Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

jakies 90% właścicieli psów jest zbyt leniwa na posiadanie psa...nie chce się trzymac na smyczy, nie chce się przejsc kilkaset metrów dalej żeby nikomu pies nie przeszkadzał,nie chce się popracować nad przywoływaniem, nie chce się zastanowic jakie zarcie jest lepsze (najprosciej kupic suche kulki w okolicznym sklepie zeby daleko nie bylo), nie chce się zwrócić uwagi że są tez inne psy/ludzie, którzy nie mają ochoty w danym momencie sie bawic/odganiac od naszego piesiuncia...
mnie roszmieszyla pani sąsiadka - ma suke w typie yorka, sunia nawet ładna jak na psiaka w typie (oczywiscie zaniedbana maksymalnie ale kucyka ma hihi), suka zawsze na flexi, buczy do wszystkiego co sie rusza...kobieta zaczepiła mnie kiedys z pytaniem jak ja to robie ze moj Hamster wraca na wołanie bez problemu...poopowiadałam jej,chyba nie uwierzyła;-) potem zapytała mnie co robic, bo jej suka szczeka i wyje jak jest sama calutki czas, pogadałam jej o tym co mozna zrobić i jak sprobowac pocwiczyc zostawanie...baba sie na mnie patrzyła jak na dziwaka naprawde...najgorsze jest to, że gdybym jej wtedy powiedziała, że trzeba wrocic pare razy do domu i porządnie psu wlać, to by uwierzyła i spróbowała....

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='sacred PIRANHA']jakies 90% właścicieli psów jest zbyt leniwa na posiadanie psa...nie chce się trzymac na smyczy, nie chce się przejsc kilkaset metrów dalej żeby nikomu pies nie przeszkadzał,nie chce się popracować nad przywoływaniem, nie chce się zastanowic jakie zarcie jest lepsze (najprosciej kupic suche kulki w okolicznym sklepie zeby daleko nie bylo), nie chce się zwrócić uwagi że są tez inne psy/ludzie, którzy nie mają ochoty w danym momencie sie bawic/odganiac od naszego piesiuncia...


Po prostu mamy pokolenie "fast fooda", wszystko na odwal, byle tanio, szybko, łatwo...
Niestety jak obserwowałam wspomnianą labkę jako szczeniaczka jakieś 2-3 miesiące temu, już miałam przeczucia, że będzie kolejna labowa historia. Na początku państwo się przejmowali, szczeniaczek pilnowany albo na smyczce, i na spacerki dalej chodzili, ale piesek rośnie, biegać chce kilka razy na dzień i na smyczy ciągnie, niesforny, więc pańciostwo smyczka zaczęła koleć w rączki i piesek coraz więcej zażywa swobody przed blokiem - straszy dzieci (boją się bo czarny i biega jak oszołom od jednego do drugiego), zaczepia psy - pańciostwo nieco skonsternowane jeszcze próbuje odwoływać, ale jak parę razy poganiają za psem i się spocą, to machną ręką, przecież to labrador, nie ugryzie, to niech se zaczepia :razz: A tak się cieszyłam, że wyprowadziłam się na drugi koniec osiedla od tego typu laba - a tu mi pod samym nosem innego sprowadzili.

Jak TZ przebąkuje, że chciałby kiedyś laba, najlepiej biszkopta, to mi słabo; "kiedyś", po kolejnych doświadczeniach z tą rasą, czy raczej jej ogarniętymi inaczej włascicielami, będę dostawać drgawek na sam dźwięk nazwy tej rasy :roll: nie mówiąc o posiadaniu takiego w domu.

Posted

Uwielbiam takich ludzi.... sama mam takiego "labka" na osiedlu i obecnie dość ostro ścinam się z właścicielami o prowadzenie psa na smyczy. Cięta na nich jestem, bo przez tego psa mój własny syn zaczął się dużych psów bać :(. Z tym, że dla małego "duży pies" to wszystko co sięga MU do kolan. Na szczęście Birmy się nie boi, ale oswojenie go z obcym psem to parotygodniowa praca.
A taka byłam dumna z mojego syna, który nie tylko nie reagował paniką na psy, ale także bardzo ładnie umiał się przy nich zachować [lepiej niż większość moich dorosłych znajomych] - przy pogłaskaniu czekał na moją zgodę, wyciągał najpierw rączkę do powąchania itp :(. Teraz jak obcy pies chce go powąchać to jest napad paniki, krzyk, domaganie się wzięcia na ręce...

Za to wygrałam "walkę" z właścicielami pewnego wiecznie puszczanego luzem spanielka :). Zapłacili dość sporo mandatów, ciągłe przyprowadzanie im psa trwało ponad pół roku, ale... obecnie pies nie jest już puszczany luzem, a właścicielka zaczyna z nim pracować. Swoją drogą sama jej w tym pomagam - nie zależy mi, żeby pies był od nich zabrany, tylko żeby znajdował się w odpowiedzialnym domu, a pani niestety nie wie sama jak z nim pracować.

Posted

W ten wtorek myślałam, że uduszę faceta, który dał Zmo kość kurczaka od skrzydełka z KFC, tak, żebym nie widziała. A drugą już chciał wcisnąć na moich oczach.
Za to jak mu się zapytałam, czy mi psa chce zabić to patrzył z pobłażaniem jak na idiotkę. Do cholery, to ja znam swojego psa i wiem, że kości, szczególnie takie małe, zgryza po prostu na pół i połyka, więc taka gotowana kurczakowa kość może jej się pięknie wbić w przełyk, żołądek czy jelito. :/

Nieodpowiedzialny właściciele labów... Gr, unosi mi się na samą myśl.
Sama mam pseudo laba, który jest ogarnięty, ale widząc co się dzieje wszędzie naokoło. :/
Wielki, z 40kg utuczony do granic możliwości młody labowaty zaczepiał ostatnio Zmorę i dobierał się do niej, czego moja nienawidzi. Myślałam, że ten okropny kluch zaraz jej kręgosłup złamie, moja przecież wazy niecałe 25kg!
Zmora się wnerwia i pyskuje, jak inne psy się do niej dobierają, ale tu w końcu straciła cierpliwość i pociągnęła tamtego za kryzę [nie za sierść], na co ten wielki samiec odleciał z piskiem jakby go z siersci obdzierali.

Posted

Taak, nie dziwię się, że wkurza jak 40kilo skacze po 25, ale ja mam jeszcze 'zabawniej' - w moim ulubionym parku chodzi czasem idiotka z pseudo labem, pies zaczepia i gania WSZYSTKO. Jak mój 5,5 kilo pies jest luzem (pilnuje się, psy w parku mija bez zaczepki), to na prośbę o zabranie psa słyszę kpiące "twój też luzem, więc się nie czepiaj!" A że jej bydlę goni przerażonego malca, to jej nie obchodzi. Ze zwykłej empatii, bo o kulturze nie ma co marzyć, powinna go odwołać.

A jak mój na smyczy, to i tak nie zabiera, zawsze ma jakiś złoty tekst, żeby tylko olać moją prośbę.

Mój pies jest lękowy, boi się większych psów i obawiam się, że jak go kiedyś ten kundel staranuje, to będę to odkręcać miesiącami...

Posted

Szura, a po jakim parku spacerujesz? Może przyjdę z Jarim, to się labusiowi odechce podlatywania :evil_lol:

Ja ostatnio byłam na Polach Mokotowskich. Nigdy tam nie chodzę w celach spacerowych, bo chyba bym oszalała, ale tak jakoś wyszło. Dobrze, że TŻ trzymał smycz :p Na dzień dobry podleciały 2 szczeniaki ONka całe mokre po kąpieli w fontannie. Potem spod ławki wystrzeliła z zębami foksterierka, a jak wracaliśmy podleciały jakieś 2 wielkie kundle, ale już sama je pogoniłam. Stwierdzam, że parki to siedlisko zła - duże psy są nękane przez małe szczekaczo-podgryzacze oraz np. mój bardzo dominujący samiec jest stale wystawiany na próbę sił przez jakieś wesołe, duże pieseczki puszczane "bo chcą się przywitać", a małe mogą być przez te same pieseczki tratowane.

Posted

Za to ja wyjechałam z Happy do Wrocławia - ii... już drugiego dnia przyczepił się do nas kundelek, właściciela nie widać, ciągnął się za nami przez cały spacer, a ja podziwiałam moją, że nic mu nie zrobiła... wrednie podchodził od tyłu, nie odczepiał się, tylko czasami na niego szczeknęła, ale i tak dziwię się, ze tylko tyle i że mogłam ją odwołać... myślę, że "kolega" się akurat zgubił, bo przelazł z nami przez cały park, w końcu został pogoniony porządnie i już dalej nie poszedł, ale zrezygnował dosłownie przy samym wyjściu z parku. Happy rok temu by go pewnie zagryzła, więc i tak miał szczęście, że nic mu nie zrobiła i była na smyczy. Piesek zadbany, obróżka śliczna, ale nie dało się nawet sprawdzić, czy jest tam nr tel, bo uciekał jak się tylko zwróciło w jego stronę - wiedział, że coś robi nie tak i trzeba wiać, więc myślę, że źle w domu nie mial, ale nieodpowiedzialnych włascicieli owszem..

Posted

Amber, bemowskie forty. :eviltong: Chyba przerzucę się na park na Kole, przyjemniejszy, a tylko niewiele dalej.

Ja raz 'dostałam' na spacer beagla. :evil_lol: Pani gdzieś daleeeeko, a pies nie miał zamiaru do niej wracać. Chwilę postałam, ale nawet nie próbowała go wołać. No trudno, pomyślałam, psiak sympatyczny, mój go polubił... Zrobimy pani wycieczkę. :cool3: Jako że lubię szybkie spacery, to zanim pańcia się zorientowała, że łaskawie nie stoję i nie czekam, aż zabierze zgubę, to już spory kawałek odeszliśmy (pilnowałam tylko, żeby jej z oczu nie stracić, nie o to chodzi, żeby psiak się zgubił w końcu).

Jak zaczęła truchcikiem W KOŃCU podbiegać, to się ulitowałam i na nią poczekałam. :evil_lol:

Niemniej nie podoba mi się bardzo takie zachowanie, puszczanie psa do innych bez żadnego nadzoru i olewanie go na dobre kilkanaście minut...

Posted

Wiesz Szura... Co tam inni ludzie, co tam inne psy, ważne, że MI jest wygodnie...:angryy:

A u mnie na osiedlu nastała moda na wielkie psy z ok. 10-12-letnimi dziewczynkami. Raz - labek, za którym dziecko fruwało, dwa, coś w typie dobermana, które przewróciło dziecko i pociągnęło po ziemi. Kiedy próbowałam pomóc wstać, wywiązała się pyskówka - moje "bo nie należy dziecka puszczać samego z tak silnym psem, widzi pan, do czego doszło" zostało okraszone przez pana takimi słowami, że do teraz mi wstyd...:angryy:

Posted

A ja dzisiaj spotkałam zwierzątko, które chyba miało być foksterierem, samo sobie biegało wesoło po dworze. Podbiegło do Zu w celach chyba matrymonialnych, całe obślinione, merdające, ale na szczęście po chwili się odczepił. Jakiegokolwiek właściciela w zasięgu wzroku - brak... Czasem się zastanawiam co by było, gdyby Zu była samcem, bo zdaje się, że większość "samowyprowadzających się" psów to samce... :roll:

Oprócz tego dowiedziałam się dzisiaj, ze psinę katuję :diabloti: I nie, akurat ani na nią nie wrzeszczałam (cóż, Zuza jak się postara to i świętego z równowagi wytrąci) ani nic z tych rzeczy, ale... Na psim nosie spoczywał sobie kaganiec, fizjologiczny na dodatek, czarny! Psia paszcza była otwarta szeroko bo psia osoba była trochę zmęczona po galopadach za piłką. Według mnie pies wyglądał na totalnie zrelaksowanego, truchtając sobie przy mnie i TŻ, ale widać pan przechodzień wie lepiej. Katuję psa, jak nic! :evil_lol:

Posted

A ja dzisiaj wracałam ze sklepu, wychodzę z bramy i...:angryy: Wielki Pan ze swoimi pieskami- czyli sąsiad tym razem, mąż pani, o której już kiedyś pisałam w zw. z przyczepą na osiedlowym parkingu i spacerach typu, że jedno z nich stoi pod klatką i pali. Otóż dzisiaj było tak jak zawsze, a wesoła dwójka- whippet i jack russell buszowały po ogródku sąsiadki- nawiasem mówiąc mającej kilka kotów wychodzących i dokarmiającej te wolno żyjące... Przeszłam szybko, żeby jack nie gonił mnie z zamiarem zatopienia zębów w mojej łydce- po ostatnim razie jest to jedyny pies z osiedla którego się po prostu boję:razz:, bo teriery chociaż małe, zęby mają wielkie- wiem to chociażby bawiąc się w dentystę ze swoim westem... Przystanęłam przy swojej klatce, wyciągnęłam klucze, i wzrok padł mi na telefon kom.:cool3: Cofnęłam się, niby patrząc w okna koleżanki:siara:wyjęłam telefon, i zrobiłam fotkę jak pieski urządzają sobie zabawę na zadbanym ogródeczku pani która lubi koty:knuje:. Ja wiem że jest to bezczelne, że zniżam się do ich poziomu... Ale chcę uświadomić ludziom z bloku (w ciągu tygodnia państwa w ogóle nie widać) że nie liczą się kompletnie z nikim- bo naprawdę wątpię, żeby ta pani od mruczków była zadowolona że obce psy straszą dochodzące koty (zawsze jakiś tam, co najmniej jeden, siedzi) i dewastują wypielęgnowane kwiaty (chyba floksy)- mnie może kwiatów trochę mniej jest szkoda, ale mama tej pani cały czas przy nich pracuje- więc są chyba ich oczkiem w głowie, obok kociaków... Nie wiem jeszcze po co mi ta fotka. Może się nie przyda. Ale podejrzewam że w końcu któraś strona nie wytrzyma- taki mały dowód na to, że jest jak mówię nie zaszkodzi... Szkoda że chociaż w weekend nie zrobią użytku z tej przyczepy i nie pojadą na te swoje konie... Byłoby o dwa m-ca więcej- a przede wszystkim jakie święto dla psów!!!

Posted

Spacer popołudniowy, idziemy do parku, psy zadowolone dreptają na smyczach koło mnie, przechodzimy obok sąsiedniego bloku. Z klatki wypadają dwa jamniki, parka. Odkąd tu mieszkam nie widziałam, żeby chodziły chociaż raz na smyczy, a uciążliwe są mocno zwłaszcza samiec jak się przyczepi to go spławić nie można. Ale dzisiaj coś nowego... jamniki do nas z zębami (może dlatego, że to przed ich blokiem?). Suka jamnik rzuciła się z zębami na Rokusa, Roki zaczął się bronić, no i zaczęły się gryźć przy mojej nodze (znaczy się Roki to nie do końca się gryzł bo w kagańcu),nie zdążyłam nic zrobić jak usłyszałam wrzask Miki (yorka) z drugiej strony moich nóg. Obejrzałam się a Mika do góry łapkami, jamnik samiec na Mice i ją tarmosi w najlepsze. Kątem oka zobaczyłam, że właścicielka jamników stoi przed klatką i się przygląda :angryy::angryy::angryy:. No i cóż:mad:, więc jamnik został na oczach swojej właścicielki zdjęty przeze mnie z Miki porządnym kopem, a sukę jamnika Roki już sam zdołał odgonić. Na to wszystko pani od jamników powiedziała: "Ojej, to ten yorczek to suczka, to dlatego on tak do niej polecia"ł. :angryy:OJEJ:angryy:

Posted

A ja zawsze myślałam- może to i stara szkoła, bo Babcia mi tak mówiła- że normalny pies nie powinien ruszyć suki ani szczenięcia- no i z reguły z moich obserwacji też tak wynikało... Jamniki są uparte, ale nie głupie- w tym przypadku chyba właściciel nie wie że powinien wybrać się do sklepu po smycz i kaganiec (najlepiej komplet). Atak psa na suczkę to nie jest normalne zjawisko. Trafią kiedyś np na stafforda (ja zawsze się boję, bo moja Ariel z tyłu jest niska- czasami ludzie biorą ją za buldożka :D), ale podbiegaczowi natrętowi mogłaby zrobić krzywdę- np chartowi o którym pisałam. A wina byłby pewnie nasza:angryy:- chociaż my na smyczy...

Posted

Niestety największym problemem w kwestii jamników jest to, że ludzie twierdzą, że one są wredne i złośliwe, tymczasem one po prostu są mądrzejsze od wlaścicieli i sobie ich ustawiły zwyczajnie ;) Podobny problem jest z pudlami - wiem, bo miałam jednego do adopcji i trudno było znaleźć mu dom; nie dlatego, że nie było chętnych, tylko dlatego, że wszyscy widzieli w Morelu zabaweczkę.

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Lady moi dziadkowie mają skundlonego jamnika i muszę przyznać ci 100% racji - tak wytresowanych ludzi to ja jeszcze nie spotkałam :D.


Zwykle tak jest z właścicielami jamników ;) Dlatego jamniki powinny iść do domów albo znających się na psach, albo takich, gdzie jamnik już był - skoro ludzie już wyszkoleni :evil_lol:

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Lady moi dziadkowie mają skundlonego jamnika i muszę przyznać ci 100% racji - tak wytresowanych ludzi to ja jeszcze nie spotkałam :D.


A nie dać się wyszkolić wcale nie jest tak łatwo. Wiem z doświadczenia bo sama takowego posiadam... :diabloti:

Posted

arielka186 napisał(a):
A ja zawsze myślałam- może to i stara szkoła, bo Babcia mi tak mówiła- że normalny pies nie powinien ruszyć suki ani szczenięcia- no i z reguły z moich obserwacji też tak wynikało...


Bo normalny psychicznie pies nie powinien.
I kiedyś z nienormalnymi psami się nie cackano, nikt ich nie trzymał ani tym bardziej nie rozmnażał, a jak właściciel nie zrobił z nimi porządku, to zrobiły to inne psy. A teraz widac jak jest.

Posted

Martens napisał(a):
Bo normalny psychicznie pies nie powinien.
.

źle z socjalizowany , mojej suce obojętnie czy pies czy suka czy szczenie, wszystko traktuję tak samo , według mnie to wina złej socjalizacji szczenięcia.

Posted

Martens napisał(a):
Bo normalny psychicznie pies nie powinien.

wychodzi na to, że mój jest nienormalny, bo jak suka się rzuci na niego z kłami to też potrafi garnitur uzębienia pokazać a nie uciekać z podkulonym ogonem czy dać się pogryźć, bo to suka:roll:

Posted

Beatrx napisał(a):
wychodzi na to, że mój jest nienormalny, bo jak suka się rzuci na niego z kłami to też potrafi garnitur uzębienia pokazać a nie uciekać z podkulonym ogonem czy dać się pogryźć, bo to suka:roll:


chyba co innego obrona, a co innego agresywny atak

Posted

motyleqq napisał(a):
chyba co innego obrona, a co innego agresywny atak


No właśnie... Ja mówię o niesprowokowanym ataku na serio, nie w sytuacji typu rywalizacja o jedzenie czy obrona własna :roll:
Brak socjalizacji szczeniaka, szczególnie osieroconego może mieć na to wpływ, ale niestety geny też często robią swoje, patrzy choćby psy bojowe. Obstawiam, że w naturze nie miałyby szans na przeżycie, bo więle z nich nie ma w agresji wobec innych psów hamulców tu, gdzie powinny je mieć.

Posted

No i chyba z sukami to już nie ma takiej reguły- suka może sobie "nie życzyć" podwąchiwania, ma swoje humorki... Moje suki potrafią pogonić natręta... Ale tylko w wypadku kiedy jest zainteresowany ich...nazwijmy to częściami intymnymi;).

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...