Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Litterka - moje psy zdjęć nie zrobią, a on chodzi zawsze jak sąsiedzi w pracy. Sam nie pracuje chyba?
A moje psy na jego trawnik nie narobią, bo wiedzą że nie mogą i nie bardzo wiem jak im dać do zrozumienia, że ten jeden raz owszem - można:diabloti:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='Mariusz1']Ja miałem nie miła sytuacje facet jechał na rowerze i miał psa na smyczy owczarka niemieckiego dość był sporych rozmiarów było to na ścieżce w lasku,killer jak to pies podbiegł do tego psa wąchał go i sie ten owczarek nagle rzucił ( ja już biegłem oczywiście) krzycząc z daleka niech pan trzyma psa a wiecie co on zrobił? trzymał rower. Trzeba mieć naj... w głowie żeby nie reagować na takie sytuacje i jeszcze do mnie z morda ze psa sie na smyczy trzyma juz mu chciałem wyp.. w mordę.

Inna sytuacja tez w lesie wolno biegający doberman tu akurat właściciel się zachował profesjonalnie uspokajał mojego psa i swojego !! i powoli zbliżając się do nich udało mu się nie dopuścić do walki takich ludzi to po rekach całować a ja zdążyłem jak zwykle dobiec. :)[/QUOTE]
No cóż ludzie uczą się najwolniej,ale co począc polskie realia ...:-/

Guest wolfheart
Posted

[quote name='Litterka']Eee, tam, od razu zdjęcia "na gorącym uczynku" i donosik na SM z adresem właściciela zasrywacza.[/QUOTE]

ja bym tak zrobiła,innej skutecznej metody na chamstwo chyba nie ma.
Zastanawiam się co zrobić z kundlem-obszczekiwaczem-podbiegaczem szwendającym się co jakiś czas ulicami,bo panciostwu za ciężko ruszyć d**e z domu.

Posted

Ja jak chodzę z moja Ciotką nie spotykam się może z wielkim chamstwem, ale...
No właśnie ale, znam ją i wiem jak reaguje na inne psy więc, chodzi w kagańcu, jak nie ma psów ściągam jak widzę psy, zakładam i jak widzę psa luzem, to krzyczę, aby go zapięto bo moja może być agresywna, większość zrozumie i zapina, ale od części słyszę
-Ale mój tylko się pobawi
-Jak pies agresywny to na łańcuch
-A niech się Pani od.....
Wtedy zazwyczaj odpowiadam wydając po cichu komendę czuwaj (ona wtedy się lekko stroszy i ucho stawia i czujnie się rozgląda ) Mogę spuścić i niech się waszym psem naje...lub jak go zje to bez pretensji...zazwyczaj działa.
I nawet jak może same odzywki nie są jakoś szczególnie chamskie, to dla mnie szczytem chamstwa jest posiadanie zdrowia własnego psa w poważaniu..bo niech podleci taki mały 2kg psiak i nawet jak moja go nie ugryzie to może go przecież łapą pacnąć i uszkodzić.

Posted

[quote name='NyanNyan']Ja jak chodzę z moja Ciotką nie spotykam się może z wielkim chamstwem, ale...
No właśnie ale, znam ją i wiem jak reaguje na inne psy więc, chodzi w kagańcu, jak nie ma psów ściągam jak widzę psy, zakładam i jak widzę psa luzem, to krzyczę, aby go zapięto bo moja może być agresywna, większość zrozumie i zapina, ale od części słyszę
-Ale mój tylko się pobawi
-Jak pies agresywny to na łańcuch
-A niech się Pani od.....
Wtedy zazwyczaj odpowiadam wydając po cichu komendę czuwaj (ona wtedy się lekko stroszy i ucho stawia i czujnie się rozgląda ) Mogę spuścić i niech się waszym psem naje...lub jak go zje to bez pretensji...zazwyczaj działa.
I nawet jak może same odzywki nie są jakoś szczególnie chamskie, to dla mnie szczytem chamstwa jest posiadanie zdrowia własnego psa w poważaniu..bo niech podleci taki mały 2kg psiak i nawet jak moja go nie ugryzie to może go przecież łapą pacnąć i uszkodzić.[/QUOTE]

Wiesz co..mnie to właśnie zastanawia dlaczego ludzie mają gdzieś zdrowie fizyczne i psychiczne swojego psa. Raz po mojej suce przebiegł młodziutki labrador, może z 5 miesięcy miał, taka rozkoszna klucha, no ale już większa 3 razy od mojej rudej, która ma określone zdanie nt próbujących się z nią bawić psów. Nie chciałam żeby mu coś zrobiła, choć ona raczej nie gryzie tylko wpada w histerię, no ale nigdy nie wiadomo czy kiedyś nie wytrzyma i w końcu innego psa chapnie....więc wołam do właścicielki, że proszę pieska zabrać, bo moja może mu krzywdę zrobić. I co słyszę? "niech zrobi, może wtedy zacznie wracać jak go wołam"....:shake:

Później, gdy pani już psa zabrała (pomogłam jej w tym, bo rzeczywiście miał ją w 4 literach) widziałam jak poszła w stronę grupy biegających luzem psów. Szczeniak został na wstępie przeciągnięty po ziemi przez dorosłego goldena, który potem jeszcze go gnębił ciągle wskakując mu na kark, przyciskając go do ziemi i warcząc mimo że młody co chwil zawodził i próbował się wycofać... a kobieta cieszyła się i wykrzykiwała "no! widzisz! masz za swoje! ale ci piesek pokazał!". Właściciel goldena jej wtórował ciesząc się, że jego pies tak fajnie ustawia hierarchię i pokazuje młodemu gdzie jego miejsce.

Ciekawe co teraz z tego brzdąca wyrosło, pewnie kolejny popieprzony lab.

Posted

Na takich szkoda słów.....i dla pani i dla właściciela drugiego psa... ciekawe jak oni by się czuli gdyby to ich jakiś olbrzymi facet wziął chwycił za kark i przeciorał po ziemi

[quote name='klaki91']Wiesz co..mnie to właśnie zastanawia dlaczego ludzie mają gdzieś zdrowie fizyczne i psychiczne swojego psa. Raz po mojej suce przebiegł młodziutki labrador, może z 5 miesięcy miał, taka rozkoszna klucha, no ale już większa 3 razy od mojej rudej, która ma określone zdanie nt próbujących się z nią bawić psów. Nie chciałam żeby mu coś zrobiła, choć ona raczej nie gryzie tylko wpada w histerię, no ale nigdy nie wiadomo czy kiedyś nie wytrzyma i w końcu innego psa chapnie....więc wołam do właścicielki, że proszę pieska zabrać, bo moja może mu krzywdę zrobić. I co słyszę? "niech zrobi, może wtedy zacznie wracać jak go wołam"....:shake:

Później, gdy pani już psa zabrała (pomogłam jej w tym, bo rzeczywiście miał ją w 4 literach) widziałam jak poszła w stronę grupy biegających luzem psów. Szczeniak został na wstępie przeciągnięty po ziemi przez dorosłego goldena, który potem jeszcze go gnębił ciągle wskakując mu na kark, przyciskając go do ziemi i warcząc mimo że młody co chwil zawodził i próbował się wycofać... a kobieta cieszyła się i wykrzykiwała "no! widzisz! masz za swoje! ale ci piesek pokazał!". Właściciel goldena jej wtórował ciesząc się, że jego pies tak fajnie ustawia hierarchię i pokazuje młodemu gdzie jego miejsce.

Ciekawe co teraz z tego brzdąca wyrosło, pewnie kolejny popieprzony lab.[/QUOTE]

Posted

Dzisiaj trzaśnięty mix labka (co prawda w kagańcu, ale luzem) starmosił mi Miszkę. Właścicielka nawet rozmowy telefonicznej nie przerwała.

Słuchajcie, kupiłam gaz, taki jakiś w żelu, co się nie rozłazi w powietrzu, i nie bardzo mocny. Czy ktoś z Was użył kiedyś takiego? Jak to wygląda w realu? Nie zrobi trwałej krzywdy?

Posted

Gdyby robił trwałą krzywdę to pewnie nie byłby na sprzedaż dla każdego na wyciągnięcie ręki ;) A tak serio - napastnik, któremu się oberwie gazem przez jakiś czas ma objawy podobne do objawów mocnej alergii - podrażnione oczy, nos, krztuszenie się i te sprawy, ale po jakimś czasie przechodzi, zwykle kilkanaście minut do pół godziny. Więc podejrzewam, że na psy działa to podobnie.

Posted

Po delikatnym w spray pies zaczyna kichać, prychać, fukać, trzeć pysk, "łzawić" , latać jak oszalały ale jak najdalej od osoby, która go psiknęła. Nie polecam stosowania bez bytu koniecznego czyli zagrożenia pogryzieniem lub zagryzieniem.

Posted

evel napisał(a):
Gdyby robił trwałą krzywdę to pewnie nie byłby na sprzedaż dla każdego na wyciągnięcie ręki ;)


Jaasne. Gorzej jak ktoś jest np. chory - alergik, astmatyk czy inne choroby ukł. oddechowego.
Wtedy i trwałą krzywdę zrobić może.

Ja osobiście mimo wszystko jestem przeciwna używaniu takich środków.

Posted

Też byłam przeciwna dopóki kaukazka nie próbowała zagryźć mojego rudzielca (on na smyczy, ona luzem). On waży 23 kg i ma w sobie geny ttb, więc naprawdę nie chcę w nim budzić potrzeby zabijania. Zbyt długo nad nim pracowałam. Następnym razem bez wyrzutów sumienia użyłabym gazu.

Posted

Można sobie być przeciwko, kiedyś też sobie nie wyobrażałam. Ale po paru atakach na mojego psa, atakach na poważnie, nie "teatrzyku", nie "zaczepianiu", tylko atakach w celu zagryzienia, jakoś mi się zmieniły poglądy i gaz mam praktycznie zawsze w kieszeni.

Posted

evel napisał(a):
Można sobie być przeciwko, kiedyś też sobie nie wyobrażałam. Ale po paru atakach na mojego psa, atakach na poważnie, nie "teatrzyku", nie "zaczepianiu", tylko atakach w celu zagryzienia, jakoś mi się zmieniły poglądy i gaz mam praktycznie zawsze w kieszeni.



To prawda. Użyłabym i na psie i na człowieku, gdyby przyszła taka konieczność. Ostatnia rzecz, o jakiej myślę w chwili zagrożenia życia, to to, czy napastnik biedny ma astmę czy może ma alergię, a może raka płuc. Jak ma, to niech nie atakuje. A jeśli chodzi o agresywnego psa to już w ogóle - może zechcieć nie tylko zabić mojego zwierzaka, ale też mnie. Na pewno nie będę się martwić o jego zdrowie w takim momencie.

Posted

Odnosiłam się do wypowiedzi evel - że gdyby mógł zrobić trwałą szkodę, to nie byłby tak dostępny.


I cóż, możliwe, że mam takie podejście z 2 powodów:
-nigdy, z żadnym psem, nie byłam obiektem ataku (poważnego, takiego który by wymagał użycia takich środków) innego psa - może mieszkam w takim miejscu (i wszystkie inne miejsca w których mieszkałam czy chodziłam z psem), nie wiem - nigdy mi sie to nie zdarzyło
-widziałam zgon właśnie po użyciu gazu (użyciu - jak potem stwierdzono - bezprawnym, bo przekraczającym granice obrony koniecznej)

Posted

hmm jak chodziłam na spacery z Bemolem (50kg) nigdy nie miałam pomysłu na gaz mimo że ataki były ale na szczęście nic na powaznie i mi sie udawało przegonić psa a w ostateczności Bemol by sobie poradził. Teraz chodze z Kryśkiem (10kg) i jak do tej pory mieliśmy jeden atak od kundla pewnie z 15kg bo Krys biegł przy rowerze a tamten go zaatakował i wiem że i z nim nie miałby szans. Zaczełam się zastanawiać nad kupnem gazu tak na wszelki wypadek i mam nadzieje że nigdy go nie użyje.

Posted

mańka_ napisał(a):



-nigdy, z żadnym psem, nie byłam obiektem ataku (poważnego, takiego który by wymagał użycia takich środków) innego psa - może mieszkam w takim miejscu (i wszystkie inne miejsca w których mieszkałam czy chodziłam z psem), nie wiem - nigdy mi sie to nie zdarzyło



A miałaś kiedyś psa małych rozmiarów? Bo co innego berneńczyk czy CTR, a co innego 10-kilogramowy pypeć.

Ja z moim świętej pamięci owczarkiem niemieckim nigdy nie przeżyłam rzeczywiście niebezpiecznego ataku, choć trafiały się różne sytuacje. A Bilbo (niecałe 10 kg) juz 3 razy został poważnie zaatakowany. Ostatnio mocno go poturbował pies w typie berneńczyka. I żałuję, że nie miałam wtedy gazu, bo właściciel nie był w stanie psa w ogóle opanować, w końcu sam zaczął go kopać żeby puścił.

Posted

Dokładnie małe psy są częściej atakowane. Ja miała ostatnio taką przygodę dosłownie 5 m od domu. Pies sąsiadów, duży owczarek, rzucił się na mojego. Na ulicy byłam sama, ale zaczęłam krzyczeć i moi rodzice no i właściciel wyszli. Na szczęście miałam glany i po prostu go kopnęłam i to chyba całkiem nieźle bo puścił. Skończyło się zszywaniem tylnej nogi na udzie. Rana około 3-4cm. Później się dowiedziałam, że psa wzięli od kogoś chorego, kto nie mógł się nim już dłużej opiekować i gdyby go nie wzięli to byłby uśpiony. Właścicielka była zdziwiona jak to się stało bo pies był podobno szkolony. Ja też tego nie rozumiem i teraz boję się wieczorami wychodzić, bo z dwóch stron mam po sąsiedzku agresywne psy. Dlatego też noszę ten gaz, ale mam nadzieję, że nie będę musiała go używać.

Posted

Moją małą suczkę (niecałe 5 kg) zaatakował w parku DONek. Pędził bezgłośnie, ze zmarszczonym pyskiem, nastroszonymi uszami, ogonem w górze i irokezem na grzbiecie. Wystarczyłoby, żeby z takiego rozpędu chapsnął raz. 40 kg żywej wagi i 4,5 kg suczka. :shake: Nie byłoby co zbierać. A właścicielka szła sobie niespiesznie i tylko krzyknęła: "On nic nie zrobi". :angryy: :angryy: Nosz..... Dobrze, że moja akurat smyczy nie miała. Uciekła "zakosami" w stronę domu. Próbowałam złapać owczarka "w locie", ale był za silny. Chętnie pogadałabym sobie :mad:z właścicielką, ale moja uciekła na osiedle. Musiałam ją odnaleźć, zanim stałoby się nieszczęście (psy, samochody). Grrrr. To nie był pozorowany atak małego szczekacza, tylko akcja pt. "chcę to zabić". :angryy: Wystraszyłam się. Psinka także. Trzęsła się jeszcze pod klatką schodową. Myślę, że w takich chwilach jednak warto mieć gaz.

Zdarzyło nam się też podbiegnięcie i oszczekanie przez "azjatę". Tylko, że to był atak pozorowany (tak sądzę ;-) :lol: ). Pies dał się odgonić krzykiem i torebką. Mnie nie zaatakował. Miał chrapkę na mojego psa. Sunię wzięłam na ręce. Nic się jej nie stało. Właściciel na moją prośbę (sam nie wpadł na to, że mogę się wystraszyć) z wielką łaską wziął swoją, a przy okazji stłukł ją smyczą po głowie. :shake: Pewnie dlatego suka tak łatwo dała się odgonić (była bita). Teraz to strach zwrócić komuś uwagę, bo może sfrustrowany zleje swojego "niegrzecznego" :shake: psa.

Posted

U mnie na osiedlu jest taki bezmózgi facet z ONkiem. Ostatnio pies szedł zpuszczony i szedł środkiem ulicy. Samochód wycofywał i uderzył psa. Facet tylko zaczął gwizdać i szedł dalej. Masakra, oprócz tego "szkolą go na psa z charakterem" :shake:

Posted

Właśnie, ja nie mogę tego zrozumieć, czemu te małe są atakowane. Żaden z moich (przeróżnych) psów nie atakował mniejszego, to znaczy dużych też nie atakowały, ale zdarzało się, że musiałam powtórzyć komendę "nie rusz" kiedy jakiś duży się sadził, a obszczekujące małe były mijane bez zainteresowania. Dopiero teraz, mając yorki, zetknęłam się z problemem atakowania małych. I to nie jest sporadyczne, większość psów - od niewielkich kundelków po ONki - jeży się i próbuje chapnąć.

I nie jest też tak, że dawniej nie było mikrusów, my znaliśmy i yorki, i królicze jamniki, moje psy nigdy nie były nimi poirytowane, labradorka umiała nawet bawić się z maleńką yorczką tak, żeby nie przydepnąć. Sądziłam więc, że moje spacery z małymi będą czystą przyjemnością, a skończyło się tak, że muszę mieć oczy naokoło głowy. Jestem w totalnym szoku, prawdę mówiąc.

Posted

rozi, naście lat temu miałam poschroniskowego ONka (bardzo w typie). I on NIGDY nie ruszał nic mniejszego.
A już suczki czy szczenięta - to była świętość. Suka mogła go odgonić, odszedł i nigdy się nie odgryzał. Bronił się tylko w razie bezpośredniego ataku dużego samca (syt. miała miejsce raz, mijaliśmy domki i ktoś nie domknął bramy). Dawałam radę nad nim zapanować pomimo tego, że byłam w podstawówce. A i psów jakoś więcej luzem biegało. To były "inne czasy" ;-) :lol: Wyszkoliłam moje Słoneczko bez problemu. :loveu: Potem nie miałam psa. Hmmm, dla mnie logiczne było, że duży pies ma coś w rodzaju "kodeksu honorowego". Nie atakuje suk, ani szczeniąt. Niestety, myliłam się. Coraz częściej spotyka się psy agresywne do malizn. :shake: Nic dziwnego, ze Pańcia bierze na ręce. Jeden chaps olbrzyma i już po naszym małym szczęściu.

Posted

Wiecie, ja generalnie uważam, że tych psów jest coraz więcej. Prawie każda rodzina ma psa. A tych psiaków wychowanych to jest niestety mało:shake: Albo ludzie wychodzą na 10 minut na smyczach krótkich i w kagańcach przez całe życia psa albo puszczają psy luzem kompletnie po osiedlach, jezdniach itp. W sumie nie wiem co gorsze. A wystarczyłoby trochę z psem popracować:roll:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...