Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja zawsze noszę gaz. Użyłam go, gdy dość duży, latający luzem pies zaatakował mojego. Swojego zdążyłam złapać na ręce ale tamten nie odpuszczał, więc psiknęłam na niego. Uciekł błyskawicznie. Co ciekawe, zapamiętał sobie to, bo teraz omija nas z daleka. Kiedyś szłam ulicą, a ten agresor atakował innego psa. Jak mnie zobaczył to uciekł, mimo, że gazu nie miałam, bo szłam sama bez psa. Co na to właściciel, nie wiem, bo to pies, który sam się wyprowadza.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='a_niusia']a ja mam pytanie troche z innej beczki, ale mysle, ze watek jest dobry.

kilka osob pisalo tu o gazie piperzowym.
czy ktos go uzyl? czy tylko na pogrozkach sie skonczylo?

i jaka byla reakcja psa potraktowanego ta bronia? a jaka jego wlasciciela?[/QUOTE]
Też jestem ciekawa reakcji psa (właściciela nie).
Gaz noszę, nie było konieczności użyć.

Posted

Sytuacja z dziś, która naprawdę wyprowadziła mnie z równowagi... :angryy:


Idę z przyjaciółką jak zawsze z psami, na polanie za blokiem. Bawiły się. Widzimy nieznajomego psa, od razu upinamy psy. Pies olbrzym, coś jak mastif, puszczony luzem... z nim dwóch facetów trzymających sanki z dziećmi... :roll: Gdy pies zaczął pruć w naszą stronę , od razu chwyciłam psa na ręce, bo wiedziałam, że nie lubi dużych samców. Wtedy pies jeszcze szybciej ruszył na mnie.
Spanikowana, zaczęłam wrzeszczeń na faceta, żeby zabrał psa :angryy: Zawołał, na szczęście zawrócił.... i usłyszałam komentarz:
'To już jest zoofobia' jeszcze z ironicznym uśmieszkiem. :angryy: Gdzie się rodzą tacy idioci ? Nie no oczywiście, kiedy biegnie do mnie wielkie bydle, a mój pies nie akceptuje samców, powinnam jeszcze biec mu na powitanie i dziękować facetowi na kolanach, że jego pies zjadł mojego :diabloti:

Posted

[quote name='paulaa.']Sytuacja z dziś, która naprawdę wyprowadziła mnie z równowagi... :angryy:


Idę z przyjaciółką jak zawsze z psami, na polanie za blokiem. Bawiły się. Widzimy nieznajomego psa, od razu upinamy psy. Pies olbrzym, coś jak mastif, puszczony luzem... z nim dwóch facetów trzymających sanki z dziećmi... :roll: Gdy pies zaczął pruć w naszą stronę , od razu chwyciłam psa na ręce, bo wiedziałam, że nie lubi dużych samców. Wtedy pies jeszcze szybciej ruszył na mnie.
Spanikowana, zaczęłam wrzeszczeń na faceta, żeby zabrał psa :angryy: Zawołał, na szczęście zawrócił.... i usłyszałam komentarz:
'To już jest zoofobia' jeszcze z ironicznym uśmieszkiem. :angryy: Gdzie się rodzą tacy idioci ? Nie no oczywiście, kiedy biegnie do mnie wielkie bydle, a mój pies nie akceptuje samców, powinnam jeszcze biec mu na powitanie i dziękować facetowi na kolanach, że jego pies zjadł mojego :diabloti:[/QUOTE]

Niby czym mieli się panowie przejmować skoro ich psu nic nie groziło. Egoiści i tyle. A przy okazji totalny brak wyobraźni.

Posted

To o czym tu napiszę zdarzyło się jakieś półtora roku temu. Na osiedlu, na którym wtedy mieszkaliśmy pojawiał się często facet - brzydko mówiąc: pan żul spod sklepu. Pan żul miał pięknego młodego ONka (lub mieszkańca). Niestety ten pies od zawsze był agresywny, a pan żul przypinał go sobie na przykład do płotu i szedł do garażu innego pana żula. Ale nie w tym rzecz...
Tego co się stało nie widziałam, ale widział to mój chłopak:
Chodnikiem przed blokiem szedł duży facet z psem rasy Husky - elegancko na smyczy, z kagańcem. A na przeciwko szedł pan żul ze swoim ONkowatym agresorem. No i oczywiście draka. ON rzucił się z zębiskami na Huskacza, a ten nie miał się nawet jak bronić bo miał kaganiec. No to co, duży facet swojego psa na ręce (!), a ONek na faceta, żeby tylko się dostać do Huskyego. Skończyło się to tak, że ON wywalił faceta trzymającego psa tak, że mężczyzna uderzył głową w chodnik, a pan żul rozglądając się czy ktoś tego nie widział ulotnił się w trzy sekundy.

Mój komentarz chyba jest tu zbędny.:flaming:

Posted

[quote name='paulaa.']Sytuacja z dziś, która naprawdę wyprowadziła mnie z równowagi... :angryy:


Idę z przyjaciółką jak zawsze z psami, na polanie za blokiem. Bawiły się. Widzimy nieznajomego psa, od razu upinamy psy. Pies olbrzym, coś jak mastif, puszczony luzem... z nim dwóch facetów trzymających sanki z dziećmi... :roll: Gdy pies zaczął pruć w naszą stronę , od razu chwyciłam psa na ręce, bo wiedziałam, że nie lubi dużych samców. Wtedy pies jeszcze szybciej ruszył na mnie.
Spanikowana, zaczęłam wrzeszczeń na faceta, żeby zabrał psa :angryy: Zawołał, na szczęście zawrócił.... i usłyszałam komentarz:
'To już jest zoofobia' jeszcze z ironicznym uśmieszkiem. :angryy: Gdzie się rodzą tacy idioci ? Nie no oczywiście, kiedy biegnie do mnie wielkie bydle, a mój pies nie akceptuje samców, powinnam jeszcze biec mu na powitanie i dziękować facetowi na kolanach, że jego pies zjadł mojego :diabloti:


I to powinnas mu powiedziec, bo ja na Ciebie spojrzał, jak widział ze psa lapiesz w locie .... ;) widzac Twoj strach.... to w oczach niego wyszłaś na zoofobie :razz:

Posted

[quote name='WiedźmOla']To o czym tu napiszę zdarzyło się jakieś półtora roku temu. Na osiedlu, na którym wtedy mieszkaliśmy pojawiał się często facet - brzydko mówiąc: pan żul spod sklepu. Pan żul miał pięknego młodego ONka (lub mieszkańca). Niestety ten pies od zawsze był agresywny, a pan żul przypinał go sobie na przykład do płotu i szedł do garażu innego pana żula. Ale nie w tym rzecz...
Tego co się stało nie widziałam, ale widział to mój chłopak:
Chodnikiem przed blokiem szedł duży facet z psem rasy Husky - elegancko na smyczy, z kagańcem. A na przeciwko szedł pan żul ze swoim ONkowatym agresorem. No i oczywiście draka. ON rzucił się z zębiskami na Huskacza, a ten nie miał się nawet jak bronić bo miał kaganiec. No to co, duży facet swojego psa na ręce (!), a ONek na faceta, żeby tylko się dostać do Huskyego. Skończyło się to tak, że ON wywalił faceta trzymającego psa tak, że mężczyzna uderzył głową w chodnik, a pan żul rozglądając się czy ktoś tego nie widział ulotnił się w trzy sekundy.

Mój komentarz chyba jest tu zbędny.:flaming:[/QUOTE]

A Twój chłopak co na to?

Posted

[quote name='a_niusia']a ja mam pytanie troche z innej beczki, ale mysle, ze watek jest dobry.

kilka osob pisalo tu o gazie piperzowym.
czy ktos go uzyl?
czy tylko na pogrozkach sie skonczylo?

i jaka byla reakcja psa potraktowanego ta bronia? a jaka jego wlasciciela?

[quote name='rozi']Też jestem ciekawa reakcji psa (właściciela nie).
Gaz noszę, nie było konieczności użyć.

Kiedyś tu pisałam o sytuacji, która przytrafiła mi się, gdy moja sunia miała parę miesięcy. Dodam tylko, że była wtedy strasznym łobuzem i cwaniakiem. No i jest moim pierwszym w życiu psem :)
Pewnego dnia poszłam na uczelnię. Założyłam sobie kurtkę, a płaszcz z gazem pieprzowym w kieszeni wisiał sobie w szafie w przedpokoju. Młoda otworzyła szafę, sciągnęła płaszcz z wieszaka, a z kieszeni wyciągnęła owy gaz i przegryzła opakowanie.
Gdy wróciłam do domu, myślałam, że umrę - DOSŁOWNIE. Wszystko mnie piekło - cała skóra, usta, nos i oczy. Nie mogłam przestać płakać i kaszleć. A pies? - biegał ucieszony po pachy, że pańcia przyszła.
Przypuszczam, że "narozrabiała" tuż przed moim powrotem, bo pojemnik jeszcze "posykiwał".
Ale chodzi o sam fakt - ona nawet nie kichnęła!
Dlatego myślę, że to wszystko zależy od konkretnego osobnika. Na mojego psa gaz w ogóle nie działa. Natomiast w przypadku ewentualnego ataku agresora może być pewnie pomocny jako "element zaskoczenia" ;)

Posted (edited)

[quote name='rozi']
I w dodatku nie wiedziałam, że podbiegacze psują, podbiegacze były podbiegaczami, (...).
Odniosę się do tego urywku, wyrwanego z kontekstu, Rozi. Tak, podbiegacze psują. Ćwiczę z psem chodzenie na luźnej smyczy, podbiega podbiegacz i pies zaczyna się z nim bawić, ciągnąc na smyczy. Czyli nasze pierwsze kroki w rozproszeniach poszły w las i musimy się cofnąć do poprzedniego kroku. Ja odwrócę uwagę psa od podbiegacza, ale podbiegacz może być namolny. Jak jest to większy pies, to puszczam swojego ze smyczy - a niech się bawią, ja nie będę się szarpać. Przy mniejszych psach, typu np. York, psa trzymam na smyczy, bo mój pies podczas zabawy pracuje głównie łapami i mógłby przewrócić Twojego na ziemię i nadepnąć. Pomijając, że bardzo nieprzyjemne jest utrzymywanie takiego psa na smyczy, to jeszcze nauka poszła nieco w las. Ja osobiście pracuję, a co drugi weekend mam studenckie zloty, więc przez taki bzdet tracę drogocenny czas. Twój młody psiak potrzebuje socjalizacji - ok, umów się z innymi psiarzami z Twojej okolicy na wspólne spacery i zabawy między psami.
I to nie tyczy się tylko psów, które chodzą bez smyczy, ale również tych, które na smyczy mijają sie w bliskim kontakcie. "Oj, one się tylko przywitają ze sobą i lecimy dalej!" ... Wychodzi na to, że ucząc się czegoś z psem w terenie muszę wychodzic na spacery po 23... A o 6-tej rano pobódka ;) Także nie dziw się, że niektórym nawet te przyjaźnie nastawione podbiegacze w ramach socjalizacji działają niektórym na nerwy ;)
PS u mnie w bloku są przynajmniej dwa Yorki, które biegają luzem. Nie mam żadnych pretensji do właścicieli, że chodzą z nimi bez smyczy, ALE... wystarczyłoby przypiąć psa do smyczy/flexi, a kiedy zobaczy drugiego psa na horyzoncie - porozumieć się w człowiekiem, tak, by ten miał czas stosownie zareagować. Mój pies przed przywitaniem się z Twoim usiadłby na moment, potem puściłabym go ze smyczy, żeby się z nim pobawił. Istnieje znaczna różnica między spontanicznym przywitaniem się a zaplanowanym. Przynajmniej dla mnie, bo wtedy mogę Ci w spokoju wytłumaczyć, że przywitanie sie mojego psa z Twoim to żadna nauka socjalizacji dla Twojego... wręcz przeciwnie, Twój tylko się wytraszy, bo jak wspominałam - mój pies pracuje łapami i jest trochę większy.

Edited by zen1atta
Posted

[quote name='omry']A Twój chłopak co na to?
Widział to przez okno, co więc mógł?
Mówił, że chciał po całej 'błyskawicznej akcji' pójść do tego faceta, który się przewrócił, żeby zobaczyć czy przypadkiem nie ma rozwalonej głowy, ale jak wrócił po chwili do okna to nikogo już nie było.
[quote name='Diora']
(...)
Dlatego myślę, że to wszystko zależy od konkretnego osobnika. Na mojego psa gaz w ogóle nie działa. Natomiast w przypadku ewentualnego ataku agresora może być pewnie pomocny jako "element zaskoczenia"
Albo element rozwścieczenia...

Posted

Ja miałam nieprzyjemność użyć gazu na agresora (chyba tu nawet opisałam tą sytuację). Bajkę zaatakował husky, jak psiknęłam gazem po prostu odszedł. Dostał centralnie między oczy a nos. Właściciel chciał się jak najszybciej ewakuować, więc nawet nie zarejestrował faktu, że pies został potraktowany gazem. To był młody chłopak, po prostu zawołał psa i wszedł na swoje podwórko. Dopiero w rozmowie z jego ojcem powiedziałam, że pies dostał strzała i żeby obmyli mu pysk wodą. Zdziwił się, ale zrozumiał moje podejście.

Posted

[quote name='engelina_88']Ja miałam nieprzyjemność użyć gazu na agresora (chyba tu nawet opisałam tą sytuację). Bajkę zaatakował husky, jak psiknęłam gazem po prostu odszedł. Dostał centralnie między oczy a nos. Właściciel chciał się jak najszybciej ewakuować, więc nawet nie zarejestrował faktu, że pies został potraktowany gazem. To był młody chłopak, po prostu zawołał psa i wszedł na swoje podwórko. Dopiero w rozmowie z jego ojcem powiedziałam, że pies dostał strzała i żeby obmyli mu pysk wodą. Zdziwił się, ale zrozumiał moje podejście.

Czyli kolejny pies nie zareagował :) Myślę, że prędzej odgłos "psiknięcia" mógł go odstraszyć, a nie sam gaz. W przeciwnym razie tarłby pysk albo chociaż kichał.


[quote name='WiedźmOla']
Albo element rozwścieczenia...

Taaaaa, jak trafisz na wyjątkowo agresywne bydlę, to najlepiej od razu oddaj mu swojego psa na obiad (żeby go nie rozwścieczyć) :)

Posted

idą sobie dwie starsze panie, z psami na oko 10kg na smyczy każda, jeden z tych psów ma kaganiec. z naprzeciwka idzie trzecia kobieta i nagle pies w kagańcu się na nią rzuca. babka odskakuje, ale nic nie mówi i idzie dalej. a na to ta ze spokojnym psem zaczyna za nią krzyczeć, że nie powinna tak reagować, bo tylko psy do ataku prowokuje i kiedyś zostanie przez swoje zachowanie ugryziona:razz:

Posted

Ja miałam okazję raz widzieć użycie gazu pieprzowego, ale w żelu i powiem szczerze, że pies dość kiepsko wyglądał. Szybko się ewakuował, chociaż w pierwszej chwili był raczej zdziwiony. Po fakcie trafił do weta, bo oczy miał podrażnione niesamowicie, z tego co wiem, skonczyło się na tygodniowym zakrapianiu oczu. Także pokusiła bym się o stwierdzenie, ze to nie tyle od psa zależy, co od stężenia gazu (tej całej kapsaicyny alkaloidowej).

Posted

Ja gazu nie użyłam nigdy i takiego nie posiadam, ale mój kolega potraktował z niego sporego psa który go gonił gdy jechał na rowerze i próbował go złapać za nogawkę. Pies zarył mordą w ziemię, a potem wstał i szybko uciekł. Kolega się zestresował czy mu krzywdy nie zrobił i pojechał za nim kawałek, ale pies zwiał na posesję do budy i tylko z niej szczekał.

Posted

Ooo, odnośnie tej pani zwracającej uwagę, to ja miałam coś podobnego dwa dni temu. :P

Jakiś pan zboczył ze swojej trasy, bo jego sunia do nas ciągnęła, suka na flexi, bez kagańca. Pan podchodzi z nią z tekstem "no co malutka, co Cię tak zaciekawiło?" Mój na smyczy, myślę sobie jak pan chce, to niech się przywitają. Pozwoliłam psu się przywitać, podchodzą do siebie i w tym momencie suka z wściekłym warkotem się rzuca na mojego. :roll: puściłam mojemu smycz, żeby się mógł wyplątać mój odbiegł, pochwaliłam go strasznie, a pan w tym czasie "no i czemu tak robisz, malutka, no czemu?" Jako że suka się dalej do nas pulta, to odeszłam 5 metrów dalej i zaczęłam macać psa, czy nic mu nie jest - wyglądało to bardziej na atak pozorowany, no ale wolę się upewnić.

I teraz perełka: pan IDZIE za nami, jego suka prawie znowu dorwała mojego (30cm je dzieliło, bo szybko się odsunęłam) z tekstem "pani, nic się nie stało, w takich sytuacjach to psy używają przednich zębów (!), nic się nie stało." Ja go olewam (bo inaczej pęknę, a nie mogę się przy moim denerwować), chwalę Tośka, odchodzę, nagradzam, a pan dalej za nami, znowu jego suka prawie doskoczyła do Tonika. :evil_lol:

Co takim ludziom siedzi w głowie?

Sama się też ostatnio wstydu najadłam, wyszłam z psami o 1 w nocy na szybkie siku, sama zaspana, nie zauważyłam boksera, Tonik się przestraszył i naszczekał, odwołałam go i przeprosiłam, ale jednak siara. Niestety nie znam ani jednego normalnego boksera, a po tym jak go jeden bokser po ciemku wgniótł zabawowo w glebę, to się ich boi. Tak jak generalnie wielu psów w nocy (wszystkie ataki na niego były po ciemku :( ).

Posted

[quote name='Szura']

Sama się też ostatnio wstydu najadłam, wyszłam z psami o 1 w nocy na szybkie siku, sama zaspana, nie zauważyłam boksera, Tonik się przestraszył i naszczekał, odwołałam go i przeprosiłam, ale jednak siara. Niestety nie znam ani jednego normalnego boksera, a po tym jak go jeden bokser po ciemku wgniótł zabawowo w glebę, to się ich boi. Tak jak generalnie wielu psów w nocy (wszystkie ataki na niego były po ciemku :( ).[/QUOTE]

w lasku na kole chodzi(albo chodziła)pani z niezbyt dużych rozmiarów bokserką, widziałaś nas wtedy z nią. uważam, że jest całkiem normalna ;) widziałam tam też raz panią z dużym, rodowodowym bokserem, przepięknym :loveu: też się ładnie bawił z Etną
jeszcze jeden samiec bokser tam chodzi, ale był bardzo natarczywy, koniecznie chciał wejść na Etnę ;)

Posted

[quote name='Beatrx']idą sobie dwie starsze panie, z psami na oko 10kg na smyczy każda, jeden z tych psów ma kaganiec. z naprzeciwka idzie trzecia kobieta i nagle pies w kagańcu się na nią rzuca. babka odskakuje, ale nic nie mówi i idzie dalej. a na to ta ze spokojnym psem zaczyna za nią krzyczeć, że nie powinna tak reagować, bo tylko psy do ataku prowokuje i kiedyś zostanie przez swoje zachowanie ugryziona:razz:[/QUOTE]

Miałam podobną sytuację - szłam sobie przez osiedle sama, zupełnie nie prowokując psa, gdy na jednej z alejek między blokami zaatakował mnie z wściekłym jazgotem i wszystkimi zębami na wierzchu jakiś pikuś malusi na smyczy, a babcia to niego "atitititi niedobry!" Wiem, że to może brzydko, ale opier... babcię od góry do dołu... Gdyby mój pies robił coś takiego to bym się chyba zapadła pod ziemię :roll:

Posted

[quote name='evel']Miałam podobną sytuację - szłam sobie przez osiedle sama, zupełnie nie prowokując psa, gdy na jednej z alejek między blokami zaatakował mnie z wściekłym jazgotem i wszystkimi zębami na wierzchu jakiś pikuś malusi na smyczy, a babcia to niego "atitititi niedobry!" Wiem, że to może brzydko, ale opier... babcię od góry do dołu... Gdyby mój pies robił coś takiego to bym się chyba zapadła pod ziemię :roll:[/QUOTE]

No niestety, osoby, które mają małe psy uważają, że ich nie trzeba wychowywać, bo w razie czego wezmą gnojka pod pachę, albo zaciągną siłą w inną stronę...
...kontynuując...Koło domu mam taki fajny mały park, wzdłuż parku są zamknięte ogródki. Zazwyczaj zaczynamy spacer w tym parczku, albo idąc właśnie koło ogródków... No i oczywiście w jednym z tych ogródków biega sobie szczurek taki mały, co się yorkiem zwie... TAK POTWORNIE UJADA i to z taką wściekłością, że to dla mnie jest aż śmieszne. :evil_lol: A właściciele oczywiście siedzą sobie w ciepłym domku mając w d..poważaniu, że pies szczeka i słychać go ulicę dalej... :roll:

Posted

[quote name='Szura']
Sama się też ostatnio wstydu najadłam, wyszłam z psami o 1 w nocy na szybkie siku, sama zaspana, nie zauważyłam boksera, Tonik się przestraszył i naszczekał, odwołałam go i przeprosiłam, ale jednak siara. [/QUOTE]


ja takich sytuacji też trochę miałam, siara nie siara- wystarczyło ładnie przeprosić, nigdy nikt na mnie nie wyskoczył ;) mnie akurat nie irytują ludzie z problemowymi psami dopoki potrafią przeprosić.


A identyczną sytuację też miałam z suczką pseudomaltańczyka (na szczęście ona pozorowane ataki przypuszczała a moja na ostre FE po prostu sobie od niej odeszła, ale reakcja właściciela identyczna "tititi niedobra, co sie dziewczynko denerwujesz, no no"),

ja w ogóle mam wrażenie że niektórzy na mnie polują. Od kilku tygodni czaił się na mnie pan z jakimś młodym terrierowatym kundelkiem, miałam okazję widzieć jak ten pies się wita z innymi psami (bardzo energicznie i entuzjastycznie) i uznałam że będę go unikać bo moja od razu do niego wystartuje. Ale nie- jego pan uznał że musi go koniecznie z moją zapoznać. Oczywiście bez pytania się mnie o zdanie.
Co ja leze w jedna strone to on za mna, albo skreca tak zeby zaraz na mnie wejsc. Chamsko juz go omijałam jak szedł prosto na mnie, suka na komendzie równaj przez pół spaceru, bo nie wiadomo skąd facet wyskoczy. Terrierek oczywiście na flexi, mega nakręcony na inne psy, no po prostu mój ideał miejskiego psa :roll: koniec końców wpadłam na niego kilka dni temu, wyszedł nagle zza rogu, psy się witały ja już widze że moja lapie spine bo terrierek co raz bardziej się spoufala, szybko odwróciłam jej uwage i zwiałyśmy. Z tyłu słyszałam tylko "no widzisz, pani nie chce żebyście się bawiły" :cool1:



Jest też u mnie genialny facet ze szczeniakiem JRT (o ile jeszcze go ma, bo juz dawno go nie widzialam), ktory w ramach socjalizacji usilnie próbował go zapoznać z moją suką. Widzi że schodzę mu z drogi i idę trawnikiem, to nie- musi leźć centralnie na mnie. W końcu po kilku dniach takiego uciekania przed nim powiedziałam mu, że z mojej suki słaby materiał na socjalizację i że prosiłabym nam nie utrudniać spacerów. Obraził się chyba bardzo, przynajmniej miał taka minę :D

Posted

[quote name='a_niusia']moja starsza suke w dziecinstwie od jeza pchly oblazly, a tylko go powachala.[/QUOTE]

Jesteś pewna, że od jeża? Generalnie pchły na jeżu to inny gatunek, niż te na psie i bardzo niechętnie zmieniają żywiciela.

Posted

[quote name='ulvhedinn']Jesteś pewna, że od jeża? Generalnie pchły na jeżu to inny gatunek, niż te na psie i bardzo niechętnie zmieniają żywiciela.[/QUOTE]

tak, jestem pewna.

Posted

U nas też jest taka babka ,co łazi codziennie wczesnie rano po chleb do piekarni przywiązuje swojego małego pieska koło sklepu i wchodzi tam na pol godziny ,a ten pies ujada tak glośno,ze choćby się chciało to człowiek nie uśnie i tak codziennie://// masakra...latem to strasznie denerwuje ,bo kazdy ma okna pootwierane...ale babci nikt nie zwróci uwagi...

Posted

[quote name='martaa84']U nas też jest taka babka ,co łazi codziennie wczesnie rano po chleb do piekarni przywiązuje swojego małego pieska koło sklepu i wchodzi tam na pol godziny ,a ten pies ujada tak glośno,ze choćby się chciało to człowiek nie uśnie i tak codziennie://// masakra...latem to strasznie denerwuje ,bo kazdy ma okna pootwierane...ale babci nikt nie zwróci uwagi...
Dlaczego?
U mnie taka starsza pani wypuszczała spaniela na samowyprowadzające się spacerki na taki wewnętrzny dziedziniec między blokami. Pies obszczekiwał inne psy i przechodniów. Poszłam do niej do mieszkania - nie wpuściła mnie, ale chyba wiedziała w jakiej sprawie (bo rozmawiałam z jej sąsiadem na ten temat) i pies przestał się samowyprowadzać.
Co innego jak się spotyka kogoś przypadkiem i epizodycznie, ale jak coś dzieje się dzień w dzień, tydzień po tygodniu, to powinno się dać jakoś załatwić.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...