Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Najciekawsza opinią na temat ON-ów z jaką się spotkałam:

"Z nim (rozhisteryzowanym, szczekliwym i kompletnie niewychowanym roczniakiem) nie trzeba pracować. Jak skończy dwa lata, zmądrzeje i sam się wszystkiego nauczy":p
Słowa te wygłosił do mnie dumny właściciel, który jak stwierdził, zasięgał wielu opinii ekspertów, dlatego wybrał tę rasę - bo jest "bezobsługowa". :diabloti:

Posted

no u nas tez jest taki jeden piesek a wlasciwie diewczyna. odkad tylko odrosla troche od ziemi zaczela ujadac na inne psy i to najczesciej zza nog swjego pana-starszego dziadka.
schemat ten sam: najpierw mega napinka i naprezona smycz, a potem jak pies przechodzi obok, to za nogi i dawaj drzec pale.

i dzis wlasnie tez to zrobila, byla luzem, moje dwa psy tez byly luzem i musialam z nimi minac tego rozdartego kundla. o ile moja mloda przebiegla sobie na okolo, bo jest jeszcze za mala, zeby sie bawic w pokazowke, to moja druga suka szla przy nodze, normalnie, spokojnie i ten pies zaczal robic takie akcje: podbiega do nas, drze morde na Ronje i spieprza za nogi i tak caly czas:)
Ronja ma mentalnosc mlodego buddy i uznala, ze ten kundel to nie jest dla niej przeciwnik i tak lazla patrzac to na mnie to na tego owczara...ale jak owczarzyca postanowila zasadzic sie na mala Grete to niestety, ale juz bylo nawet dla buddy za duzo i dostala po prostu bardzo wychowawcze lanie-troche ja Ronja przeciagela po glebie bo to jest nasz gowniarz i tylko my mozemy go bic:)))

w sumie to dla mnie byla taka mocno nieszkodliwa sytuacja, bo Ronisia to jest piesek, ktory bez powodu sie nie unosi, bardzo szybko wraca do odpowiedniego poziomu emocjonalnego i generalnie uwaza, ze przemoc to ostatecznosc.

ale bardzo cieawe jest to, ze ten pan nie zabral swojego psa mimo ze mu to zasugerowalam i ciagle powtarzal "mloda jest, bawic sie chce", "ona tak tylko rozmawia" oraz na koncu "oo ten pani tez chce sie bawic, dal sie przekonac" ja Ronka juz trzymala te suke na glebie.
spoko, jest zabawa-fajna draka:)))


powiem szczerze, ze o ile jeden z moich psow ma troche klopotow z emocjami, ciezko przychodzi mu wyciszanie sie i w ogole trzeba mu pomagac schodzic z wysokich obrotow, to z takim histerykiem i tak bym nie chciala zyc i nie wiem, co kieruje ludzmi, ze doprowadzaja swoje psy do takiego stanu.

Posted

[quote name='a_niusia']
.................powiem szczerze, ze o ile jeden z moich psow ma troche klopotow z emocjami, ciezko przychodzi mu wyciszanie sie i w ogole trzeba mu pomagac schodzic z wysokich obrotow, to z takim histerykiem i tak bym nie chciala zyc i nie wiem, co kieruje ludzmi, ze doprowadzaja swoje psy do takiego stanu.[/QUOTE]


Niestety, często biedny Onek juz od początku ma przerąbane, bo liczy się tylko - eksterier (dla mnie - wątpliwy), a nie prawidłowa psychika psa i właściwie przeprowadzane próby pracy.
No i oprócz ZKwP, mnożą się różne zarejestrowane hodowle "Miłośników ON/DON z Mszany Dolnej", że o pseudo i wiejskich/miejskich amatorach radosnej działalności na niwie rozmnażania własnych, domowych psów/suk - nie wspomnę :(

Jak do tego dojdzie właściciel , który wie, że Onki same z siebie są mądre,to powstaje mieszanka piorunująca :(

Posted

Moja była sąsiadka pozwalała ONkowi ciągnąć na smyczy, podbiegać do ludzi i maltretować inne psy, a jak już nie mogła go utrzymać - kolczatka i po sprawie. No ale nie za często, bo, cytuję "on będzie na wystawach, a tam owczarki mają ciągnąć żeby dobrze się pokazać". Więc pies jest niewychowany i niezrównoważony, bo inaczej, jak będzie grzecznie chodził itp., to ucierpi na tym jego ocena. :evil_lol:

Posted

[quote name='Soko']Moja była sąsiadka pozwalała ONkowi ciągnąć na smyczy, podbiegać do ludzi i maltretować inne psy, a jak już nie mogła go utrzymać - kolczatka i po sprawie. No ale nie za często, bo, cytuję "on będzie na wystawach, a tam owczarki mają ciągnąć żeby dobrze się pokazać". Więc pies jest niewychowany i niezrównoważony, bo inaczej, jak będzie grzecznie chodził itp., to ucierpi na tym jego ocena. :evil_lol:[/QUOTE]
ale tutaj to i hodowca zawalił nie rozmawiając z właścicielką i nie tłumacząc jej co i jak.

Posted

"Z nim (rozhisteryzowanym, szczekliwym i kompletnie niewychowanym roczniakiem) nie trzeba pracować. Jak skończy dwa lata, zmądrzeje i sam się wszystkiego nauczy":-P

mniej więcej to samo usłyszałem dzisiaj od jednej kobity. no masakra jacy ludzie są durni. a to że ona musi "polować" na momenty gdy innych psów nie ma w parku zeby go spuścić, że co jakiś czas dostaje ochrzan od biegaczy których ten pies zaczepia to jakoś nie daje jej do myślenia.
to znaczy pewnie daje tylko ona nie potrafi sobie z psem poradzić i szuka usprawiedliwień, "racjonalizuje" swoją bezsilność. wcale głupia nie jest.
naprawdę niektórzy ludzie nie powinni mieć psów, po prostu jakoś nie mają do nich ręki.
ten jej piesek jest elegancki do ułożenia, już po kilku minutach pracy z resztką smakołyków które mi zostały zachowywał się lepiej. a baba mi wmawiała że ona kiedyś próbowała bo jej jakiś specjalistka kazał wydawać całe jedzenie z ręki i i tak nie było poprawy, tylko sobie w zimę ręce odmroziła.

Posted

Bo problem jest taki, że ludzie nie mają wobec swoich psów żadnych wymagań i dlatego im nie przyjdzie do głowy, żeby z psem popracować, wychować, nauczyć czegokolwiek, choćby najprostszego przywołania czy nieciągnięcia na smyczy, nie mówię już o tak trudnych umiejętnościach jak siadanie, warowanie i chodzenie przy nodze. Dlatego też nie widzą nic złego w tym, że pies sprawia problemy. A nawet jeśli widzą, to nie analizują tego pod kątem szukania rozwiązań i nie zawsze rozumieją albo nie chcą się przyznać, że to oni popełniają błędy, bo łatwiej zwalić na psa - że głupi, że kundel, że od teściowej, że ble ble ble.
W Polsce po prostu niewychowany pies jest normą, to ułożony wzbudza zdziwienie i podziw (ale z kolei sam proces wychowywania i praca nad psem już nie zawsze jest tak dobrze odbierana - przynajmniej z mojego doświadczenia). Jednak najczęściej widok fajnie zrobionego psa i tak nie daje ludziom do myślenia, bo jakoś tak wychodzi, że utożsamiają "grzeczność" z "mądrością". I właśnie nie wiem, czy stwierdzenie, że "paaani, ten pani pies taki mądry, a mój to taki głupi" jest usprawiedliwieniem czy raczej przejawem faktycznej ignorancji i nieświadomości.

Posted

nie wiem czego to jest przejawem, zupełnie nie kumam. nie bardzo potrafię zrozumieć o co chodzi bo dla mnie wiele rzeczy wydaje się naprawdę oczywistych.
ten ON o którym tu przed chwilą pisałem w ogóle nie słuchał swojej właścicielki a ona nie miała najmniejszego pomysłu jak sobie z nim poradzić. tylko że np nie potrafiła nawet "zarządzać" smakołykami. dałem jej kilka żeby przywołała psa i go nagrodziła. no to mu dała wszystkie za jednym razem.
opowiadała mi właśnie coś takiego że kiedy wydawała mu jedzenie "z ręki" a nie do miski to "kiedy był z psami to w ogóle nie był zainteresowany jedzeniem a potem chciał zjeść wszystko na raz".
jak można takie głupstwa opowiadać. przecież skoro to my dysponujemy jedzeniem to nie ma najmniejszego znaczenia że pies "chce zjeść wszystko na raz" - wydajemy mu je tak jak my chcemy.
druga rzecz, mój kolega. kupił sobie beagla i ma z nim problemy. piesek ma teraz z pół roku i nie chce przychodzić przywoływany tylko mu ucieka. ten go wabi smakołykiem a potem jak to się w końcu uda to np łapie i zapina na smycz.
tłumaczę gościowi żeby tak nie robił, że to jest źródło problemów z psiakiem bo on się już dawno zorientował że takie przywabianie służy zapięciu go na smyczy więc nauczył się kombinować jakby tu porwać smakołyk i zwiać. no ale nie mogę go przekonać.
nie przekonuje go nawet to że mój do mnie przychodzi za każdym razem, nie ucieka w ogóle, nie robi żadnych scen jak go zapinam na smyczy tylko sobie zwyczajnie koło mnie stoi. facet jest inteligentny, spoko gość, naprawdę sympatyczny ale jakoś w tej sprawie wykazuje się bezdenną wręcz głupotą. to samo ze zjadaniem "znalezisk". nijak do niego nie dociera żeby nie wydzierać z pyska psu "zdobyczy" siłą. no i piesek już się nauczył żeby zwiewać jak coś znajdzie i pożerać to w biegu. masakra.

aha, no i też mnie próbuje przekonać że to dlatego że mój jest starszy a jego młody. przy czym mój "starszy" ma 2,5 roku więc nie jest jakimś dziadkiem któremu wszystko jedno bo się ledwo rusza. jak go spuścić ze smyczy i pozwolić biegać to szaleje jak mało który.

Posted

[quote name='bellatriks'] Dlatego też nie widzą nic złego w tym, że pies sprawia problemy[/QUOTE]
dla większości ludzi to, co my widzimy jako "problemy z psem" to nie problemy, tylko po prostu "on tak ma";)

[quote name='Soko']Ależ ona to usłyszała od hodowcy, gdy spotkali się na jakiejś wystawie.[/QUOTE]
no to tym bardziej jest to wina hodowcy. to pewnie jej pierwszy pies wystawowy i to co powie hodowca to świętość:roll:

Posted (edited)

Są ludzie, którzy choćby nie wiem ile im tłumaczyć i pokazywać jak krowie na rowie, jak obchodzić się z psem, i tak albo nie zrozumieją, albo zrobią to 2-3 razy i będą uważali, że powinno wystarczyć, po czym wrócą do starych zachowań ;) ile razy ja się natłumaczyłam rodzinie, u której czasem zostawały moje psy - żeby nie chodzili za psem jak koza tam gdzie ich smyczą pociągnie, tylko sami wybierali kierunek spaceru, a jak pies ciąga nie wiadomo gdzie, to kierunek zmienili, przywołali go, sami pociągnęli. Starczało na zrobienie kilku powtórzeń w mojej obecności; 2 minuty później pies znów ciągnął ich jak chciał, a oni dreptali za nim jak cielę na sznurku ;) po x prób się poddałam i po prostu moje psy po każdych "wakacjach" u rodziny mają ze mną kilkuminutową lekcję odświeżającą chodzenie na smyczy :evil_lol: bo kiedy odbieram je po kilku dniach zabawy w husky prz y saniach na każdym spacerze, w pierwszym momencie zachowują się jakby nigdy w życiu nikt ich niczego nie uczył ;) Łatwiej mi regularnie "resocjalizować" swoje psy p otakim rozpieszczeniu, niż nauczyć rodzinę, żeby ich nie psuła. Podobnie z wymuszaniem czegokolwiek - są ludzie, którzy mają po prostu wyryte w mózgu jak w kamieniu, że jak piesek chce, to trzeba mu dać. Piesek drze mordę, zaczepia, jest nieznośny - na pewno coś chce, szybciutko w nagrodę weźmy go na spacerek, pogłaszczmy, dajmy żarcie. I potem rosną rozwydrzone potworki. I takie osoby często gęsto mimo miliona tłumaczeń, odruchowo wciąż i wciąż robią to samo. Dla takich osób nadaje się co najwyżej mały, łagodny piesek (ot, będzie upierdliwy) - ale już duży pies ze skłonnościami do agresji taką osobę sterroryzuje i zeżre, albo i uszkodzi otoczenie, bo właściciel nad nim nie zapanuje.

Co do podziwu który budzą choć trochę wychowane psy - ja przerażająco często spotykałam się z podziwem, że moje psy przychodzą na wołanie... A nie ma chyba bardziej podstawowej i potrzebnej do życia z psem umiejętności. Od tego powinno się zaczynać wychowanie; to ważniejsze nawet od oduczenia psa sikania w domu. Tymczasem dla ogromnej większości właścicieli psów, nawet z racji rasy bardzo predysponowanych do ścisłej współpracy z człowiekiem i bezwzględnego posłuszeństwa, jest to problem nie do przeskoczenia. Z moich obserwacji ogromna większość psów kompletnie ignoruje wołanie właściciela, tudzież przychodzi jak nie mają już nic ciekawego do roboty. Osoby, które potrafią odwołać psa w stanie pobudzenia, na przykład biegnące do obcego psa, to chyba promil ogółu właścicieli psów. Jak do moich psów leci z ujadaniem jakiś inny, to nawet nie biorę pod uwagę opcji, że ktoś go odwoła, bo właściciele albo olewają takie sytuacje, albo wrzeszczą "Pimpuś chodź tu", na co Pimpuś reaguje równie żywo, jak zapewne zareagowalby na recytację Pana Tadeusza ;) Z moją suką miałam rytuał, że przed puszczeniem luzem daję komendę "siad", odpinam smycz, i dopiero po kilku sekundach daję komendę "wolny" i suka biegnie. KAżdej osobie, która to widziała, oczy wychodziły na wierzch na szypułkach, co to za wspaniały pies. Nikt nie pomyślał, że wystarczy psa nauczyć siadania i komendy zwalniającej, i wykorzystać to na spacerze, co u psa nauczonego wspomnianych komend zajęło mi może 3-4 powtórzenia "w praniu" - jakieś 2 minuty. Efekt na ludziach robiło taki, jakbym nakłoniła tygrysa do żonglowania.

Co do beagla i zapinania na smycz zaraz po przywołaniu - ja spotkałam panią z psem tej rasy, która psa po złapaniu wlała smyczą ;) i była zbulwersowana jaki jej pies jest głupi, że musi łapać go pół godziny. Pomijając czystą logikę, że kto mądry chciałby przychodzić po wp*erdol, ja zasadę "psa nie bijemy jak wróci, tylko zawsze nagradzamy" poznałam gdzieś jako 9-10 latka, z pierwszej lepszej książki z choć jednym rozdziałem o wychowaniu psa. Nawet nie miałam wtedy własnego psa ani internetu. Co w takim razie powiedzieć na dorosłą osobę lat ok. 30, która ma swobodny dostęp do internetu, for, portali z poradami, oraz literatury na temat podstawowego wychowania psa, kupuje sobie sama psa, rasowego, i popełnia tak podstawowe błędy? Ludziom się po prostu NIE CHCE włożyć choć minimum pracy w psa, tudzież znalezienie informacji na ten temat. Posiadanie psa ogranicza się do zakupu psa na giełdzie za 500 zł (co jest tak ogromną ceną, że szczeniak na pewno będzie już po szkoleniu i z dożywotnią gwarancją, że nawet sraczki nigdy nie dostanie), nasypania mu do miski karmy kupionej w Biedronce (na pewno cudownej bo na torbie napisane, że "zdrowa i zbilansowana") i dziwowania się, czemu pies jest głupi, nie wraca na wołanie i rzuca się do psów na spacerach... Choćby sytuacja z wczoraj na parkingu - na trawniku obok zawąchał się w sikach jakiś mix shih tzu - babka woła go z 10 razy, bezskutecznie. W końcu pies idzie w jej stronę, ale jak się okazuje, żeby zmienić obiekt wąchania z trawnika na latarnię :D baba w końcu idzie po niego i bierze na ręce, i mówi jakby do mnie i mojego faceta "jejku, no co za pies, jaki on jest niedobry, nieposłuszny"... Cóż, pewnie się taki urodził ;) pomijając, że ja bym niedobrego, nieposłusznego psa, szczególnie w miejscu gdzie sporo samochodów, obcych psów, ludzi, trzymała po prostu na smyczy, zamiast drzeć się na pół osiedla, ganiać za nim i tłumaczyć się przechodniom, jak bardzie nie umiem sobie poradzić z psem. Swoją drogą cieszę się, że byłam bez psów, bo zgaduję, że skoro odwołanie psa od straszliwego rozproszenia jakim jest trawa było absolutnie niemożliwe, z szarży do dwóch psów tym bardziej by się nie udało, i pewnie mielibyśmy spinę.

Edited by Martens
Posted

Ja to miałam piękną scenę przed oczami, jak idzie sobie Pani i jakieś 20m za nią spasiona labradorka. Pani wypruwa z siebie żyły, drze się "czemu tak wolno!", a suka po prostu nie była w stanie iść szybciej ze względu na nadwagę. Chyba by ją przetrzepało i padłaby po 3 krokach jakby spróbowała pobiec.

I faktycznie dziwi mnie to bagatelizowanie przywołania. Ja kursantom jestem w stanie odpuścić wiele rzeczy, ale przywołanie wbijam im do głowy jak mantrę, na każdych zajęciach nowa zabawa i utrwalanie komendy, przypominanie o lince, o tym, żeby nie wołali bez pewności, ze pies przyjdzie itp. Jak na razie do wielu z nich to dotarło, chociaż większość - robi swoje. Bo przecież to, że pies przyjdzie za 5 razem jest ok. Na pytanie co będzie, gdy smycz zerwie im się przy ruchliwej ulicy, nie znają odpowiedzi.

Posted

a ty znasz odpowiedz na to, co sie wtedy stanie??

bo ja np. mam 3 psy, tore nie potrzebuja linek, a jakos wolalabym NIE ZNAC odpowiedzi na to pytanie niz ja poznac.
szczegolnie, ze badzmy szczerzy, ale smycz nie zrywa sie tak po prostu od tego, ze sie z psem spaceruje.

Posted

Mi się tak zerwała na szczęście zaraz po zejściu z bardzo ruchliwej ulicy w centrum Wrocławia, konkretniej karabińczyk. Ot po prostu z psem spacerowałam.
No, ja odpowiedź znam: w momencie, kiedy pies czując wolność leci przed siebie, bo nie ma wpojonej komendy zwalniającej, + nie ma zrobionego przywołania, to łapa zadek mózg na jezdni. Ale to dla niektórych jest za mało, żeby się zabrać do roboty.

Mówimy o niewychowanych psach, a nie o tych, które mają co nieco we łbie.

Posted

to poslij "kursantow", zeby to sprawdzili.

ej serio moj pies przy ulicy, gdzie jezdza samochody i tramwaje lazi sobie luzem po trawniach szuajac rolewskiego miejsca na srania, ale i tak uwazam, ze to pytanie jest glupie.


ale tak, to prawda-pies, torego wolnosc ogranicza sie do linki moglby ucieszyc sie z taiego powiewu wolnosci:)))

Posted

Ale ja naprawdę nie mówiłam o Twoich psach, które są wychowane i nie polecą pod samochód i wrócą, jak je zawołasz. Mówiłam o ludziach bez wyobraźni i bez motywacji do szkolenia. To zresztą właśnie psy takich ludzi podbiegają do moich, Twoich i wielu innych i inspirują nas do pisania w tym wątku.

Pytanie jest głupie, jeśli zadajesz je komuś, kto ma rozum i używa go do zapewnieniu sobie i psu bezpieczeństwa. :razz:

Posted

[quote name='Beatrx']dla większości ludzi to, co my widzimy jako "problemy z psem" to nie problemy, tylko po prostu "on tak ma";-)
[/QUOTE]
To miałam na myśli mówiąc, że nie widzą nic złego w problemach, które sprawia pies. Bo jeżeli nie uważają czegoś za problem, to nie mogą widzieć w tym nic złego. :)

[quote name='Martens']Co do podziwu który budzą choć trochę wychowane psy - ja przerażająco często spotykałam się z podziwem, że moje psy przychodzą na wołanie... [/QUOTE]
Ja z taką reakcją się spotkałam, gdy mój pies się ociągał z powrotem, ale w końcu przyszedł. Zachwyty nad siad-waruj też były. I to niestety zdarzało się też od ludzi, którzy sami mają się za znawców psów - przy czym ich czworonogi oczywiście nic nie umieją. Standard.

Posted

[quote name='Whisky1']Jaka jest zatem najlepsza metoda na szczeniaka? tzn nauczenia przychodzenia na zawołanie...na lince? czy jak najczęściej pies luzem?[/QUOTE]
Teren gdzie nie ma ludzi i jest jak najmniej bodźców. Trzeba od małego psa uczyć tzn. spuszczać go ze smyczy mieć przy sobie jego ulubione smakołyki lub zabawkę. I jak chcemy go zawołać to uciekamy w przeciwnym kierunku niż jest psina. Jak przyleci do nas nagradzamy go. A później trzeba podnosić poprzeczkę trudności-czyli nie uciekamy, a na końcu jak opanuje dwa pierwsze ćwiczenia, to po przyjściu psa zaczynamy nagradzać słownie. (bo w dwóch pierwszych ćwiczeniach pies dostawał zabawkę/smakołyk)
Tak ja uczyłam Kenę i Figę :D

Posted

[quote name='Whisky1']Jaka jest zatem najlepsza metoda na szczeniaka? tzn nauczenia przychodzenia na zawołanie...na lince? czy jak najczęściej pies luzem?[/QUOTE]

zapnij setera na linke, to juz zawsze bedzie na niej gnil.

juz o to pytalas:)))

Posted

[quote name='a_niusia']zapnij setera na linke, to juz zawsze bedzie na niej gnil.

juz o to pytalas:)))[/QUOTE]
Ja bym nie chciała całe życie trzymać psa na smyczy. Skoro można w pewnym stopniu nauczyć nie uciekania huskiego, to i setera można

Posted

[quote name='Yuki_']Ja bym nie chciała całe życie trzymać psa na smyczy. Skoro można w pewnym stopniu nauczyć nie uciekania huskiego, to i setera można[/QUOTE]

:)))
no co ty powiesz?:)))

mam 3 setery w domu. zaden linki w zyciu nie widzial.
i zaden nie ucieka.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...