Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

"A jeżeli siedzimy w restauracji widzimy dziecko latające po całości to bardzo głośno tłumaczę mojemu dziecku - popatrz jakie niewychowane dziecko chamskich rodziców." W zasadzie po takim tekście można stwierdzić,że jesteś osobą,która swoją rację uważa za "najmojszą" i absolutnie nie bierze pod uwagę,że kiedykolwiek mogła się pomylić.Takie teksty do własnego dziecka stosowane w ten sposób by każdy to usłyszał świadczą nie tylko o chamstwie mamusi ( która to chamstwo wytyka innym- i ja na miejscu dziecka ze wstydu bym się pod ziemię zapadła i nigdy z taką mamusią w miejsce publiczne się nie wybrała)ale i ograniczonych horyzontach umysłowych. Nie wiesz dlaczego dziecko się tak zachowuje- może ma Aspergera,jest autystyczne albo ma inne zaburzenia związane ze swoją chorobą- a Ty już komentujesz i obrażasz.Do tego w takim klimacie wychowujesz dziecko.Pracowałam kiedyś w szkole integracyjnej i jak słyszałam na korytarzach teksty mamuś takich jak Ty by się do dziecka autystycznego nie zbliżało ich dziecię bo "się zarazi" albo,że w dupę trzeba przylać takiemu dzieciakowi to mu wszystkie choroby momentalnie miną- a potem w klasie komentarze dzieci - identyczne jak ich mamuś - to naprawdę ręce opadają.Takie postępowanie powinno być tak samo ścigane prawem jak bicie czy znęcanie się nad dzieckiem.Przepraszam za offa ale czasami naprawdę ręce opadają...

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='Berek']Czi-czi, to była swego czasu dość słynna historia: pięcioletnia Włoszka poszła do toalety w jednej z krakowskich restauracji; dodam że w towarzystwie dwójki starszych dzieci (bo zaraz nam tu użytkowniczka Isabelle palnie wykład o durnocie rodziców puszczających pociechę samą do kibelka).
Na zapleczu dopadły dzieci dwa amstaffy; dziewczynka miała pecha, bo szła pierwsza, psy poszarpały jej twarz, podbródek i szyję, w sumie założono jej 90 szwów i była naprawdę fatalnie zeszpecona.

Rodzinie przysądzono odszkodowanie którego właścicielka psów bardzo długo nie płaciła (nie wiem, czy w końcu w ogóle do tego doszło) motywując to... brakiem pieniędzy (hue hue).

Wówczas gdy się to wszystko rozgrywało komentarze ze strony niektórych psiarzy były wypisz, wymaluj jak te pani Isabelle tutaj: że po co w ogóle bachora zabierać do knajpy, oraz że, oczywiście, po co lazł do toalety. No i standardowe „biedne pieseczki”.:evil_lol:

Biednym pieseczkom oczywiście krzywda się żadna nie stała, ale nie wiem, czy obrońcy zwierzątek nie mają teraz trochę problemu z percepcją bo w międzyczasie zagryzły jeszcze owczarka niemieckiego.
Co, jak wiadomo, jest wydarzeniem przykrym i nieprzyjemnym, nie jak wtedy kiedy pies gryzie dzieciaka czy w ogóle – człowieka.:razz:

To odszkodowanie było rekordowo jak na PL wysokie - 100 tysięcy złotych. Plus pięć tysięcy kosztów sądowych, bo - jak to u nas - sprawa ciągnęła się przez dwa lata. Półtora tysiąca grzywny plus dwa lata w zawiasach. I na tym skończyła się optymistyczna wymowa pokazowego procesu - bo zaraz okazało się, że restauratorka jest niewypłacalna a w takiej sytuacji poszkodowanym w zasadzie pozostaje szarpanie się na drodze cywilnej. Może i tak zrobili, bo media nie doniosły, że właścicielka amstafów trafiła za długi do więzienia za to pojawiały się newsy o eksmisjach. Tak czy siak psy wróciły do właścicielki przy czym jedna z forumowiczek z okolicy donosiła, że latają sobie luzem po posesji. Najwyraźniej nie tylko po posesji, bo potem pojawiło się to:
http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/587795,krakow-amstaffy-ktore-zaatakowaly-mala-wloszke-teraz-zagryzly-inn******,id,t.html
Oprócz owczarka jeszcze jamnik zagryziony na oczach dzieci. I mandat za nieupilnowanie psa. Oto Polska właśnie. Czyli - jeśli dobrze rozumiem - żeby weszła w życie kara pozbawienia wolności za recydywę (dostała wyrok w zawiasach), to psy musiałyby pokiereszować kolejne dziecko. Bo tak, za dwa psy, to tylko mandat 250 zł. Czyli z punktu widzenia prawa - jak dziecko, to pies bardziej niepilnowany, a jak inny pies, to mniej niepilnowany.
Skoro tak się u nas kończą naprawdę drastyczne sprawy, to znaczy, że właściciele psów są całkowicie bezkarni. Ci od psów, które zagryzły chłopczyka w Katlewie też chodzą sobie na wolności - sąd uchylił wyrok, bo nie da się stwierdzić, który z psów bezpośrednio doprowadził do śmierci dziecka ani które rany zostały zadane przed a które po śmierci. Nie wiadomo więc, któremu właścicielowi i jakie zarzuty postawić. Zamiast dobrać się do d***, sorry, portfela za sam fakt, że psy latają bez opieki dyskutuje się, który pieseczek miał wyższe morale i tylko szarpał a nie zagryzł, bo wtedy właściciel jest mniej winny :shake:

Posted

Maron86 napisał(a):
Tak była by to wina kierowcy, prawo nakazuje zachowanie bezpiecznej odległości przy omijaniu, wymijaniu oraz wyprzedzaniu. Musi również zachować odpowiednią prędkość przy tych czynnościach by w razie właśnie wywrócenia się zdążyć zahamować. :evil_lol:


Z ciekawości - jeździsz w ogóle autem? :evil_lol:
Jak byś przede mną jechała i hamowała za każdym razem przy jadącym na chodniku człowieku (do ilu swoją drogą? 20 km/h?) bo może się przypadkiem przewróci, to chyba bym się troszkę na Ciebie zdenerwowała.

Posted

isabelle301 napisał(a):
No u mnie jakoś nie spadają z nieba... zawsze je widać. Może dlatego ze nie mieszkam na wsi.
Zresztą jak jestesmy na wakacjach - na wsi - też mi nic nie spada z nieba. Na tyle lat - ani jeden spadający pies. Moja teściowa za to kiedyś we śnie miałą spadające z nieba konie


U mnie nie spadają z nieba, po prostu wybiegają zza rzędów samochodów i rzucają się psom do gardła :p To był pseudo amstaf, nie znałam go, wiecznie zamknięty w kojcu - aż właściciel nie postanowił go wypuścić samopas. Ja byłam z psami na chodniku z jednej strony rzędów samochodów, pies biegł po drugiej stronie i zauważył moje psy zza tych aut. Dla mnie to wyglądało, jakby pojawił się znikąd, nagle wybiegł i ruszył na moje psy. To było tuż przy szkole, ale na szczęście (dla dzieciaków, dla mnie i dla moich psów) pies bał się ludzi. Byłam z TZem, ja ryknęłam, on ryknął, moich psów było więcej, więc pseudo-ast spasował. Ale mało nie zagryzł samojeda i prawie zabił małego psa wielkości pinczera (na szczęście świadkiem był robotnik i zdzielił psa deską).

Poza tym, trochę nie rozumiem. Według Ciebie dziecko powinno być do pełnoletności odprowadzane przez mamusię do szkoły? Tak, żeby przypadkiem koledzy je wyśmiali totalnie i żeby nauczyć je niesamodzielności? :p W sumie mogę tylko pogratulować komuś, kto ma tak komfortową sytuację, że nie pracuje i może dziecko odprowadzić, kiedy ono ma np. lekcje na 10 czy 11. Jednak większość ludzi zaczyna pracę o tej 8 - 9, dziecko musi sobie radzić samo i wtedy różne rzeczy się zdarzają.
W ogóle nie wyobrażam sobie sytuacji, że mam 8 czy 9 lat i mama chce mnie do szkoły odprowadzić... Oj, domyślam się, jakbym się buntowała i darła, że mnie wyśmieją :evil_lol: Kurczę, jak tak dalej pójdzie, to następne pokolenie będzie niesamodzielne, mimozowate i emocjonalnie upośledzone...

Posted

zmierzchnica napisał(a):
U mnie nie spadają z nieba, po prostu wybiegają zza rzędów samochodów i rzucają się psom do gardła :p To był pseudo amstaf, nie znałam go, wiecznie zamknięty w kojcu - aż właściciel nie postanowił go wypuścić samopas. Ja byłam z psami na chodniku z jednej strony rzędów samochodów, pies biegł po drugiej stronie i zauważył moje psy zza tych aut. Dla mnie to wyglądało, jakby pojawił się znikąd, nagle wybiegł i ruszył na moje psy. To było tuż przy szkole, ale na szczęście (dla dzieciaków, dla mnie i dla moich psów) pies bał się ludzi. Byłam z TZem, ja ryknęłam, on ryknął, moich psów było więcej, więc pseudo-ast spasował. Ale mało nie zagryzł samojeda i prawie zabił małego psa wielkości pinczera (na szczęście świadkiem był robotnik i zdzielił psa deską).

Poza tym, trochę nie rozumiem. Według Ciebie dziecko powinno być do pełnoletności odprowadzane przez mamusię do szkoły? Tak, żeby przypadkiem koledzy je wyśmiali totalnie i żeby nauczyć je niesamodzielności? :p W sumie mogę tylko pogratulować komuś, kto ma tak komfortową sytuację, że nie pracuje i może dziecko odprowadzić, kiedy ono ma np. lekcje na 10 czy 11. Jednak większość ludzi zaczyna pracę o tej 8 - 9, dziecko musi sobie radzić samo i wtedy różne rzeczy się zdarzają.
W ogóle nie wyobrażam sobie sytuacji, że mam 8 czy 9 lat i mama chce mnie do szkoły odprowadzić... Oj, domyślam się, jakbym się buntowała i darła, że mnie wyśmieją :evil_lol: Kurczę, jak tak dalej pójdzie, to następne pokolenie będzie niesamodzielne, mimozowate i emocjonalnie upośledzone...



mnie zaatakował raz pseudo rott i serio spadł z nieba bo po prostu pojawił się nagle znikąd i siedział mi na mniejszym od niego 10 razy Oszołomie. A ja serio mam oczy dookoła głowy jak z nim chodzę na spacery bo to nerwus jest przeciez!

masakra z tymi dziecmi, ja to jednak z patoli sie w takim razie wywodze bo nie dosc ze rodzice niezawsze mieli jak mnie zawiezc do szkoly jak mialam te 8 lat (i musialam sama isc przez cala wioske!) to jeszcze na ogol musialam wracac sama bo wczesniej konczylam lekcje niz oni prace a swietlica dla dzieci na moim zadupiu byla zamykana o 15. niczym dziwnym to nie bylo, raczej rzadko kiedy rodzice odprowadzali swoje dzieci pod same drzwi a potem spod nich odbierali....
jak wracalam to tez nie bylo tak ze zamykalam drzwi od domu i grzecznie czekalam az bedzie ta 17 i oni wroca...szlam na podworko bawic sie z dzieciakami
moi rodzice byli widocznie skrajnie nieodpowiedzialni bo nie bylo ich stac na opiekunke. chociaz nie! jedno z nich powinno bylo rzucic prace i zajmowac sie mna!

Posted

Zmierzchnico i Czi czi- nie wiem czy w temacie dzieci jesteście zorientowane.Ja jestem bo mam dziecko w drugiej klasie. Teraz większość dzieci jest przez rodziców wszędzie odwożona. Moja znajoma swego nastoletniego syna odwozi do szkoły muzycznej(!).Chłopak ma jeden przystanek do rzeczonej,mógłby nawet na piechotę się przejść no ale przecież w autobusie może mu się coś stać.Zresztą ja widzę taki trend-dziecko 14-15 letnie na basen nie pójdzie jak go rodzice nie zawiozą- bo "za daleko". Dzieciaki w wieku mej córki często nie jechały jeszcze nigdy autobusem- w towarzystwie rodziców oczywiście. Nic więc dziwnego, że potem wyrastają nastolatki co się bez podwózki rodziców z domu nie ruszą.Nie wiem- może nie potrafią korzystać z autobusów:)

Posted

Ja akurat mam duży kontakt z dziećmi bo moja siostra ma trójkę (7 lat, 10 lat i 15 lat) i rzeczywiście na punkcie ostatniego dziecka jest zafiksowana totalnie, wszędzie małą wozi (zajęcia, szkoła) i sama mówi ze po prostu sie boi, bo co rusz w telewizji kolejna zgwalcona dziewczynka, ofiara pedofila, dziecko pogryzione przez psa, porwane, potracone itd.
A już 15-letni syn nie mial jej ciagle nad sobą, normalnie w wieku 8 lat chodzil sam do osiedlowego sklepu itd a tej 7-letniej córeczki nie pusci samej, co najwyzej z rodzeństwem O.o dla mnie to jest dziwne podejscie, ale moze wynika z tego ze sama nie mam dzieci. Dziwne ze dopiero przy trzecim dziecku jej sie taki strach załączył, bo środkowa córka (ta 10-letnia) też była puszczana, jak to tu ktoś napisał- "samopas" i nie wpłynelo to na nią negatywnie.

Mam taką znajomą której rodzice mieli wieczne schizy. Kobieta lat 28 i nie umie sama pozałatwiać rzeczy w różnych panstwowych instytucjach- wysyła swojego meza zeby zrobił to za nią :D mieszkalysmy razem na studiach i jej brak zyciowego ogarniecia mnie chwilami smieszyl a chwilami przerazal- byla do takiego stopnia niesamodzielna ze jak wywalilo raz korki w mieszkaniu jak mnie nie bylo to siedziala sama po ciemku z latarka "bo ona nie umie tego naprawic". Zepsula nam sie pralka i zaczela wylewac duze ilosci wody, wiec co zrobila? Telefon do mnie zebym sie zwolnila z pracy bo ona nie wie co ma z tym zrobić! TRAGEDIA.

Autobusem pierwszy raz jechala wlasnie na studiach, zalatwienie sobie biletow miesiecznych, zalatwienie papierow na uniwersytecie- czarna magia- zawsze rodzice sie tym zajmowali. Pojscie do urzedu pracy? Koszmar, tak sie stresowala takimi sytuacjami ze pol nocy nie byla w stanie spac.... O.o nie umiala zupelnie wykonywac telefonow, stresowalo ja zwykle zamowienie pizzy na wynos, do fryzjera specjalnie jezdzila umawiac wizyte bo sie wstydzila rozmawiac przez telefon.... nie mowiac juz o tym, ze sie tysiac razy zgubila w miescie i nie bylo opcji jak szla ze mna na impreze zebysmy wracaly jakos nad ranem bo sie bala ze ktos nas gdzies napadnie.

Posted

omry napisał(a):
Z ciekawości - jeździsz w ogóle autem? :evil_lol:
Jak byś przede mną jechała i hamowała za każdym razem przy jadącym na chodniku człowieku (do ilu swoją drogą? 20 km/h?) bo może się przypadkiem przewróci, to chyba bym się troszkę na Ciebie zdenerwowała.


Owszem jeżdżę od czasu do czasu, niestety swojego własnego jeszcze nie mam ;). Nie zdarza mi się prowadzić w dolnych granicach, mnie raczej 'prawo ogranicza' :evil_lol:.
Twierdzę że w razie wypadku wina byłaby kierowcy, więc zwyczajnie przykład podany był nietrafiony :eviltong:.

Posted

widzicie, to jest kwestia relatywna - moi rodzice mieli np. podejście, które tak krytykujecie (czyli "pilnuj dziecka non stop, odprowadzaj do szkoły, uważaj, bo coś się stanie") i mnie to nieziemsko irytowało, dlatego jak miałam z 10 lat to się zaparłam na amen i tak zostało :diabloti: mama po kilku "UMIEM SAMA!" załapała, że warto mi dać swobodę, bo jak nie,to sobie wezmę sama - mimo chowania mnie w akwarium (bo po latach mogę stwierdzić, że miałam wychowanie z cyklu "czapka bo kwiecień" + "nie dotykaj piesków bo zjedzą") wyrosłam na samodzielną osobę i elegancko ogarniam autonomiczne życie, daję radę ze wszystkim, potrafię wszystko załatwić i nie jestem społecznie upośledzona ;)

dużo więc zależy od dzieciaka, czy się w odpowiednim momencie "zbuntuje", czy będzie z takiego klosza zadowolony i zostanie w nim do 30-tki.
a mamy - jak to mamy - mają różne podejście do tego, co dla dziecka najlepsze.
ja swojemu dam więcej swobody, niż sama miałam w dzieciństwie, głównie po to, żeby nie wyrosło na takiego nastolatka, jakim ja byłam :diabloti:

Posted

Pani Profesor- też tak byłam wychowywana:).Dopiero na studiach nauczyłam się wszystkiego bo w końcu mieszkałam SAMA:)Staram się wychowywać moją córkę inaczej- co nie zmienia faktu,że bardzo się martwię kiedy wychodzi sama na dwór i długo nie wraca.Ostatnio buntuje się,że chce sama jeździć autobusem do szkoły muzycznej.Myśle,że pozwolę jej dopiero w przyszły roku.

Posted

ja jestem zdania, że takie wychowanie nie zrobi trwałych krzywd o ile zdaje się sobie sprawę z lekkiego 'spaczenia' w dzieciństwie - ja sobie zdaję, i mój TŻ też, dlatego kiedy mu (albo psu) matkuję na zasadzie "a może lepiej nie", "uważaj" i tak dalej, to mi zwraca uwagę i szybko łapię, że to podświadomość, a nie moje rzeczywiste odczucia :diabloti:

Posted

gojka napisał(a):
Zmierzchnico i Czi czi- nie wiem czy w temacie dzieci jesteście zorientowane.Ja jestem bo mam dziecko w drugiej klasie. Teraz większość dzieci jest przez rodziców wszędzie odwożona. Moja znajoma swego nastoletniego syna odwozi do szkoły muzycznej(!).Chłopak ma jeden przystanek do rzeczonej,mógłby nawet na piechotę się przejść no ale przecież w autobusie może mu się coś stać.Zresztą ja widzę taki trend-dziecko 14-15 letnie na basen nie pójdzie jak go rodzice nie zawiozą- bo "za daleko". Dzieciaki w wieku mej córki często nie jechały jeszcze nigdy autobusem- w towarzystwie rodziców oczywiście. Nic więc dziwnego, że potem wyrastają nastolatki co się bez podwózki rodziców z domu nie ruszą.Nie wiem- może nie potrafią korzystać z autobusów:)


Ale to jest straszne... Nie obserwuję tego u mnie, wśród moich znajomych, może dlatego, że mieszkam w małym mieście? Dzieci tu jeżdżą (same!!!) na rowerkach, takie 6-7 latki ganiają z wózkami (same!!!) i chodzą na spacer ze swoimi psami, jakoś nie widzę tej nadopiekuńczości. Ciągle mijam 8-9 latki, które idą same (!!!) do pobliskiej szkoły. Wszyscy moi znajomi, także ci młodsi, byli chowani na zasadzie "uważaj na siebie, melduj się co kilka godzin, a poza tym rób co chcesz, byle nie wnerwić sąsiadów". To ostatnie nam się nie udawało, niestety :evil_lol: Chyba moje życie to była bajka, od rana do wieczora na dworze (+nieodłączny ryk, kiedy mnie wieczorem zaganiano do domu), bawiliśmy się badylami i kamieniami, dokarmialiśmy okoliczne psy i koty, jak znaleźliśmy nielota czy jakieś owady to też była sensacja. Dziś taki ptak to byłby "na pewno chory" i dziecko nie mogłoby go tknąć... Jak po podwórku biegał owczarek to go łapałam i szukałam właścicieli. Jak okoliczna suczka miała cieczkę i było pełno psów-adoratorów, to je dokarmialiśmy, poiliśmy, głaskaliśmy (i nie cieszyliśmy się popularnością wśród właścicieli suk :diabloti: - co ja teraz doskonale rozumiem, ale byłam mała i głupia). Biliśmy się nieraz, robiliśmy wojny między blokami, nieraz było mnóstwo płaczu - nie pamiętam, żeby jakiś rodzic się pieklił, przychodził na skargę, że Ania uderzyła Jasia.

Nie wiem, czy naprawdę czasy są bardziej niebezpieczne czy po prostu media tak bardzo nagłaśniają różne sytuacje krańcowe, że powodują masową histerię wśród rodziców. Nie jestem rodzicem, nie wiem, jak bym chowała swoje dzieci, ale cenię to, że miałam tyle swobody i nauczyłam się żyć w społeczności (dziecięcej :evil_lol:), jestem samodzielna i tak dalej. Jasne, że także dzieci chowane pod kloszem w końcu się tego uczą, tylko że chyba tym "podwórkowym wyjadaczom" jest trochę łatwiej.

Posted

[quote name='zmierzchnica']Ale to jest straszne... Nie obserwuję tego u mnie, wśród moich znajomych, może dlatego, że mieszkam w małym mieście? Dzieci tu jeżdżą (same!!!) na rowerkach, takie 6-7 latki ganiają z wózkami (same!!!) i chodzą na spacer ze swoimi psami, jakoś nie widzę tej nadopiekuńczości. Ciągle mijam 8-9 latki, które idą same (!!!) do pobliskiej szkoły. Wszyscy moi znajomi, także ci młodsi, byli chowani na zasadzie "uważaj na siebie, melduj się co kilka godzin, a poza tym rób co chcesz, byle nie wnerwić sąsiadów". To ostatnie nam się nie udawało, niestety :evil_lol: Chyba moje życie to była bajka, od rana do wieczora na dworze (+nieodłączny ryk, kiedy mnie wieczorem zaganiano do domu), bawiliśmy się badylami i kamieniami, dokarmialiśmy okoliczne psy i koty, jak znaleźliśmy nielota czy jakieś owady to też była sensacja. Dziś taki ptak to byłby "na pewno chory" i dziecko nie mogłoby go tknąć... Jak po podwórku biegał owczarek to go łapałam i szukałam właścicieli. Jak okoliczna suczka miała cieczkę i było pełno psów-adoratorów, to je dokarmialiśmy, poiliśmy, głaskaliśmy (i nie cieszyliśmy się popularnością wśród właścicieli suk :diabloti: - co ja teraz doskonale rozumiem, ale byłam mała i głupia). Biliśmy się nieraz, robiliśmy wojny między blokami, nieraz było mnóstwo płaczu - nie pamiętam, żeby jakiś rodzic się pieklił, przychodził na skargę, że Ania uderzyła Jasia.

Nie wiem, czy naprawdę czasy są bardziej niebezpieczne czy po prostu media tak bardzo nagłaśniają różne sytuacje krańcowe, że powodują masową histerię wśród rodziców. Nie jestem rodzicem, nie wiem, jak bym chowała swoje dzieci, ale cenię to, że miałam tyle swobody i nauczyłam się żyć w społeczności (dziecięcej :evil_lol:), jestem samodzielna i tak dalej. Jasne, że także dzieci chowane pod kloszem w końcu się tego uczą, tylko że chyba tym "podwórkowym wyjadaczom" jest trochę łatwiej.

Bitwy podwórek! :loveu: najlepiej było na lany poniedziałek, obmyślanie strategii, wysyłanie małych "oddziałów podjazdowych" i te sprawy, mam do dzisiaj stare nagrania- super to było :cool1:

Posted

klaki91 napisał(a):
Bitwy podwórek! :loveu: najlepiej było na lany poniedziałek, obmyślanie strategii, wysyłanie małych "oddziałów podjazdowych" i te sprawy, mam do dzisiaj stare nagrania- super to było :cool1:


nienawidziłam lanego poniedziałku :diabloti:

Posted

Nom- ja też.I generalnie chyba była dziwna bo nie biegałam całymi dniami po dworze.Cwicząc na skrzypcach stałam przy oknie i patrzyłam na zabawy dzieciaków i przyznam,że mało mnie kręciły.No,chyba,że były to wycieczki rowerowe...

Posted

gojka napisał(a):
Nom- ja też.I generalnie chyba była dziwna bo nie biegałam całymi dniami po dworze.Cwicząc na skrzypcach stałam przy oknie i patrzyłam na zabawy dzieciaków i przyznam,że mało mnie kręciły.No,chyba,że były to wycieczki rowerowe...


Mnie rodzice próbowali przekonać do gry na pianinie :) nie wyszło, wolałam z chłopakami zakładać kolejną "bazę" na drzewie :evil_lol:

Uwielbiałam lany poniedziałek i bitwy na śnieżki! Moja zmarła suczka też ;d wszystkie dzieciaki ją uwielbiały (i dokarmiały... :diabloti:)

Posted

Ja co prawda wychowywałam się na wsi, ale na na takiej, gdzie wszyscy się znają. Do szkoły miałam ponad kilometr i od zerówki już chodziłam sama. Do domu przychodziło się o 16 na Pokemony, a później to już dopiero jak zrobiło się ciemno. Nie musiałam się pytać, czy mogę wyjść poza osiedle, lataliśmy po całej wiosce i poza nią, a nawet jeździliśmy rowerami do wioski obok, która wcale nie była bardzo blisko. Brałam nawet wtedy Tori w koszyk.
O dzieciach nie myślę, ale wiem, że moje dziecko mając kilka lat na pewno nie będzie wyprowadzało psa same, tak od 12 roku życia zacznę się zastanawiać nad psem tylko dla niego, ale kiedy go dostanie to już tylko i wyłącznie kwestia jego dojrzałości. Ja całe dzieciństwo wszędzie ciągałam ze sobą Tori, w mojej wsi była masa psów, ale wszystkie przyjazne. Gdyby jednak się jakiś agresor trafił to nie zrobiłabym nic.
Już nie mówiąc o tym, że wracałam z nią (centrum miasta) dzień po sylwestrze od brata do domu i koło nas ktoś rzucił petardę. Pies uwiązany nie był i zniknął. Godzinę jej szukałam, jak już zaryczana biegłam powiedzieć rodzicom co się stało to znalazłam ją pod klatką. Że nikt jej nie ukradł ani nie przejechał..
Mój pies nigdy nigdzie nie pójdzie z dzieckiem.

Posted

klaki91 napisał(a):
Bitwy podwórek! :loveu: najlepiej było na lany poniedziałek, obmyślanie strategii, wysyłanie małych "oddziałów podjazdowych" i te sprawy, mam do dzisiaj stare nagrania- super to było :cool1:


Mam najlepsze wspomnienia z lanego poniedziałku :loveu: Tłukliśmy się wtedy równo, nosiliśmy całe pięciolitrówki z wodą. Jeden z dzieciaków miał taki wypasiony pistolet na wodę, ale i tak przegrał jego oddział, bo zwabiliśmy ich do nas... Weszli na moje podwórko, a ja wyskoczyłam ze szlaufem (wężem ogrodowym) :evil_lol: Albo zabraliśmy wrogiemu oddziałowi ich baniaki z wodą, jeden z wrogów podszedł i krzyknął "oddaj mi moją wodę!"... Ano, kumpel mu oddał. Tyle że bez butelki :diabloti:

Nie twierdzę, że inne dzieciństwo, bardziej spokojne, jest w jakikolwiek sposób gorsze, ale moje było akurat genialne ;) No i wiecznie ratowaliśmy jakieś zwierzęta. Cała młodość mi upłynęła na dokarmianiu psów, szukaniu domów dla kotów, ratowaniu ptaków... Mieliśmy sąsiada, o którym mówiono, że goni zwierzęta z siekierą. Zawsze ratowaliśmy wszystko, co wlazło mu na podwórko.
Jak się kiedyś upił i nie dotarł do domu, to dzieciaki stały nad nim i śpiewały "wstań, powiedz nie jestem sam" :diabloti:
Albo biegaliśmy po piwnicach, graliśmy w chowanego ;) Do dziś pamiętam zapach piwnic (i strach, że się tak dobrze schowasz, że w końcu jakiś sąsiad zamknie piwnicę na klucz) :evil_lol:


A ze smutniejszych rzeczy, jako że jestem "ta od psów" przyszła do nas dziś znajoma sąsiadki. Że jej się dziecko urodziło, a chłopak ma psa 10-letniego. I że ona chce go oddać do schroniska i w ogóle chce się go pozbyć. Bo on leje w domu i szczeka na dziecko. Mówiła o nim w taki sposób, że miałam raczej ochotę oddać ją do poprawczaka :roll:
Jakaś masakra :roll: U nas nie ma schroniska, które wzięłoby tak o psa - oddajemy psy wyłapane przez gminę do Chorzowa, czyli innego województwa. Opole nie bierze od innych powiatów, zresztą, musiałaby sporo zapłacić. Poza tym, jakie szanse ten pies ma w schronisku? Mówię jej, żeby szukała mu domu, chociaż na wsi. Skrzywiła się, miała nadzieję, że my weźmiemy tego psa (skoro mamy 4...) :shake: Teraz tylko się zastanawiam, czy go uśpi czy wywiezie autem do innego miasta i wywali :shake:

Posted

"Czy nie wydaje Ci się dziwne że w każdym przypadku pogryzienia dziecka przez psa - rodziców w pobliżu nie było?"


Już ustaliliśmy: MATKA SIEDZI Z TYŁU! :evil_lol:

BTW dyskusja dryfuje ku n-temu poziomowi śmieszności. Gdyby pogryziona ofiara miała lat 12 to kwestia bycia pod opieką rodziców też by była tu podnoszona? A gdyby miała 16? A 18?
:razz:

Posted

Krzaki, w których była nasza baza teraz omijam z daleka, bo ludzie masowo zaczęli wywalać tam jedzenie. Wydaje mi się, że kiedy byłam dzieckiem, ludzie nie wyrzucali tyle żarcia, no może "chleb dla ptaszków" - a potem dziwili się, skąd tyle szczurów. Jak to skąd, skoro są regularnie dokarmiane? :diabloti:
A teraz nawet zamrożonego kurczaka można znaleźć pod blokiem...

Moja babcia ma zwyczaj wyrzucania okruszków przez okno na podwórko, ale u nas już prawie starszych osób nie ma, za to więcej braci studenckiej wynajmuje mieszkania... Dla mnie to fenomen. Oczywiście nikt się nie przyzna, bo wyrzucanie jedzenia to grzech przecież :diabloti:

Zmierzchnica, nawet nie wiem, jak to skomentować. Przyszła do Ciebie, więc może nie chciała się psa pozbywać w taki sposób. A może właśnie Ciebie potraktowała jak prywatny schron. Liczyła, że będzie Ci żal pieska i dlatego go weźmiesz, nie patrząc na warunki. W końcu dla niektórych posiadacze jednego psa to dziwne istoty, co dopiero czterech... "Jeden więcej chyba różnicy nie zrobi" :angryy:

Posted

Oj tak, ludzie to fleje...
Przyczepią się że za wolno kupę po psie sprzątasz, a niedaj jeśli pies ma rozwolnienie i nie da się tego zebrać to już w ogóle wrzaski i krzyki. Jednak walające się, gnijące żarcie pod oknem nie przeszkadza - tej samej osobie której przeszkadza że pies się załatwia :roll:. Jest to dla mnie nie pojęte, być może dlatego że sama tego nie robię i w życiu mi nie przyszło do głowy. Tym bardziej że mam psa który szuka wszędzie żarcia niezależnie ile danego dnia zje.
Osobiście widzę że ten problem jest coraz większy. Jeanne jak byłą szczeniakiem (teraz 11-let) też była 'śmietnikiem' i naprawdę nie miałam takich problemów z pilnowaniem jej, jak teraz przy Magii która nie jest w 'mieście' spuszczana i mimo tego potrafi śmieci prosto z trawnika zgarnąć (między innymi dlatego chodzi w kagańcu).
'Ptaszki' karmimy wyłącznie u siebie na balkonie karmą dla ptaków zimujących, w lato niech sobie lenie same szukają :diabloti:. Tym bardziej że teraz chleb ma tyle EEEEE i innych świństw że sami osobiście pieczemy codziennie w domu chlebuś, szkoda go dla ptactwa :eviltong:.

Posted

Maron86 napisał(a):
Tym bardziej że teraz chleb ma tyle EEEEE i innych świństw że sami osobiście pieczemy codziennie w domu chlebuś, szkoda go dla ptactwa :eviltong:.


Sama ciasto wyrabiasz?

Posted

[quote name='Maron86']Mam maszynę do chleba która to robi za mnie :cool3:
Sorry za offa, ale wychodzi Ci pełnoziarniste żytnie? Bo mi robi się taki bardziej pumpernikiel niż zwykły chleb, bez powietrza w środku. Z pszennej wychodzi do strzału a z żytniej razowej to tak średnio. Tzn. w smaku bardzo dobry, tylko chciałabym bardziej puszysty. Na razie robiliśmy tylko drożdżowe, z naturalnego zakwasu jeszcze nie próbowałam, ale chciałabym zmierzać w tym kierunku ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...