zaginiona sara Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Beatrx napisał(a):niby czemu Twoja? to jej pies jest bez smyczy i podbiega do Twojego. przecież nie będziesz kagańcowała psa tylko po to, żeby obcy agresor mógł sobie go zaczepiać... Źle radzisz. Wina będzie Twoja. Bo to Twój pies pogryzł, to nic, że się bronił przed natrętem. Nawet złodziejowi jak wejdzie na podwórko i zostanie za mocno pogryziony możesz wypłacić odszkodowanie Quote
Szura Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Dobrze radzi, jeśli pies jest zabezpieczony, na smyczy, to wina jest tego, kto miał psa bez smyczy, który podbiegł i zaczepił. Quote
sachma Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Wina będzie Twoja. Bo to Twój pies pogryzł, to nic, że się bronił przed natrętem. Od kiedy? o.O Quote
zaginiona sara Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Szura napisał(a):Dobrze radzi, jeśli pies jest zabezpieczony, na smyczy, to wina jest tego, kto miał psa bez smyczy, który podbiegł i zaczepił. Właściciel odpowiada za wszystkie szkody jakie popełni jego pies. Obawiam się więc, że to który podbiegł może być bez znaczenia, a rachunek za weta pokryć będzie trzeba. Wolałabym się mylić... Quote
zaginiona sara Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 sachma napisał(a):Od kiedy? o.O Od wtedy od kiedy człowiek broniący swojej własności został pozwany o odszkodowanie za zbyt mocne pobicie złodzieja. Obawiam się, że niestety ale prawo broni nie tych co trzeba. Quote
sachma Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Właściciel ma obowiązek odpowiednio zabezpieczyć psa - czyli trzymać go na smyczy... to tak jakbyś chciała odszkodowanie od sąsiadów bo twoje dziecko wlazło do nich na podwórko przez płot i zleciało z trzepaku... gapowe się płaci - ktoś uważał, miał psa na smyczy, ty nie uważałeś, nie zapięłaś psa na smycz - płacz i płać. Albo jakbyś chciała żeby kierowca płacił za leczenie twojego psa, który wbiegł mu pod koła - w miastach jest obowiązek trzymania psa na smyczy, nie dość że odszkodowania nie będzie to jeszcze do tego może być mandat. Znajomy był świadkiem potrącenia psa - oczywiście pies luzem, facet wyjeżdżał z podwórka, pies wbiegł pod koła, właścicielka psa 20m dalej - oczywiście pies na miejscu - york a duża toyota - nie było szans - babka chciała odszkodowanie, wezwała policję - dostała mandat za nie trzymanie psa na smyczy i policjanci jej powiedzieli że miała szczęście że nie wbiegł na drodze, bo mogli by ją jeszcze oskarżyć o spowodowanie zagrożenia w ruchu lądowym... (to ostatnie to nie wiem czy ją ostrzegali, czy straszyli tylko...) to historia opowiadana od kilku dobrych lat, jak ktoś mówi że jego pies na smyczy nie musi chodzić ;) Pies to nie człowiek, przepisy wyglądają inaczej ;) Jeśli chodzi o obronę konieczną to bardzo istotne jest równoważność siły - tj jeśli ktoś cię atakuje miotłą to nie możesz go zastrzelić, jeśli złodziej ucieka, nie możesz go dogonić i skatować... to nawet w prawie europejskim obowiązuje.. zasada równoważności o ile się nie mylę. Quote
zaginiona sara Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 sachma napisał(a):Właściciel ma obowiązek odpowiednio zabezpieczyć psa - czyli trzymać go na smyczy... to tak jakbyś chciała odszkodowanie od sąsiadów bo twoje dziecko wlazło do nich na podwórko przez płot i zleciało z trzepaku... gapowe się płaci - ktoś uważał, miał psa na smyczy, ty nie uważałeś, nie zapięłaś psa na smycz - płacz i płać. Najlepiej zapytajmy prawnika. Ale obawiam się, że niestety jest tak jak piszę. Słyszałaś o rottweilerze, który unieruchomił złodzieja na kilka godzin w upale? Podobno właściciele na czas wyjścia z domu mają go wiązać. Było gdzieś na dogo, ile w tym prawdy nie wiem. Quote
zaginiona sara Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 sachma napisał(a):Właściciel ma obowiązek odpowiednio zabezpieczyć psa - czyli trzymać go na smyczy... to tak jakbyś chciała odszkodowanie od sąsiadów bo twoje dziecko wlazło do nich na podwórko przez płot i zleciało z trzepaku... gapowe się płaci - ktoś uważał, miał psa na smyczy, ty nie uważałeś, nie zapięłaś psa na smycz - płacz i płać. Albo jakbyś chciała żeby kierowca płacił za leczenie twojego psa, który wbiegł mu pod koła - w miastach jest obowiązek trzymania psa na smyczy, nie dość że odszkodowania nie będzie to jeszcze do tego może być mandat. Znajomy był świadkiem potrącenia psa - oczywiście pies luzem, facet wyjeżdżał z podwórka, pies wbiegł pod koła, właścicielka psa 20m dalej - oczywiście pies na miejscu - york a duża toyota - nie było szans - babka chciała odszkodowanie, wezwała policję - dostała mandat za nie trzymanie psa na smyczy i policjanci jej powiedzieli że miała szczęście że nie wbiegł na drodze, bo mogli by ją jeszcze oskarżyć o spowodowanie zagrożenia w ruchu lądowym... (to ostatnie to nie wiem czy ją ostrzegali, czy straszyli tylko...) to historia opowiadana od kilku dobrych lat, jak ktoś mówi że jego pies na smyczy nie musi chodzić ;) Z tym się zgadzam, ale co do pogryzienia nie wiem do końca Quote
sachma Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 nie można porównywać ataku pies - pies, a człowiek - pies. Nawet jak masz psa na smyczy, a pogryzie on człowieka to jest to twoja wina. Jednak człowiek w naszym prawie nie jest stawiany na równi z psem. Quote
gops Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 jeśli pies na smyczy jest większy i np rasy "agresywnej" to nawet to że jest na smyczy nic nie da i zawsze będzie wina tego psa , takie życie niestety :roll: widziałam jak na boksera znajomych dorosłego 45kg samca (pseudo) robił ataki mały jrt , bokser w końcu się zdenerwował i trzepnął mniejszego psa łapą tak że tamtem z piskiem uciekł , awantura wielka że ten wielki pies bez kagańca itd itd a najlepsze jest to że ludzie obcy ,przechodnie potakiwali i uważali że kobieta od jrt ma rację ;) mimo że to jej pies był bez smyczy, jej pies podbiegł i podgryzał no ale przecież to mały piesek i może wszystko . a sytuacja z tych wakacji , nie chamska ale ciekawa, moja działka jest ogrodzona a za siatką mamy pięknego samca boksera , moja suka go nie lubi więc często szczeka pod siatką próbując go dopaść , oczywiście pracujemy nad tym bo to nic przyjemnego jak często tak szczeka , bokser wtedy jeży się stanie jak wryty i stoi spięty, ale nawet nie warknie . przyjechali znajomi do nas z szit zu , dorosły samiec 2 letni z burzą hormonów , tak próbował dostać się do boksera że zrobił podkop i wszedł na działkę obok :roll: miał na sobie kaganiec bo bywa że i z moją suką średnio się dogadają więc ten mały max 7kg szit zu w kagańcu znalazł się po drugiej stronie płotu z wielkim samcem boksera ;) wszyscy myśleli że tym sposobem będzie po małym bo ten od razu ruszył się gryźć , zaczęliśmy krzyczeć (żeby dojść na tamta działkę trzeba by było iść naokoło co zajmuje jakieś 3 min drogi biegiem) , sąsiad wyszedł dosłownie w momencie jak bokser złapał małego w zęby za kark i zamierzał nim troszkę potrząsnąć ;) wyjął go z mordy swojego psa i przerzucił przez płot do nas całego i zdrowego , no nieco oślinionego . jakby bokser chciał mu zrobić krzywdę to by zrobił i nie dał sobie wyjąć ot tak psa z pyska więc mały miał więcej szczęścia niż rozumu . podkop od razu został zakopany a mały uwiązany na wszelki wypadek . więc nie każdy duży pies jest zły , i nie zawsze płot daje gwarancję bezpieczeństwa . z sąsiadami nadal żyję w zgodzie tylko teraz częściej sprawdzam płot czy nie ma podkopów ;) Quote
zaginiona sara Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Niestety ale zawsze pies większy jest winny. Albo ten mniej poszkodowany. Quote
filodendron Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Z tym pogryzieniem podbiegającego psa przez psa prowadzonego na smyczy to chyba zależy od przepisów na danym terenie. Jeżeli przepisy mówią - tylko smycz, to "bardziej" winny jest ten, który puścił psa ze smyczy. Ale jeśli przepisy mówią - smycz i kaganiec, to mandaty dostaną obie strony. Co do zwrotu kosztów leczenia to trzeba by się porywać na powództwo cywilne - policja tego nie załatwia, oni tylko wlepiają mandat za złamanie przepisów. Gdyby ktoś z powodu kosztów leczenia psa (nie człowieka) decydował się jednak na włóczenie się po sądach, to wynik zapewne zależałby od konkretnej sytuacji, świadków, zeznań. Całkiem łatwo mi sobie wyobrazić sytuację, w której właściciel pogryzionego podbiegacza zbiera dowody na to, że prowadzony na smyczy pies jest agresywny (znajduje innych świadków i udowadnia, że to nie pierwszy raz) i w związku z tym powinien być w kagańcu niezależnie od obowiązujących przepisów. Może też być zupełnie odwrotnie - przy braku świadków sąd mógłby uznać, że puszczenie psa bez smyczy umniejsza albo wręcz wyklucza winę osoby prowadzącej psa zgodnie z przepisami. Tylko jeszcze należałoby znaleźć sąd, który by się nad tym pochylił, i właściciela z takim samozaparciem, żeby z powodu paruset złotych (zakładam operację poszkodowanego psa) ryzykował przegraną i ewentualne poniesienie kosztów sądowych ;) Quote
Kiłi Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 a_niusia napisał(a):ja ze swoimi psami nigdzie sie "nie wpycham". A ja Ci nie mówie, ze się wpychasz, bo Cie nie znam. Przedstawiłam czysto teoretyczną sytuacje, gdzie do grupy psów dołącza się nowa osoba i pomimo ostrzeżenia, żeby swojego szczenięcia pilnowała by nie napastował czyjegoś psa który sobie tego nie życzy, pozwala swojemu szczeniakowi na samowole, co koniec końców doprowadza do wybuchu dręczonego psa, który wcześniej szczenie ignorował. I jeżeli Ty w takiej sytuacji widziałabyś wine właściciela i jego psa (który po prostu nie wytrzymał już, bo każde stworzenie ma jakieś swoje granice wytrzymałości) i sprzedałabyś mu kopa tylko dlatego, że Twoje szczenie by go drażniło (czysto teoretyczna sytuacja) to raczej chyba z Tobą coś nie tak, bo byłaby to Twoja wina i sama byłabyś sobie winna, bo pomimo ostrzeżeń i próśb, swojego psa nie dopilnowałaś, tylko o to mi chodzi. I to staram Ci się przekazać, nic innego... Nie o żadne ustawianie hierarhii w grupie, bo na to nie pozwalam, chyba, ze właściciel wyrazi zgode. Chodzi o zwykłą kulture, nie każdy pies musi kochać szczeniaki i trzeba to uszanować. Wsio. Jeszcze tylko dla jasności, nie chodzi o wypraszanie kogoś z grupy, a niech se będzie, ale jego szczenie/pies nie musi włazić innym na barana. Dla mnie EOT. Quote
hecia13 Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 A co powiesz na sytuację, w której grupa "towarzystwa wzajemnej adoracji" z psami, na ogół dużymi, typu haszczaki, ONki, zbiera się na trawniku, właściciele stoją i gadają, a psy latają luzem, bez kagańców, bez żadnego nadzoru. To nie jest żaden wybieg, u nas takich luksusów, niestety, nie ma... Każdy obcy pies jest atakowany, pieski robią co chcą, właściciele mają wielkie pretensje, że ktoś im zwraca uwagę - na ogół wtedy następuje rynsztok w gębie taki, że uszy puchną. Jeden z moich bokserów to agresywna suka po przejściach, nigdy nie jest spuszczana, bo atakuje wszystkie psy, nawet w kagańcu potrafi skotłować porządnie. Na smyczy jest w miarę grzeczna, nauczyła się już nie jazgotać na wszystko co się rusza, mija w miarę spokojnie, gapi się tylko morderczym wzrokiem. Zawsze schodzę innym psom z drogi. Niestety beztrosko puszczane pieski kochają do niej podbiegać, a ona wpada wtedy w szał, nie ma znaczenia czy to pies czy suka, szczeniak, czy staruszek. No i właściciele oczywiście się awanturują... Pod koniec swojego spaceru idą ławą całą szerokością trawnika, a pieski radośnie przed i za nimi. Nijak się przejść nie da... Koszmar :( Quote
panbazyl Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 no wkur.....ające. Dlatego też zwiałam na wieś aby miec względny spokój. a co powiecie na to, że suka którą dalam koleżance lata luzem????? Wkurzam sie na to, bo to, ze luze lata, to pikuś, bo ona lata luzem SAMA! wypuszczają ja z bloku na "miasto" i suka lata. Dowiedziałam sie o tym kilka dni temu i coś mi się zdaje, że mila nie bedę jak tam wparuję, a raczej miło-chamska. Nie toleruję takiego sposobu posiadania psa, tak samo jak nie moge przejśc obojetnie obok głodzonych koni (cześć z Was zna pewnie ten mój wątek o ciut przy szczupłych koniach i ich "doświadczonych" włascicielach). Coś czuję, ze tu też z interwencją ruszę pozbywając się kolejnych znajomych.... Quote
motylek1007 Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 panbazyl napisał(a):no wkur.....ające. Dlatego też zwiałam na wieś aby miec względny spokój. mieszkam na wsi i u mnie jest masakrycznie jeśli chodzi o psy. Na chwile obecną wychodzę we 3 (ja, pies i mąż), sama z psem sie boje strasznie Quote
kelpie87 Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Mnie bardzo wkurzają ludzie którzy puszczają luzem szczeniaki i wydaje im się że piesek będzie się grzecznie zachowywał i nic złego sie nie stanie. Może on nikomu krzywdy nie zrobi, ale sam może zapłacić wysoką cenę za beztroskę właścicieli. Byłam kiedyś uczestnikiem bardzo przykrej sytuacji na zawodach jeździeckich. Wśród publiczności byli ludzie z pitbullem i drudzy z malutkim szczylkiem. Maluch molestował pitta, który na początku cierpliwie to znosił. Ludzie przestali po pewnym czasie go pilnować i nawet nie widzieli wypadku jaki się wydarzył po jakimś czasie. Pitt położył się i zaczął przysypiać, a maluch ciągle mu dokuczał. Odgonił go więc kłapnięciem zębami. Efekt kłapnięcia był taki że maluch z okropnym płaczem zaczął uciekać na oślep, traf chciał że w moją stronę. Załpałam go i zobaczyłam że ma zakrwawiony pysk. Bardzo się szarpał i cały czas płakał, więc mama pomogła mi go unieruchomić. Okazało się, że maluch ma złamaną dolną szczękę z obydwóch stron, i połowa żuchwy po prostu dyndała mu na skórze, a krew pochodziła z pokaleczonego języka. Właściciele psiaka byli w szoku, nie wiedzieli co robić. Udało nam się z mamą jakoś malucha uspokoić mocno trzymając go dłońmi za tułów. Bandażem przyniesionym przez ratowników z karetki unieruchomiłyśmu mu szczękę i wysłaliśmy włascicieli do weta. Niestety nie wiem co z psiakiem bo właściciele byli przyjezdni. Mam nadzieję że podjęli się leczenia go, a nie uśpili... Do tej pory mam łzy w oczach jak sobię przypomnę rozdzierający serce płacz tego psiaka, właściciele swoją beztroską zafundowali mu okropne cierpienie... Quote
panbazyl Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 motylek1007 napisał(a):mieszkam na wsi i u mnie jest masakrycznie jeśli chodzi o psy. Na chwile obecną wychodzę we 3 (ja, pies i mąż), sama z psem sie boje strasznie ja mieszkam na takim zatylu, że tu większośc sieci gsm nie ma zasięgu a jesli ma to szczątkowy. I choc to nie jest daleko od miasta wojewódzkiego, to jednak jest to miejsce zapomniane (ku mojej radości), droga nam się w lesie kończy, dalej tylko traktorem lub jakimś terenowym, spożywczego nawet tu nie mam, więc mam jako-taki luz :) Z resztą, co chcieć - na tych terenach ukrywał się jeszcze długo po wojnie ostatni partyzant Lalek (bardzo barwna postać, jak zwykle rożnie rozumiana przez wspołczesnych). I ja tu jestem psią "siłą" bo sama wychodze z moimi 3 labkami, podobno ludzie się dziwią, ze sama daję sobie z nimi radę, bo oni ledwo z jednym pseudoonkiem.... Chyba zaczne pobierac kasę za naukę psiej grzeczności :cool3: Quote
lilk_a Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 niestety ą ludzie z takim podejsciem do psów , niedawno usłyszałam że mój pie jest taki biedny bo go trzymam w domu , że powinnam go wypuścić najlepiej na ulicę niech sobie wolno biega , bo to dopieto jet fajne dla psów niedawno miałm w domu właśnie takiego psa , beagla na przetrzymaniu , został zgarnięty z ulicy , brudny , głodny , dałam info do schroniska jakby ktoś szukał i niestety znalazł się właściciel , okazało się że pies właśnie tak sobie łażi , i że niepotrzebnie go zabierałam , że on zawsze wraca co z tego że po wywiadzie gdzie mieszka , był daleko od domu , że przeszedł bardzo ruchliwą dwupasmówkę , że był głodny i brudny , że widać było że już dobrych parę dni się błąka , no ale przecież by wrócił do domu bo zawsze wraca , a na odchodnym , pan właściciel podziękował nam stwierdzeniem że nie pod**** ala się cudzego psa .... gdybym wiedziała że to taki właściciel to chyba nie zostawiałabym w schronisku namiarów na siebie z tego co wiem , bo częstochowa jest niestety małą dziurą to pies w dalszym ciągu biega samopas Quote
Ty$ka Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 Ostatnio to ja wykazałam się chamstwem, nie ktoś inny. Otóż wracając do domu po długim, 2h spacerze połączonym z tropieniem i szkoleniem spuściłam na łączce mojego zawsze odwołalnego Morusa. Na horyzoncie pojawił się pies, więc automatycznie zawołałam M., skupiłam go na sobie, nieco posztuczkowaliśmy, a następnie zostawiłam go na siadzie na odległość 50m ode mnie. Zawsze dawał radę, dla niego zostanie na siadzie czy waruj'u nawet 100m ode mnie podczas, gdy biegają inne psy nie było problemem, ale - ku mojemu zaskoczeniu, jak się odwróciłam to patrzę, a M. się zerwał z siadu i leeeci do owego pudelka (ja do nich nic nie mam, Morus lubi kudłacze, ja - gdybym miała wybierać wśród kudłatych, właśnie zdecydowałabym się albo na pudla dużego, albo na barbeta), oczywiście ja od razu lecę za nim (wołanie w momencie, gdy on wywietrzy trop już nie ma najmniejszego sensu, mogę jedynie wydać mu którąś z komend "siad", "leżeć" czy "stój" etc), do właścicielki pudelka krzyczę (była za daleko, by mówić normalnym tonem), że nie musi się bać i zaraz znajduję się przy Morusie (jak dobrze, że ćwiczę rekreacyjnie canicross), który na moją komendę "Stój" na chwilę się zatrzymał (uff... Bogu dzięki, że przynajmniej tej się posłuchał), ale był już 2m od suczki. Natychmiast zapięłam go na smycz, jednocześnie z rumieńcami ze wstydu przepraszałam Panią dobrą chwilę, która... cicho się zaśmiała, powiedziała, że nic się nie stało i zapytała się czy mieszkam gdzieś w okolicy, no i zapytała czy nasze psy mogą się pobawić. Postanowiłam skorzystać z zaproszenia. Jednak wcześniej poprosiłam Panią, by mi pomogła w powtórzeniu nieudanego ćwiczenia (jej rola to chodzenie z pudelką, o wdzięcznym imieniu Odett <<na wyznaczoną przeze mnie odległość>> koło M.). O dziwo, teraz Morusław rewelacyjnie wykonał komendę "siad-zostań" przy pudelce i później, w nagrodę z nią biegał jeszcze jakieś dobre 20minut. Teraz czasami widuję się z Panią i uroczą pudelką, jedyną chyba zrównoważoną w okolicy, i czasem psy razem się szkolą, a czasem... bawią. Pewnie nachodzi Was pytanie dlaczego od razu go nie zapięłam? Otóż, nigdy nie miałam problemu z jego odwołaniem, zawsze jak go skupiłam na sobie to nawet nie spojrzał na pobratymca, ale widać, że... kiedyś musi być ten pierwszy raz. I teraz sobie tak myślę, że po prostu mógł już być wymęczony intelektualnie (wcześniej parę dobrych minut ćwiczyliśmy na przemian z przerwami na zabawę oraz tropieniem), i ostatecznie wygrała pokusa... No, cóż. Zdarza się nawet najlepszym psom. Teraz tylko przy psie staram się ćwiczyć mniej trudne zadania, choć powoli i tak podnoszę poprzeczkę. Quote
zaginiona sara Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 panbazyl napisał(a):no wkur.....ające. Dlatego też zwiałam na wieś aby miec względny spokój. a co powiecie na to, że suka którą dalam koleżance lata luzem????? Wkurzam sie na to, bo to, ze luze lata, to pikuś, bo ona lata luzem SAMA! wypuszczają ja z bloku na "miasto" i suka lata. Dowiedziałam sie o tym kilka dni temu i coś mi się zdaje, że mila nie bedę jak tam wparuję, a raczej miło-chamska. Nie toleruję takiego sposobu posiadania psa, tak samo jak nie moge przejśc obojetnie obok głodzonych koni (cześć z Was zna pewnie ten mój wątek o ciut przy szczupłych koniach i ich "doświadczonych" włascicielach). Coś czuję, ze tu też z interwencją ruszę pozbywając się kolejnych znajomych.... No to masakra. Jaki piesek z adopcji czy z Twoich labiszów? Ludzie nie mają pojęcia ile niebezpieczeństw czeka na zwierzęta. Quote
evel Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 hecia13 napisał(a):A co powiesz na sytuację, w której grupa "towarzystwa wzajemnej adoracji" z psami, na ogół dużymi, typu haszczaki, ONki, zbiera się na trawniku, właściciele stoją i gadają, a psy latają luzem, bez kagańców, bez żadnego nadzoru. To nie jest żaden wybieg, u nas takich luksusów, niestety, nie ma... Każdy obcy pies jest atakowany, pieski robią co chcą, właściciele mają wielkie pretensje, że ktoś im zwraca uwagę - na ogół wtedy następuje rynsztok w gębie taki, że uszy puchną. Jeden z moich bokserów to agresywna suka po przejściach, nigdy nie jest spuszczana, bo atakuje wszystkie psy, nawet w kagańcu potrafi skotłować porządnie. Na smyczy jest w miarę grzeczna, nauczyła się już nie jazgotać na wszystko co się rusza, mija w miarę spokojnie, gapi się tylko morderczym wzrokiem. Zawsze schodzę innym psom z drogi. Niestety beztrosko puszczane pieski kochają do niej podbiegać, a ona wpada wtedy w szał, nie ma znaczenia czy to pies czy suka, szczeniak, czy staruszek. No i właściciele oczywiście się awanturują... Pod koniec swojego spaceru idą ławą całą szerokością trawnika, a pieski radośnie przed i za nimi. Nijak się przejść nie da... Koszmar :( A na policję/SM dzwonić, aż do wypęku, że tak to ujmę, próbowaliście? Nie trzeba się przedstawiać, można zgłaszać anonimowo, że boicie się np. o dzieci, że psy je zaczepiają, no cokolwiek. Przecież to chore jest, że stado baranów terroryzuje całe osiedle, bo tak to właśnie wygląda. Quote
motylek1007 Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 panbazyl napisał(a):ja mieszkam na takim zatylu, że tu większośc sieci gsm nie ma zasięgu a jesli ma to szczątkowy. u mnie w domu, zasięg telefonu mam tylko w kuchni. Jest to denerwujące jak ktos wieczorem dzowni. co mnie na wsi denerwuje? puszczanie psów samopas cale dnie. Raz zostałam pogryziona, raz "napadnieta" przez innego, ale ludzie mają to gdzieś :angryy: lilk_a napisał(a):niestety ą ludzie z takim podejsciem do psów , niedawno usłyszałam że mój pie jest taki biedny bo go trzymam w domu , że powinnam go wypuścić najlepiej na ulicę niech sobie wolno biega , bo to dopieto jet fajne dla psów nad moim też sie użalają ze chodzi na smyczy, od kuzynki słysze docinki "no puść go, niech pobiega, a nie ciągle na smyczy". Jej suczka ZAWSZE jest luzem, czy to przez ulice przechodzą czy co... poza tym wkurzają mnie suczki puszczane luzem w cieczce - moj pies wariuje (przy okazji inni go załują, ze sobie nigdy nie "poużywał") Quote
a_niusia Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 niezaleznie od wszystkiego suka w cieczce PACHNIE i psy ja czuja. co za roznica czy biega bez smyczy czy jest zapieta? moja suka ma cieczke, biega bez smyczy. jesli twoj pies wariuje, to rozwiazaniem jest kastracja. moja suka mimo ze ma cieczke, jest w 100% odwolywalna. Quote
sachma Posted December 27, 2011 Posted December 27, 2011 puszczanie psów samopas cale dnie. a u mnie na wsi (zasięg mam też tylko w kuchni i to przy oknie XD ) te biegające luzem są bezpieczne, znaczy te wiecznie biegające luzem, przeważnie łażą z nami na pola (mamy takich trzech gagatków które odprowadzają nas potem pod bramę i wracają do swoich zajęć ;) ), jak się po drodze napatoczą - zawsze mam więcej smaków i siad, leżeć itd ćwiczymy razem, bo Lennemu lepiej się ćwiczy jak musi rywalizować ;) Czasem się zastanawiam w jakim szoku muszą być właściciele, że ich psy bez nauki potrafią tyle komend :P Najgorsze są te zawsze na uwięzi albo za płotem... przeważnie płoty rozwalające się i jak psy na nie skaczą to prawie się rozpadają... te przyprawiają mnie o zawał... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.