Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='motyleqq']nie wiem jak tam u Was, ale w Warszawie są przepisy mówiące że pies ma być na smyczy LUB w kagańcu, więc jeśli prowadzę psa na smyczy i podbiega do nas jakiś inny i kończy się to w przykry sposób, to nie jest to moja wina. ale to sytuacja czysto hipotetyczna, bo po pierwsze Etna nie bywa agresywna, a po drugie i tak bym miała wyrzuty sumienia.

Nie, warszawskie przepisy mówią, że psy mają być na smyczy, a jeśli wykazują agresję, to także w kagańcu. Psy mogą być spuszczone ze smyczy w miejscach mało uczęszczanych przez ludzi lub specjalnie oznaczonych, ale psy ras uznanych za agresywne muszą mieć wtedy kaganiec.
Tutaj link do ustawy ;)
http://www.bip.warszawa.pl/dokumenty/informacje/OS/OS_projekt_regulamin_czystosc_20060612.pdf

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

uwielbiam jak pieeeessssski do nas podchodzą:angryy:
kilka dni temu koło RUCHLIWEJ ulicy idzie sobie para z pieseczkiem trochę za kolano luzem oczywiście bo jakże by inaczej obroży nawet nie miał... no i oczywiście pieseczek leci do nas, wzięłam moje zwierze na ręce minęliśmy się zwierze z powrotem na chodnik idziemy już w stronę domu a pieseczek nagle w tył zwrot i wsadził nos pod mojego niczego nie spodziewającego się psa unosząc jego zadek, mój pies się odwrócił poniuchał tamtego którego właściciele bezskutecznie próbowali odwołać tamten postawił irokeza a mój zanim zdążyłam go zgarnąć na ręce pięknie wgryzł się we wroga wyrywając mu trochę kłaka:roll: czy na prawdę prowadzenie psa na smyczy aż tak boli?
dziś też miał małe spięcie:roll: oba psy bez smyczy pod moim blokiem... Duś zajęty swoimi sprawami ma cały świat w dupce no i znowu jakiś burek tym razem mały zirokezowany bo czemu by nie:loveu: pańcio nie daleko... Duś zirokezowanych psów nie trawi więc była mini awantura bo na magiczne słowo musiał odpuścić:p nie wiem czy tak ciężko niektórym zrozumieć że cały świat nie musi ich reksia czy innego pimpusia kochać? nie wiem mam całe życie swojego psa na rękach nosić?:roll:

Posted

Yorkomanka napisał(a):
uwielbiam jak pieeeessssski do nas podchodzą:angryy:
kilka dni temu koło RUCHLIWEJ ulicy idzie sobie para z pieseczkiem trochę za kolano luzem oczywiście bo jakże by inaczej obroży nawet nie miał... no i oczywiście pieseczek leci do nas, wzięłam moje zwierze na ręce minęliśmy się zwierze z powrotem na chodnik idziemy już w stronę domu a pieseczek nagle w tył zwrot i wsadził nos pod mojego niczego nie spodziewającego się psa unosząc jego zadek, mój pies się odwrócił poniuchał tamtego którego właściciele bezskutecznie próbowali odwołać tamten postawił irokeza a mój zanim zdążyłam go zgarnąć na ręce pięknie wgryzł się we wroga wyrywając mu trochę kłaka:roll: czy na prawdę prowadzenie psa na smyczy aż tak boli?
dziś też miał małe spięcie:roll: oba psy bez smyczy pod moim blokiem... Duś zajęty swoimi sprawami ma cały świat w dupce no i znowu jakiś burek tym razem mały zirokezowany bo czemu by nie:loveu: pańcio nie daleko... Duś zirokezowanych psów nie trawi więc była mini awantura bo na magiczne słowo musiał odpuścić:p nie wiem czy tak ciężko niektórym zrozumieć że cały świat nie musi ich reksia czy innego pimpusia kochać? nie wiem mam całe życie swojego psa na rękach nosić?:roll:


chyba tak
ja mam 14 kg i czasami tez musze:)

Posted

strix napisał(a):

Co do naprężonej smyczy to nie czepiałabym się za bardzo - jeśli naprężona smycz jest efektem tego, że pies ciągnie to nie ma to znaczenia. Źle jeśli to właściciel na widok innego psa pierwszy ściąga smycz.


No, ostatnio mijałam się z suczą z papillonem - pańcia od papilonka "łowiła" go flexi i jakoś tak go podniosła do góry, efekt? Psy się za łby złapały... Ludzie chyba nie czają bazy z tym napinaniem czy wręcz podnoszeniem psa do góry właśnie.

Posted

Kirinna napisał(a):
chyba tak
ja mam 14 kg i czasami tez musze:)


Ja mam prawie 24 kg suczkę i też czasami ją brałam na ręce, żeby nie chwyciła i nie połamała dwóch yorków, efekt? Dostałam od niej tak mocno z główki pod oko, że tydzień z limem chodziłam :evil_lol: i zawsze mówię, właścicielom tych dwóch psów (zawsze są bez smyczy), że jak ich nie wezmą natychmiast to będą je zeskrobywać w asfaltu, a tego chyba nikt by nie chciał :p

Posted

vege* napisał(a):
Ja mam prawie 24 kg suczkę i też czasami ją brałam na ręce, żeby nie chwyciła i nie połamała dwóch yorków, efekt? Dostałam od niej tak mocno z główki pod oko, że tydzień z limem chodziłam :evil_lol: i zawsze mówię, właścicielom tych dwóch psów (zawsze są bez smyczy), że jak ich nie wezmą natychmiast to będą je zeskrobywać w asfaltu, a tego chyba nikt by nie chciał :p


:)
przynajmniej masz większego psa, którym możesz postraszyc,
chociaż jak jechałam z Junem w kagańcu(taki skurzany) to w parku nie wiem dlaczego wszyscy psy sciągali do siebie, a mój przecież jest taki mały i przyjazny:diabloti:
fajnie było jak wszyscy schodzili nam z drogi(nielicze psów powyżej kolana:))

Posted

Dziś pierwszy poważniejszy spacer Browara był, taki z ulicą, psami szczekaczami i kretynem na motorku. No i wracamy sobie grzecznie, wyrasta mi szczęśliwa grupka z psem marki "pitbull z amstafem, ale czystej krwi". Psa znam, ma odchyły i jest głuchy (co nie przeszkodziło rozmnożeniu go). Zero smyczy, zero kagańca, zero obroży. Drugi raz z tym psem taką sytuacje miałam. Gdyby nad nim panowali- ok, ale jak mu wydadzą z daleka jakiekolwiek polecenie? Dopiero jak zobaczyli, że też z psem idę to go złapali za resztki uszu i kark.

Posted

czasem żałuję że mam mikro psa i nie mogę postraszyć zdrapywaniem z chodnika ale w kilku sytuacjach kiedy mikro psa wzięłam w ostatniej chwili na ręce z większym którego na smyczy się nie da podnieść oba psy były by co najmniej do szycia:roll:

Posted

Kirinna napisał(a):
:)
przynajmniej masz większego psa, którym możesz postraszyc,
chociaż jak jechałam z Junem w kagańcu(taki skurzany) to w parku nie wiem dlaczego wszyscy psy sciągali do siebie, a mój przecież jest taki mały i przyjazny:diabloti:
fajnie było jak wszyscy schodzili nam z drogi(nielicze psów powyżej kolana:))

Ona nie jest duża, jest wielkości samca shar-pei'a ;-)
Jak Nuce założyłam fizjolog to wszyscy się jej bali, bo nie dość, że miała taki 'wielki' kaganiec to jeszcze jest czarna, a z tego co wiem ludzie się boją czarnych psów, nie wiem dlaczego :p, a jak jej założyłam "słitaśne" szelki w łapki i kosteczki to wszyscy się albo uśmiechali albo cmokali do niej :evil_lol:

Posted

Wczoraj dostałam histerii. Mało nie dałam w pysk właścicielce pewnej ONki...

Wracałyśmy z mamą i Tośkiem <lab 6,5mies.> z długiego spaceru - mój jest podbiegaczem więc chodzi na lince lub zapinam go zawsze kiedy widzę człowieka lub psa..akurat miałam go na 5metrowej lince którą sobie zwinęłam na ręce na długość normalnej smyczy... już niedaleko domu na osiedlu biegała ONka <która zawsze wracała do właścicielki i dopiero ze smyczy się sadziła> wczoraj bez uprzedzenia wpadła na Tośka - przygniotła go i nie chciała zejść...wr! za każdym razem kiedy ja poruszałam linką by wyciągnąć spod niej swojego psa suka go gryzła....moja mama zaczęła ją spychać - ciężki temat... wrzeszczałam na babsko, że ma zabrać psa - a co robiła właścicielka? chodziła dookoła nas i wołała psa - chyba bała się podejść i ją zabrać !... mama dała suce pięścią w żebra i dopiero zlazła... mój oczywiście mega stres :(kiedy mama powiedziała babie, że suka powinna mieć kaganiec - ta stwierdziła, że nasz też nie ma.... tylko, że mój pies nie stwarza zagrożenia a jej suka mogła go nawet zagryźć.... Dodam, że kobieta trzyma tą sukę na balkonie 24h/7 niezależnie od pogody...

Posted

Rysia88 napisał(a):
.... Dodam, że kobieta trzyma tą sukę na balkonie 24h/7 niezależnie od pogody...


Tu masz wytłumaczenie jej zachowania. Donieś na nią na policję i do TOZ-u. To jest znęcanie się nad zwierzętami. Dodatkowo pies dotaje świra i naprawdę robi się niebezpieczny. Babsztyl sam powinien sobie odmrozić d**ę, może wtedy by zmądrzał.

Posted

Gdy wczoraj byłam z moim psem na spacerze przybiegł do mnie Amstaff. Jego właścicielka wołała go, ale pies nie przychodził. Psiaczek zaczął wąchać moją Dede, ale jej się to się nie spodobało. Zaczęła na niego szczekać i warczeć. On się przestraszył i pobiegł. Właścicielka musiała go gonić. Gdy go złapała piesek dostał od niej lanie :-(.

Posted

Smolinos napisał(a):
Gdy go złapała piesek dostał od niej lanie :-(.

A potem niech się dziwi, że pies nie przychodzi do niej na zawołanie... :roll: Szkoda, że jeszcze dość często właścicielami psów są ludzie, którzy nimi być nie powinni... :shake:

Posted

Smolinos napisał(a):
Gdy wczoraj byłam z moim psem na spacerze przybiegł do mnie Amstaff. Jego właścicielka wołała go, ale pies nie przychodził. Psiaczek zaczął wąchać moją Dede, ale jej się to się nie spodobało. Zaczęła na niego szczekać i warczeć. On się przestraszył i pobiegł. Właścicielka musiała go gonić. Gdy go złapała piesek dostał od niej lanie :-(.



dla niektórych to niestety normalne, chodzę na spacery z zaprzyjażnionym psem(z psem z jej właścicielką nie do końca), które pani od czasu do czasu chce czegoś wymagać i np ją woła gdy ta bawi się z moim, to oczywiste że nie przyjdzie ale ta pani tego jakoś nie może zrozumieć. Ja często łapię mojego żeby tamta sunia poszła do właścicielki, ale jeśli przyjdzie to nie ma żadnej nagrody tylko kolejne wymaganie...
czyli nie dość że nie nagrodziła to jeszcze ukarała zatrzymaniem przy sobie

Posted

WATACHA napisał(a):
Pewnie do kuwety robiła :shake:, bo i o takich pomysłach słyszałam


No i co w tym takiego dziwnego? Są Yorki ( zwłaszcza suczki) które jak pada, to w ogole nie chcą wyjść z klatki, a wyciągnięte na dwór kiedy jest mróz wręcz piszczą i chcą wracać natychmiast, nie ma mowy żeby się załatwiły. Rozumiem że na siłę psa ciągnąć, tak? Czy pozwolić lać na dywan, bo nauczenie psa kuwety to wielka ujma na honorze?

Posted

Visenna napisał(a):
No i co w tym takiego dziwnego? Są Yorki ( zwłaszcza suczki) które jak pada, to w ogole nie chcą wyjść z klatki, a wyciągnięte na dwór kiedy jest mróz wręcz piszczą i chcą wracać natychmiast, nie ma mowy żeby się załatwiły. Rozumiem że na siłę psa ciągnąć, tak? Czy pozwolić lać na dywan, bo nauczenie psa kuwety to wielka ujma na honorze?


Nie tylko yorki tak mają ;). Aż żałuję, że nie robią wystarczająco dużych kuwet, bo moja kudłata [20 kg radosnego psa] też wyczynia takie cyrki jak pada ;). Oj, byłaby szczęśliwa dziewczynka, gdybym jej nie zmuszała do wychodzenia z domu w deszcz :D.

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Nie tylko yorki tak mają ;). Aż żałuję, że nie robią wystarczająco dużych kuwet, bo moja kudłata [20 kg radosnego psa] też wyczynia takie cyrki jak pada ;). Oj, byłaby szczęśliwa dziewczynka, gdybym jej nie zmuszała do wychodzenia z domu w deszcz :D.


oj tam, moi rodzice mają 4 kotki więc mój tata sam zrobił kuwetę- jest tak duża, że rottwailer mógłby w nią robić:cool3:

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Nie tylko yorki tak mają ;). Aż żałuję, że nie robią wystarczająco dużych kuwet, bo moja kudłata [20 kg radosnego psa] też wyczynia takie cyrki jak pada ;). Oj, byłaby szczęśliwa dziewczynka, gdybym jej nie zmuszała do wychodzenia z domu w deszcz :D.

Moje wychodzą, ale z takimi minami, ze ehhh ;/ A młodszy to się ostentacyjnie wlecze na samym konću 5 metrowej smyczy i nijak mu wytłumaczyć, że im szybciej, tym krócej na dworzu

Posted

Kazik wstrzymywał ile się dało jak padał deszcz- jak już nie mógł wytrzymać musieliśmy sprint do drzwi uprawiać, bo do momentu, kiedy prawie popuszczał to nie dało się go wołami wyciągnąć z ciepełka. Wychodził do najbliższego krzaczka i pilnował tylko, żebym czasem od drzwi nie odeszła i pieseczka na podwórku nie zostawiła.

Posted

My po raz kolejny mieliśmy bliskie spotkanie z agresywnym onkiem sąsiada. Pisałam po kastracji Nera że wieczorem sąsiad go wypuścił i o mało nas nie zaatakował.
Wczoraj była podobna sytuacja.
Idziemy z składzie ja+ 2 siostry i Nero. Słychać szczekanie psów i nagle pisk, biegnie onek. Gdy nas zauważył położył się jakieś 10-15m przed nami. Ostrzegłam siostry żeby teraz zwolnić bo ten będzie chciał atakować (widać było to po nim). No i ruszył na nas... My oczywiście krzyk, zasłaniamy Nera rowerami i próbujemy odgonić psa. W końcu siostra wzięła jakiś patyk i pies zwiał w strone swojego podwórka (które było niedaleko). My przechodzimy obok sąsiada posesji, a tam brama zamknięta, pies na podwórku :roll:
Z jednej strony szkoda że mnie nie dziabnął (nie mówię tu o jakimś mega pogryzieniu) ale wtedy może dopiero ktoś by się tym zainteresował :roll: Ponoć ludzie zgłaszali to na policje, facet dostał (chyba) mandat a dalej wypuszcza swojego psa :roll:

Posted

Moje psy w deszczu wychodzą normalnie, tyle, że Felek usiłuje iść pod parasolem, a że jest wysokości jamnika, to niewiele to daje... Miałam dalmatyńczyka, który w deszczu usiłował się schować pod swoją nieco niższą od niego koleżanką :) A ona nie wiedzieć czemu się wściekała :D Poza tym kiedyś Pucel wlazł w głębokie krzaki zrobić kupę. Niestety, krzaki były zamieszkałe przez stado much, czy gzów - nie wiem, co to było. W każdym razie rój się poderwał i zaczął obsiadać psa. Pierwszy raz widziałam, jak pies jednocześnie kuca i podskakuje :)
Miałam też na osiedlu wilczura, Szarika, który uwielbiał koty, ale to totalnie, zawsze ich bronił i w ogóle obłęd :) Na spacery chadzał z takim białym w szare łaty, a jak deszcz padał, kot szedł równo pod psim brzuchem :D Widok mistrzowski :)

Posted

Mało co mnie pies nie pogryzł!! Oo

wracałam ze szkoły i wspominany już kiedyś gdzies przeze mnie ok. 10kg czarnuch chodzący 24/365 w materiałowym kagańcu (oj sory, to już nie jest kaganiec tylko jego skrawki) się na mnie rzucił

Zaszedł mnie od tyłu i wkleił nos w moją łydkę, a że zaczął powarkiwać to się przestraszyłam i odwróciłam do niego. W tym momencie kłapnął mi przed nogą :evil: :evil: :evil:
Dobrze że miałam siatkę - przynajmniej mogłam się bronić. Kurdupel wgryzł mi się w reklamówkę :shock: :evil: :evil: :evil:
Wrzasnęłam coś, żeby sobie poszedł i się trochę przestraszył (czyt. zmienił taktykę i zaczął atakować od tyłu). Waliłam siatką na ślepo, a jak mocniej dostał i rzucił się od przodu zdzieliłam go butem...
nawet to go nie zniechęciło. Dopiero po którymś razie odpuścił :evil: :evil: :evil: :roll:

Najlepsze jest to, że obok szła kobieta z dzieckiem. Normalny człowiek widząc takie zajście stara się jakoś ochronić dziecko, odciągnąć je jak najdalej, a ona nic.. Z tego wynika, że to był jej pies. Nawet go nie zawołała, tylko przechodziła jakieś pół metra ode mnie i się gapiła. Ale strachu ani zdziwienia po niej nie było widać :evil: :evil: :evil:

Wcześniej ten sam pies rzucił się na Nanę. Wiem gdzie on mieszka - widuję go codziennie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...