Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Moja dwu-dzieciata koleżanka chciała ostatnio, żebym wpadła do niej z psami, "ale tymi, które lubią dzieci", żeby jej synek mógł się pobawić, bo "on tak lubi pieski". Po czym dowiedziałam się, jak jest traktowany jest pies w ich domu rodzinnym (to takie zabawne, jak dziecko łapie psa za ogon, a biedny 50kg pies przed nim ucieka!)...

Chyba nie pójdę :evil_lol:


Też bym nie poszła:evil_lol:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Moja dwu-dzieciata koleżanka chciała ostatnio, żebym wpadła do niej z psami, "ale tymi, które lubią dzieci", żeby jej synek mógł się pobawić, bo "on tak lubi pieski". Po czym dowiedziałam się, jak jest traktowany jest pies w ich domu rodzinnym (to takie zabawne, jak dziecko łapie psa za ogon, a biedny 50kg pies przed nim ucieka!)...

Chyba nie pójdę :evil_lol:


Jakby mi bardzo na koleżance nie zależało, to bym poszła z jakimś zrównoważonym psem, siedziała z nim i dzieckiem i ciągle mówiła "nie rób tak", "zostaw go", "nie dotykaj go tutaj", "nie wolno ciągnąć za ogon". No skoro chciała, to ma :diabloti:

Posted

LadyS napisał(a):
Jakby mi bardzo na koleżance nie zależało, to bym poszła z jakimś zrównoważonym psem, siedziała z nim i dzieckiem i ciągle mówiła "nie rób tak", "zostaw go", "nie dotykaj go tutaj", "nie wolno ciągnąć za ogon". No skoro chciała, to ma :diabloti:


...i byłaby kłótnia życia, że jest psychiczną, przewrażliwioną psią mamą, która na dodatek zabrania wszystkiego dziecku i ogólnie najlepiej, żeby nie miała swoich bo będą zamknięte w klatce, uciemiężone i z zakazem robienia czegokolwiek... :roll:

(mama TŻ-ta mnie uważa za przewrażliwioną i świrniętą, bo chodziłam za swoim psem krok w krok po chacie, kiedy miał dietę eliminacyjną, bo to straszliwy złodziej i wynajdzie jedzenie choćby pod ziemią, a u 'teściówki' żarcie w kuchni leży gdzie chce, co z resztą udowodniłam, kiedy Pat zeżarł jej talerz krewetek leżących na stole... ale opinię "psycho-psiary" mam, choć 'teściowa' ma psa i zawsze miała, tyle że absolutnie bezproblemowe)

Posted

Pani Profesor napisał(a):
...i byłaby kłótnia życia, że jest psychiczną, przewrażliwioną psią mamą, która na dodatek zabrania wszystkiego dziecku i ogólnie najlepiej, żeby nie miała swoich bo będą zamknięte w klatce, uciemiężone i z zakazem robienia czegokolwiek... :roll:

(mama TŻ-ta mnie uważa za przewrażliwioną i świrniętą, bo chodziłam za swoim psem krok w krok po chacie, kiedy miał dietę eliminacyjną, bo to straszliwy złodziej i wynajdzie jedzenie choćby pod ziemią, a u 'teściówki' żarcie w kuchni leży gdzie chce, co z resztą udowodniłam, kiedy Pat zeżarł jej talerz krewetek leżących na stole... ale opinię "psycho-psiary" mam, choć 'teściowa' ma psa i zawsze miała, tyle że absolutnie bezproblemowe)


A to ktokolwiek się przejmuje takimi komentarzami? Ja na taki argument mówię - dobrze, mogę nie pilnować, ale pies to pies, jak go zaboli, to ugryzie. No ale skoro odpowiedzialna za dziecko matka pozwala sobie na takie ryzyko, to cóż ja mogę :diabloti:
A tak zupełnie na serio - u mnie w rodzinie też mnie uważali za psycho-psiarę, w rodzinie TŻ tak samo, ale im przeszło, jak zobaczyli, że pies jest posłuszny, ogarnięty i wychowany. Powiedziałam im raz, a wyraźnie, że mają się w wychowanie psa nie wtrącać, bo to ja z nim żyję na co dzień, i to, co oni uważają, zwisa mi i powiewa, zwłaszcza, kiedy wiem, że nie mają racji. I znajome dzieci też wychowałam w ten własnie sposób - teraz wszystkie psycho-mamuśki mnie zjedzą - jak psa. Czyli: nie ciągnij psa za ogon, pogłaszcz go pod brodą, bo tutaj lubi. Jak będziesz robić tak, jak pies nie lubi, to pies nie będzie chciał z Tobą siedzieć. I 4-letnia bratanica TŻ-ta ostatnio powiedziała mamie swojej, gdy ta głaskała Jaxa, że nie można psów głaskać po głowie, bo nie lubią - trzeba pod brodą :diabloti: Żebyście widzieli minę dorosłych :evil_lol:
A co do komentarzy od obrońców dzieci, że lepiej, żebym ja swoich nie miała, skoro tak psa sztorcuję i nie swoje dzieciaki w kontakcie z psem - komentarze są dwa. Pierwszy - do mamusiek rozpuszczonych dzieci - "mnie zawsze wychowywano w dyscyplinie i zdrowym rozsądku, ale widać, że Ty wychowujesz dzieci inaczej" :evil_lol:, a dla bardziej upierdliwych (rownież tych radzących wymienić mi dziecko na psa) - co by mi w portfel i między nogi nie zaglądali, bo nic tam dla nich nie ma :lol:
Pewnie części osób wydaje się to niemiłe czy wręcz chamskie - ale pomyślcie, że tak samo niemiłe i chamskie sa komentarze tamtych osób, a ignorowanie czy próba grzecznej rozmowy na nic się nie zdają ;) Bo jak się zdają - to nie ma w ogóle całej sytuacji.

Posted

abstrahując od tematu, to mój Pat uwielbia po głowie :diabloti: ale za łapę obcy człowiek raczej nie dotknie, właśnie dwie młode kuzynki u TŻ-ta musiałam przeszkolić, bo młodsza - czterolatka - nachyliła się i przytuliła Pata od tyłu, też strzelił zębami (ale leciuteńko, warknął i kłapnął), a one są przyzwyczajone, że wszystkie psy w TŻ-ta domu można miętolić, przytulać i tak dalej, bo i amstaff, i labrador, uwielbiają dzieciaki i pozwalają robić sobie wszystko, takie niańki, a lab dodatkowo się cieszy :D

u mnie jest o tyle problem, że Pat nie jest ogarnięty i wychowany :diabloti: więc rodzinka i moja, i TŻ-ta, nie ma podkładki, ale za to za żarcie zrobi wszystko, więc kiedy wjeżdża temat "przesadzasz", to pokazuję wszystkie sztuczki i każdy wniebowzięty, "wow, jaki mądry, jaki nauczony" :razz:

moja mama z kolei żałuje Patryka i uważa, że jestem terrorystką :loveu: i pyta, czy dzieci też będą miały wojskową musztrę i będą musiały mówić wierszyk zanim dostaną obiad :loveu: (trochę odpuściła, jak ją Patryk dziabnął przy próbie pociągnięcia za obrożę, chyba zaczyna rozumieć, że jemu się nie popuszcza, bo wejdzie na łeb)

Posted

Mój pies rasy nazywanej psią nianią nie przepada za dziećmi .
W domu na codzień takowych nie posiadamy , tylko i wyłącznie ma z nimi kontakt jak mamy gości w domu lub na działce .
Jeśli dziecko jest jedno i ogarnięte (to są głównie dzieciaki kuzynów/kuzynek) to pies jest luzem bo sam zwyczajnie olewa dzieciaki ale jak dziecko jest biegające ,krzyczące, nie patrzące pod nogi i np depnie psu na ogon to potrafi pokazać zęby i nie uważam że to coś strasznie złego bo reaguje tak tylko i wyłącznie na dzieci (wszyskich dorosłych i starszych ludzi uwielbia ) .
Jak dzieciaków jest więcej w domu na raz to wiadomo że nie da się ich powstrzymać będą biegać , krzyczeć , bawić się wtedy siedze z psem w pokoju zamknieci kluczem żeby dzieciaki nie właziły , nie mogę ryzykować że coś się stanie . Może po pierwszym nadepnięciu by tylko pokazał zęby ale nie mam pojęcia jak zareaguje kolejnym razem i nie mam zamiaru sprawdzać , nie jest mi to potrzebne , nie planuje póki co dzieci .
Na działce zawsze ma możliwość gdzieś odejść , uciec i tam problemu nie ma póki dzieciaki nie zmuszają go do kontaktu .
Nikt mojemu psu nie ma tego za złe , dzieci to tylko dzieci a pies to tylko pies , jednym i drugim się nie ufa do końca i trzeba pilnować .

Dla mnie to i tak miła odmiana , moja suka nie lubiła ogółem obcych ludzi , zarówno tych małych jak i dużych .

Posted

Do nas przychodzą dzieci mojej kuzynki (4 i 5 lat) specjalnie, żeby pobawić się z psem. Od samego początku uczyłam i teraz bawią się pięknie:lol: Filek dzieci lubi, one są w nim zakochane ale zawsze patrzę co robią. ;) Uczę ich także, że do obcych psów nie wolno podchodzić bez pytania, że nie wszystkie psy lubią dzieci:shake: Nawet w przedszkolu błysnęły tą wiedzą.;)

Posted

a mnie dziwi, ze matki w ogóle pozwalają swoim dzieciom podchodzić do obcych psów, nawet wcześniej pytając. przecież człowiek nigdy nie wie, jak dany pies zareaguje, a właściciele potrafią takie rzeczy o swoich psach opowiadać, że nie zdziwiłoby mnie, gdyby ten, który "wręcz dzieci kocha, dzieci siostry mogą z nim robić co chcą" ugryzł.

Posted

jak moja przyjacióła urodział swoje piewrsze dziecko, to się często spotykałysmy na spacerach w parku - ja z zośką (kóra dzięki córce przyjaciółki zakochała się w dzieciach i w wózkach), a przyjaciółka z córką- jeszcze wtedy niemowlakiem. no i jak rozmawialysmy o wychowaniu, reakcjach dzieci (tych małych dzieci), odruchach - podobieństwa są uderzające i w zachowaniach wychowanków i w zaleceniach ekspertów (od obydwu gatunków)wychodzi, ze sorry winnetou, ale spokojnie dziecko mozna chować jak psa, a psa jak dziecko. podobieństwa, oczywiście z pominięciem pewnych róznic, typu - pies nie potrzebuje pieluchy ani cyca ;-). no i pies pozostaje na pewnym stopniu rozwoju,a dziecko idzie dalej.

Posted

No ja mam ten problem że mam psa wyglądającego jak maskotka i jeszcze kochającego dzieci, na tamtego smarkacza nawet nie zregowała. Inna historia z mną bo ja nie lubię jak mi ktoś władze w przestrzeń osobistą po chamsku.

Z seri ludzi z zoo.
dzisiaj była matka która tłumaczyłem nam że nie może odejść od pachołków bo jej dziecko tak chce iść. Mały może 2lata. Bo dorosła kobieta nie jest w stanie fizycznie i mentalnie zapanować nad dzieckiem.
był ojciec spec od psów który z dzieckiem na rowerku podlazł i na moje ostrzeżenie że może dziecko pies wywrócić odparł"nie wywróci". Zaklinacz psów!wie po jednym spojrzeniu jaki jest pies.

ale wygrała babka która przylazła z maltanem i pies podlatuje do naszych, suka koleżanki warczy i kobieta nic. Potem pies nalał na plecak koleżanki i na nasze zwrócenie uwagi pani najpierw udawała że to nie do niej a na to że należy się zwrot za pralnie odparła że tak bywa i sobie poszła. Jaka ja głupia, jak pies rowalił piłkę dziecku to płaciłam z własnej woli i jeszcze sto razy przeprosiłam a mogłam stwierdzić że tak bywa:diabloti:

po dzisiaj mam normalnie ochotę bulić za hale za każdym razem ale bym zbankrutowała...

Posted

Ley - Szamana w 2010 adoptowałam na początku października. Miał wtedy około 6m-c i był kastrowany w schronisku. Naprawdę fajne schronisko tam macie, chociaż z tego co wiem kiedyś wcale nie było tak kolorowo?
Wiem że u was jest jedna hodowla tybetanów.

Mój kiedyś wszystko próbował gwałcić, pomimo kastracji tak się zachowywał że wstyd mi za niego było :oops:. Zwyczajnie nie potrafił nad swoimi emocjami panować. Teraz jest o niebo lepiej, jednak nadal nie idealnie i zdarza mu się do moooocnoooo lubianego psa czy suki naskoczyć z zamiarem gwałtu.

U mnie Magia nie lubi dzieci, potrafi na nie nawarczeć. Kiedyś jakieś dzieciaki w 3 ją oblazły i zaczęły 'głaskać' biegając i piszcząc w koło niej - od tego czasu ich nie znosi. Magia jest bardzo delikatna pod względem psychicznym i każde tego typu zdarzenie się na niej 'odciska'...

Posted

Według mojej mamy również jestem psycho-psiarą. Szczerze, to mój pierwszy pies, ale wydaje mi się, że jestem odpowiedzialniejsza, niż ona, chociaż liczyłam na jej pomoc, gdybym nie radziła sobie z wychowaniem Viki :roll:

Ma do mnie pretensje, że odwołuję psa, czasem na zapas. "Niech się wybiega" - sztandarowe hasło, gdy próbuję odwołać Viki, gdy pogoni kota, albo ewidentnie go szuka. Super, po prostu super :roll: To samo z chodzeniem na smyczy, czy odchodzeniem, gdy widzę psa, z którym na pewno spotkać się nie chcę. Np. uważa, że to chamskie, że przechodzę na drugą stronę, gdy widzę lokalnego agresora, który zawsze rzuca się na Viki. No bo "dzień dobry" trzeba powiedzieć. Co z tego, że agresor rzuca innymi przedstawicielami gatunku o samochody :mad:

Wspólne spacery to czasami męka.

Na szczęście obie zgadzamy się co do dzieci. Może dlatego, że ma traumę po bokserze, który wskoczył nam na koc i zaczął mnie lizać po twarzy, gdy miałam 2-3 lata :roll:

Posted

dance_macabre napisał(a):
No ja mam ten problem że mam psa wyglądającego jak maskotka i jeszcze kochającego dzieci, na tamtego smarkacza nawet nie zregowała. Inna historia z mną bo ja nie lubię jak mi ktoś władze w przestrzeń osobistą po chamsku.

Z seri ludzi z zoo.
dzisiaj była matka która tłumaczyłem nam że nie może odejść od pachołków bo jej dziecko tak chce iść. Mały może 2lata. Bo dorosła kobieta nie jest w stanie fizycznie i mentalnie zapanować nad dzieckiem.
był ojciec spec od psów który z dzieckiem na rowerku podlazł i na moje ostrzeżenie że może dziecko pies wywrócić odparł"nie wywróci". Zaklinacz psów!wie po jednym spojrzeniu jaki jest pies.

ale wygrała babka która przylazła z maltanem i pies podlatuje do naszych, suka koleżanki warczy i kobieta nic. Potem pies nalał na plecak koleżanki i na nasze zwrócenie uwagi pani najpierw udawała że to nie do niej a na to że należy się zwrot za pralnie odparła że tak bywa i sobie poszła. Jaka ja głupia, jak pies rowalił piłkę dziecku to płaciłam z własnej woli i jeszcze sto razy przeprosiłam a mogłam stwierdzić że tak bywa:diabloti:

po dzisiaj mam normalnie ochotę bulić za hale za każdym razem ale bym zbankrutowała...

Ja miałam ostatnio "przygodę" w parku. Szłam z szetlandem i widzę dziecko na oko 3 letnie z długim kijem. Więc stwierdziłam, że ominę po łuku jakby matka była przewrażliwiona na punkcie psów. No i dzieciak jak go mijałam podskoczył mi do psa i tym kijem w niego przyrąbał. Matka przerażona, że pies "odgryzie się" dzieciakowi i wyskoczyła do mnie z pyskiem, że pies luzem. Moim zdaniem dobrze, że był luzem bo szybko się ewakuował, jakby był na smyczy to daleko by nie uciekł i by oberwał jeszcze. Całe szczęście mój szetland niezbyt wrażliwy i nie reaguje wogóle na takie sytuacje. Niechby dzieciak trafił na psa bardziej krewkiego to i smycz by nie pomogła. Baba zamiast zwrócić uwagę dziecku lub jak widziała, że dzieciak zmierza w stronę psa to go spacyfikować postanowiła mnie zbesztać. Pozostawiłam sprawę bez komentarza. Mnie ostatnio wogóle nie chce się gadać z głupimi ludźmi - po tylu latach kontaktów z idiotami na spacerach wrzuciłam na luz.

Posted

Beatrx napisał(a):
ja bym milczeniem tego nie zbyła. mogę olać głupotę innych jak mojemu psu nie dzieje się żadna krzywda, ale nie wtedy, kiedy go biją...

Wdałabym się w pyskowę z matką dla, której i tak nie miało znaczenia, że dzieciak uderzył psa tylko to, że pies był luzem. Moim zdaniem i tak nie zmieniłabym jej światopoglądu a mojemu psu i tak to zwisało i powiewało. Kiedyś dzieciak w tym samym parku podszedł do mojego szetlanda, myślałam że chce go pogłaskać a dziecko walnęło psa giga klockiem, który trzymało w ręku. W tym przypadku nie było żadnej reakcji rodziców. Zabrałam psa, usiadłam opodal na górce i widzę, że dzieciak podszedł do teriera. Rodzice chyba myśleli, że terier tak samo zareaguje jak mój pies a tu pomyłka…Dzieciak uderzył teriera a terier zareagował jak błyskawica i ugryzł dzieciaka w rękę. Terier był na krótkiej smyczy...

Posted

Ja zawsze olewam, w razie komentarzy albo nic nie mówię, albo naprostowuję w miły sposób, ale w takiej sytuacji by mnie babsko zapamiętało na długo :evil_lol:

Posted

Beatrx napisał(a):
to jeśli Twojemu psu nie przeszkadza, ze go biją czyli nie dzieje mu się krzywda to fakt, nie ma po co reagować.

Odnoszę wrażenie, że mój pies nie wie co to bicie bo nie był bity, nie wie chyba, że to akt agresji albo ma jakąś pancerną odporność. Mi to owszem przeszkadza ze względu na to, że takie podejście do wychowania dzieci, że zwierzę można uderzyć nie jest dobre. Tylko, że do ludzi o pokroju takich rodziców, którzy mają swoje dziecko za ósmy cud świata prelekcje jakiejś laski w parku nie trafią. Ja się wkurzę, nazłoszczę i odniesie to zerowy skutek. Co innego dzieci w rodzinie, jeśli mam z nimi częsty kontakt to uczę prawidłowego podejścia do zwierząt i mam szansę na cokolwiek bo nie ograniczę się tylko do reprymendy a pokażę właściwe zachowania. Z przygodnie spotkanymi ludźmi to tak nie działa. Dla nich to jest szansa do wdania się w awanturę, wręcz odnoszę wrażenie, że niektórzy sami jej szukają.

Posted

pies, nawet jeśli nigdy nie był bity to przecież czuje i pierwszy raz boli tak samo jak i każdy następny, więc to nie ma tu nic do rzeczy. ja bym nie wnikała, czy to co powiem przyniesie jakiś skutek i babie przemówi do rozumu, bo to po prostu jest taki odruch: coś się dzieje złego mojemu psu = bronię go. serio, nie mogłabym przejść obojętnie gdyby ktoś uderzył mojego psa, co nie znaczy, ze wdawałabym się w awantury i stała z jakąś babą i się kłóciła. po prostu zrobiłabym to, co uważam za słuszne i poszła nie czekając na jej reakcję.

Posted

Beatrx napisał(a):
pies, nawet jeśli nigdy nie był bity to przecież czuje i pierwszy raz boli tak samo jak i każdy następny, więc to nie ma tu nic do rzeczy. ja bym nie wnikała, czy to co powiem przyniesie jakiś skutek i babie przemówi do rozumu, bo to po prostu jest taki odruch: coś się dzieje złego mojemu psu = bronię go. serio, nie mogłabym przejść obojętnie gdyby ktoś uderzył mojego psa, co nie znaczy, ze wdawałabym się w awantury i stała z jakąś babą i się kłóciła. po prostu zrobiłabym to, co uważam za słuszne i poszła nie czekając na jej reakcję.

Wątpię czy mojego psa boli. Pierwszy raz mam psa z tak wysokim progiem bólu. Ona jako szczenię dla zabawy rozpędzała się i waliła głową o komodę, na zajęciach wiele razy oberwała solidnie frisbee i nigdy nawet nie jęknęła, nie mówiąc już o jakiejś niechęci do talerzy. Co nie zmienia postaci rzeczy, że postawa i dziecka i matki była zła ale nie widziałam żadnej szansy na zmianę tej postawy. Ja wogóle nie wykazuję chęci do kłócenia się, darcia na kogoś czy wszczynania awantur a moja ostra reakcja tak by się skończyła. Pies też by źle zareagował na moje krzyki i zdałby sobie sprawę z tego, że może jednak coś się stało a ja bym bardzo tego nie chciała.
Jeśli coś konkretnego dzieje się moim psom to też bronię. Dla mnie takim konkretem była napaść amstafa czy rotweilera. Tu była walka o życie. W tym wypadku zagrożenia dla zdrowia czy życia nie było.

Posted

Czy naprawdę musi dojść do tragedii, żebyś zareagowała? Ja też nie jestem z natury osobą kłótliwą, a jednak moje reakcje dają czasem ludziom do myślenia, bez krzyku i awantur. Kilka słów komentarza (spokojnych), dezaprobata w postawie zwykle pomagają.

W pewnych przypadkach jestem jak na moje standardy niesamowicie egoistyczna, wręcz chamska, bo chodzi o bezpieczeństwo moje i moich "ziomków".

Do jednej osoby mam mieszane uczucia - kilka lat temu pomagała nam w adopcji kota, osoba pro-zwierzęca, zaangażowana, teraz sama wychowuje agresora na obroży elektrycznej, którego omijam z daleka, jeśli w porę go dostrzegę (nie zawsze się udaje). Jeden pies już w zabawie z nim został lekko pogryziony, rzuca się ludziom do twarzy, czego sama doświadczyłam, nie przychodzi na wołania, a ona wciąż nie widzi zastosowania dla smyczy. Po kilku miesiącach znalazł się szkoleniowiec, który podjął się zadania (dwóch odmówiło - i to nie ze względu na psa...). Nie mam ochoty czekać na efekty pracy :niedowia:

Posted

Ja tak patrzę na te dzieciaki na podwórku i się zastanawiam czy nasze społeczeństwo obrało sobie za cel wrócenie na drzewa.
Jakieś bezstresowe wychowywanie, uważanie dzieciaków za bóstwo, obwinianie wszystkich w koło o to co się dzieciakowi stało... Już nie wspomnę o podstawowej edukacji dzieciaków i uczenia ich empatii, dzielenia, spokoju przy zwierzętach itp itd.
Mój pies uwielbia dzieci, jednak jak by dostał od jakiegoś kijem to by wydarł mordę ostrzegawczo (pewnie głośny warkot by był + pokazanie ząbków). Nie, nie bolało by go to na pewno jednak instynkt samozachowawczy ma silniejszy niż jakąkolwiek sympatie do dzieci. Jak siostrzeniec go złośliwie na ogon nadepnął to stracił skarpetkę bo mu z nogi zerwał (aczkolwiek krzywdy nie zrobił), jak go złośliwie tarmosił pod włos to zawarczał cichym głuchym warkotem, jak biegał po mieszkaniu wrzeszcząc i uderzając w klatkę papugi :angryy: to Szaman go 'zagonił' do rodziny i tak się położył że dzieciak przejść nie mógł. To wszystko na smyczy, bo nie ufam siostry dzieciakom i wolę asekurować ich 'zabawy' z psem...
Wolę żeby tak reagował, niż żeby mi później jakiegoś dzieciaka zmasakrował.

Posted

Ja w ogóle nie pozwala dzieciakom z kijami do psa podejść i jak widzę że idzie na nas to wolał do matki że piesek gryzie. Ja rozumiem że dziecko nawet pary oczytanej i super wyedukowanej może mieć durne pomysły dlatego wole nie dopuścić to takiej możliwości.
ogólnie nie pozwalam się witać z moim psem nikomu kogo nie znam i nie zapyta o zgodę, uważam że jeżeli ktoś szanuje moje zdanie to w zamian może sobie pogłaskać maskotkę na sznurki, a jeżeli nie to dlaczego ja mam być miła jak ktoś nie szanuje mojego zdania.

Posted

słuchajcie ja miałam ostatnio taką sytuację - byłam na tarasie z wszystkimi psami one zajmowały się sobą,bawiły, ja sprzątałam przed grillem. Nagle podeszła pod siatkę kobita z dzieckiem w wózku tak blisko że dziecko włożyło rączkę przez siatkę do psów ( na siatce jest tabliczka żeby uważać ) kobitka nakręcała dziecko - zobacz jakie śliczne pieski ojojojoj :crazyeye: CZY LUDZIE NIE MAJĄ MÓZGU????? moje psy zareagowały tak że wystartowały do siatki ( dziecko piszczało, krzyczało ) one nie mają wiele kontaktu z dziećmi ( boję się i wolę żeby nie podchodziły ) nawet rodzina jak przychodzi to bez dzieci, a tu brak jakiejkolwiek odpowiedzialności ... oczywiście jak zwróciłam uwagę to była obraza majestatu mamusi... no koszmar
nie no bo przecież wszyscy mają psy do miziania dla ich pociech i nie mają prawa powiedzieć NIE!!!

Posted

badmasi napisał(a):
Wątpię czy mojego psa boli. Pierwszy raz mam psa z tak wysokim progiem bólu. Ona jako szczenię dla zabawy rozpędzała się i waliła głową o komodę, na zajęciach wiele razy oberwała solidnie frisbee i nigdy nawet nie jęknęła, nie mówiąc już o jakiejś niechęci do talerzy. Co nie zmienia postaci rzeczy, że postawa i dziecka i matki była zła ale nie widziałam żadnej szansy na zmianę tej postawy. Ja wogóle nie wykazuję chęci do kłócenia się, darcia na kogoś czy wszczynania awantur a moja ostra reakcja tak by się skończyła. Pies też by źle zareagował na moje krzyki i zdałby sobie sprawę z tego, że może jednak coś się stało a ja bym bardzo tego nie chciała.
Jeśli coś konkretnego dzieje się moim psom to też bronię. Dla mnie takim konkretem była napaść amstafa czy rotweilera. Tu była walka o życie. W tym wypadku zagrożenia dla zdrowia czy życia nie było.

może po prostu nie pokazuje po sobie, ze boli. z ludźmi też jest tak samo, jeden będzie jęczał i "umierał" z powodu kataru, a drugi nawet z migreną będzie mówił, ze wszystko jest w porządku.
a to naprawdę nie trzeba się kłócić, wystarczy jedynie zrobić to co należy i odejść. a jakby baba dalej miała pretensje to można ją olać, ale brak jakiejkolwiek reakcji jest dla mnie niezrozumiały. to tak samo jakbyś nie zareagowała jak przechodzący ulicą facet klepnąłby Cię po tyłku. no na dobrą sprawę nie bolało i przecież się nic nie stało, a kłócić się nie będziesz...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...