profesor Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Patryk histeryzuje, jak robi coś przy nim wetka :diabloti: kiedy wchodzi do domu to ją wita, wszystko fajnie, ale jak już się rozbierze, postawi torbę na podłodze i kucnie.. ostatnio ścinała mu pazury, to z TŻ-tem we dwójkę przytrzymywaliśmy psa, który drżał jak w febrze a po każdym KLIK obcinacza piszczał, jakby mu ucięło całą łapę :diabloti: a po "badaniu" HYC na legowisko i katatonia, gapi się przed siebie i nie docierają do niego bodźce ze świata :diabloti: Quote
Martens Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Jakoś przelotem przebrnęłam przez te kilka stron wypocin o szacunku do starszych i sile spokoju naprzeciw agresji, i niestety, ale klepanie na forum o "nie zniżaniu się do poziomu" jest troszunio nieadekwatne do realiów. Po pierwsze, żadnej chamskiej, agresywnej i bez powodu mnie atakującej osobie nie należy się mój szacunek tylko za to, że ma 5, 10 czy 50 lat więcej ode mnie. Wychowano mnie w poczuciu szacunku do starszych osób - niestety bardzo liczne starsze osoby mnie tego automatycznego szacunku oduczyły, zachowując się i wyrażając do mnie gorzej niż menele spod budki z piwem. Po drugie - 3 lata mieszkałam z dwoma psami w bloku, gdzie na ławce pod klatką zbierało się towarzystwo takich właśnie schamiałych starszych osób. Byłam JEDYNĄ osobą w bloku, która sprzątała po psach, na sikanie wyprowadzałam je za osiedle (podczas gdy pieski owego towarzystwa szczały i srały pod oknami) - a mimo to zbierałam chamskie uwagi, a później i wyzwiska. Doszło nawet do tego, że jeden dziadek mnie wyzywał i wmawiał mi, że sprzątam tylko na pokaz jak ktoś patrzy, albo że moja suka wcale nie sika, tylko sra. Policja owszem, była, wezwana przeze mnie do jednego z najbardziej nerwowych dziadziusiów - efekt interwencji policji był taki, że ów dziadziuś wieczorem tego dnia czekał na mnie pijany pod blokiem aż wyprowadzę oba psy po kolei i za każdym razem kiedy go mijałam, już nie tylko mi docinał, ale i groził. Przez cały czas do tego momentu stosowałam tak tu polecane metody typu "ignoruj zaczepki", "nie zniżaj się do poziomu" - co tylko upewniało tych biednych staruszków, że mogą po mnie jeździć jak po łysej kobyle. Wspomnianego dnia po wizycie policji puściły mi nerwy i owego pana tak zwrzeszczałam, zwyzywałam i poprawiłam kilkoma groźbami, typu że jak nie schowa się do domu to dostanie gazem po mordzie, że połowa wielce kulturalnych cioć z dogo by zemdlała. I co? WSZYSTKIE zaczepki skończyły się z dnia na dzień. Mieszkałam tam jeszcze rok i po tej sytuacji nikt nigdy już mnie nie zaczepił. Psy nagle przestały przeszkadzać, a ławkowe towarzystwo przerzuciło się na dokuczanie młodzieńcowi, który hałasował im motorem pod blokiem :p Niektórzy piszą, że żyjemy w cywilizowanym kraju - to chyba żart :) Polska, szczególnie w małych miastach i na wsi to dziki kraj, nie pomoże ani policja, ani SM (bo jej nie ma), i w świadomości masy ludzi, szczególnie starszych, kwitnie przekonanie, że konflikty sąsiedzkie etc. rozwiązuje się na swoim podwórku. Z kulturalnymi ludźmi można się bawić w miłe rozmowy; z bydłem trzeba postępować tak, jak bydło rozumie, czyli huknąć, bluznąć, postraszyć i dać do zrozumienia, żeby znaleźli sobie inną ofiarę. Quote
omry Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Ja mam serio w nosie, że dla kogoś jestem patologią czy czymkolwiek innym, wiem natomiast, że nie lubię się denerwować i jeśli ktoś już naprawdę podniesie mi ciśnienie to wolę szybko i skutecznie ugasić jego entuzjazm i mieć święty spokój, zamiast przez x czasu się wkurzać i zastanawiać się jak tu się debili dyplomatycznie pozbyć, litości :cool3: Quote
Bandyta Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Czyli normalna i szybka korekta a nie zabawa w klikanie do człowieka, który i za rok nie skuma o co chodzi. Quote
WiedźmOla Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 Pani Profesor napisał(a):Bo może Bestia mu wcale nic nie zrobił - ja ostatnio pisałam gdzieś, że widziałam goldena-histeryka i byłam w absolutnym szoku, jak zareagował. (...) choć przecież nic się nie stało, może dlatego te babki z yorkiem nie reagowały...? One były za daleko, żeby zobaczyć czy mu się coś stało czy nie, ale zdecydowanie w takiej odległości, żeby zobaczyć że się przeturlał i USŁYSZEĆ panikę. Jakby mój pies tak zaskowyczał to bym poleciała i sprawdziła czy mu się coś nie dzieje. BA szłam z nim na spacer i usłyszałam, że się obce psy gryzą poszłam sprawdzić o co chodzi i czy nie trzeba pomocy. Quote
gojka Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 (edited) Martens napisał(a):Jakoś przelotem przebrnęłam przez te kilka stron wypocin o szacunku do starszych i sile spokoju naprzeciw agresji, i niestety, ale klepanie na forum o "nie zniżaniu się do poziomu" jest troszunio nieadekwatne do realiów. Po pierwsze, żadnej chamskiej, agresywnej i bez powodu mnie atakującej osobie nie należy się mój szacunek tylko za to, że ma 5, 10 czy 50 lat więcej ode mnie. Wychowano mnie w poczuciu szacunku do starszych osób - niestety bardzo liczne starsze osoby mnie tego automatycznego szacunku oduczyły, zachowując się i wyrażając do mnie gorzej niż menele spod budki z piwem. Po drugie - 3 lata mieszkałam z dwoma psami w bloku, gdzie na ławce pod klatką zbierało się towarzystwo takich właśnie schamiałych starszych osób. Byłam JEDYNĄ osobą w bloku, która sprzątała po psach, na sikanie wyprowadzałam je za osiedle (podczas gdy pieski owego towarzystwa szczały i srały pod oknami) - a mimo to zbierałam chamskie uwagi, a później i wyzwiska. Doszło nawet do tego, że jeden dziadek mnie wyzywał i wmawiał mi, że sprzątam tylko na pokaz jak ktoś patrzy, albo że moja suka wcale nie sika, tylko sra. Policja owszem, była, wezwana przeze mnie do jednego z najbardziej nerwowych dziadziusiów - efekt interwencji policji był taki, że ów dziadziuś wieczorem tego dnia czekał na mnie pijany pod blokiem aż wyprowadzę oba psy po kolei i za każdym razem kiedy go mijałam, już nie tylko mi docinał, ale i groził. Przez cały czas do tego momentu stosowałam tak tu polecane metody typu "ignoruj zaczepki", "nie zniżaj się do poziomu" - co tylko upewniało tych biednych staruszków, że mogą po mnie jeździć jak po łysej kobyle. Wspomnianego dnia po wizycie policji puściły mi nerwy i owego pana tak zwrzeszczałam, zwyzywałam i poprawiłam kilkoma groźbami, typu że jak nie schowa się do domu to dostanie gazem po mordzie, że połowa wielce kulturalnych cioć z dogo by zemdlała. I co? WSZYSTKIE zaczepki skończyły się z dnia na dzień. Mieszkałam tam jeszcze rok i po tej sytuacji nikt nigdy już mnie nie zaczepił. Psy nagle przestały przeszkadzać, a ławkowe towarzystwo przerzuciło się na dokuczanie młodzieńcowi, który hałasował im motorem pod blokiem :p Niektórzy piszą, że żyjemy w cywilizowanym kraju - to chyba żart :) Polska, szczególnie w małych miastach i na wsi to dziki kraj, nie pomoże ani policja, ani SM (bo jej nie ma), i w świadomości masy ludzi, szczególnie starszych, kwitnie przekonanie, że konflikty sąsiedzkie etc. rozwiązuje się na swoim podwórku. Z kulturalnymi ludźmi można się bawić w miłe rozmowy; z bydłem trzeba postępować tak, jak bydło rozumie, czyli huknąć, bluznąć, postraszyć i dać do zrozumienia, żeby znaleźli sobie inną ofiarę. Hmmm... odnoszę niejasne wrażenie,że żyjemy w zgoła innych krajach.Nigdy na nikogo nie "huczałam",nie straszyłam a zyję .Ostatnio zbluzgał mnie jakiś pijany sąsiad.Mieszkam na 10 piętrze i czekam na windę ale słyszę,że kolesie sobie gadają i trzymają drzwi gdzieś na piętrze.Lekko potrząsnęłam moimi i usłyszałam jakieś bluzgi.Wzięłam psa pod pachę i zeszłam.Widzę,że jakiś pijaczek trzyma drzwi więc mówię,że ja na windę czekam i może sobie później pogadać.Pan sypnął wiązanką a jak zadzwoniłam na policję.Jak wracałam ze spaceru policja stała z pijanym sąsiadem na dole.Błyskawicznie zajęli się sprawą. Pan po dwóch tygodniach widząc mnie gdzieś pod blokiem przeprosił i nawet w rękę chciał całować:).Agresja nie jest wskazana ani przy zajmowaniu się zwierzętami ani przy kontaktach z ludźmi. Jakoś nie wyobrażam sobie bym mogła rzucać rynsztokowe teksty gdy obok idzie moja dziewięcioletnia córka. Ona była raz świadkiem sytuacji jak pijany typ bluzgał na każdego kto akurat obok niego przechodził na osiedlu.I mnie i jej się dostało.To robił pijany gość- wyobrażam sobie szok córki gdyby jej- TRZEŹWA mama tak samo się zachowała....Dla mnie to po prostu obciach dać się sprowokować do pyskówki z ograniczonym albo pijanym typem.Bo na jego usprawiedliwienie można powiedzieć,że jest pijany albo głupszy. Ale co powiedzieć na własne? Że debil nas sprowokował? Edited March 13, 2014 by gojka literówka Quote
Dioranne Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 [quote name='Koszmaria']ja mam na osiedlu panią z basenji i pina mina niebieskiego.ma sierść jak szczeniaczek,cuduś:) Raczej pinczerem to nie jest... Cytat ze wzorca: MAŚĆ: jednolita: czerwień jelenia, jasno ruda do ciemno rudej czarna podpalana: lśniąco czarna z czerwonymi znaczeniami Także odpada, że to jest rasowy pin min. ;) Quote
Amber Posted March 13, 2014 Posted March 13, 2014 A piny mini nie mają tego samego genu rozjaśniającego maść czarną do niebieskiej jak dobki? Bo wtedy pies może być jak najbardziej rasowy, tylko FCI nie uznaje takiej maści na wystawach. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.