Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Wielu bezdomnych w lecie rozbija namioty w środku miasta- w W-wie np na Gocławiu koło stacji benzynowej- kiedyś byłam tam z psami i że tak się wyrażę "weszłam komuś do domu"- bo tak to wyglądało- cała polana zaadoptowana na mieszkanie, mały namiocik do spania... W wielu innych miejscach też coś takiego widziałam, i najczęściej są tam psy.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Na moim osiedlu też mam bezdomnych z psem,dużym włochatym samczykiem.Jestem nim zachwycona,tak grzecznego psa dawno nie widziałam.Nie podbiega do ludzi i zwierząt,nie szczeka,nie wdaje się w bójki.Tak myślę że u bezdomnych z psami jest naturalna selekcja,albo nie sprawiasz kłopotów, zostajesz i dostajesz jedzenie,albo wynocha.

Posted

Ja dzisiaj doznałam szoku, jakiego chyba w całym życiu nie doznałam.
Od pewnego czasu pewna właścicielka yoreczka który całe życie chodzi na krótkiej smyczy prowadza dwa pieski. Tego yorka i małego, brązowego szczeniora. Zawsze było mi żal tego szczeniora bo babka kompletnie ich nie ogarnia, plączą jej się między nogami, plączą się smycze, ona się o nie potyka, nie umie ich utrzymać jak przechodzi obok psów, strzela im głośne wyklady, dale maluchowi klapsy a spacery są króciutkie, takie 20 minutowe.
Dzisiaj sobie przechodzę obok niej i popatrzyłam na szczeniaka, to piękny mały rhodesian. Zastanawiam się co się stanie jak piesek urośnie, będzie siał popłoch wśród psiarzy i spędzał sen z powiek właścicielce.

Posted

Fauka u mnie jest podobnie, patologiczna rodzina - ojciec w więzieniu, kilkunastoletni chłopak w poprawczaku, 3 córki, brak pieniędzy i sprowadzili sobie do bloku szczeniaka labradora, suczkę na dodatek. Dziewczynki, które z nią spacerują chodzą do podstawówki, teraz to szczeniak, aż strach pomyśleć, co będzie, kiedy wyrośnie z niej prawdziwy labek...

Dawno tu nie zaglądałam, ale parę dni temu miałam sytuację - niedaleko mnie jest karczma, którą można odwiedzać z psami. Wzięłam więc mojego Gizmo, usiedliśmy sobie z rodziną przy stoliku na zewnątrz, pies leży obok nas, a przy stoliku obok jakieś starsze małżeństwo z małą kundelką bez smyczy, która burczy w kierunku mojego psa. Ale nie podchodziła, więc nie interesowało mnie to. Karczma słynie z pysznego imbirowego piwa, więc zamówiliśmy sobie 3 takie, stoją sobie pełne na stoliku, mój pies nadal leży spokojnie obok na trawie na smyczy, nagle to małe coś rzuca się spod naszego stolika na mojego psa, mój Gizmo się zrywa, tamto małe coś od razu odskakuje do właścicieli, ale piwa wylane, ja cała mokra, mój pies zdezorientowany... A właściciele tej suczki? "Mówiliśmy ci, że nie wolno tam chodzić". Żadnego słowa przeprosin, nic. We mnie aż się gotowało z powodu takiego braku odpowiedzialności i taktu.

Posted

W moim bloku mieszka z kolei rodzina z tych "lepszych"- bo bogatszych niż reszta ;) Nie mówią "Dzień dobry", a mieszkają-z tego co mama mi mówi- od 30-stu lat... Mają whippeta i jacka russella. Ich spacery z psem wyglądają tak- jedno z nich wychodzi przed klatkę, zapala papierosa, i puszcza psy dookoła podwórka zaadaptowanego na placyk zabaw dla dzieci. Psy biegają dookoła aż pan/i skończy palić. Problem w tym, że w bloku nie mieszkają sami, a ich psy przyjazne nie są...
Ostatnio wieczorem wychodziłam z całą moją czwórką- dwie chihuahua, westik, stafficzka. Trzy na smyczach, mała Chicca-jako że chodzi przy nodze, luzem (smycz w kieszeni na wszelki wypadek). No i niestety zza zakrętu prosto na nas wypadł whippet- mocno przestraszył "małe", Chicca zaczęła szczekać. Sciągnęłam Ariel, czekając, żeby pani zabrała pieska. Niestety- pani do mnie z pretensjami, że musi się ruszyć po psa:crazyeye:, bo podbiegł do moich. Podchodząc próbowała "rozsunąć" moje chihuahua nogą- czego po prostu nienawidzę- i wdałyśmy się w sprzeczkę. W końcu powiedziałam, że proszę ją, żeby psy wyprowadzała na smyczy (biedny jack stał 50m dalej i bał się podejść) bo nie mieszka sama itd. Niestety, wiem że to nic nie da- tak jak parking "jest ich" (postawili tam dwa duże samochody-OK, a do tego- przyczepę do przewozu koni:cool3:) to najwidoczniej roszczą sobie pretensje do podwórka... Szkoda mi tych psiaków...

Posted

Arielko - po pierwsze gratuluję stadka, cudowna mieszanka, musisz mieć wesoło :)
Po drugie - moim zdaniem sąsiadką powinien się ktoś zająć, pomijam już fakt, że ich psy są zagrożeniem dla innych, ale co jeśli na placu zabaw pojawi się dziecko, a oni, zajęci paleniem papierosa nie zainterweniują? Takie sprawy można zgłaszać na SM, zwłaszcza jeśli chodzi o miejsce parkingowe.

Posted

20 MINUT TO KRÓTKI SPACER!?!??!?!
moi sąsiedzi mają młodziutkiego spaniela, niespełna rocznego - ten to wychodzi na 5 minut. siku pod blok i wio do domu. nigdy nie widziałam go na dłuższym, choćby 20minutowym spacerze.

Posted

[quote name='pinczerka_i_Gizmo']Arielko - po pierwsze gratuluję stadka, cudowna mieszanka, musisz mieć wesoło :)
Po drugie - moim zdaniem sąsiadką powinien się ktoś zająć, pomijam już fakt, że ich psy są zagrożeniem dla innych, ale co jeśli na placu zabaw pojawi się dziecko, a oni, zajęci paleniem papierosa nie zainterweniują? Takie sprawy można zgłaszać na SM, zwłaszcza jeśli chodzi o miejsce parkingowe.[/QUOTE]
Plac zabaw na szczęście jest ogrodzony- co nie zmienia faktu, że zawsze jakieś dziecko może akurat iść na plac...
A psy biegają tak "dzień dnia", na dłuższym spacerze widziałam je RAZ i to z młodym sąsiadem- chłopakiem, któremu pewnie zapłacili żeby wyszedł z psiakami...
Też się zastanawiam czy nie interweniować- spróbowałabym porozmawiać, ale po tamtej wymianie zdań, mam wrażenie że pani właścicielka za nic ma zdanie innych...

Posted

Dzisiaj pewien pan z psem postanwił przeprowadzić na mnie zamach, na ruchliwym acz szerokim przejściu dla pieszych kiedy ja prowadziłam i psa i rower postanowił podejść do nas z suką, która wyjechała z zębami na mojego podczas gdy mój postanowił nie być dłużnym.

Posted

[quote name='Fauka']Dzisiaj pewien pan z psem postanwił przeprowadzić na mnie zamach, na ruchliwym acz szerokim przejściu dla pieszych kiedy ja prowadziłam i psa i rower postanowił podejść do nas z suką, która wyjechała z zębami na mojego podczas gdy mój postanowił nie być dłużnym.[/QUOTE]
Na mnie kiedyś facet taki zamach zrobił jak jechałam na rowerze, oj parę słów podziękowania usłyszał bo prawie wyrżnęłam z rowerem na Hexę na asfalcie. Do dyspozycji miał całą nie uczęszczaną przez samochody ulicę, piesek oczywiście na rozciągniętej flexi musiał się przywitać z moim zajętym dotrzymywaniem mi kroku :angryy:.

Ale ogólnie mam spokój poza jakimiś incydentami kiedy ludzie zapomną po co smycz mają i muszę zwiewać żeby nie mieć urwanej ręki albo poobcieranych nóg bo moje czarne psisko nie lubi jak jej pies zimny nochal w tyłek pcha a młoda siostrzyczkę będzie bronić przed złem tego świata :cool1:

Posted

Monia- to znaczy że masz dwie suczki, dobrze zrozumiałam? Pytam, bo zainteresowało mnie to, że starsza broni młodszej. U mnie z tym różnie... Mam w sumie 4 psy- 3 suki i psa-kastrata. Paco jest najstarszy i niejako jest "alfą" (tzn może "betą" bo alfą to jestem ja:diabloti:). I kiedy jakiś pies się do nas sadzi na spacerach- Arielka np podgryza wtedy Paka- chyba żeby pokazać tamtemu napastnikowi "że ona też może", ale kiedy już jakiś chociaż szczeka na małe (tzn dwie chihuahua) to Arielka wyraźnie ich broni. W sumie całkiem to logiczne, jeśli rozumuje się po "psiemu"...:evil_lol:

Posted

[quote name='arielka186']I kiedy jakiś pies się do nas sadzi na spacerach- Arielka np podgryza wtedy Paka- chyba żeby pokazać tamtemu napastnikowi "że ona też może"[/QUOTE]

Ja bym powiedziała znając staffiki, że po prostu próbuje przekierować gdzieś frustrację/podekscytowanie/agresję wywołaną widokiem psa, niekoniecznie zaraz z planem z głowie, że on się tego wystraszy ;)

Posted

[quote name='arielka186']Monia- to znaczy że masz dwie suczki, dobrze zrozumiałam? Pytam, bo zainteresowało mnie to, że starsza broni młodszej. U mnie z tym różnie... Mam w sumie 4 psy- 3 suki i psa-kastrata. Paco jest najstarszy i niejako jest "alfą" (tzn może "betą" bo alfą to jestem ja:diabloti:). I kiedy jakiś pies się do nas sadzi na spacerach- Arielka np podgryza wtedy Paka- chyba żeby pokazać tamtemu napastnikowi "że ona też może", ale kiedy już jakiś chociaż szczeka na małe (tzn dwie chihuahua) to Arielka wyraźnie ich broni. W sumie całkiem to logiczne, jeśli rozumuje się po "psiemu"...:evil_lol:[/QUOTE]
Tak, mam dwie ;). Starsza młodszej nie broni bo się sama bronić nie potrafi mimo że większa :lol: (chociaż po intensywnym szkoleniu przez młodszą trochę się wyrobiła :shake:), to młodsza zawsze jest tą broniącą i to ona z mordą pierwsza wyskakuje. Ale to kwestia charakteru a nie żadnych układów stadnych ani wielkości, młoda zawsze nerwowo reaguje jak widzi że Hexa się boi albo denerwuje i momentalnie staje się czujna i szuka komu by wlać :roll:

Posted

Ja mam białego boksera, pomijam już fakt, że każdy myśli że to amstaff, lub pit, bo większość uważa, że białych boksów nie ma, ale szlag mnie trafia, bo mój pies jest na prawdę przyjaźnie nastawiony, do tego stopnia, że jak go inny atakuje, to on ucieka, nawet się nie broni i efekt taki, że w ciągu ostatnich 3 tygodni był już 3 razy pogryziony przez małe kundelki. za pierwszym razem kundelek poszarpał mu do krwi jajka, bo wyżej nie sięgnął, od dwóch tygodniu usiłuję zaleczyć potargane ucho, które ciągle się rozwala, a teraz doszła jeszcze sznyta na przedniej łapie. Dlaczego ja widząc innego psa mogę wziąć mojego na smycz, a puszczam dopiero upewniwszy się, jak właściciel mówi że mogą się pobawić, a inni właściciele tego nie robią? to chyba retoryczne pytanie :roll:

Posted

Ależ się dzisiaj zapieniłam... Truchta do nas sztywny jak kij od szczotki najeżony od głowy po ogon mieszaniec a babka wydziera się w niebogłosy: Maaaaks, Maaaaks, stóóóóój, mówię przecież, stóóóóój... I tak w kółko. Ja się zatrzymałam, kundel się zatrzymał, a Maksio do nas dalej idzie krok po kroczku ale jakby mniej pewnie widząc moje nastawienie do całej sprawy. Wreszcie, brawo, udało się pani złapać Maksia szczupakiem. Poinformowałam panią, że jest taki zaje*isty wynalazek, SMYCZ się nazywa. Pani fuknęła, odmruknęła "No co też pani powie" i się oddaliła, puszczając wesołego, kochającego cały świat Maksia luzem parę kroków dalej. Nadal nie rozumiem, dlaczego ludzie kupują flexi i nie używają ich (a nie, trzymają je w ręku w różnych dziwnych pozycjach - np. zawinięte wokół nadgarstka i takie tam - moda jakaś nowa? :hmmmm:), puszczając luzem takie kochane pieski :roll:

Posted

Chamstwo innych psiarzy... nad nami mieszka przemiła rodzina, o które w kategoriach chamstwa w zasadzie mówić się nie da, ale o braku wyobraźni już tak. I o egoizmie. Mają pudelka z typu tych, co to cały świat muszą poinformować, że właśnie lecą na spacer - najchętniej informują o szóstej rano. No i ja nie reaguję, choć czasem mam wielką ochotę otworzyć drzwi akurat jak psiak będzie na oślep leciał po schodach drąc paszczę. No ale na ochocie i groźbach kierowanych w powietrze się u mnie kończy. ;D

Natomiast te babcie wszystkie, które z chodnika pod naszym domem robią psią toaletę (i radośnie ignorują sprawę sprzątania) zaczęłam w końcu zawstydzać - zawsze proponuję im woreczek na psią kupę, jeśli nie mają swojego. Działa.

Posted

[quote name='bouvcia']Chamstwo innych psiarzy... nad nami mieszka przemiła rodzina, o które w kategoriach chamstwa w zasadzie mówić się nie da, ale o braku wyobraźni już tak. I o egoizmie. Mają pudelka z typu tych, co to cały świat muszą poinformować, że właśnie lecą na spacer - najchętniej informują o szóstej rano. No i ja nie reaguję, choć czasem mam wielką ochotę otworzyć drzwi akurat jak psiak będzie na oślep leciał po schodach drąc paszczę. No ale na ochocie i groźbach kierowanych w powietrze się u mnie kończy. ;D

Natomiast te babcie wszystkie, które z chodnika pod naszym domem robią psią toaletę (i radośnie ignorują sprawę sprzątania) zaczęłam w końcu zawstydzać - zawsze proponuję im woreczek na psią kupę, jeśli nie mają swojego. Działa.[/QUOTE]

Co do pierwszego przypadku - wprowadziłam się do bloku jakieś półtora miesiąca temu, z czego mieszkam 2 tygodnie i w klatce znają mnie wszyscy psiarze, szczególnie ci, którzy swojego pieska puszczają na klatkę schodową, żeby sobie pobiegał - a piesek jest agresywny do innych psów, do ludzi zresztą też ma wybryki. Jest mały, to fakt - mnie krzywdy nie zrobi, ale dziecku już tak, a szczególnie psu przyjaciółki, który teraz u mnie jest (2,4 kg, roczny psiak w typie yorka - jeden z lepiej wychowanych psów, które miałam okazje poznać ;) ). Na nieszczęście Państwo trafili na mnie z drącym japę i biegającym po klatce pieskiem, a na domiar złego - szłam z psem. Próbowałam grzecznie, a że się nie dało - przemówiłam językiem chyba jedynym im znanym, czyli po chamsku. Zadziałało :lol: Chyba się boją pieska puszczać...

Posted

[quote name='ladySwallow'] .................... wprowadziłam się do bloku jakieś półtora miesiąca temu, z czego mieszkam 2 tygodnie i w klatce znają mnie wszyscy psiarze, szczególnie ci, którzy swojego pieska puszczają na klatkę schodową, żeby sobie pobiegał .[/QUOTE]

Super teraz bloki oddają, z wybiegami dla psów:evil_lol: ,ja to muszę na dwór wychodzić.

Posted

We wtorek byłam w lesie z Happy. Problem z nią jest taki, że o ile ewentualnie przekona się do piesków jej wzrostu, to niestety, ale większe - panika. Akurat mi się rozszczekała i zaraz po tym, jak ucichła słyszę gdzieś z daleka "Luuna, Luuuuuuna!", myślę sobie - wspaniale, bo Luna jest akurat największym bydlęciem (nie, żeby obraźliwie) na osiedlu, jakie w życiu zresztą widziałam, a ma niecały rok. No ale na razie ni widu, ni słychu Luny, więc wycofujemy się do domu i nagle słyszę sapanie i jakieś ciężkie kroki. Happy już najeżona, szczeknęła ze dwa razy, ale całe szczęście że Luna to raczej taki misiek ;) więc wyszłam przed moją, ręka do przodu i mówię "stój". Wyczuła, że coś jest nie tak i zrezygnowała. Stanęła i pobiegła z powrotem do pani, której nawet nie zobaczyłam w pobliżu, czyli jakby Happy miała zostać zgnieciona to prawdopodobnie nikt by tego psa nie odwołał.
Następnego dnia potwierdziła się moja teoria, że pies z właścicielem jest pewniejszy siebie. Wracamy z osiedlowego sklepiku z Happy i z lasu wylatuje na nas Luna (poprzedniego dnia byliśmy jej nie po drodze więc nie brnęła dalej, ale następnego dnia niestety tak), a za nią grupka ludzi. Happy już i tak była zdenerwowana - zawsze są okropne nerwy, jak wychodzę ze sklepu, z radości na wszystko szczeka i jak nie ma piłki, to gryzie smycz i jest ogólnie chaos - a tu nagle wychodzi jej "przyjaciółka". Tym razem niestety już ominęła moją mamę, która przed nią wyszła, bo więcej odwagi było z ludźmi, a Happy zaczęła się bronić. Tamta odskakiwała i raz wpadła na choinkę (potem śmiać mi się z tego chciało - śmiesznie to wyglądało :D), ale tak przy piątym ataku Happy zaczęła szczerzyć kły. Całe szczęście, właściciele ją złapali, w sumie to nie wiem co bym zrobiła gdyby zaczęły się gryźć.
Ludzie byli raczej młodzi, śmiali się głupkowato jak mama się na nich wydarła, a ja uspokajałam Happy. Miałyśmy isć na dalszy spacer, ale dzięki spotkaniu z Luną miałyśmy cały dzień z głowy, jeśli chodzi o pozytywne zdarzenia, cały czas była nerwowa, wróciły nawyki sprzed kilku lat.
Uważam, że to jest nieodpowiedzialność - faktycznie to głupio wygląda, jak piesek pięć razy mniejszy rzuca się na takiego wielkiego, ale nie ma się co stać i patrzeć i podśmiewać, jak właściciel pieska wrzeszczy, żeby wzięli swojego psa na smycz. A gdyby jechał samochód? Nie jest to ruchliwa ulica, ale Luny by szybko nie zawołali, a z samochodem to nawet ona szans by nie miała.
Niestety, ale gdyby Luna była na smyczy, kwestią ułamka sekundy byłoby zwrócenie uwagi Happy na mnie, ale jak pies ją uparcie chce powąchać po tyłku, to niestety nie ma szans - nic nie mogę zrobić, bo gdybym chciała się stać bardziej interesująca dla Happy niż gryzienie, to Luna też by się zachwyciła i nic by to nie zmieniło.
Czytałam bodajże coś J. Gałuszki - że gdy leci lub szczeka na Ciebie obcy pies, wyrzucasz garść nagród i on jest zajęty szukaniem parówek a nie Twoim psem. Problem w tym, że psy nieprzyzwyczajone do nagród, nie zauważają nawet, że spada obok nich kiełbasa ;)

Na szczęście nie był to trwały uraz, bo dzisiejszy dzień jest w 100% wypełniony sukcesami :D

Posted

[quote name='hecia13']Gorzej, jeśli właścicielowi tego podbiegającego (jeśli jest w pobliżu) nie spodoba się karmienie jego psa :eviltong:[/QUOTE]

To po co go puszcza? :evil_lol:

Posted

[quote name='Martens']Ja bym powiedziała znając staffiki, że po prostu próbuje przekierować gdzieś frustrację/podekscytowanie/agresję wywołaną widokiem psa, niekoniecznie zaraz z planem z głowie, że on się tego wystraszy ;)[/QUOTE]
Możliwe- szczerze mówiąc, zastanawia mnie to jej zachowanie od początku... Ona w ogóle ma ADHD- jak to staffik, więc na pewno się ekscytuje jak jakiś podbiega...;)

Posted

Akurat ja mieszkam na psiarskim osiedlu i mam taki komfort, że kilka psów wie, że ja/mama oznaczamy nagrodę, jeśli zrobi się siad ;) Luna się do nich nie zalicza, ale wyobraźcie sobie, że dwa psy w czasie cieczki Happy zaczęły się gryźć, pada komenda "siad" i trzy psiaki siedzą :D a właściciele są raczej ok, no tylko nie każdy zdaje sobie sprawę, że jeśli jego pies jest łagodny, to reszta też taka musi być.

Posted

[quote name='Soko'] wyobraźcie sobie, że dwa psy w czasie cieczki Happy zaczęły się gryźć, pada komenda "siad" i trzy psiaki siedzą :D[/QUOTE]Coś mi to przypomniało... wiele lat temu, gdy zaczynałam szkolić swoje psy, na nasz plac przyjeżdżał taki miły doberman. Wszystko byłoby pięknie, ale właściciele go zostawiali i jechali sobie do pracy, a po południu odbierali ze "szkoły". Pies pracował rewelacyjnie, ale ze szkoleniowcem, jak z właścicielem było to nie wiem... aż któregoś dnia zorientowałam się, że ten pies mieszka koło mnie i jest - o dziwo - postrachem okolicy. Wyszłam akurat z moimi (wówczas to była skundlona ONka i sznaucerka miniatura) i nagle widzę pędzącą na nas czarną podpalaną maszynę. Słyszę właściciela (stał na progu domu, w szlafroku, z filiżanką kawy w ręku i już ten widok był sam w sobie nieco zaskakujący i darł się na psa co sił w płucach)... pies - zero reakcji. No to wydałam mu komendę. Trzeba było widzieć minę właściciela, jak jego pies zawrócił niemal w locie i grzecznie pobiegł do domu. :)

Ten pies był jeszcze przez wiele lat utrapieniem naszej okolicy, straszył dzieciaki na podwórku, zagryzł jakiegoś kota i inne tego typu historie. A przy tym wyszkolony perfekcyjnie, słuchał się mnie jakby tylko czekał, aż ktoś wreszcie wyda mu jasne, zrozumiałe dla niego polecenie, które jest w stanie wykonać. Bardzo żałowałam, że właściciele byli tacy a nie inni, bo chętnie pożyczałabym go od nich do pracy, tym bardziej, że mimo swoich czasem z lekka przerażających zapędów (przypuszczam, że był potwornie znudzony na co dzień), lubił nas i czasem podczepiał się, gdy szłam z moimi do lasu.

Posted

Ja wczoraj wieczorem miałam jakiś pechowy spacer - wyszłam z sunią wczesnym wieczorem dosłownie na 5 minut na fizjologię, i najpierw za sąsiednim blokiem zmolestował nas podrostek labradora - czarna, już około 15-kilowa sunia. Pańcia wyszła z nią dosłownie za róg, puściła ze smyczy, niemała już suka chyba miała się tak wybiegać, bo zataczając koła zaczęła uganiać się po trawniku, przerażając przy tym 7-8 letnie obce dziecko, którego niemal nie stratowała - potem pańcia zaczęła ćwiczyć z nią siadanie i dawanie łapki, ale co z tych słitaśnych sztuczek, skoro odwołanie leży bo pies ujrzawszy mnie z Baryłą wyrwał do nas lotem koszącym... Dalej Baryle do pyska i radośnie w ślinę, ta go ofuknęła, pies odskoczył zręcznie umykając pańci, która bez efektu usiłowała go odwołać i złapać, po czym do Baryły, z innej strony, znów został ofuknięty... No litości, dwa bloki dalej kończy się osiedle, jest pusta łączka, kolejne 200-300 metrów dalej łyse pola - czy tam nie można iść wybiegać podrostka i z nim popracować, tylko puszczać niemałego już psa nad którym się nie panuje w środku osiedla, pod blokiem, między dzieci, psy...?
Lekko wkurzona oddaliłam się z Baryłą, załatwiłyśmy sprawy, wracamy, na chodniku już niedaleko bloku podłazi do nas czarny cocker spaniel i bez ceregieli wtyka Baryle nos pod ogon, ona burczy, jakiś facet zaczyna anemicznie wołać psa, pies się odsuwa, ale próbuje z drugiej strony...

Ja nie rozumiem, czy połowa właścicieli psów uważa osiedlowe chodniki i trawniki za swoje prywatne posesje i wybiegi dla swoich psów?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...