WiedźmOla Posted February 3, 2014 Posted February 3, 2014 [quote name='Dardamell']To nie przez tych ludzi Twoja suka zjada rzeczy na spacerach. Nie ma co się oszukiwać i szukać winy w innych. Jeżeli moje psy mają z czymś problem - rzucanie się na inne psy nadmierne bronienie przed obcymi, zjadanie śmieci, etc. - to wiem, że to ja sobie nie poradziłam z danym problemem lub jestem w trakcie rozwiązywania go a nie zrzucam winę na innych. Owszem, wkurza mnie, że ludzie wyrzucają śmieci, ale to nie oni są winni, że psy to jedzą.[/QUOTE] Tylko, że pies to nie robot i nie zawsze się usłucha/oprze. Właściciel też nie ma oczu dookoła głowy i szyi rozciąganej, która za psem poleci 5m :) Quote
maxishine. Posted February 3, 2014 Posted February 3, 2014 [quote name='Maron86']U mnie biega spuszczony malamut wyprowadzany przez około 75-80letnią staruchę do której nic nie dociera. Wiecznie podłazi mi pod psy i są spięcia, tyle że ten kundel ma resztki oleju w głowie i jak widzi Szamana to się trzyma od niego na długość Szamanowej linki :roll:. Zazwyczaj Szaman wychodzi na dwór z sukami, więc proszę sobie wyobrazić jego furię i wściekłość na widok nachalnego samca :angryy:. Ostatnio jak szłam z suką na DT (w typie mastifa pirenejskiego) + swoją suką ('hovawart/chart) + Szaman ('mastif tybetański') to myślałam że z tego kundla obroża zostanie! Próbował mi gwałcić sukę którą mam na DT i się zaczęła wojna... babsko nic nie zrobiło tylko stało w miejscu i wołało ... dopiero jak futro tamtego się posypało to zrezygnował i sobie polazł. Ja z 3ma wielkimi psami (Szaman 54kg, Magia 37, Nirwana 68 ) szamotająca się żeby kundla nie zeżarły, nawet nie miałam jak wyjąć komórkę i zadzwonić na straż. Zresztą ona tyle razy była zgłaszana, a żadnego mandatu nie dostała że przestaję widzieć sens tego zgłaszania - ale niech ktoś zadzwoni na biegającego luzem pitbulla, to już nie straż przyjedzie tylko od razu hycel[/QUOTE] Kobieta ewidentnie sobie nie radzi z opieką nad psem. Nie możesz zgłosić tego do TOZu albo jakiejś fundacji dla malamutów, która znajduje się w pobliżu? I poprosić o potwierdzenie tych faktów innych psiarzy? Quote
Dardamell Posted February 3, 2014 Posted February 3, 2014 WiedźmaOla, co nie zmienia faktu, że to nie Ci ludzie są winni tego, że psy zjadają różne rzeczy na spacerach. Owszem, fajnie by było gdyby nie wyrzucali niczego, bo pies nie miał by czego zżerać, ale to wciąż nie ich wina. Takie winienie innych za to, że pies zżera jest tym samym co wkurzanie się, że idąc z agresorem napotykamy na spacerze inne psy. Czy to wina Tych ludzi, że nasz pies się rzuca? Nie, oni tylko tam są. Quote
Maron86 Posted February 3, 2014 Posted February 3, 2014 [quote name='Yuki_']Kobieta ewidentnie sobie nie radzi z opieką nad psem. Nie możesz zgłosić tego do TOZu albo jakiejś fundacji dla malamutów, która znajduje się w pobliżu? I poprosić o potwierdzenie tych faktów innych psiarzy?[/QUOTE] Nie ma szans, u nas w okolicy TOZ działa jak działa. Nie zainteresują się psem który jest nażarty, kurcze nie interesują się nawet przymierającym głodem starym psem którego im zgłaszałam... Jakieś 13lat suka, kości obciągnięte skórą, słania się na łapach, obroży to w życiu nie widziała, nie wiem czy w ogóle to to szczepione :roll:. TOZ ze szczecina - nie ich rejon, Schronisko - nie ich rejon, SM - nie ma szans żeby ona zapłaciła karę. Jednak nie mam co narzekać, ostatnio moje psy chciały zeżreć jej 'mamuta' (widziałam że lezie w moją stronę to psiakom ściągnęłam kaganiec, a co się biedne mają denerwować) - teraz jak widzi że się zbliżam to bluzga i zabiera psa do domu :evil_lol: Quote
barbarasz49 Posted February 3, 2014 Posted February 3, 2014 [quote name='Yuki_']Ten świat schodzi na psy (w złym znaczeniu) :shake: A propo chleba, moja Kena też zaczęła jeść, szczególnie jak spuszczałam ze smyczy. Zaczęłam jej zakładać kaganiec, bo za żadne skarby nie mogę jej tego oduczyć...:roll:[/QUOTE] Ja wiem,że to co napiszę niektórym wyda się bzdurą,ale ja zaczynając szkolenia moich psów zawsze miałam m.in. w programie uczenia psa,że na spacerze nie wolno ruszyć żadnego jadalnego kąska czy innego świństwa,które leżały na drodze.Poleceniem "fe nie wolno" pies natychmiast przestawał się nim interesować i przybiegał do nogi.Tak było kiedyś z moimi ON-kami tak jest teraz z labradorką. Ja wiem że psy są różne,ale przy intensywnej nauce takiego zachowania,oczywiście nagradzając psa smakołykiem za prawidłowe wykonanie polecenia można osiągnąć super efekty. Z czasem przysmaki nie będą potrzebne bo pies już sobie przyswoi, że nie wolno żreć na spacerze odpadów,no chyba że byłby to wygłodzony pies,ale to już inna bajka.która nie dotyczy kochających swoich ulubieńców właścicieli. Quote
Bandyta Posted February 3, 2014 Posted February 3, 2014 A mój Bundy mimo 3 posiłków dziennie i tak zawsze szuka żarcia. Uwielbia nawet różnego rodzaju owoce, które zostały na drzewach i opadają (takie tam małe czerwone coś). Próbowałam różnych metod i niestety pozostaje mi być czujną bo TEN pies wydaje mi się odporny na jakąkolwiek wiedzę. Zna dwie komendy. Do mnie i siad. Pierwsza to kojarzy mu się z nagrodami to załapał w mig. Drugą też pojął szybciutko, bo jak stoi to po trzech sekundach siada bo nie chce mu się stać. Pewnie stosuje nieodpowiednie metody do tego kundla bo przywykłam, że suka łapie w mig wszystkie nowe rzeczy. A, że sucza w mig łapie to podpatrzyła, że na polance żarcie można znaleźć i już raz przyłapałam zdzirę na zjadaniu jakiegoś g...a. Quote
barbarasz49 Posted February 3, 2014 Posted February 3, 2014 Dosłownie zjadała g......o? To kup jej tabletki Rumen Tabs jest duża szansa że jej minie apetyt na ten "smakołyk"! Quote
isabelle301 Posted February 3, 2014 Posted February 3, 2014 barbarasz - powoli stajesz się moim idolem z tymi swoimi radami:razz: Quote
WiedźmOla Posted February 4, 2014 Posted February 4, 2014 Nie obrażając nikogo, niektórzy ludzie są uparci jak osły i im nawet nie da się przetłumaczyć, że czegoś nie wolno dawać, bo może nawet zabić zwierze... I jeszcze się słyszy, że jest się bez serca jak w Twoim przypadku... I jak tu dotrzeć do takiego człowieka :shake: Quote
Pani Profesor Posted February 4, 2014 Posted February 4, 2014 pół biedy, jeśli ktoś po prostu nie wie, wtedy jest jeszcze szansa wrzucić parę argumentów "przeciw", że kości ostre, że pękają, że pokaleczą, itd. i może coś zatrybi, gorzej, jak ktoś już ma swoje A BO JA WIEM - wtedy to jak grochem o ścianę, 'mój żarł pieczone kości i żyje', 'ze swoim jadłem czekoladę i żył 15 lat', 'u dziadków na wiosce kundel jadł zlewki i nigdy nie chorował' et cetera, et cetera... :roll: na to już NIE MA argumentów, a ostateczny cios to "mój weterynarz powiedział, że można dawać" - wtedy argument 'weci odradzają' też nie dotrze... Quote
PaulinaBemol Posted February 4, 2014 Posted February 4, 2014 mojej mamusi przeszło jak kilka razy poczekała na nią "niespodzianka" do sprzątnięcia. Bo wcześniej było "wszystkie psy kości żarły i nic im nie było" "on jest ze wsi i lubi nic mu nie bedzie" wiadomo kundle zdrowe są i wszystkożerne i oczywiście babcia musiała dorzucić pare groszy bo psy miała przez "80 lat" i żarły co sie rzuciło i weterynarza na oczy nie widziały... Natomiast piesek jak jest w domku to mu się zdarza zwrócić te dobroci, kilka dni temu jakąś kiełbachę starą mamusia dała i mamusia musiała posprzątać (nie jednokrotnie) A że z tych "a fuu" jest to mam spokój na dłuższy czas :evil_lol: Quote
CELTIC Posted February 4, 2014 Posted February 4, 2014 Też miałam na głowie sąsiadów pseudo-dokarmiaczy... U nich wszystko co zostało po posiłku było idealnym pożywieniem dla biednych, głodnych zwierzątek. :roll: Tłumaczenie, że kości nie nadają się na obiad dla psa czy kota do nich nie trafiało. Zrozumieli dopiero, że resztek przez okno się nie wyrzuca, gdy musieli zapłacić za leczenie psa, który zjadł część wyrzuconych przez nich kości. Od tamtego momentu żaden śmieć z ich mieszkania na osiedlowe tereny nie wyleciał. Niestety takie mamy teraz czasy, że do ludzi najbardziej przemawiają pieniądze. Prawo przestają naginać dopiero w chwili, gdy da im to po kieszeni. A z gatunku "ja wiem lepiej". Miałam też sąsiadkę, starszą babkę, która miała labradora. O dziwo pies był w miarę ogarnięty, nie rzucał się na inne psy, ludzi, spokojnie można było spuścić go ze smyczy. Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że pies chodził na cienkiej obroży, która przy ciągnięciu na smyczy (niestety nie potrafił chodzić przy nodze...) sprawiała, że labek dyszał jak parowóz. Raz udało mi się ją zaczepić na spacerze z psem. Wyjaśniłam dlaczego tak się "czepiam" tej obroży... Na to ona do mnie opryskliwym tonem, że jak to ja tak śmiem jej zwracać uwagę o takie g.wno, że ja sama g.wno wiem, bo to ona wie co dla jej pieseczka jest najlepsze. Dopiero, gdy całe osiedle huczało, że ona próbuje udusić swojego psa (kilka razy z tego powodu odwiedziła ją SM :diabloti:) zakupiła mu grubszą obrożę... Quote
maxishine. Posted February 4, 2014 Posted February 4, 2014 Idę z trzema psami na miasto. Pas, najsilniejsza suka ma amortyzator. Nagle wszystkie trzy robią siku, więc sprawdziłam telefon, bo dostałam sms. Nagle jakaś walka. Refleks i patrzę, a tu jakiś pizdryk się rzuca na moje psy (!). odciągnęłam swoje psy, a ono dalej. W końcu chłopaczek zabrał psa. Kawałek dalej zatrzymał się z koleżkami, to rzuciłam do niego: "Zacznij pilnować psa, bo następnym razem twój pies zostanie zagryziony, i będziesz zbierał jego zwłoki". Chyba zadziało, bo zabrał psa do klatki i był lekko zszokowany. :diabloti: Quote
Maron86 Posted February 4, 2014 Posted February 4, 2014 Ha moją jeb**** sąsiadeczkę z którą 'toczymy jednostronną wojnę' (ona nam życie uprzykrza, a my jesteśmy podli bo ... mamy wielkiego psa którego ona się boi :evil_lol:) chyba nikt nie przebije! Sprząta sobie po swoim psie Qpe, w sumie już od ponad 3lat - chociaż jak jest błocko, albo więcej g**** niż trawy to mam to gdzieś (wygrzebywanie cudzego psa odchodów z glanów nie jest szczytem moich marzeń) - ta dziś nagle zauważyła... Nagle w skrzynce na listy zostało wepchnięte do nas: 'torebka na psie odchody papierowa z łopatką' :lol:. Wepchnęłam jej z powrotem, może ona by zaczęła sprzątać po swoim psie. Jeszcze mnie korciło żeby żarcia dla psa jej nasypać do tej skrzynki, może przy okazji zaczęła by go karmić... OFC koty cudze karmi 4-5x na dobę, ale jej pies gdzie tam biedny musi żreć po śmietnikach bo jak niedaj podejdzie do kociego żarcia to a) koty ją spiorą (bo to suka jest jakieś 7-10kg), b) właściciel jej po pysku da :roll:... No i kto przebije moją sąsiadeczkę :loveu: Quote
Martens Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 A mnie od zawsze niebywale intryguje, skąd w ludziach złość NA MNIE, kiedy muszą złapać/odwołać (sami albo na prośbę/ryk) psa, który się rzuca czy namolnie skacze po moich, i nie są w stanie z tego zrobić. Nie wiem, wydaje mi się, że mam prawo oczekiwać, że pies rzucający się ma moje z jazgotem albo z zębami, albo skaczący im po łbach, mimo że warczą, zostanie zabrany, i jak już to ja powinnam być wkurzona, a nie tamci właściciele. I wtedy zwykle zaczyna się korrida, bo ktoś zdziera bezskutecznie gardło próbując odwołać psa, a kończymy imprezę w uroczym tańcu, kiedy biega on wokół nas, a pies zręcznie mu się wywija i doskakuje do moich. Ja serio jestem cierpliwa, jeśli widzę, że ktoś ma dobre chęci i w ogóle próbuje psa złapać, trzymam swoje krótko, nie komentuję, nie dolewam oliwy do ognia. Dlaczego więc w takiej sytuacji zbieram tyle nienawistnych spojrzeń w moją stronę, komentarzy, epitetów? :roll: A już szczyt szczytów to teksty, po co ja tu chodzę (po osiedlowym chodniku!), czemu psy nie mają kagańców (od osoby, która na spacer nawet nie wzięła za sobą smyczy) i w ogóle dlaczego ja żyję, i śmiem swoją obecnością obnażać agresję ich psa i/albo ich nieudolność wychowawczą :) Nie wiem, Ci ludzie nie zdają sobie sprawy jak bardzo się ośmieszają? A serio, jak już wychowanie im nie wyszło, to wystarczyłaby ta głupia smycz za 10 zł, i oszczędziliby sobie, wstydu, nerwów i aerobiku dookoła mnie i moich psów. Nie ogarniam, czemu nawet po entej takiej sytuacji to do nich nie dociera, tylko wściekają się na mnie za to, że żyję. Po jednej takiej zabawie, kiedy moje psy po złapaniu obcego w końcu mogły kucnąć siku, dostałam jeszcze tekst "niech pani sobie już stąd idzie!!" - a ja tylko czekałam, żeby psy skończyły lać, tuż pod swoim blokiem :roll: a problem polegał na tym, że tamta pani nie miała w ogóle ze sobą smyczy i biedaczka musiała stać schylona i trzymać podnieconego labusia za obrożę, aż sobie nie pójdziemy... No cóż, nie poszłam sobie :diabloti: to nie była pierwsza akcja z tą babą, a tekst, że mam się wynosić spod własnego domu, bo ona nie ma smyczy dla psa sprawił, że uznałam, że w sumie bardzo miło mi się pod tym moim blokiem spaceruje :diabloti: Quote
PaulinaBemol Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 ja miałam podobną sytuację raz (na szczęście) i Pani miała psa na smyczy tylko...no dalej kontroli brak. Czekałam z psem pod blokiem na koleżankę zobaczyłam że idzie ta Pani i odeszłam od furtki dobrych kilka metrów (osiedle zamknięte) żeby zrobić miejsce bo znałam ją już z widzenia i wiedziałam że piesek lubi nią pomiatać na smyczy. Pies na siad stoję czekam Pani stanęła i krzyczy "Pani mi to na złość robi?" ja zszokowana bo niby co? "Niech Pani odejdzie bo do domu nie mogę wejść" :crazyeye: ja zdziwiona jeszcze za blisko....schowalam się z psem za róg aż Pani weszla. Później spotkałam ją bez psa i podeszła nawet sympatyczna była, tłumaczyła że nad pieskiem mąż panuje jej kiepsko słucha no i byl pogryziony o od tamtej pory nie lubi większych piesków. To samiec coś pod amstafa :P z jej mężem udało nam się żyć bez problemowo i ogólnie są bardzo sympatyczni tylko ta jedna sytuacja ścieła mnie z nóg. Quote
zaginiona sara Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 [quote name='Martens']A mnie od zawsze niebywale intryguje, skąd w ludziach złość NA MNIE, kiedy muszą złapać/odwołać (sami albo na prośbę/ryk) psa, który się rzuca czy namolnie skacze po moich, i nie są w stanie z tego zrobić. [/QUOTE] Bo nie znasz numeru na SM? Myślę, że jeden mandat może wytłumaczyć więcej niż tysiąc słów :D. Quote
Martens Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 [quote name='zaginiona sara']Bo nie znasz numeru na SM? Myślę, że jeden mandat może wytłumaczyć więcej niż tysiąc słów :D.[/QUOTE] No niestety, nie wszędzie jest SM :roll: A zanim dojedzie policja, dawno ma horyzoncie nie ma ani psa, ani właściciela - wiem, bo próbowałam. Teraz radzę sobie we własnym zakresie, chyba że jest konkretna osoba, która nie pilnuje psa i jest uciążliwa. Wtedy dzielnicowy. Quote
WiedźmOla Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 (edited) [quote name='Maron86']Ha moją jeb**** sąsiadeczkę z którą 'toczymy jednostronną wojnę' (ona nam życie uprzykrza, a my jesteśmy podli bo ... mamy wielkiego psa którego ona się boi :evil_lol:) chyba nikt nie przebije! Sprząta sobie po swoim psie Qpe, w sumie już od ponad 3lat - chociaż jak jest błocko, albo więcej g**** niż trawy to mam to gdzieś (wygrzebywanie cudzego psa odchodów z glanów nie jest szczytem moich marzeń) - ta dziś nagle zauważyła... Nagle w skrzynce na listy zostało wepchnięte do nas: 'torebka na psie odchody papierowa z łopatką' :lol:. Wepchnęłam jej z powrotem, może ona by zaczęła sprzątać po swoim psie. Jeszcze mnie korciło żeby żarcia dla psa jej nasypać do tej skrzynki, może przy okazji zaczęła by go karmić... OFC koty cudze karmi 4-5x na dobę, ale jej pies gdzie tam biedny musi żreć po śmietnikach bo jak niedaj podejdzie do kociego żarcia to a) koty ją spiorą (bo to suka jest jakieś 7-10kg), b) właściciel jej po pysku da :roll:... No i kto przebije moją sąsiadeczkę :loveu:[/QUOTE] Twoją sąsiadeczkę przebije mój tak zwany dziadek, który sam nie żarł, a psom kupował jakieś kości. Psy przebiałkowane, nie chciały już jeść. Jak nie chciały jeść to dostawały wpier**l. Niedawno się o tym dowiedziałam... A co do "jak śmie pani tu przychodzić" to też miałam kilka takich sytuacji. Najbardziej mnie wkurza to, że TO JA mam z moim psem schodzić z drogi. Owszem, jest nienormalny :diabloti:, ale bardzo często to inne psy zaczynają już z bardzo daleka na niego szczekać i warczeć (nawet jak on ich jeszcze nie widzi, bo wącha sobie siuśki). Ale nie, idzie taka jak święta krowa i to ja muszę schodzić na trawnik/w inną alejkę/gdziekolwiek. Edited February 5, 2014 by WiedźmOla Quote
Maron86 Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 Ja już się wycwaniłam jeśli chodzi o podbiegacze, agresory atakujące moje psy, agresywnych w moją stronę ludzi. Jak podbiega pies - proszę bardzo niech się wita i tak zaraz zostanie zgwałcony przez Szamana :diabloti: od razu mu się odechciewa na 2gi raz podbiegać. Jak jest pies agresywny to albo wołam 'bierz psa, albo ściągam kagańce' jak to nie pomaga to wyciągam tel i mówię że dzwonię na SM niech mi poda swój adres (tu nagle znika i pies i człowiek, dziwnym trafem nagle wie jak psa złapać i uciec :evil_lol:). Agresywnych ludzi zwyczajnie ignoruję, jak podchodzą z większą agresjom to zostają porządnie obszczekani i nagle wiedzą że mają trzymać dystans. Ogólnie zawsze mnie dziwi takie bezinteresowne chamstwo. Sami nie chcieli by żeby mój 'bydlak' biegał luzem bez nadzoru, atakował ich psy, oraz nie chcieliby żebym na nich ku***. Zawszę wychodzę z założenia że nie powinno się robić 2giej osobie tego czego byśmy sami sobie nie życzyli. Quote
rozi Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 [quote name='Martens']A mnie od zawsze niebywale intryguje, skąd w ludziach złość NA MNIE, kiedy muszą złapać/odwołać (sami albo na prośbę/ryk) psa, który się rzuca czy namolnie skacze po moich, i nie są w stanie z tego zrobić.[/QUOTE] Ktoś, kto sobie kompletnie nie radzi z psem, może liczyć tylko na jedno - że nikogo nie spotka. Pojawiając się niszczysz tę jedyną szansę, trudno żeby się nie wkurzył :evil_lol: Quote
Dardamell Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 Martens, to jest właśnie postawa jaką prezentuje Yuki, czyli to inni są winni za złe zachowanie mojego psa. Quote
motyleqq Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 no wiecie, łatwiej jest się denerwować na kogoś albo na swojego psa, niż na siebie ;) Quote
Maron86 Posted February 5, 2014 Posted February 5, 2014 [quote name='WiedźmOla']Twoją sąsiadeczkę przebije mój tak zwany dziadek, który sam nie żarł, a psom kupował jakieś kości. Psy przebiałkowane, nie chciały już jeść. Jak nie chciały jeść to dostawały wpier**l. Niedawno się o tym dowiedziałam... A co do "jak śmie pani tu przychodzić" to też miałam kilka takich sytuacji. Najbardziej mnie wkurza to, że TO JA mam z moim psem schodzić z drogi. Owszem, jest nienormalny :diabloti:, ale bardzo często to inne psy zaczynają już z bardzo daleka na niego szczekać i warczeć (nawet jak on ich jeszcze nie widzi, bo wącha sobie siuśki). Ale nie, idzie taka jak święta krowa i to ja muszę schodzić na trawnik/w inną alejkę/gdziekolwiek.[/QUOTE] Sama nie wiem co gorsze, bo mogę zrozumieć że ktoś nie ma kasy, ma trudną sytuację majątkową i musi karmić byle jak i byle czym. Każdego może to spotkać, sama miałam problemy finansowe więc zdaję sobie z tego sprawę - ja nie mogłam zaoszczędzić na psiej karmie bo mam psa 'specjalnej troski' jeśli chodzi o żywienie. Jednak nie mogę pojąć dlaczego (w przypadku mojej sąsiadki) karmi się cudze domowe koty, a nie da się jeść własnemu psu... Nie mogę pojąć dlaczego (w przypadku opisanym przez ciebie) tłucze się psa bo nie chce jeść czegoś co mu szkodzi... Takich zachowań nigdy nie pojmę! Sąsiadka odrzuciła powrotem 'przesyłkę' którą nam jako pierwsza upchnęła - dostała ją znów z dopiskiem 'dorośnij', chyba dotarło bo skrzynka była pusta :evil_lol:. Ja też schodziłam z drogi każdemu i wszystkim wychodząc z założenia że to mój pies jest nadpobudliwy i oszczekany dostaje furii. Teraz chyba już z tego wyrosłam, jak widzę że ktoś na mnie lezie i widział że byłam 'na danej drodze pierwsza' to mam wyrąbane. Skracam smycz i niech ich pies zwiewa w popłochu gdy mój ryknie :diabloti:. Sytuacje są naprawdę komiczne, teraz zamiast się denerwować gdy idę z psem to mam niezły ubaw. Dziś np jakiś gościu z 2ma 'jorkami' lazł na mnie gdy byłam z Szamanem i Magią, ewidentnie liczył że wezmę psy... Jego pies dał mordę na flexi jakieś 15m od moich psów właśnie zanim w ogóle zdążyły go zauważyć, o jakie było zdziwienie 'właściciela' gdy nawet swoich psów 'nie zwinęłam' (Magia na 3m flexi, Szaman na 8m flexi jakieś 3-4m ode mnie). Zablokowałam Szamana żeby dalej nie poleciał i czekam co będzie, facet darł paszcze (na mnie), później powyzywał (moje psy), na koniec zdzielił swojego psa który nagle wiedział że ma nie szczekać. Wtedy dopiero zwinęłam swoje psy i jakoś potrafiły przejść koło siebie spokojnie :mad:. Już naprawdę człowiek staje się taki ... nieugięty i podły w swoich postanowieniach. Tylko kurcze dlaczego jeden ma biegać po gównach jorków (u mnie 95% społeczeństwa nie sprząta po psie) żeby takiemu psu zejść z drogi... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.