Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='zaba14'] jak widzę psy bez smyczy przy ulicy to mnie skręca, bo fakt pies to tylko pies, ale przy nagłym hamowaniu konsekwencje wypadku mogą być znacznie gorsze niż utrata życia psa... przykre ale prawdziwe.[/QUOTE]

Mnie osobiście utrata psa przekonuje jednak bardziej :diabloti:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='omry']Mnie osobiście utrata psa przekonuje jednak bardziej :diabloti:[/QUOTE]

Tak, jak kobieta, która pozabijała dzieci na przystanku autobusowym, bo nie chciała przejechać kota czy jakiegoś tam innego zwierzaka? No sorry, ale jak dla mnie nie bardzo.

Posted

zaba, nawet jak to nie była wina kierowcy to i tak żal mi pieska. Młodziutki był i przez głupie niedopatrzenie (niestaranne zamknięcie) nie żyje. Starsza pani nie pomyślała. Bywa.

Masz rację, że czasem konsekwencje nieprzejechania są gorsze.... Koleżanki z pracy kuzynka wracała ze znajomymi z dyskoteki. To było kilka lat temu. Na ulicę wybiegł pies. Kierowca gwałtownie skręcił, wylądowali na drzewie. Dwie osoby nie przeżyły. Psu nic się nie stało. Kierowca był trzeźwy. On jeden specjalnie nie pił, bo miał rozwozić kolegów do domu. A tu taka tragedia. :-(

Posted

[quote name='evel']Tak, jak kobieta, która pozabijała dzieci na przystanku autobusowym, bo nie chciała przejechać kota czy jakiegoś tam innego zwierzaka? No sorry, ale jak dla mnie nie bardzo.[/QUOTE]

Nie, nie tak.
Tak, że MÓJ pies jest dla mnie najważniejszy :) Z tego też powodu będę trzymać przy ulicy swojego psa na smyczy przede wszystkim, dopiero w drugiej kolejności dlatego, że ryzykuję też życie innych.

Posted

[quote name='omry']Nie, nie tak.
Tak, że MÓJ pies jest dla mnie najważniejszy :) Z tego też powodu będę trzymać przy ulicy swojego psa na smyczy przede wszystkim, dopiero w drugiej kolejności dlatego, że ryzykuję też życie innych.[/QUOTE]

Wiesz, jak jest - niezależnie od pobudek po prostu psy przy ulicy powinno się trzymać na smyczy. Ja zawsze się zastanawiam, czy ludzie puszczający psy przy ulicy nigdy nie mają choćby cienia wątpliwości, że pies, choć tysiąc razy nie wybiegł na jezdnię, może jednak tysiąc pierwszy raz - wybiegnie? Że zobaczy kota, że podbiegnie za gołębiem, że zobaczy innego psa po drugiej stronie, kogoś znajomego, czy przestraszy się czegoś, że stanie się cokolwiek, a skutki mogą być opłakane i to nie tylko dla psa?

Ja jestem panikara, dla mnie nie do pomyślenia jest puszczanie psa przy ulicy, choćby takiego najlepiej wyszkolonego - przezorny zawsze ubezpieczony, mi ani psu nie ubędzie, że się przejdzie na smyczy przy ulicy.

Posted (edited)

To ja wam opowiem coś o kierowcach.
Kolega szedł z psami wąską, spokojną uliczką, nagle pojawił się rycząc rozpędzony bolid, a psy były blisko jezdni (chora, stara ONka i mały kundelek na smyczy), więc kolega zamiast psy szarpnąć wyskoczył na brzeg jezdni, żeby osłonić, a pomyślał też w tym ułamku sekundy, że przed człowiekiem ten samochód prędzej zahamuje, czy ominie za wszelką cenę, a przed psem niekoniecznie.

Wyhamował, a właściwie ominął hamując i dopiero stanął. Kierowca dostał wiązankę za taką jazdę, ale widać nie lubił być pouczany, bo wyskoczył z samochodu z kumplem i tak tego mojego kolegę pobili, że parę miesięcy spędził w szpitalu - pęknięty kręgosłup.

Edited by rozi
Posted

Chamstwo kierowcy zna moja nauczycielka z 1-3. Jej wnuk stał na chodniku, może z metr od krawężnika - czekał, aż mama przyjedzie go odebrać. Chwilę później, jakaś babka wjechała na chodnik i przejechała chłopakowi palce. Niż poważniejszego się nie stało, ale chłopak pół roku (może więcej, nie pamiętam) przeleżał w szpitalu.
Według mnie puszczanie psów ze smyczy, przy ulicy jest istną głupotą właścicieli. Bo tak, jak napisała bodajże evel: skąd mogą wiedzieć, że pies nie zrobi "skoku w bok" i nie wybiegnie na ulicę? Ja nigdy takiej pewności nie będę mieć. Po prostu nie wyobrażam sobie tego.
Dwa lata temu, podczas letnich wakacji spotykałam się z koleżankami "na rowery". Sąsiedzi mojej koleżanki mają suczkę w typie JRT. Zawsze biega luzem, nigdy nie widziałam jej na smyczy. Mieszkam około 0,5km od koleżanki. Gdy wyjeżdżałam do niej, patrzę, a na rogu mojej ulicy jest sunia sąsiadów koleżanki. Biegła za jakimś facetem, ale on ją odganiał, więc to nie był jej właściciel. Podjechałam, więc do niej rowerem i przez to 0,5km cały czas w nerwach jadąc na rowerze doprowadziłam ją do koleżanki, a ta oddała ją właścicielom. Obroży sunia oczywiście nie miała. Miałam nie lada stresa, bo bałam się, że wyleci mi na ulicę... Na całe szczęście nic się nie stało, ale właściciele, żadnej nauczki nie mają - nadal sunia na spacery wychodzi bez smyczy. :roll:

Posted

Przed chwilą widziałam hit życia.
Szliśmy z naszymi trzema psami po wałach, mijał nas facet ze sznupem olbrzymem. Sznup zaczął się na nas rzucać, więc facet chciał go siłą uspokoić. Próbował zmusić go do siadu, a ten zaczął na niego warczeć. Facet nie odpuścił, więc sznup ugryzł go w rękę i zaraz potem wreszcie usiadł. Co zrobił facet? Nagrodził smaczkiem :megagrin:

Posted

[quote name='omry']Przed chwilą widziałam hit życia.
Szliśmy z naszymi trzema psami po wałach, mijał nas facet ze sznupem olbrzymem. Sznup zaczął się na nas rzucać, więc facet chciał go siłą uspokoić. Próbował zmusić go do siadu, a ten zaczął na niego warczeć. Facet nie odpuścił, więc sznup ugryzł go w rękę i zaraz potem wreszcie usiadł. Co zrobił facet? Nagrodził smaczkiem :megagrin:[/QUOTE]
U nas hity na koniec świata to rzucanie psom petard pod nogi :angryy: gównażeria ma radochę jak pies próbuje łapać do pyska, petarda przeleciała moze metr od nas, Biszkopta to mało obeszło, ale Fido mało zawału nie dostał a Cześ tak się zerwał, ze mało se głowy na obroży nie urwał, potem przywarł do ziemi i trząsł sie tak, ze musiałam go pozbierać ze sniegu, wziąć na ręce i pod kurtkę, tak zaniosłam go do domu. Od jutra zaczynam rzucone przez gównażerię petardy pakować rzucającym w paszcze i zaklejać taśmą...

Posted

[quote name='evel']Tak, jak kobieta, która pozabijała dzieci na przystanku autobusowym, bo nie chciała przejechać kota czy jakiegoś tam innego zwierzaka? No sorry, ale jak dla mnie nie bardzo.[/QUOTE]
Wiesz Evel, niektóre kobiety zabijają dzieci bardziej bezinteresownie, np. matka Madzi z Sosnowca, rodzice Jasia z cieszyńskiego stawu czy kobieta, która ledwo urodzone dzieci pakowała do plastikowych beczek... Dla mnie moje psy są ważniejsze niż czyjeś dzieci, co wcale nie oznacza, że jeśli przed maskę wyskakuje mi pies, to akurat staram sie wycelować w jakieś przydrożne dziecko, tylko dlatego żeby nie rozjechać psa.

Posted

Znam, to, aż za dobrze. Długo mieliśmy z takimi atrakcjami problemy, ale w końcu udało się rotka odczulić na ten dzwięk. A chłopak miał jeszcze jedną fajną sztuczkę (warczał, tak groźnie na komendę- zła pańcia, wiem :diabloti:) to potem zaczęliśmy "polować" na takich delikwentów i jak spotkali się face to face z warczącym rotem, to szybko im przeszła ochota na zabawę.

Ale teraz znowu przerabiamy takie atrakcje, z moją wrażliwą, delikatną i kochającą cały świat adoptuską i ręce opadają, bo co roku widzę, nowe pokolenie wyrasta...:shake:

Posted

hehehehe matka madzi z sosnowna jest wszedzie. widze, ze juz nie tylko na pudlu.


jesli chodzi o puszczanie psa luzem przy ulicy, to kiedys na placu u dosyc dobrego szkoleniowca, uslyszalam nastepujaca odpowiedz na pytanie babki, ktora chciala wiedziec, czy po szkoleniu bedzie mogla z psem chodzic bez smyczy nawet w miescie. otoz z chodzeniem bez smyczy jest tak jak z hamulcami w aucie. jesli masz dobre hamulce, nie musisz sie bac, ze na drodze wjedziesz komus w dupe. jesli jednak nie masz najlepszych, to lepiej jest trzymac sie w bezpiecznej odleglosci od czyjegos tylka.
idac z psem bez smyczy musisz wiedziec, czy w razie czego bedziesz mial odpowiednio duzo czasu, aby psa zatrzymac.


ja np. swojego starszego psa wokol naszego domu puszczam zawsze bez smyczy.
kuma komendy "rownaj", "prosze poczekac", "na chodnik", "na trawke" i przede wszystkim doskonale rozumie, ze swiat dzieli sie na miejsca, w ktorych mozna pobiegac i takie, gdzie trzeba spacerowac a nie szalec i wypda trzymac sie blisko panci tylka. nie mam zadnych oporow, zeby ja spuszczac ze smyczy w malutkich miejskich parkach czy na skwerkach. to jest pies, ktory ma pelny pomyslunek jesli chodzi o zycie w miescie, nie ma opcji, ze wypieprzy na jezdnie itd.

oczywiscie nie jestem jakims fanatykiem chodzenia bez smyczy i biore pod uwage tez inne czynniki, a nie tylko bezpieczenstwo psa. teraz mieszkamy u moich rodzicow i zeby dotrzec na miejsce spaceru, musimy przejsc kilkoma dosyc uczeszczanymi ulicami. i zdaje sobie sprawe, ze nie kazdy ma chcec mijac sie z prawie 30kg czarnymi kundlami, ktore sa bez smyczy.

moj mlodszy pies nie jest puszczany ze smyczy w miejscach, w ktorych starszy swobodnie sobie spaceruje, bo mam wrazenie, ze nie az takiego istynktu samozachowawczego i po prostu jej hamulcom do konca nie ufam.
ale starszy pies jest na luzaka wyprowadzany na 8m flexi glosowej i jest to w pelni bezpieczne.

Posted

[quote name='omry']Przed chwilą widziałam hit życia.
Szliśmy z naszymi trzema psami po wałach, mijał nas facet ze sznupem olbrzymem. Sznup zaczął się na nas rzucać, więc facet chciał go siłą uspokoić. Próbował zmusić go do siadu, a ten zaczął na niego warczeć. Facet nie odpuścił, więc sznup ugryzł go w rękę i zaraz potem wreszcie usiadł. Co zrobił facet? Nagrodził smaczkiem :megagrin:[/QUOTE]

oj tam, pan miał dobre intencje... gorzej z pieskiem :evil_lol:

Posted

Jestem wściekła. Mój młodszy brat właśnie wrócił z Krystkiem cały roztrzęsiony bo jakiś babsztyl nie umiał utrzymać swojego owczarka który zaatakował Krystka. Kryśkowi w sumie nic się nie stało, poleciało trochę futra ale Piotrek był przerażony. Pies miał pomóc mojemu bratu podbudować poczucie własnej wartości i pewność siebie a przez jakiegoś tępego babsztyla poszło się je...ć.

Posted

[quote name='omry']Przed chwilą widziałam hit życia.
Szliśmy z naszymi trzema psami po wałach, mijał nas facet ze sznupem olbrzymem. Sznup zaczął się na nas rzucać, więc facet chciał go siłą uspokoić. Próbował zmusić go do siadu, a ten zaczął na niego warczeć. Facet nie odpuścił, więc sznup ugryzł go w rękę i zaraz potem wreszcie usiadł. Co zrobił facet? Nagrodził smaczkiem :megagrin:[/QUOTE]
Dobrze zrobił. Jakby zaczął karcić psa - wywołałby nową wojnę i na ugryzieniu nie skończyłoby się.
Też miałam takiego psa.

Posted

[quote name='Karilka']Dobrze zrobił. Jakby zaczął karcić psa - wywołałby nową wojnę i na ugryzieniu nie skończyłoby się.
Też miałam takiego psa.[/QUOTE]

No raczej nie sądzę.
Nie chcę tu się rozpisywać, bo każdy pies jest inny, ale miałam rottka agresywnego w stosunku do ludzi, nawet mnie i mojego TŻ i gdybym tak robiła, to by mnie gryzł, kiedy tylko by miał ochotę.
Pies Cię gryzie, a Ty go nagradzasz? To brzmi wręcz komicznie. Jak chciałam Iwana nauczyć dawać łapę, a on się na mnie rzucił, to od razu sprowadziłam go do parteru SIŁĄ, bo nie ma pieprzenia się za przeproszeniem. Dziś pies daje zrobić sobie wszystko, choć początkowo wystarczyło dotknąć łap czy brzucha, by chciał odgryźć ci głowę. Atakował nawet, gdy głaskałaś go za długo według niego mimo tego, że wciąż się łasił. Gryzł bez ostrzeżenia (tak mi się wydawało). Dziś wiem, że mnie ostrzegał.. minami :)

Posted

Omry - zależy od psa. Zajmuję się psami od paru lat i nigdy nie miałam takiego drugiego przypadku jak mój, prywatny.
To niezależność, dość rzadko spotykana u psów.
W moim przypadku, był to pies bardzo pewny siebie, wychowany na dziko. Zupełnie bez wpływu ludzi.
Możliwe, ze facet też miał takiego psa. I tyle.

Posted

[quote name='Karilka']To niezależność, dość rzadko spotykana u psów.
W moim przypadku, był to pies bardzo pewny siebie, wychowany na dziko. Zupełnie bez wpływu ludzi. [/QUOTE]

Tak tak jak mój Iwan. Był bardzo skrzywdzony u swoich pierwszych właścicieli. Dziś ma dwanaście lat i dalej zwiewa, gdy ktoś oprócz mnie czy TŻ podnosi łopatę czy grabie. Trafił do domu rodzinnego TŻ gdy nie miał jeszcze roku i z ludźmi nie chciał mieć nic wspólnego. Były tam już dwie rottweilerki, które stały się dla niego całym światem. Człowiek był mu potrzebny tylko do karmienia, jak dał się komuś pogłaskać przez sekundę, to był to już szok.
Trzy lata temu odeszła ostatnia suka, wielka miłość Iwana, a ten został sam. Wtedy postanowiliśmy się do niego zbliżyć. Nastąpiło uczenie starszego psa życia, dosłownie. Nie wiedział, co to ruch uliczny, samochody, autobusy.. Na szczęście na nie zwracających na niego uwagi ludzi nie reagował. Właściwie tak wolał żyć - będąc niezauważonym, sam sobie.
To, że ma problemy z agresją było wiadomo już od jakiegoś czasu, mieliśmy trochę przebojów z nim i jego chorymi zachowaniami. U niego główną rolę odegrało zaufanie, ale też oczywiście pokazanie mu granic. Do tej pory nie lubi ludzi, kobiet szczególnie, ale już przy nas pozwala się głaskać obcym, więc progres jest niesamowity moim zdaniem, choć wcale nie było łatwo.
Ja nie jestem doświadczona, jestem zwykłą osobą kochającą psy, która po prostu trafiła na takiego a nie innego osobnika. Dziś żyje nam się razem świetnie i jest coraz lepiej z każdym miesiącem, Iwan wciąż i wciąż się otwiera a ja myślę, że jeszcze nie raz nas zaskoczy :)

Dziś znam go bardzo dobrze i wiem, że jakbym go nagradzała za ugryzienie to by mnie nie szanował ani trochę. Trzeba mu było jasno dać do zrozumienia, gdzie są granice i że może jednocześnie nam ufać.

Posted (edited)

Karilka, nie wiem, czy jestes psim trenerem, czy kim - nie ma różnicy.
Ale nagradzanie psa za agresję, niezależnie od przyczyny agresji, jest błedem i tyle. Nie ma tu nad czym w ogóle dyskutować...

A Twoje tłumaczenie, że dobrze zrobił, bo gdyby nie nagrodził, to pies dalej byłby agresywny jest po prostu absurdalne....

Edited by mańka_
Posted

No cóz, ja z tego opisu zrozumiałam, że własciciel zmusił psa do tego siadania. I przy okazji został dziabnięty, po czym pies od razu usiadł - i za to pies dostał nagrodę. Wg mnie - w złym momencie (pomijam już, że cała sytuacja jakoś dziwnie rozegrana).
Odnoszę się do tego, co pisała Karilka - że dobrze, że nagrodził by nie zaogniać sytuacji. I to jest absurd.

Posted

Facet zmuszał psa do siadania, ale pies nic sobie z tego nie robił. Żaden nie odpuścił, więc pies ugryzł i od razu potem usiadł. Nagrodzenie za to psa jest jak dla mnie niedopuszczalne.

Karilka, Iwan nie miał agresji lękowej. On się nie bał ludzi absolutnie, był aż nadto pewny siebie. Jedyny objaw strachu z jego strony jest wtedy, gdy ktoś, komu nie ufa (czyli każdy poza nami) podnosi coś takiego jak grabie blisko niego. Wtedy odchodzi, nie atakuje.
On potrafił się do mnie łasić i nagle po prostu ugryźć. Dodatkowo miał wybranych ludzi, bo są do tej pory tacy, których najchętniej po prostu by zagryzł. Raz zaatakował, chłopak miał szczęście, że się przykrył rowerem i że mój TŻ był blisko. Kiedyś, jak przychodzili to siedział w kojcu ze spuszczonym łbem i warczał co jakich czas się rzucając. Dziś siedzi przy nich normalnie, lecz czuwa.
Zna się na ludziach, ja też nie lubię tych idiotów bardzo bardzo bardzo :evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...