WiedźmOla Posted February 27, 2014 Posted February 27, 2014 Wiecie czego nie znoszę? Puszczania psów samopas. Ostatnio po osiedlu szwędał się mały kundelek, nieco podobny do JRT, z tym że był ciut większy i miał czarne łaty na uszach. Zero obroży, zero czegokolwiek. Pierwsza myśl - zadzwonić do schronu, bo widze go juz któryś raz. Nie zadzwoniłam w końcu, bo nie był chudy, wręcz przeciwnie. Ostatnio zobaczyłam, że idzie z jakimś facetem. Cholera mnie bierze, bo widze psa bez nadzoru, chodzącego cały dzien po osiedlu. Nie wiem czy dzwonić po schron, czy nie, bo to moze nie jest bezdomne zwierze tylko puszczone "won gadzie wróć wieczorem... " :shake: Zadzwonię, okaże się że czyjś i co wtedy... Quote
4Łapki Posted February 27, 2014 Posted February 27, 2014 Wczoraj też miałam takie spotkanie, tyle że z ttb. Zero obroży, człowieka w pobliżu, pies się zbliża. Facet spokojnym krokiem wyszedł zza winkla, zagwizdał i sobie poszli :roll: Jednak Viki czasem obszczekuje ze strachu większe psy, których nie zna. Nie zdarza się to często i kończy się polubownie, bo Viki przekonuje się, że nie taki zwierz straszny, ale ostatnie czego mi trzeba to psia bijatyka z bezpańskim psem i ja jedna na placu boju. W okolicy pałętał się też inny pies, przy ruchliwej ulicy. Łaził za ludźmi, ale zawsze wracał pod jedną klatkę. Ewidentnie miał właściciela, bo widziałam go kilka razy w obroży :roll: Quote
Dioranne Posted February 27, 2014 Posted February 27, 2014 WiedźmOla psy samopas - skąd ja to znam... Do niedawna większość właścicieli tak swoje pieski "wyprowadzała", teraz ulica jest trochę bardziej ruchliwa i samowyprowadzające się psy są dwa-trzy. Natomiast ostatnio niemal padłam, jak mi mama jedną sytuację opowiedziała. Wyszła z Nico na siku. Po drugiej stronie ulicy widzi jakąś dziewczynę, rozmawiającą przez telefon. Cały czas wołała swojego psa, którego nigdzie nie było widać, ale mimo to dziewczyna szła dalej, nadal rozmawiając przez telefon. W krzakach obok płotu, który dzieli nas od sąsiadów często przesiaduje ich kot, Młody dobrze o tym wie i z owym kotem usilnie próbuje się zaprzyjaźnić. Automatycznie przy wyjściu na siku Młody pobiegł sprawdzić czy czasem jego koci "kolega" nie przesiaduje w krzaczkach. Nico jakoś tam się dziwnie przy tym płocie zachowywał, więc mama poszła sprawdzić czy kot tam jest czy go nie ma. W krzakach węszył sobie... beagle, który należał do wspomnianej wcześniej dziewczyny. Sąsiedzi sąsiadów zazwyczaj mają otwartą bramę, a pomiędzy nimi, a moimi sąsiadami nie ma płotu, więc pies bez problemu się przedostał. Żeby wbiec na podwórko musiał przebiec przez ulicę, która jest dość ruchliwa. Powiedzcie co za idiota puszcza psa, który "do mnie!" opanowanego nie ma, przy dość ruchliwej ulicy, a dodatkowo gdy pies nie przychodzi - nie skupia się na znalezieniu/przywołaniu psa tylko na pierniczeniu o sukienkach i bucikach? :roll: Quote
LadyS Posted February 27, 2014 Posted February 27, 2014 WiedźmOla napisał(a):Wiecie czego nie znoszę? Puszczania psów samopas. Ostatnio po osiedlu szwędał się mały kundelek, nieco podobny do JRT, z tym że był ciut większy i miał czarne łaty na uszach. Zero obroży, zero czegokolwiek. Pierwsza myśl - zadzwonić do schronu, bo widze go juz któryś raz. Nie zadzwoniłam w końcu, bo nie był chudy, wręcz przeciwnie. Ostatnio zobaczyłam, że idzie z jakimś facetem. Cholera mnie bierze, bo widze psa bez nadzoru, chodzącego cały dzien po osiedlu. Nie wiem czy dzwonić po schron, czy nie, bo to moze nie jest bezdomne zwierze tylko puszczone "won gadzie wróć wieczorem... " :shake: Zadzwonię, okaże się że czyjś i co wtedy... Ja teraz po przeprowadzce doświadczam tego w ogromnym zakresie - praktycznie na każdym spacerze dołącza do nas pies puszczony luzem, chyba ze pójdziemy hen daleko w pola i mamy szczeście nie spotkać żadnego psa po drodze. Po schron można dzwonić, czemu nie - pies biega luzem, sprawia zagrożenie dla otoczenia (choćby wybiegnie na drogę i nieszczęście gotowe), nie ma żadnego opiekuna. Zabiorą do schronu, sprawdzą własciciela, ten zabuli kilka stówek i może się oduczy ;) Quote
Yorkomanka Posted February 27, 2014 Posted February 27, 2014 Dzisiaj jakaś babka się do mnie pluła że TĘDY chodzę z psami, przecież mogłam iść TAM, i ona ogólnie nie może zrozumieć czemu ludzie TUTAJ z psami chodzą. Chciała wyjaśnień. No to jej wyjaśniłam "Gówno mnie to obchodzi. " i poszłam dalej, ona coś jeszcze marudziła pod nosem. :diabloti: Quote
Maron86 Posted February 27, 2014 Posted February 27, 2014 OJ mnie do szału doprowadzają puszczane samopas psy, wiem gdzie mieszka, wiem że napalony na siki, wiem że jak mój go dorwie to nic z niego nie zostanie. Co z tego skoro właściciel ma to w tyłku... Najlepsze jest to że ten konkretny pies atakuje dzieciaki i gryzie niby ostrzegawczo, jednak sam podlatuje i sam 'dziabie' więc ogólnie tragedia :shake:. Do TOZu był zgłaszany, no ale to przecie pański pies więc one z tym nic nie zrobią. Można było zgłaszać do hycla, ale tam psy znikały. W końcu pies trafił do schroniska w szczecinie i został odebrane. Znów biega samopas :angryy:... Niektórych nic nigdy nie nauczy, a to strasznie zniechęca. Swoją drogą ostatnio jak TEGO psa spotkałam idąc z sukami i samcem to Szaman cwaniaczył, najpierw udał przyjaznego. Tamten się rozochocił, podszedł i ... został przeczołgany po chodniku i ... zgwałcony przez kastrata :evil_lol:. Teraz od 2 tygodni (od zdarzenia) nagle wie TEN pies że może jedynie pooglądać i się na 5m do nas nie zbliżać. Ogólnie jestem za zgłaszaniem do schronu, chociaż by po to by nie latał za sukami i nie mnożył się. Niech właściciel zabuli może, ale tylko może zrozumie że pies to obowiązek.... Quote
Małgonia Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 U nas też psy luzem biegają, bo prawie jak wieś tutaj. Większość z nich jest nieszkodliwa, ale jeden... Ide sobie ostatnio koło domu przy którym ten pies sie kreci. Typowy kundel za kolano dość masywny. Idziemy, moj spokojnie osikuje drzewka. Patrze- biegnie do nas. Zęby na wierzchu, zjeżony jak punk. Jakaś babka obok nas akurat stała i gadała z kimś i ryknęła na niego " MAKS!" i pies poszedł ale moj już zdązył sie tez nakręcić i zjeżyć i wyrywać. Pytam się jej czy to jej pies a ona, że "nie, osiedlowy" :roll:. I tak oto całe osiedle ma psiaka. Ale zeby ktoś go pilnował to nie. Lata luzem, czasem ma dni ze nawet na nas nie spojrzy a czasem własnie ze z zębiskami leci na nas juz z daleka... i cóż począć... Quote
maxishine. Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 Na moim osiedlu czasami widuję śmiesznego psiaka ale on jest spokojny, nigdy nie miałam z nim problemu, jak byłam bez psów to go glaskalam. ;) ale są też takie psy które biegają samopas i są agresywne. I wtedy mam problem. Quote
darunia-puma Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 kochani ostatnio przeprowadziłam się i od samego początku byłam w szoku, bo okazało się że w nowym miejscu zamieszkania ludzie chodzą z psami..... bez smyczy, uwierzcie praktycznie 90% posiadaczy psów ma je daleko i głęboko w nosie. Dopiero jak ja wychodzę ze swoimi znajdują się smycze, obroże... koszmar!!! Nie jestem w stanie zrozumieć toku myślenia ludzi, którzy mają gdzieś swoich pupili, bo on nic nie zrobi, ale inny pies, samochód itd może przyczynić się do tego że stanie im się krzywda... brak wyobraźni! Quote
sidorboss Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 Tacy ludzie są chorzy więc ich unikam. Quote
zmierzchnica Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 U nas to samo - stada psów luzem. Znam właścicieli. Wiem, że nie odbiorą psa ze schroniska (ze Strzelec wywozi się je aż do Chorzowa, to inne województwo). Nie możemy się doprosić, żeby policja dała mandat jednemu takiemu wesołkowi, którego psa wyłapano i wywieziono do schronu. Wyobraźcie sobie, nie mają czasu, żeby dać mu mandat :loveu: Jak jest w praktyce, że właściciel buli za wywiezienie psa do schroniska? Wie ktoś, gdzie to zgłosić, jak to zrobić? Mam kontakty z gminą i urzędnicy nie mają pojęcia. Teraz jest tak, że jak pies jest wyłapany i właściciel w ogóle chce go odebrać to jest hurra, super i mu oddają - a następnego dnia pies znowu zapieprza luzem po ulicy. Szczytem była przedwczorajsza rozmowa z młodą babeczką. Szła z wózkiem i dwójką dzieci. Za nimi biegł pies, który uprzykrza życie wszystkim w okolicy, obszczekuje ludzie, ładuje się pod auta... Czarny, w czerwonej obroży. Pytam, czy to jest jej pies. Okazuje się, że tak. Mówię, że pies prawie wpadł pod auto, że go wyłapią i ona zapłaci kupę kasy za to i tak dalej. -Moja wina, że pies ucieka!!! Ta, ucieka od rana do wieczora :diabloti: W każdym razie, po dłuższej przemowie na temat wyłapywania psów, dawania mandatów, stwarzania zagrożenia na drodze... Pies dalej biega. Teraz już bez obroży. Jak wyłapią, to powie, że to nie jej. Tadam! Taka sobie sprytna babeczka :loveu: Quote
sleepingbyday Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 u mnie tez jest mnóstwo luzem, sporo na smyczy - ale jakoś problemów nie ma. no, mój tymczas i jedna taka suka są awanturnikami. Quote
LadyS Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 To chyba zależy od schroniska. Są takie, gdzie właściciel musi pokryć koszty wyłapania i utrzymania psa przez czas, gdy był w schronisku. W niektórych dodatkowo - mandat, jeśli sprawa zdarza się nagminnie. Jeśli policja nie chce dać mandatu, to powiedz, że w takim razie musisz interweniować w mediach, skoro policja nie dba o bezpieczeństwo swojego społeczeństwa. Działa <3 Quote
zmierzchnica Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 sleepingbyday napisał(a):u mnie tez jest mnóstwo luzem, sporo na smyczy - ale jakoś problemów nie ma. no, mój tymczas i jedna taka suka są awanturnikami. Nie ma problemu, dopóki taki "luźny" pies nie zostanie potrącony przez samochód, pogryziony przez innego psa, do którego się doczepił albo nie spowoduje wypadku, bo ktoś nie chcąc psa przejechać, właduje się w inne auto. I to nie są wizje wyssane z palca, mam u siebie na tymczasie psa, który biegał luzem po mieście i walnęło go auto - otwarte złamanie łapy :roll:Nieraz te psy się ciągną stadem za moimi psami, dopóki nie sprawdzą, czy któreś nie ma cieczki :shake: Ja przechodzę przez ulicę, a one się ładują pod auta, jeden staje na chodniku, drugi przechodzi, więc ten też przechodzi, ale się wystraszy i zawraca... A mi się aż niedobrze robi, auta trąbią, a psy łażą jak jakieś lemingi :roll: Już nie mówiąc o obszczekiwaniu ludzi i wystawaniu pod klatkami, gdzie suka ma cieczkę. To jest realny problem, realne zagrożenie i owych psów i ludzi (tych w autach np.)... LadyS - musiałabym do nich napisać, jak u nich to wygląda. Z policją dobre ;) Quote
4Łapki Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 zmierzchnica napisał(a): W każdym razie, po dłuższej przemowie na temat wyłapywania psów, dawania mandatów, stwarzania zagrożenia na drodze... Pies dalej biega. Teraz już bez obroży. Jak wyłapią, to powie, że to nie jej. Tadam! Taka sobie sprytna babeczka :loveu: Przestraszyła się pewnie odpowiedzialności finansowej w razie wypadku/wyłapania. Nie pomyślała jednak, że bez obroży też da się psa zidentyfikować (chip, świadkowie). Zamiast faktycznie zająć się psem, idzie na skróty. Swoimi dzieciakami też by się tak "opiekowała"? Odpowiedzialna, nie ma co :roll: Quote
sleepingbyday Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 ja mam tak troche fajnie, bo uliczki kręte osiedlowe z jednej strony,z drugiej dziki park, bardzo duży, w sporej odległości od ulicy jakiejkolwiek. ale już przy ulicy niby gorzej, bo to przelotówka, tylko w większości oddzielona ekranem. za tą przelotówką za to wisła z szerokim pasem łąk, lasków, mjut malina! słyszałam o jednym pogryzieniu. generalnie to wiecie, ludzie znają innych spacerującyh, chocby z widzenia i zazwyczaj wiedza, czy ich psy sie lubia, czy nie. mój tymczas lubi (czytaj - toleruje ich obecność i nie napada), może dwa psy, czasem zdarzy sie jakis obcy pies, który jasno pokazuje, ze sie nie boi, ale jakby co to... i lisław wtedy tez nie napada. skutek jest taki, że 8 kilo lisława chodzi w smyczy i kagańcu, jak dookoła nikogo nie widzę, to go puszczam,żeby nie oszalał, ale w kagańcu, tak na wszelki. i zdarza się, że nie zdążę wypatrzeć, ale jeszcze nigdy nie było problemu ze zrozumieniem (oprócz jednej starszej astki, ale ta tez ma za uszami i też dopiero była łapana na smycz, a bez kagańca była). mimo, że forfiter nie zrobi nic w kagańcu, zawsze przepraszam, ze nie zauważyłam. często przy okazji pogadac sobie mozna. i powiem wam, ze sporo ludzi w ogóle nie widzi z tym problemu, że ich pies jest napadany (bez jatki): "a niech sobie poszczeka, nic mu nie będzie". albo "mój nic nie zrobi, mój lubi małe psy, a poza tym jest spokojny" (a ja nie smyczuje lisława, bo się boje o niego). ale w większości przypadków z daleka się widzimy to wiemy, można iść czy wybieramy inną ścieżkę. psów jest móstwo a tylko mój aferant. wstyd! Quote
WiedźmOla Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 Wiecie, zadzwonie do schronu że lata po osiedlu pies i równie dobrze biedak moze w tym schronie zostać, bo własciciel stwierdzi: "Acha, zgubił sie szkoda, trudno". Niektórzy są cholernie bezmyslnymi ignorantami i do głowy im moze nie przyjść, że psa mogli do schroniska zawieźć ludzie myślący że jest niczyj. Quote
ailema Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 U mnie w mieście pełno jest wałęsających się psów zazwyczaj mają obroże na szczęście to samce a moja uwielbia samce więc nie ma spięć .Nie wiem gdzie ci właściciele mają wyobraźnie .Cofile zdarzają się jakieś potrącenia Ja też nie mam czasu na dzwonienie i czekanie na służby aby zabrały te psy do schroniska .U nas służby generalnie są tylko na papierze a schronisko z którym miasto ma podpisane umowę znajduje się ponad 100km dalej .... Quote
ailema Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 WiedźmOla napisał(a):Wiecie, zadzwonie do schronu że lata po osiedlu pies i równie dobrze biedak moze w tym schronie zostać, bo własciciel stwierdzi: "Acha, zgubił sie szkoda, trudno". Niektórzy są cholernie bezmyslnymi ignorantami i do głowy im moze nie przyjść, że psa mogli do schroniska zawieźć ludzie myślący że jest niczyj. Racja połowa też nie ma czipów więc właściciel tak się nie odnajdzie .Dlatego żal mi tych wałęsających się psów a właścicieli bym ubiła .... U mnie w mieście pełno jest wałęsających się psów zazwyczaj mają obroże na szczęście to samce a moja uwielbia samce więc nie ma spięć .Nie wiem gdzie ci właściciele mają wyobraźnie .Cofile zdarzają się jakieś potrącenia Ja też nie mam czasu na dzwonienie i czekanie na służby aby zabrały te psy do schroniska .U nas służby generalnie są tylko na papierze a schronisko z którym miasto ma podpisane umowę znajduje się ponad 100km dalej .... Quote
Maron86 Posted February 28, 2014 Posted February 28, 2014 Jeszcze 2lata temu bym w życiu nie zadzwoniła żeby odłowili psa bezpańsko biegającego, teraz i owszem. Zmienił się 'hycel', nie ma już w sierakowie kwarantanny (umieralni), w dobrej jest zarąbiste schronisko, w szczecinie jest masa wolontariuszy którzy zaopiekują się psem i mu w razie czego znajdą nowy dom. Jeśli 'właściciel' woli psa puścić żeby wpadł pod samochód lub wkurzał inne psy - trudno, moja cierpliwość dawno się wyczerpała do takiego procederu. Jeśli chodzi zaś o okolicę, nie mogę narzekać. Z jednej strony park, z drugiej strony las, z trzeciej strony drogi rowerowe. Naprawdę jest gdzie psa wybiegać na lince 20m, jednak psa który się wyłącza na słuchanie w życiu nie odważę się spuścić i liczyć że się posłucha. Tak samo psa który jest w stanie zaatakować, chociaż może to dlatego że mój pies jest jednym z większych w tej mieścinie i zwyczajnie samym kagańcem jest wstanie zrobić krzywdę... Pomimo takiej okolicy ludzie wolą psa wyprowadzić na trawnik przed klatką i zabrać z powrotem do domu, 0 spacerów, 0 nauki - ogólnie - czegokolwiek, tylko biegi na flexi i darcie ryja :shake:. PS. Co zrobilibyście gdyby codziennie po x godzin wył wam pies sąsiadów ... od 4lat! Quote
zmierzchnica Posted March 1, 2014 Posted March 1, 2014 Maron86 napisał(a):Jeszcze 2lata temu bym w życiu nie zadzwoniła żeby odłowili psa bezpańsko biegającego, teraz i owszem. Zmienił się 'hycel', nie ma już w sierakowie kwarantanny (umieralni), w dobrej jest zarąbiste schronisko, w szczecinie jest masa wolontariuszy którzy zaopiekują się psem i mu w razie czego znajdą nowy dom. Jeśli 'właściciel' woli psa puścić żeby wpadł pod samochód lub wkurzał inne psy - trudno, moja cierpliwość dawno się wyczerpała do takiego procederu. Jeśli chodzi zaś o okolicę, nie mogę narzekać. Z jednej strony park, z drugiej strony las, z trzeciej strony drogi rowerowe. Naprawdę jest gdzie psa wybiegać na lince 20m, jednak psa który się wyłącza na słuchanie w życiu nie odważę się spuścić i liczyć że się posłucha. Tak samo psa który jest w stanie zaatakować, chociaż może to dlatego że mój pies jest jednym z większych w tej mieścinie i zwyczajnie samym kagańcem jest wstanie zrobić krzywdę... Pomimo takiej okolicy ludzie wolą psa wyprowadzić na trawnik przed klatką i zabrać z powrotem do domu, 0 spacerów, 0 nauki - ogólnie - czegokolwiek, tylko biegi na flexi i darcie ryja :shake:. PS. Co zrobilibyście gdyby codziennie po x godzin wył wam pies sąsiadów ... od 4lat! Też się zgadzam. Naprawdę widziałam wiele razy, jak biegającego luzem psy mało nie trafiały pod auto, wręcz byłam świadkiem, jak pies trafił pod auto, szczękę mu złamało, krew była wszędzie... Nie chcę nawet o tym myśleć, do dzisiaj mi niedobrze, jak o tym myślę. Więc warto się dowiedzieć, z jakim schroniskiem gmina ma umowę, i jeżeli jest to w miarę dobry schron - dzwonić, zgłaszać. Trudno, jeśli właściciel nie odbierze, to pies poczeka na nowy dom. W schronie ma szansę na nowych właścicieli, na ulicy ma nikłą szansę długo pożyć. Wybór wydaje mi się oczywisty. A co do tego wyjca, dzwoniłaś na policję? Quote
4Łapki Posted March 1, 2014 Posted March 1, 2014 Viki miała prawie spotkanie z samochodem... Straży Miejskiej. Szła na smyczy przez wąską uliczkę - z jednej strony krzaczory, z drugiej barierki, zero wydzielonego chodnika bo to dojazd ślepy dojazd do 2 miejsc parkingowych pod administracją, a panowie mundurowi wyjechali zza zakrętu na pełnym gazie :angryy: Na szczęście w porę przytuliłyśmy się do barierki... Gdyby ją przejechali (nie mówiąc już o mnie), założę się, że to ja miałabym problemy z prawem, chociaż jechali zdecydowanie za szybko, jak na takie warunki. Quote
Maron86 Posted March 1, 2014 Posted March 1, 2014 Rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy, podsyłaliśmy namiary do szkoleniowców zdając sobie sprawę że ten kundel będzie żył minimum 15lat chyba że go prędzej szlag trafi w skutek zagryzienia... Pies wyje od grudnia 2010r - wiem bo był brany 2m-c po tym jak my Szamana adoprowaliśmy... Pseudo maltan z pseudohodowli :roll:, mają go od 5-tyg życia i od pierwszego dnia atakował inne psy. Teraz już jest tak powalony że drze ryja zbiegając po klatce, wychodząc na dwór, widząc XXm dalej innego psa - parę razy wydarł mordę na mojego 'z zaskoczenia', mój już na sam jego widok ma pianę na mordzie :angryy:. Nie dzwoniłam na policje... czasem mam szczerą ochotę jednak zawsze jakoś ich sobie tłumaczę że przecież inne psy też wyją, że moim też się zdarza gdy jakimś cudem nikogo niema w domu (suka przez 30min od kiedy wyjdziemy szczeka, samiec wyje jak wilki do księżyca przez 10-20min. później grzecznie śpią)... Dodam że naprawdę jak u nas w domu nikogo niema to jest jakiś cud, chociaż zdarza 1-2x na m-c. Naprawdę już mi 'witki opadają' i nie wiem czy dzwonić, czy starać się tłumaczyć, a może zwyczajnie postraszyć :shake: Quote
Bandyta Posted March 1, 2014 Posted March 1, 2014 Ja bym poszła i powiedziała, że ok pies jest psem i szczeka. Moje też szczekają. Ale nie może to trwać kilka godzin bez przerwy i to każdego dnia. Jeśli zobaczyłabym, że zrozumieli co mówię to zapytałabym czy może podsunąć jakieś metody pracy z tym problemem czy fachowca polecić. Jakby mieli mnie gdzieś to najpierw powiedziałabym, że zacznę to zgłaszać na policję i w razie braku reakcji po ostrzeżeniu tak właśnie bym robiła. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.