Vectra Posted November 5, 2013 Posted November 5, 2013 Motylek , pokaż mi badania na temat kolczatki :mdleje: człowiek ma problem za zus , zrobić podstawowe badania krwi , a Ty tu o badaniach szmatki chcesz :diabloti: kantarek przestanie być modny , jak wymyślą jakieś zapinki do uszu czy inne cudo. Quote
motyleqq Posted November 5, 2013 Posted November 5, 2013 już miałam Ci wysyłać, a tu zonk, folder mi się uszkodził :evil_lol: ale wyślę Ci, wyślę, tylko pewnie jutro, bo zaraz znikam z domu i nie wiem czy dam radę jeszcze dziś Quote
Berek Posted November 5, 2013 Posted November 5, 2013 Vectra, wymyślono - "smycz behawioralną" która jest niczym innym, tylko hardcorową wersją zaciskającej się do oporu ringówki. :lol: Chyba opatentuję nowe narzędzie do uspokajania psów niegrzecznych wobec pobratymców - Wielopunktowy Pręcik Sensoryczny, działający na punkty akupresurowe na bokach i zadzie psa. Zasadniczo jest to do kupienia w sklepach ogrodniczych (2,30,-) albo do wystrugania sobie za darmo kiedy się to weźmie z lasu, ale mój patent będzie kosztował, powiedzmy, 32, 60,-. (trochę jak carrot stick Parellego, hue hue). Quote
sleepingbyday Posted November 5, 2013 Posted November 5, 2013 Martens napisał(a):Mi się wydaje, że to chodzi o materiał :D Kolce są z metalu, be, kantarek ze szmatki, cacy ;) To samo przy kagańcu - mało osób przeżywa jak pies może chodzić w wielkim metalowym kagańcu cy fizjologu, a same zakładają psy humanitarną materiałową tubę, w której w upał pies może wyzionąć ducha na udar? ;) No ale szmaciane to humanitarne. Z klatkami podobnie - ile osób tu na dogo dostaje spazmów od metalowej klatki i prętów jak w więzieniu, a już wsadzenie psa na podróż w transporter uważają za normalne? Bo plastik is fantastik :megagrin: z tym sie zgodzę, ta tuba jest wręcz reklamowana, co wiecej sprzedawana jako fizjologiczna itd. ale zauważyłam, ze akurat w kwestii tuby ludzie sluchają -udało mi się w ponad 90% przypadków, ale mam sposób: wie pan, ta tuba to ja też kiedyś miałam, bo sprzedawca zachwalał, ale potem moj wet powiedział mi, ze psy się nie pocą, tylko reguluja temperaturę dyszeniem, więc wlato taka obroża to jest znęcanie się. normalnie wie pan, skrzyczała mnie, ale to było latem i aż słabo mi się zrobiło, ze cos takiego swojemu psu założyłam." wiecie, takie pokazanie na zasadzie" też tak myślałam/też nie wiedziałam/ i jeszcze beidna ochrzan dostałam" działa super, bo nie uważam, że zjadłam wszystkie rozumy i rady daje, tylko na zasadzie psiarskich rozmów w parku. można jeszcze ponarzekać na chciwych sprzedawców, to już właściciela ustawia po jednej stronie barykady z nami. właściwie z wieloma rzeczami można tak robić :-) Quote
Vectra Posted November 5, 2013 Posted November 5, 2013 nie od dziś wiadomo , że najlepszą kasę się robi , na niewiedzy ludzkiej :cool3: to nie można kolczatki nazwać , obroża behawioralna z manualnymi sensorami do sterowania psem :diabloti: Quote
ajeczka Posted November 5, 2013 Posted November 5, 2013 Mamy parciany kaganiec, kupiony pod kątem wizyt u weta. Nigdy nie musiałam go użyć w tym celu. Rudy uwielbia weterynarzy. Kantar był krótko w użyciu, metoda na wkurzonego krokodyla skutecznie zniechęciła mnie do używania tego wynalazku. Kolce były, krótko, na początku. Rudy sadził się do psów i nic nie było w stanie go powstrzymać. Socjalizacja z żelazną konsekwencją i może nosić zwykłą parcianą lub skórzaną. OE nosimy na spacery luzem. Ze dwa razy musiałam jej użyć żeby mi nie upolował sarenki. Teraz już nie muszę, wystarczy sygnał dźwiękowy i moja komenda. Zakapior to taki, że jak spotka swojego wroga to lepiej nie używać OE bo to go jeszcze bardziej nakręci. Mój donośny głos lepiej działa. Quote
gops Posted November 5, 2013 Posted November 5, 2013 To mój pies jest dziwny bo w tube akceptuje bez problemu a fizjologa za wszelka cene próbował ściągnąć :cool1: (akceptuje ale nosił tylko do weta "na wszelki wypadek" ) . Dobrym rozwiązaniem okazał się materiałowy fizjolog , i problem notorycznego ściągania kagańca minął . I muszę się pochwalić że nie użyłam naszej pięknej kolczateczki już jakieś 1,5 miesiąca i pewnie póki nie będzie kolejnych cieczek nie użyje (także nam pomogła) . Quote
evel Posted November 5, 2013 Posted November 5, 2013 katasza1 napisał(a):Ja juz nie mam sily. Bylam teraz 6 dni u babci. Ciotka ma psa. Frodo go zlewal kiedys, ale jak ona warczala ( a warczy caly czas, np. Frodo idzie po korytarzu, ona siedzi w pokoju i ma niego warczy) on jej wysylal csy. A ze go olewala to dal sobiespokoj i przecodzi do ataku. Jak jestem w poblizu i biegnie na nia, to wystarczy slowna korekta i odpuszcza. Ale zdarzylo sie ze sie rzucil. Za pierwszym razem, wlazlam pod stol i mojego odciagnelam. A w tym czasie ciotka napieprzala swojego kapciem, bo ona sie boi ze ja ugryzie. Mojego chciala walnac ale nie chciala zeby przestal ja lubic :razz: Za drugim razem ja sie rzucilam do rozdzielania a oni stali i wykrzykiwali ze to moj zaczal. Potem chcialam cos porobic z ich psem. Zaczelam od nauki siad, ale jak podnioslam reke ze smakiem mu nad glowe to sie skulil i wogole nie chcial sie ruszyc. Aaa i to ze ich pies caly czas warczy i ich broni to normalne, bo psy tak maja.... Dlaczego nie ma jakis testow psychologicznych na posiadanie psa? :roll::shake: W takich przypadkach ja bym izolowała psa od psa ciotki, po prostu, bo głową muru nie przebijesz. Mam podobną sytuację u bliskich mi osób, stara rozpuszczona suka za każdym razem mi się zasadzała na Zu i w końcu się udało - złapały się dwa razy, ja Zu odesłałam głosowo, tamtą ściągnęłam za szmaty i dowiedziałam się, że to wina Zu :roll: Więc po prostu teraz tam z psem nie jeżdżę, bo bez sensu. Quote
katasza1 Posted November 6, 2013 Posted November 6, 2013 Ja ogolnie tam nie bywam, teraz musialam pobyc troche dluzej. No i ogolnie moj jets caly czas w pokoju jak tamta lazi, jak moj lazi po domu to suka jest zamykana w innym pokoju. Ale wujek ja wypuscil pare razy jak Frodo byl ze mna w kuchni bo ona taka biedna ..... Quote
WiedźmOla Posted November 10, 2013 Posted November 10, 2013 Godz. 22.30-23.00 spacerek z Bestiowatym. Widzę gościa z astem na smyczy i uwaga: yorkopodobnym czymś, któe leci w naszą stronę z zębiskami na wierzchu :lol:. Przyspieszyłam, bo mój pies też nie należy do spokojnych burków. Facet widzi, że to jego małe gówienko robi misję kamikadze i drze się X (tu imię samobójcy) chodź tutaj! Małe gówienko oczywiście ma go w d...uszy. I oskakuje i doskakuje do mojego psa. Odbiegł. Facet myślał, że już po sprawie. Ale nieeeeee, znowu atak :lol: Ponownie zawołał psa i machnął na niego łapą... Moja reakcja była natychmiastowa, powiedziałam mu, żeby nie bił psa, bo od tego, żeby nie odbiegał powinna być smycz. - Nawet jej nie dotknąłem! (Ale machnąłem na nią swoją tłustą łapą i jakbym trafił to pies by leżał wgnieciony w chodnik). Powtórzyłam coś tam o smyczy to fuknął na mnie jakby mnie chciał zabić, żebym nie mówiła mu co ma robić. A w tym samym czasie jedną ręką trzymał smycz asta (spokojnego na szczęście) a drugą...telefon ;) Quote
Yorkomanka Posted November 12, 2013 Posted November 12, 2013 Uwielbiam przyjazne, kochające cały świat blabladory :angryy: Znalazłam się rano w dosyć trudnej sytuacji, mój pies bez smyczy + blabladorka z sąsiedztwa (mieszka na parkingu z autami:roll:, ja rozumiem że brama musi być otwarta ale ona ma swój kojec i budę... zamkniętej jej nigdy nie widziałam. Przeważnie tylko drze japę przy płocie). Jest bardzo towarzyska i chciała się zaprzyjaźnić, szczególnie zainteresowana jest relacją zęby-jakakolwiek część ciała innego psa:roll:. Odinek jakieś 20m ode mnie, suka biegnie najeżona w jego stronę, za cholerę nie miałam szans zdążyć do niego przed nią, wołanie go miało by jeszcze mniejszy sens ale na szczęście biegła z przeciwnego kierunku, musiała mnie minąć więc złapałam ją za kudły i mój but zaprzyjaźnił się z jej bokiem kierując ją jednocześnie w stronę "domu" a że uznałam że wraca do siebie za wolno użyłam dodatkowej perswazji w postaci kamienia wycelowanego w tylną część jej ciała, niestety nie trafiłam ale suka przyspieszyła i po chwili siedziała sobie grzecznie na parkingu. Nie rozumiem po jaką cholerę trzymają tam tego psa:angryy: To nie pierwsza taka akcja, kiedyś wyskoczyła na mojego psa przez dziurę w płocie, na szczęście miałam go w zasięgu ręki i refleks zadziałał odpowiednio szybko, dziura została naprawiona i od tamtej pory aż do dzisiaj nie miałam z nią problemów... Niby nic się nie stało, ja potrafię sobie z nią poradzić ale ostatnio sporo małych piesków pojawiło się w tych okolicach i często te małe pieski chodzą z małymi dziewczynkami, a jak taka mała dziewczynka może sobie poradzić z dużym wkurzonym psem? A wiem że ta suka pluła się do sąsiadki która starała się ją odgonić od swojego psa który już pierdółką nie jest i na ręce go wziąć nie było można. Nie wiem, może to wynikało z tego że ta pani się jej boi i suka to wykorzystała:roll: Quote
ailema Posted November 19, 2013 Posted November 19, 2013 Ja dzisiaj prawie dostałam zawału ,a ciśnienie mi opadało przez następne 30 minut .Obok mojego domu jest myjnia samochodowa .W nocy pilnuje ją suka w typie onka w dzień jest zamknięta .Przechodzę rano obok budynku z Łajką i nagle przez otwartą bramę wylatuje pies .Z zębami do mojej suki byłam w takim szoku że nie zdążyłam puścić smyczy ,aby moja mogła uciec .Wiec Łajka próbowała się jako tako bronić (waży nie całe 9 kg ) Ja nie wiele myśląc uderzyłam psa torebką i zaczęłam ją kopać .Na szczęście się wystraszyła i uciekła .Nie zdążyłam odejść ,a rzuciła się drugi raz narobiłam rabanu i wtedy wybiegł właściciel zawołał psa i w połowie mojego zdania odszedł .Myślałam że mnie szlag trafi później zdałam sobie sprawę że sytuacja mogła się o wiele gorzej skończyć .Pies mógł mnie pogryź ,a jakby chwycił moją sukę to nie wiem co bym zrobiła .Jednak w tedy o tym myślałam w głowie miałam jedną myśl albo my albo ona .Nie muszę dodawać że bardzo boje się dużych psów ... Quote
evel Posted November 19, 2013 Posted November 19, 2013 Bardzo współczuję. Takie wydarzenia dla ludzi bojących się psów muszą być naprawdę straszne. Quote
dance_macabre Posted November 19, 2013 Posted November 19, 2013 Ostatnio miałam ciekawy przypadek człowieka który umieścił na psie adresówkę a następnie wkurzył się że zadzwoniłam. Na wstępie ja serio nie jestem wariatką co dzwoni do każdego kto zostawia psa pod sklepem ale pod wielkim trzy piętrowym centrum handlowym... Wyszłam z tegoż centrum i zobaczyłam takiego małego kundelka, trząsa się lekko i ogólnie wyglądał na zdezorientowanego. Bez smyczy. Miał adresówkę więc go złapałam i dzwonie. Odbiera gość i mowie przestawiam się i mówię że chyba zginą mu pies. A facet do mnie z pyskiem skąd mam telefon, skąd wiem ze to jego pies i jakim prawem do niego dzwonie. Zaszokowana tłumacze że znalazłam go pod sklepem w centrum(5m w każdą stronę ulica), jest bez smyczy a ten telefon jest podany jako kontaktowy. Facet się ciska ze to zaden dowód że się zgubił i mam zostawić psa. Poszłam bo co miałam zrobić, numeru do hycla nie mam a jak wrócę do domu to gość już skończy te swoje super ważne zakupy. Powiedziałby że jego i zaraz wyjdzie i byłoby po sprawie, ja serio nie rozumiem takich ludzi. Ciekawe kiedy ktoś ma wiedzieć czy się zgubił czy pan jest na zakupach? Quote
sleepingbyday Posted November 20, 2013 Posted November 20, 2013 jakis z tych yntelygentniejszych.... Quote
WiedźmOla Posted November 21, 2013 Posted November 21, 2013 Mi strasznie szkoda takich psiaków, które zostawiają pod sklepami. Ostatnio szłam do piekarni a na parkingu do lampy był przywiązany psiak - zdezorientowany, przestraszony, trząsł się (domyślam się, że i ze strachu i z zimna). Serducho pęka na taki widok. Quote
zmierzchnica Posted November 22, 2013 Posted November 22, 2013 WiedźmOla napisał(a):Mi strasznie szkoda takich psiaków, które zostawiają pod sklepami. Ostatnio szłam do piekarni a na parkingu do lampy był przywiązany psiak - zdezorientowany, przestraszony, trząsł się (domyślam się, że i ze strachu i z zimna). Serducho pęka na taki widok. Mnie ostatnio jasny szlag trafia w Opolu, gdzie jeżdżę na studia... Kilka dni z rzędu spotykam psa. Charakterystyczny, bo wygląda jak lisek, długowłosy, rudy, szpiczaste uszka, wielkości do kolan. Psa spotkałam w ciągu kolejnych dni: pod wielkim centrum handlowym, pod Rossmannem, pod Tesco, a dziś pod bankiem! Kto bierze psa, idąc do banku, gdzie wiadomo, że załatwianie spraw długo trwa?! Chyba następnym razem poczekam na właściciela, podejdę i powiem: "wie pan, tam taka pani dzwoniła na straż miejską, że pan psa zostawia, a ona się boi, lepiej niech pan szybko idzie" :diabloti: Tylko z drugiej strony, czy w ten sposób nie odbiorę psu jedynego spaceru? :roll: Byłam już (i opisywałam) świadkiem naocznym jak pies sprzed sklepu, na smyczy, złapał faceta za nogę (za blisko przeszedł i od tyłu) oraz mało wiele byłabym świadkiem jak owczar nie pokiereszował dziewczynki (uratował ją mój krzyk). Jak widzę psa przed sklepem to mnie krew zalewa, mimo że wiem, że zaraz się odezwie stado ludzi, którzy "zawsze zostawiają" i "nic się nie dzieje". Też tak myślałam, ale za wiele widziałam w ostatnim czasie ;) Quote
Pani Profesor Posted November 22, 2013 Posted November 22, 2013 a ja dziś byłam świadkiem, jak facet kazał 'zostać' beczkowatemu niby-ratlerkowi pod Kauflandem (bez smyczy, ofkors), a piesek nic sobie z tego nie zrobił i poczłapał za gościem do sklepu, powolutku, między ludźmi, taki klocek na szpilkach pocieszny :loveu:, ludzie go mijali z uśmiechem, ale odpowiedzialności ze strony gościa - zero. i jeszcze kilka dni temu chciałam wyciągnąć pieniądze z bankomatu, który jest na zewnętrznej ścianie supermarketu - pod drzwiami przyczepiony był piesek, szczekał przeraźliwie, a ja byłam z Patrykiem :roll:... wyobraźcie sobie wyjmowanie kasy z psem pomiędzy nogami, który ujada na przywiązanego 5m. dalej kundla, a tamten mu wtóruje :diabloti: Quote
Bandyta Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 A może w pewnych przypadkach należy po prostu powiadomić straż miejską. Przecież za zostawienie psa luzem w miejscu publicznym mandat się należy. Pracuję w dużym kompleksie handlowym. W przypadku gdy pies był pozostawiony latem w zbyt ciepłym naszym zdaniem miejscu wzywano przez system nagłośnienia właściciela. Jak się nie pojawiał po 10 minutach dzwoniliśmy na straż miejską. Raz jedna pani się wielce obraziła bo strażnicy odwieźli do schroniska jej dobermana przywiązanego przez prawie godzinę w upale i na słońcu. Jak im powiedziała, że przecież jak zamyka go na balkonie to on sobie tak na słoneczku godzinami leży, to się panowie zdenerwowali i kilka stówek mandatu nałożyli. Fajnie jak do takich spraw psiarze w mundurach przyjeżdżają. Od razu inne podejście. Quote
Vectra Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 w wawie , bardzo przydatny jest eko patrol :cool3: Quote
badmasi Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 Vectra, myślisz o tym ze straży miejskiej? Ja kiedyś zadzwoniłam aby zrobili "porządek" z kaczkami. Stara wysiedziała jaja w jordanku i jak nadszedł czas to doszła do wniosku, że czas przeprowadzić młode do jakiegoś zbiornika no i wybrala się w stronę odległej o kilka dużych ulic Królikarni. Trzeba było jakoś powstrzymać tą wędrówkę więc wyłapałam kaczki, włożyłam do kartonu ale stara nie dała się spacyfikować. Zadzwoniłam po ekopatrol straży miejskiej to jak już przyjechali po dwóch godzinach to powiedzieli, że źle zrobiłam bo powinnam pozwolić na selekcję naturalą czyli rozjechanie kaczek na pobliskiej Al. Niepodległości lub Puławskiej więc za pezpodstawne wezwanie ukarzą mnie karą porządkową w kwocie 200 zł. Na co ja powiedziałam, że nie wezwałam ze względu na dobro kaczek ale ludzi, którzy mogli zginąć w ewentualnym wypadku hamując samochodami na drodze przemarszu kaczek. Na to stwierdzenie odstąpili od kary, zabrali pudełko i odwieźli do Skaryszaka. Starą zostawili bo nie dała się złapać. Smutne trochę ale dzięki temu opuściła swoje lęgowisko w jordanie a młode przeżyły. Quote
a_niusia Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 to troche lewy ten ekopatrol skoro nie umieli zlapac kaczki. my bez pomocy ekopatrolu zlapalismy kilka miesiecy temu agresywnego bobra, bo szedl sobie nasza ulica. a jak zadzwonilismy do odpowiednich sluzb w tej sprawie to pan nam sie zwierzyl, ze kilka tygoddni temu straznicy miejscy mieli bobra w centrum miasta to go zamkneli w bankomacie, bo byl agresywny i sie go bali:))))) i musial przyjechac jakis pan i go uspic na czas transportu w bezpieczne miejsce:))) Quote
Amber Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 rosa napisał(a):Czy was też denerwują kobiety z telefonem przy uchu, które puszczają swoje psy luzem i nie patrzą co one robią, czy tylko Ja tak mam? :roll: Mój pies tak został pogryziony, babka se stała z parasolem i tel przy uchu, a jej AST stwierdził, że się "zaprzyjaźni" z Jarim :loveu: No cóż, przynajmniej zapłaciła za leczenie :p Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.