Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='Litterka']No co Ty? Chi na smyczy? Przecież to taka kuci kuci laleczka i nie ma po co jej szkolić i prowadzać na smyczy. Na smyczy to takie wielkie i agresywne jak Twój:diabloti::angryy: Co się z tymi ludźmi dzieje? Czy robaki im do końca już mózgi wyżarły?

A ja się dzisiaj prawie popłakałam z bezsilności po powrocie ze skróconego spaceru. Poszłam z Mikrą na pola, od razu przyplątał się do nas pulpet w postaci zapasionego, o dziwo czekoladowego, labradora. Właściciel go w sumie wołał, nawet głośno. Tylko co z tego, że pies miał go głęboko w czeluściach odbytnicy? Parę razy wracał i że cała sytuacja miała miejsce na ścieżce, to raz udało mi się go postawą dominacyjną odgonić, bo nie był agresywny. W końcu mnie wyminął, więc złapałam go za obrożę, próbowałam utrzymać, ale nic z tego nie wyszło. Właściciel go wołał i wołał, bo przecież podejść 20 kroków to zdecydowanie za duży wysiłek... Niestety, labowi udało się w końcu dostać do Mikry i tak się z nią przywitał, że piszczała i płakała, a teraz trochę kuleje. :( Ale dobili mnie właściciele po tej całej sytuacji. Lab wreszcie z łachą podszedł do wkurzonego właściciela, ci go zapięli na smycz i dialog wywiązał się taki:
[W]łaścicielka (o jej istnieniu dowiedziałam się, już po całej sytuacji: To suczka?
[J]a: Tak, państwa pies właśnie staranował mi sunię (cała zła i zmartwiona)
[W]: A, bo on jak widzi sunię to się koniecznie musi przywitać, a te głuptasy tak piszczą.
[J]: Proszę pani, pies mi kuleje, to mi się nie podoba, poproszę numer telefonu do państwa na wszelki wypadek.
[W]: Co?! Bezczelna gówniara, Kaziu chodź, idziemy!

I w sumie uciekli do samochodu, a ja zostałam z karpiem na twarzy i mętlikiem w głowie... I tylko 2,5 roku przyzwyczajania Mikry do tego, że nie każdy pies chce ją zjeść lub rozszarpać poszły się rozmnażać...[/QUOTE]

To nie mogłaś go złapać za szmaty i zawlec do właścicieli? Ja już się pozbyłam złudzeń, że grzeczne prośby pomogą.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Jak mi kiedyś adrenalina skoczyła to rozdzieliłam dwa walczące ttb i , o dziwo zdołałam utrzymać za obroże. Wściekła byłam jak stado szerszeni, psy chyba to wyczuły bo oba po chwili leżały plackiem. Przez przypadek je ze sobą pogodziłam. Już się na siebie nie rzucają.

Posted

[quote name='evel']To nie mogłaś go złapać za szmaty i zawlec do właścicieli? Ja już się pozbyłam złudzeń, że grzeczne prośby pomogą.[/QUOTE]

Nie mogłam psa utrzymać, przecież pisałam, że złapałam go za obrożę, ale mi się wyrwał. A co do rejestracji? Zajęłam się swoim psem, bo to dla mnie było w tej chwili ważniejsze. No i mętlik w głowie też mi nie pomógł...

Posted

No właśnie, wszystko to, co "można było" zrobić i najlepsze dobitne słowa które "można było" powiedzieć, zawsze przychodzą wtedy, gdy nerwy opadają... a nie opadają szybko. Ja w takich sytuacjach zawsze jestem bardzo roztrzęsiona i po prostu "baranieję"... dlatego tym bardziej jestem wkurzona na to, że muszę cierpieć przez cudzą nieodpowiedzialność, pomimo, że ja dopilnowałam, żeby mój pies nikogo nie fatygował...

Posted

Mojej Majki wprawdzie już nie ma, ale pozostały wspomnienia, m.in: dziwne sytuacje itp.
Wracałam z Mają ze spaceru. Ona z przodu, jak zwykle niezbyt się mną przejmuję (ach te błędy wychowawcze :roll:). Nasz ukochany, cieplutki domek już blisko. Nagle, jakby spod ziemi pojawił się facet z yorkiem. Modliłam się, żebym doszła do domu i nie spotkała się z tym yorkiem, który oczywiście bez smyczy, albo na flexi - dokładnie teraz nie pamiętam - szedł sobie środkiem chodnika. Miałam pecha i 10m od furtki do domu trzeba było minąć się z tym psem. Maja była strasznie agresywna w stosunku do psów, była ślepa, brak socjalizacji... York szedł przed swoim właścicielem. Doleciał do Mai, zaczął obwąchiwanie. Maja warczała, wykręcała się na wszystkie strony, byleby tylko nie mieć kontaktu z tym psem. Właściciel szedł z tyłu, wszystko widział jednak nie przywołał psa. Mimo, że moja suńka była ledwie 10kg, ale gdy się wkurzyła ciągnęła, jak pies 30kg. Ręka mi już odpadała, gdy właściciel w jakiś tam sposób (nie pamiętam jaki) poszedł z psem dalej, a ja w końcu bezpiecznie dotarłam do furtki. Stojąc przy furtce i wpuszczając Maję na podwórko, patrzę na tego gościa, a on co - gada sobie przez komórkę. :angryy: I nie wyglądało to na rozmowę służbową, ważną. Facet gadał zupełnie na luzie, a po za tym był z rodzaju "dresów". Krew mnie wtedy zalała. Ogólnie na moim "osiedlu" dużo psów jest puszczanych na "spacer". Najczęściej są to samce. I potem uciekaj przed takim. Na całe szczęście są to zazwyczaj psy do 25 - 30cm, takie małe kurduple. Ale znając charakter Mai musiałam zawsze przed nimi wiać. :roll: Ech...

Posted

Mój pies ma braki w socjalizacji, więc zawsze za wszelką cenę unikam konfrontacji. Albo zabieram gdzieś psa, albo skracam go i trzymam przy nodze, albo przechodzę na drugą stronę... No chyba, że widzę, że Norek jest pozytywnie nastawiony, to wtedy daję mu więcej luzu. Po tylu latach razem już wiem mniej-więcej co mu się w głowie kluje i zawsze staram się być o krok do przodu...

Posted

[quote name='aniawis39']Mojej Majki wprawdzie już nie ma, ale pozostały wspomnienia, m.in: dziwne sytuacje itp.
Wracałam z Mają ze spaceru. Ona z przodu, jak zwykle niezbyt się mną przejmuję (ach te błędy wychowawcze :roll:). Nasz ukochany, cieplutki domek już blisko. Nagle, jakby spod ziemi pojawił się facet z yorkiem. Modliłam się, żebym doszła do domu i nie spotkała się z tym yorkiem, który oczywiście bez smyczy, albo na flexi - dokładnie teraz nie pamiętam - szedł sobie środkiem chodnika. Miałam pecha i 10m od furtki do domu trzeba było minąć się z tym psem. Maja była strasznie agresywna w stosunku do psów, była ślepa, brak socjalizacji... York szedł przed swoim właścicielem. Doleciał do Mai, zaczął obwąchiwanie. Maja warczała, wykręcała się na wszystkie strony, byleby tylko nie mieć kontaktu z tym psem. Właściciel szedł z tyłu, wszystko widział jednak nie przywołał psa. Mimo, że moja suńka była ledwie 10kg, ale gdy się wkurzyła ciągnęła, jak pies 30kg. Ręka mi już odpadała, gdy właściciel w jakiś tam sposób (nie pamiętam jaki) poszedł z psem dalej, a ja w końcu bezpiecznie dotarłam do furtki. Stojąc przy furtce i wpuszczając Maję na podwórko, patrzę na tego gościa, a on co - gada sobie przez komórkę. :angryy: I nie wyglądało to na rozmowę służbową, ważną. Facet gadał zupełnie na luzie, a po za tym był z rodzaju "dresów". Krew mnie wtedy zalała. Ogólnie na moim "osiedlu" dużo psów jest puszczanych na "spacer". Najczęściej są to samce. I potem uciekaj przed takim. Na całe szczęście są to zazwyczaj psy do 25 - 30cm, takie małe kurduple. Ale znając charakter Mai musiałam zawsze przed nimi wiać. :roll: Ech...

Heheh podczytuje wątek i ubawiła mnie ta historia;)

Z tego co zrozumiałam to koleś swe "chamstwo" manifestował przewinieniami:

- pojawia się "nagle" ;)
- szedł środkiem chodnika
- pies na flexi
- rozmawiał przez telefon (i to nie służbowo!)
- wyluzowany (!)
- był "dresem"

:D
ups chyba mogę być chamskim psiarzem...;)

Posted

Myślę że chodzi głównie o to że jego pies podbiegł do Mai i mimo tego że mogło dojść do poważnego konfliktu nie zareagował ani nawet nie przeprosił, że jego pies dopadł innego ;)

Posted

Fly - chyba źle mnie zrozumiałaś... Mój pies był agresywny to fakt, ale się nie zaczynał. Maja wierciła się, pokazywała ząbki, york cały czas ją obwąchiwał, a facet patrzył na tą całą sytuację i nic... :roll: Nie przywołał psa, nawet nie raczył podejść czy coś.

Posted

FLY, jeśli Twój pies podszedłby do innego, który sobie tego nie życzy (i jego właściciel także nie), to chamstwem byłoby nie przeprosić i koniec. Nie doszukuj się dziury w całym - bardzo często dlatego psy się rzucają na psy idące sto metrów dalej, bo ileś razy zostały już napadnięte przez yorki takich właścicieli jak tamten facet. I to facet jako właściciel tamtego psa bierze częściową odpowiedzialność (razem z innymi właścicielami, błędami aniawis39) za agresję Mai.

Posted

napadnięta przez yorka to nie została raczej odwrotnie. York podszedl, powąchał,zignorował warczenie i sobie poszedl.
Dobra bo zaraz znów się zacznie jazda o odpowiedzialności, chamstwie, dobrym wizerunku itd. Mnie to rozbawiło bo sama się parę razy spotkałam ze ściśnieniowanym właścicielem agresora, który był święcie oburzony na wszystkich dookoła,za to że mają czelność sobie wyluzowani chodzić z własnymi psami zamiast spieprzać bo przecież chyba widzą, że jego psu już piana z pyska leci a właściciel ledwo utrzymuje. "może Pani odejść bo ja go nie utrzymam?!" ;)

Posted

[quote name='FLY'] Mnie to rozbawiło bo sama się parę razy spotkałam ze ściśnieniowanym właścicielem agresora, który był święcie oburzony na wszystkich dookoła,za to że mają czelność sobie wyluzowani chodzić z własnymi psami zamiast spieprzać bo przecież chyba widzą, że jego psu już piana z pyska leci a właściciel ledwo utrzymuje. "może Pani odejść bo ja go nie utrzymam?!" ;)[/QUOTE]
a jakie było moje zdziwienie jak mijałam pare dni temu na rynku dorosłą kobiete koło 40stki z jrt na smyczy i usłyszałam właśnie "może Pani pójść na około bo ja mojego nie utrzymam " pies miał może 10kg (był grubawy) moja suka na takie małe rzucające się psy raczej nie reaguję i tylko patrzała z politowaniem , ale dla własnego spokoju poszłam naokoło .

Posted

my wczoraj umowilysmy sie na spacer z moja siora i jeszcze kumpela.
razem 5 psow.
moje psy i psy mojej siory sie strasznie lubia, wiec natychmiast, kiedy tamte wyskoczyly z bagaznika, to rozpetal sie szal radosci i powstala kula zlozona z dwoch gordonow i dwoch bulli.

zeszlysmy z tym wszystkim na trawnik, zeby laski mogly dac upust swojej siostrzanej milosci.
naprawde gleboko na trawnik-tak, zeby caly chodnik byl wolny i zeby w zadnym wypadku kula futra nie mogla sie z tego trawnika stoczyc.

w pewnej odleglosci obserwowala te scenke starsza pani z malym czarnym pieskiem.
mogla spokojnie kolo nas przejsc majac do dyspozycji chodniki po obu stronach uliczki, po ktorej prawie w ogole nie jezdza samochody. pomijajac juz fakt, ze wszystkie nasze psy sa grzeczne i dobrze wychowane (oczywiscie kula futra na trawniku mogla dac jej inne wrazenie) to jeszcze byly na smyczach. no ale nie, stanela i stoi.

w koncu zebarlysmy towarzystwo z trawnika i idziemy w kierunku tej pani, bo tam wlasnie jest park. babka stala na chodniku, my kazda po dwa kundle, wiec szlysmy jezdnia, zeby jej nie zawadzac.
i nagle pies tej kobiety wpadl w dziki szal, zaslinil sie, postawil kite, zaczal sie ciskac na smyczy jakby go cos gryzlo w dupe i uwaaaga...wyszedl z obrozy, podbiegl do starszej suki mojej siory, ktora jednak nie zwrocila na niego zbytniej uwagi, bo szczerze mowiac nie bylo na co.

babka ledwo zlapala tego gnojka wykonujac skoki jak zolw ninja po czym wydarla sie na moja siore stojaca na srodku ulicy miedzy dwoma sukami rasy bullterrier, ktore siedzialy neruchomo wpatrzone w nia jak w obrazek z pytaniem "co robimy?" na mordach, ze czemu jej psy (TAKIE psy) nie maja kagancow i moglby przeciez jej psa rozszarpac i w ogole dlaczego kolo niej przechodzimy i jestesmy bezczelne oraz bezmyslne. powtorze raz jeszcze; kazdy pies z naszego stada byl na smyczy, zaden nie spojrzal na tego malego kundla inaczej niz z poblazaniem i zaden nie wydal z siebie zadnego odglosu. poza oczywiscie tym malym kundelkiem.

to tyle w temacie agresorkow i pretensji ich wlascicieli.

Posted

z reguły jest tak, że Ci którzy mają psy nad którymi nie panują mają pretensje do całego świata...
u mnie jest takie małżeństwo z Donkiem..pies jak widzi jakiegokolwiek psa nawet daaaaleko od siebie, to szaleju dostaje. Pan jakoś tam go utrzymuje, pani nie bardzo...wiec co? mają mega dużo pretensji do mnie, bo ja ośmieliłam się wyjsc na spacer ze swoimi dwoma yorkami w tym samym czasie co oni:-D Pomijam fakt, ze moje psy nawet nie patrzą na tego Donka i żaden nie wydał nigdy nawet najmniejszego dzwięku w jego kierunki, nie podszedł ani w żaden inny sposob go nie sprowokował (no chyba, że pojawienie się na horyzoncie jest prowokacją hihi). Oczywiscie jak mam taka możliwość, to skręcam gdzie sie da by sie z tym psem nie mijać...ale czasem jest tak, że wyjdziemy z uliczek osiedlowych wprost na siebie i co wtedy robić...Donek się wścieka, pani go ledwo na smyczy utrzymuje, ja łapie na ręce psy i staram się jakoś przejsc bokiem a pan się drze na mnie, że zachciało ludziom się jakis wypierdków i łażą z nimi jak święte krowy i utrudniają normalnym spacerowanie ze swoimi psami:-D

Posted

ja jeszcze dodam, ze moja mlodsza sunia nie lubi innych psow ani obcych ludzi. ma swoich kumpli zarowno wsrod dwunoznych jak i wsrod czworonoznych, a cala reszte olewa tak dosadnie, ze naprawde jeszcze takiego psa nie widzialam.

i wczoraj mijalysmy rozwscieczonego jamnika, wszystkie psy zapiete wlasnie poza moim juniorem, ktory szedl za nami tak, aby byc jak najdalej od tego jamnika i tej pani...i babka z rzucajacym sie na flexi jamnikiem wydarla sie na mnie, ze to jest duzy pies i powinien byc na smyczy. na jej wrzask pies moj wykrzywil sie z obrzydzenia i odsunal jeszcze glebiej i zaczal isc z odwrocona od niej glowa:)))

Posted

[quote name='a_niusia']
i wczoraj mijalysmy rozwscieczonego jamnika, wszystkie psy zapiete wlasnie poza moim juniorem, ktory szedl za nami tak, aby byc jak najdalej od tego jamnika i tej pani...i babka z rzucajacym sie na flexi jamnikiem wydarla sie na mnie, ze to jest duzy pies i powinien byc na smyczy. na jej wrzask pies moj wykrzywil sie z obrzydzenia i odsunal jeszcze glebiej i zaczal isc z odwrocona od niej glowa:)))[/QUOTE]
haha jakbym swojego Ajusia widziała:-D on czasem spogląda na mnie z takim wyrazem: "czemu ten jołop tak sie drze? aż mi bębeki pekają! na wszelki wypadek mine go półkolem fuuuu"

Posted

moja tak reaguję na yorki ,patrzy z niedowierzaniem że takie małe fajne a się rzuca , odwraca często głowe i idzie łukiem , a przy bezpośrednim kontakcie wąchaniu kocha wszystkie yorki i chcę się bawić niestety najczęściej właściciele się boją i nie ma zabawy .
yorki to ulubione psy mojej suki , wszyscy mówią że powinnam jej takiego kupić żeby miała kumpla ale dla mnie to za małe jest .

Posted

Zdarza się też zobaczyć obrazek jak właściciel na widok mnie z psem robi szybki unik w bok do najbliższego drzewa lub latarni i oplata pędem smycz wokół tegoż drzewa żeby pieska utrzymać;) w sumie to trochę mi ich szkoda, musi być mega stresujący taki spacer..

Posted

FLY, podszedł, powąchał i odszedł? Psy nie mają podchodzić do innych psów same z siebie - niby z jakiej paki tamten sobie na to pozwolił? Dla wielu to już atak.

Posted (edited)

Ja rozumiem, że można nie lubić psów. Wszystko rozumiem. Dlatego też na polu biwakowym rozłożyliśmy się najdalej jak tylko mogliśmy od wszystkich innych ludzi, Avril biega luzem, ale ona zawsze wraca jak ją wołam, a oddalać jej się pozwalam jedynie w stronę jeziora, które jest kilka metrów dalej. Iwan zawsze będzie na smyczy. Nikomu nie wchodzimy w paradę, psy nie są głośno (kurze zdarzy się szczeknąć na patyk czy zabawkę, ale zaraz ją uciszam), sprzątam po nich, w ogóle nas nie widać, ale oczywiście już poszła skarga od pewnej pani, której kura bardzo przeszkadza bo.. jest. Poszła na skargę do faceta pilnującego pola, on oczywiście przyjął skargę, przyszedł do nas ze swoim jamnikiem Jogurcikiem i ostrzegł przed nią. Podobno lubi się czepiać. Teraz dziwnie się patrzy jak nasze psy się ze sobą bawią spuszczone.. luzem. Cóż, nie mam odgórnego nakazu trzymania psów na uwięzi na polu, Iwana będę trzymać, bo mu nie ufam, ale kury nie zamierzam 'więzić' a paniusia się będzie musiała z nami przemęczyć ;)

Edited by omry
Posted

[B]omry[/B] niestety są ludzie, którzy się czepiają o to, że pies po prostu jest..u mnie w klatce jeden sąsiad ostatnio porozpowiadał po sąsiadach, że moja Tosia sika na klatce :/ oczywiście nieważne, że ona nigdy w życiu nie załatwiła się na klatce, w ogóle nie szczeka (nigdy) i ja i mój mąż jako jedyni chyba sprzątamy kupy na spacerach mimo, że nie mamy ich gdzie wyrzucić, bo na moim pięknym osiedlu nie ma ani jednego kosza na psie odchody czy nawet takich zwykłych małych koszy ogólnych..na każdy spacer muszę brać ogromny klucz do dużych zamykanych śmietników - tak kazał pan z administracji, bo na zebraniach stwierdzili, że małe kosze są za drogie i kupy mamy do dużych ogólnych wywalać..ale to i tak mój pies sika na klatce i teraz wszyscy sąsiedzi się na nas gapią jak na brudasów :/

Posted

[quote name='kopra'][B]omry[/B] niestety są ludzie, którzy się czepiają o to, że pies po prostu jest..u mnie w klatce jeden sąsiad ostatnio porozpowiadał po sąsiadach, że moja Tosia sika na klatce :/ oczywiście nieważne, że ona nigdy w życiu nie załatwiła się na klatce, w ogóle nie szczeka (nigdy) i ja i mój mąż jako jedyni chyba sprzątamy kupy na spacerach mimo, że nie mamy ich gdzie wyrzucić, bo na moim pięknym osiedlu nie ma ani jednego kosza na psie odchody czy nawet takich zwykłych małych koszy ogólnych..na każdy spacer muszę brać ogromny klucz do dużych zamykanych śmietników - tak kazał pan z administracji, bo na zebraniach stwierdzili, że małe kosze są za drogie i kupy mamy do dużych ogólnych wywalać..ale to i tak mój pies sika na klatce i teraz wszyscy sąsiedzi się na nas gapią jak na brudasów :/[/QUOTE]

Maskara skąd ja to znam. Mój pies jest przez pewnego pana ciągle oskarżany że biega luzem bez nadzoru i oszczekuje wszystkich, tyle że to nie mój pies tylko trochę podobny niższy i inny kształt ma zupełnie ale cóż. Na początku tłumaczyłąm że ja psa samego nie puszczam żeby się po osiedlu wałęsał ale pan i tak wie swoje więc już mu tylko przytakuje .

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...