Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja lubię pyskować :evil_lol: :oops: , szczególnie takim co mi cały czas mówią, ze pies mi zaraz ucieknie hahaha! Beagle to odrazu musi uciekac w lesie...

Łódź moze miec(chyba, ze juz ma ;)) jeden atut, mam nadzieje jednak, ze to weszłow zycie ;)
"Poza centrum miasta łagodne psy mogą biegać bez smyczy, ale pod kontrolą właścicieli. Ponadto czworonogom nie będzie wolno przebywać na terenie placów gier i zabaw dla dzieci oraz w piaskownicach. Właściciel psa, który zlekceważy nowe przepisy, może być ukarany mandatem do 500 zł przez straż miejską lub policję.
Zaostrzone przepisy mają zdyscyplinować właścicieli psów, a także poprawić bezpieczeństwo dzieci i spacerowiczów. Nowy regulamin po jutrzejszym przegłosowaniu przez radę miejską, miałby zacząć obowiązywać od niedzieli. Ulotki z nowymi przepisami zostaną wywieszone w miejscach w centrum miasta, gdzie zwyczajowo wyprowadzane są psy."

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

netti1 napisał(a):
nie wyobrazam sobie abym mogła dawac 2 miski 2 psom i w jednej szyneczkę lub polędwiczkę a w drugiej wątpliwej świezosci odpady,tylko dlatego ze pies nie przypomina wyglądem rasowego.

Dokładnie.
Myślenie niektórych mnie dobija (rasowy=lepszy).

Posted

Cytat:
Napisał(a) aśka-od-dagona
Tak ale to nie człowiek leci z mordą/zębami na mojego psa;-)
a faktem jest ze nam takie sytuacje zdażają się częsciej z małymi psami...i zeby nie było ze jestem wrogiem kurdupli, to informuje uprzejmie, ze oprócz sporej, czarnej i złej maszyny do zabijania posiadam również niezywkle dystyngowana i delikatna sunie, która wyżej wymienionemu potworowi z dużym zapasem pod brzuchem przechodzi.

Terra:
Sorry, ale ja nie będe potem leczyć łap mojego psa. Przepraszam bardzo, ale mój jest na smyczy i w kagańcu i mam pełne prawo nie zgadzać sie na obecność innego psa. a jak własciciel leci sobie w kulki i olewa, to innej opcji nie ma.


[quote name='Chefrenek']Zgadzam się. Wielkość nie tu nic do rzeczy. Właścicel ma obowiązek pilnować zarówno małego jak i wielkiego. Niestety do niektóryc nie dociera o czym przekonuje sie kilka razy dziennie. Jeszcze potrafia straszyć, że samochód zniszczą i takie tam.

Chefrenek, coś Ci się cytaty pomyliły.;)
A co do obowiązków włsciciela psa, zgadzam się z Toba całkowicie.

Posted

olekg18 napisał(a):
Behemot doczep jej do obroży 30cm linke taka jak uzywają w agility.NIe ma nigdzie napisane jak smycz ma wyglkadac i ,ze własciciel musi ją trzymać.:)


Luka w prawie ;)
Niestety sądząc po zachowaniu tych "psów", doczepiliby się i do tego. Oni wyraźnie szukali zaczepki :cool1: A gdyby przyszło co do czego, to by było wielkie aj waj, że to mój mąż pobił szlachetnych stróżów prawa.

Posted

[quote name=':: FiGa ::']
Co do zaznaczenia - po co ten nawias? Nie żeby mi to przeszkadzało - pies to po prostu pies.


Nawias jest po to, że nazywanie łajzą jakiegokolwiek psa jest przykre. Dla mnie. A tak się ktoś wypowiadał o małych psach wcześniej. Więc podkreśliłam łajzy z rodowodem.
Jeśli chodzi o kundelki to nie zauważyłam żeby moje psy przed zabawą się pytały takiego czy ma rodowód czy nie, raczej sprawdzają czy chce się bawić czy nie.
Miałam bezpapierową wilczurkę i ona miała bardzo wrażliwy żołądek, mogła jeść tylko jeden rodzaj karmy i nie można było nic zmienić bo od razu sensacje (czyli schodzenie go godzinę całą noc). Pamiętam jak chciałam dobrze i kupiłam jej serce wołowe, tak się cieszyłam, że sobie poje mięska fajnego, ugotowałam to niezbyt ładnie pachnące coś (świeże było tylko zapach taki jakiś). No i myślałam, że psa sobie wykończyłam bo przez trzy dni się z niej dosłownie czarna woda lała.A drugi(mały) pies zjadł i nic.Teraz mam rasowe psy i całe szczęście żadnych tego typu problemów tak, że według mnie to głupie mity, że rasowy to delikatniejszy bo u mnie było akurat odwrotnie.
Ja nie dzielę psów na rasowe i nierasowe ale na łagodne-przyjazne-zabawowe i agresywne te drugie omijam.
Jeśli chodzi o wzięcie psa na ręce to oczywiście fajnie to wygląda jak taki bydlak agresywny po tobie skacze, ale ja nie mam problemu, umiem się obronić zarówno przed dużym jak i małym psem.
Wogóle zrobił się tu podział straszny, który ja widzę tak duże - cacy, biedne , uciemiężone bo na smyczy i w kagańcu a małe - be bo agresywne, głupie i wrzaskliwe i na dokładkę jeszcze każdego atakują. A tak się składa, że obecnie mam małe psy i jest mi przykro, takie nastawienie prowadzi raczej do tego, że będę omijać duże psy bo jeszcze taki nadgorliwy właściciel mi mojego małego kopnie jak mój się przyjdzie przywitać, żeby bronić swojego dużego psa.
Moje małe psy nie są ani wrzaskliwe, ani nikogo nie atakują więc takie generalizowanie (jak każde chyba generalizowanie) jest krzywdzące. Widzę jednak, że zeszło się parę osób które myślą podobnie i wzajemnie sobie przytakują.

A wogóle to szczęśliwego Nowego Roku
przede wszystkim dla psów
bo to one są najważniejsze.

Posted

Bohemot Twojemu mężowi trafił się jakiś "nie lubiący psów" albo zbyt ambitny.... mnie raz o mało w naszym "wiejskim parku :lol: " o mało nie przejechali, stałam na ścieżce i rozmawiałam z koleżanką, a tu nagle wynurza się auto policyjne.... nie można powiedzieć, żeby jechali 30 na godzinę... (ale ich usprawiedliwie - jechali na zwiady do "dworku" bo tam różne podejrzane typy się spotykają)

Ja z chamstwem właścicieli raczej się nie spotkałam, bo.... spotykam tylko psy. W mojej wsi jestem chyba jedyną, która wyprowadza psa na spacery (no może nie, ale można nas policzyć na palcach jednej ręki). I to jest bardzo smutne bo kontakty mojego psa z innymi są bliskie zeru... a najdłuższe to takie, podczas których próbuje swojego uwolnić z pod jakiegoś obcego lub próbuje jakiegoś malca odgonić... A potem wszyscy się dziwią, że ma problemy w kontaktach z innymi psami (nie chcę się tu bronić, wiem, że głównie ja zawaliłam:-( ) Chociaż malcom również zawdzięczam minimalne kontakty mojego psa... bo włócząc się samopas niektóre chętnie podejdą i się przywitają...

Posted

[quote name='Han Sharn']
Wogóle zrobił się tu podział straszny, który ja widzę tak duże - cacy, biedne , uciemiężone bo na smyczy i w kagańcu a małe - be bo agresywne, głupie i wrzaskliwe i na dokładkę jeszcze każdego atakują. A tak się składa, że obecnie mam małe psy i jest mi przykro, takie nastawienie prowadzi raczej do tego, że będę omijać duże psy bo jeszcze taki nadgorliwy właściciel mi mojego małego kopnie jak mój się przyjdzie przywitać, żeby bronić swojego dużego psa.
Moje małe psy nie są ani wrzaskliwe, ani nikogo nie atakują więc takie generalizowanie (jak każde chyba generalizowanie) jest krzywdzące. Widzę jednak, że zeszło się parę osób które myślą podobnie i wzajemnie sobie przytakują.Han Sharn nikt tu psów nie dzieli na małe be i duże cacy. To są tylko przykłady. Ale teraz zrobił się popyt na wszystko w wersji mini i to rozlazło się również na psy i np "yorka" prowadzonego przez rózową panienkę, albo "asmtaffa" przez dresa teraz można spotkać praktycznie wszędzie. Często ludzie psa biorą dla mody i to o takich przypadkach mówimy. A damy przeważnie przekonane są że ich westuś jest malutki to ani on nikomu nic nie zrobi, ani jemu bo przecież taki kochany.


Ciastek większych problemów ze zrozumieniem nie było ;) Ja też jestem jedyna w mojej miejscowości która wyprowadza psy, ale często jestem u kuzynki w mieście i róże sytuacje sie zdrzają.
U mnie jest b dużo psów biegających samopas, podczas spaceru spotykamy więc liczną grupę psów i zawsze pozwalam się Fidze przywitać, chyba że drugi pies nie ma pokojowych zamiarów.

  • 1 month later...
Posted

Ja ostatnio gdy byłam na weekend u przyjaciółek, byłyśmy z ich Mastiffką Tybetańską wieczorem na spacerze, a raczej ja i jedna z nich bo to siostry.
I już miałyśmy wracać gdy nagle stanęłyśmy z jakiegoś powodu i słyszymy jakiś brzdęk. Patrzymy - a smycz w moich rękach, kolczatka odpięta (poluzowała się) a Vega już mknie gdzieś daleko...
Zaczęłyśmy szukać, w końcu zobaczyłyśmy ją, a kilka metrów dalej ogromnego psa, na smyczy, bez kagańca... Vega oczywiście od razu do niego - my przerażone, bo Vega nie miewa przyjaznych zamiarów wobec dużych psów.
I zaczęło się. Właściciel próbuje utrzymać bestię, Vega skacze wokoło, szczeka, warczy... Ale Właściciel - no cóż, typowy ''wieśniak'', stary, krzyczy że mamy ''Do cho**** weźcie tego psa!''
W końcu ją złapałam - bałam się tamtego psa, dlatego nie mogłam od razu.
Właściciel pyskuje, że powinna mieć kaganiec (a jego psa to przecież nie obowiązuje :angryy:) i że nie zerwała nam się na pewno kolczatka, a skoro tak, to mamy z nią nie wychodzić na spacer... :shake:

Inne sprawy to przerażające podejście mojej znajomej z klasy.
Otóż kiedyś ZE ŚMIECHEM opowiedziała jak huśtała się na huśtawce, i mały szczeniak wszedł pod huśtawkę, a ona go kopnęła tak że aż ten w powietrze wyleciał :-(:angryy: Właścicielka poszła sobie do domu wcześniej!
Z psami gdy wychodzi - nie na smyczy. U jednego psa smycz bierze, ale nie używa. U drugiego nie bierze smyczy - do tego ten drugi ma że tak powiem popędy samcze na nogi wszystkich ludzi.
Dwa dni temu podbiegł do Amstaffa - koleżanka się huśtała i powiedziała
"Pucek! (nie słuchał) No dobra, najwyżej się pogryzą..." :angryy: Pani "Od Amstaffa" powiedziała żebyśmy psa zabrały - to dopiero wtedy wstała i zabrała... :shake:

Posted

Tollerka -> Wiesz w sumie to była wasza wina, a nie tego faceta, bo jego pies był na smyczy (kaganiec nie jest obowiązkowy). Poza tym gdyby wasz pies się słuchał to by nie podbiegł i nie rzucił się na tamtego. Skoro macie agresywnego, nie szkolonego psa, to faktycznie przydałby mu się kaganiec (a nie kolczatka...). Nie widzę nic dziwnego w zachowaniu tego faceta, bo gdyby do mojego psa podbiegł jakiś inny z zamiarem pogryzienia, to krzyczałabym podobne, jak nie gorsze epitety :roll:

Posted

Tyle że po pierwsze to nie mój pies - starałam się im pomóc w wychowaniu ale ich matka nagle nie ma czasu na chodzenie na treningi, ani nic... A psa od szczeniaka ich nie znałam.
A Vega kagańca nie miała, gdyż poszłyśmy na boisko - tam nie było nikogo, nie była spuszczana więc nie spodziewałyśmy się, i nawet kagańca nie wzięłyśmy.
Ale w sumie masz racje, nasza wina. :(

Posted

Mój pies Sony - kundel - ma 8 lat- jest bardzo karny, zawsze chodził bez smyczy, ale nie po mieście, bo to niedozwolone. Wiem, że nie lubi innych psich panów i staram się ograniczać mu te kontakty, chyba, że psa znamy i wiemy, że na siebie wrogo nie reagują. Lubi psie panny, ale te z kolei nie zawsze go lubią, raz nawet pogryzła go dość mocno bokserka też bez smyczy, spacerująca po lasku. Była z Panią, która niestety nie reagowała zupełnie na wyczyny swojej pupilki, pies dostał porządnego kopa i dopiero puścił dupsko mojego. Niestety Pani wyparła się, że to nie jej pies, mimo, że potem wzięła go na smycz i po obrzuceniu mnie sporą porcją obelg oddaliła się z honorem. A mnie pozostało zataszczenie mojego do weta, zapłacenie za prześwietlenie i później przez tydzień znoszenie 15 kg psa z drugiego pietra, bo tak był mocno poturbowany, ze nie stawał na tylne łapy. Do tego lasku już nie chodzimy i niestety nie mam zupełnie zaufania do innych psów, które są luzem, a jeszcze bardziej do właścicieli. Mój pies wędruje na smycz, kiedy widzimy potencjalnego wroga. Co wcale nie znaczy, że te psy są agresywne, ale mój już niespecjalnie lubi, aby inne podchodziły!!!

Posted

Onegdaj wracałam ze spacerku po łąkach, muszę wtedy przejść taką ścieżką pomiędzy willami, ze 20 m długości, szeroką na jakieś 1,5 metra. Zawsze prowadzam Gritę na smyczy na ternie osiedla. pośrodku tejże ścieżki zatrzymały się na ploteczki trzy mamuse z pociechami w wózeczkach. Zablokowały całe przejście. Skróciłam smycz, bo Grita kocha wszelkie żywe, a najbardziej małe dzieci próbuje im się wpychać z zębatym uśmiechem do wózków, i się nasłuchałam: że bez kagańca, że czarna, że duża, że w ogóle pies, że to urąga wszystkiemu, że dzieci się boją i mają koszmary, że psy brudzą, i w ogóle po co komu psy w mieście, że pewnie taka paniusia (ja) prowadza psa, bo nie ma dzieci, i sobie tak wynagradza i powinni tego zabronić. Nie umiem się odciąć, poszłam sobie myśląc o mojej niegdyś małej córeńce śpiącej w objęciach psich łap dużej ONki i współczując dzieciom tych mamuś, że tego nie zaznają. Czy ta psa wygląda na mordercę?

http://img150.imageshack.us/img150/4237/dzien6080vp2.jpg

Za duże zdjęcie.
Mod

Posted

A tak trochę optymizmu: spotkałam podczas spacerku starszą panią, zawołałam psią i krzyczę: niech się Pani nie boi, zaraz ją zapnę! Na to ona, że jak widzi psa luzem, to wie, że właściciel wie co robi i że pies jest "ludzki" i ona się nie boi. Oby zawsze tak było.

Posted

Mila ['] też kochała dzieci miłością ogromną i bezwarunkową:loveu: ale u nas na szczęście działała magia filmu Beethowen, więc mamusie pozwalały zazwyczaj na kontakty dzieciaków z benisią... Z reguły to mi przedłużało spacer o te kilka- kilkanaście minut kiedy maluchy tłamsiły Grubą, albo jej się wieszały na grzbiecie... ale ona była przeszczęśliwa, a dzieciaki też, więc nie narzekałam:evil_lol: Najlepsza była mama malucha w wózku, która nas kiedyś mijała- ja oczywiście psicę odciągam, bo juz chciała zapakować pychol - na to mama "nie szkodzi, przecież widzę, że ona się uśmiecha":evil_lol: Po czym okazało się, że też mają bernisia, dziecko jest chowane z nim od początku... więc za ogólnym przyzwoleniem Mila dała mordę do wytłamszenia malcowi. Na co jakaś babcia przechodząca krzyknełą ze zgrozą: "o Jezu, zaraz zje dziecko!" Przyznam, że nie byłyśmy w stanie odpowiedzieć, ani mama, ani ja, bo rechotałyśmy jak durne... Chociaż muszę przyznać że bernardyn z mordą w spacerówce może budzić skojarzenia konsumpcyjne:evil_lol:

Posted

U mnie w bloku mieszka pewne państwo z dwoma kundelkami (wielkości mniejszej od mojej Ambry nieco) i nigdy nie wychodzą z nimi na smyczy to raz, a dwa oni chyba w ogóle nie mają dla nich smyczy... :angryy: Mnie o nic nie chodzi, ale te psy podbiegają czy to do ludzi czy do psów i je obszczekują, właścicielom nie raz ciężko je odwołać. A rano w ogóle to właścicielka idzie do sklepu ulicę dalej, a psy same biegają pod klatką. Już jej kilkakrotnie zwracałam uwagę i nic. Na szczęście ostatnio się jakoś mijamy na spacerach, ale obiecuję, że następnym razem postraszę ich strażą miejską. Wokół bloku bawią się przecież małe dzieci... A jak im się coś stanie? :shake:

Posted

Nie wiem czemu ale zauwazyłam że duże psy choćby nie wiem jak łagodne zawsze wzbudzają większą agresję u ludzi niż małe wredne pieski...wczoraj odprowadzałam kumpelę na przystanek i wracając (była ze mną moja suczka) skróciłam sobie drogę przez osiedle...koło jednego bloku stały dwie babcie i plotkowały koło jednej kręcił się mały czarny kundelek...moja suńka jak tylko go zauważyła zastosowała swój zwykły manewr z wrastaniem łap w ziemię więc stanęłam żeby się obwąchały...mały podbiegł do neski i gdy ona pochyliła się w jego stronę rzucił się na nią:-o byłam w szoku bo był przynajmniej o połowę mniejszy od niej i po pysku widac było że jest stary... nie doceniłam staruszka...neska narobiła zamieszania bo zaczęła jazgotac i piszczeć babcie podbiegły do nas i zostałam opiep...że gdzie z takim bydlakiem chodzić między ludzi że powinno się ją uśpić ze powinno być zabronione trzymanie takich bydlaków w domu etc...jedna z tych babci tak się rozpędziła ze mi oświadczyła że dzwoni na policję bo mój pies stanowi zagrożenie dla otoczenia:diabloti:więc ja jej powiedziałam że bardzo chętnie w końcu to nie mój pies biega bez smyczy i obroży i nie mój pies rzuca się na inne...:razz: no i się z godnością oddaliłam...ale jeszcze pare metrów dalej słyszałam jak narzekały na niewychowana młodzież i trzymanie w domu niebezpiecznych psów( a neska prędzej by kogoś zalizała na śmierć niż ugryzła a w szczególności psa...no cóż...)

Posted

To jest niestety standard (co potwierdzają Wasze wypowiedzi)... I to strasznie wkurzający standard. Większość właścicieli małych i średnich psów puszcza je luzem, bo "one przeciez nic nikomu nie zrobią". I niewazne, że to ich pies pierwszy zaczyna, ale zawsze winny jest ten większy, nawet jeśli idzie najspokojniej na świecie :diabloti:
Niejednokrotnie miałam sytuacje, że mały szczekający ( niejednokrotnie próbujący ugryźć) pies podbiegał do Bazyla. A właściciel/ka co? Nic... A Bazyl w takich sytuacjach nie należy do grupy psów-stoików :shake: i nieraz miałam problemy, żeby go utrzymać jak chciał złapać jazgoczące mu koło nóg zwierzę. I kto winny? Ja oczywiście, a raczej moje kwiożercze bydlę :angryy:
Czasami mam po prostu ochotę puścić Bazyla, żeby zrobił porządek, ale.... żal mi psa :shake: Najczęściej mówię w takich sytuacjach: "proszę zapiąć psa" i najczęściej słyszę "ale on przecież nic nie robi" (no nic, zupełnie nic :angryy: ) albo "nic nie zrobi". Wtedy odpowiadam: "ale mój zrobi!!!" Najczęściej skutkuje.
A tak naprawdę to najbardziej mnie stresują duże spuszczone psy, bo te już stanowią zagrożenie dla Bazyla. I nawet jak taki delikwent podbiega bez złych zamiarów to na ogół na warknięcie Bazyla reaguje już agresją.
Ech.. :angryy: :angryy: Ach... dużo by mozna o tym mówić, pisać...

Posted

Znam Twój ból... Ja też nie raz mam kłopoty z utrzymaniem Ambry, kiedy taki mały jazgoczący pies nas obszczekuje. A właściciel/ka nie ma najmniejszego zamiaru przejść z dala od nas czy szybko odejść... Ech! :shake:

Posted

Akitka napisał(a):
Znam Twój ból... Ja też nie raz mam kłopoty z utrzymaniem Ambry, kiedy taki mały jazgoczący pies nas obszczekuje. A właściciel/ka nie ma najmniejszego zamiaru przejść z dala od nas czy szybko odejść... Ech! :shake:

bo krazy takie przekonanie- jak duzy to morderca. A mały to nie pies, a psiuncio, a takowy - jak wiadomo - -nic nikomu nie zrobi. A czesto to dziala odwrotnie. Pies ma nie stwarzac zagrozenia, jesli stwarza - to trzeba temu zapobiegac. I wzrost nie ma nic do rzeczy.
Ja codziennie przezywam to samo - idac na przystanek przechodze koło domu gdzie mieszka malutka brazowa sunia - diabel wcielony. Codziennie ide z dusza na ramieniu. Ostatnio uszczypnela mnie w noge - nie zdazyla ugryzc, byla blisko. Postrach okolicy. Ale nikt nic nie mowi. Gdyby byla wieksza, to policja na pewno siedzialaby tym wlascicielom na karku. A tak - maja spokoj. Tylko ja musze socie kupic jakas zbroje.

Posted

jezeli slysze slowo ze moj pies powinien nosic Kaganiec to zawsze odpowiedam krotko "to przede wszystkim ludzie powinni nosic kagance"
bo to przecierz ja ponosze odpowiedzialnosc za mojego psa gdzie w miejscach publicznych zawsze jest prowadzony na smyczy (amstaff)
i niestety to ja mam zawsze wiekszy problem od tych nieodpowiedzialnych
wlascieli malych ras ktorym nawet sie nie sni aby swojego psa prowadzic na smyczy.
Bo przeciwna jestem kagancom jak rowniez kolczatkom dla jakikolwiek psow.

Posted

Ada-jeje napisał(a):

Bo przeciwna jestem kagancom jak rowniez kolczatkom dla jakikolwiek psow.


Niestety kaganiec to czasami konieczność... Jeśli ktoś ma dużego i agresywnego psa, sama smycz może nie wystarczyć. Poza tym są miejsca, w których kaganiec jest wręcz obowiązkowy - dla wszytkich psów - np. środki komunikacji miejskiej.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...