a_niusia Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 przysiegam, powaznie tak bylo. jednoczesnie pamietam sytuacje, kiedy poszlam na zajecia sama bez mojego tz, mloda miala wtedy z 4 miesiace i tego dnia wczesniej na spacerze moj posluszny pieseczek spieprzyl mi pierwszy raz w zyciu do drugiego psa. trzeba bylo odwolac pieska z zabawy. i moj pierwszy raz znalazl sie w grupie (bardzo licznej hehehe), ktora olala komende "do mnie". wiec nie przebierajac w srodkach rozdarlam sie "wrooooc, gnoju" i oczywiscie byla przy nodze w dwie sekundy i wszyscy na mnie tak spojrzeli, jakbym ja przyciagnela do tej nogi za ucho. teraz ma dwa lata i na spacerach wolam ja bardzo zdrobniale i nie uzywam w jej kierunku brzydkich slow, bo po prostu NIE WYPADA do niej tak mowic hehehehe ale wiem, ze nie jest latwo znalezc dobre miejsce, gdzie sie szkoli psa. i to nawet chodzi juz o szczenieta. mam w glowie wizje idealnego przedszkola dla szczeniat. ale by z nich byly grzeczne pieseczki hehe Quote
Sybel Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 Byli sąsiedzi mojej siostry mieli chihuahue. Jak panowie z nią szli, brali wiaderko i było "Wojtek! łap go! ucieka!" I nakrywali psa wiaderkiem, żeby nie uciekł. Serio. Ja tego nie widziałam, ale moja siostra do tej pory się śmieje, jak widzi gościa z małym pieskiem. Quote
a_niusia Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 my ostatnio bylismy swiadkami takiej scenki z czilala. idzie sobie gruby gosciu i ma na smyczy malego kundelka i czilale. oba na flexi. i jakos smycz czilaly wypdla mu z reki i pies w nogi. niestety gonila go raczka od flexi, wiec spieprzal tym szybciej-wiem, ze to straszne, bo piesek mogl wpac pod auto itd, ale ta scenka strasznie smiesznie wygladala jako caloksztalt. Quote
evel Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 (edited) Dżizas. A moja suka chodzi po osiedlu TYLKO na smyczy/lince/flexi, bo nie jestem kretynką - osiedle jest typu mocno "miejskiego", poprzecinane co i rusz uliczkami, na których jest ruch samochodowy i to wcale nie mały. Zuza jest dziwnym pieskiem, bo wartość instynktu samozachowawczego wynosi u niej minus miliard, więc jak jej się umyśli, że trzeba nasikać na trawnik po drugiej stronie ulicy to się nie zastanawia, tylko idzie. Jeśli nie napotkałaby oporu w postaci linki/smyczy, to pewnego razu zostałby z niej czarny placek. Jak jesteśmy u moich dziadków na osiedlu z alejkami spacerowymi, praktycznie bez ulic, to suka chodzi luzem i w kagańcu. Męczy mnie, że co chwilę muszę jej wyciągać z dzioba wygotowane kości, ziemniaczki z zupy, spleśniały chlebek i takie tam, więc wiadro na paszczę i luz. xxx, zapraszam do mnie na naukę suki zostawiania tych pyszności - obecnie jest poprawa o jakieś 80%, bo po schronisku suka odklejała nawet gumy z chodnika, jak nie patrzyłam. I nauka nie odbywała się pozytywnie, wręcz przeciwnie. Mimo tego mój pies mi ufa, ma ze mną bardzo silną więź i w porównaniu do średniej spacerowej jest wzorem cnót wszelakich. Czasem udaje, że jest głucha, ale wystarczy z przywołania zrobić tajemnicę (przyciszonym konspiracyjnym głosem: Zuzanku, chodź szybko, zobacz!) i pies przybiega w podskokach :D Moja suka nie podejdzie pierwsza do innego psa (jeśli to ONek, to ma dużą ochotę na rozpierduchę, ale i tak nie podejdzie, bo już mam ONkoradar :) i wołam odpowiednio wcześniej), nie zaczepia ludzi, rowerzystów, rolkarzy. Nie potrzebuje się bawić z innymi psami, żeby być szczęśliwa. Ludzie często nie rozumieją, dlaczego jest tak, a nie inaczej. A to bardzo logiczne w sumie. A jak chcę ją "wybiegać" to idziemy się bawić na boisko. Czasem chodzimy też w pola, wtedy sucz też jest luzem a w kagańcu, bo kaganiec poprawia drożność przewodów słuchowych ;) Dzisiaj musiałyśmy wracać ze spaceru okrężną drogą, bo pewna pani uznała, że jej mały biały dupelek bez smyczy ani obroży, na pewno się zaprzyjaźni z moją małą czarną, więc lazła za nami i musiałyśmy krążyć, żeby ją zgubić. Niby nie chamstwo, a głupie to. Mogę się założyć, że to dupelek zdecydował, że będzie za nami lazł, a babka szła za nim, bo cóż miała zrobić, skoro piesek miał ją w swoim małym białym tyłeczku? Edited June 3, 2012 by evel Quote
Sybel Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 Oj, nie cierpię ludzi, którzy lezą pół spaceru za człowiekiem, jak by się nie kluczyło, zawsze okazuje się, że ich trasa jest zupełnie zbieżna z naszą... Filip idzie tyłem i się drze, a pańcia z tyłu grucha do niego. Zabić to jeszcze mało, ja już się wkurzyłam parę razy, stanęłam i zaczęłam Filipowi smycz stopniowo popuszczać. Dopiero, jak Pańcia się połapała, że z jej pieseczka może zostać tatar, nagle zakumała. Inna sprawa, jestem w 38 tygodniu ciąży, rzadko, bo rzadko, ale chodzę z psami na spacer. Ludzie widzą, ze baba z brzuchem takim, że stóp nie widzi, pies się szasta, ale lezą. BO TAK! Nie mogą poczekać, ominąć, dać czas, żebym się wycofała, bo ONI IDĄ I JUŻ. Quote
evel Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 [quote name='PaulinaBemol']a mnie trochę śmieszy że jak pies jest w kagańcu to jest uważany za agresywnego kaganiec nie służy tylko do tego. Ja zakładam tak na wszelki wypadek i smieszy mnie jak ludzie którzy nie zwracają na Bemola uwagi (bez kagańca) na np spacerze porannym nagle po południu go uważnie obserwują jak jest w kagańcu. Przecież to nie logiczne, pies w kagańcu to mniejsze zagrożenie a nie większe, i moim zdaniem świadczy o odpowiedzialności. To jest absurd. Przykład z autobusu. Wchodzi pies bez kagańca - niech mu pani natychmiast założy kaganiec!!! Wchodzi pies w kagańcu - jadą z takim bydlakiem agresywnym! :roll: A nie daj borze szumiący pies jeszcze warknie, to już w ogóle umarł w butach. Moja ostatnio przypuściła atak na bachorki, które biegały z wrzaskiem w pociągu, przy konduktorze zresztą i trochę się zastanawiałam, czy nas nie wysadzi za chwilę, ale nic nie powiedział nawet :eviltong: Quote
a_niusia Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 u nas na dzielni sa juz dwie suki po przejsciach ze schroniska, ktore chca wszystkich zezrec-szczegolnie inne suki, ale babki fajnie z nimi pracuja i generalnie staraja sie, zeby tak nie bylo. obie te suki sa bardzo ok nastawione do mojej starszej suki, ktora podchodzi do nich z uszkami po sobie i rozmerdanym ogonkiem mowiac "lub mnie" i z nia sie bardzo chetnie bawia. bardzo duzo ludzi mysli, ze jesli one lubia moja suke, to polubia tez ich psa. ale tak nie jest. mojej mlodszej suki one tez nie lubia i jakos w koncu zakumala, ze kiedy starsza idzie sie do nich witac, to trzeba zajac sie czyms rozsadnym. w sumie to szczerze powiedziawszy pozwolilam jej od nich oberwac dla ustalenia pewnych zasad towarzyskich wsrod znajomych. ale wlasnie wczoraj starsza sie z jedna z tych suczek gonila i nadbiegly dwa niewielkie szczeniaki, ktore dostaly becki, wiadomo. i babki od tych szczeniakow narobily takiego rabanu jakby im ogonki odgryzla. suczka byla na linie. sama lubie miec kontrole nad kontaktami moich psow z innymi, ale jesli nie ma sie kontroli nad wlasnym psem, to nad relacjami z innymi psami rowniez ma sie kontrole zerowa. Quote
PaulinaBemol Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 i to jest najpiękniejsze jak ktoś spuszcza swojego którego nie umie odwołać i potem robi awanturę że jego psu się oberwało a sam podleciał do zasmyczonego mało przyjaznego psa :roll: Quote
strix Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 (edited) PaulinaBemol napisał(a):tylko z mojego doświadczenia wynika to że częściej agresywne są te bez kagańca tylko właściciel jest bezstresowy ;) Zgadzam się. Kiedyś ktoś mądrze powiedział, że każdy rodzić uważa, że jego dziecko jest najpiękniejsze a każdy włąściciel psa, że jego pies jest świetnie ułożony ;) Najbardziej nie lubię właścicieli, którzy na widok ich psa wyżywajacego sie na moim stwierdzają, że 'on się chce tylko bawić'. I fakt,że mój pies wyrywa się i piszczy, podczas gdy 'zabawowy' wbija mu zęby w kark albo przydusza do ziemi nie robi na nich wrażenia. W Norwegii jest teraz moda na molosowate, więc sporo tego łazi bez smyczy i oczywiście nie jest odwoływalne. Mój Faust nosił kaganiec, bo jako młody pies miał zwyczaj połykać cokolwiek znalazł na ulicy. Po kilku wizytach u weta zostaliśmy pouczeni, że lepiej założyć kaganiec, bo pies moze sobie nawet przebić jelito, jak połknie nie to, co trzeba i nie da się go uratować. On się wychował na farmie, gdzie biegał w samopas i szukał żarcia, stąd te zachowania. Do dziś czasami zakładam mu halti, właśnie z tego powodu (ma okresowe regresy). Edited June 3, 2012 by strix Quote
strix Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 (edited) xxxx52 napisał(a):To zrozumiale ze tylko pozytywnymi metodami ,bo jakimi innymi? Wspolczuc mozna tylko psom ,ktorych opiekun szkoli innymi jak jak tylko pozytywnymi metodami. Litości! Wiesz, gdzie usypia się najwięcej psów? W środowiskach, które uznają wyłacznie pozytywne metody. Ostatnio pani weterynarz 100% pozytywna wydała opinię o eutanazji asta, który obronił swoją panią przed jej agresywnym mężem, po prostu go pogryzł kiedy facet rzucił się na kobietę z pięściami. Piesek był na kwarantannie a pani weterynarz (członek AVMA znanego z brudnych metod walki z czymkolwiek innym niż 100% pozytywne metody) napisała w opinii, że 'pies nie nawiązał z nią kontaktu, nie ma ochoty współpracować z człowiekiem'. I pies został uśpiony mimo, że nie przejawiał agresji. W swojej niedługiej karierze czytałam wielostronicowe opinie napisane przez wyłacznie pozytywnych na temat, dlaczego dany pies musi zostać uśpiony. Naprawdę, było tam wszystko od wad neuroprzekaźnictwa począwszy na genetyce skończywszy (ciekawe, bo o ile wiem nie przeprowadzili w tym kierunku żadnych testów. Po prostu skoro pies nie reagował na 100% pozytyw, znaczy, że z psem było coś nie tak, nie z metodą....). 99% przypadków było w pełni rehabilitowalnych. Tak jak dziecku mówisz 'nie wolno' i nie dajesz cukierka za to, że nie bije rówieśnika, tak samo z psem należy postępować zdroworozsądkowo. 100% pozytyw sprawdza się podczas nauki komend i moimz daniem wtedy jest to jedyna metoda. Ale każda nauka ma trzy fazy i w końcowej fazie (rozproszenia) czasami trzeba psa skorygować, żeby jednak tych śmieci nie zżerał itp. Edited June 3, 2012 by strix Quote
a_niusia Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 ja osobiscie znam psa, ktory leci na moja starsza suke z warkotem (mlodsza olewa zupelnie, a jak ona przylazi to ja odgania) i jest to naprawde strasznie grozny warkot. chodzi o to, ze moja ma uciekac, zeby tamta mogla ja gonic. moja suka jest jednym z niewielu psow, ktorego ten piesek strasznie lubi. obie dobrze sie bawia mimo swojej trudnej relacji:))) Quote
Martens Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 sacred PIRANHA napisał(a):to Ty nie wiesz, ze psów do łóżka wpuszczać nie wolno? Przez to się robią niegrzeczne:-D No tak, te fikanie do psów i ciągnięcie na smyczy to było na pewno przez spanie w łóżku ;) Zdominował mnie i w ogóle ;) Sybel napisał(a): O bajce z wychowaniem tylko pozytywnym się nie wypowiem, bo mi się odechciewa, jak czytam xxxx. Jakoś za każdym razem mi się nóż w kieszeni otwiera. Bosz, jakaś Ty niepozytywna, zaraz z nożem w kieszeni wyskakujesz :diabloti: Ale i mi się otwiera, szczególnie jak widzę efekty "wyłącznie pozytywnego wychowania" - i u psów, i u dzieci :angryy: strix napisał(a): 100% pozytyw sprawdza się podczas nauki komend i moimz daniem wtedy jest to jedyna metoda. Ale każda nauka ma trzy fazy i w końcowej fazie (rozproszenia) czasami trzeba psa skorygować, żeby jednak tych śmieci nie zżerał itp. Amen. Szkolenie pozytywne kończy się na tym, że piesek się słucha tylko dlatego, że chce, a nie musi - więc łatwo przewidzieć, jakie są efekty, kiedy akurat bardziej "zachce" czegoś innego niż posłuszeństwa... Quote
a_niusia Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 ale tez sa psy, ktore CHCA SIE SLUCHAC. moj starszy pies jest totalnie pozbawiony czegos takiego jak postawa "mam cie w dupie". juz nie pamietam, kiedy ostatnio w kierunku tego psa zrobilam cos, co nie byloby pozytywne. jest to grzeczna, ujmujaca, slodka istota. a moj mlodszy pies...ta to jest posluszna, BO MUSI, nie bo chce. marzenia, to ona akurat ma inne-strach myslec jakie. Quote
omry Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 sacred PIRANHA napisał(a):to Ty nie wiesz, ze psów do łóżka wpuszczać nie wolno? Przez to się robią niegrzeczne:-D Moja mamuśka mi ostatnio zapodała niusa, że mam nie pozwalać Avril wchodzić na poduszki, bo ona mnie w ten sposób dominuje.. Załamałam się. Avril też po przyjeździe do mnie najchętniej zjadałaby wszystkie jadalne i mniej jadalne rzeczy. Zdarzało jej się biec i w locie łapać w pysk kupę.. Na szczęście bardzo szybko nauczyła się komendy 'nie' i wszystko poszło nam bardzo sprawnie. Na dzień dzisiejszy zdarza jej się czasem przystanąć i powąchać (nie tak normalnie, tylko tak.. natarczywie, zachłannie wąchać), ale szybko się odwołuje i nie w głowie jej pochłanianie. Z nią poszło łatwo, ale na początku miałam stracha i współczuję tym, dla których psów pochłanianie śmieci jest nieodpartą pokusą. Quote
Sybel Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 Nie wiem, ja pewnie będę złą matką, tak jak jestem złą pańcią, bo dzieciaka nie będę tylko i wyłącznie nagradzać i wychowywać bezstresowo, tak samo, jak nie wychowuję tak moich zwierząt (nie obrażajcie się za zestawienie, Młody bedzie moim pierwszym dzieckiem, a psów już miałam kilka i z nimi mam większe doświadczenie). Jeśli coś przeskrobie, będzie kara, ale też nie przegięta, po prostu taka, żeby ją dostrzegł, ale żeby nie pozostawiła traumy, tylko żeby się na przyszłość kojarzyła odpowiednio. Moje psy w sumie są rzadko nagradzane smakołykami, za to baaardzo często głosem i pieszczotą - to je satysfakcjonuje. Za to szczury zawsze są nagradzane przede wszystkim jedzeniem, bo to jest dla nich najcenniejsze i najbardziej satysfakcjonujące (ten dziki pęd ogonów na szelest folii od wafli ryżowych - bezcenne :D ). Jeśli przegną z szaleństwami lub się pobiją, karnie lądują w klatce i rozumieją to. Nie można być wyłącznie pozytywnym, bo to nie stawia pewnych granic: to jest dobre, właściwe, a to złe, niepożądane. Swoją drogą, jak teraz chodzę po sklepach i kompletuję wyprawkę dla Młodego, mam wątpliwą przyjemność "podziwiać" występy rozwrzeszczanych maluchów drących się "JA CHCĘĘĘĘĘ!", to za każdym razem w końcu pada z mojej lub mojego TZ tekst "nasz taki nie będzie, po moim trupie". Serio, straszne są te dzieciaki, które rodzice zapychają kolejną zabawką, byle się wreszcie zamknęły. Quote
omry Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 Sybel napisał(a):Jeśli przegną z szaleństwami lub się pobiją, karnie lądują w klatce i rozumieją to. No nie wiem :) Ja moim szczurom nigdy w niczym nie przeszkadzałam. Jak się biją - niech się biją, byleby krew nie leciała. Jak sobie kradną jedzenie - niech kradną. Ja obserwuję i wiem, że w końcu i tak każdy się naje. Jeśli chodzi o karę, to zawsze było 'EJ!' i nagle każdy wracał do swoich działań z daleka od fajne odrywającej się tapety czy nieziemsko chrupiących listewek :) Quote
sacred PIRANHA Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 Sybel jak juz będziesz mieć dziecko..bedzie miec tak z 3- 4 lata to wtedy pogadamy:-D Ja mam 3, 5 letnią córkę...znana jestem z tego, ze psy trzymam twarda reką; miałam ich w życiu kilka, aktualnie mam dwa yorki - yorki, które chodza bez smyczy, nie podlatują do nikogo, nie dra japy na dworze, nie rzucają się do większych psów, reagują na stoj, idz, tędy itp itd ale z dzieckiem tak łatwo nie jest;-) jest inaczej i np o ile z psami konsekwencja, stanowczosc, opanowanie to dla mnie chleb powszedni, o tyle z dzieckiem juz czasem mnie ponosi albo mam ochote ulec dla świętego spokoju;-) Co nie zmienia faktu, ze wszyscy mi mowią że jestem okropną matką, chłodną i surową:-D Może i jestem, ale Emilka jak jestesmy w sklepie pyta mnie, czy moze sobie cos wziąc, jak jej mowie ze nie, to odkłada to na polke i idzie dalej;-) Choć nie zawsze było tak pięknie;-) Quote
ulvhedinn Posted June 3, 2012 Posted June 3, 2012 Sybel napisał(a):Byli sąsiedzi mojej siostry mieli chihuahue. Jak panowie z nią szli, brali wiaderko i było "Wojtek! łap go! ucieka!" I nakrywali psa wiaderkiem, żeby nie uciekł. Serio. Ja tego nie widziałam, ale moja siostra do tej pory się śmieje, jak widzi gościa z małym pieskiem. O rany :) Mam chi i wyobraziłam sobie że biegam z wiaderkiem za psem :) Inna sprawa, że Żubr jest naprawdę posłusznym psiakiem.... Quote
Sybel Posted June 4, 2012 Posted June 4, 2012 Omry, u nas jest tak, że Kacper - jedyny łaciaty - dostaje taaakie lanie od obu czarnuchów, że sierść leci na wszystkie strony. On jest najmniejszy, najbardziej do nas lgnie, jest o połowę chudszy od największego, Belzebuba, który po prostu czasem tak ma, że lata za Kacperskim i go leje naprawdę solidnie, więc są wrzaski i kępki białego futra latające po okolicy. Melchior czasem też Kacpra przetrzepie, więc musimy rozdzielać. Jak włażą na łóżko, co jest zabronione, też wracają na moment do klatki. Tylko na Kacpra to nie działa, bo on po prostu chce spać z nami i kropka. Btw., czy Twoje szczury bardzo linieją? Jak wczoraj wymienialiśmy podkład, to po prostu tyle sierści latało, że w szoku byłam, ze cokolwiek na tych naszych piekielnikach zostało. Na dodatek mój TZ chyba odwrotnie ustawił kuwetę po myciu, bo szczury zawsze spały po lewej stronie, a po prawej miały toaletę, a teraz im się przestawiły strony po ponad pół roku. No i nie wiem, jak to będzie z ich bieganiem, jak Młody przyjdzie na świat, jakoś trzeba będzie im teren ogrodzić, a oni tak uwielbiają siedzieć w mokrym brodziku i się pluskać. Piranha, ja wiem, my jesteśmy oboje z TZ teoretykami. Dzieci kuzynek mojego męża nie mają z nami łatwo, są potwornie rozpuszczone, a my im nie pozwalamy wejść sobie na głowę, sterroryzować się itd. Jak to będzie z naszym - nie wiem. Mam termin za 19 dni, więc wkrótce zacznę sprawdzać w praktyce, jak to u nas wygląda ;) Quote
Yorkomanka Posted June 4, 2012 Posted June 4, 2012 Goniąca flexi to jednak mniejszy problem niż jak szelki/obroża zostaną sobie przyczepione do smyczy ale już nie na pieseczku:p pies ciotki 2 razy zrobił mi taki numer jak mocno się wystraszył szczekających psów. Raz go złapałam na ulicy za ogon drugim razem przychodził jak go wołałam ale jak wyciągnęłam rękę żeby go złapać uciekał a jak mi się udało capnąć zaraz puściłam bo ma piękne ząbki... ała szedł mniej więcej w tym samym kierunku co ja więc wróciliśmy bez smyczy tyle że pobiegł przy okazji gryźć sie z psem, potem prawie zeszłam na zawał jak przebiegł przez ulicę i zniknął mi z oczu na szczęście stał pod bramą. Miłam ochotę zrobić temu małemu idiocie krzywdę ale tylko otworzyłam mu drzwi. Nie puszczam go bez smyczy nigdy. A kiedy wyleci mi z ręki smycz to przebiegnie kawałek, przywali nią sobie po łapach, staje i czeka aż go uratuję:diabloti: Quote
Sybel Posted June 4, 2012 Posted June 4, 2012 Suka moich teściów, zresztą średnio wychowana, bo wiecznie puszczana luzem na zasadzie "musi się wybiegać", już zostawiła na płotach dwa kagańce w komplecie z szelkami. Jeden udało się odzyskać, drugi nadal gdzieś tam wisi. Majka jest dosłownie z gumy, ona się ze wszystkiego potrafi wypakować, więc w tej chwili szelki są zawsze lekko luźne, jak się powiesi, żeby mogła wyleźć. Quote
xxxx52 Posted June 4, 2012 Posted June 4, 2012 strix napisał(a):Litości! Wiesz, gdzie usypia się najwięcej psów? W środowiskach, które uznają wyłacznie pozytywne metody. Ostatnio pani weterynarz 100% pozytywna wydała opinię o eutanazji asta, który obronił swoją panią przed jej agresywnym mężem, po prostu go pogryzł kiedy facet rzucił się na kobietę z pięściami. Piesek był na kwarantannie a pani weterynarz (członek AVMA znanego z brudnych metod walki z czymkolwiek innym niż 100% pozytywne metody) napisała w opinii, że 'pies nie nawiązał z nią kontaktu, nie ma ochoty współpracować z człowiekiem'. I pies został uśpiony mimo, że nie przejawiał agresji. W swojej niedługiej karierze czytałam wielostronicowe opinie napisane przez wyłacznie pozytywnych na temat, dlaczego dany pies musi zostać uśpiony. Naprawdę, było tam wszystko od wad neuroprzekaźnictwa począwszy na genetyce skończywszy (ciekawe, bo o ile wiem nie przeprowadzili w tym kierunku żadnych testów. Po prostu skoro pies nie reagował na 100% pozytyw, znaczy, że z psem było coś nie tak, nie z metodą....). 99% przypadków było w pełni rehabilitowalnych. Tak jak dziecku mówisz 'nie wolno' i nie dajesz cukierka za to, że nie bije rówieśnika, tak samo z psem należy postępować zdroworozsądkowo. 100% pozytyw sprawdza się podczas nauki komend i moimz daniem wtedy jest to jedyna metoda. Ale każda nauka ma trzy fazy i w końcowej fazie (rozproszenia) czasami trzeba psa skorygować, żeby jednak tych śmieci nie zżerał itp. skad masz te dane? czy z gazet norweskich? co do statystyki to cos wiem co to w praktyce znaczy ,jedno kretactwo,tak sie ja ustala jak jest w dynej chwili wygodna. jakie metody jak nie lagodne we wychowaniu psow Wg.ciebie sa skuteczne? Poza tym nie porownuje sie wychowynia psow do wychowania dzieci ,to jedno,moze z jednym wyjatkiem przy wychowaniu dzieci i psow nalezy byc konsekwentnym to daje dobry efekt w przyszlosci.Moge cos powiedziec bo moj syn ma 39 lat ,a moja corka 19 i wychowanie dzieci i psow zawsze mialam na swoich barkach i nie narzekam z efektow.natomiast co mowi statystyka(ktora mialam na studiach i wiem jak sie ja preparuje)i co pisza gazety , to wiesz nalezy tylko przesiewac przez"sito"i czytac w rozowych okularach. Quote
omry Posted June 4, 2012 Posted June 4, 2012 Sybel napisał(a):Omry, u nas jest tak, że Kacper - jedyny łaciaty - dostaje taaakie lanie od obu czarnuchów, że sierść leci na wszystkie strony. On jest najmniejszy, najbardziej do nas lgnie, jest o połowę chudszy od największego, Belzebuba, który po prostu czasem tak ma, że lata za Kacperskim i go leje naprawdę solidnie, więc są wrzaski i kępki białego futra latające po okolicy. Melchior czasem też Kacpra przetrzepie, więc musimy rozdzielać. Jak włażą na łóżko, co jest zabronione, też wracają na moment do klatki. Tylko na Kacpra to nie działa, bo on po prostu chce spać z nami i kropka. Btw., czy Twoje szczury bardzo linieją? Jak wczoraj wymienialiśmy podkład, to po prostu tyle sierści latało, że w szoku byłam, ze cokolwiek na tych naszych piekielnikach zostało. Na dodatek mój TZ chyba odwrotnie ustawił kuwetę po myciu, bo szczury zawsze spały po lewej stronie, a po prawej miały toaletę, a teraz im się przestawiły strony po ponad pół roku. No i nie wiem, jak to będzie z ich bieganiem, jak Młody przyjdzie na świat, jakoś trzeba będzie im teren ogrodzić, a oni tak uwielbiają siedzieć w mokrym brodziku i się pluskać. U moich też tak było. :) Został już tylko Timon i to właśnie on był zawsze bity. Najbardziej ustawiał go Dolar, bo Bingo, największy i najspokojniejszy z braci i jednocześnie alfa miał zazwyczaj wszystko gdzieś, jednak gdy postanowił sprać braci, to się nie wahał. Wrzaski były takie, jakby się wzajemnie oskalpowali, klatka latała i ogólne armagedon, ale nigdy nie zrobiły sobie krzywdy (poza jakimiś strupkami i brakami w sierści). To jest u szczurów naturalne zachowanie. Ja nigdy nie ingerowałam, bo jak muszą coś między sobą załatwić to muszą i już, oddzielanie nic nie zmieni. Sierść normą jest (a raczej była, bo z jednym szczurem jest to praktycznie niezauważalne) u nas na hamakach i kocykach w klatce. Zawsze było jej sporo :) Quote
PaulinaBemol Posted June 4, 2012 Posted June 4, 2012 a ja mam inne pytanie dlatego że mnie to ciekawi zawsze bo nie spotkałam psa którego udało się wyprowadzić metodą pozytywna z agresji (tylko prawdziwej agresji a nie lękowej). Pisałaś że miałaś psy agresywne które stały się aniołkami dlatego też nie jesteś za usypianiem psów agresywnych. Czy twój sznaucerek to wyjątek? czy po prostu on nie dał się wyprowadzić tą samą metodą co tamte? Bo z całym szacunkiem jeśli właściciel musi psu kaganiec do kąpieli zakładać żeby go nie ugryzł to jest tu coś nie tak. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.