Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Co do frisbee nauczyłam psy aby jak podbiegnie inny i jest bardzo nachalny to mają dysk porzucić i wrócić do mnie. Zazwyczaj robią to automatycznie jak robi się niebezpiecznie. Najgorsze co mogłyby zrobić to wdać się w bójkę z powodu zabawki. Bardzo rzadko się zdarza aby podbiegające psy chciały ten dysk zwinąć bo zazwyczaj nie wiedzą do czego to dziwo służy. Raczej chodzi o psy w ruchu, pies biegnie więc trzeba go gonić wtedy najlepiej akcję przystopować sprawiając, że pies przestaje biec. Jeśli podłączy się coś niegroźnego to ja nie mam problemu bo moje psy mogą chwytać frisbee i w towarzystwie. Zazwyczaj towarzystwo po kilku rundach wymięka.
Mnie tam nie przeszkadza wygradzanie kawałka parku do obi pod warunkiem, że park jest duży i to wygrodzone miejsce jest na uboczu.
A pani z borderem chyba powinna poświęcić więcej czasu na posłuszeństwo i mniej na frisbee. Szczerze powiedziawszy trudno stwierdzić na czym polega ta jej "praca":roll:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

A ja się przynajmniej częściowo zgodzę z gops, bo ja sama brałam staffika m. in. dlatego, że miałam nadzieję, że uniknę nieprzyjemności, jakie mają na spacerach właściciele astów czy pitów. Jako osoba, która lubi psy, nie podchodzi do nich jakoś dziko, nie miałam pojęcia, że piesek nie dorastający do kolana może w ludziach wzbudzać taki irracjonalny strach - dla mnie staffik to jak dla większości dogomaniaków mała uśmiechnięta świnia, która może i nie zawsze dogaduje się z psami, ale do ludzi to rozmerdany mały mięśniaczek - czego tu się bać?

Otóż jest czego, bo z tego co wnioskuję, ludziom wcale nie chodzi o wielkość psa, tylko o "tą straszną mordę". Jak ludzie widzą otwarty ryj ttb to często robi im się chyba jakieś złudzenie optyczne, i ten pies rośnie im w oczach do rozmiarów hipopotama :evil_lol: i nawet z komentarzy, które usłyszałam, wnioskuję, że nieważne, że staffik jest mały; i tak ma milion ton nacisku w szczękach :diabloti:

I owszem, zdarzało mi się, że ludzie przed moimi psami (idącymi spokojnie na smyczy, i wcale nie w kagańcach Hannibala Lectera i obroży z kolcami, a w słitaśnych obróżkach w kwiatki i serduszka) - uciekali. Może kwestia nazewnictwa, ale babka, która szybko wskoczyła na schodki sklepu wciągając za sobą dziecko, tylko dlatego że mijała mnie na szerokim chodniku, kiedy miałam psy przy nodze na smyczy, nawet nie od jej strony, dla mnie uciekła, a nie odeszła... Tyle że ja byłam tak naiwna, że sądziłam, że ona chciała po prostu wejść do sklepu - zorientowałam się dopiero, jak po moim przejściu rozdarła się coś o kagańcach, zeszła ze schodków i poszła dalej :evil_lol: - że to moje psy były powodem tej paniki :D Krzywe spojrzenia czy odsuwanie się kawałek dalej, żeby nie stać za blisko moich psów to codzienność i nawet nie liczę tego do jakichś wielkich reakcji ;)

Wg mnie ilość i rodzaj komentarzy zależy mocno od miejsca zamieszkania, pory i miejsca spacerów i osób jakie się spotyka. U mnie nawet sporo tzw. "dresów" boi się moich psów, odsuwają się, boją się pogłaskać - bo wierzą w mitologię o szczękach... Ja mam setny ubaw, kiedy chłop 100 kilo boi się pyrgającego przy ziemi stafficzka :evil_lol: Jak tylko jeżdżę z psami na działkę, chodzę na łąki, i na wc tuż koło bloku, to komentarzy zbieram bardzo mało. Ale jak już wynurzę się do parku latem po południu, przez miasto w porze kiedy ludzie wychodzą z pracy, albo głębiej na osiedle w porze psich spacerów, to za jednym wyjściem można zebrać kilka róznych komentarzy ;) tyle że ja takich miejsc/pór na codzień unikam, ale gdybym chodziła tak dzień w dzień, to pewnie mogłabym napisać to samo co gops... W W-wie nie miałam żadnego komentarza n/t swoich psów, podczas kilku dni w Szczecinie też cisza, mimo że zwiedziłam sporo parków - ale u siebie w Makowie, albo na wakacjach nad morzem przy zbieraninie róznych ludzi, niemiłe komentarze wcale nie były rzadkie.

I nie zgodzę się, że staffika prędzej powinni mylić z buldożkiem - my porównanie do BF mieliśmy raz w ciągu 4 lat - do amstaffa i pitbulla na okrągło. Nad morzem na odludnym kawałku plaży, gdzie mój pies bez reakcji na otoczenie taplał się z kijem w wodzie, dowiedziałam się od przechodzących pań, że pies z listy powinien być przynajmniej na smyczy - bo to amstaff przecież, a one są na liście. Nie porównujcie więc standardów dogomaniackich do wiedzy ludzi na ulicy, szczególnie na zadupiu, bo dla wielu ludzi w mniejszych miejscowościach staffik nie jest wesołą świnką ani nawet szczeniakiem asta, tylko po prostu pitbullem (ciągle słyszę ten tekst o Cycu), a pitbulle są groźne i jedzą dzieci. I owszem, jest masa ludzi, którzy dopieprzają się do psa tylko dlatego, że wg nich groźnie wygląda, mimo że jest spokojny, a np. otwarty atak pekińczyka czy yorka na moje psy nie spotyka się ze strony przypadkowych przechodniów z żadną negatywną reakcją, no może poza "ojej jaki odważny" albo "o boże tamte agresywne zaraz go zabiją".

Ludzie często boją się moich psów, kiedy dyszą :D może dlatego, że ta morda ttb jest wtedy bardziej charakterystyczna; u gops pewnie robi swoje to, że Clay jest biały, więc oprócz mordy pita może się jeszcze kojarzyć z białym bullem - świnią.

Oczywiście nie twierdzę, że ludzie boją się staffików tak samo jak pitów czy astów, reakcje obstawiałabym pół na pół między "ojejku jakie śliczne pies" a "o boże taki jak by ugryzł to by nogę wyrwał, pani go zabierze". Jak są ubrane we wdzianka to też każdy nad nimi sika. Ale już to jakie mają obroże nie robi różnicy, bo naszą śliczną błękitną obrożę w kwiatuszki niektórym skutecznia przesłania wielka morda Cyca ;)

Posted

We mnie rozdziawiony pysk ttb też wzbudza atawistyczny strach - szczena, zębiszcza a do tego małe oczka w komplecie:oops: jak pies zaczyna się zginać, merdać ogonem i opuszczac głowę to mi przechodzi. Jestem przyzwyczajona do krowiego spojrzenia owczarków, niezbyt okazałych zębów i falującej sierści i takie psy wzbudzają we mnie matczyne uczucia. Myślę, że strach przed psem z dużą szczęką i o ograniczonej mimice możemy mieć "wdrukowany" i stąd nieoczekiwane reakcje, nawet jak sobie człek tłumaczy że to to niegroźne to i tak reaguje inaczej.

Posted

Ja jeszcze przytocze rozmowe ze znajomą mojej mamy spotkaną przypadkiem na rynku .
Oprócz tego że na dziendobry kazała skrócić mi psa bo się boi w trakcie rozmowy o czymś tam spytała moją mame jak pies się wabi .
W odpowiedźi usłyszeliśmy że powinniśmy zmienić mu imie na Stoton :lol: (Dla tych co nie wiedzą mój pies się nazywa Clayton).
To jest jedna z tych znajomych osób które do tej pory nie pogłaskały mojego psa nawet będąc u nas w domu na herbacie .

Posted

ja jestem jakaś niehalo, bo od zawsze żabie mordy i świńskie oczka mnie rozczulały, tak samo uśmiechnięte pychole TTB :loveu: a na spacerze, jeśli mam już się spiąć na widok psa, to zdecydowanie będą to ON-ki - może dlatego, że 80% tych, które poznaję, ma nie po kolei w głowie (właściciele również).

Posted

Mnie tylko kiedyś rozśmieszyła jedna babka, która była w poczekalni u weta ze staffikiem. Byłam z TŻ i mówię mu - zobacz, tak wygląda staffik. A kobiecina jakie gały na mnie zrobiła i tak rzecze: "ojej, pani jest pierwszą osobą, która wiedziała co to za rasa" i się gapi dalej jakby ducha zobaczyła :evil_lol:

Posted

Szczerze, pierwszy ttb jakiego poznałam też wzbudzał moje obawy, nie wiem na ile tym czego się nasłuchałam o rasie, a na ile kompletnie niewidoczną dla mnie mimiką. Patrzyłam na psa i nie wiedziałam, czy on się cieszy, czy chce mnie zeżreć, czy w ogóle o co kaman - na wszystko w moim odczuciu reagował tą samą kamienną miną i obojętnością. Miałam za to okazję zobaczyć jak rusza do ataku na człowieka i na innego psa - w totalnej ciszy i ze 100% determinacją, brakiem reakcji na cokolwiek poza celem ataku... To był ast z papierem, ale chowany w kojcu przy firmie, przez faceta, któremu nawet chomika bym nie dała :roll: zapewne szczuty przez pana po pijaku itp. Musiałam poznać kilka normalnych, żeby bardziej naprostowało mi się patrzenie na te rasy.

A z ludzi przerażonych staffikami przypomniał mi się jeszcze hydraulik, który za nic świecie nie chciał wejść do mnie do domu, dopóki nie zamknę psów, mimo że te się nim nie interesowały, nawet za bardzo nie podchodziły do drzwi, nie mówiąc o szczekaniu. Patrzył na nie z takim przerażeniem, że myślałam, że może po prostu ma jakąś fobię, pies go pogryzł, etc. i psy zamknęłam w kennelu, ale z późniejszej rozmowy wynikło, że facet lubi psy, ma ONka, którego uwielbia "ale z tymi amstaffami to nigdy nic nie wiadomo, to są nieobliczalne psy"... I tak, to był wielki facet, który tak bał się piesków pod kolanko. Była jeszcze laska akwizytorka, której otworzyłam, a ona zaczęła napierniczać jakąś hiper długą regułkę ćwierkającym głosem - ja oparłam się o futrynę i czekałam aż skończy, żeby jej podziękować :D Cyc w tym czasie podszedł do drzwi, stanął pod moimi nogami i przyglądał się jej z zaciekawieniem. Babka po jakiejś minucie monologu spojrzała w dół, przerwała w pół słowa, walnęła "ojezu", złapała się za serce conajmniej jakbym miała pod nogami ryczącego tygrysa szablozębnego, a nie spokojnego pieska do pół łydki, chciała kontynuować, ale chyba nie mogła sobie przypomnieć na czym skończyła, wydukała "przepraszam" i uciekła :D Tzn. przepraszam, odeszła szybkim krokiem po schodach w dół, żeby nie było że przesadzam i się dowartościowuję, że moje psy straszą ludzi :evil_lol:

Posted

Ja tez nie wiem co dziwnego w tym ze ludzie boja sie staffikow...
znajoma od bostona opowiadala mi ze jej tez wmawiaja ze to 'ten z groznych' i ze 'pani zobaczy, jak to urosnie to agresywne bedzie', a pies ma 1,5 roku.
wiec sekret tkwi chyba w tej szerokiej paszczy a nie wzroscie.

I tak, jak widze amstafa u mnie na osiedlu to sie zwijam, jak widze dobka to ide sie pogapic ;)

Posted

Bosze, bo komenty są normalne w stylu idę z 7 mc Jarim, a koleś do mnie - a idź pani z tym diabłem... Albo czemu TO nie ma kagańca? Tylko jakoś w te paniczne ucieczki mi się nie chce wierzyć - ludzie schodzą z drogi CZASEM, fakt, ale nikt nie ucieka w popłochu...

Posted

[quote name='FredziaFredzia']Bo to przecież są szczeniaczki pitbulli i amstaffów ;)[/QUOTE]

Ludzie, którzy myślą, że to szczeniaczki, to osobna grupa :diabloti: wielu z nich nawet głaszcze moje psy, chwali i mówi, że jak dorosną to będą chyba groźne - wtedy mówię, że pieski mają 2 i 4 lata, ręka zostaje pospiesznie z piesków zabrana, a na twarz wykwita bladość z powodu bliskości strasznej śmierci :D Aczkolwiek the best of był wredny sąsiad, który o 2-letnim Cycu powiedział, że jak skończy rok, to mnie zje :diabloti:

A z mylenia ras chyba najbardziej rozwaliło mnie jak 3-miesięczny Cyc został szczeniakiem boksera... Myślałam, że bokser blue to najwyżej w USA może się trafić :evil_lol:

Posted

[quote name='rosa']Martens Ja zawsze myślałam, że to właśnie ON są nieobliczalne i nigdy nie wiadomo czego się po nich spodziewać. Widocznie się mocno pomyliłam, ale większość ON jakie spotykam, to psy niestabilne emocjonalnie. Jak czasem na wystawę się zapędzę, to właśnie ich ring omijam szerokim łukiem.[/QUOTE]

O ONkach to ja mam identyczne zdanie jak Ty ;)
TTB za nieobliczalne uważałam dopóki nie poznałam więcej niż tego jednego odchylonego - a ONki za cud psiej natury uważał pan hydraulik :) nie omieszkałam mu powiedzieć co ja myślę o ONkach, i że mam "takie psy", bo chciałam właśnie uniknąć ONkowego darcia pały do psów i ludzi, które mam okazję obserwować u większości... W
ystawiając staffika miałam okazję kilka razy robić to po sąsiedzku z ringiem ONków :roll: dżizas, chyba wszystkie psy na wystawie, łącznie z ozdóbkami, nie robią takiego rejwachu jak tamte... W ringu bullowatych cisza i spokój, w sumie tylko bullki dziamgają z podekscytowania, sporadycznie trafi się jakiś ttb fikający do psów - a w ONkach wieczny jazgot, szarpanina, a same psy jak na niezłych prochach. Zadziwia mnie, jak silna jest opinia publiczna oparta na mediach, skoro przy takich obrazkach w rzeczywistości ONki to nadal najmądrzejsza rasa Szarików, a bullowate nieobliczalni zabójcy :roll:

Posted

Opinia publiczna po prostu nie ogląda psów na ringu, tylko w mediach i Czterech pancernych. Ilu Twoich sąsiadów bywa na wystawach? Ja sama byłam chyba raz, jak kuzynka swojego Utiego wystawiała, a akurat byliśmy dzień wcześniej na pogrzebie wujka w jej okolicy, to wpadliśmy pokibicować. Prawdę mówiąc jedyne, co pmaiętam z tamtej wystawy, to kobieta, która wystawiała ileś tam ras, w tym sukę TTB (już nie pamiętam, co dokładnie, bo to było ze 12-14 lat temu), która była tak chora/naćpana, czy coś, ze się na nogach słaniała. Jak sędzia powiedział, ze psa w takim stanie nie moze wystawiać, wsadziła sukę do klatki i wzięła inną. Miała też samoyedy, haszczaki i jakieś inne rasy, kilka ich było. Chyba to mną wstrząsnęło bardziej, niż ONki, tym bardziej, ze Uti podobno był z jej hodowli.
W każdym razie ludzie opierają się na tym, co pokazuje TV, internet, co wyczytają w gazecie. A że zwykle jest o ONkach jako psach policyjnych, labach jako ratownikach lub przewodnikach i ttb jako mordercach (nie ważne, ze to krzyżówka, która nie ma wiele wspólnego np. z pitt bulem), to taki obraz sobie żyje hen, z dala od rzeczywistości. Sama też kojarzę Ony głównie z histerią, wrzaskiem i takim jakimś obłędem w oczach, jak się na coś nakręcą, np. za siatką. Nie ufam tym psom i boję się ich po prostu, znacznie bardziej, niż TTB, które sobie spokojnie drepczą i mają wszystkich w d... Na osiedlu mamy takiego Pitta, który jest lekko spasiony, do tego szczeka sopranem - dla mnie najzabawniejszy pies na osiedlu, lezie takie krówsko, zupełnie wyluzowane, a jak pan mu się wysfrouje za bardzo, pies staje i zaczyna szczekać tym swoim głosikiem, po którym joraska się spodziewam, a nie preguska takiego :)

Posted

Tyle, że u mnie w mieście są dziesiątki ONków, które prują się za płotami, sypiąc piachem na przechodniów; jest co najmniej kilka, które prowadzone na smyczy stają dęba na widok każdego psa i drą ryj... Moją przyjaciółkę i jej babcię pogryzł ON jej rodziców, po nastu latach ma blizny - całe miasto słyszało, bo była wielka afera, przyjeżdżało pogotowie, i SM łapać psa z jego własnego podwórka...
O TTB cisza, nie widuję ani drących się za płotami, ani ganiających inne psy, a o przypadku ugryzienia czlowieka słyszałam jednym, kiedy ast dziabnął właściciela przy rozdzielaniu z bójki z innym psem w domu (btw właśnie ten odchył, o którym pisałam wcześniej). Mimo to od nikogo u siebie w mieście (może poza wspomnianą pogryzioną rodziną) nie słyszę, że ONki są agresywne i niebezpieczne - a że TTB takie są, dowiaduję się od co drugiej osoby, z którą wchodzę na temat ;)
Właściwie dopóki nie zastanowiłam się nad tym zjawiskiem, nie zdawałam sobie sprawy jaką wodę z mózgu robią ludziom media, skoro patrzą na jedno, a widzą coś zupełnie innego.

Posted

[quote name='rosa']Martens Ja zawsze myślałam, że to właśnie ON są nieobliczalne i nigdy nie wiadomo czego się po nich spodziewać. Widocznie się mocno pomyliłam, ale większość ON jakie spotykam, to psy niestabilne emocjonalnie. Jak czasem na wystawę się zapędzę, to właśnie ich ring omijam szerokim łukiem.[/QUOTE]

Duży wpływ na to ma oprócz charakteru ON-ków sposób wystawiania. Jakby molosy wystawiane były w ten sposób jak ON-ki różnica nie byłaby aż taka wielka. ON-ek w przeciwnieństwie do molosów, powinien szybko się "podniecać do roboty" i równie szybko uspokajać, taki super balans. Na ringu właściciele mocno pobudzaja psy: zabawki, darcie się, bieganie właścicieli dookoła ringu, szaleństwo, które udziela się psom. No i coraz mniej mamy onków pracujących, mało ich startuje w zawodach, liczy się tylko eksterier wystawowy, nie patrzy sie na psychikę. Te szczekające ON-ki często całe życie spędzają za siatką, nie pracują z człowiekiem (do czego rasa stworzona) więc co się dziwić. Na szczęście spotkałam kilka super psychiczne zdrowych ON-ków i powiem, że praca z nimi to coś naprawdę przyjemnego i w porównaniu z belgiem super łatwizna (co nie znaczy, że zamieniłabym mojego belga na ON-ka).
Molos natomiast z reguły jest bardzo ciężki do wyprowadzenia z równowagi, ale wyprowadzony jest już dość trudny do opanowania.

Posted

Bo ONki chyba kiedyś nie były takimi histerykami jak dziś? Z dzieciństwa pamiętam całkiem sporo ONków i to były psy chodzące bez smyczy, rzadko szczekające, reagujące na każdą komendę... Zawsze miałam radochę jako dziecko, jak rzucałam jednemu patyki do aportu ;)

Dopiero od jakichś 8-10 lat te normalne ONki skurczyły się do znanych mi 2-3 egzemplarzy, a reszta to albo znudzone wściekłe ujadacze zapłotowe, albo rozwydrzone rodzinne pieski, coś na zasadzie labradora - i podziwiam, bo wiem, jaki ON jest łatwy w prowadzeniu przy minimalnych chęciach, i nie wiem, co ludzie robią (czy raczej jak bardzo nic nie robią) z tymi psami, że zachowują się jak tygrysy świeżo przywiezione z dżungli.

Posted

kwestia tego, że w większości przypadków rozmnaża się psy "ładne", w modnym typie, a na psychikę patrzy się już w mniejszym stopniu (o ile w ogóle patrzy). druga rzecz jest taka, że przeciętny Kowalski uważa ONka za super mądrego psa mającego komendy we krwi, więc bierze takiego psa i nic z nim nie robi. a takie TTB mają złą opinię, więc w większości przypadków jak już do kogoś trafiają to do osoby, która wie co z takim psem robić i jak go poprowadzić.

Posted

Lubię jeździć na wystawy, gdzie pojawiają się znajomi z ttb. Akurat ostatnio w tym samym dniu były onki. Koleżanka z którą byłam, lubi tę rasę i boli ją to co się dzieje z owczarkami. Na szczęście spotkaliśmy 2, albo 3 użytkowe. Piękne zwierzęta, zrównoważone. Przy takich psach można polubić onki. Cała reszta, jak zwykle, czyli - serce boli.

Posted

podepne sie a'propos bulowatych-2 lata mii zajęło uspokajanie sąsiadów zza siatki że Gryf nie jest mordercą,że uwielbia ludzi że można go śmiało pogłaskać.mieszkajac swego czasu w mieście ludzie mijali mnie szerokim łukiem gdy szłam z 2 ttb'ami(jeśłi wogóle mozna moja suke do nich zaliczyć,bo to mieszanka jest).może dlatego zracji odstępu między mna a ludżmi nie słyszałam wyzwisk pod adresem moich psów...bywa.
co do onków-niestety ja mam obecnie same negatywne skojarzenia,w co drugim gosp.domowym jest albo mixik onka albo onek przewaznie długowłosy bo moda jest.wszystkie jazgoty,nie ma jak przejśc z psami

Posted

Osobiście mijam wszystkie psy łukiem, nie znam ich i nie wiem co mogą mieć w łbie i jakie choroby nosić(od czasu jak pani wesoło wpadła na wybieg z labką która bawiła się z moim szczeniaczkiem i dopiero po dwóch godzinach powiedziała że pies właśnie skończył dziś antybiotyk, a ja potem dwa tygodnie leczyłam na zapalenie krtani :mad:). Szczerze żadna mi różnica czy kundel czy ON czy bull bardziej się boje naszego społeczeństwa.

Niestety z ON jest tak samo jak labami i yorkami. Komuś się spodobał bo taki grzeczny a potem bierze sobie takiego i oczekuje że jego też będzie taki grzeczny :roll:

Moja wiecznie jest kundlem i jak najbardziej mi to pasuje. Jedyny przypadek jak jest rasowa to wtedy jak ludzie widzą że się słucha i miałam parę takich pytań "a co to za grzeczna rasa". Mnie to zawsze trochę bawi trochę wkurza bo ludziom się wydaje że ona taka była od zawsze i każdy pies tej rasy taki będzie. Jak mam wenę i odpowiadam że kundelek po szkoleniach to mi nie wierzą albo standardowe "tak, tak kundelki najmądrzejsze";)

Posted

U nas odwrotnie. Rudy to kundel. Wygląda jak wygląda, szkolony i czasem to pokazuje. Ludzie się upierają, że to musi być rasowy, bo taki ładny i mądry. Nie dogodzisz ;-) Czasem jest szczeniakiem amstaffa, a ma już ponad 3 lata.

Posted

[quote name='ajeczka']U nas odwrotnie. Rudy to kundel. Wygląda jak wygląda, szkolony i czasem to pokazuje. Ludzie się upierają, że to musi być rasowy, bo taki ładny i mądry. Nie dogodzisz ;-) Czasem jest szczeniakiem amstaffa, a ma już ponad 3 lata.[/QUOTE]

Może mądre bo rude:diabloti:

Posted

Ja mam już czwartą onkę.Tylko pierwsza była z papierami - rok urodzenia psicy - 1982 ;), reszta "w typie rasy" Obecnie, oprócz suki(ze schroniska) mamy na głowie (=w mieszkaniu) bezdomnego onka samca 4-5 letniego.
Zawsze byłam entuzjastką tej rasy i jestem nią nadal, chociaz uważam, że wyrządzono ogromną krzywdę tej wspaniałej psiej rasie. Mądrego, spokojnego i zrównoważonego psa, doskonałego w praktycznie - każdej pracy z człowiekiem, zamieniono w histeryczną pokrakę na przykucniętych tylnych łapach.
Dlatego , dawni entuzjaści rasy, przenoszą swoje uczucia na belgi, wilczaki (zupełnie jednak inne, niż onki) , lub kupują w Czechach psy użytkowe (wniosek - wiekszości polskich Onków daleko do uzytku, a tak był "pomyślany" przez rotmistrza Maxa von Stephanitza na początku XIXw. owczarek niemiecki).

Ja nadal jestem wierna onkom. Miałam bardziej i mniej kłopotliwe egzemplarze i to były wyłącznie nasze problemy (psychika psa, nasze błędy wychowawcze), ale żaden z nich nie stanowił nigdy zagrożenia ani dla ludzi, ani dla zwierząt , ani w przestrzeni miejskiej, ani na łonie natury.
Cóż, mój mąż zawsze mówi, że żaden pies nie będzie duzo mądrzejszy od swojego właściciela i ja się z nim zgadzam :)

Posted

To powinnam chyba zaznaczyć, że wszystkie normalne owczarki niemieckie jakie znam obecnie (nie liczę Bliss, bo słabo ją poznałam), to DONki bez papierów :D
Natomiast pies, który wzbudził moje największe zdumienie swoim spaczeniem, to jak się dowiedziałam później, pies z rodowodem i przyszły rep. Mijając mnie na smyczy w odległości kilku metrów, wyskoczył z rykiem do mojego tuptającego przy mnie 9-tygodniowego szczeniaka. Serio, zatkało mnie, bo chyba nie widziałam nigdy tak agresywnej reakcji psa na 3-kilogramowego ledwo łażącego szczeniaka. Chwilę później dowiedziałam się, że to ON z rodo, z planami do hodowli :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...