4Łapki Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 Na swojej drodze spotkałam jednego jedynego yorka z którym wszystko (włącznie z właścicielką) było w porządku - nie szczeka, nie rzuca się. Mam uraz do tych psów od czasu, gdy jeden postanowił swoimi igiełkami sprawdzić, czy jestem smaczniejsza od suchej karmy :angryy: A inni napotkani przedstawiciele rasy jakoś mnie utwardzają w tym, żeby ich unikać. Swego czasu przychodziła do nas do parku dziewczyna, lat ok. 16. Nasłuchałam się, że mam swojego kundla zabierać, bo jej rasowy piesek, który bardzo dużo kosztował z roznosicielami pcheł bawić się nie będzie. Szkoda tylko, że mój "roznosiciel pcheł" zupełnie się nie interesował jej pieskiem i znajdował się dobre 8 m od niego, wąchając liściki :razz:. Kilka razy była w większej grupie i szczerze powiem, że aż strach było koło nich przejść. Nota bene, piesek chyba się znudził, bo teraz wyprowadza go jej mama. Quote
maxishine. Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 [quote name='Dardamell']Martens, to jest właśnie postawa jaką prezentuje Yuki, czyli to inni są winni za złe zachowanie mojego psa.[/QUOTE] Ciekawe ze ty tak to widzisz, wiesz? Bo ja mam nieco inne zdanie na ten temat. ;) Quote
ailema Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 [quote name='Martens']A mnie od zawsze niebywale intryguje, skąd w ludziach złość NA MNIE, kiedy muszą złapać/odwołać (sami albo na prośbę/ryk) psa, który się rzuca czy namolnie skacze po moich, i nie są w stanie z tego zrobić. Nie wiem, wydaje mi się, że mam prawo oczekiwać, że pies rzucający się ma moje z jazgotem albo z zębami, albo skaczący im po łbach, mimo że warczą, zostanie zabrany, i jak już to ja powinnam być wkurzona, a nie tamci właściciele. I wtedy zwykle zaczyna się korrida, bo ktoś zdziera bezskutecznie gardło próbując odwołać psa, a kończymy imprezę w uroczym tańcu, kiedy biega on wokół nas, a pies zręcznie mu się wywija i doskakuje do moich. Ja serio jestem cierpliwa, jeśli widzę, że ktoś ma dobre chęci i w ogóle próbuje psa złapać, trzymam swoje krótko, nie komentuję, nie dolewam oliwy do ognia. Dlaczego więc w takiej sytuacji zbieram tyle nienawistnych spojrzeń w moją stronę, komentarzy, epitetów? :roll: A już szczyt szczytów to teksty, po co ja tu chodzę (po osiedlowym chodniku!), czemu psy nie mają kagańców (od osoby, która na spacer nawet nie wzięła za sobą smyczy) i w ogóle dlaczego ja żyję, i śmiem swoją obecnością obnażać agresję ich psa i/albo ich nieudolność wychowawczą :) Nie wiem, Ci ludzie nie zdają sobie sprawy jak bardzo się ośmieszają? A serio, jak już wychowanie im nie wyszło, to wystarczyłaby ta głupia smycz za 10 zł, i oszczędziliby sobie, wstydu, nerwów i aerobiku dookoła mnie i moich psów. Nie ogarniam, czemu nawet po entej takiej sytuacji to do nich nie dociera, tylko wściekają się na mnie za to, że żyję. Po jednej takiej zabawie, kiedy moje psy po złapaniu obcego w końcu mogły kucnąć siku, dostałam jeszcze tekst "niech pani sobie już stąd idzie!!" - a ja tylko czekałam, żeby psy skończyły lać, tuż pod swoim blokiem :roll: a problem polegał na tym, że tamta pani nie miała w ogóle ze sobą smyczy i biedaczka musiała stać schylona i trzymać podnieconego labusia za obrożę, aż sobie nie pójdziemy... No cóż, nie poszłam sobie :diabloti: to nie była pierwsza akcja z tą babą, a tekst, że mam się wynosić spod własnego domu, bo ona nie ma smyczy dla psa sprawił, że uznałam, że w sumie bardzo miło mi się pod tym moim blokiem spaceruje :diabloti: A co ty się dziwisz jak się ma takiego psa morderce na smyczy to niestety trzeba schodzić :D A tak już na poważnie to ja już się przyzwyczaiłam i czasem wole zejść niż niepotrzebnie się denerwować Quote
Dardamell Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 Yuki, zabawne, bo pewnie nie tylko ja. Moja suka zjada resztki z dworu, a jak. Ale ja nie obwiniam o to ludzi wywalających te śmieci. Owszem, są śmiecioryjami, ale nie dlatego, że moja suka zżera a dlatego, że śmiecą. To nie ich wina, że psy jedzą to co znajdą. Nie potrafisz nauczyć psa aby nie zżerał lub wypluwał jak mu mówisz, to zakładasz kaganiec i nie ma o co płakać. Z drogi schodzę tylko tym, którzy wychowali swoje psy i nie ma z nimi problemów a widzę, że boją się mojej suki. Absolutnie nie schodzę z drogi jak ktoś ma psa niewychowanego i nie potrafi nad nim zapanować, chyba, że wiem lub widzę, że z psem pracuje to wtedy może liczyć na moją współpracę w ułatwieniu mu przejścia. Quote
maxishine. Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 Pies to nie maszyna A poza tym jak ktoś wyrzuca kości czy slonine to trudno żeby młody pies przeszedl lub przebiegł obojętnie. Quote
Dardamell Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 Czym innym jest nie posłuchanie co jakiś czas, bo pies to nie maszyna a czym innym notoryczne objadanie się śmieciami. Znam osobiście psy, które zainteresowane takimi rzeczami nie są. Właścicielom tych psów zazdroszczę, że nie muszą w tym temacie nic robić, bo ja musiałam się nagimnastykować. Im szybciej zrozumiesz, ze inni nie są winni zachowań Twojego psa tym lepiej dla Ciebie, bo łatwiej Ci się z nim będzie pracowało. Przerzucając winę na innych popadasz w poczucie beznadziei i braku kontroli psa, przez co praca z nim jest o wiele trudniejsza. Quote
rozi Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 Bo "kiedyś" jak człowiek szedł z psem na spacer, to był to czas poświęcony psu i zawsze wiadomo było, co pies robi, wystarczyło wrzasnąć w porę i puszczał zdobycz. A "teraz" człowiek gada przez komórkę, albo sms-y pisze, a pies robi co chce :D Edit: nawet na smyczy robi, co chce, parę razy widziałam takiego, co coś zżerał, a na drugim końcu smyczy pańcia zajęta telefonem. Quote
maxishine. Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 [quote name='rozi']Bo "kiedyś" jak człowiek szedł z psem na spacer, to był to czas poświęcony psu i zawsze wiadomo było, co pies robi, wystarczyło wrzasnąć w porę i puszczał zdobycz. A "teraz" człowiek gada przez komórkę, albo sms-y pisze, a pies robi co chce :D[/QUOTE] O nie, nie kochana. Ja idąc na spacer z psem biorę szarpaka albo piłkę i bawię się z psami, albo psy bawią się między sobą. Czasami puszczam sobie muzykę jak idę z nimi na dłuższy spacer (godzinny) -coś w rodzaju dogtrekkingu na 5 km. Quote
zmierzchnica Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 Wiecie co, włożę może kij w mrowisko, ale uważam, że nie zawsze ten, który ma psa na smyczy to osoba z góry mająca rację, a osoba z psem luzem, któremu się zdarzy podbiec, to jest chamska i niewychowana i w ogóle jak można tak :diabloti: A to ze względu na to, że ludzie z jakiegoś niesamowitego powodu... Lubią się wyżywać na innych i prowokują takie sytuacje, w których pojawia się problem, a potem nie chcą odpuścić. Krótko opiszę - byłam z psami w opuszczonej części parku. To taka zarośnięta polanka, trochę drzew, służby tu nie dbają o nic, nie chodzą ludzie z dziećmi, czasem z psami tylko - wszystkie znam i lubią się z moimi. Mam psy luzem, czwórka. Bawię się z nimi - każę im zostawać, wołam do siebie. Rzucam piłkę, chowam się im. Zajmuję kawałek miejsca, totalnie na boku, pochłonięta z psami. Ni z tego ni z owego, od tyłu, prosto na nas, wchodzi pan z weimarem na smyczy. Moje psy, przekonane, że jakiś kumpel (ludzie ze znajomymi psami tak podchodzą po prostu) - lecą. Ja się orientuję, że pies nieznajomy, odwołuję. Psy były bardzo blisko tego weimara, ale wróciły do mnie, zorientowawszy się, że to nieznajomy. Już mam na ustach "przepraszam", gdy słyszę... Ryk. "CZEMU TE PSY BEZ SMYCZYYYYY!!!! CHOLERA JASNAAA!!!". Z trudem wydusiłam "przepraszam bardzo", ale facet się już nakręcił i ryczy dalej coś o smyczach, o tym, że jego pies moje pogryzie. Odpowiadam, że przecież nic się nie stało, że może by się polubiły, przecież chyba jego pies aż tak agresywny nie jest. Wrzask: "POGRYZIE!! POGRYZIE!! PSY TRZEBA UŁOŻYĆ DO CHOLERY!!!". Hm, wydaje mi się, że gdyby pan ułożył swojego psa, to by nie dostawał szału, że jego pies pogryzie inne. Weimar zasadniczo olał całą sprawę, więc nie wiem, czy nagle się rzuca do gardła (może...), ale jakoś wcale agresywny się nie wydawał. Dalsza dyskusja nie miała sensu, bo ewidentnie facet mnie nie słuchał, a sposób, w jaki się wydzierał, każe mi myśleć, że chciał się wyżyć. Bo NAPRAWDĘ nic się nie stało, moje psy jego nie tknęły, odwołałam je od razu. Przyznam, że zepsuł mi cały dzień tym rykiem, pomyślałam, że może dogomanii się naczytał (jeśli tak - pozdrawiam i polecam linkę, może jak się wyżeł wybiega, zamiast łazić na krótkiej smyczy, to psów gryźć nie będzie) :evil_lol: Fakt, moje psy podbiegły, może to "chamstwo", ale jeśli wiem, że mam agresywnego psa i ładuję się między cztery psy luzem, to jak to nazwać? Oczywiście, miejsce publiczne i facet ma prawo chodzić gdzie chce, ale pytanie, PO CO prowokować takie sytuacje? I to naprawdę nie pierwszy raz. Przedwczoraj ćwiczyłam z psami zostawanie. Kilka ścieżek do wyboru, przy jednej zostawiłam psy i odeszłam na kilka metrów. Odwracam się, a koło moich psów idzie koleś z nakręconym na maksa amstaffem. Mija moje psy i mówi do nich "nooo nie bójcie się pieski". Moje dostały znowu "zostań" i nie było sprawy, olały... Ale ktoś mi wytłumaczy PO CO, jeśli ma się agresywnego i nieopanowanego psa, ładować się koło psów luzem, jeśli naprawdę nie jest problemem przejście troszkę inną ścieżką? Miałam agresywnego psa, wiem jak to jest - sama schodziłam z drogi, zmieniałam kierunek spaceru i nigdy, przenigdy, nie ładowałam się tam, gdzie psy bawiły się luzem, z miną "jak któryś podbiegnę to mu wpieprzę" :roll: Nie wymagam schodzenia mi z drogi, ale nie rozumiem, czemu ktoś prowokuje problemy... Quote
Dardamell Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 Ja na miejscu tamtego faceta dostałabym zawału. Co prawda nie wrzeszczałabym, ale umarłabym na miejscu. Tobie się nie wydaje, ze on miał agresywnego psa, ale pewności nie masz. Moja suk agresywna bywa, spotkania z psami to niestety moja udręka, bo przy pierwszym ona musi sobie na psa z jakiejś odległości po prosty popatrzeć, przy drugim spotkaniu może się z nim obwąchać. Bawić, jeżeli w ogóle, to dopiero przy trzecim spotkaniu. Podbiegniecie i obwąchiwanie przy pierwszym spotkaniu może się spotkać z jej bardzo stanowczą reakcją i to niezbyt przyjemną. Z tym, że ja nie chodzę tam, gdzie wiem, ze psy będą biegać luzem. Chyba, że to jest akurat nasz czas - z osobami, które wychodzą u nas z psami mamy pi razy oko poustalane w jakich godzinach ktoś chodzi. Jeżeli w porę zauważę to zmieniam trasę, ale jak nie zauważę, to jest mi źle bardzo. Quote
zmierzchnica Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 (edited) [quote name='Dardamell']Ja na miejscu tamtego faceta dostałabym zawału. Co prawda nie wrzeszczałabym, ale umarłabym na miejscu. Tobie się nie wydaje, ze on miał agresywnego psa, ale pewności nie masz. Moja suk agresywna bywa, spotkania z psami to niestety moja udręka, bo przy pierwszym ona musi sobie na psa z jakiejś odległości po prosty popatrzeć, przy drugim spotkaniu może się z nim obwąchać. Bawić, jeżeli w ogóle, to dopiero przy trzecim spotkaniu. Podbiegniecie i obwąchiwanie przy pierwszym spotkaniu może się spotkać z jej bardzo stanowczą reakcją i to niezbyt przyjemną. Z tym, że ja nie chodzę tam, gdzie wiem, ze psy będą biegać luzem. Chyba, że to jest akurat nasz czas - z osobami, które wychodzą u nas z psami mamy pi razy oko poustalane w jakich godzinach ktoś chodzi. Jeżeli w porę zauważę to zmieniam trasę, ale jak nie zauważę, to jest mi źle bardzo.[/QUOTE] Nie było szans, żeby nas nie zauważył. U mnie w mieście nie ma wybiegów dla psów, po to chodzę jak najdalej, żeby móc psy wybiegać. Na rzęsach już nie stanę, żeby wszystkim było dobrze... No nie wiem, ja mam stado psów, nieraz do nas jakiś agresor podbiegnie (już nie mówię o namolnych psach, bo to norma), nie zdarza mi się wrzeszczeć na właścicieli - ewentualnie stanowcza prośba. Może to kwestia wychowania. PS. Ja to naprawdę rozumiem, że ktoś się wystraszy czy zezłości - jak do Frotka, zajętego kopaniem dziury, podbiegł kaukaz to mało nie padłam na zawał. On go nie zauważył, zawołałam Frotę - wtedy podniósł łeb i zobaczył wielkiego psa przy swoim zadzie. Na szczęście się nie rzucił ze strachu, bo bym miała po psie... Wołam Frotka, on do mnie, a kaukaz... Za nim. Na szczęście Chibi i Hera podniosły alarm, pies odpuścił. Właściciel dobiegł do kaukaza, ani be ani me, ja do niego zagadałam - że nic się nie stało, spokojnie. Facet nawet na mnie nie spojrzał, a należałoby chociaż przeprosić :roll: Innym razem podbiegł mix bernardyna i zaczął się dostawiać do suczek... One wielkości jego głowy, uciekają, plączą się na smyczy, on za nimi. Właściciel podszedł po 5 minutach kotłowaniny, nic nie powiedział, powiedziałam mu tylko, że proszę psa na smyczy prowadzić, bo ktoś może się wystraszyć, nawet się nie odezwał :evil_lol: Ale ja do tych psów sama nie podeszłam, nie prowokowałam sytuacji konfliktowej, jak je widzę z daleka - zmieniam kierunek i odchodzę. Problem w tym, że jak ktoś zauważy, że się staram, przejmuję, szkolę psy to zaczyna ode mnie wymagać i pyszczyć. Ciekawa jestem czy do faceta z amstafem ten radosny pan z weimarem też by się wydarł. Ale że wyglądam na kilkanaście lat... To można :p Edited February 6, 2014 by zmierzchnica Quote
Pani Profesor Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 zmierzchnica, ale są dwie strony medalu - z jednej strony Twoje psy nic nie zrobią tamtemu, bo nie są agresywne, są do odwołania i tak dalej, ale z drugiej strony - ja się czasem wściekam na podbiegające zwierzaki, nawet te pokojowo nastawione, bo wiem, że mój pies lubi rozedrzeć na takie ryj i to mi go demoralizuje. miałam sytuację, że zeszłam chłopu z drogi, szedł z jakimś TTB, trzymam Pata krótko, skupiam uwagę na sobie (usiłuję go nauczyć olewki), a gość luzuje smycz, podchodzi coraz bliżej z zamiarem "zapoznania". proszę go, żeby nie podchodził, bo mój pies wyskoczy, na co gość i tak lezie z hasłem "tylko się przywitają, moja nic nie zrobi" :roll: i weź tu się nie wścieknij, nawet jeśli ten TTB by nic nie zrobił, to mój Pat by wydarł ryja i cała nauka poszłaby się...no. nawet jeśli pies z daleka nie wygląda na "aż tak" agresywnego (jak ten weimar), to może być tak, że właściciel go uczy olewki, a podbiegacze (nawet nieagresywne) to psują. do nas podleciał malusieńki maltańczyk, Pat dostał szału bo nie znosi szczeniaków, w zasadzie to było podbramkowo bo odciągałam go, a maluch za nami radośnie leciał.. jakbym nie utrzymała swego psa, to maltan by źle skończył - i co wtedy? poza tym dzięki takim akcjom psuję wszystko to, co udało mi się psu wbić do łba... Quote
Pani Profesor Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 aha, dodam jeszcze, że nie trawię takich 'domorosłych analityków' jak ten facet od TTB - skoro mój pies siedzi grzecznie, nie ma furii w oczach, on zna swoją sukę i wie, że nie ugryzie, to CZEMU BY TU NIE PODEJŚĆ? (chociaż ja proszę wyraźnie - nie, nie podchodź pan, nie chcę żadnego kontaktu). leci wtedy "ale się pobawią", "ale przecież on nie szczeka" tudzież "widać, że nic nie zrobi" :roll:, bo mój pies czasami serio dobrze kamufluje swoje zapędy, nie wygląda z daleka, jakby chciał przyatakować, nieraz macha ogonem i wygląda przyjaźnie, zachęcająco, a potem znienacka wywala zębiska i atakuje bez ostrzeżenia. ludzie nie czają, że NIE = NIE, wychodzę na psychiczną furiatkę, ale jakoś mi to wisi, wolę warknąć po chamsku, niż potem rozdzielać psy... Quote
zmierzchnica Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 [quote name='Pani Profesor']zmierzchnica, ale są dwie strony medalu - z jednej strony Twoje psy nic nie zrobią tamtemu, bo nie są agresywne, są do odwołania i tak dalej, ale z drugiej strony - ja się czasem wściekam na podbiegające zwierzaki, nawet te pokojowo nastawione, bo wiem, że mój pies lubi rozedrzeć na takie ryj i to mi go demoralizuje. miałam sytuację, że zeszłam chłopu z drogi, szedł z jakimś TTB, trzymam Pata krótko, skupiam uwagę na sobie (usiłuję go nauczyć olewki), a gość luzuje smycz, podchodzi coraz bliżej z zamiarem "zapoznania". proszę go, żeby nie podchodził, bo mój pies wyskoczy, na co gość i tak lezie z hasłem "tylko się przywitają, moja nic nie zrobi" :roll: i weź tu się nie wścieknij, nawet jeśli ten TTB by nic nie zrobił, to mój Pat by wydarł ryja i cała nauka poszłaby się...no. nawet jeśli pies z daleka nie wygląda na "aż tak" agresywnego (jak ten weimar), to może być tak, że właściciel go uczy olewki, a podbiegacze (nawet nieagresywne) to psują. do nas podleciał malusieńki maltańczyk, Pat dostał szału bo nie znosi szczeniaków, w zasadzie to było podbramkowo bo odciągałam go, a maluch za nami radośnie leciał.. jakbym nie utrzymała swego psa, to maltan by źle skończył - i co wtedy? poza tym dzięki takim akcjom psuję wszystko to, co udało mi się psu wbić do łba...[/QUOTE] I z tego względu, że masz takiego psa, zawsze chodzisz tam, gdzie widzisz psy luzem? :p Czytałam o zachowaniu Twojego psa, mój Frotek zachowywał się dokładnie tak samo, pierwsze dwa lata to była męka. Ale jeśli jakiś pies podbiegł do niego (a on robił cyrk z rykiem i skakaniem na wysokość mojej twarzy włącznie), ale właściciel psa odwołał, to nie dostawałam szału. Doprowadza mnie do szewskiej pasji, jak proszę kogoś o odwołanie i ten ktoś mi mówi "ale mój nic nie zrobi, ale się pobawią, ale on mnie nie słucha" i nie próbuje psa zawołać. Choć i wtedy nie wrzeszczę jak opętana. Ale jeśli ktoś odwołuje psa i ten pies nawet do mnie nie dobiegnie - o co mam się pluć? Że coś takiego się zdarzyło, no wyrwał i wrócił... Oczywiście, można grozić policją, bo tak w sumie psom w ogóle nie wolno biegać. Problem w tym, że jak osoba plująca się potem ma kolejnego psa, tym razem super miłego i łagodnego, to jakoś sama potem się denerwuje, że nie może psa spuszczać, bo wszyscy wokół pretensje mają ;) Moje psy nie są podbiegaczami, zaznaczam, nie pozwalam na to! Ale zdarzyło mi się, nie są robotami, ja też nie jestem. Przeprosiłam, gdybym go widziała, to bym zapięła psy na smycz (a szczególnie Chibi, bo to ona zwykle prowokuje), naprawdę nie chciałam, żeby to się wydarzyło. Jednak jak pan zaczął ryczeć, wrzeszczeć i się pluć, to efekt był odwrotny i niepotrzebny, mogliśmy załatwić sprawę - powiedziałby, że on o tej godzinie tu chodzi, wiedziałabym, że wtedy mam go unikać i robiłabym to! Dlatego wydaje mi się, że chamstwo to nie jest błąd, chamstwo to to, co z tym błędem robimy... Quote
Maron86 Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 Hah jak bym zobaczyła luźno biegnącą sforę psów w stronę mojego to już bym wiedziała że przynajmniej jeden żywy z tego spotkania nie wyjdzie. Nie wiem na jakiej odległości były twoje psy od tamtego - jednak jeśli na odległość smyczy to wcale się nie dziwię że faceta w środku zagotowało. Poza tym ludzie są nauczenia doświadczeniami z podbiegaczami, u mnie 99% to głupie, nieodwoływalne, szczekające agresory. Właśnie dlatego wszystkie spuszczone luzem psy widzę jako 'takie'. Inną sprawą jest to że mój pies wygląda na wiecznego dzieciaka i większość ludzi pcha się mi na psa ze swoim 'witać się', gdzie charakterek mojego psa jest z goła inny. Z początku wita, a wystarczy że 2gi chociaż się zająknie podczas poznawania i ... good bye psiaku. U nas też niema wybiegów, jednak wiedząc jakiego mam psa nie spuszczam o z linki - jednak wiem że inni mają wyrąbane jaki jest ich pies i stąd się biorą spięcia. Ogólnie uważam że serio 'większe prawo' do darcia ryja ma ten który ma psa na smyczy/w kagańcu niż ten którego psy biegają luzem. Dlatego jak spuszczam Magię to mam oczy dookoła dupy i zawsze odwołuje nawet gdy widzę 'znajomego' właśnie po to by uniknąć wyżej opisanych sytuacji. Quote
Beatrx Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 może ten weimar po prostu czekał, aż pieski podlecą pod jego ząbki i dopiero wtedy by im spuścił łomot? to, ze pies ignoruje latające wokół niego psy nie znaczy, że jest łagodniutki i mając obcego psa w zasięgu pyska nie ugryzie. inna sprawa, ze ja bym zapytała kolesia o co mu chodzi i czemu ładuje się z agresywnym psem w totalną dziurę, gdzie latają luzem inne psy. albo bym powiedziała, ze jak właściciel jest agresywny to jak piesek ma być łagodny:diabloti: Quote
Maron86 Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 [quote name='zmierzchnica']Krótko opiszę - byłam z psami w opuszczonej części parku. To taka zarośnięta polanka, trochę drzew, służby tu nie dbają o nic, nie chodzą ludzie z dziećmi, czasem z psami tylko - wszystkie znam i lubią się z moimi.[/QUOTE] [quote name='Beatrx'] inna sprawa, ze ja bym zapytała kolesia o co mu chodzi i czemu ładuje się z agresywnym psem w totalną dziurę, gdzie latają luzem inne psy. albo bym powiedziała, ze jak właściciel jest agresywny to jak piesek ma być łagodny:diabloti:[/QUOTE] Może zwyczajnie facet liczył że spokojnie sobie z psem pospaceruje skoro tam prawie nie widać ludziów i piesów? Całkiem możliwe że to nie pierwsze psy które mu podleciały na tym spacerze? Mógł mieć najzwyczajniej w świecie dość użerania się z psami bo cudze podbiegły? Sama nie raz przez to przechodziłam, nadal gdy komuś 'odpuszczę' przechodzę. Do ludzi nie dociera jeśli się nie żuci złośliwego komentarza, ja sama z niektórymi psami podbiegającymi użerałam się po ładnych parę m-c do momentu aż nie wyskoczyłam z tekstem typu 'widzę że znudził się piesek i tylko czeka pan/pani aż mój go zeżre', jak totalnie szlag mnie trafia to też potrafię być naprawdę podła. Nie wiem 'jak blisko' podbiegły psy do tego weimara, więc nie wiem czy ja osobiście bym zareagowała czy nie. Nie twierdzę że twoje psy są podbiegającymi ujadaczami, tylko ja zwyczajnie mam już 'wyuczony odruch' wkurzania się na podbiegacze. Quote
Martens Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 [quote name='zmierzchnica']Wiecie co, włożę może kij w mrowisko, ale uważam, że nie zawsze ten, który ma psa na smyczy to osoba z góry mająca rację, a osoba z psem luzem, któremu się zdarzy podbiec, to jest chamska i niewychowana i w ogóle jak można tak :diabloti: A to ze względu na to, że ludzie z jakiegoś niesamowitego powodu... Lubią się wyżywać na innych i prowokują takie sytuacje, w których pojawia się problem, a potem nie chcą odpuścić. [/QUOTE] Dla mnie taka sytuacja to skrajności ;) i ja o takich nie pisałam, bo chryje opisane w moim poście zazwyczaj mają miejsce na osiedlowym chodniku, w momencie kiedy ja próbuję spokojnie przebyć 20-30 metrów pod dwoma blokami, żeby z tego osiedla wyjść i pójść na właściwy spacer. Zawsze jak mam wybór na otwartej przestrzeni to obcych ludzi z psami luzem omijam z jak najdalszej odległości, żeby nie wchodzić nikomu w paradę. Niestety jednak wiem, o czym piszesz, bo miałam raz podobną akcję nad morzem, tyle że wszystkie psy luzem. Plaża, wieczór, koniec września, pusto, jestem z dwoma psami, samcem nie lubiącym generalnie obcych psów i mega przyjazną 9-miesięczną suką, bawimy się w wodzie przy brzegu w aport. Nadciągają w naszą stronę 2 baby z 3 psami - malamutem, suką rodezjana i jakimś małym kundlem. Miejsca żeby się minąć jest dość, do wydm kilkadziesiąt metrów, można spokojnie się minąć po łuku bez interakcji - ale po co... Babska ładują się z trzema psami luzem prosto w nasz "obóz". Nie wierzyłam, że są aż tak durne, ale kiedy do mnie dotarło, że jednak tak, czym prędzej odwołałam swojego fikającego do psów samczyka, żeby nie było dymu i czekam aż przejdą. Przechodzą, nawet im do głowy nie przyszło odwołać psy :roll: Malamut, jak się okazało młody samiec, podszedł do mnie i mojego na metr, mój warczy wkur*wiony, jedna z bab odkryła Amerykę i mówi do drugiej "ojej może go zawołaj" :roll: Malamut mądrzejszy od właścicielek odszedł, za to moja suka podeszła powąchać przechodzącego przez nasze miejsce zabaw kundelka i... została dziabnięta w pysk :roll: Witki mi opadły... Nie wiem, jak można na pustej szerokiej plaży ładować się z trzema psami luzem, w tym minimum jednym nie lubiącym innych psów, akurat w to miejsce, gdzie biwakują obcy ludzie, z dwoma obcymi psami, i widać z daleka, że czymś się bawią, a więc już mamy potencjalny obiekt do spiny, czyli zabawki tych obcych psów. Nie wiem, głupota ludzka jest chyba po prostu nieskończona. Quote
Pani Profesor Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 [quote name='zmierzchnica']I z tego względu, że masz takiego psa, zawsze chodzisz tam, gdzie widzisz psy luzem? :p Czytałam o zachowaniu Twojego psa, mój Frotek zachowywał się dokładnie tak samo, pierwsze dwa lata to była męka. Ale jeśli jakiś pies podbiegł do niego (a on robił cyrk z rykiem i skakaniem na wysokość mojej twarzy włącznie), ale właściciel psa odwołał, to nie dostawałam szału. Doprowadza mnie do szewskiej pasji, jak proszę kogoś o odwołanie i ten ktoś mi mówi "ale mój nic nie zrobi, ale się pobawią, ale on mnie nie słucha" i nie próbuje psa zawołać. Choć i wtedy nie wrzeszczę jak opętana. Ale jeśli ktoś odwołuje psa i ten pies nawet do mnie nie dobiegnie - o co mam się pluć? Że coś takiego się zdarzyło, no wyrwał i wrócił... Oczywiście, można grozić policją, bo tak w sumie psom w ogóle nie wolno biegać. Problem w tym, że jak osoba plująca się potem ma kolejnego psa, tym razem super miłego i łagodnego, to jakoś sama potem się denerwuje, że nie może psa spuszczać, bo wszyscy wokół pretensje mają ;) Moje psy nie są podbiegaczami, zaznaczam, nie pozwalam na to! Ale zdarzyło mi się, nie są robotami, ja też nie jestem. Przeprosiłam, gdybym go widziała, to bym zapięła psy na smycz (a szczególnie Chibi, bo to ona zwykle prowokuje), naprawdę nie chciałam, żeby to się wydarzyło. Jednak jak pan zaczął ryczeć, wrzeszczeć i się pluć, to efekt był odwrotny i niepotrzebny, mogliśmy załatwić sprawę - powiedziałby, że on o tej godzinie tu chodzi, wiedziałabym, że wtedy mam go unikać i robiłabym to! Dlatego wydaje mi się, że chamstwo to nie jest błąd, chamstwo to to, co z tym błędem robimy... Nie chodzę specjalnie tam, gdzie biegają psy luzem, moje tereny spacerowe to generalnie plątanina wzgórz, drzew i zaułków, więc często taki psiur po prostu wylatuje zza krzaka i pozamiatane. Jeśli jakiś pies nawet do nas nie dobiegnie, to ja się skupiam raczej na odetchnięciu z ulgą, niż na ochrzanie dla właściciela :D ale podbiegający pies "się pobawić" mnie akurat denerwuje, bo nie znoszę uspokajać Patryka jak dostanie szału, a poza tym - jak mówiłam - demoralizuje mi go to, bo dopuszcza do eskalacji agresji (normalnie mu nie pozwalam przecież zbliżyć się do psa tak blisko, a że sam podchodzi, to jak mam zabronić?) Ja generalnie cierpię z powodu 'ułomności' :cool3: mojego psa, więc puszczanie go luzem albo z piłką (zahipnotyzowany, mija psy nie zauważając ich), albo mam oczy dookoła głowy i to jest 'brzemię', które znoszę, dopóki go nie wychowam. To samo wg. mnie powinni robić właściciele nieodwoływalnych psów, nawet jeżeli NIE są agresywne, bo - jak pisałam - historia maltańczyka nie skończyłaby się dobrze, gdybym nie podniosła Patryka za fraki w górę, bo maluch nas gonił, niezrażony darciem japy mego psa. a tak poza tym to dodam, że po spacerze w wyjątkowo 'chodliwej' porze, przy ładnej pogodzie, kiedy miniemy 10 psów na które Pat wydrze ryj (bo zdarzają się i takie dni, że NIC do niego nie dociera, nie mogę go uspokoić), a na domiar złego podleci pies się zaprzyjaźniać, to ze zwyczajnej wściekłości i niemocy nieraz się wydrę. inna bajka, że mi zwyczajnie żal takiego psa, który dostaje zębami od wściekłego Patryka... Quote
Pani Profesor Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 [quote name='Martens']Dla mnie taka sytuacja to skrajności ;) i ja o takich nie pisałam, bo chryje opisane w moim poście zazwyczaj mają miejsce na osiedlowym chodniku, w momencie kiedy ja próbuję spokojnie przebyć 20-30 metrów pod dwoma blokami, żeby z tego osiedla wyjść i pójść na właściwy spacer. Zawsze jak mam wybór na otwartej przestrzeni to obcych ludzi z psami luzem omijam z jak najdalszej odległości, żeby nie wchodzić nikomu w paradę. Niestety jednak wiem, o czym piszesz, bo miałam raz podobną akcję nad morzem, tyle że wszystkie psy luzem. Plaża, wieczór, koniec września, pusto, jestem z dwoma psami, samcem nie lubiącym generalnie obcych psów i mega przyjazną 9-miesięczną suką, bawimy się w wodzie przy brzegu w aport. Nadciągają w naszą stronę 2 baby z 3 psami - malamutem, suką rodezjana i jakimś małym kundlem. Miejsca żeby się minąć jest dość, do wydm kilkadziesiąt metrów, można spokojnie się minąć po łuku bez interakcji - ale po co... Babska ładują się z trzema psami luzem prosto w nasz "obóz". Nie wierzyłam, że są aż tak durne, ale kiedy do mnie dotarło, że jednak tak, czym prędzej odwołałam swojego fikającego do psów samczyka, żeby nie było dymu i czekam aż przejdą. Przechodzą, nawet im do głowy nie przyszło odwołać psy :roll: Malamut, jak się okazało młody samiec, podszedł do mnie i mojego na metr, mój warczy wkur*wiony, jedna z bab odkryła Amerykę i mówi do drugiej "ojej może go zawołaj" :roll: Malamut mądrzejszy od właścicielek odszedł, za to moja suka podeszła powąchać przechodzącego przez nasze miejsce zabaw kundelka i... została dziabnięta w pysk :roll: Witki mi opadły... Nie wiem, jak można na pustej szerokiej plaży ładować się z trzema psami luzem, w tym minimum jednym nie lubiącym innych psów, akurat w to miejsce, gdzie biwakują obcy ludzie, z dwoma obcymi psami, i widać z daleka, że czymś się bawią, a więc już mamy potencjalny obiekt do spiny, czyli zabawki tych obcych psów. Nie wiem, głupota ludzka jest chyba po prostu nieskończona.[/QUOTE] tutaj nie ma innego usprawiedliwienia, niż głupota - to jest autentyczny kretynizm, syndrom ofiary życiowej pt. "popatrzę co się stanie", zero przewidywalności, tacy ludzie nie powinni mieć ani psa, ani dzieci, ani niczego, za co trzeba być odpowiedzialnym. to jest brak mózgu i koniec,bo jak inaczej nazwać ZEROWY instynkt opiekuńczy wobec psa, który może trafić na niezrównoważonego, zaciekłego agresora i skończyć żywot. inna bajka, że masz 'te groźne psy z wielką mordą', więc to kolejny argument na brak mózgu, bo chyba każdy wie w jaki sposób taki pies walczy i ewentualna chryja się NIE skończy dobrze dla ich psa. Quote
omry Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 Najbardziej nie lubię takich niedorajd, które to w nieprzyjemnej sytuacji w ogóle nie reagują na swojego psa albo robią to nieudolnie niczym cofnięci w rozwoju, takie zombiaki "No chooooodź, Maksiu, chooooodź, ale jesteś niedobry.." przy czym ja trzymam swoje psy żeby Maksiu wrócił do domu cało, bo ewidentnie jest samobójcą. A samce beagli to dominanci zazwyczaj? No kurcze trochę ich tu jest i każdy chciałby wpieprzyć Iwanowi. Quote
maxishine. Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 [quote name='Martens']Nie wiem, jak można na pustej szerokiej plaży ładować się z trzema psami luzem, w tym minimum jednym nie lubiącym innych psów, akurat w to miejsce, gdzie biwakują obcy ludzie, z dwoma obcymi psami, i widać z daleka, że czymś się bawią, a więc już mamy potencjalny obiekt do spiny, czyli zabawki tych obcych psów. Nie wiem, głupota ludzka jest chyba po prostu nieskończona. Odnośnie podkreślonej części zdania, też miewam takie sytuacje, bawię się z Figą, podlatuje do nas pies i zaczyna się walka. No kurczę, to tak jak by dać psu na dworze surową kość, usiąść obok niego na kocu i podlatujący pies obrywa. No chyba się nie podzieli z obcym psem? A właściciele wytrzeszczają oczy, że mój piesek nie chce się pobawic zabawką z ich psem...:roll: Quote
FLY Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 Uwielbiam ten wątek:loveu: Po każdorazowej lekturze uświadamiam sobie, że obok świata w którym ja żyje, jest jeszcze jakiś inny. Świat zapełniony idiotami, kretynami, chamami, tępymi debilami którzy nic nie rozumieją i nic do nich nie dociera. Oczywiście są wyjątki (a większość z nich udziela się tutaj;) ). współczuje, bardzo ciężkie i stresujące musi być życie z takim podejściem... Quote
Beatrx Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 [quote name='Maron86']Może zwyczajnie facet liczył że spokojnie sobie z psem pospaceruje skoro tam prawie nie widać ludziów i piesów?.[/QUOTE] z tego co zrozumiałam to zmierzchnica pisała, że facet musiał ją widzieć z oddali, a skoro widział to po co się pchał? co innego gdyby gdzieś z krzaków jej psy na weimara wyleciały, ale jeśli widać z daleka co na polance się dzieje no to sorry... Quote
evel Posted February 6, 2014 Posted February 6, 2014 [quote name='Martens'] Nie wiem, jak można na pustej szerokiej plaży ładować się z trzema psami luzem, w tym minimum jednym nie lubiącym innych psów, akurat w to miejsce, gdzie biwakują obcy ludzie, z dwoma obcymi psami, i widać z daleka, że czymś się bawią, a więc już mamy potencjalny obiekt do spiny, czyli zabawki tych obcych psów. Nie wiem, głupota ludzka jest chyba po prostu nieskończona. Mnie ze dwa lata temu jakaś pańcia wlazła z suką collie pomiędzy mnie trzymającą pozbierane w pośpiechu frisbee a moją sukę na siad-zostań, choć miała coś jakby milion innych ścieżek do wyboru. Zwolniłam sukę, bo stwierdziłam, że i tak wyłamie komendę w takich warunkach, poszła się powąchać ładnie jak na nią, natomiast collie coś tam sobie zaczęła fikać, więc Zu ją przegoniła przez caaaaalusieńkie boisko, żeby sobie nie myślała, a babka się słowem nie odezwała nawet A co do weimara - ja osobiście, posiadając przez ponad 3 lata psa, który nie cierpi innych, NIGDY nie wlazłam w stadko puszczonych luzem psów, bo po co prowokować takie idiotyczne sytuacje? Jakby nie można było przejść sobie bokiem. Jeśli idziemy napraaaawdę daleko po łuku i coś do nas wtedy podbiega to można się drzeć albo interweniować, a tu facet - z opisu - praktycznie wlazł w psy i się darł. Sensu w tym za grosz. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.