Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='aleola']SM w moim mieście to porażka. Najczęściej po prostu nie odbierają telefonów, a żeby zainteresować ich faktem "jakiegoś psa", trzeba zmówić się w kilku sąsiadów i zadzwonić w tej samej sprawie jednego dnia.
Generalnie w rejon, gdzie ten facet mieszka, zapuszczam się stosunkowo rzadko, omijam jak mogę. Ale czasem przejście tamtędy jest koniecznością. Męczące jest nadrabianie trasy (ok. 1 km), gdy pod nosem ma się prostą drogę do celu. Na razie obieram taktykę, że będę często tamtędy chodziła i jeździła bez psa, a jak psy tego człowieka będą miały dostęp do ulicy, to będę zwracała uwagę i groziła telefonem na Straż. Jak nie poskutkuje, to zacznę dzwonić ze skargami. Myślę, że w końcu uda się nauczyć tego pana zasad współegzystencji społecznej ;).(...) Zwykle to mężczyźni mają przerośnięte ego, a "męska duma" może być uznana spokojnie za plagę narodową ;)
Ja bym dzwoniła, a nie tylko straszyła- w końcu facet zobaczy że tylko go straszysz i nic nie robisz, a wtedy może Ci się bezczelnie śmiać w twarz :roll: Poza tym im więcej skarg, tym bardziej SM i właściciel uświadomią sobie że problem istnieje i to nie Ty się czepiasz- ale przeszkadza on wielu osobom. Mogłabyś też namówić na telefon w tej samej sprawie mamę czy koleżankę. Myślę że nie ma co się zastanawiać- żeby nie było tak, że skończy się to pogryzieniem Twojej suczki lub/i Ciebie :sad: A jeżeli nie ma u Was SM (przepraszam, wcześniej nie spojrzałam na miejsce gdzie mieszkasz), dzwoń na policję- jeżeli jest to wieś czy nieduże miasteczko, panowie mają czas żeby podjechać i utemperować zapędy pana właściciela...

Twoje ostatnie zdanie rozwaliło mnie na łopatki- bo już myślałam, że ze mnie się feministka robi :D A faceci- i to, zauważ, najczęściej ci, którym coś w życiu nie wyszło, muszą podreperować swoje ego starannie kreowanym wizerunkiem- oczywiście każdy chce wyglądać w oczach innych na zaradnego, honorowego człowieka sukcesu ;). Aż śmieszne jest to, jak dalekie jest ich przekonanie o własnej wartości z tym, co reprezentują na zewnątrz...

Milka_ z tym "panem" ewidentnie coś jest nie tak- szuka zaczepki. Nie wiem czy był pijany, bo jakoś tak skojarzyło mi się z nagabywaniem podpitego typa, który szuka dziury w całym. Masz podstawy żeby dzwonić na policję, bo jak napisała Soko, facet Wam groził. Podejrzewam że gdybyś przy nim wyjęła telefon, zawinąłby się szybciutko ;). Masz szczęście, że był z Wami- Tobą i koleżanką, Twój chłopak- cały czas jesteśmy traktowane jak głupie kobietki, które można straszyć, wejść im na głowę, i co się żywnie podoba... Na Twoją korzyść (piszę tu gdyby doszło do spotkania z policją) jest tak jak pisała Evel- Wasze psy były na smyczach, jego został spuszczony i to z zamiarem użycia go przez właściciela jako psiego gladiatora... Aż strach pomyśleć, gdyby takiemu typowi "wpadł w ręce" amstaff czy rottek szczuty na inne psy- w ogóle powoli dochodzę do wniosku, po tych różnych wypadkach z pogryzieniami dzieci, z ciągnięciem psa za samochodem, za ast-em który ugryzł dziecko bo był zamykany w ciemnej łazience i miał zero socjalizacji- że to właściciele powinni zdawać jakieś testy psychiczne przed zgodą na posiadanie psa. To oczywiście nierealne- ale w niektórych wypadkach aż mam ochotę podejść i odebrać psa... Niestety- Polska najpierw musiałaby się uporać z bezdomnością i przepełnionymi schroniskami, żeby w ogóle myśleć o czymś takim (z wyjątkiem skrajnych przypadków, kiedy to reaguje TOZ).

Posted

w przepisach (nie miejskich, ale ogólnych) jest bardzo ładny zapis i wynika z niego, że nawet jeśli teren ogrodzony, ale pies ma możliwość wyjścia to właściciel ma obowiązek trzymać go na smyczy/w kojcu - to tak dla tych co będą rozmawiać z policją, musicie sprawdzić gdzie to jest, bo ja już nie pamiętam, ale wiem z własnego doświadczenia, że warto znać konkretny przepis na pamięć i w razie odmowy ładnie go wyrecytować dyżurnemu - jest też coś o niezachowaniu dostatecznej ostrożności przy trzymaniu psa - to też jest w przepisach ogólnych a nie miejskich i ma się do przypadków kiedy pies coś zniszczy bądź zaatakuje psa lub człowieka, szczucie psem też jest nielegalne i podlega pod ten paragraf - i wierzcie, w Gdańsku mamy trochę zdarzeniówek (większość przechodzi przez moje łapki z uwagi na wykonywaną funkcję) właśnie z tego artykułu, więc policja jak najbardziej przyjeżdża - tylko ważne jest to że nie każdy dyżurny dobrze zna przepisy KK jest obszerny, oni mają na szkoleniach i w szkółce masę z ruchu drogowego i przestępstwom przeciw zdrowiu i życiu i czasem po prostu nie pamiętają już o tych przepisach dot psów, bo jednak kiedyś się takie sprawy załatwiało inaczej - jak sąsiad miał groźnego psa to się ludzie zbierali i go truli - bez policji/milicji - dobrze znać swoje prawa i chociaż wyrywkowo brzmienie artykułów, żeby policja was nie zbywała ;)

Posted

Myślałam o tym, żeby zadzwonić, ale kiedy mój chłopak się postawił, koleś szybko się zmył. Gorzej, jakbym była sama. Dlatego myślę o tym, żeby kupić gaz pieprzowy - nie muszę go wcale używać, wystarczy że pokażę że mam.
A w razie gdyby doszlo do bójki psów, wtedy może się przydać.
Myślałam o telefonie na policję, ale nie wiedziałam, czy ktoś się przejmie tą sprawą, weźmie ją w ogóle pod uwagę, skoro pies łagodny i nie rzucił się, a był spokojny, cichy i opanowany.
Dziwny ten człowiek naprawdę - to na pierwszy rzut elegancki pan - chodzi w płaszczyku, a do psa zwraca się: "pozwól do mnie, proszę tutaj" .. jednak nie może zdzierżyć faktu, ze inny pies na niego szczeka i sam zamierza go za to ukarać, nasyłając swojego...
to nie pierwszy raz, bo rozmawiałam z innymi psiarzami i też im tak robił.
Następnym razem zadzwonię. A sądzę, że nieraz go jeszcze spotkam, bo mieszka w pobliżu.. nieraz go z daleka widywałam.

Posted

Milka, w Twoim wypadku naprawdę nie chodzi o psa (jaki jest przyjazny, super i w ogóle) tylko o właściciela, który bezczelnie Cię zastrasza. Przy kontakcie dwóch psów gaz jest nieco niebezpieczny bo zawsze możesz trafić w swojego. Ale faktycznie - jako straszak może się spisać. Albo podbuzować jeszcze bardziej bezczelnego sąsiada...

Posted

Milka Pan według mnie ma coś nie tak z głową , powinnaś dzwonić na policje następnym razem, nie może chodzić i grozić wkoło swoim psem.

miałam podobną sytuację ,tylko nie aż tak poważną, szłam z moja suką przez blokowisko , na smyczy i w kagańcu , naprzeciwko widzę idzie Pani pod 50-tke z bulterierem suką , przeszłam na drugi bok chodnika żeby psy były jak najdalej od siebie, moja mijając warczała , była zjeżona ale nie rzucała się akurat , a ta kobieta mijając nas podeszła specjalnie bliżej na max 3m od nas moja wtedy zaczęła się rzucać bo to już było za blisko , a właścicielka bullika do mnie:
"mam spuścić moją? mam ?" (i to nie brzmiało jak żarty)pomyślałam chwilę zanim odpowiedziałam bo miałam ochotę odpowiedzieć bardzo brzydko ale swtierdzilam że to może jakaś chora osoba i naprawdę może spuścić psa który notabene stał sobie i nie reagował w ogóle na zaczepki mojej! świetny pies ;) odpowiedziałam więc że Pani powinna być dumna ze swojego psa który nie reaguję na zaczepki mniejszych psów , bo ja się nie cieszę że moja jest agresywna do większych psów . chyba dotarło do tej kobiety co powiedzałam bo pogłaskała swojego psa i powiedziała "to na pewno dlatego że obie to suczki, suki to się często nie lubią" nie co się zdziwiłam nagłą zmianą tonu wypowiedzi , uśmiechnęłam się i odeszłam .
od tamtej pory tą kobietę mijam przynajmniej raz w tygodniu , spacerujemy podobną trasą , nigdy już nie powiedziała nic takiego do mnie , wręcz przeciwnie raz nawet podeszła jak była bez psa i chciała pogłaskać moją . widocznie wtedy miała zły dzień ;)

Posted

Milka, mój ojciec miał taką samą sytuację, tylko że on ma 187 cm i jest baaardzo silny (budowlaniec, żylaty, ale sprężyna). Kiedyś szedł z naszym dawnym psem, w typie wilczura. Też jakiś dziad z przerośniętym bokserem do niego ruszył, na co ojciec spokojnie "ok. Psy się biorą za siebie, a my za siebie" udając, że odpina Maksowi obrożę. Gość się zmył i z drogi do konca życia schodził.
Zawsze można też uświadomić gościa, ze rozumiesz, iż nie radzi sobie z faktem, że ma mikroskopijnego k*tasa i usiłuje nadrabiać psem, ale to jego prywatny problem i niech sobie sam radzi, a nie na ulicy. Też zwykle ich zatyka. No i gazem w pysk, ale najpierw facetowi, potem psu, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Swoją drogą to straszne, co się z ludźmi dzieje

Posted

Milka__ napisał(a):
Cioteczki, a we mnie aż się gotuje...

Na moim osiedlu łazi facet około 50 z przerośniętym bokserem i zawsze podchodzi, kiedy ktoś jest z psem i prowokuje.
Dziś byłam z chłopakiem i psami na spacerze, on ma labradorkę (bardzo łagodną), a ja sznupka średniego (nie jest agresywny, nigdy psa nie zaatakował, ale bywa zadziorny - próbuje dominować wskakując na zad albo kładąc łeb na kark, więc unikam kontaktów z większymi od niego psami. Dodam też, że na smyczy szczeka na inne większe psy) stoimy i rozmawiamy ze znajomą na polu. Widzimy z daleka tego pana, on widzi nas i mimo że jest mnóstwo miejsca, to on idzie do nas. My psy mamy przy sobie, facet podchodzi na odległość 2m. Mój Bast już szczeka, a gościu stoi i się wpatruje. Nagle mówi: mam go spuścić? Mój chłopak na to: Proszę bardzo. Spuścił go. Pies podszedł, był spokojny, ja się ze swoim szczekającym odsunęłam.
Mój chłopak na to:
- Nie wiem co pan chce udowodnić, ale to, że pies szczeka, to nie znaczy, że jest agresywny. Poczytałby pan trochę o tym zamiast zaczepiać ludzi. Pies chce się przywitać albo jest podekscytowany i to jest jego normalne zachowanie.
Gościu na to nic, patrzy na mojego psa i mówi:
- niech go pani spuści, to zobaczymy. Ja na to:
- Nie, bo nie potrzebuję nic nikomu udowadniać, a poza tym może być agresywny (powiedziałam tak specjalnie) w stosunku do pana psa i nie zrobię takiej głupoty. Jestem miłośnikiem zwierząt i żadnego nie narażę na krzywdę!
- No dalej, niech go pani spuści to sie przekonamy.
Zaczęła się kłótnia, pies podszedł, obwąchały się, obyło się bez jadki, facet zawołał psa, który nie chciał do niego podejść , potem go złapał i poszedł. Za 5 min wraca znów, mój znów szczeka i to samo pytanie: spuścić go??? (takim grożącym tonem). ja już nie wytrzymałam i mówię:
- Niech mnie pan już nie denerwuje, jest pan jakiś niepoważny, mówię, że mój może być agresywny i po co pan tu znowu przychodzi?
- tak? to spuść go, to zobaczymy który jest agresywny! (i łapie za karabinczyk)
Mój chłopak dał znajomej psa, stanął przed gościem i mówi:
- spróbuje pan go spuścić, tylko się rzuci, to ja wtedy wkroczę do akcji. Czy pan nie rozumie, że nikt tu nie szuka zaczepki? Po co pan przychodzi tu drugi raz? Już pan raz go puścił, było w porządku więc o co znów chodzi?
- Bo mój pies jest grzeczny i dostojny, a nie tak jak tamten. Takie psy trzeba szczuć. Brzydki i niedobry. I szczeka. A mi to przeszkadza. Jakiś nienormalny. Nie to co mój.
Powiedzieliśmy jeszcze parę słów, facet w koncu odpuścił...

powiedzcie, czy ja moge w takiej sytuacji zadzwonic na SM? Spuścił psa, ale nie zaatakował naszych, natomiast mogłoby wyjść tak, że np. mój by go chciał dominować i zaczęłoby się...
albo czy on ma prawo czepiać się o szczekanie mojego psa? Jak to wygląda waszym zdaniem? Bo ja się nieco zdenerwowałam...


Zgłoś na policję. Wedle polskiego prawa pies traktowany jest jak broń. Czyli np. napad z agresywnym psem = napad z bronią. Co prawda pies w tym wypadku był mądrzejszy od właściciela, ale nigdy nic nie wiadomo, może trafić na psa, który mu się nie spodoba.

Zadzwoń na policję i spokojnie powiedz, że zaczepia Cię mężczyzna z dużym psem i że się boisz. Masz świadków, więc może dostanie pouczenie.

Posted

Dokładnie, poza tym dobrze, że nie tylko Ciebie tak zaczepia, ale i innych. Masz poparcie, więc jakaś reakcja ze strony policji powinna być.

Posted

Postanowiłam zwrócic się do Was po poradę, bo wygląda na to, że komunikacja z trudnymi psami wychodzi mi znacznie lepiej niż komunikacja z upartymi ludźmi :(

Mam obecnie pod opieką mocno problemowego mieszańca. pracujemy razem od roku i pies zrobił ogromne postępy. Jako kilkumiesięczny szczeniak rzucał się na psy i ludzi, psy próbował dominować, ludzi albo obsikiwał (noga wysoko do góry, klasyczne znaczenie, a nie żadne tam posikiwanie z radości albo z nerwów) albo podgryzał a najczęściej jedno i drugie. Pies obecnie już nie gryzie ani nie posikuje, ale zostało mu skakanie od czasu do czasu.

Mały nie jest, więc oczywiście w pracę z takim ancymonkiem trzeba włożyć sporo wysiłku umysłowego i fizycznego. Póki co, cały czas robi postępy, ale ponieważ jest to pies wyjątkowo niezależny i uparty (potwierdzone przez znajomych behawiorystów, nie tylko moja opinia), czasami wydaje mu się, że może postawić na swoim i skacze pomimo tego, że wie, że ma siedzieć - po prostu czeka aż cokowiek innego odwróci moją uwagę.

Jako,że cały czas jest dominujacy (ale już nie agresywny) i bardzo natarczywy wobec innych psów, dbam o dobre stosunki z okolicznymi właścicielami dużych i asertywnych psów, bo zwyczajnie potrzebne mi są do rehabilitacji tego ziółka (ma na imię Faust, nomen omen...). No i tu jest problem. Właściciel fajnego mieszańca rotka i samoyeda, z którym Faust lubi się bawić i od którego uczy się manier, ma swoje zdanie na temat skakania. Jego pies nie skacze, więc nie ma pojęcia, jak to jest kiedy pies pazurem rozcina komuś wargę (bo taki jest duży) albo brudzi ubranie. Zachęca mojego do skakania i się 'bawi'. Oczywiscie, za każdym razem kiedy Faust skacze, a gość go głaśzcze za to, Faust dostaje silne pozytywne wzmocnienie i cofa się w rehabilitacji. Ostatnio zaczął znowu podgryzać, co jest już zwyczajnie niebezpieczne.

Wiele razy mówiłam temu gościowi, że bardzo lubię, jak się ansze psy bawią, ale Faust jest psem z trudną przeszłością (oddzielony od matki w wieku 5 tygodni, bez psich manier, o niestabilnej psychice ze skłonnością do dominacji, źle traktowany przez poprzednich właścicieli) i ja od roku staram się go rehabilitować tak, aby m.in. przestał skakać na ludzi i domagać się pieszczot oraz smakołyków. Facet pozostaje głuchy na moje prośby, zachowuje się, jakby zjadł wszystkie rozumy i twierdzi, że mój pies jest 'taaaki szcześliwy'. On nie jest szczęśliwy tylko pobudzony i to zazwyczaj jest wstęp do czegoś niedobrego.

Biję się z myślami, co robić. Rozsądek nakazuje mi zwyczajnie unikać tego gościa, bo powaznie cofa proces rehabilitacyjny (bywa, ze widzimy się codziennie). Jednak Faust nie jest akceptowany przez większość psów ze względu na brak manier, tendencje dominacyjne i niestabilność, więc to ważne, żeby jednak miał kontakt ze zwierzętami, które go jako tako akceptują.

Co byście zrobili na moim mejscu? Rozmowa i prośby naprawdę nie dają rezultatu, gość jest głuchy na moje argumenty albo strzela focha.

Posted

Mam podobnie... wszyscy się nabijają ze szkolenia psa na spokojnie a panom to już w ogóle podoba się pobudzanie Happy mocnym warczeniem, a że warknie czy coś to tylko powód do zadowolenia z nie wiadomo jakiego powodu. Ostatnio sąsiedzi zauważają sukcesy więc już inaczej patrzą na nasze szkolenie ale nadal czasami właśnie głównie faceci brutalnie zaczną się bawić z H. i nijak im się nie powie, że mają przestać. Jasne, można wrzasnąć, ale mam to samo co Ty - tylko nieliczne psy H. akceptują no i nie mogę jej odmówić spotkania z nimi, szczególnie, że bardzo się cieszy na ich widok. Całe szczęście że H. się uodporniła na zachowania znanych nam ludzi ale nie wyobrażam sobie by ktoś obcy do niej podszedł.

Co do chamstwa.. nie wiem czy innych psiarzy, w każdym razie historia koleżanki mojej mamy:
Teściowa owej koleżanki miała starą spanielkę. Wykryto u niej raka, miała swoje trochę agresywne zachowania, ale wraz z cierpieniem z powodu choroby pogorszyły się jej stosunki z właścicielką. Doszło do tego, że ją ugryzła naprawdę mocno. Następnego dnia ją uśpili, bo prawdopodobnie i tak zeszłaby z tego świata dwa, trzy dni później - nie było sensu tego przedłużać i pogarszać jej stanu. W każdym razie teściowa pojechała do szpitala, obadali ją i nagle przychodzą do niej ludzie z informacją, że chcą wziąć psa do izolatki z powodu ugryzienia i stwierdzić ewentualne choroby, czy wściekliznę (skoro jej pies, to chyba go szczepiła i wiedziała o tym ;/). Gdy powiedziała, że suczka już pochowana, chcieli ją nawet odkopywać - ale teściowa nie wiedziała, gdzie dokładnie ją pochowano, bo nie brała w tym udziału. Ostatecznie odpuszczono, ale wyobraźcie sobie, że Wasz pies zostaje sprowokowany do ugryzienia i potem zabierają go do izolatki - a broń Boże pies po przejściach.. ;/ i odkopywać martwego psa - coś okropnego ;/

Posted

Soko napisał(a):
ale wyobraźcie sobie, że Wasz pies zostaje sprowokowany do ugryzienia i potem zabierają go do izolatki - a broń Boże pies po przejściach.. ;/ i odkopywać martwego psa - coś okropnego ;/


Dokładnie tego się obawiam. Faust jak stanie na tylnych łapach, to może mnie chwycić za gardło. Przez takich za przeproszeniem debili, których z niewiadomego powodu jara nakręcanie psa, moja praca z Faustem może któregoś dnia pójść na marne. Bo skoczy na dziecko albo na kogoś wrażliwego i jeszcze do tego dziabnie. Albo i temu gościowi coś zrobi i się palant wkurzy. On nie dziabie agresywnie tylko dlatego,ze chce wymusić głaski albo smakołyki, ale tu w Norwegii niestety usypia się psy z byle powodu, wystarczy,ze nie działa na nie kliker i smakołyki :(

Posted

Ostatecznie odpuszczono, ale wyobraźcie sobie, że Wasz pies zostaje sprowokowany do ugryzienia i potem zabierają go do izolatki - a broń Boże pies po przejściach.. ;/ i odkopywać martwego psa - coś okropnego ;/
dziwna to opowieść, bo pochowanie psa jest nielegalne - jasne można ale na wyznaczonych miejscach, jeśli nie korzystamy z usług cmentarzy dla psów to należy je poddać utylizacji - za zakopanie psa na polu/ w ogródku - ogólnie w miejscu do tego nie wyznaczonym są mandaty nawet do 500zł. Martwe psy są traktowane jak odpady medyczne i nie można tak po prostu je pochować pod drzewkiem (jasne.. każdy tak robi, ale to nielegalne! i jakby na was ktoś nakablował to mandat jak nic..) Każdy wet ma OBOWIĄZEK mieć umowę z firmą zajmującą się utylizacją odpadów medycznych w tym martwych zwierząt..

Mnie sanepid ścigał za pogryzienie szczura, mojego własnego szczura - ugryzła mnie w czasie robienia bardzo bolesnego zastrzyku, kiedy była w kiepskim stanie zdrowia i cierpiała bardzo - nie jej wina - moja głupota że się nie uchyliłam.. dla niewtajemniczonych - chory na wściekliznę szczur żyje kilka godzin.. ja lekarzowi sama tłumaczyłam, że szczur nie może mieć wścieklizny bo by już nie żył, że pogryzł mnie 2dni wcześniej (poszłam bo domowymi sposobami nie mogłam sobie poradzić a ręka zaczęła się babrać), że jest u mnie od 2lat i nigdy nie miał kontaktu z innymi zwierzętami, po za szczurami z którymi nieprzerwanie żyje w jednej klatce od 2lat - lekarz nie wierzył, nie mógł też wymyślić jak mój domowy szczur mógł nabawić się wścieklizny - ja musiałam z wetem załatwiać żeby wystawił zaświadczenie że ręczy za mnie i że będzie u mnie dzień w dzień na wizytach domowych, żeby szczur nie musiał iść na kwarantanne..

Posted

strix, ja bym nie unikała, ale dosadnie i jasno powiedziała, że nie życze sobie tego typu zachowań, opisałabym też dlaczego, chociaż są ludzie na których to nie działa niestety ... :angryy:
Mi jeden facet non stop kazał, nie prosił, nie sugerował, a mówił po prostu, że mam puszcić moją psice ( która akurat wtedy miała okres atakowania wszystkiego co się rusza, ze strachu) luzem w środku ruchliwego osiedla (jego wszystkie psy chodza luzem). Mówiłam nie, bo ona tamto, nie bo ona ucieknie... a tu grochem o ściane, w końcu się wkurzyłam i stanowczo powiedziałam, "nie, bo jej nie spuszczam" bez wyjaśniania dlaczego i bez uznawania sprzeciwu, facet w końcu odpuścił. Na spacerach natomiast spotykam właścicielke psa która gdy tylko zjawia się babka co namiętnie karmi obce psy smakołykami, od razu mówi, mojemu psu prosze nie dawać, bo mi się to nie podoba. No kurde, to Twój pies, Ty decydujesz o jego wychowaniu, nie daj się tłamsić jakiemuś gościowi co myśli, że wie lepiej, nie życzysz sobie tego i już, nie ma facet nawet prawa do dyskusji, to Ty wybierasz co dla psa najlepsze, walcz o swoje ;)

Posted

Ja też stawiałabym na stanowczość. Głośno i wyraźnie powiedzieć, co Ci się nie podoba i basta. Ja miałam podobną sytuację, mam psa dominanta, który nie toleruje innych psów. Pracowałam nad tym sporo czasu, ale po zaatakowaniu mojego psa (i mnie przy okazji) przez boksera (o czym zresztą pisałam na tym wątku jakieś 2 lata temu) wróciliśmy niestety do poziomu zera i jest coraz gorzej. Jednak toleruje on, wychowanego przez siebie DONa mojej koleżanki. Zna go od momentu, jak DONek pojawił się u znajomej i do dzisiaj świetnie się bawią. I można tłuc do głowy ludziom, którzy nagle chcą się przyłączyć ze swoimi psami do tej zabawy, że mój jest agresywny, że zaatakuje - nie! przecież przed chwilą tak się pięknie bawili! A co najlepsze jeszcze każą mi spuścić mojego psa! Pomogło, jak kiedyś puściłam Gizmo i rzucił się na jakiegoś kundla, który pchał mu łapy na kark - nic mu nie zrobił, on zawsze tylko straszy zębami, ale właściciel w końcu zrozumiał, że nie żartuję. Tylko, że w Twoim przypadku Faust musiałby rzucić się sąsiadowi do gardła, żeby zrozumiał...
W innym wypadku chyba nie pozostaje Ci nic innego niż zaniechanie wspólnych spacerów - jeśli do faceta nic nie dotrze to Wy prędzej czy później powrócicie w Waszej pracy do poziomu zera, jeśli nie gorzej.

Posted

Wiecie co, ja tak czytam o tych Waszych sytuacjach to aż mi ciśnienie skacze. Ludzie w dzisiejszych czasach tacy nowocześni itd a na spacerach z psami taka ciemnota panuje...
Ja za tydzień, półtora odbieram Donk'a i jak sobie wspomnę, że mnie też takie spacerki czekają (nie mówię, że zawsze, ale pewnie co jakiś czas coś się takiego wydarzy) to muszę chyba coś na uspokojenie sobie zacząć brać.
Milka współczuję... ja bym tego gościa chyba tam poszarpała.

Posted

Ta, albo zacząć komentować "nie no, jak pan moze psa na TAKIEJ smyczy/obroży etc."...
Ja tylko mówię wyraźnie, że to MÓJ pies i MOJA sprawa, na co mu pozwalam, a na co nie, jak ktoś chce mieć psa rozwydrzonego, top jej/jego problem. Działa.

Posted

Nie bardzo wiem, o czym myślał jakiś pan, który szedł na spacer z ok. 8miesięcznym szczylkiem goldena i dał go do potrzymania na flexi swojemu ok. 4letniemu synowi, po czym pies nas zobaczył, dzieciak z radością przybiegł w naszą stronę, a golden staranował mojego 4,5 kg szczeniaka. Zajebista socjalizacja. Pan był mocno zdziwiony, jak w nieco niekulturalny, acz stanowczy sposób wyraziłam swoje niezadowolenie - no bo to takie słodkie, że puszcza niewychowanego goldena na flexi z 4letnim dzieckiem :roll:

Posted

Sybel napisał(a):
Ta, albo zacząć komentować "nie no, jak pan moze psa na TAKIEJ smyczy/obroży etc."...
Ja tylko mówię wyraźnie, że to MÓJ pies i MOJA sprawa, na co mu pozwalam, a na co nie, jak ktoś chce mieć psa rozwydrzonego, top jej/jego problem. Działa.


To bywa trochę śmieszne, ale też trochę straszne - do nas się kiedyś przypiął jakiś dziadek o kaganiec, że psa katujemy!!! Że jak tak można!!! Ciekawe, czy byłby taki hop do przodu jakby zobaczył np. jakiegoś "maczo" z mikroptakiem, tłukącego swojego psa smyczą, bo nie wrócił na wołanie :roll:

Posted

strix, ja bym nie unikała, ale dosadnie i jasno powiedziała, że nie życze sobie tego typu zachowań, opisałabym też dlaczego, chociaż są ludzie na których to nie działa niestety ...
.... nie daj się tłamsić jakiemuś gościowi co myśli, że wie lepiej, nie życzysz sobie tego i już, nie ma facet nawet prawa do dyskusji, to Ty wybierasz co dla psa najlepsze, walcz o swoje


Masz rację. Trochę się obawiam, bo w końcu Skandynawowie to inny krąg kulturowy, oni tutaj nie lubią konfrontacji ani wyrażania niezadowolenia wprost. Chociaż z drugiej strony takie uporczywe ignorowanie moich próśb, tłumaczeń, argumentów to jest jakaś ukryta forma agresji chyba, a przynajmniej walki o władzę. I może nawet gorsza niż konfrontacja, bo perfidna. Tak czy inaczej, po 5 dniach niewidzenia pana, Faust zrobił postepy że hej, więc nie mam już wątpliwości, że przy następnym spotkaniu będzie z mojej strony krótka piłka. :diabloti:

Dodam, że poziom wiedzy na temat psow i ich zachowań pozostawia tutaj takze wiele do życzenia. Nagminne jest, ze kiedy wychodze z obydwoma psami, Bruno, który jest spokojny, zostaje ignorowany, a każdy chce wsadzać smakołyki do pyska podgryzającemu Faustowi, 'bo on tak bardzo prosi'. Pfff, on nie prosi tylko wymusza, ale moja gadka jest jak grochem o ścianę, więc już się skończyło mizianie z nieznajomymi. Skoro nie rozumieją, że pies jest po przejsciach a zasadą rehabilitacji jest wynagradzanie dobrego zachowania, to mogą sobie rujnować inne psy ;)

Podbiegacze i podgryzacze to tutaj natomiast plaga. Latają bez smyczy, bo przeciez są takie małe i słodkie. Właśnie takie małe i słodkie przypuściło kilka razy atak na Fausta jak był szczeniakiem, co znacznie uszczupliło jego szanse na bycie kiedykolwiek normalnym psem. Chyba nie musze dodawać, że nie doczekałam się przepraszam. Podobnie jak tydzień temu, kiedy jakas palantka puściła w miejskim parku pełnym dzieci, psów itp. luzem sukę staffika, która zaczęła atakować Fausta! Panna stała jak posąg, moje prośby nie pomagały, dopiero jak wyciągnęłam gaz i ja o tym poinformowałam (musiałam krzyczeć bo stała daleko i się gapiła) to się pofatygowała. Ale psa na smycz nie zapieła, bo, cytuję jej pies jest łagodny, a jeśli przyskoczył do mojego to oznacza, że z moim jest coś nie tak.... Taaa... Taki łagodny, że z warkotem przebiegł przez cały trawnik do mojego, który nie dość że był na lince (to oczywiste) to akurat w trakcie powtórki komend. Ręce opadają!

Wiem, że w Polsce jest źle, ale tutaj wcale nie jest lepiej! Wrrr! :angryy::angryy::angryy:

Dzięki za wypowiedzi.

Posted

powiedzcie mi czemu ludzie są debilami? i to takimi całkowitymi?:angryy:
jadę dzisiaj na rowerze, psowaty biegnie obok mnie, widzę z naprzeciwka idą robotnicy. no to psa przy sobie, jak najbardziej z lewej strony chodnika i ich mijamy. jak byliśmy na ich wysokości to jeden skoczył mi do psa z rykiem czy Bóg wie czym i łapami wymachuje. aż mi psa przestraszył:mad: a jak mu wiązankę puściłam to nawet słowem się nie odezwał cwaniak:shake:

Posted

Beatrx, u nas to nic nowego. Torika jest ciągle zaczepiana przez bydło, bo inaczej tych osób nie nazwę, które ryczy mi na psa. Takie to zabawne, jak yorczek kipi ze złości, a ja nawet kucając przy niej mam problemy z jej uspokojeniem.. Zmora no, zmora to nasza.
Ale jak z Tori jest mój chłopak, albo idzie z nami też Iwan to żaden nie ryczy, cwaniaczki za dychę.

Posted

[quote name='omry']Beatrx, u nas to nic nowego. Torika jest ciągle zaczepiana przez bydło, bo inaczej tych osób nie nazwę, które ryczy mi na psa. Takie to zabawne, jak yorczek kipi ze złości, a ja nawet kucając przy niej mam problemy z jej uspokojeniem.. Zmora no, zmora to nasza.
Ale jak z Tori jest mój chłopak, albo idzie z nami też Iwan to żaden nie ryczy, cwaniaczki za dychę.
ale wiesz, yoreczek to mu nic nie zrobi. gorzej jak ON go strzeli zębami...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...