omry Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 yamayka napisał(a): nie może poznawać piesków na spacerach A to, a ciekawości, dlaczego? Pomijając oczywiście to, że chcesz akurat robić z nim coś innego czy że pies wygląda nieciekawie. Quote
Vesper Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 LadyS- nie wiem czy masz rację co do trendów- choć może i tak, bo przecież trendy się zmieniają...:evil_lol: Ja jeszcze kilka m-cy temu wstydziłam się przyznać na Dogo, że mój pies- bezproblemowy, odwoływalny (piszę akurat o jednym z moich psów, Paku, bo np Ariel to już inna historia) chodzi bez smyczy... Idąc z nim mam świadomość, że odwołam go w sytuacji, kiedy uznam za stosowne, mamy jeden, jedyny problem, nad którym pracuję- Pako uwielbia suchy, zapleśniały chleb- tak więc te wyjścia bez smyczy skończyły się z nastaniem sezonu dokarmiania ptaków. Ale wrócę do tematu- ja również mam psa, a właściwie sukę, której po prostu...nie spuszczam. Od roku chodzi na lince, i to jedynie tam, gdzie wiem że mi żaden nieświadomy amator jej wdzięków nie podbiegnie- Arielka nie lubi natrętów, dotąd żadnego nie pogryzła- ale właśnie-dotąd... A że jest stafficzką o dużej sile (to ta z avatarka) nigdy nie zaryzykuję. Puszczam ją jedynie na ogrodzonych posesjach u rodziny czy znajomych, gdzie czasami bywamy. Czy jest przez to nieszczęśliwa? Nie wydaje mi się. Spacer na smyczy może być bardziej atrakcyjny niż np przejście dookoła bloku z psem puszczonym wolno...:diabloti: Quote
omry Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 Ja mam problem z odwołaniem Iwana jak widzi psa. Nie zawsze, bo czasem wraca bez problemu. To i tak jest sukces, że nie mamy z nim kompletnie żadnych innych problemów biorąc pod uwagę to, że jeszcze w poprzednie wakacje, jakieś półtora roku temu nie umiał kompletnie nic. Ciągnął na smyczy, bał się samochodów, autobusów, wody, nie lubił ludzi, nie wracał na wołanie.. Na dzień dzisiejszy idzie przy nodze, a przede mną tylko wtedy, gdy nie mam nic przeciwko, do autobusów i samochodów wskakuje sam, tak samo do wody. Obcych dorosłych nie lubi tylko na swoim terenie, ale nie warczy, tylko ich pilnuje. Nie lubi też jak obcy dorośli go głaszczą, ale mi to nie przeszkadza. Pies ma prawo tego nie lubić i pokazać, że mu się to nie podoba. Nie kąsa, tylko warknie. Poza tym ja ludziom nie pozwalam go dotykać, a jak ktoś sam go obłapuje bez zapytania, to już jego problem, że pies na niego warknie. Quote
hecia13 Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 Moja Shara chodzi na smyczy (flexi 8m) bo potrafi być agresywna i jest prawie nieodwoływalna (jak widzi psa), rzuca się bez ostrzeżenia i poluje na małe pieski z wyraźnym zamiarem zabicia. Kiedyś jakiś pan usiłował udowodnić mojej córce, że to wina tego, że sunia jest na smyczy. Kazał jej popuścić smycz i pozwolić jej "pobawić się z jego psem". Córka tłumaczyła, że suka wychowana w kojcu, że co cieczka szczeniaki, zero socjalizacji, ale pan był głuchy, puścić i puścić. Na szczęście Shara miała kaganiec... ale i tak ostro pieska przydusiła, a jego pisk nakręcił ją do granic możliwości. Pan od tej pory z daleka ucieka na nasz widok, nawet jeśli wyprowadzany jest Bullet, który nie jest agresywny. Shara nigdy nie jest spuszczana (chyba, że jej się zechce wyjść w środku nocy i nikogo nie ma) i chodzę z nią tam, gdzie psów nie ma wcale albo są daleko. I tak już widzę znaczną poprawę, wczoraj nie rzuciła się na sąsiadkę-labkę, tylko stała i wpatrywała się w nią i nie rzuciła się na jakiegoś małego jazgota, który do niej pędził, podlatywał, szczekał i uciekał. A to już wielki sukces :) Quote
omry Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 hecia13, takich natrętów jak ten fecet się olewa i idzie się dalej, a nie puszcza psa nieodwoływalnego, agresywnego i coś udowadnia :) Quote
yamayka Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 A to, a ciekawości, dlaczego? Pomijając oczywiście to, że chcesz akurat robić z nim coś innego czy że pies wygląda nieciekawie. Bo nasze problemy z agresją do psów i spinaniem się na nie (wciąż nad tym pracujemy, jest o wieeele lepiej) wzięły sie właśnie z biegania psa luzem, przypadkowych kontaktów z psami. Zdarzyły się 3-4 ataki innych psów na niego. Bardzo tego żałuję, teraz muszę to odkręcać z trudem. Soccer nauczył się, że on decyduje o przebiegu spotkania - "z tym sie moze pobawie, tego sie trochę boję, ten mi sie nie podoba, to na niego nawarcze i się zjeżę, albo najlepiej pogonię na wszelki wypadek". Wziął sprawy w swoje łapy. Przy przypadkowych spotkaniach nie wiem, jak zachowa się inny pies, większośc jest niezrównoważona. Mój pies czuje sie zwykle niekomfortowo w kontakcie z obcym psem, więc chcę zapewnić mu komfort psychiczny przy sobie. Wymagam od niego spokoju, podporządkowania lub pracy w motywacji przy innych futrach - więc nie mogę narazić go na powód do spinania się z powodu obcego psa. Quote
Szura Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 Dla mnie nawet nie jest problemem, jak pies chce podbiec, czy się wyłamie z komendy i się nie odwoła. Rozumiem, że może się zdarzyć. Problemem jest dalsze zachowanie właściciela na prośbę o zabranie psa. Jeżeli ktoś od razu psa zabierze, czy przeprosi, to odpowiadam 'nic nie szkodzi' i problemu nie ma. Jeśli ktoś psa odwoła na moją grzeczną prośbę, to dziękuję. Dzisiaj mi na Tośka szarżowały dwa laby - pierwszego pani nie odwoła 'bo łagodny i chce się bawić'. Na psa tupnęłam, stanowczo powiedziałam nie, to baba z mordą, że jej psa kopię. Moja mama nie wytrzymała i weszła w dyskusję, że jej zasmarkanym obowiązkiem jest panować nad psem, a jeśli nie umie, to niech chociaż się na ludzi nie drze. Druga pani na moją prośbę spytała 'a dlaczego?', oczywiście nie ruszając się z miejsca. Psa złapałam za obrożę, odprowadziłam i powiedziałam 'bo mój pies i ja po prostu sobie nie życzymy, to powinno wystarczyć'. No to pani wyraziła wielkie współczucie dla mojego psa, że mu się pobawić nie daję, no naprawdę... Quote
Litterka Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 A ja właśnie dostałam opr, że się nad psem znęcam... Otworzyłam balkon, Mikra wyleciała i rozdarła japę na biegające dzieci. W związku z tym kazałam jej być cicho i wejść do mieszkania. Usłyszałam więc, że jestem wredna i głupia, bo nie pozwalam psu być psem... Eh... Quote
lilk_a Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 motyleqq napisał(a):znaczy że nie spuszczasz swojego psa ze smyczy w ogóle? interesujące... no nie spuszczam swojej suki ladySwallow napisał(a):Ja nie spuszczam mojego psa ze smyczy wcale. Biega jedynie na lince. Myślisz, że umrze ze zgryzoty? moja twż ma długą linkę , nie jest nieszczęśliwa ladySwallow napisał(a):No ale widzę, że pojawia się na dogo trend, który istnieje wśród właścicieli psów u mnie na osiedlu - piesek, który nie biega bez smyczy, czyli luzem, jest głęboko nieszczęśliwy, rzuci mu się na mózg i będzie agresorem do wszystkiego, co się rusza. Jeśli mój pies nie będzie odwoływalny we wszystkich prawie (z granicą błędu) sytuacjach, w tym przy kotach, ptaszkach, psach itd., to będzie do usranej śmierci chodzić na lince - i jestem pewna, że będzie normalniejszy od większosci psów puszczanych luzem, bo to nie jest kwestia chodzenia na lince czy bez niczego, tylko podejścia właściciela i panowania nad psem. nasza sunia ma tyle biegania innego że nie jest w żaden sposób nieszczęśliwa na smyczy, a ja mam pewność że panuję nad psem yamayka napisał(a):Ja jestem potępiana przez część rodziny i wielu znajomych, a w ich pojęciu mój pies jest skrajnie biedny. Bardzo współczują Sokerowi. :roll: Bo Soccer ma wiele zakazów, nie wolno mu gonić kotów i polowac na muchy (bo to u niego obsesyjne zachowanie...:mad:), jest nie za często puszczany ze smyczy (treningi, frisbee, wypady za miasto z psim kumplem), co rusz jest proszony, zeby coś dla mnie zrobił (przed wyjściem, przed karmieniem, przed wszystkim czego on chce i ja mogę mu to dać), robię zniego głupka ucząc go sztuczek, nie może poznawać piesków na spacerach (nad tym zwłaszcza ubolewa mój tata), nie może uciekać na samodzielne wyprawy, nie moze obszczekiwać ludzi, nie może pierwszy gnać do drzwi wejściowych gdy ktoś przyjdzie, w domu głównie śpi w klatce (otwartej w 90%), ma być spokojny kiedy mu każę... Jednym słowem - prowadzi skrajnie inne życie niż większość "szczęśliwych piesków". ;)bardzo dobre podejście , przynajmniej wie czego od niego oczekujesz , to najlepszy sposób na to by pies właśnie nie był zagubiony arielka186 napisał(a):LadyS- nie wiem czy masz rację co do trendów- choć może i tak, bo przecież trendy się zmieniają...:evil_lol: Ja jeszcze kilka m-cy temu wstydziłam się przyznać na Dogo, że mój pies- bezproblemowy, odwoływalny (piszę akurat o jednym z moich psów, Paku, bo np Ariel to już inna historia) chodzi bez smyczy... Idąc z nim mam świadomość, że odwołam go w sytuacji, kiedy uznam za stosowne, mamy jeden, jedyny problem, nad którym pracuję- Pako uwielbia suchy, zapleśniały chleb- tak więc te wyjścia bez smyczy skończyły się z nastaniem sezonu dokarmiania ptaków. Ale wrócę do tematu- ja również mam psa, a właściwie sukę, której po prostu...nie spuszczam. Od roku chodzi na lince, i to jedynie tam, gdzie wiem że mi żaden nieświadomy amator jej wdzięków nie podbiegnie- Arielka nie lubi natrętów, dotąd żadnego nie pogryzła- ale właśnie-dotąd... A że jest stafficzką o dużej sile (to ta z avatarka) nigdy nie zaryzykuję. Puszczam ją jedynie na ogrodzonych posesjach u rodziny czy znajomych, gdzie czasami bywamy. Czy jest przez to nieszczęśliwa? Nie wydaje mi się. Spacer na smyczy może być bardziej atrakcyjny niż np przejście dookoła bloku z psem puszczonym wolno...:diabloti: zgadzam się z tym , dobrze zorganizowany spacer na smyczy jest dla psa atrakcyjniejszy niż pobieganie sobie luzem , choć to też potrzebne hecia13 napisał(a):Moja Shara chodzi na smyczy (flexi 8m) bo potrafi być agresywna i jest prawie nieodwoływalna (jak widzi psa), rzuca się bez ostrzeżenia i poluje na małe pieski z wyraźnym zamiarem zabicia. Kiedyś jakiś pan usiłował udowodnić mojej córce, że to wina tego, że sunia jest na smyczy. Kazał jej popuścić smycz i pozwolić jej "pobawić się z jego psem". Córka tłumaczyła, że suka wychowana w kojcu, że co cieczka szczeniaki, zero socjalizacji, ale pan był głuchy, puścić i puścić. Na szczęście Shara miała kaganiec... ale i tak ostro pieska przydusiła, a jego pisk nakręcił ją do granic możliwości. Pan od tej pory z daleka ucieka na nasz widok, nawet jeśli wyprowadzany jest Bullet, który nie jest agresywny. Shara nigdy nie jest spuszczana (chyba, że jej się zechce wyjść w środku nocy i nikogo nie ma) i chodzę z nią tam, gdzie psów nie ma wcale albo są daleko. I tak już widzę znaczną poprawę, wczoraj nie rzuciła się na sąsiadkę-labkę, tylko stała i wpatrywała się w nią i nie rzuciła się na jakiegoś małego jazgota, który do niej pędził, podlatywał, szczekał i uciekał. A to już wielki sukces :) właśnie o to chodzi , żeby panować nad psem , i przynajmniej nie mieć sobie nic do zarzucenia :) Quote
Diana S Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 Nie wiecie, jaka ja mam jazde, z psami ludzi, którzy nie widza problemu, ze pies biega luzem i to kolo nosa naszych psów. Jedna Pani do mnie mówi- niech pani spusci swoje psy, ( widziała, ze moje psy wczesniej biegały luzem do momentu, kiedy dojrzałam na horyzoncie yorka, od razu je złapałam) Po czym ona do mnie, ze jak pies nie agresywny( jak biegaja luzem) to niech sobie biegaja. Ja na to, ze jak spuszczę psy, to z Pani psa nic nie zostanie, moze dojsc do tego, ze złamią mu kark, kregosup. Nie docierało do niej, ze chart to pies łowny, reaguje w mig na coś małego.... :shake: Quote
Paulina516 Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 Mi nie przeszkadza jak puszczam psa luzem na pustej, otwartej, trawiastej przestrzeni, ok jest dobrze pilnuje się, idzie za mną, czasem przystanie powąchać oraz bawimy w ganianego i rwiemy/rozszarpujemy liść, wołam jak zauważę ludzi bądź psy, przychodzi zapinam czasem podejdę też zapnę i idziemy ;) Ale na podwórku (jest nieogrodzone) jest nieusłuchana ("niby"jej teren) , jak wyjdzie taki jamnikowaty z rozpędu leeeci i się gonią , wtedy trudno mi ją złapać i mi głupio, piszczałka , wołanie nie pomaga ;/ Quote
motyleqq Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 ladySwallow napisał(a):Ja nie spuszczam mojego psa ze smyczy wcale. Biega jedynie na lince. Myślisz, że umrze ze zgryzoty? to zupełnie co innego ;) myślę, że dobrze o tym wiesz ladySwallow napisał(a):No ale widzę, że pojawia się na dogo trend, który istnieje wśród właścicieli psów u mnie na osiedlu - piesek, który nie biega bez smyczy, czyli luzem, jest głęboko nieszczęśliwy, rzuci mu się na mózg i będzie agresorem do wszystkiego, co się rusza. Jeśli mój pies nie będzie odwoływalny we wszystkich prawie (z granicą błędu) sytuacjach, w tym przy kotach, ptaszkach, psach itd., to będzie do usranej śmierci chodzić na lince - i jestem pewna, że będzie normalniejszy od większosci psów puszczanych luzem, bo to nie jest kwestia chodzenia na lince czy bez niczego, tylko podejścia właściciela i panowania nad psem. bieganie na lince to poniekąd bieganie luzem, a na pewno bliżej mu do biegania luzem niż na smyczy. i nie powiesz mi, że trzymanie psa na smyczy przez całe życie- NA SMYCZY, nie na lince-jest dobrym pomysłem. widziałam takiego psa i jestem pewna, że gdybym spotkała go teraz, to nie byłby już przyjazny do mojego psa, gdyż zawsze kiedy chciał się przywitać wbijały mu się w szyje kolce i nigdy nie biegał luzem. jestem przekonana że w niewybieganych, niezmęczonych pracą psach rodzi się frustracja. i Ty też na pewno o tym wiesz i dlatego ćwiczysz przywołanie i spuszczasz psa ze smyczy, przypinając mu linkę, by mieć kontrolę. Quote
yamayka Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 Koło mnie po okolicznych parkach wędruje facet z dwoma chartami (zdaje się, że afrykański i arabski) i psy ZAWSZE puszczone są luzem, podbiegają do wszystkich psów widocznych na horyzoncie... Omijam ich szerokim łukiem. Te charty po jednym niekontrolowanym spotkaniu (błędy mlodości...) stały się największymi wrogami Soccera, bał się ich i ryczał na nie na smyczy, wystaczył ich zapach, by się spinał, jeżył, warczał. Dzis po miesiącach intensywnej pracy spotkalismy je - bez trudu nakłoniłam Soccera do spokoju. Nie sądziłam, ze to mozliwe. Jak to strasznie cieszy!!! nie powiesz mi, że trzymanie psa na smyczy przez całe życie- NA SMYCZY, nie na lince-jest dobrym pomysłem. Są takie psy, które o wiele bardziej komfortowo czują się na smyczy, czując kontakt z przewodnikiem. Dla mnie wyznacznikiem tego, co jest dobre, jest to, co sie dzieje w głowie danego psa. Jestem pewna, że pies moze przeżyć szczęśliwe, satysfakcjonujące życie bez puszczania go luzem. Zmęczyć psa można przecież inaczej. ;) Quote
motyleqq Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 lilk_a napisał(a):no nie spuszczam swojej suki moja twż ma długą linkę , nie jest nieszczęśliwa linka to nie to samo co smycz, linka służy głównie do nauki przywołania i kontrolowania jeszcze nieodwoływalnego psa. to co innego niż chodzenie na smyczy. Quote
hecia13 Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 [quote name='omry']hecia13, takich natrętów jak ten fecet się olewa i idzie się dalej, a nie puszcza psa nieodwoływalnego, agresywnego i coś udowadnia :) Toteż nie była spuszczona, to pan swojego pieska do niej puścił, pomimo ostrzeżeń... Quote
panbazyl Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 filodendron napisał(a):Dla mnie mogą być i bez smyczy - byleby były odwoływalne i byleby właścicielowi chciało się ruszyć d*** po własnego psa, który skacze po moim albo brudzi mi ubranie. Dodam jedno hasełko do listy odzywek właścicieli nieodwoływalnych psów (obok "on chce się tylko pobawić", "on nie gryzie" itd.): "On aby się połasić!" To starsza pani o swoim labradorze, który usmarował ciuchy pani chcąc dostać się do dziecka, które biedna mama unosiła wysoko do góry. Aby się połasić, no proszę, kociątko... ło matkoicórko!!!!! Coraz bardziej jestem tego pewna, ze właściciele jurków i labow mają jednak nierówno pod sufitem.... Quote
lilk_a Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 motyleqq napisał(a):linka to nie to samo co smycz, linka służy głównie do nauki przywołania i kontrolowania jeszcze nieodwoływalnego psa. to co innego niż chodzenie na smyczy. linka to linka , jak by ją zwał , dla mnie to po prostu długa smycz nie akceptuję wogóle psów idących luzem z właścicielem , obojętnie jak bardzo by nad nimi panował to psy pozostaną zawsze psami i nie wiadomo do końca co zrobią w danej sytuacji dla mnie takie biegające samopas psy są zagrożeniem zarówno dla mnie jak i dla mojego psa , i odwrotnie , mój pies nawet na smyczy może być zagrożeniem dla nich Quote
evel Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 lilk_a napisał(a): nie akceptuję wogóle psów idących luzem z właścicielem , obojętnie jak bardzo by nad nimi panował to psy pozostaną zawsze psami i nie wiadomo do końca co zrobią w danej sytuacji Są psy (być może nie jest ich zbyt wiele, ale są), które nie odejdą od właściciela bez pozwolenia, choćby świat się walił. Moja suka ma tak "w trybie pracy" - gdy na łąkach leci do nas inny pies a ja chowam "oprzyrządowanie" (np. piłkę, szarpak, frisbee) i zwalniam psa to Zu owszem, przywita się z przybyszem, nawet czasem z grzeczności przebiegnie się z nim w tę i z powrotem, po czym wraca do mnie, czekając na kolejne zadanie do wykonania a drugi pies przestaje dla niej istnieć. Jak przybysz jest bardzo natrętny to mu suka jeszcze przylutować może, że jej w robocie przeszkadza. Okoliczne psy już przywykły ;) Quote
LadyS Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 motyleqq napisał(a):to zupełnie co innego ;) myślę, że dobrze o tym wiesz bieganie na lince to poniekąd bieganie luzem, a na pewno bliżej mu do biegania luzem niż na smyczy. i nie powiesz mi, że trzymanie psa na smyczy przez całe życie- NA SMYCZY, nie na lince-jest dobrym pomysłem. widziałam takiego psa i jestem pewna, że gdybym spotkała go teraz, to nie byłby już przyjazny do mojego psa, gdyż zawsze kiedy chciał się przywitać wbijały mu się w szyje kolce i nigdy nie biegał luzem. jestem przekonana że w niewybieganych, niezmęczonych pracą psach rodzi się frustracja. i Ty też na pewno o tym wiesz i dlatego ćwiczysz przywołanie i spuszczasz psa ze smyczy, przypinając mu linkę, by mieć kontrolę. Muszę Cię zmartwić, bo ja na pewno tego nie wiem ;) Na lince obecnie owszem, ćwiczę przywołanie - tak samo, jak na smyczy, w różnych rozproszeniach - ale obecna linka jest przedłużoną smyczą, a nie linką treningową. Linkę treningową kupię 10 albo 15, a nie 5 metrową, wtedy, gdy będę uważała, że nastał "ten" czas. Na razie Jax ma fazę dorastania i lęków, i tutaj leży priorytet jego wychowania, a nie w tym, czy będzie biegał na lince treningowej, czy nie. I wybacz, ale aby zmęczyć psa pracą, nie musi on być luzem - może być na lince, na smyczy, w domu. Praca z psem to praca - w kontakcie, w innym trybie. Natomiast wybiegać go można i na smyczy - biegając dystansowo albo przy rowerze - i na lince - ludzie na mnie jak na debila patrzą, jak biegam z psem na lince, no ale cóż. Zgodzę się, że w niewybieganych i nie zmęczonych pracą psach rodzi się frustracja, ale do zmęczenia fizycznego i psychicznego nie trzeba puszczać psa luzem. motyleqq napisał(a):linka to nie to samo co smycz, linka służy głównie do nauki przywołania i kontrolowania jeszcze nieodwoływalnego psa. to co innego niż chodzenie na smyczy. To zależy, jaka linka. U nas linka jest trzymana, nie może być więc narzędziem treningowym, co wynika samo z siebie. Owszem, pies jest uczony na niej różnych rzeczy, przychodzenia też, ale linka się za nim nie ciągnie. Ta linka to raczej taka flexi bez mechanizmu ;) Quote
Szura Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 A ja sobie nie wyobrażam zabawy psów, gdy wszystkie są na lince... Więc nie wyobrażam sobie, jak towarzyskie psiaki miałyby nie być w ogóle spuszczane. Mój dużo biega luzem - inaczej go nie wybiegam. On potrzebuje się zmęczyć i fizycznie, i psychicznie. Fizycznie potrzebuje się po prostu wybiegać. I nic nie daje puszczenie go na lince, bo na lince to on się mnie trzyma jak przyklejony, dopiero puszczony luzem zaczyna biegać, zataczać koła i cieszyć się otoczeniem. I dopóki nie przeszkadzam innym ludziom i psom, to nie widzę w tym nic złego. Quote
motyleqq Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 lilk_a napisał(a):linka to linka , jak by ją zwał , dla mnie to po prostu długa smycz nie akceptuję wogóle psów idących luzem z właścicielem , obojętnie jak bardzo by nad nimi panował to psy pozostaną zawsze psami i nie wiadomo do końca co zrobią w danej sytuacji dla mnie takie biegające samopas psy są zagrożeniem zarówno dla mnie jak i dla mojego psa , i odwrotnie , mój pies nawet na smyczy może być zagrożeniem dla nich no cóż, ja na pewno ze względu na kogoś, kto nie akceptuje luźnego biegania, nie zrezygnuję z tego u mojego psa. owszem, są ludzie którzy rzucają aport na smyczy, ale... my do nich nie należymy ;) mój pies nikogo nie zaczepia, nie podbiega do obcych psów, jest skupiony na tym, co robimy i z pewnością z tego nie zrezygnuję. ladySwallow napisał(a):Muszę Cię zmartwić, bo ja na pewno tego nie wiem ;) Na lince obecnie owszem, ćwiczę przywołanie - tak samo, jak na smyczy, w różnych rozproszeniach - ale obecna linka jest przedłużoną smyczą, a nie linką treningową. Linkę treningową kupię 10 albo 15, a nie 5 metrową, wtedy, gdy będę uważała, że nastał "ten" czas. Na razie Jax ma fazę dorastania i lęków, i tutaj leży priorytet jego wychowania, a nie w tym, czy będzie biegał na lince treningowej, czy nie. I wybacz, ale aby zmęczyć psa pracą, nie musi on być luzem - może być na lince, na smyczy, w domu. Praca z psem to praca - w kontakcie, w innym trybie. Natomiast wybiegać go można i na smyczy - biegając dystansowo albo przy rowerze - i na lince - ludzie na mnie jak na debila patrzą, jak biegam z psem na lince, no ale cóż. Zgodzę się, że w niewybieganych i nie zmęczonych pracą psach rodzi się frustracja, ale do zmęczenia fizycznego i psychicznego nie trzeba puszczać psa luzem. To zależy, jaka linka. U nas linka jest trzymana, nie może być więc narzędziem treningowym, co wynika samo z siebie. Owszem, pies jest uczony na niej różnych rzeczy, przychodzenia też, ale linka się za nim nie ciągnie. Ta linka to raczej taka flexi bez mechanizmu ;) linka dla mnie oznacza właśnie linkę treningową, ale ok, zwał jak zwał. zgadzam się z Tobą w tym co piszesz, chyba nie ma o czym dyskutować ;) Quote
LadyS Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 Szura napisał(a):A ja sobie nie wyobrażam zabawy psów, gdy wszystkie są na lince... Więc nie wyobrażam sobie, jak towarzyskie psiaki miałyby nie być w ogóle spuszczane. Mój dużo biega luzem - inaczej go nie wybiegam. On potrzebuje się zmęczyć i fizycznie, i psychicznie. Fizycznie potrzebuje się po prostu wybiegać. I nic nie daje puszczenie go na lince, bo na lince to on się mnie trzyma jak przyklejony, dopiero puszczony luzem zaczyna biegać, zataczać koła i cieszyć się otoczeniem. I dopóki nie przeszkadzam innym ludziom i psom, to nie widzę w tym nic złego. Kwestia wprawy :lol: Ja tam wolę, żeby mój pies bawił się na lince, niż spieprzył pod samochód/wpadł w zęby agresorkowi. Nie widzę absolutnie nic złego w tym, że ludzie puszczają psy bez smyczy - sami mijamy kilka takich osób i jest ok, bo te psy są wychowane i wracają na zawołanie. Ale jestem na nie, kiedy w mojego psa na smyczy wbiega kilka innych bez smyczy "bo one chcą się przywitać", gdzie mój pies waży 5kg, a tamte po 20-30 (labradory i husky). Wszystko jest dla ludzi myślących :) Quote
omry Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 hecia13 napisał(a):Toteż nie była spuszczona, to pan swojego pieska do niej puścił, pomimo ostrzeżeń... A więc przepraszam, źle zrozumiałam :) Quote
anna.maria Posted November 6, 2011 Posted November 6, 2011 Mam 11-letniego małego mieszańca. Pies na spacerach jest bardzo spokojny, ale boi się dużych psów i kiedy je widzi udaje, że nie zwraca na nie uwagi i idzie przestraszony przy nodze. To niestety nie oznacza, że większe psy również nie zwracają na niego uwagi- na osiedlu są 2 duże psy (owczarek niemiecki i coś a la wyżeł), które nigdy nie mają zapiętej smyczy i zawsze rzucają się na mojego psa, który jest na smyczy. Widok to średnio przyjemny, kiedy kilka razy większy pies bez smyczy atakuje małego i starego psa, który jest na smyczy i nie może uciec. Dodam, że zawsze kiedy widzę któregoś z tych psów zmieniam kierunek spacerowania, ale niestety te psy atakują np.z krzaków i rozpędzają się dużo szybciej niż ja i mój pies. Mój pies zawsze po takich przygodach (zdarzają się mniej więcej co dwa-trzy dni) jest znerwicowany, nie może się załatwić i ciągnie w stronę domu. Upominanie właścicieli nie przynosi skutków- właścicielka wyżła nie reaguje albo chowa się gdzieś i udaje, że nie istnieje, a właściciel owczarka twierdzi, że to np. moja wina bo mój pies pojawił się w zasięgu wzroku jego psa, kiedy ten się załatwiał. Kiedyś wzięłam mojego psa na ręce, ale owczarek rzucił mi się do twarzy. Co robić w takich sytuacjach? Szkoda mi mojego psa, bo nie ma szans w starciu z większymi i tylko bardziej się denerwuje. Jak odstraszać atakujące psy? Nie chce psikać na nie gazem, bo zwierzęta nie powinny płacić za brak odpowiedzialności swoich właścicieli. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.