Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

no ja bym miała pewnie problem z moimi psami mimo iż jestem pewna że byłyby grzeczne w pociągu to albo
a) są za duże i ludzie pewnie mieliby problem
b) jeden z nich to ast
c) pewnie nie byłoby miejsca dla nich w przedziale ...
a szkoda bo chętnie pojechałabym z nimi gdzieś dalej pociągiem a tak pozostaje tylko auto....

Posted

[quote name='darunia-puma']
a szkoda bo chętnie pojechałabym z nimi gdzieś dalej pociągiem a tak pozostaje tylko auto....[/QUOTE]
serio? ja mając wybór pociąg czy samochód nigdy w życiu nie wybiorę pociągu.

Posted

Moje psisko kocha ludzi, ale w tłumie i to rozemocjonowanym nie wiem jak by się zachował. Na kolanach mi się nie zmieści. Dobrze, że nie muszę z nim podróżować. Samochód jest ok, ale tylko na prostej i powyżej 80 km/h. Jak jedziemy wolniej rudy wymiotuje :-)

Posted

a u nas najlepiej autem jedzie się poza miastem, albo nocą - wtedy młody śpi skręcony w kulkę i ma wszystko pod ogonem.

po mieście, w dzień, trochę świruje, bo taaaaki ciekawy świat, a na dodatek potrafi oszczekać idącego psa :D śmiesznie to wygląda, jak przechodzień widzi przejeżdżający 'wesoły samochodzik' z darciem japy mojego królewicza :D

Posted

Mnie wczoraj mało szlag nie trafił. Idę sobie z kudłatym i z daleka widzę faceta siedzącego tyłem "do nas" i obok siedzi jest JRT. Już wiedziałam co będzie, ale i tak się wkur...zdenerwowałam ;) Standardowo terier bez smyczy wypruł do mojego psa, mój nie był dłużny i draka. Facet z łachy swojej ruszył zad i wziął kundla, ja swojego ochrzaniłam, odciągnęłam itd. Idziemy dalej, a dosłownie za 30 metrów idzie baba z terierem szkockim. I to samo, bez smyczy, gówno podbiega szczeka, mój znowu szału dostaje. I dramat od nowa. To nie był ani pierwszy, ani drugi raz jak te psy mojego prowokowały. Jak jeszcze raz się coś powtórzy to tak ich srogo opierdzielę, że im w pięty pójdzie. Poleci mięcho i groźby, że mi się może przypadkowo smycz odpiąć i z ich wypierdków zostanie marmolada! :angryy:

No..to się wygadałam.

Posted

Ja się dziś zdenerowałam,wąski chodnik.Panuję nad swoim psem.Znany mi spacerowicz idzie naprzeciw.Jakieś 20m przede mną,tmten pies juz zaczyna się czaić. Kładzie się na podłożu.Szczeka.Warczy.Właścicielka nie stara się w żaden sposób psa opanować, odwrócić jego uwagi. Dla świetego spokoju schodzę z chodnika i wymijam ich za autem.
W drodze powrotnej to samo.Kobieta znowu nie reaguje.
Tym razem postanowiłam nie ustępować.Pani się zbulwersowała,że idę tym samym chodnikiem. Podkurzona luzuję psu smycz.Pani zaczyna panikować ucieka.I co? Da się nie rozkładać na środku chodnika z rozśwcieczonym psem? Da się.

Posted

Wiesz, Obama, czasem jest tak, że kiedy mój pies zafiksuje się na drugiego, to działa na niego korekta, szarpnięcie, 'ZOSTAW' i odchodzimy, a czasem go mój krzyk nakręca i lepiej po prostu odciągnąć i odejść bez słowa.
Czasem, kiedy robię jedno i drugie, widzę miny 'drugiej strony' - jeśli go koryguję, a on ma to w dupie, to minę pt. "czego się drzesz, co to da", a jak olewam i bez słowa wlokę Patryka (czyli jeśli sytuacja jest napięta i muszę się szybko ulotnić, np. duży pies i wątła baba, która może go nie utrzymać), to wychodzę na ignorantkę, która nie karci zwierza.

Posted

W takich sytuacjach zdaje egzamin praktyka szkoleniowa, aby wziąć psa za chabety i docisnąć do gleby i nic nie mówić póki drugi pies nie przejdzie. Aczkolwiek z BARDZA agresywnymi psami nigdy tego nie sprawdzałam.

Posted

Ja nad swoim psem panuje,ale nie zamierzam myslec,przewidywac za wszystkich posiadaczy psow wkolo mnie.Jesli ktos sie nie stara ulatwic zycia innym to w tym przypadku ja rowniez nie zamierzam. Za pierwszym razem,wykazalam sie "empatia",ustapilam...wiec wypadalo z tego wyciagnac wnioski.

Posted

[quote name='Martucha1']W takich sytuacjach zdaje egzamin praktyka szkoleniowa, aby wziąć psa za chabety i docisnąć do gleby i nic nie mówić póki drugi pies nie przejdzie. Aczkolwiek z BARDZA agresywnymi psami nigdy tego nie sprawdzałam.[/QUOTE]

Zajebista praktyka. Psa da się naprawdę wiele nauczyć bez dociskania go do gleby, takie rady schowaj sobie w kieszeń, bo możesz zrobić komuś więcej biedy, niż pożytku ;)

Posted

Mnie powoli zaczyna wkurzać właściciel jednej seterki irlandzkiej... Ta jego suka już nie jest pierwszej młodości i ponoć na starość zrobiła się złośliwa... Kiedy widywałam gościa kilka miesięcy temu, suka warczała na młode psy (facet tłumaczył, że one, szczeniaki, ją zaczepiają i dlatego). Okej, nie dawałam się mojemu szczeniakowi zetknąć z nią.
Ale ostatnio jest coraz gorzej, suka reaguje coraz bardziej nerwowo, a tydzień temu ugryzła naszego drugiego psa, który jej nie tykał, nawet jej nie powąchał. Mijaliśmy się, suka doskoczyła i go dziabnęła aż zapiszczał. TŻ go pooglądał dokładnie i krwi nie było, ale ja widać ta suka robi się bardziej agresywna chyba. A jej pan ma wszystko w nosie, prowadza ją bez smyczy, on idzie, pies idzie sobie kawał za nim, facet się nawet nie obejrzy co robi jego pies.
TŻ się wkurzył i zapowiedział że jak go znów spotka, to zwróci uwagę... Ale jakoś wątpię by gość się przejął.

Posted

zwróceniem uwagi gość się na pewno nie przejmie, karą pieniężną całkiem możliwe, że tak. a jak nie to trzeba nauczyć seterkę, ze was lepiej omijać z daleka.

Posted

[quote name='Martucha1']W takich sytuacjach zdaje egzamin praktyka szkoleniowa, aby wziąć psa za chabety i docisnąć do gleby i nic nie mówić póki drugi pies nie przejdzie. Aczkolwiek z BARDZA agresywnymi psami nigdy tego nie sprawdzałam.[/QUOTE]
Uwazasz, ze zmuszenie psa do uleglosci jest dobra praktyka szkoleniowa? Chyba praktyka surowej reki.... Zmuszajac psa fizycznie do uleglosci wobec drugiego psa moze spowodowac, ze nastepnym razem pies wczesniej zareaguje agresja. Robiac w taki sposob uczy sie psa jedynie negatywnych zachowan lub leku.... Do tego mozna sie narazic na atak dugiego psa bo nagle ruchy by powalic wlasnego psa moga byc odebrane jako prowokacja lub atak.

Posted

Po dość długim okresie spokoju, w drodze powrotnej ze spaceru obszczekał nas zza płotu średniej wielkości kundel. Ku mojemu zdumieniu, kilkanaście metrów dalej płot się skończył (brama była otwarta na oścież), pies wybiegł na drogę i dawaj do moich świniaków...
Dłuższą chwilę zajęło mi przepędzenie go, bo doskakiwał do nich dosłownie na 30-40 cm z całym garniturem ząbków na wierzchu, a podczas odganiania próbował jeszcze z doskoku dziabnąć mnie za buta.

Podczas tego zamieszania przez okno w domu wyjrzała jakaś nastolatka, po czym szybciutko się schowała, a kiedy udało mi się już pozbyć agresora, na balkon wytoczyła się rozmemłana mamusia. Zapytałam, czemu do diabła ciężkiego jej pies jest tak wypuszczony, rzuca się na moje i muszę się od niego oganiać butami. Zapytanie ospałym głosem:
- Ale o co chodzi? Że za płotem szczeka?
- Nie, biega po drodze i się rzuca. Przecież nie weszłam do niego na podwórko, do cholery.
- No to widocznie mąż wyjeżdżał i nie zamknął bramy. Ja nie jestem w stanie wszystkiego dopilnować (i schowała się z bóg wie czemu mocno obrażoną miną).
Kurtyna.

Nie ogarniam życia, domu, męża - wiem, wezmę sobie jeszcze psa; great idea :cool3:

I nie rozumiem, czemu ludzie mają taką alergię na powiedzenie głupiego "przepraszam", kiedy ich pies odstawi jakąś akcję. Takich sytuacji jak dzisiejsza miałam w życiu dziesiątki, jak nie setki, i "przepraszam" usłyszałam może raz albo dwa (i jeśli ktoś mnie przeprosił o zabierał psa, od razu dawałam spokój i nie zaogniałam sytuacji - ok, zdarza się). Tyle, że 99% właścicieli atakującego psa na jakąkolwiek uwagę się obraża i nadyma, albo jeszcze awanturuje i wyzywa. Są i tacy, którzy się chowają, albo udają, że to nie ich pies... Nie ogarniam.

Posted

a ja miałam dzisiaj taka sytuacje, co prawda z psem na spacerze nie byłam (jeszcze nie posiadam ;) ) ale spacerowałam ze swoimi maluchami, zauważyłam że przede mną maszeruje mamuśka popychająca wózek dziecięcy a obok niej pies owczarek niemiecki. Bez smyczy, bez kagańca za to z piłeczką w pysku ;) nagle zza krzaczków wyskoczył mały kundelek, piesek tej pańci momentalnie rzucił się na tego psa, oczywiście dzieciaki zgarnęłam do siebie. Po chwili ON-ka ruszyła w naszą stronę, zdębiałam hehe goniąc tego szczyla nie zwracała na nic uwagi nawet na to że właścicielka się ściera żeby ją przywołać, a psica miała to głęboko w ...tyle ;) galopując "poturbowała" mnie, bo zasłoniłam dzieciaki, Po czym moje 4-letnie dziecko wykrzyknęło "Mamo, ten pies oszalał, on jest szalony" hehe
Nie odezwałam się tylko dlatego bo pańcia wyciągnęła smycz i niby zapieła sukę, przeszliśmy obok po chwili obróciłam się a tu... piesek znowu sobie biega luzem..... co za babsko
żałuje że nie powiedziałam jej parę słów :angryy:

Posted

[quote name='Martucha1']W takich sytuacjach zdaje egzamin praktyka szkoleniowa, aby wziąć psa za chabety i docisnąć do gleby i nic nie mówić póki drugi pies nie przejdzie. Aczkolwiek z BARDZA agresywnymi psami nigdy tego nie sprawdzałam.[/QUOTE]

to się na pewno uda z bardzo dużym psem ;)

ja ostatnio miałam taką sytuację, że piesek latał na nieogrodzonym podwórku i oczywiście wyleciał prosto na nas. w sumie chyba nie miał złych zamiarów, ale nie chciałam żeby podleciał. a tu niespodzianka! wychodzi baba z domu, woła psa, pies natychmiast robi w tył zwrot i galopem biegnie do właścicielki! :-o pierwszy raz coś takiego mnie spotkało przy tego typu psach :evil_lol:

Posted

[quote name='Pani Profesor']U mnie jest dokładnie taka sytuacja :roflt:[/QUOTE]

Ale zgaduję, że Patryk nie biega sam po ulicy i nie rzuca się na inne psy, a Ty obrażona nie tłumaczysz niezadowolonym z tego ludziom, że nie Twoja wina, że nie ogarniasz :evil_lol:

Posted

[quote name='Martens']Ale zgaduję, że Patryk nie biega sam po ulicy i nie rzuca się na inne psy, a Ty obrażona nie tłumaczysz niezadowolonym z tego ludziom, że nie Twoja wina, że nie ogarniasz :evil_lol:[/QUOTE]

polemizowałabym :razz:

żartuję, no ale czasem się zdarzy jakaś wtopa i idę przepraszać... a że nie ogarniam,no to cóż - kogo to obchodzi, czyja to wina? :diabloti:

[quote name='a_niusia']hahaha u mnie tez tak jest, ale przynajmniej psy ogarniam:)))))))))[/QUOTE]

no u mnie generalnie pies ma lepiej niż facet, boruta 24/7, że dla psa żarcie gotowe na już, a tż zanim się doprosi to ojezu. i wszelkie spotkania, wyjścia - wszystko pod psa :diabloti: a mamusia wpierdziela zupkę chińską z językiem na brodzie :diabloti:

Posted

Pani Profesor

, to tak jak u nas, Nuka też zawsze miała lepiej niż my :) w zimę przykryta kołderką po same uszy, zawsze karmiona najlepszym jedzeniem. Dla niej jakoś chciało się wszystko przygotowywać, bardziej niż dla samego siebie.

Posted

Ja mam ogromnego pecha do małych ujadaczy. Tym razem namiętnie obszczekiwał nas...chiuaua. Jakby mógł to by zabił. :diabloti: A pańcia jego na mnie patrzyła wzrokiem w stylu: 'jak śmiesz się tu pojawiać ze swoim psem?!'. Oczywiście zero reakcji na pultanie się jej pieseczka do mojego.
Kiedyś cierpliwość mi się skończy... Oj skończy się...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...