motyleqq Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 sleepingbyday napisał(a):na to własnie liczą zwykłe, tchórzliwe buraki osiedlowe. dra ryja, puszczaja psy luzem, tłuka butelki i korzystają z tego, że zyjecie w strachu przed nimi widząc w każdym psychopatę i mordercę. to są zwykłe buraki. a że nie umiecie egzekwowac swoich praw, to maja się dobrze. sm olała? oleje raz, drugi, a trzeci juz nie oleje, bo trzeba wiedzieć i PRAKTYCZNIE WDRAŻAĆ SWOJE PRAWA, można zażądać numeru służbowego i skarżyć się do zwierzchnika. oni to mają w statystykach, wychowajcie sobie sm i dzielnicowego, to od razu się poprawi. a w ciemnej uliczce w nocy przytrafić się może wszystko 17 o 50 latce, ale jak obydwie będą umiały zachowywac się tak, zeby się nie wydac łatwą ofiarą, to nikt je nie napadnie. psychopata morderca nie jest liczony do tego zestawu, ludzie, spotykacie si e ze zwykłym wandalizmem i zastraszaniem. żadna z was psychopaty nie spotkała, bo żyje i tu pisze. to wy nie straszcie 17latki, że jak zacznie dbać o siebie, to ją ktoś zaciuka. bo cale życie spędzi bojąc się zareagować na chamstwo. i jednocześnie na tym wątku będzie pisała o znieczulicy... przecież pisałam, ze działać trzeba z sensem i z głową, a nie na hura wyskakiwać z groźbami do bezkarkiego debila. to wy jesteście bystrzejsze niż te brakujące ogniwa ewolucji, nie wykorzystać tego i nie ułatwić sobie życia nie licuje z poczuciem własnej wartości. tak jak Amber napisała, dzwonienie na SM czy policję bywa wyrokiem dla nas samych. pokładanie w tych służbach nadziei to zwykła naiwność. przy facecie, na którego wezwano sm, owi strażnicy pokazali na mnie palcem, że brałam w tym udział, a potem udawali że nie słyszą, gdy facet mi groził. do przeprowadzki nie wychodziłam wieczorem, bo się bałam, facet mieszkał nade mną. czy warto? w imię czego? w imię swoich praw oberwać w łeb? Quote
Rysia88 Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 Dzisiaj szłam z moim królikiem Edem do weta - Ed <na całe szczęście!> był w wiklinowym transporterze, postawiłam koszyk w poczekalni gdzie była rodzina z terierowatą sunią. Sunia od razu zainteresowała się Edem i podchodziła do transportera. Poprosiłam by pani ją trzymała, bo dla mojego królika samym stresem jest wizyta w gabinecie a co dopiero dobijający się do niego obcy pies. Na co rodzinka się zaczęła się podśmiewać, że mam zająca i żebym go puściła to sobie pobiegają (mieli na myśli, że ich sunia by się 'zabawiła' z Edem), suka coraz bardziej dobijała się do transportera- łapą skrobiąc w zamknięcie...a że pysk miała strasznie wąski to bez problemu wsadzała go w kratki- zwróciłąm uwagę, że natychmiast mają zabrać psa- transporter mam za duży by trzymać go na kolanach. W końcu weszli do gabinetu i miałam spokój. W drodze powrotnej spotkało nas już coś strasznego. Rzucił mi się na transporter sznaucer mini- wyleciał nagle nie zdążyłam zareagować- sunia w poczekalni chyba zepsuła zamknięcie bo transporter pod ciężarem psa spadł mi na ziemię drzwiczki się otworzyły i wyleciał Ed...przerażony kicał krzycząc niesamowicie do krzaków, pies za nim a właściciel stanął, ręce na biodra i co? śmiał się! Jak nie jestem zwolenniczką kopania psów- to zrobiłam to pierwszy raz! byłam wściekła, przerażona kopnęłam go mocno i uciekł do 'pana' na co tamten na mnie z gębą, że nie będę kopała jego psa i do mnie szybkim krokiem zmierzał-chyba chciał mi oddać za psa, ale na szczęście jak Anioł zjawił się młody chłopak i stanął po naszej stronie- to był dres więc pogroził tamtemu dziadowi i tamten w końcu się odczepił.... potem jeszcze długo wyciągałam królika z krzaków.... :( cały był biedny roztrzęsiony:(:( Quote
evel Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 Sytuacja sprzed chwili. Idę sobie ze zmęczonym po treningu suczydłem, z jednej posesji (bez bramy!!!, a jakże) wybiega z ryjem pekińczyk (aż się zdziwiłam, że ten mały potwór był aż tak zajadły) oraz podrostek a'la ON. Rzucają mi się do suki, pekin z wściekłym wrzaskiem, owczarek jakby niepewny, ale zerkając na starszego kolegę pięknie bierze z niego przykład (piękny psychopata wyrośnie, naprawdę). Nie powiem, skoczyło mi ciśnienie, moja suka podnosi wrzask, zaczyna się dusić z emocji... Nie wiem, czy jestem chamskim psiarzem, ale do ciężkiej cholery, czy w tym chorym kraju naprawdę się trzeba zachowywać jak na safari? Ze strzelbą mam chodzić na dwór? Z maczetą? Po energicznym odsunięciu ONkowego gnoja wypada na mnie z gębą Super Odpowiedzialny Pan Właściciel... Według niego pewnie powinnam zastosować jakiś inny środek, żeby się opędzić od jego uroczych pupili, no nie wiem, zaśpiewać piosenkę? Na fujarce zagrać? Quote
Soko Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 evel nie żebym się śmiała bo sytuacja.. rany nie wyobrażam sobie takiej u siebie, katastrofa. Ale mam wspomnienie z dzieciństwa... przechodziłam zawsze z mamą obok jednego takiego śp. ONka wraz z naszym śp. ONkiem Kazanem.. i gdy zaczynałam śpiewać piosenkę z przedszkola, ONek - za płotem, na "swoim" terenie" - ze zdziwienia zatrzymywał się i patrzył jak na wariatki.. :D Quote
evel Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 Może jednak zacznę nosić fujarkę, wystrugam sobie z drewna :evil_lol: A tak serio - frustrują mnie takie sytuacje jak nie wiem, bo Zu potem przeżywa jakiś czas każdą taką poważniejszą "jazdę" i np. rzuca się na psy podobne do tych, które ją zaatakowały, a ja mam olbrzymi krok do tyłu w pracy nad jej schizami :wallbash: Zostałam za to na poprawę humoru zwyzywana od wieśniar :lol: chociaż nie wiem, czy sobie zasłużyłam, bo poza miastem mieszkam dopiero jakieś pięć lat, a psa "na postronku" prowadzam na spacery, idiotyzm jakiś, nie? :cool3: Ogólnie się nie ma z czego śmiać niestety, bo pan się wczoraj na wieczornym spacerze mało nie obs*ał ze szczęścia, że rośnie mu "agresor hehehehhe", podczas, gdy ONeczek koncertowo obszczekiwał papierek, autobus, przechodniów, trawę, gazetę, jakieś śmieci, oczywiście wszystko na ugiętych łapach i z ogonem pod brzuchem. Quote
sachma Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 czasem wystarczy tylko wyciągnąć telefon i powiedzieć że się dzwoni na policję ;) ale ja w ogóle strachliwa nie jestem, do tego dość pyskata się zrobiłam ostatnimi czasy (jak się chodzi z dużym łysym dobrze zbudowanym facetem, to człowiek uczy się pyskować bez lęku :P ), do tego w kieszeni mam zawsze swoją legitymacje policyjną :P odkąd zaczęłam pracować w firmie, legitka idzie w ruch bardzo często - jak braknie mi argumentów i widzę że oponent chce użyć argumentu siły zawsze jest tekst " człowieku, ty na pracownika policji rękę podnosisz, spróbuje tylko, cała komenda ci na łeb wsiądzie" - działa zawsze :) no a jako że przed przyjęciem na policję robią wywiad środowiskowy (nie mówią na jakie stanowisko, tylko że zaczynam pracę) to wszyscy sąsiedzi wiedzą że pracuję na komendzie - 12h zmiany (dzień, noc) też dodają swoje i większość myśli że jestem funkcjonariuszem ;) Quote
Soko Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 Wiem co mówisz bo sama mam psa który ma 4 psich znajomych i na tym się jej towarzyskość kończy... u mnie nie ma takich ludzi, bo u nas wszyscy są psiarze i jak jednemu pies zostanie pogryziony to osiedle stoi murem i tutaj akurat dzwonienie na SM czy policję ma sens. Quote
Martens Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 W sprawie laba dziś będę drugi raz rozmawiać z dzielnicowym. Co ciekawe mąż tego babsztyla prowadzi psa na smyczy - podobnie dzieci, smycz albo za nim biegają, pilnują; tylko babsko-księżniczka urządziła sobie wybieg dla pieska na chodniku pod blokiem i ma pretensje do całego świata - poza sobą... O filmiku pomyslałam, ale było ciemno, ledwo zdjęcia wyszły z fleszem, bo miałam tylko telefon. Na fotce widać wyraźnie, że pies stoi pod drzwiami od klatki, bez smyczy, sam. Zresztą ostatnio nie było spięć, bo chodzę z psami o nietypowych porach. Quote
gops Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 ja wczoraj głaskałam własnego psa i poczułam duże zgrubienie na uchu , patrze a to ewidentnie głebokie strupy po ugryzieniach , od razu poszłam do mamy ( ona lub brat wychodzą rano z psami) spytać co się stało . i słyszę " nie chciałam Cię denerwować .." , okazało się że gdy brat rano poszedł z psami (brat 27lat) sukę miał na smyczy , pudla bez ( pudel 14lat, 5kg) , sąsiad z klatki obok wypuścił swoją sukę beztrosko na poranne siku , a suka od razu do mojej , brat wziął naszą na ręcę (tak mu każę robić ) bo mimo że są podobnej wielkości nasza by ją mogła pogryźć dotkliwie , a ta suka na pudla nigdy nie reagowała , brat na rękach z rzucającą się 17kg suką a sąsiad psa nie może złapać który skacze na mojego brata . w końcu suka podbiegła do naszego pudla który jakby nigdy nic robił sobie siku 5m dalej , i złapała go ! w tym momencie wielki pisk , mój pudel to bardzo delikatny pies na dodatek stary,mały, brat nie wiedział czy puścić suke i mieć pewność że tamta może skończyć u weta (nasza także możliwe) czy ratować pudla! w końcu sąsiad ją jakoś odciągnął złapał na smycz, brat mógł położyć sukę na ziemi i sprawdzić co z pudlem . od sąsiada nie usłyszał nawet przepraszam, ani żadnego pytania czy psu coś się stało , a pudlowego ucha lała się krew. trochę wytłumaczę brat nie mógł kopnąć tej skaczącej na niego suki bo by ją kopem zabił ( jest duży,silny facet,nie ma wyczucia) . kazałam mu sukę brać na ręcę zawsze gdy widzi jakieś zagrożenie żeby ona nie musiała się gryźć , gdy ja jestem nie mam takiej możliwości bo nie dam rady fizycznie utrzymać 17kg rzucającego się psa na rękach . oczywiście brat nie zadzwonił na sm bo po co :roll: ja bym im tego nie darowała , ale rodzice również nie chcą mieć kłopotów z sąsiadami . pudels prócz strachu i kilku ran w uchu jest cały . a ja wiem że teraz to już moja suka nigdy nie daruje tamtej i muszę dużo bardziej uważać (sąsiad o dziwo chyba się wystraszył bo dziś psa miał na smyczy). Quote
sleepingbyday Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Amber napisał(a):@sleepingbyday Egzekwować praw? A co powiesz na to, że te "osiedlowe buraki" też potrafią wezwać policję i nadać na ciebie? I potem to ty masz sprawę w sądzie, musisz łazić i się tłumaczyć? A jak nie masz świadków to i ciebie ukarają. Za bardzo wierzysz w instytucje państwowe, oj za bardzo. Możesz sobie zgłaszać gdzie chcesz, ale jak zaczniesz się bać wychodzić z własnego domu to może zdasz sobie sprawę, że może lepiej było się tak nie gorączkować. Oczywiście wiem, że istnieją różni ludzie i różne przypadki, jednak nigdy nie wiesz z kim ma się do czynienia. Po co kusić los? Jeszcze pół biedy jak jest to patologia i to widać, gorzej jak masz do czynienia z wydawałoby się "normalnymi" ludźmi. Gaz? Dasz kolesiowi gazem po oczach, z psem, on był z kimś... uhuhu... Tel. na policję i ci zaśpiewa napaść na siebie :p Miał świadka co to potwierdzi, doda, że jeszcze szczułaś ich psem... siedzisz po kolana w bagnie. Nawet jakby obaj byli pijani to się nie liczy, wezwanie było, protokół spisany, trzeba się wytłumaczyć. Co się nachodzisz po posterunkach i sądach to twoje. A można było sobie po prostu odejść... To brzmi źle i ja to wiem. Jakby przyzwolenie na krzywdzenie innych ludzi. Człowiek z miejsca się buntuje na taką niesprawiedliwość, ale trzeba zachować też trochę zdrowego rozsądku. motyleqq napisał(a):tak jak Amber napisała, dzwonienie na SM czy policję bywa wyrokiem dla nas samych. pokładanie w tych służbach nadziei to zwykła naiwność. przy facecie, na którego wezwano sm, owi strażnicy pokazali na mnie palcem, że brałam w tym udział, a potem udawali że nie słyszą, gdy facet mi groził. do przeprowadzki nie wychodziłam wieczorem, bo się bałam, facet mieszkał nade mną. czy warto? w imię czego? w imię swoich praw oberwać w łeb? dziewczyny, a ja wam mogę przedstawić historyjki odwrotne, no i co z tego? ileś razy będziemy szykanowani za egzekwowanie sowich praw, a ileś razy uda nam się wywalczyć spokój. przechodzenie z przykłądów szczegółowych do wniosków ogólnych jest błędem logiczznym, typu: bo mojej cioci pomogła vilcacora, to znaczy, ze vilcacora działa. to nie jest tak, ze ja absolutnie wierzę w instytucje państwowe, ale też nie uważam, że absolutna niewiara jest uzasadniona. czasem uda się coś wywalczyć, czasem nie. czasem warto kolesia podejść sposobem, udając koleżeńskość, a czasem tzreba postarszyć i zadziała, czasem trzeba odpuścić, bo ma wariackie papiery. kolejny raz piszę, ze dziłać z głową a nie na jedno kopyto. natomiast wiem jedno- absolutna obojętność to nasz najgorszy wróg i pisanie, ze reakcja kończy się źle i należy schować głowę w piasek jest.... okropne. nie namawiajcie ludzi, zeby zrobili z siebie społecznych inwalidów. jak można utzrymać szacunek do siebie twierdząc, że opraca nad sensownym egzekwowaniem własnych praw jest niebezpieczna i nie należy tego robić? uczycie tego swoich dzieci? to rezerwujcie miejsca w domach starców, bo z takiego kraju, gdzie od początku uczy się je, że trzeba skulić uszy i udawać, ze się nie żyje, uciekną szybko jak najdalej. Quote
Vesper Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Nie, absolutnie nie kulić uszu... Ale chyba każda z nas ma kolegę, męża, brata- czy tzw "plecy";). Do takich buraków bardziej przemawiają właśnie tego typu argumenty- co nie znaczy że to pochwalam, bo ja też chciałabym żeby było na tym świecie inaczej niż jest...;) Natomiast nigdy nie dawałabym tego typu rad własnemu dziecku- oczywiście, będę je uczyć że od małego ma walczyć o swoje, i jeżeli przyjdzie do mnie na skargę, wysłucham, i jeżeli stwierdzę że dziecko samo sobie poradzi z problemem- nie będę ingerować- świat stał się zbyt brutalny żeby "chować pod kloszem". Oko za oko itd czasami jest najlepszym wyjściem. Oczywiście trzeba mierzyć siły na zamiary, ale to chyba jasne. Wiara w państwowe instytucje- często zukładowane z bandziorami- to często naiwność. Nie mówię że zawsze... Ale wtedy potrzeba naprawdę silnych argumentów. Quote
bonsai_88 Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Arielka jako pierwsza mogę się zgłościć jako ta bez pleców - brat z ojcem za granicą pracuję, a dowolny kumpel który odważyłby się podnieść na kogoś rękę "w moim" imieniu sam by ode mnie po uszach dostał ;). Swoją drogą na niektórych łysych karków doskonale działa najprostrzy sposób świata - usiąść na środku chodniaka i się rozpłakać... Bo oni tacy wielcy i straszni, a ja taka maleńka i niewinna i mnie trzeba ratować i w ogóle przecież ja blondynka jestem i ja nie myślę, a oni myślą, a po za tym [itp. itd. :P]. Po pół godzinie każdy mężczyzna ma dosyć i ucieka jak najdalej, ew. zazwyczaj dużo szybciej zjawia się [zwabiony odgłosami załamanej kobiety] kark-obrońca :D. Inną wypróbowaną metodą jest zamienienie się w pomnik - ot, staję sobie, zapalam papieroska i zaczynam podziwiać okoliczną przyrodę. Byle koleś chcący zaimponować kumplom zazwyczaj zostaje wybity ze swojej pozycji i już nie wie co robić :P. Quote
Amber Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Nie no oczywiście ja nie twierdzę, że trzeba zawsze uciekać i chować głowę w piasek, wręcz przeciwnie. Mnie takie sytuacje na spacerkach nie spotykają, bo jakoś nikt nie ma ochoty zadzierać z moim dobermanem, który ciapą bynajmniej nie jest. Napisałam bo akurat nie uważam za stosowne, żeby 17 latka stawiała się wielkiemu, starszemu od siebie facetowi. Dla mnie to jest niepojęte, żeby mężczyzna odezwał się do dziewczyny w ten sposób i zapala mi się lampka ostrzegawcza "do czego on jeszcze może być zdolny" skoro jak widać kultura jest mu totalnie obca. Niektórzy faceci nie widzą nic dziwnego w pobiciu kobiety albo zgwałceniu :p @bonsai_88 Gdybym się rozpłakała "mojemu" psychopatycznemu sąsiadowi to mogłabym liczyć najwyżej na kopa w żebra. Są kreatury które wymykają się wszelkim standardom. Quote
Rysia88 Posted September 8, 2011 Posted September 8, 2011 Dzisiaj szłam z psem do weta bo się zatruł, krótsza droga prowadzi przez takie niezbyt fajne osiedle - nie jest fajne bo dużo tam meliny itp. Padał deszcz więc sobie pomyślałam, że lepiej iść przez to osiedle, kiedy już dochodziliśmy prawie do gabinetu napotkaliśmy na swojej drodze agresywną dalmatynkę- kaganiec miała ale...metalowy i bez większości drutów także spokojnie mogła wyjąć z niego pysk- właścicielki oczywiście na horyzoncie brak... idziemy dalej, pańcia się odnalazła czekała z daleka ze smyczką w ręku a suka jak wpadła na mojego to tylko huk, nawet jej nie odwołała- kiedy jej powiedziałam, żeby trzymała psa na smyczy bo bezpiecznie przejść nie można z okna dostałam taką wiązanke, że już więcej tamtędy nie będe chodziła... Quote
sleepingbyday Posted September 8, 2011 Posted September 8, 2011 Amber napisał(a):Nie no oczywiście ja nie twierdzę, że trzeba zawsze uciekać i chować głowę w piasek, wręcz przeciwnie. Mnie takie sytuacje na spacerkach nie spotykają, bo jakoś nikt nie ma ochoty zadzierać z moim dobermanem, który ciapą bynajmniej nie jest. Napisałam bo akurat nie uważam za stosowne, żeby 17 latka stawiała się wielkiemu, starszemu od siebie facetowi. Dla mnie to jest niepojęte, żeby mężczyzna odezwał się do dziewczyny w ten sposób i zapala mi się lampka ostrzegawcza "do czego on jeszcze może być zdolny" skoro jak widać kultura jest mu totalnie obca. Niektórzy faceci nie widzą nic dziwnego w pobiciu kobiety albo zgwałceniu :p @bonsai_88 Gdybym się rozpłakała "mojemu" psychopatycznemu sąsiadowi to mogłabym liczyć najwyżej na kopa w żebra. Są kreatury które wymykają się wszelkim standardom. otóż właśnie, taki bezkark wie, ze chamstow wystarczy, bo sie ludzie będą bali, że on ich zaatakuje. swoją drogą ja nie radzę 17 latce (ani 50 latce) stawiac sie karkowi z definicji. odchodzisz spokojnie i za telefon. a najlepiej jeszcze w kieszeni włączyć dyktafon ;-). ale do tego tzreba i doświadczenia, i odwagi, zeby zadzownić - nie łudźmy się, nas nie uczą jakie mamy prawa, kiedy policja ma obowiązek przyjąć zgłoszenie (a często wstawiają kit) itd. dlatego też bardzopolecam sensowne kursy samoobrony. sensowne! tzn kładące nacisk na takie sztuczki psychologiczne, które sprawiają, ze w ogóle nie jestesmy napadane. na tych kursach, kóre robiłam, bardzo dużo uwagi poświęcilismy typom napaści i agresorów i omawialismy kiedy i jak warto reagować, akiedy faktycznie kulić uszy - bo typ agresora można rozpoznac i wtedy wiemy, czy to tylko szczekacz, czy faktycznie jest niebezpieczny. ainna para kaloszy to fakt, że na PO kiedyś, ateraz chyba wychowanie obywatelskie czy jakoś tak powinni uczyć podstawowych praw i obowiązków obywatelskich, takich z codziennego zycia. Quote
strix Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 [quote name='Martens']SM u mnie nie ma, jest tylko policja. Policja owa mimo wielokrotnych zgłoszeń od prawie 2 lat nie może poradzić sobie z puszczaną blok dalej agresywną wobec ludzi DONką. Na ente zgłoszenie mojej matki zareagowali, żeby se założyła sprawę w sądzie... (więcej tu: http://www.dogomania.pl/threads/148015-UBEZPIECZENIA-czyli-jak-unikn%C4%85%C4%87-rekompensowania-szk%C3%B3d-wyrz%C4%85dzonych-przez-psa-czy-kota?p=17521528&viewfull=1#post17521528) Jak myślisz, co mi powiedzą, jak zgłoszę, że na spacerach podchodzi do mnie nieagresywny labrador i problemem jest to, że skacze radośnie na mojego pieska...? Znam to, mój staffik np. specyficznie się bawi z psami, wręcz bardzo brutalnie - tylko ja nie narażam na znoszenie specyfiki jego rasy przypadkowych przechodniów z psami na smyczy, i to chyba sedno całej sytuacji i niechęci do labów. Lab i rott są bardzo zbliżone wielkościowo i jeśli oba atakowałyby na serio to nie widzę specjalnie wielkiej różnicy w potencjalnych obrażeniach. Rosły samiec laba jest nawet sporo większy od przeciętnej suni rottka. Mój sąsiad kilka lat temu został ugryziony przez asta przy rozdzielaniu bójki - pies go chwycił naprawdę mocno i nie chciał puścić, facet, miał potem raptem 4 szwy, dziś prawie nie ma śladu. Koleżankę 8 lat temu zaatakował ONek, miała poszarpaną rękę od ramienia do dłoni, zmiażdżony zegarek (który prawdopodobnie uchronił ją od złamania przez psa jej nadgarstka), do dziś ma widoczne ślady. Żeby było śmieszniej ast obcy, pół zdziczały bo wychowany w kojcu przy firmie, bóg wie jak traktowany; ON domowy (jej rodziców!), nigdy nie bity, etc. Cóż, ttb specyficznie łapie, owczarki specyficznie rozszarpują ciało... Siła ugryzienia: Pitbull 235 lbs ON 235-238 lbs Bulldog 305 lbs Rottweiler 328-350 lbs Wilk przynajmniej 406, czesto pinad 600 lbs TTB maję jednak lepsze warunki do kontynuowania uścisku ze względu na szerokie szczeki. Poza tym, obie rasy są pobudliwe, z tym,ze ttb mają większą skłonność do przekierowywania agresji (dlatego w USA najwięcej ofiar śmiertelnych to ofiary łańcuchowych pitków, które agresję przekierowały na nieszczęśnika w pobliżu). Nie ma się co licytować. Każdy pies puszczony luzem może być zagrożeniem. Nawet york. Dorosłemu nic nie zrobi, ale dziecku może odgryźć nos. Szpic miniaturowy i golden retriever też mają na swoim koncie śmiertelne zagryzienia, chociaż może trudno w to uwierzyć. Ogólnie szacuje się, że 70% ugryzień to ugryznienia przez psy małe, ale ich się nie rejestruje, bo skutki sa zazwyczaj niewarte uwagi. Natomiast jak większy pies zrobi to samo, to bez lekarza się nie obejdzie. Quote
strix Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 immortal napisał(a):Na cóż, prawda jest taka, że pies bez rodowodu może być sto razy bardziej 'rasowy' niż pies z rodowodem ;) Tu nie ma reguły, dla mnie r=r to totalna bzdura, koleżanka kupiła chińskiego grzywacza pp z rodowodem, a wyrósł szorstkowłosy, miniaturowy, kwadratowy i długonogi kundelek :) Rodowód nie daje 100-procentowej gwarancji że pies jest rasowy. Chyba że wykonywałoby się badania genetyczne :evil_lol: Dodam że mam psa rodowodem :evil_lol: Rodowód daje 100% gwarancję,że pies jest rasowy. Koleżanka kupiła psa z podrobionym rodowodem, to dość czeste zwłaszcza w Polsce. Quote
strix Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 iskra_wroc napisał(a):Yhh.. Idę z psem wałem nad rzeką. Krecha boi się gdy podbiega do niej kilka dużych psów. Z naprzeciwka idzie babka z 3 dużymi psami. ONek bez smyczy, drąc japę leci do nas w pełnym biegu. Zeszłam z wału, żeby przeszli, bo sucz zaczyna mi już szaleć ze strachu i grzecznie proszę babkę aby złapała ONka na smycz. Na co Kobieta odpowiada mi że "wszystko robię źle". Więc pytam jej ponownie czy zabierze swojego psa, który oczywiście cały czas drze się w niebogłosy 2 metry przed nami. Kobieta zaczęła mi tłumaczyć, że moim błędem jest ustąpienie im drogi bo przez to moja suka ma mało kontaktów z innymi psami ;| Po czym wygłosiła złotą myśl, ze ona się zna bo jest szkoleniowcem. Nie potrafiła zrozumieć, że lękliwego psa nie wyprowadza się z lęku za pomocą terapi wstrząsowej... Musiałam w końcu skłamać i wrzasnęłam ze sucz ma cieczkę. Podziałało. Ładny mi szkoleniowiec. Chyba dyplom zrobiła sobie w photoshopie albo paintbrushu. Terapia wstrząsowa nie jest skuteczna, to jedna z pierwszych 'prawd' jakich nauczyłam się na swoich studiach. Oraz tego, że lękliwych psów w żadnym wypadku nie nalezy narazać na niekontrolowany kontakz z nieznanymi psami! Co innego zabawa z zaprzyjaźnionym Frankiem sąsiadów, a co innego obcy pies bez smyczy galopujący wprost na sunię. Niestety tacy 'wszystkowiedzący' ludzie są niebezpieczni, więc trzymaj się od niej z daleka, bo jak jej puszczony luzem pies pogryzie Twojego, to tez będzie Twoja wina :P Quote
strix Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 Przepraszam,że spamuję, ale czytam to forum 'z doskoku'. ;) Quote
strix Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 arielka186 napisał(a):Nie, absolutnie nie kulić uszu... Ale chyba każda z nas ma kolegę, męża, brata- czy tzw "plecy";). Do takich buraków bardziej przemawiają właśnie tego typu argumenty- co nie znaczy że to pochwalam, bo ja też chciałabym żeby było na tym świecie inaczej niż jest...;) Poza tym, że to stwierdzeni ejest wybitnie seksistowskie, jest też nieprawdziwe. Przemoc rodzi przemoc. Jeśli Ty wyślesz jakiegoś pana,żeby załatwił porachunki z burakiem,to nie tylko narazasz się na eskalację rpzemocy, ale wysyłasz jasny komunikat, że z Tobą liczyć się nie trzeba. No bo przecież sama sobie nie ufasz ani nie wierzysz w swoje możliwości, skoro posługujesz się znajomą para spodni. Z własnego doświadczenia wiem, że nic tak nie działa na chamów jak dobra gadka. Zdecydowana, odważna kobieta po prostu zbija ich z pantałyku. Zaś przejmując ich zasady gry i uciekając się do siły fizycznej, nie jesteś w niczym lepsza od nich. No i oczywiście jest szansa, że ich kolega będzie dużo wiekszy i silniejszy od Twojego. Quote
motyleqq Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 strix napisał(a): Z własnego doświadczenia wiem, że nic tak nie działa na chamów jak dobra gadka. Zdecydowana, odważna kobieta po prostu zbija ich z pantałyku. Zaś przejmując ich zasady gry i uciekając się do siły fizycznej, nie jesteś w niczym lepsza od nich. No i oczywiście jest szansa, że ich kolega będzie dużo wiekszy i silniejszy od Twojego. zabawne. szansa jest taka, że odwaga może skończyć się obitą twarzą. tacy 'faceci' nie przejmują się tym, czy stoi przed nimi kobieta, czy facet. mało jest damskich bokserów? dlaczego miałby się zatrzymać wobec obcej, pyskującej mu kobiety? bo NIE WYPADA? dla takich osób nie istnieje żaden powód, by nie machnąć pięścią jeszcze raz. najlepiej działa wycofanie się, a nie zgrywanie odważniaka. Quote
strix Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 motyleqq napisał(a):zabawne. szansa jest taka, że odwaga może skończyć się obitą twarzą. tacy 'faceci' nie przejmują się tym, czy stoi przed nimi kobieta, czy facet. mało jest damskich bokserów? dlaczego miałby się zatrzymać wobec obcej, pyskującej mu kobiety? bo NIE WYPADA? dla takich osób nie istnieje żaden powód, by nie machnąć pięścią jeszcze raz. najlepiej działa wycofanie się, a nie zgrywanie odważniaka. Mówiąc o odważnej i pewnej siebie osobie (płeć jest w sumie bez znaczenia) nie miałam na mysli pyskowania. Chyba ktoś tu myli asertywność z agresją. Swego czasu mieszkałam na poznańskim Dębcu, gdzie pełno bylo szemranych typków. Co podziałało, to prosty komunikat, że ponieważ jesteśmy sąsiadami i mieszkamy w jednej dzielnicy, to dobrze byłoby, gdybyśmy mogli się szanowac, lubić się nie musimy. Bez wrzasków, płaczu, wywyższania się. Po prostu powiedziałam, że wszystkim dobrze zrobi jeśli kontakty sasiedzkie będa poprawne, bo każdy chce mieszkać w spokoju. Pomruczeli, ale od tamtej pory miałam spokój, nawet czesć mi zaczęli mówić i prosić o przetłumaczenie tekstów z angielskiego ;) To tylko jeden z wielu przykładów, gdzie jasny komunikat działa lepiej niż wysyłanie kolegi. Wysyłanie kolegi tylko potwierdza ich przekonanie, że siłą to jedyny argument. Co do wzywania służb, to uważam,że w pewnych sytuacjach to własnie należy robić. Nawet jeśli sie opierniczają, to jak masz w komórce 20 połączeń do straży miejskiej, przynajmniej nie narazasz się na zarzut, że nic nie zrobiłaś. Quote
motyleqq Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 strix napisał(a):Mówiąc o odważnej i pewnej siebie osobie (płeć jest w sumie bez znaczenia) nie miałam na mysli pyskowania. Chyba ktoś tu myli asertywność z agresją. powiedz to temu chamowi, dla niego to bez różnicy, dla niego co byś nie powiedziała, będzie to pyskowanie. myślisz, że jego interesuje asertywność? jest różnica między odwagą, a głupotą. Quote
aleola Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 Wczoraj po południu szłam z moją Santą na spacer. Niedaleko mnie jest nowo pobudowany szpanerski dom, ludzie bogaci. Sprowadzili się i myślą, że są panami terenu. Na posesji 2 psy: ONek i duża suka-kundel, oba agresywne. A brama od posesji często otwarta. Idę sobie wczoraj, patrzę, a brama otwarta, przy bramie właściciel, a przy nim oba psy. Stanęłam i krzyczę z daleka (jeszcze uprzejmie): "proszę zamknąć psy". Trafiłam na faceta z przerośniętym ego. Zrobił się czerwony, zachłysnął się powietrzem i zaczął wrzeszczeć: "a co ty mi tu będziesz mówiła, że mam psy zamknąć? JAAAA MAM ZAMKNĄĆ PSY?!". Udałam, że nie słyszę. Stoję i czekam. Facet od niechcenia w końcu przymknął bramę. I nie zgadniecie, co zrobił... Gdy już byłam krok za jego posesją, otworzył bramę i wypuścił swoje psy! Wracam z powrotem po paru godzinach. Brama znów otwarta, właściciel znów na podwórku. Znów proszę (szczyt grzeczności z mojej strony): "proszę zamknąć bramę!". Facet wlecze się noga za nogą. Przyszedł, zamknął i dalej mnie ochrzaniać! Co ja sobie myślę, że on ma się tutaj barykadować, bo ja mam takie widzimisię, ma mur wybudować, ja mam pecha, bo brama jest zamykana, tylko ja tak trafiam... Jak się na niego wydarłam, żeby go przekrzyczeć, że obowiązkiem właściciela jest zamykać psy na posesji i żeby się nie pieklił, bo zadzwonię po Straż Miejską, to zaczął się pruć, że czego chcę, czy jego psy wybiegły? No czy jego psy wybiegły i coś zrobiły mojemu psu? Opisałam mu wtedy sytuację, gdy już nie raz psy wybiegły i pogryzły innego psa (akurat nie mojego, tylko psa mojej przyjaciółki) i facet się zamknął, ale widać było, że ma pretensje do mnie i do całego świata, tylko nie do siebie. Ja nie wiem: dlaczego ludzie nie umieją zauważyć swojego błędu i zawsze szukają kozła ofiarnego, nawet gdy wina jest oczywista po ich stronie? Przecież tak mogło być miło, gdybym poprosiła o zamknięcie bramy, pan by zamknął bramę i powiedział "przepraszam". Ja bym była zadowolona i w dobrym humorze i on też. Jak już ktoś tutaj wcześniej pisał, trzeba się zacząć zbroić na spacery jak na safari, chodzić z maczetą, albo strzelbą i w pierwszej kolejności strzelać do głupkowatych właścicieli psów. Praca z psem po przejściach jest w takich warunkach niemożliwa. Nie da się czegoś trwale wypracować, gdy na co drugim spacerze jest niweczone przez (przepraszam) idiotów z ich niewychowanymi psami. Quote
strix Posted September 14, 2011 Posted September 14, 2011 motyleqq napisał(a):powiedz to temu chamowi, dla niego to bez różnicy, dla niego co byś nie powiedziała, będzie to pyskowanie. myślisz, że jego interesuje asertywność? jest różnica między odwagą, a głupotą. No, jesli jedynym wyjściem jest skulić ogon między nogi, to nic się nie zmieni, bo panowie dostają to, czego chcą. Na zasadzie pozytywnego wzmocnienia :P I nie zgadzam się, że odpowiedź spokojnym głosem i odwołanie się do zasad wspołżycia sąsiedzkiego będzie odebrane jak pyskowanie. Myślę, że w strachu demonizujecie drechów, żeby usprawiedliwić własny brak jakiejkolwiek asertywności. Oczywiście, zdarzają się typki, na których nic nie podziała i na takich mam w kieszeni gaz. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.