Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

A ja dzisiaj się spotkałam z wielkim brakiem odpowiedzialności:multi: obok mnie mieszka kobieta z 2 córkami i suczką uciekinierką która zawsze chodzi na krótkiej smyczy ale czasem przyjeżdża już dorosły synalek który jednak nie mieszka z nimi na stałe. No i nie dawno znowu przyjechał. Spuścił sukę pod blokiem i gadał sobie z sąsiadem a suczka chodziła sobie najpierw nie daleko potem poszła za blok chłopak na nią nie zwracał uwagi. Wyszłam na spacer z moim psem patrze suka już po 2 stronie ulicy:razz: ale jeszcze w zasięgu wzroku swojego pana tylko jakoś tak powolutku idzie dalej z podkulonym ogonem. Pan się w końcu zainteresował woła ją ale tak jakoś niemrawo suka coraz dalej znika za zakrętem ja też bo i tak miałam iść w tym kierunku. Zawołałam ją (zna mnie i nawet lubi) ale tylko przyspieszyła. Przeszła jeszcze kawałek, wlazła w takie przejście między blokami z 2 bramką z drugiej strony i tam mi się ją udało złapać bo już nie miała dokąd uciekać, wytargałam ją na chodnik wcale łatwo nie było bo musiałam się schylać trzymając suke za obroże mogłam zapiąć ją na smycz mojego psa ale bałam się że ją zerwie więc wolałam się pomęczyć i dopiero wtedy zobaczyłam wychodzących zza zakrętu chłopaka z matką. Zanim oni by tu doszli to sunia juz by pewnie poszła gdzieś dalej. Chłopak do mnie podszedł podziękował, oddałam mu sukę, powiedział do niej masz przerąbane i poszedł w swoją stronę a ja w swoją, usłyszałam jeszcze jak matka go opierdziela. Niby nie moja sprawa, nie mój pies i to nie ja powinnam za nią biegać i łapać ale nie mogłam jej tak zostawić:roll: zresztą jak jakiś uciekinier do mnie podbiegnie a właściciel nie może go odwołać to też łapie. Mi też już kilka razy ludzie pomogli złapać mojego psa (który juz teraz nie ucieka) i nie chciała bym wiedzieć że gdybym złapała psa to nie wpadł by pod auto:roll:

Posted

Jestem chyba na skraju załamania nerwowego :mad: :mad:
Wracam dzisiaj ze spaceru z Baldurem ( co jakiś czas chodzę z moimi psiskami osobno ). Wchodzę ze starszym małżeństwem do windy. Uwielbiają oni zarówno Tamlina jak i Baldura, więc nie ma problemu żebym jechała razem z nimi :lol: Windy w moim bloku są co prawda nowoczesne, ale z tych małych, gdzie mieści się bez ścisku góra 3-4 osoby. Drzwi już się zamykają gdy czyjaś ręka je blokuje. Słyszę kobiecy głos ''uff zdążyłam''. Drzwi otwierają się szerzej i widzę za kobietą wyrośniętego na potęgę onka :-o. Szybko mówię, żeby nie wsiadała bo w windzie jest już pies ( Baldur ma 9 miesięcy i 64 cm w kłębie ). A kobieta na to ''nic nie szkodzi, śpieszy się nam'' :-o :angryy: Sekundę później, nim zdążyłam jakkolwiek zareagować, babka i onek byli już w środku. Winda ruszyła, w tym samym momencie gdy przeklęty on rzucił się z zębami na ogon Baldura :angryy::angryy: Baldi zawył, ja będąc pierwszy raz w takiej sytuacji bez wyjścia zaczęłam się drzeć. Kobieta szarpała onka za obrożę bez skutku. Baldur dalej wył i próbował odwrócić się żeby pozbyć się agresora. Sąsiedzi nacisnęli rozsądnie 1 piętro. Drzwi się rozsunęły. Kobieta wypadła z windy, ale pieprzony pies dalej trzymał Baldura za ogon. Mój biedny pies stanął w panice na ramionach sąsiada. Wzięłam rozmach i kopnęłam ona w jego głupi pysk. Na szczęście puścił. Sąsiadka zaczęła mnie uspokajać, sąsiad opier...lał z góry na dół tę głupią krowę z onkiem :angryy:. Pojechaliśmy każdy na swoje piętro. Wezwałam straż miejską :angryy: Baldur w domu zaczął latać jak opętany, skakał po fotelach itp. Potem przez cały wieczór lizał ogon :-( Rany na szczęście nie było, ale widać że go boli, nie pozwala go nikomu dotknąć :-( Na wieczorny spacer musiałam zejść schodami, bo do windy za nic nie chciał wejść :shake: Kobieta przyszła do mnie i mnie przeprosiła, dobrze że choć tyle.Przyszła do naszego bloku w odwiedziny do siostry. Podobno ''jakiś'' tam mandat dostała. Jetem wściekła i smutna :shake:Mam wrażenie, że od jakiegoś miesiąca wisi nad moimi psami jakieś fatum :-(

Posted

Merrick, masakra! Ta babka musiała być wyjątkowo nieteges, żeby pchać się z wielkim psem do windy, gdzie są już dwa psy. Winda jest i tak skrajnie dla psa anormalna - mało miejsca, rusza się toto, ludzie są stłoczeni... Mam tylko nadzieję, że Baldurowi nie włączy się teraz agresor na inne psy np. w budynkach i na małych przestrzeniach... Po czymś takim psy często mają zespół stresu pourazowego :( Biedny psiak...

Posted

Art. 77. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.



tu mamy tego przykład - właścicielka ONka nie zachowała należytej ostrożności i jej pies pogryzł drugiego.

Posted

A co wy na to. Idę z moim Chesterem sobie nad Wartę na taką dziką plaże. Chester zawsze już leci , a ja za nim idę , niestety nie mogę zobaczyć z daleka czy ktoś tam już jest. Widzę ,że Chester stoi przed plaża i czeka na mnie. Stoi jakiś chłopak , a jakiś koleś się kąpie. Zabrałam psa na smycz i chciałam z nim podejść do wody , nagle wynurza się z krzaków jakaś babka i mówi do mnie:
-nie wchodź tu z tym psem. To się pytam , a czy to jest teren prywatny? I do mojego psa ( dodam ,ze nie przepada za innymi osobnikami) leci 3 psów. Zaczyna się kłapanie mojego psa i jednego z psów z plaży. Pani krzyczy do mnie :
-gdzie masz kaganiec do tego psa?
Ja mówię do niej:
-ale to pani psy podbiegły ,a mój jest na smyczy
i gadka ,ze jej psy nie są agresywne ,a tamten pierwszy zaczął kłapać zębami na mojego. Nagle pan z wody podchodzi do mojego psa i zaczyna klaskać do niego i tak jakby chciał pobudzić w nim agresje. Na całe szczęście pan miał na sobie kąpielówki , bo ja byłby ubrany (zwłaszcza na ciemno) to by go zaatakował, a Chester usiadł i patrzył na niego jak na debila ,a ja byłam w takim szoku ,ze masakra. Po chwili koleś do mnie :
wypie*dalaj stąd. Zrobiłam jeszcze większe oczy , spojrzałam z nie dowierzaniem i mówię:
- słucham ,
a on :-Wypierdalaj stąd. Koleś był tak wielki ,że odeszłam stamtąd. Po tym nie dziwie się ,że ludzie mają złe zdanie o psiarzach. A ja jak zobaczyła psy to chciałam się spytać ,czy ługo mają jeszcze zamira być , oczywiście bardzo grzecznie.

Posted

Sybel napisał(a):
Szkoda, że nie zadzwoniłaś po SM od razu, jak odeszłaś...


Przeszło mi to przez myśl. Ci ludzie to jest ktoś z dogomanii , oni prowadzą nawet DT.

Posted

Z Baldurem już wszystko w porządku, to znaczy dalej próbuje uciec gdy chcę dotknąć go za ogon, ale z tego co zaobserwowałam, to jest to raczej spowodowane traumą, a nie bólem. Rano musiałam jeszcze zejść schodami, ale gdy wracaliśmy wszedł do windy :multi::multi: Dzielny chłopak :fadein:

Posted

HelloKally napisał(a):
Gdyby ktoś mnie potraktował zwykłym wyp.. to by mocno tego żałował. Ja wychodzę z założenia, że miejsce publiczne to nie własne podwórko i każdy ma prawo tam przebywać pod warunkiem, że nikomu wyraźnie nie przeszkadza.


Tylko ,że ten koleś był z 3 razy ode mnie większy i w dodatku dużo starszy , a ja mam 17 lat. Miałam wrażenie ,że ten koleś mnie po prostu podniesie i rzuci mną tam gdzie pokazywał palcem.

Posted

zawsze będziecie terroryzowani, skoro zadzwonienie na sm tylko "przeszło przez myśl", albo "juz mi się nie chciało" i inne tego typu wymówki. ches, nie mam nic do ciebie osobiście, chodzi mi o to, że nie wiem, jakies 80% przypadków, które sa tu opisane i ewidentnie kwalifikuja się na dzwonienie po sm lub gliny - są przez same ofiary olewane!
a wierzcie mi, taki 3 x większy od was koleś jedzie na jednym - na waszym strachu. bo straszenie to co innego, niz napaść, inna kwalifikacja. oni wiedzą, ze im wystarczy być, i nic więcej nie próbują, więc wystarczy się nie dac terroryzować (oczywiście tzreba sensownie działać). i wiem z własnego doświadczenia, ze nawet, jeśli ma się cykora, ale sie po sobie nie pokazuje, tylko jasno prostymi słowami obwieszcza kolesiom, co i jak - to oni pasują. to u nich zwierzęce odruchy, oni nawet nie wiedzą, jaki mechanizm działa, że zostawiają cię w spokoju. wierzcie mi, przećwiczone na bandyckiej recydywie z mojego bloku, na podejrzanych kolesiach w nocy, na kibolach - nie raz, nie dwa. metod jest kilka, a te najwazniejsze wykluczają was z grupy potencjalnych ofiar.
bardzo polecam jakies sensowne kursy samoobrony, które w conajmniej połowie koncentrują się na sposobach uniknięcia ataku.

poza tym - do jasnej ciasnej, dzwońcie na te sm i policję, bo wasza obojetnośc wobec nawet własnych spraw jest waszym największym wrogiem i najlepszym sprzymierzeńcem chamów i prymitywów!

Posted

@sleepingbyday
No chyba, że trafisz na psychopatę bo i tacy się zdarzają, wtedy twoje butne zachowanie tylko go podnieci. Ja bym jednak nie ryzykowała dawania takich rad 17-latce i po prostu bym sobie poszła. Z dzwonieniem na sm czy policję też bym była ostrożna szczególnie w przypadku gdy dręczyciel jest sąsiadem lub często go widujesz. Nie wiem czy komuś sm czy policja pomogła w takich sprawach. U mnie skończyło się sprawą w sądzie i nachodzeniem pod drzwiami własnego mieszkania. Niestety żyjemy w Polsce.

Posted

Mogą również wykluczyć nas z kręgu żywych, zdrowych i pełnosprawnych. Zawsze można trafić na takiego co się zatnie i wieczorkiem z kolegami bądź sam w ciemnej uliczce spotka.

Posted

Tak szczerze mówiąc w nocy w ciemnej uliczce to może spotkać kobietę wszystko, nawet gdy nikt nic do niej nie ma... najważniejsze- nie dać wejść sobie na głowę, bo jak raz się da- oczywiście piszę tu o osobach dorosłych- to nigdy nie będą szanowani... 17-latka rzeczywiście- niewiele może. Tym bardziej że nawet służby miejskie często olewają takie skargi (pamiętam kiedy wyrwał mi jakiś koleś torebkę, pojechałam na noc do mamy, bo nie miałam kluczy. Dzwonię na policję-była 2-ga w nocy- że było tak i tak, i proszę o podjechanie pod mój dom i sprawdzenie czy nikt mi nie wchodzi do mieszkania i nie wynosi rzeczy. Usłyszałam: proszę przyjechać na komendę-w sensie że w tej chwili- i złożyć zeznanie. W końcu po mojej awanturze chyba wysłali jakiś patrol żeby postał trochę pod blokiem- samo to mogło odstraszyć złodzieja, ale pewności nie mam czy faktycznie był jakiś patrol). Wtedy kiedy to się stało, miałam tylko jednego psa-u mamy właśnie-teraz nie wiem co bym zrobiła- chyba w nocy jeszcze wracała do siebie i trzęsła doopą ze strachu czy nikt mi do mieszkania nie wejdzie. :roll: Może to mały OT, ale w tym wszystkim chodzi mi o to, że nie można całkowicie polegać na sm czy policji- ktoś tu dobrze zauważył że zawsze przyda się samoobrona- chociaż kilka podstawowych chwytów.

Posted

na to własnie liczą zwykłe, tchórzliwe buraki osiedlowe. dra ryja, puszczaja psy luzem, tłuka butelki i korzystają z tego, że zyjecie w strachu przed nimi widząc w każdym psychopatę i mordercę. to są zwykłe buraki. a że nie umiecie egzekwowac swoich praw, to maja się dobrze. sm olała? oleje raz, drugi, a trzeci juz nie oleje, bo trzeba wiedzieć i PRAKTYCZNIE WDRAŻAĆ SWOJE PRAWA, można zażądać numeru służbowego i skarżyć się do zwierzchnika. oni to mają w statystykach, wychowajcie sobie sm i dzielnicowego, to od razu się poprawi.
a w ciemnej uliczce w nocy przytrafić się może wszystko 17 o 50 latce, ale jak obydwie będą umiały zachowywac się tak, zeby się nie wydac łatwą ofiarą, to nikt je nie napadnie. psychopata morderca nie jest liczony do tego zestawu, ludzie, spotykacie si e ze zwykłym wandalizmem i zastraszaniem. żadna z was psychopaty nie spotkała, bo żyje i tu pisze.

to wy nie straszcie 17latki, że jak zacznie dbać o siebie, to ją ktoś zaciuka. bo cale życie spędzi bojąc się zareagować na chamstwo. i jednocześnie na tym wątku będzie pisała o znieczulicy...
przecież pisałam, ze działać trzeba z sensem i z głową, a nie na hura wyskakiwać z groźbami do bezkarkiego debila. to wy jesteście bystrzejsze niż te brakujące ogniwa ewolucji, nie wykorzystać tego i nie ułatwić sobie życia nie licuje z poczuciem własnej wartości.

Posted

Ja miałam ostatnio taką sytuację - idę sobie z moimi psami ok godziny 22 na wieczorny spacer. Głowa mnie bolała jak nie wiem co, ledwo stałam na nogach. Idzie koleś z synem i małym kundelkiem bez smyczy, który oczywiście musi lecieć w naszą stronę i drzeć się jakby go ze skóry obdzierali. Małe to takie, a głos miał przeraźliwie wqrzający, piskliwy, jeszcze mnie ta głowa bolała. Ledwo go na smycz zapięli i idą obok nas. Zapytałam tego kolesia, czy mógłby spróbować uciszyć swojego psa, bo już jest dosyć późno. Koleś na to, że jego pies się będzie darł, bo mu się tak podoba. No i tak chodzili za nami w tą i tamtą, specjalnie kierunki zmieniałam, a ten mały pies ciągle się darł. Myślałam, że mi głowa odpadnie :/
Ci ludzie w ogóle są dziwni, jako jedyni z naszej wioski/osiedla puszczają psa luzem, w dodatku się ich nie słucha. Cała reszta sąsiadów ma wychowane psy, w dodatku prowadzane na smyczach. Zastanawiam się co mogę zrobić, może jakieś zdjęcie, albo filmik, jak ten pies leci w naszym kierunku bez smyczy? Może się wystraszą, że chcę to gdzieś zgłosić.

Posted

@sleepingbyday
Egzekwować praw? A co powiesz na to, że te "osiedlowe buraki" też potrafią wezwać policję i nadać na ciebie? I potem to ty masz sprawę w sądzie, musisz łazić i się tłumaczyć? A jak nie masz świadków to i ciebie ukarają. Za bardzo wierzysz w instytucje państwowe, oj za bardzo. Możesz sobie zgłaszać gdzie chcesz, ale jak zaczniesz się bać wychodzić z własnego domu to może zdasz sobie sprawę, że może lepiej było się tak nie gorączkować.

Oczywiście wiem, że istnieją różni ludzie i różne przypadki, jednak nigdy nie wiesz z kim ma się do czynienia. Po co kusić los? Jeszcze pół biedy jak jest to patologia i to widać, gorzej jak masz do czynienia z wydawałoby się "normalnymi" ludźmi. Gaz? Dasz kolesiowi gazem po oczach, z psem, on był z kimś... uhuhu... Tel. na policję i ci zaśpiewa napaść na siebie :p Miał świadka co to potwierdzi, doda, że jeszcze szczułaś ich psem... siedzisz po kolana w bagnie. Nawet jakby obaj byli pijani to się nie liczy, wezwanie było, protokół spisany, trzeba się wytłumaczyć. Co się nachodzisz po posterunkach i sądach to twoje. A można było sobie po prostu odejść...

To brzmi źle i ja to wiem. Jakby przyzwolenie na krzywdzenie innych ludzi. Człowiek z miejsca się buntuje na taką niesprawiedliwość, ale trzeba zachować też trochę zdrowego rozsądku.

Posted

Powiem wam mimo tego że wieś i dużo terenów pustych to mentalność ludzi poraża oraz pieski biegające, pełzające w każdym zakamarku doprowadzają do furri mnie jak i Omara ;/

Trudno jest nauczyć nowych dobrych nawyków psa, gdy ciągle jakiś psiak podchodzi do nas.

Przykład z dziś : biorę psy na szybki spacer , a tu jakiś jazgot podchodzi. Omar ma złe nawyki z przeszłości ( jak nie którzy wiedzą był bity czym popadnie, głodzony i izolowany ) , upatruje sobie ofiarę i chce ją kłapnąć po cichu, jakby chciał upolować i tyle - bez jakiejkolwiek zapowiedzi: zjeżenia , warknięcia, szczekania -nic. Idziemy poboczem, a mały młody pies całą drogą z jednej strony na drugą.

Omar klapnął szczekami w powietrzu , gdy ten podszedł i od razu odszedł. Zapewne właściciele psa za bramką i jacyś inni "widzowie" w śmiech. Mi to wcale nie do śmiechu było, długo pracuje nad zachowaniem Omara, potrafi już minąć ładnie psy, ale wcale mi takie biegające luzem psy nie pomagają...

Na co gdy wracaliśmy, dostałam komentarz - "takie psy to powinny w kagańcu chodzić.'.. nic nie powiedziałam, ale cisnęło mi się na języku.. a co ten psiak bez smyczy i za ogrodzeniem sobie może? bo malutki i słodziutki.. i " NIC NIE ZROBI"... wrrrrr

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...