Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Mam takie psy, że ludzie mają mieszane uczucia (labrador i mix amstaffa). Dzieciom zdarza się podbiegać, ale labka się odsuwa, a rudy jest zbyt ekspresyjny w okazywaniu uczuć i ja o tym ostrzegam. Rodzice zwykle są przerażeni widząc uśmiech amstaffa ;-)

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

evel napisał(a):
Ja ostatnio chciałam poprosić pewnych rodziców, żeby się rozmnażali, ile mogą :evil_lol:

Idę sobie z Zu, Zu wzbudza w ludziach raczej pozytywne odczucia, bo jest przecież śliczniusia i milusia :evil_lol: Leci dziecko, rodzice za nim z wózkiem.
Dziecko: Pieseeeek!
Matka: Nie ruszaj pieska.
Dziecko: Nie jusiam. Ale łaaadny...

:lol:


Uwielbiam takie dzieciaki :loveu: Mam znajomych z prawie 5letnią córą, która uwielbia psy ale wie jak podejść się przywitać. I mimo, że zna mnie i moje psy za każdym razem się najpierw pyta czy może pogłaskać :loveu: Jeszcze jest nadzieja dla ludzkości :evil_lol:

Posted

Ja idę z Sarą na polach, patrze jest facet z kundelkiem bez smyczy. Psy się obwąchały, ale tamten pies skacze ni po spodniach a właściciel on nie ugryzie tylko może wybrudzić. Sorry, ale ja nie życzę sobie żeby mnie obce psy brudziły :angryy:

Posted

Milena9 napisał(a):
Ja idę z Sarą na polach, patrze jest facet z kundelkiem bez smyczy. Psy się obwąchały, ale tamten pies skacze ni po spodniach a właściciel on nie ugryzie tylko może wybrudzić. Sorry, ale ja nie życzę sobie żeby mnie obce psy brudziły :angryy:

Trzeba było poprosić o adres, na który masz wysłać rachunek z pralni. :diabloti: Paru takich "yntelygentnych" już tą metodą uświadomiłam, że za zachowanie psa konsekwencje ponosi właściciel. Co prawda adresu nikt nie podał, ale zmywali się wszyscy z głupimi minami, raz mnie ktoś zwyzywał tylko

Posted

tak przy tym obskakiwaniu przypomniał mi się taki młody labrador na naszym osiedlu. generalnie jest uroczym, ale raczej mało posłusznym pieskiem ;) jest już dość spory, i mimo swojej łagodności może stanowić zagrożenie. zawsze skacze, zawsze podbiega- mnie to nie rusza. ale ostatnio przeszedł sam siebie :lol: dzień jak co dzień, spierdzielił właścicielowi. patrzymy sobie jak biegnie, myślimy że do ludzi pod restauracją(w parku), a ten wbiegł do otwartej kuchni :lol:
ten pies jest tak łakomy, że jestem pewna, że smakami i linką nauczyłby się odwoływać w kilka dni ;) ale cóż...

Posted

[quote name='Uranoe']Dawno, prawie rok temu miałam piękny pokaz chamstwa psiarza. Na prawdę, niektórzy mogliby się od niego uczyć :shake:.

Idę sobie z 3 psami (2 nabytki są naszymi znajomymi). Wyskakuje na nas owczarek i od razu rzuca się na Białego. ON był w takim stanie, że nie chciałam narażać się na bliższe spotkanie z jego zębami i zamiast odciągnąć, krzyknęłam. Gdy przestraszony odwrócił głowę, złapałam go za futro i dopiero zaczęłam ciągnąć w stronę właściciela, który z resztą nic nie robił. Parę razy mi się prawie wyrwał, a kiedy przejął go pan, znowu próbował uciec. Na szczęście znalazłam gałąź i go tym odstraszyłam. Już myślałam, że to będzie koniec. O nie, nie z moim szczęściem :roll:. Facet do mnie:
- Chodź tu.
- Nie!!! - to ja.
I zgadnijcie, co na to facet. Spuścił psa. Do moich myśli po tym incydencie aż wstyd się przyznać :D.[/QUOTE]
Facet jakiś psychiczny. Ja bym zadzwoniła na straż miejską lub policję. Tak wogóle to gaz, gaz i jeszcze raz gaz. Ja tam już od dawna z tłumokami nie dyskutuję ani nie walczę z cudzymi psami - wyciągam magiczny pojemnik i już, łańcuch też mam w kieszeni, który mam zamiar zamienić na smycz łańcuszkową dla większego psa więc broń będzie zawsze pod ręką.

Posted

Na temat dzieci podbiegających do psa mogłabym już książkę napisać...:roll: Zupełnie nie rozumiem dlaczego większość mamusiek(bo ojcowe z moich obserwacji mają więcej instynktu samozachowawczego)wychodzi z założenia że skoro mój pies grzecznie maszeruje przy wózku to znaczy że kocha dzieci?Oczywiście,że kocha ale swoje dziecko,a inne już nie koniecznie-szczególnie te które biegną do niego z piskiem,krzykiem i wymachując kijkiem lub innym przedmiotem:shake: Sytuacja z dzisiaj-czekam na męża przed sklepem z psem i wózkiem. Obok ławeczka na której siedzą dwie kobitki z dzieckiem ok. 2-3 letnim. Mamusia kazała synkowi wyrzucić papierek do kosza znajdującego się w sklepie,dziecko grzecznie posłuchało,poszło przy okazji przytrzaskując sobie paluszki drzwiami-brak reakcji matki. Następnie ni z tego ni z owego podbiega do poczwara wpadając całkowicie na niego a dodatkowo ciągnąc za ogon. Pies odskoczył,a dzieć nie zrażony wyciąga łapki w stronę Pacowego pyska:shake: Złapałam go za rączkę i tłumacze że nie wolno głaskać pieska,bo może ugryźć,na tyle głośno żeby mamusia też usłyszała,bo podobnie jak w przypadku drzwi zero reakcji. Kiedy za dwie minuty sytuacja się powtórzyła i znowu malec koniecznie chciał po swojemu pieścić poczwara zwróciłam uwagę matce że może wypadało by się zająć dzieckiem,bo mój pies takich przytulanek nie lubi i może próbowaź się bronić usłyszałam od niej "no bez przesady". Ciekawe czy równie "bez przesady"byłoby gdyby poczwar przywalił dziecku w buzie kagańcem i pozbawił go kilku zębów?

Posted

Wiesz co rodzice czasami są po prostu beznadziejni. Szkoda gadać. Przecież nic się nie stało, dziecko całe. Wychodzą z założenia, że się czepiasz. Ale jakby się coś stało, to byłoby gadane... i afera murowana. I na pewno winny pies.

Posted

Zawsze winny pies, tak samo pienił się gnój jak prosiłam nie drażnij psa, zna mnie i to dobrze a klął jak mu pekińczyk palca rozciął zębami i po kilku lekcjach nauczył się, że nawet tak mały pies ma zęby i dostał taki opierd. że raczej już koniec drażnienia, a gnój miał lat naście i było to u niego w domu.
Wisi mi to co sobie myśli, jak bym miała rotka albo asta to też będzie się drażnił? I z uśmiechem straci łapy?

Ostatnio wychodzę od znajomej z klatki, ciemno już a tu jakieś g.. na mnie szczeka, niby w kagańcu i małe ale luzem skąd mam wiedzieć czy ma kaganiec jak jest ciemno czy nie ma i mnie skubnie powiedziałam tylko do budy ale kupię gaz i będę psa uczyć. Cóż odpowie za właściciela głupotę.

Posted

No i to jest właśnie najgorsze. Właściciele mają w dupach swoje obowiązki, zarówno wobec psa, jak i otoczenia, a płacić muszą niewychowane, przez właścicieli, oczywiście, psy. Ale skoro do właściciela przemówić się nie da, nie ma innego sposobu.

Dzisiaj spacerowałam z Mikrą. Z naprzeciwka nadciąga pan z rottkiem. Pies, jak to pies, z lekka zerka w stronę Mikry, więc Mikra chowa się mi za nogą. Facet odciąga słownie psa, który nawet się go słuchał. O, jak fajnie, myślę sobie, widzę nawet, że pies na lince spaceruje, właściciel świadomy, podoba mi się. I tu następuje kulminacja. Mikra na smyczy mija psa, facet łapie za linkę, wrzeszczy "Do nogi!" i... kopie psa z glana w żebra! Aż mi się słabo zrobiło...

Posted

Właściwie u nas robi się coraz gorzej. Na moich terenach, czyli po polnych dróżkach co raz więcej przemieszcza się agresywnych ONków z ich dumnymi właścicielami, którzy chwalą się, bo ich pies pogonił sarnę, obszczekał gościa czy zaatakował innego psa.
Niedawno w parku, czyli w miejscu publicznym, gdzie w pobliżu (za rogiem) stoją bloki, dwa domy samopomocy i jest ośrodek dla turystów, coś zaatakowało moją znajomą. Wzięła swojego psa na ręce, ale agresorek wyrwał go z rąk, pogryzł i gdyby nie jej koleżanka, nie wiadomo, co by się stało. A i tak skończyło się na szyciu.
No i kolejnym problemem są bezdomne, niepilnowane i zostawiane tutaj psy turystów. Te, które się "znają" łączą się w stada i patrolują okolicę. Podobno pogryzły już... człowieka.

Posted

[QUOTE]Dzisiaj spacerowałam z Mikrą. Z naprzeciwka nadciąga pan z rottkiem. Pies, jak to pies, z lekka zerka w stronę Mikry, więc Mikra chowa się mi za nogą. Facet odciąga słownie psa, który nawet się go słuchał. O, jak fajnie, myślę sobie, widzę nawet, że pies na lince spaceruje, właściciel świadomy, podoba mi się. I tu następuje kulminacja. Mikra na smyczy mija psa, facet łapie za linkę, wrzeszczy "Do nogi!" i... kopie psa z glana w żebra! Aż mi się słabo zrobiło... [/QUOTE]

Wybacz, po moich ostatnich przygodach w analogicznych sytuacjach wolałabym widzieć opisany przez Ciebie obrazek. Ja żałuję, ze moja noga nie była szybsza...
W przypadku moim mijanek z psami (mój pies przy nodze, od strony przeciwnej niż mijany pies, spokojny, ufający, ze jest bezpiecznie, mimo, ze psy się gapią)) w ostatnim momencie obcy pies (spasiona pseudoonka i wielki kundel) robi dziki zryw do przodu i w bok, wlaściciel bezwolnie leci za nim. Nie dotknęły niby nawet Sokera (centymetry), ale zdążyły go wystraszyć - więc moja porażka, bo ma mniej powodów, by mi ufać. :shake: :angryy:
I standard: na mój komentarz, że właściciel nie panuje nad psem i mógłby to przemyśleć słyszę, żebym się nie wymądrzała.

Posted

Ja kiedyś byłam na spacerze psem i koleżanka i jej psem w centrum miasta i na deptaku przy plaży zobaczyłam niecodzienny widok, piękną amstaffkę prowadzoną a na sznurku...no ale poszłyśmy dalej ale po chwili kiedy byłysmy już przy ulicy spotkalyśmy ja znowu a dokładnie była bez smyczy po drugiej stronie ulicy i jak tylko nas zobaczyła znalazła się po drugiej stronie nie zważając na wołanie właściela ,okazało się ze facetowi wcześniej pies zginął a teraz się odnalazł a on poszedł ją odebrać bez smyczy:roll:

Posted (edited)

Ja mam za to kolejną, standardową historię... a nawet kilka. Chodzę teraz wcześniej na spacery, bo jest chłodniej i psiak chętniej biega, no ale wraz z ochłodzeniem z domów wybyli ludzie. Pierwszy spacer był jakoś przed południem, bo Ejdanek dziki, głupawki dostał, więc wolałam jego energię spożytkować na bieganiu i zabawie poza ogrodem czy domem (w ogrodzie uwielbia kopać dziury co nie jest pożądanym zachowaniem; pracuję nad tym). Więc idziemy, jesteśmy już blisko naszej "polanki" niedaleko lasu i napotykam grupkę ludzi płci męskiej. Typowe "buraki" ;). W tym wypadku skończyło się na cmokaniu do psa i standardowym tekście na widok charta: "Chodź mały z nami na porządny spacer, bo widać, że twoja Pani nawet cię nie karmi". Ja z takich tekstów zawsze się śmieję, więc niezrażona poszłam dalej.
Drugi spacer... jakoś koło 15. Biegamy i bawimy się w tym samym miejscu, ale widzę, że na przeciwko ulicą idzie para z jakimś pieskiem, chyba był to jakiś kundelek. Wyszłam na polną drogę, żeby zobaczyć czy pójdą w naszą stronę, czy skręcą. Poszli do nas, mało tego, spuścili swojego psa, więc małego na ręce i idę przed siebie - do wejścia do lasu. Tam są dwie drogi, więc mogłam ich w razie czego wyminąć. Po drodze oczywiście spotkałam Pana, który wracał z grzybów i poczęstował mnie nieświadomy tekstem: "Pani puści tego pieska, po co go niesie". Odpowiedziałam grzecznie, że z tyłu jest inny pies (co nie zabrzmiało dobrze, zupełnie jakbym była przewrażliwiona, ale mój malec nie ma skończonych szczepień + właściciele na mój widok właśnie spuścili tego psa...), Pan powiedział, że rozumie i wnet sam się przekonał, że moje obawy są uzasadnione. Pies ze szczekiem i warkotem podleciał do jego nóg, ale na szczęście nie użarł. Eh, nie każdy pies jest łagodnym barankiem, ale może chociaż kaganiec albo zasmyczować jak idą inni ludzie...? :shake: Nie wiem, może go nie widzieli, może nie widzieli tez mnie i była to zwykła "gafa", co też mi się zdarza (kiedyś na polanę podjeżdżałam autem z mamą i pies podczas głupawki zawsze pod niego włazi; tak się z nami bawi... no, a dzisiaj stał tam samochód ludzi, którzy poszli na grzyby i mały raz się pod nim schował :razz:, ale drugi raz udało mi się go odwołać, co mnie bardzo cieszy :loveu:).

Na osłodę dodam, że spotkałam na pierwszym spacerze inną parę ludzi. Zupełnie mi obcy, Pani powitała krótkim "dzień dobry", a Pan zagadał o rasę. Pomylił whippeta z greyhoundem, ale szybko wytłumaczyłam różnice i tak krótko sobie porozmawialiśmy o chartach. Może to niewiele, ale i tak jest miłe :D

Swoją drogą to pierwsze takie sytuacje od dwóch tygodni... a spotykałam ludzi, z tym, że mijali nas obojętnie, albo z uśmiechem patrzyli na mojego kurdupla, idącego przy nodze (bo zmęczony :D). Z dzieciakami problemu o dziwo też nie mamy. Zawsze jak któreś nas widzi to tylko popatrzy i... to tyle. Pfu, pfu, żebym nie zapeszyła :razz:

Edited by Gezowa
Posted

[quote name='warek44']To ja opiszę dzisiejsze zajście. Poszłam z psem i po drodze mijaliśmy panią z dzieckiem i yorkiem. Dziecko, jak to dziecko wyrwało do Timka chcąc go pogłaskać, a tu nagle matka wrzeszczy do niego:
- Kacper, wracaj nie dotykaj tego kundla, bo później będziesz przecież głaskał Kubusia!!!!! (imię yorka ;-))
Dziecko trochę zdziwione i rozczarowane zawróciło w połowie drogi i grzecznie poszło dalej za mamą i zostawili mnie z głupią miną, nawet nie zdążyłam niczego wymyślić żeby się odgryźć :shake: :diabloti:[/QUOTE]

Jezu co za wariatka:roll::lol:

Posted

Dzisiaj miałam niezidentyfikowane chamstwo ;-) Wieczorem chodzimy na psią łąkę i nasze psy (pies i suka) biegają tam za piłeczką. Jedna z suk ma cieczkę, ale dzisiaj jej nie było, zapach został. Mój Rudy poza piłką świata nie widzi (kastrat), ale jak przyplątały się wioskowe burki zainteresował się nimi. Nadal się bawił, ale w końcu pognał za nimi. Wkurzyłam się, ale nie poszłam szukać psa. Schowałam się za krzakami i zawołałam. Nie miałam gwizdka. Słyszałam jego szczekanie na wsi. Zapaliłam papierosa, nie zdążyłam dopalić kiedy rudy wrócił. Język na wierzchu i duma, że obronił swoje suczki. Szlag mnie trafia, ale niestety od strony wsi nasza łąka nie jest ogrodzona.

Posted

Właściwie to chamstwo widać z... Twojej strony... :mad: Pozwalasz psu biegać za innymi? To co z tego, że jest mały. Skoro nie reaguje na odwoływanie (w sumie to Ty go nawet nie odwołałaś) to nie powinien być spuszczany ze smyczy. Nie zdziwiłabym się, gdyby jeden z właścicieli tych burków przyszedł do Ciebie i porządnie na Ciebie nakrzyczał. Na wsi są inne realia, tam pies sąsiada jest praktycznie Twoim psem. Skąd wiem? Jeżdżę na wakacje do wiochy, w której nic nie ma, ale psy są. I tam dla takowych burków kupuje się kiełbasę by im dać. :p Więc również bym się nie zdziwiła, gdyby cała wieś: "Co on robi z Burkiem Nowaka?". A jeżeli Twój pies, by oberwał to wcale bym się nie zdziwiła. W takiej sytuacji leciałabym za psem ile sił w nogach, wołała i wołała, aż nie będzie przy mej nodze i na smyczy. I gdyby coś psu się stało nie miałabym pretensji do innych tylko do siebie, do samej siebie.
Ps. No wyskakuj z tekstem, że ja małolata itp. :cool3:

Posted

No w drugą stronę chyba zaczynasz przeginać - ja nie uznaję, że "na wsi tak jest i już". Jeśli do nas podbiega jakiś wsiowy pies to ja go odganiam, zawsze stanowczo, a bywa nawet, że brutalnie, od swojej suki i naprawdę mam w d... że to "Burek Nowaka". Niech se Nowak ogrodzenie zrobi i psa nie puszcza samopas, bo to po pierwsze niezgodne z prawem, a po drugie świadczy o totalnym debilizmie i wdupiemaniu całego świata właściciela psa.

I o jakich pretensjach mówisz? Luzem mogą biegać tylko wsiowe burki, a "miastowe" to już nie? Oczywiście nie pochwalam puszczania psa luzem, jeśli nie umie wrócić na wołanie, ale skoro wszyscy mogą biegać luzem, to wszyscy, a nie tylko wybrani, więc pretensje każdy właściciel psa puszczanego samopas może mieć tylko do siebie.

Posted

evel, a pozwoliłabyś pobiec swojej suce za "wsiowymi burkami" w celu przegonienia ich/zaatakowania czy czegokolwiek, tak żeby ta zniknęła Ci z oczu i na dobrą sprawę byś nie wiedziała czy któryś z tych "wsiowych burków" od niej nie oberwał?

Posted

Z postu [B]ajeczki[/B] wywnioskowałam iż burki do Rudego i suczki nie podeszły, a Rudy poleciał za burkami. Oczywiście, że prawo obowiązuje wszystkich, ale chodziło mi o to co napisała teraz [B]beatrx[/B]. Mi również nie byłoby miło, gdyby jakiś pies leciał za moimi. W sumie to można się tu ciągnąć za ogony, bo sytuacja jest taka, że i burki i Rudy były luzem. Jednak burki nie podeszły, a Rudy za nimi poleciał. ;)

Posted

[SIZE=2][SIZE=2]Uhh... muszę gdzieś wyładować swoją wściekłość ;<[/SIZE][/SIZE]wczoraj razem z mężem i Winim pojechaliśmy do znajomych. Była też jakaś para, której nie znam. Wini oczywiście zrobił furorę, ale zachowanie tej dziewczyny...
Traktowała mojego psa jak lalkę, trzymała go na siłę, mówiłam, żeby go puściła, to puszczała na minutę. Brała go koło siebie, on chciał iść, a ta trzymała go i darła się na niego "SIAD! ZOSTAŃ! NIE WOLNO!". No myślałam, że jej głowę o kafelki rozwalę O.o
Zabrałam go od niej i mówię niby żartobliwie "tak cię męczą, malutki...". Ale ona chyba zbyt tępa żeby zrozumieć... Wiadomo, że psiak mały, w nowym towarzystwie, to ciekawski. Chciał zobaczyć co się dzieje na stole, bo u nas stół jest wysoko, to nie widzi. Chwyciła go za pysk i mówi "ja to bym cię wtresowała" O.o mhm... już widzę jej metody.
Później go wzięła i zaczęła mu głośno gwizdać do ucha. Nic, tylko strzelić przez łeb.
W końcu powiedziałam, że idziemy, bo już nie umiałam tego wytrzymać. Zbieram jego matę do siusiania a ona "na dworze go uczcie lać, a nie na jakieś maty".
no kurde... Wini ma maty rozłożone profilaktycznie, bo załatwia się na dworze ;< ale wiadomo, że jak to taki maluch - na załowanie nie umie moczu trzymać, więc chyba lepiej żeby zlał się na matę, a nie na podłogę?
Ubieram mu szelki. Koleżanka mówi "no co ty chcesz, patrz jaki grzeczny". a ta panna "pewnie dziennie go leją w domu, to jest grzeczny". No i nie wytrzymałam i może niezbyt ładnie, ale odpowiedziałam "to, że ty masz ku*wa takie metody wychowywania, to nie znaczy, że ja też". O tyle mnie to zabolało, bo stosuję metodę tylko pozytywnego wzmocnienia...
Poza tym jak całkowicie obca osoba może się wtrącać w wychowanie nie swojego psa?! Co jej do tego?!
Ależ mnie zezłościła ;<

Posted

[B]aesthete [/B]- dziwię się, że na początku jej nie zakazałaś dotykania swojego psa i tyle pozwoliłaś jej go męczyć. Pamiętaj, jesteś jego opiekunką, a jak jest szczeniakiem - to także wsparciem psychicznym, nie pokazuj mu, że nie może na Ciebie liczyć. Następnym razem w takiej sytuacji użyje zębów.

Ostatnio opowiadała mi znajoma analogiczną sytuację, ale z .. dzieckiem. Znajoma stała z synem, a jej koleżanka podeszła i zaczęła tarmosić małego. Mały mówił "Ne! Ne!", odsuwał się, krzyczał, nie chciał - ma etap nielubienia obcych. Niestety jego mama nie reagowała na nachalność koleżanki, toteż dzieciak (2 latka) nie wytrzymał i zaczął... Kopać tą koleżankę. Musiało go to skrajnie sfrustrować, bo nigdy wcześniej tak nie reagował .. :( Podobnie z psem - Twój pies, Twoja własność, nie pozwól go dręczyć. A co ona sobie gada, to niech gada, to już jest jej problem.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...