Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

maartaa_89 napisał(a):
Śmieszy mnie narzekanie na obecne dzieci czy młodzież. Że niewychowane, rozpuszczone, że "bachory". Przepraszam bardzo ale kto nowe pokolenia wychowuje jak nie my sami? Jak myślicie skąd się biorą te nowe modele wychowania, skąd się bierze wpływ mediów, kto to wszystko kształtuje i tworzy? Starsze pokolenia- te które potem najgłośniej się drą, że młodzież dzisiaj jest be i fe!


Racja, to my je wychowujemy, ale jeżeli narzekam to tylko i wyłącznie daltego, że pewne zachowania nie są dla mnie standardem i zwyczajnie nie pozwalam dzieciom, które mam pod swoją opieką by w pewien sposób się zachowywały. A skoro ja sobie radzę to również oczekuję, że inni również sobie z tym poradzą. Jeżeli nie - niech te ich dzieci zachowują się w ten sposób tam gdzie nie będą kłopotem dla innych osób w ich otoczeniu.

maartaa_89 napisał(a):
Darcie ryja na dziecko nie pomoże. No może krótkofalowo. (...) I zgadzam się z jednym- jak ma się problem to się idzie do rodziców. Ja osobiście jestem pozbawiona szacunku do dorosłych osób, które wykorzystują swoją wyższość do gnojenia dziecka, nawet jeśli to dziecko wcześniej coś im zrobiło. Rozumiem zwrócenie uwagi typu "nie bij psa, bo go to boli i może ugryźć". Rozumiem złapanie dziecięcej rączki wędrującej w kierunku psa. Ale darcie mordy?


I w ten oto piękny sposób od "ryknięcia" do dziecka "stój!" doszliśmy do "gnojenia dzieci"... Zaiste niezbadane są ścieżki, którymi ta dyskusja podąża...

maartaa_89 napisał(a):
Psa trzeba umieć wychować tak, żeby ignorował pewne zachowania. A jeśli nie umie się go tego nauczyć to należy zaopatrzyć się w odpowiednie środki zapewniające nad nim kontrolę. Dziecko to dziecko, nie wymagajcie żeby zachowywało się jak robocik, doskonale wiedziało jak należy odnosić się do psa do tego stopnia że musiałoby np. rezygnować z kopania piłki na podwórku bo akurat obok może przechodzić pani X z psem, którego drażni to że piłka przeleci koło niego.


Piszesz "dziecko to dziecko" a jednocześnie wymagasz od psa by zachowywał się właśnie jak robocik... Paranoja.

maartaa_89 napisał(a):
Ja na przykład nie wiem jak się należy zachowywać w obecności koni i gdyby konie łaziły po ulicy i coś w moim zachowaniu wywołało ich negatywną reakcję to autentycznie bym wybuchła smiechem gdyby ktoś mi zarzucił, że powinnam była wiedzieć, że tak nie należy robić.


Nie musisz wiedzieć. Ale zdrowy rozsądek podpowiada, że zanim spróbujesz wejść z nim w interakcję wypada zapytać czy tak zrobić możesz... Ale to już wymaga niestety zdroworozsądkowego myślenia. I właśnie w przypadku dzieci, które z definicji zdroworozsądkowo myśleć nie mogą, tę rolę przejmują opiekunowie.

maartaa_89 napisał(a):
To że my mamy psy nie oznacza, że reszta społeczeństwa ma się do nas dostosowywać, uczyć psiej mowy ciała, przewidywać że pies może zrobić to czy siamto.


Parafrazując - to, że masz niewychowane dziecko nie oznacza, że reszta społeczeństwa ma się do Ciebie dostosować, zastanawiać czy panujesz nad nim, czy nie podbiegnie i nie kopnie psa, czy nie wskoczy nagle na ulicę czy zrobi to czy siamto.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='Golson']



I w ten oto piękny sposób od "ryknięcia" do dziecka "stój!" doszliśmy do "gnojenia dzieci"... Zaiste niezbadane są ścieżki, którymi ta dyskusja podąża...

Nie pisałam przecież o twoim zachowaniu, pisałam ogólnie o tym jakie podejście króluje wśród wielu psiarzy



Piszesz "dziecko to dziecko" a jednocześnie wymagasz od psa by zachowywał się właśnie jak robocik... Paranoja.


Na prawdę nie widzisz różnicy między dzieckiem a psem? Uważasz, że pies ma prawo użreć dziecko za to że koło niego przebiegło, potknęło się czy szurnęło butami? Uważasz, że w momencie gdy zostanie przez przechodzące obok niego dziecko dotknięty może je potraktować zębami i jak najbarzdziej uznasz to za prawidłowe zachowanie?

Nie wymagam od psów żeby zachowywały się jak robociki. Jednak nie popadajmy ze skrajności w skrajność- stabilny psychicznie pies powinien moim zdaniem zareagować jedynie w sytuacji gdy rzeczywiście coś się wydarzy. Przebiegnięcie dziecka, przejazd na rowerze, deskorolce i rolkach to nie są zachowania które uzasadniałyby psi wybuch. Poza tym pies swoje niezadowolenie może ukazywać na wiele sposobów, jeśli czworonóg reaguje agresją w postaci rzucania się z zębami na dziecko które w sumie nic mu nie zrobiło to moim zdaniem nie kwalifikuje się na psa mogącego żyć w mieście bez zachowania przez jego właściciela odpowiednich środków bezpieczeństwa. A usprawiedliwienie nadwrażliwości swojego psa tym, że dziecko samo się prosiło bo go dotknęło,przeszło koło niego czy przebiegło jest moim zdaniem kompletnym nieporozumieniem



Nie musisz wiedzieć. Ale zdrowy rozsądek podpowiada, że zanim spróbujesz wejść z nim w interakcję wypada zapytać czy tak zrobić możesz... Ale to już wymaga niestety zdroworozsądkowego myślenia. I właśnie w przypadku dzieci, które z definicji zdroworozsądkowo myśleć nie mogą, tę rolę przejmują opiekunowie.


Pisałam to w kontekście często powtarzanego w różnych skupiskach psich fanatyków zdania, że dziecko powinno wiedzieć, że koło psa nie należy przebiegać, krzyczeć, skakać, tupać, kopać piłki itd

Parafrazując - to, że masz niewychowane dziecko nie oznacza, że reszta społeczeństwa ma się do Ciebie dostosować, zastanawiać czy panujesz nad nim, czy nie podbiegnie i nie kopnie psa, czy nie wskoczy nagle na ulicę czy zrobi to czy siamto.


Ale to jest przecież oczywiste ;)

Problem w tym, że nawet jeśli dziecko podbiegnie i kopnie Twojego psa to moim zdaniem dalej nie będzie uzasadniona jego reakcja w postaci rzucenia się na dziecko. Pies ma zęby którymi może dziecku wyrządzisz znacznie większą krzywdę niż małe dziecko kopnięciem. CO nie zmienia faktu, ze takie zachowanie dziecka zasługuje na kompletną dezaprobatę i naganę.

Posted

Ojoj, ależ się tu podziało ;) Nawet nie mam jak odpowiedzieć każdemu po kolei ...
Nie "linczujcie" Golsona za "plagę", bo to ja pierwsza użyłam tego słowa. Fakt, może nieco przesadziłam, więc aby nie wywoływać "burzy w szklance wody" i "łapania za słówka", w ramach sprostowania: "problem", nie "plaga". Fajnie, że są osoby, które mają miłe doświadczenia, np. N&N. I w ogóle miło mi, że jest tu tyle osób, które przywiązują wagę do wychowania i pracy z psem i nad psem.

Co do "ryknięcia" na niewychowane dziecko, które ewidentnie przekracza granice - ja też bym krzyknęła. Co prawda nie tyle w celu wychowawczym, ale w celu wywołania natychmiastowego efektu. Nawet rozentuzjazmowany maluch, stanie jak wryty. A o to przecież chodzi- żeby skutecznie zapobiec. I jak się zatrzyma, zaczynam tłumaczyć, dlaczego nie wolno.

Ja też jestem z tego pokolenia, które zasięgnęło od rodziców nauki, że przed psem się nie ucieka, przy psie się nie przebiega, a jak pies goni, to należy się zatrzymać i stanąć jak "słup soli". Na równi z tym, że nie wolno brać cukierków od nieznajomych ani wybiegać na ulicę.

Co do reszty wątków: jestem zwolenniczką socjalizacji i panowania nad psem. Tylko uważam, że we wszystkim, trzeba zachować zdrowy umiar i o ile pies musi być pod kontrolą właściciela i zachowywać się w sposób cywilizowany, to w taki sam sposób powinni zachowywać się pozostali użytkownicy przestrzeni publicznej, także wobec psa. Więc o ile dziecko biega nieopodal – to nawet jeśli moja suczka wyskoczy, od tego jestem ja, żeby dać jej korektę i nie dopuścić do bezpośredniego kontaktu. Ale o ile dziecko wybiega zza przysłowiowego rogu, przebiega nam centralnie przed nosem, nieomal się o nas ocierając –technicznie nie ma opcji żeby nie dotknęła dziecka, choćbym trzymała przy samym karabińczyku. O takiej sytuacji pisałam wcześniej. Ja pilnuję psa, więc niech rodzic pilnuje dziecka.

Socjalizacja jest ważna, ale nie jest magicznym panaceum na wszystko. Trzeba pamiętać, że psy są różne, różne rasy, temperamenty, jak i różne jest przeznaczenie psów, zwłaszcza psów użytkowych. Nie z każdego psa fizycznie da się zrobić „potulnego baranka”, który na nic się nie pobudza i na nic nie reaguje. Moja suka jest psem sportowym, do IPO i potulna nigdy nie będzie. Żeby było jasne, nie szukam usprawiedliwienia niestosownych zachowań psa. To że coś tam sobie trenujemy, to jest nasza broszka i nie twierdzę, że ktokolwiek ma ponosić tego konsekwencje na własnej skórze. Chodzi mi tylko o to, że jeśli obie strony zachowają minimum zasad bezpieczeństwa, to wszystko będzie OK. A akurat dzieci, z którymi ja się stykam, zwłaszcza przy pierwszym kontakcie, często te zasady łamią.

Posted

MrShalon90 napisał(a):
Pies na spacerze powinien mieć kaganiec.

Nie generalizowałabym. Ja nie zakładam w pełni świadomie. Ryzyko, że ugryzie jest znikome (celowo nie piszę zerowe, bo "nigdy nie mów nigdy"), ale z racji jej nad-reaktywności, wiem że na człowieka który przekroczy granice - skoczy. Będzie się chciała bawić. A siłę ma. Mała petarda :cool1: Więc kagańcem mogłaby trochę "poobijać" delikwenta.

Posted

maartaa_89 napisał(a):

Problem w tym, że nawet jeśli dziecko podbiegnie i kopnie Twojego psa to moim zdaniem dalej nie będzie uzasadniona jego reakcja w postaci rzucenia się na dziecko. Pies ma zęby którymi może dziecku wyrządzisz znacznie większą krzywdę niż małe dziecko kopnięciem. CO nie zmienia faktu, ze takie zachowanie dziecka zasługuje na kompletną dezaprobatę i naganę.

Lato, jako małe dziecko spędzałam u babci. Tam było zawsze na stanie kilka psów, w tym jakieś znajdy leczone przez babcię oraz spora gromadka kotów. Jeśli chodzi o kopanie psow i w następstwie tego ugryzienie przez psa babcia stosowała prostą zasadę (jeśli tłumaczenie nie pomagało) "jak się nie przewróci to się nie nauczy". Wszystkie wnuki odwiedzające babcię a było nas sporo raz na zawsze wbiły sobie do głowy, że szanuje się psią przestrzeń, prawo do odpoczynku, jedzenia w spokoju etc. Oczywiście za niewłaściwy stosunek do zwierząt każdy dostawał porządny op co niektórym moim braciom posiadającym sadystyczne tendencje do nadeptywania kotkom na ogonki bardzo pomogło w życiu.

Posted

Golson napisał(a):

Wskaż go to palcem, w kórym miejscu pisałem o tej "pladze" bo nieumiejętność czytania ze zrozumieniem w Twoim wykonaniu robi się powoli irytująca. Zauważyłem problem, który istnieje, nie jest wyimaginowany i w moim przekonaniu nawet jeżeli zdarza się coś podobnego raz w tygodniu to jest to o ten raz za dużo.

Już napisałam dużo wcześniej, że to nie Ty wyraziłeś się tak in expresis verbis lecz zacytowałeś wyjęte z innego postu stwerdzenie o pladze luźno biegających dzieci potwierdzając je swoją historią ujętą - w moim odczuciu - w nieszczególnie kulturalny sposób (post 18526 - fajna pięciocyfrowa liczba, no nie? A to już drugi wielotysięczny wątek na temat chamstwa psiarzy. Jako początkującemu na dogo całkiem luźno i niezobowiązująco sugerowałabym próbę refleksji w tym temacie ;)). Nie podobało mi się ujęcie problemu w tamtym poście - też to pisałam wielokrotnie. Twoja słowna ocena opisanej sytuacji w trakcie dyskusji trochę ewoluuje na Twoją korzyść, co należy docenić, skoro takie wydarzenie spotyka Cię raz na tydzień - ta częstotliwość jest prawdziwie przerażająca. Chodzę z psem na spacery od ośmiu lat i palców jednej ręki wystarczyłoby mi z powodzeniem, żeby wyliczyć sytuacje z dziećmi i psem, które ewentualnie mogłyby mi się wymknąć spod kontroli, ewentualnie i hipotetycznie, bo nic naprawdę przykrego nigdy się nie zdarzyło, odpukać. Trudno mi uwierzyć, że mieszkam w aż tak fajnej dzielnicy z tak fajnymi dziećmi, szczególnie że czasem jednak wyjeżdżamy gdzie indziej. I wszędzie dzieci są mniej więcej takie same. Atakujące dziecko raz w tygodniu? Horror prawdziwie niewyimaginowany. Współczuję, o ile to jest faktycznie problem środowiskowy, a nie problem z psem. Ze szczeniakiem właściwie. Starcie dorosłego z dzieckiem w obronie szczeniaka raz w tygodniu - to jest plaga - przyznaję.

Posted

[quote name='filodendron']Już napisałam dużo wcześniej, że to nie Ty wyraziłeś się tak in expresis verbis lecz zacytowałeś wyjęte z innego postu stwerdzenie o pladze luźno biegających dzieci potwierdzając je swoją historią ujętą - w moim odczuciu - w nieszczególnie kulturalny sposób (post 18526 - fajna pięciocyfrowa liczba, no nie? A to już drugi wielotysięczny wątek na temat chamstwa psiarzy. Jako początkującemu na dogo całkiem luźno i niezobowiązująco sugerowałabym próbę refleksji w tym temacie ;)). Nie podobało mi się ujęcie problemu w tamtym poście - też to pisałam wielokrotnie. Twoja słowna ocena opisanej sytuacji w trakcie dyskusji trochę ewoluuje na Twoją korzyść, co należy docenić, skoro takie wydarzenie spotyka Cię raz na tydzień - ta częstotliwość jest prawdziwie przerażająca. Chodzę z psem na spacery od ośmiu lat i palców jednej ręki wystarczyłoby mi z powodzeniem, żeby wyliczyć sytuacje z dziećmi i psem, które ewentualnie mogłyby mi się wymknąć spod kontroli, ewentualnie i hipotetycznie, bo nic naprawdę przykrego nigdy się nie zdarzyło, odpukać. Trudno mi uwierzyć, że mieszkam w aż tak fajnej dzielnicy z tak fajnymi dziećmi, szczególnie że czasem jednak wyjeżdżamy gdzie indziej. I wszędzie dzieci są mniej więcej takie same. Atakujące dziecko raz w tygodniu? Horror prawdziwie niewyimaginowany. Współczuję, o ile to jest faktycznie problem środowiskowy, a nie problem z psem. Ze szczeniakiem właściwie. Starcie dorosłego z dzieckiem w obronie szczeniaka raz w tygodniu - to jest plaga - przyznaję.

Ja to mieszkam w fajnej okolicy :D 15 lat posiadania kilku psów i ani jednej przykrej akcji z dziećmi poza pogonieniem jednego chłopca który bawił się w drażnienie psa przez płot. Mało tego, zmieniałam miejsce zamieszkania 3 razy a mimo to w żadnym nie spotkałam się z dziwnymi akcjami ze strony dzieci. Jasne, często spotykam dzieci które chcą psa pogłaskać, ale zawsze o to pytają. Jak się zdarzy jakieś które zechce pogłaskać samo z siebie to uprzejmie zwracam uwagę w stylu "a wiesz, że trzeba zapytac właściciela pieska czy można go pogłaskać?". Podobnie jak zawsze przed pozwoleniem na pogłaskanie pytam dziecko czy wie jak się psa powinno głaskać ;) na ogół pokazują że po głowie i wtedy uświadamiam że jednak najlepiej po klacie, bokach, nie pod włos, bez wpatrywania się w psa i pochylania do niego twarzy. I dzieci zadowolone i ja i moje psisko które jest prodziecięce ;)
Ciekawe na ile to moje szczęście a na ile po prostu luz do życia i brak uprzedzeń do młodszych wiekiem ;-)

[quote name='badmasi']Lato, jako małe dziecko spędzałam u babci. Tam było zawsze na stanie kilka psów, w tym jakieś znajdy leczone przez babcię oraz spora gromadka kotów. Jeśli chodzi o kopanie psow i w następstwie tego ugryzienie przez psa babcia stosowała prostą zasadę (jeśli tłumaczenie nie pomagało) "jak się nie przewróci to się nie nauczy". Wszystkie wnuki odwiedzające babcię a było nas sporo raz na zawsze wbiły sobie do głowy, że szanuje się psią przestrzeń, prawo do odpoczynku, jedzenia w spokoju etc. Oczywiście za niewłaściwy stosunek do zwierząt każdy dostawał porządny op co niektórym moim braciom posiadającym sadystyczne tendencje do nadeptywania kotkom na ogonki bardzo pomogło w życiu.

No i ok- dla mnie to zrozumiałe. Rozumiem, że żaden z was nie stracił ręki, palców i nie skończył ze szwami?

Ja też zostałam kilka razy ugryziona, przez niezrównoważonego jamnika mojej kuzynki. I moim zdaniem ten pies nie miał prawa gryźć, bo nic mu nie robiłam. Szybko się nauczyłam, że nie mogę się na niego patrzeć, nie mogę go w ogóle głaskać i wyciągać ręki w kierunku jego zabawek nawet jak mi je przynosił. No ale nigdy nie ugryzł mnie do krwi.

Niemniej gdyby jakiś obcy pies rzucił się na moje dziecko bo koło niego przebiegło albo przejechało na rolkach to bym właściciela tak załatwiła że by od razu nauczył się nad swoim pupilem panować.

Posted

maartaa_89, a nie lepiej zamiast właściciela "załatwiać" nauczyć dziecko aby przy obcym psie zwolniło i zachowało choć odrobinę ostrożności? Jak idę z psem i spotykam dzieci to zawsze słyszę jak rodzic mówi "nie biegaj przy psie" i dzieciak zwalnia. Tak trudno jest tego dziecko nauczyć? Przed nosem mojej suki dziecko może sobnie przebiec, ba może nawet sie potknąć i wywalić wprost pod jej łapy a ona i tak nie zareaguje, ale to nie zdejmuje z rodziców obowiązku nauczenia dzieci ostrożności. Ale może to nie wynika z ich braku wyobraźni a raczej uwazania dzieci za debili. A dzieci to nie debile i swój rozum mają i nawet potrafią z niego korzystać, więc ja nie widzę problemu aby pewne rzeczy im wytłumaczyć.

Ja Golsona od razu zrozumiałam, że krzyknął do dziecka aby na nich nie biegło z dzikim okrzykiem, właściwym dzieciom w pewnym wieku, gdy stał z psem w miejscu, z którego wycofać się nie mógł. Zrozumiałam też z pierwszego jego posta, ze specjalnie odszedł dalej a nie stał w wejściu aby pies miał troszku luzu. Głupio wybrał miejsce, bo nie mógł się wycofać ale cóż, nie raz i nie dwa i nam sie to pewnie zdażyło, że nie wszystko było pomyślane na 100%.
Naprawdę z tego powdu trzeba go ukamienować? A może zamiast pluć nienawiścię bo pies powinien to i tamto to pomyśleć przez chwilę co zostało napisane i jak to wyglądało?

Posted

Kilka dni w szpitalnym SPA i już mi rozrywkę zbanowali :D A pierwsze, co zrobiłam po wyjściu, to tu wskoczyłam zobaczyć, jakie nowe oświecone rady ma spike :)

Posted

[quote name='filodendron']
I owszem, jak się idzie z psem pod sklep, to rozsądnie jest się spodziewać, że będą tam matki z dziećmi, no chyba że to sexshop albo monopolowy. Jak pies ma problem, to nie wrzuca się go na głęboką wodę.

Tak. Więc wychodzi się z nim na spacery na pustynię ;) Dobrze, że nikt nie widział jak zabierałam swoją sukę, która miała traumę związaną z dziećmi, pod ogrodzenie placu zabaw na różne ćwiczenia, żeby jej maksymalnie zobojętnić wszelkie bodźce związane z dziećmi :evil_lol:

[quote name='PaulinaBemol']Inna sprawa że matko naprawdę macie takie sytuacje?:crazyeye:

W miejscowości, w której mieszkają moi rodzice jest masa młodych małżeństw z małymi dziećmi. Zwykle te dzieci nie mają zwierzątek, albo mają jakieś chomiki czy takie tam. Pies jest dla nich zjawiskiem, z którym nie zawsze potrafią się odnaleźć. I tak, zdarzają się bardzo różne sytuacje, zwłaszcza jak idziesz z małym, puchatym pieskiem, którego dzieci się zazwyczaj nie boją. Zdarzało mi się, że mijające nas dzieci wrzeszczały, piszczały, machały rękami, zaczynały szurać butami, majtać trzymanymi w rękach przedmiotami, podskakiwać i takie tam. Nie jest to dla mnie nic dziwnego, bo dzieci to dzieci, wiadomo, moja suka nawet jak ma stresa w związku z tym to się raczej odsuwa i patrzy na moją reakcję - ale kluczowa jest reakcja rodzica. Jeśli rodzic przywołuje dziecko do porządku, czasem nawet tłumacząc co i jak (zależnie od wieku i poziomu rozwoju dziecka, wiadomo) to ekstra. Ale zdarzyło mi się przez prawie 4 lata ze dwa - trzy razy, że to ja musiałam powstrzymać rozentuzjazmowanego kilkulatka przed wbiegnięciem prosto w psa.

Inna sprawa, że kaganiec zazwyczaj dobrze działa na wyobraźnię opiekunów, bo coś im tam gdzieś zaczyna migać w głowie, że może lepiej potomka złapać ;)

Z kolei jak idę z poczwarem to reakcje są dwie - albo dzieci mijają nas grzecznie obojętnie, względnie z podziwem ("Mamo, zobacz jaki fajny duży pies!") albo wskakują w krzaki czy trawnik - serio mi się tak zdarzyło już kilka razy w ciągu miesiąca. Co jest może zabawne tylko na pierwszy rzut oka, ale czy to właśnie nie są te dzieci straszone "uspokój się, bo cię pies ugryzie, zobacz, tam idzie?" :roll:

[quote name='Martens']Trzeba brać pod uwagę, że psy mogą w ogóle nie reagować negatywnie na jakiś okrzyk podniesionym głosem wydawany przez właściciela, który to okrzyk nie jest komendą, ale bardzo źle reagować na podbiegnięcie dziecka ;) Ja się wydarłam na dziecko, bo wiem, że mój pies miał kompletnie w tyle, że ja sobie śpiewam, pokrzykuję do kogoś, etc. dopóki nie jest to komenda do niego skierowana. Dla lękliwego psa podniesiony głos właściciela (nie mówię o nienawistnych okrzykach jak w dżungli) też może być mniejszym stresem niż nadbiegający krzyczący obcy człowiek. I tak jak pisałam, nie zawsze jest miejsce i czas na inne rozwiązania, kiedy masz 3... 2... 1... i dziecko już na psie.

Dokładnie. Bardziej niż to, że ja krzyknę, moją sukę zdenerwowałaby sytuacja, w której ktoś/coś w nią wbiega - czy to człowiek, nawet mały, czy inny pies.

[quote name='maartaa_89']Śmieszy mnie narzekanie na obecne dzieci czy młodzież. Że niewychowane, rozpuszczone, że "bachory". Przepraszam bardzo ale kto nowe pokolenia wychowuje jak nie my sami? Jak myślicie skąd się biorą te nowe modele wychowania, skąd się bierze wpływ mediów, kto to wszystko kształtuje i tworzy? Starsze pokolenia- te które potem najgłośniej się drą, że młodzież dzisiaj jest be i fe!

O przepraszam, mów za siebie ;) Ja nie wychowuję żadnych patologicznych i bezstresowych jednostek z nastawieniem "cały świat ma skakać dookoła mnie", a wręcz przeciwnie. Dzieci mają pewne prawa, oczywiście, ale obowiązują je też pewne normy. I najlepiej im to uświadamiać jak najwcześniej. "Moje" dzieci tworzą fajną, zdyscyplinowaną grupę i nawet im przez myśl nie przejdzie jak idziemy na jakiś spacer, żeby zaczepiać jakiegokolwiek psa. A najmłodsze w grupie ma 5 lat. Po prostu mają kładzione do głów JAK się zachowujemy przy psach (i ogólnie podczas jakichkolwiek wyjść) a czego robić absolutnie i pod żadnym pozorem nie wolno. Więc skoro ja jestem w stanie opanować 15 dzieci to zupełnie nie rozumiem, jak czasem rodzice nie dają rady z jednym, własnym dzieckiem. Więc nie, nie zgadzam się na odpowiedzialność zbiorową w temacie "bezstresowe wychowanie to przez nas wszystkich" ;)

No ale mnie też uczono od początku, że przy psach się nie biega, nie wrzeszczy, że trzeba je szanować i uważać w kontaktach z obcymi psami zwłaszcza, że jedzącemu psu się nie przeszkadza itd. I nieraz nam się zebrało porządny op... gdy nie stosowaliśmy się do tych zasad. Ani ja, ani nikt z mojego rodzeństwa nie ma teraz jakichś traumatycznych wspomnień z tym związanych ;)

Posted

Ale widzicie jak nam było tłumaczone dlaczego psa się nie zaczepia, nie przebiega mu się przed samym nosem, nie wkłada łap w oko czy do miski. A dziś jest krótkie, bo cie zje/pogryzie/taki straszny.

Do dziś mam w głowie obraz ze szkolenia na którym byłam. Psy siedziały właściwie w dwóch rzędach z jednej strony placu siedziały te rodzine - beagle, laby, myśliwskie, ozdóbki. Po drugiej siedziały: tosa inu, rottweiler, bokser, bernardyn i golden na końcu (rasy są wymienione z uwagi na ich gabaryty). Z goldenem przychodziło małżeństwo z małą dziewczynką. Matka siedziała od strony tosy. Ćwiczyliśmy siad-zostań. Najpierw dziewczynka puszczała bańki a potem szła od mamy do taty z kawałkami kiełbaski na ręce dla swojego goldena. Szła dosyć blisko psów - dużych, niedelikatnych psów, o twardych pyskach (w przeciwieństwie do miekkości pyska aporterów). To młode psy były, ale samą swoją siłą krzywdę dziewczynce by już zrobiły, gdyby któryś z nich jednak zechciał sie kiełbaską poczęstować. Dziewczynka pokonała trasę kilka razy. Psy się z miejsca nie ruszyły ale odrobina wyobraźni y nie zaszkodziła, tym bardziej często dzięki tej odrobinie wyobraźni wielu niefajnych zdarzeń a nawet wypadkó można uniknąć.

Posted

maartaa_89 napisał(a):
J
No i ok- dla mnie to zrozumiałe. Rozumiem, że żaden z was nie stracił ręki, palców i nie skończył ze szwami?

Moja babcia miała psy a nie tygrysy

Posted

Dardamell napisał(a):

Ja Golsona od razu zrozumiałam, że krzyknął do dziecka aby na nich nie biegło z dzikim okrzykiem, właściwym dzieciom w pewnym wieku, gdy stał z psem w miejscu, z którego wycofać się nie mógł. Zrozumiałam też z pierwszego jego posta, ze specjalnie odszedł dalej a nie stał w wejściu aby pies miał troszku luzu. Głupio wybrał miejsce, bo nie mógł się wycofać ale cóż, nie raz i nie dwa i nam sie to pewnie zdażyło, że nie wszystko było pomyślane na 100%.
Naprawdę z tego powdu trzeba go ukamienować? A może zamiast pluć nienawiścię bo pies powinien to i tamto to pomyśleć przez chwilę co zostało napisane i jak to wyglądało?

Na dogomanii ukamieniować za nazywanie dzieci bachorami i krzyczenie na nie? Nie dożyję... :evil_lol: Golson jest bezpieczny.
Ja raczej widzę solidaryzm. I to jest właśnie niesmaczne, że psiarze rozumieją i akceptują taki język.

evel napisał(a):
Tak. Więc wychodzi się z nim na spacery na pustynię ;) Dobrze, że nikt nie widział jak zabierałam swoją sukę, która miała traumę związaną z dziećmi, pod ogrodzenie placu zabaw na różne ćwiczenia, żeby jej maksymalnie zobojętnić wszelkie bodźce związane z dziećmi :evil_lol:



Jak mniemam, czy też mam nadzieję - nie ryczałaś na nie a potem nie skarżyłaś tutaj, że te dzieci za płotem powinny być dodatkowo na smyczy i w kagańcu? ;)

Posted

No a ja niestety przyłączę się tych psiarzy co utyskują na bachory :diabloti:

Owszem, miałam całkiem sporo sytuacji mocno niefajnych z dziećmi, przy czym naprawdę OBOK psa to sobie dziecko nawet może fruwać. Ja tylko nie życzę sobie napadania na moje psy.... przykład- w poprzedni weekend na oko mniej więcej 4-letni chłopczyk, z wyraźnym upodobaniem usiłujący przeganiać moją sucz chi, która się go bała. Oraz celowo właził w kadr przy fotografowaniu psów- rodzice owszem, niby reagowali, ale mocno niemrawo. Młody był bardzo rozczarowany że zareagowałam stanowczo i nie pozwoliłam zaczepiać psiaków, a tym bardziej brać ich na ręce. Ale to jeszcze taki delikatny przykład, bo w zasadzie nieszkodliwy, acz irytujący.
Ale już dzieciak(na oko ze sześć lat), który próbował mi na psy najeżdżać rowerem to nie jest zabawne. Szczególnie jak się ma psy ważące po 2 kg.... I niestety ale po braku reakcji na łagodne upomnienie (oraz przejechanie mi po bucie bo zablokowałam dziecię) - dzieciak został po prostu za fraki odstawiony do mamusi z niekoniecznie łagodnym, a do owej mamusi skierowanym komentarzem.....

Przy czym, ok rozumiem, cziły wyglądają nieszkodliwie i słodko, ale czasem idę z dużymi psami o niekoniecznie milusim wyglądzie i też zdarzają się zaczepki (suki na szczęście lubią dzieci) - i zdarzyło mi się w mało spokojny sposób tłumaczyć rodzicom, że moje psy akurat nie użyją zębów, ale inny pies może się okazać mniej przyjazny i dzieciątku upier.... rączkę albo twarz.....

Żeby nie było- fajnych dzieciaków też spotykamy sporo ;)

Posted

filodendron napisał(a):
Na dogomanii ukamieniować za nazywanie dzieci bachorami i krzyczenie na nie? Nie dożyję... :evil_lol: Golson jest bezpieczny.
Ja raczej widzę solidaryzm. I to jest właśnie niesmaczne, że psiarze rozumieją i akceptują taki język.


To może raz jeszcze zapytam bo zdaje się, że większość "protestujących" sprytnie unika odpowiedzi - wolała byś aby na widok podbiegającego Twojego dziecka do psa*, który może zrobić mu krzywdę (zamiast psa wstaw cokolwiek, konia, auto, jezioro) ktoś krzyknął "Stój!" albo "Zostaw!" wywołując natychmiastową reakcję czy też spróbował zwrócić się do Ciebie słowami "Szanowna Pani, zwracam Pani uwagę... a nie, już za późno..."?

filodendron napisał(a):
Jak mniemam, czy też mam nadzieję - nie ryczałaś na nie a potem nie skarżyłaś tutaj, że te dzieci za płotem powinny być dodatkowo na smyczy i w kagańcu? ;)


Jeżeli nie potrafią się zachować, a rodzice nad nimi nie panują to jak najbardziej powinny. I nie dotyczy to zachowań wobec zwierząt ale każdych, które są niemile widziane przez otoczenie.

Posted

Cała ta dyskusja mnie przerasta. Mam takiego psa, że po pierwsze nikt obcy do niego dziecka nie puści, po drugie - pies ma w nosie biegające osobniki na dwóch nogach. W lesie spotkałam się natomiast z tym, że naprzeciwko jechała 4 osobowa rodzina na rowerach. Jak nas zobaczyli z psami zwolnili. Starsza dziewczynka zeszła z roweru i powiedziała do mniejszego chłopca żeby też to zrobił. Byłam w szoku, pozytywnym. Nasze psy nie zwracają uwagi na rowerzystów, ale pewnie są takie co to robią i taka reakcja jest jak najbardziej w porządku.

Posted (edited)

Sporo jeżdżę na rowerze i często niestety mam sytuacje, że jakiś pies chce dobrać się do moich kostek z głośnym szczekaniem. Kocham psy, ale w takim momencie to uczucie balansuje na krawędzi wedle zasady "od miłości do nienawiści jeden krok". Ja też profilaktycznie nieraz zejdę z roweru, gdy nie ma miejsca, by się dobrze rozpędzić

Edited by jolaniebieska
Posted

W miejscowości, w której mieszkają moi rodzice jest masa młodych małżeństw z małymi dziećmi. Zwykle te dzieci nie mają zwierzątek, albo mają jakieś chomiki czy takie tam. Pies jest dla nich zjawiskiem, z którym nie zawsze potrafią się odnaleźć. I tak, zdarzają się bardzo różne sytuacje, zwłaszcza jak idziesz z małym, puchatym pieskiem, którego dzieci się zazwyczaj nie boją. Zdarzało mi się, że mijające nas dzieci wrzeszczały, piszczały, machały rękami, zaczynały szurać butami, majtać trzymanymi w rękach przedmiotami, podskakiwać i takie tam. Nie jest to dla mnie nic dziwnego, bo dzieci to dzieci, wiadomo, moja suka nawet jak ma stresa w związku z tym to się raczej odsuwa i patrzy na moją reakcję - ale kluczowa jest reakcja rodzica. Jeśli rodzic przywołuje dziecko do porządku, czasem nawet tłumacząc co i jak (zależnie od wieku i poziomu rozwoju dziecka, wiadomo) to ekstra. Ale zdarzyło mi się przez prawie 4 lata ze dwa - trzy razy, że to ja musiałam powstrzymać rozentuzjazmowanego kilkulatka przed wbiegnięciem prosto w psa.


Też teraz mam puchatego psiaczka i to w trzech kolorach i ma brązowy nos! dzieciaki do niego ciągną.
1.by uzyskać natychmiastowy efekt o którym tu wszyscy tak piszą wystarczą dwa kroki przed psa (serio dzieci nie biegaja tak szybko że nie zdążymy się ruszyć), zdarzyło mi się też złapać za rękę i grzecznie wyjaśnić dlaczego to zrobiłam (rodzic miał nie tęgą minę za złapanie ale jako że potem wyjaśniałam dziecku jakoś nie dar się, a jakby spróbował to już bym się nim zajeła :evil_lol: ale nim, durnym RODZICEM a nie dzieckiem. Dla mnie to że rodzic jest durny n ie oznacza żę mogę się na dziecku wyżyć.
2. Owszem nie mam obowiązku wychowywać informować cudzych dzieci, możemy robie ryczeć nawzajem na innych ludzi i do końca naszych dni narzekać że ludzie nic nie rozumieją i są chamami
3. I właśnie przez 4 LATA DWIE SYTUACJE to o jakiej pladze i strasznych potworach mówimy przed którymi trzeba się tak bronić, większość bachorów da się zatrzymać natychmaist bez ryczenia na nie. Ba da się z nimi dogadać bardzo fajnie co może się okazać niemożliwe z ich niereformowanymi rodzicami.
4.Rozumiem rykniecie jest prostrze co tam będziemy sobie zawracać głowę cudzym dzieciakiem (niestety nie żyjemy w utopii) natomiast ja jako osoba cywilizowana (mam nadzieję) staram się najpierw nie ryczeć jak jakieś prehistoryczne zwierzę. Zamyka to jakąkolwiek płaszczyznę porozumienia.

Dalej. KAGANIEC na spacerze dla każdego psa? Nie zgadzam się.
Tak samo że jakby dzieciak mi kopnął psa to mój pies nie może go dziabnąć! choć na pewno byłabym pierwsze by zrobić z nim porządek i jego rodzicami.:angryy:

I w dalszym ciagu powtarzam dopuszczam do siebie myśl żę ZDARZAJĄ SIĘ sytuację gdy nic innego nie skutkuje ale się zdarzaja a nie są normą spacerową bo jeśli tak to juz coś jest nie tak z osobą która te spacery odbywa.

Posted

Czego niektórzy tutaj nie rozumieją w słowie "bachor". Ile razy trzeba wszystkim tłumaczyć, że nie zostało ono tu użyte jako synonim dziecka tylko jako określenie bardzo niegrzecznego dziecka, które nie dość, ze nie jest pilnowane przez rodzica to ma dodatkowo jego wsparcie w swoim zachowaniu.

PaulinaBemol, nie, bachorowi nie wytłumaczysz. Dziecku tak, jak najbardziej, ale bachorowi nie.

Posted

widzisz bo ja uważam że bachorowi też wytłumaczysz może to być cięższe ale da radę. Jak już było z analogiami często spotykamy na spacerze "głupie" psy tylko to nie psy są głupie bo się źle zachowują a ich właściciele, którzy nie potrafią/ nie chcą nauczyć ich prawidłowego zachowania

PS. i gratuluje pewnym osobom że dzieci pod ich opieką nic nie odstawią. Ja mam sporo dzieciaków w rodzinie niby wiedzą jak zachowywać się w stosunku do psa i je uwielbiają. Natomiast dopuszczam do siebie myśl że może się zdarzyć że coś "wykombinują", pies i dziecko to nie robot. Dlatego też trzeba ich pilnować, z tym że dzieciaka moim zdaniem jest trudniej upilnować.

Posted

Ale ja wychodząc na spacer nie mam ochoty bawić się w przedszkolankę. Mogę coś krótko wyjaśnić, jak dziecko fajne i chce mnie słuchać, ale nie będę starać się wbijać opornemu dzieciakowi do głowy oczywistych oczywistości. Na takich wolę ryknąć i mieć problem z głowy. Nie zgłaszałam się nigdzie jako wolontariuszka do edukacji tej mniej myślącej części społeczeństwa.

Ja jako dziecko wiele "odstawiałam", w wieeeelu sytuacjach, ale nigdy w takich, w których występowałby jeszcze pies jako potencjalne zagrożenie.

Posted (edited)

ok nie macie ochoty bawić się w przedszkolanki spoko. Tylko potem nie narzekajcie że jak dorośnie to też będzie ryczeć , i dalej nie wiedzieć jak się zachować w stosunku do psów. I tyle, no nie wiem ja nie drę się po prostu na wszystko co mi nieodpowiada i nie stosuje od razu najcięższych argumentów ale są różne metody. Potem psiarze są chamami i w sumie nie dziwi mnie to z takim podejściem.

Ale zostawmy to bo już chyba ustaliliśmy że takie "bachory" zdarzają się sporadycznie bardzo. Ja po prostu się zdziwiłam, bo przedstawione to było jakby na każdym spacerze trzeba by było odganiać się od wrzeszczących bachorów, w co nie wierzę chyba że dla kogoś każde dziecko to wredny bachor, i denerwuje go tym że jest dzieckiem. (mnie na przykład dzieci wkurzają, nie lubię i już ale mam tego świadomość)

Soko ale zapewne były inne zagrożenia więc nie widzę różnicy. Byłaś częścią plagi bachorów z innej dziedziny :lol:

Dardamell A skąd możesz wiedzieć czy dzieciak coś odstawił czy zawsze się tak zachowuje? chyba że to dzieciak z twojej ulicy i notorycznie to robi. I wtedy trzeba się sięgnąć po poważniejsze środki. Tylko ja nie wiem czy twoje ryknięcie coś da na tak opornego recydywistę.

I żeby nie było rozumiem że w nerwach nie zawsze nad sobą do końca panujemy;) i ja święta też nie jestem.

Edited by PaulinaBemol
Posted

Golson napisał(a):
To może raz jeszcze zapytam bo zdaje się, że większość "protestujących" sprytnie unika odpowiedzi - wolała byś aby na widok podbiegającego Twojego dziecka do psa*, który może zrobić mu krzywdę (zamiast psa wstaw cokolwiek, konia, auto, jezioro) ktoś krzyknął "Stój!" albo "Zostaw!" wywołując natychmiastową reakcję czy też spróbował zwrócić się do Ciebie słowami "Szanowna Pani, zwracam Pani uwagę... a nie, już za późno..."?

Może przez chwilę nie generalizujmy, tylko wróćmy do tej konkretnej sytuacji, która wywołała dyskusję.
1. Nie wierzę, że 6-cio miesięczny szczeniak stanowi dla dziecka zagrożenie, które w pełni uzasadnia gwałtowną reakcję, potem spadek adrenaliny i dla ulżenia małą erupcję epitetów na forum.
2. Nie wierzę, że dziecko stanowi uzasadniające w/w zachowanie zagrożenie dla 6-cio miesięcznego szczeniaka w sytuacji stacjonarnej, w której między dzieckiem a szczeniakiem stoi dorosły mężczyzna.
3. Nie wierzę, że takie historie spotykają Cię raz na tydzień.
4. Moja córka jest już dorosła i gdybym zobaczyła jak ona albo jej chłopak ryczy na dziecko, które biegnie do szczeniaka, zamiast je po prostu zatrzymać albo wziąć szczeniaka na ręce, to byłoby mi wstyd. Nie zarzuciłam Ci nadmiernej troski o cudze dzieci ale ochoczy język jakim przyklasnąłeś stwierdzeniu, jakoby po ulicach przewalała się plaga dzieci, które należałoby powiązać, bo to jest nonsens grubymi nićmi szyty. Ale rozumiem - jak ktoś wejdzie między wrony i tak dalej. Wpadłeś, zobaczyłeś, że ktoś coś napisał, przytaknąłeś w niewybredny sposób. Wyszło chyba trochę nie tak, jak chciałeś, więc teraz stopniujesz zagrożenie. Jezioro. No jasne ;)

Posted (edited)

Pamiętam z dzieciństwa taką sytuację: po szkole, z bandą koleżanek i kolegów, biegliśmy ile sił w nogach do parku. Ja biegłam w czołówce i galopem przeleciałam przez ulicę. Nie zauważyłam, że jechało auto, a kierowca musiał hamować z piskiem opon. Wysiadł z samochodu i tak nas opieprzył, że do końca życia tego nie zapomnę. I zadziałało to milion razy lepiej, niż powtarzane przez mamę "patrz w lewo, prawo i lewo". Dodam, że nie mam i nie miałam z tego powodu traumy, ale nauczkę dostałam solidną i w pełni zasłużoną.

Sama mam 3-letnią córkę. I 4-miesięcznego szczeniaka. Aktualnie uczą się siebie nawzajem, ale uwierzcie, nawet we własnym domu, z ogarniętym dzieckiem i ogarnianym psem, czasami muszę krzyknąć albo na jedną, albo na drugą. Żadna nie jest lękliwa ;) ale zdarza się, że nie ma czasu na tłumaczenie, a i emocje dokładają swoje.

I gdyby zdarzyło mi się, że ktoś leci na psa z wrzaskiem, też bym pewnie krzyknęła. Niekoniecznie piękną soczystą wiązanką, ale jednak. Zarówno na córkę lecącą do obcego psa, jak i na obce dziecko lecące do mojego.

Edited by Sowroneczka

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...