lawendowa Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Wulkan, ja nie bardzo czaję po jaką cholerę do tych psów się pchałaś/eś ? Bo tak to mniej więcej z Twoje opisu wygląda...wiesz, że są tam psy a następnego dnia też tam leziesz, tym bardziej że psy są nieszczegolnie przyjazne. To takie proszenie się o nieszczeście. Owszem psy nie powinny biegać tak sobie po prostu. Ale jest ystawa ktora mówi o tym i z czymś takim łatwo da się walczyć. Trudno żeby ktoś kto ma swoje psy gdzieś latał za nimi i przejmował sie tym co one robią. I dylemat, czy lepiej żeby były na łańcuchu przy budzie jak wiekszość psów na wsi, czy żeby latały luzem i stwarzały zagrożenie? Victora, tak to już jest z psami podworkowymi, że trzeba się liczyć z tym, że ludzie będą chcieli psa dokarmiać czy częstować jedni kiełbasą drudzy trutką na szczury. Wiesz myślę, że te dziewczynki miały dobre intencje, więc wystarczyło im wytłumaczyć że tak się nie robi ;-). Bo co to za wpjenie zasad przez przeklenstwa...dzieci myslą innymi kategoriami. Zostały wychowane tak, że trzeba się dzielić. W ich odczuciu czekolada jest rarytasem czyms co miały najlepszego i tym najlepszym chciały się podzielić...wystarczyło wytłumaczyć... Co innego jak dorosła kobieta w wielki lat 40+ z życzyliwości serca chciała karmić mojego psa jakaś śmieciowa karmą. Do dzis tego nie pojmuje. Bywa tak, że po spacerze wracając z pól przez osiedle wdepniemy do skepu coś kupić...i czekałam na moją mamę przed biedronką...kobieta która była sprzątaczką w tej biedronce oczywiscie zachwycona psem, to że mi się do niego pcha z papierosami, czego nie trawie...jak taki palacz któremu łapy cuchną wyciera je w futro psa...fuj...to jeszcze przyniosła jakieś suche kulki i chce mu dawać...na co ja z wielkim w sumie zdziwieniem pytam co ona robi...a ona bo ona ma tez psy i zawsze im daje jeść...no tak tylko że raz to nie jest jej pies i jakim prawem chce go czymś faszerować. Ona była na prawdę ciężko zdziwiona moja postawą... Rozumiem jakby pies wyglądał biednie...no ale jednak na pierwszy rzut oka pies wyglada na okaz zdrowia...ludzie nie maja wyobrazni, nie mowie ze ktos kto psa nie ma moze z pewnych rzeczy nie zdawac sobie sprawy. Ale jak ktoś mi mówi ze ma dwa psy a nie pomysli że np. pies może czegoś nie tolerować to mnie ręce opadają... Quote
LadyS Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 U mnie pani jakaś ostatnio zaczęła tupać na mojego psa, machać do niego rękami i krzyczeć "fuj", bo wydawało jej się, że pies coś je z ziemi :roll: Wątpie, żeby po mojej oracji znów próbowała :diabloti: Quote
lawendowa Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 ladySwallow napisał(a):U mnie pani jakaś ostatnio zaczęła tupać na mojego psa, machać do niego rękami i krzyczeć "fuj", bo wydawało jej się, że pies coś je z ziemi :roll: Wątpie, żeby po mojej oracji znów próbowała :diabloti: Hehe, podobna sytuacje miałam wcozraj, taka starsza babcia, mocno starsza w sumie, zawąchanemu w jakiś zapaszkach ciapowi, tłumaczyła, że jak będzie to jadl to się pochoruje :) pies na nią pomerdał i dalej robił swoje :) Nie będę się na babci wyżywać :P. Psu nie ubyło. Quote
LadyS Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 lawendowa napisał(a):Hehe, podobna sytuacje miałam wcozraj, taka starsza babcia, mocno starsza w sumie, zawąchanemu w jakiś zapaszkach ciapowi, tłumaczyła, że jak będzie to jadl to się pochoruje :) pies na nią pomerdał i dalej robił swoje :) Nie będę się na babci wyżywać :P. Psu nie ubyło. Co innego, jak mówi, a co innego, jak macha, tupie i krzyczy - szczególnie, że młody to szczeniak w wieku dorastania, wiec nawet głupia rzecz może mieć na niego beznadziejny wpływ - teraz i tak starsze panie omija łukiem, z ogonem obniżonym i położonymi uszami... Quote
Wulkan Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 lawendowa napisał(a):Wulkan, ja nie bardzo czaję po jaką cholerę do tych psów się pchałaś/eś ? Bo tak to mniej więcej z Twoje opisu wygląda...wiesz, że są tam psy a następnego dnia też tam leziesz, tym bardziej że psy są nieszczegolnie przyjazne. To takie proszenie się o nieszczeście. Owszem psy nie powinny biegać tak sobie po prostu. Ale jest ystawa ktora mówi o tym i z czymś takim łatwo da się walczyć. Trudno żeby ktoś kto ma swoje psy gdzieś latał za nimi i przejmował sie tym co one robią. I dylemat, czy lepiej żeby były na łańcuchu przy budzie jak wiekszość psów na wsi, czy żeby latały luzem i stwarzały zagrożenie? Victora, tak to już jest z psami podworkowymi, że trzeba się liczyć z tym, że ludzie będą chcieli psa dokarmiać czy częstować jedni kiełbasą drudzy trutką na szczury. Wiesz myślę, że te dziewczynki miały dobre intencje, więc wystarczyło im wytłumaczyć że tak się nie robi ;-). Bo co to za wpjenie zasad przez przeklenstwa...dzieci myslą innymi kategoriami. Zostały wychowane tak, że trzeba się dzielić. W ich odczuciu czekolada jest rarytasem czyms co miały najlepszego i tym najlepszym chciały się podzielić...wystarczyło wytłumaczyć... Co innego jak dorosła kobieta w wielki lat 40+ z życzyliwości serca chciała karmić mojego psa jakaś śmieciowa karmą. Do dzis tego nie pojmuje. Bywa tak, że po spacerze wracając z pól przez osiedle wdepniemy do skepu coś kupić...i czekałam na moją mamę przed biedronką...kobieta która była sprzątaczką w tej biedronce oczywiscie zachwycona psem, to że mi się do niego pcha z papierosami, czego nie trawie...jak taki palacz któremu łapy cuchną wyciera je w futro psa...fuj...to jeszcze przyniosła jakieś suche kulki i chce mu dawać...na co ja z wielkim w sumie zdziwieniem pytam co ona robi...a ona bo ona ma tez psy i zawsze im daje jeść...no tak tylko że raz to nie jest jej pies i jakim prawem chce go czymś faszerować. Ona była na prawdę ciężko zdziwiona moja postawą... Rozumiem jakby pies wyglądał biednie...no ale jednak na pierwszy rzut oka pies wyglada na okaz zdrowia...ludzie nie maja wyobrazni, nie mowie ze ktos kto psa nie ma moze z pewnych rzeczy nie zdawac sobie sprawy. Ale jak ktoś mi mówi ze ma dwa psy a nie pomysli że np. pies może czegoś nie tolerować to mnie ręce opadają... Mieszkam w samym 'sercu' mojej osady. I wiesz, wolę chodzić dużo dalej na obrzeżach niż po ponurych, betonowych ulicach. Ja też bym nie chciała, żeby psy były uwiązane łańcuchem do budy, ale też nie chce, żeby chodziły po drodze, jeśli maja własne podwórko. I uwierz mi nie jest mi bardzo miło jak one nagle wyskakują. Quote
Beatrx Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Wulkan napisał(a):Mieszkam w samym 'sercu' mojej osady. I wiesz, wolę chodzić dużo dalej na obrzeżach niż po ponurych, betonowych ulicach. Ja też bym nie chciała, żeby psy były uwiązane łańcuchem do budy, ale też nie chce, żeby chodziły po drodze, jeśli maja własne podwórko. I uwierz mi nie jest mi bardzo miło jak one nagle wyskakują. to czemu nie zadzwoniłaś na policję jak Cię pies ugryzł? baba by dostała 250zł mandatu i może to by nauczyło ją zamykać bramę czy naprawić płot;/ Quote
Paulina516 Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Też miałam sytuacją z płotem, w nim była dziura, szczekacz wybieg przez nią i mi psa spłoszył, a potem wrócił, to wszystko z jakieś 5 sekund trwało, zwrócić uwagę właścicielom posesji czy od razu na policję dzwonić? Quote
LadyS Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Dzwonić - właściciel pewnie wie, że dziura w płocie ;) Quote
omry Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Paulina516 napisał(a):Też miałam sytuacją z płotem, w nim była dziura, szczekacz wybieg przez nią i mi psa spłoszył, a potem wrócił, to wszystko z jakieś 5 sekund trwało, zwrócić uwagę właścicielom posesji czy od razu na policję dzwonić? Ja bym najpierw zwróciła uwagę, dopiero później dzwoniła na policję. Quote
lawendowa Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Co innego jak pies ugryzie a co innego jak "ucieknie" z posesji. Właściciel pewnie wie, że ma dziurę w plocie, ale można raz zwrócić uwagę. Nie jestem fanką takiego robienia "wrzasku" od razu. Najpierw wolę na spokojnie a jak to nie pomaga to równie spokojnie ale konsekwentnie. Bo jak do kogoś na spokojnie nie trafia, to szkoda mi nerwów, wrzasków i kłótni... Quote
Cockermaniaczka Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 ze tak powiem...Psim obowiazkiem wlasciciela jest zabezpieczenie plotu i podworka na ktorym biega pies...Jesli taki by wybiegl i by mnie pogryzl czy mojego psa...wezwala bym policje...Dlaczego odpuszczac ludzia i narazac siebie i swoje zwierze na pogryzienie?Moze jak zobaczy mundurowych i dostanie mandat to zmadrzeje...Zazwyczaj kara finansowa bardziej boli:cool3: Quote
LadyS Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 lawendowa napisał(a):Co innego jak pies ugryzie a co innego jak "ucieknie" z posesji. Właściciel pewnie wie, że ma dziurę w plocie, ale można raz zwrócić uwagę. Nie jestem fanką takiego robienia "wrzasku" od razu. Najpierw wolę na spokojnie a jak to nie pomaga to równie spokojnie ale konsekwentnie. Bo jak do kogoś na spokojnie nie trafia, to szkoda mi nerwów, wrzasków i kłótni... Szczerze mówiąc, na spokojnie działa w tak małym procencie przypadków, że przestałam w ogóle używać tego rozwiązania. Wolę narobić, jak to mówisz, "wrzasku", bo kara finansowa, jak pisze cockermaniaczka, boli najbardziej Quote
Victoria Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 te dziewczynki już ode mnie słyszały wcześniej, że ktoś sobie może nie życzyć, żeby dokarmiały tego psa. A nie są ani miłe, ani mądre, więc moja ostatnia lekcja im nie zaszkodziła U mnie to nawet nie ma komu zwrócić uwagi, że pies lata, bo właścicieli raczej nie widuję Był sobie kiedyś pewien facet, pijaczyna, mial dobermana - ten pies reagował na kazde jego słowo. Znał komendy takie jak wejdz na chodnik, przejdz z lewej, przejdz przez ulice i takie tam. Zawsze chodzil bez smyczy, ale ludzie sie go nie bali, bo facet mial nad nim 100% kontroli. Nigdy później nie spotkałam tak wychowanego psa. szkoda tylko ze byl to jedyny przypadek w mojej okkolicy gdzie wlasciciel pilnowal swojego zwierza Quote
lawendowa Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Ale wiecie, wg mnie to zależy od sytuacji. Jeśli mój sąsiad miałby dziurawy płot i jego pies wydostawałby się przez to itd. Poszłabym i poinformowała go że ma dziurę, nawet jeśli o tym wie. Powiedziałabym, że wiąże się to z tym i tym i że jest za to taka a taka kara i jeśli nic z tym nie zrobi to bede zmuszona interweniować. Jeśli nic by się nie zmieniło zawiaodmilabym policję. Ja mam teraz taki problem na osielu, biega średniej wielkości pies. Ma obrożę, ma kaganiec... i rzuca się mi na psa. Niby go nie ugryzie ale poturbować może...nie mam pojęcia czyj to jest pies. Niby powinnam zadzwonić po policje czy straż...ale zanim oni przyjada ten pies już dawno będzie nie wiadomo gdzie... Nie dopatrzyłam się czy ma adresówkę... Co gorsza, skoro właściciel zakłada mu kaganiec, wie ze pies może zaatakować. Nie raz ten pies biega z tym kagańcem całym upapranym gównem za przeproszeniem w lajtowych wersjach z jakimś jedzeniem...Co jakiś czas go widuje, kaganiec wyczyszczony, więc czyjś na pewno jest. Pierwszy raz jak go widziałam myślałam że komuś uciekł i że zdechnie z głodu w tym kagańcu...ale widać nie... i na prawde nie wiem jak mam tą sprawe załatwić, pies jest uciążliwy zwyczajnie. Quote
LadyS Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Jeśli ktoś, kogo nie znam, ma dziurawy płot i psa dziamgającego na każdego i wybiegającego przez tę dziurę na chodnik, to raczej właściciel musiałby być ślepy, żeby nie zauważyć, że dziura istnieje. Jeśli ma się psa, to się jest za niego odpowiedzialnym - również za to, aby był na zabezpieczonym terenie, jeśli lata luzem. Nie interesuje mnie więc, czy pan jest świadomy czy nie - swojego psa powinien pilnować, tym bardziej, jeśli skacze on z mordą, czy, co gorsza, zębami do innych psów/ludzi (w tym dzieci). Psa z kagańcem, mieszkając jeszcze w Lublinie, osobiście złapałam i poczekałam na przyjazd SM. Quote
Yorkomanka Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 w mojej okolicy mieszkał kiedyś wyrzeł nie wiem czyj nigdy nie chodził z człowiekiem zawsze sam się wyprowadzał, był zawsze w kagańcu i tak chodził cały dzień... od rana do wieczora, nie miał się nawet jak napić... potem zniknął chyba był stary... zacowywał się jak dziadzio więc chyba ze starości ale dziwie się że tyle przeżył Quote
lawendowa Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Tak, tylko ten pies pojawia się wtedy kiedy ja jestem z psem. Wtedy też podejdzie bo się rzuca, tak to mija wszystko szerokim łukiem...a co za tym idzie, nie będę biegać za psem żeby go złapać a dwa nie wyobrażam sobie łapania go jak jestem ze swoim psem, bo jakoś nie widzę sytuacji gdzie muszę utrzymać jakieś 60 kg żywego cielska które nawzajem się do siebie rzuca zwyczajnie...W sensie 40kg mojego futra i 20 kg tamtego...i nie wiadomo co straż z nim zrobi... Quote
evel Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 lawendowa napisał(a):Tak, tylko ten pies pojawia się wtedy kiedy ja jestem z psem. Wtedy też podejdzie bo się rzuca, tak to mija wszystko szerokim łukiem...a co za tym idzie, nie będę biegać za psem żeby go złapać a dwa nie wyobrażam sobie łapania go jak jestem ze swoim psem, bo jakoś nie widzę sytuacji gdzie muszę utrzymać jakieś 60 kg żywego cielska które nawzajem się do siebie rzuca zwyczajnie...W sensie 40kg mojego futra i 20 kg tamtego...i nie wiadomo co straż z nim zrobi... Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy bardziej się przejmują agresorami, niż psychicznym i fizycznym zdrowiem swoich psów. Naprawdę boisz się, że biedny agresorek pójdzie do schronu albo dostanie igłę jak zaatakuje jakiegoś człowieka? Nie rusza Cię, że ten pies sprawia realne zagrożenie nie tylko dla Twojego dość dużego psa, ale także dla innych? :roll: Quote
Victoria Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 A nie masz kogoś kto mógł by iść z Tobą na spacer i złapać tamtego psa na smycz, ew. potrzymać Twojego?? Może jest ktoś, komu też ten pies przeszkadza..? Mogłabyś się wtedy z nim umówić na taką akcję Quote
lawendowa Posted November 29, 2011 Posted November 29, 2011 evel napisał(a):Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy bardziej się przejmują agresorami, niż psychicznym i fizycznym zdrowiem swoich psów. Naprawdę boisz się, że biedny agresorek pójdzie do schronu albo dostanie igłę jak zaatakuje jakiegoś człowieka? Nie rusza Cię, że ten pies sprawia realne zagrożenie nie tylko dla Twojego dość dużego psa, ale także dla innych? :roll: No pewnie, bo to wina biednego psa że sobie ze światem poradzić nie umie? Do schroniska to by wlaścicieli trzeba było wsadzić, bo wzieli zwierzaka i są za niego odpowiedzialni a jakoby umywają się od obowiązków. Napisalam pies chodzi w kagańcu i to bardzo dobrym kagańcu...więc średnio ma jak ugryźć. Wiesz mój pies się sobie z natrętem poradzi, co do psychicznego stanu zdrowia, to on był tyle razy atakowany, napastowany itp rzeczy i jakoś nie zauważyłam żeby w jakiś sposób się zmienił, to nie jest pies którego można psychicznie łatwo skrzywdzić.. kwestia tylko taka że mnie to irytuje zwyczajnie. Tak samo jak irytuje mnie jak jakiś pies lezie na nami i sie za przeproszeniem wysrać nie da...i tu pomijam czy to jest pies bezpański czy ma zadowoloną paniusie która nie widzi nic złego w jego natarczywości...Wracając do psa z kagańcem...gorzej z małymi psami, których nota bene nie brakuje i jakby tylko mi oczywiście ten pies przeszkadza...od ludzi trzyma się bardzo na dystans, więc trzeba mieć ze sobą wabik w postaci innego psa...idąc Twoim śladem rozumowania co drugiego psa na osiedlu należałoby uśpić bo są agresywne i się rzucają... Quote
LadyS Posted November 29, 2011 Posted November 29, 2011 [quote name='lawendowa']No pewnie, bo to wina biednego psa że sobie ze światem poradzić nie umie? Do schroniska to by wlaścicieli trzeba było wsadzić, bo wzieli zwierzaka i są za niego odpowiedzialni a jakoby umywają się od obowiązków. Napisalam pies chodzi w kagańcu i to bardzo dobrym kagańcu...więc średnio ma jak ugryźć. Wiesz mój pies się sobie z natrętem poradzi, co do psychicznego stanu zdrowia, to on był tyle razy atakowany, napastowany itp rzeczy i jakoś nie zauważyłam żeby w jakiś sposób się zmienił, to nie jest pies którego można psychicznie łatwo skrzywdzić.. kwestia tylko taka że mnie to irytuje zwyczajnie. Tak samo jak irytuje mnie jak jakiś pies lezie na nami i sie za przeproszeniem wysrać nie da...i tu pomijam czy to jest pies bezpański czy ma zadowoloną paniusie która nie widzi nic złego w jego natarczywości...Wracając do psa z kagańcem...gorzej z małymi psami, których nota bene nie brakuje i jakby tylko mi oczywiście ten pies przeszkadza...od ludzi trzyma się bardzo na dystans, więc trzeba mieć ze sobą wabik w postaci innego psa...idąc Twoim śladem rozumowania co drugiego psa na osiedlu należałoby uśpić bo są agresywne i się rzucają... O proszę, jaki śliczny egoizm wychodzi w pogrubieniu :) Twój pies sobie poradzi - ale tam sam pies, z którym Twój sobie poradzi, może zaatakować kogoś innego - psa, dziecko. I ten pies albo to dziecko może sobie nie poradzić. Ale po co zgłaszać - w końcu Twój pies sobie poradzi, a co tam inni, niech oni sobie zgłaszają... Dopóki Twój pies nie trafi na takiego, z którym sobie nie poradzi, a który też sobie tak wybiegał z posesji i będzie płacz, dlaczego nikt wcześniej nie zareagował na tego biegającego luzem, agresywnego pieska. Quote
Martens Posted November 29, 2011 Posted November 29, 2011 To już może skrajny przypadek, ale chyba wiem o co chodzi Evel, bo mi samej działa na nerwy, jak czytam na dogo, że czyjś pies jest któryś raz szyty po pogryzieniu, a pańcia rozkminia czy kupić gaz pieprzowy, bo oczka będą piekły tego biedaczka co się rzuca... Quote
lawendowa Posted November 29, 2011 Posted November 29, 2011 Masz rację, przyznaję się do tego i nigdzie nie piszę, że jest inaczej... a wiesz dlaczego? Bo chyba mam dość walki z wiatrakami! Ile razy interweniowałam w różnych sprawach, dzwoniłam, prosiłam, tłumaczyłam i zero rezultatów, konsekwencji czy czegokolwiek. Sprawami psów się absolutnie nikt nie przejmuje, próbowałam w tej sprawie rozmawiać z władzami miasta, z radnymi z ludzi którzy mogą mieć realny wplyw na to co się w mieście dzieje. Ale dla nich liczy się tylko kreowanie wizerunku i takie rzeczy ich zwyczajnie nie interesują. Więc może faktycznie jakby stała się tragedia to ktoś by w końcu zaczął myśleć i reagować. Brutalne, oczywiście ale jak to mówią polak mądry po szkodzie, tylko jak potem dzieje się tragedia to nikt nawet nie chce się przyznać że sprawa była zgłaszana... Nie rozumiem bardziej zarzutów o sytuacje hipotetyczną...że pies kiedyś trafi na takiego z ktorym sobie nie poradzi...skoro nie wiem o takim psie to jak mam jakkolwiek interweniować? Jasnowidzem nie jestem. Mówię to konkretnym psie i konkretnej sytuacji. Miasto znalazło genialne rozwiązanie na psie problemy. W każdy możliwy kawałek trawnika powbijali znaki "zakaz wprowadzania psów"...zero myślenia w ich działaniach. Kolejny przykład, 9 latek wyprowadzający owczarkowatego, wielkiego psa, pies sie rzuca na wszystko co się rusza, dzieciak psa nie umie utrzymać. Pies nie ma nawet kagańca. Dla mnie to jest realniejszym zagrożeniem niż 10kg pies biegajacy w kagancu i omijający ludzi... nie wiem może mam jakaś skrzywioną ocenę. Interweniowałam, niejednokrotnie i nic się nie zmieniło. Dzieciak jak wyprowadzał psa tak wyprowadza, dalej bez kagnca...skoro dzwoniłam w sprawie 20x, 20x przyjeżdżała straż miejsca i nie daje to absolutnie żadnych rezultatów, to myślicie że przejma się małym kundlem w kagańcu? Inna część miasta przez którą w sumie zdarzyło mi się kilka razy przechodzić. Nie mam tam czego szukać, więc i nie chodzę. Jest to taka część wygospodarowana na mieszkania socjalne, w sumie takie mikro domki jakby gdzie są eksmitowani ludzie, wiadomo... teren nie jest w żaden sposób ogrodzony, czy tam konkretne domki. Za to jest masa psów - pewnie część z nich jest psami ludzi tam mieszkających, część to bezpańskie psy. Wszystko to biega samopas, tworząc zwyczajnie stado i ów stado zwyczajnie atakuje. Raczej nie ludzi, bo kilka razy szlam tam z moją podopieczną i nic sie nie działo, ale zdarzylo mi się iść tam 2x z psem raz z moim psem, raz z psem podopiecznej. I po prostu z nie wiadomo skąd zaczeły wybiegać psy ( na oko ze 30 sztuk) i atakować. Te domki graniczą z osiedlem domków jednorodzinnych więc nie wierzę, że żaden tam mieszkając człowiek tego nie zgłaszał, bo to zwyczajnie jest dzicz, byłam w szoku jak to zobaczyłam. Starałam się coś z tym zrobić, dzwoniłam na policje, oni wiedza ze tam tak jest i nic z tym nie bedą robić bo prezydent nie pozwala...wielokrotnie byłam w urzędzie miasta, znam tam sporo osób ( tylko nie tam gdzie trzeba,,,) i też zero odzewu, oni mają wazniejsze sprawy na głowie niż biegające po mieście stado 30 psów...więc jesli to jest dla nich nic, to sami sobie odpowiedzcie jaka jest reakcja na zgloszenie "bo pies biega". Teraz mam zamiar zgłaszać kolejną prawę ale to tozu i też nei wiem co z tego wyjdzie...wielki pies jest trzymany na czymś co w założeniu ma się nazywać balkonem jest szerokie na może 30 cm... pies nie może się tam nawet położyc i siedzi tam całe dnie tak...ale teoretcznie jest dobrze odżywiony, karmiony itp więc nie wiem czy cokolwiek w tej sprawie da się zrobić. Obserwuje od pewnego czasu ten "balkon", zdarzało się że psa nie było... Musze iść tam z aparatem żeby mieć jakieś dowody...Nie wiem od kiedy się to dzieje, wiem natomiast ze na przeciw psa jest blok i jest ktos kto codziennie na to patrzy...i też nic...i jak w takim mieście z czymkolwiek walczyć...walka z wiatrakami zwyczajnie. Quote
LadyS Posted November 29, 2011 Posted November 29, 2011 W sprawie dzieciaka - nie trzeba interweniować, że wychodzi z psem, tylko, że 9latek wychodzi bez nadzoru rodziców z psem. Najlepiej zgłosić to bezposrednio na policję, to jest zaniedbanie ze strony rodziców, według przepisów polskiego prawa. Generalnie uważam, że im bardziej jest się upierdliwym, tym więcej efektów to przynosi - i działa to również tam, gdzie miasto ma w dupie problem z psami. Nie uważam, żeby to, że nikt nie reaguje było powodem ku zaprzestaniu podnoszenia larum. Skoro nie reaguje policja, SM - napisać do dziennikarzy, na pewno chętnie zajmą się taką sprawą ;) Quote
sachma Posted November 29, 2011 Posted November 29, 2011 eh.. a ja coraz bardziej zastanawiam się nad kupieniem psa dużej rasy.. najlepiej postrzeganej za agresywną, bo jak tak dalej pójdzie to mój pies zacznie bać się dzieci (myślałam o gazie pieprzowym, ale to trochę nie moralne psikać dzieciom w oczy.. chociaż... :diabloti: ) Sytuacja z wczoraj.. piękny dzień, bo wolny dzień ;) poczułam się trochę lepiej (bo od tygodnia zalegam w łóżku chora, albo zalegam w pracy równie chora.. ale L4 to tylko 80% a święta idą.. :/ ) postanowiłam odbić Lennemu tydzień bez długich spacerów (TŻ niby z nim chce wychodzić, ale Lenny beze mnie nie ruszy się nawet na krok z podwórka.. synuś mamusi :loveu: ) Zapakowałam psa w samochód i jedziemy na trasę spacerową.. pogoda trochę wietrzna, trochę chłodno - myślałam że to nam zagwarantuje spokojny spacer.. ale nie... sytuacja nr 1. idziemy spokojnie brzegiem rzeki, Lenny spuszczony, lata jak szalony, taplając się co jakiś czas w wodzie - zza zakrętu wyłania się mama i 2 dzieci.. pies wraca na smycz, idziemy dalej.. i tu moja nie uwaga - być może rozproszenie kiepskim samopoczuciem, być może po prostu głupota i odzwyczajenie od takich sytuacji.. pies wącha krzaczek, ja się odwracam (smycz 2m w całości dla psa..) szukam w torbie chusteczki, dzwoni telefon.. kompletnie oderwana od rzeczywistości.. słyszę piski :crazyeye: dwie bestie rzuciły się na psa, który w sumie też ich nie zauważył.. sekundy dosłownie, dzieciaki mają psa - jedno ciągnie za uszy drugie próbuje przytulić - Lenny próbuje się wycofać, warczy.. moje wrzaski żeby psa zostawiły nic nie dały, więc przechodzę do czynów i odlepiam dzieciaki, ku wielkiemu oburzeniu matuli.. straty są spore - pies przerażony, telefon podtopiony torba ubłocona, bo rzucałam wszystko żeby psa ratować.. do tego moje biedne już i tak zbolałe gardło.. dawno tak nie wrzeszczałam, mamuśka dostała z góry do dołu.. aż się czerwona zrobiła.. tylko co z tego jak się i tak pewnie wiele nie nauczyła, bo przecież dzieci się tylko z pieskiem bawiły.. chociaż dla mnie to była bardziej zabawa pieskiem niż z pieskiem.. sytuacja nr 2.. jakiś czas później weszliśmy do tzw parku dla psów - ot kawałek ogrodzonego terenu, kilka drzewek, kosz na śmieci i ławeczka, można tam bez obaw spuścić psa, ogrodzenie bez dziur, bramka uniemożliwiająca ucieczkę psa.. jako że miałam już lekką zadyszkę - szybki krok to w obecnym stanie mojego zdrowia trochę zbyt wiele dla moich płuc.. siadłam na ławeczce i rzucam psu piłeczkę, do parku przyszła pani z pieskiem, od bramki krzyczy czy może wejść, że jej pies łagodny, mówię że mój też, pani wchodzi - psy się witają - pełna sielanka.. siedzimy obie na ławeczce, psy się zajmują sobą (piłka była nie atrakcyjna ;) po za tym obie stwierdziłyśmy że zabawki lepiej schować żeby nie było o nie kłótni..) przychodzi kolejna pani - małe dziecko + szczeniak.. oczywiście jakiej rasy szczeniak? no jakiej? no jasne że laba XD jak widzisz matkę z dzieckiem to wiadomo że na smyczy będzie lab, tak przynajmniej u nas jest ;) wszystko fajnie pięknie, bo i to szczenie jakieś ogarnięte.. ale dziecko już nie bardzo.. pomijam fakt że od bramki zaczęło drzeć się "MAAAMMAAA!!!!!!!!!! PUDEL!!! MAMA york!!" Psy się witają dzieciak gania za nimi - myślę sobie, no ok, Lenny przyzwyczajony do ganiania z dzieciakami, w końcu od szczyla się wychowywał z 4rką chłopców w wieku od 5 do 11lat, więc to dla niego nie nowość.. schody się zaczęły, kiedy dziecko postanowiło wyprzytulać psy.. tu Lenny był za szybki, ale york został podniesiony praktycznie za ogon, wrzaski piski, kobieta o yorkasa leci i wyrywa go dziecku, bo matula nie reaguje.. prosimy ją o zabranie dziecka i pilnowanie go, bo takie zabawy się mogą źle dla niego skończyć.. matula głucha, bo ona przyszła z psem żeby się pobawił z dzieckiem (jakby w domu nie mogli) po za tym dziecko się tylko bawi z psami.. pani od yorkasa nie wytrzymała i zaczęła klnąć.. ja w tym czasie zaczęłam odwoływać psa, ale moje dziecię zapatrzone z labkę.. chwilę potrzebował żeby się obudzić, dzieciaczek próbował mu pomóc i zamachiwał się kijem na psa - kij w ostatniej chwili złapałam, jak szarpnęłam tak dzieciak wylądował na ziemi, pies z miejsca był przy mnie.. dziecku powiedziałam bardzo grzecznie, że tak nie wolno i że jak aniołek zobaczy jak krzywdzi zwierzęta to będzie przychodził w nocy i bił po pupie takim patykiem aż będzie czerwona (tia... straszna ja.. ale opowieść o aniołku pomogła bo dzieciak był przerażony :diabloti: ) byliśmy na spacerze 2,5h i spotkaliśmy dwie piekielne matule z przychówkiem, padnięta i wkurzona wróciłam do domu, bo nie miałam już sił, ani ochoty na dalszy spacer... nie wiem jak można mieć takie zero w głowie i tak nie wychowane dzieci.. jak można myśleć, że dziatwa może robić co chce, a inni mają się dostosować do jej wybryków.. jak chodzę na spacery z ONkiem rodziców to matule trzymają dzieciaki przy sobie... jak widać 8kg pudel tylko je zachęca do spuszczenia dziczy ze smyczy... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.