KarinaK83 Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 a_niusia napisał(a):uwazam, ze KAZDY powiniwn pilnowac swoich dzieci i psow. skoro twoj pies i dziecko byli poza zasiegiem twoich mozliwosci kontrolnych-pies ci prawie uciekl, dzieckak tez i to z wrzaskiem, to powinnas miec pretensje tylko do siebie. oczywiscie, ze nie znosze podbiegaczy. ale nie traktuje kazdego jak wroga nr 1. ten pies nie chcial zrobic nic zlego ani yorkowi ani dziecku. gdyby twoje dziecko i pies umieli sie stabilnie zachowac pewnie doszloby do wzajemnego powachania i koniec. jesli jednak nie zyczysz sobie kontaktu innych psow z twoim, to trzeba bylo odwolac i psa i dziecko. niestety: teraz jest mnostwo podbiegaczy, dlatego to jest bardzo wazne, zeby pilnowac swojego psa i zeby pies byl odwolywalny. ok właśnie mam pretensje do samej siebie, i na cześć podbiegaczy od dzisiaj nie wychodzę z synem i psem na dwór bo są niezsocjalizowani, za to labrador był, dlatego niech sobie biega dalej tylko, że wiesz, jak pies obcy podbiega, a jak szaleńczo pędzi na kogoś w niewiadomym celu, (to chyba jest różnica) tak że sama się przestraszyłam, bo jakby mój syn nie szurnął w bok to pewnie ten niechcący im nic zrobić pies przewróciłby go, no ale wtedy też miałabym pretensje do siebie bo po co dzieciaka na dwór biorę Quote
KarinaK83 Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 a może pochwalisz się jak Ty sobie radzisz w takich sytuacjach z nachalnym psem i swoimi dziećmi? a może wcale nie masz dzieci i też niewiele wiesz o ich pilnowaniu Quote
kavala Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 Ja często spuszczam psa w odludnych miejscach, ale zawsze staram się, by był jakieś 10 - 20 metrów ode mnie. Jak tylko widzę na horyzoncie kogoś to wołam psa, zapinam na smycz i mijam z psem na smyczy. Niestety muszę mieć refleks, bo mój pies jeszcze nie jest w 100% odwoływalny i jak ktoś, szczególnie z psem jest zbyt blisko, to mogę mieć problem z odwołaniem, ale cały czas ćwiczymy :) Quote
dusiek Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 Byłam świadkiem jak do bawiącego się dziecka podbiegł rozpędzony labrador.Mama i babcia tego dziecka były ok.7 dalej i nie miały szansy dobiec pierwsze. Reakcja ich nie spodobała by się a_niusi .Nie była zrównoważona,oj nie była. Właściciela uratowało to że labek nie był agresywny. Quote
Marta666 Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 Akurat w sytuacji,którą opisała KarinaK83 nie dziwie się,że zarówno dziecko jak i pies się wystraszyło. Ja też kiedyś miałam sytuację gdy z krzaków,gdzie w zasięgu wzroku nie było żywej duszy,wyskoczył nagle pies. Fakt był przyjaźnie nastawiony,ale ta chwila kiedy wyskoczył naprawdę spowodowała,że zarówno ja jak i pies wystraszyliśmy się na te kilka sekund. Poza tym york KarinyK83 po chwili zawrócił więc po chwili ta adrenalina u niego opadła gdy zaczęła go wołać właścicielka. Karina a tak jeszcze zdanie do Ciebie - mi się wydaje,że powinnaś nauczyć dziecko przywierać do ziemi w przypadku gdy wyskakuje na niego inny pies,bo jednak dla niektórych osobników uciekające dziecko może być fajnym celem. A właścielowi labradora dziwie się puszczać psa samopas i nie przejmować się tym,że jego pies znika w krzakach. Chyba musiał być w sporej odległości skoro nie słyszał krzyków dziecka zza tych krzaków :shake: Quote
KarinaK83 Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 Właściciel labradora był w tak sporej odległości, że pojawił się dopiero po kilku minutach, jak my już zdążyliśmy odejść i bynajmniej nie wyglądał na zaniepokojonego tym, że od paru min ut nie ma psa nawet w zasięgu wzroku. Zaraz po zajściu przypomniałam synowi jak powinien się zachować w tej sytuacji i rozmawialiśmy o tym, co zrobi nie tak. Masz rację Marta666 z tym przywieraniem do ziemi w przypadku zagrożenia ze strony psa, dzięki za radę, właśnie sobie przypomniałam, że niedawno oglądałam program w tv na ten temat, tam było o pozycji "żółwika":), zaraz mu pokażę. Quote
Rysia88 Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 Właśnie wróciłam ze spaceru z Falkiem < 'labrador' 8msc >, tak stresującego spaceru jeszcze nie mieliśmy:( idziemy sobie spokojnie, Falko przy nodze, luźna smycz... patrze na horyzoncie wielki bokser, flexi długo długo nic... myślę sobie- idziemy dalej w końcu ktoś na końcu tej flexi jest...zgarnęłam Falka jeszcze bliżej siebie, właściwie złapałam za obroże < bo on oczywiście chciał się bawić(no ale wiem, ze nie każdy pies i nie każdy właściciel pragnie tej zabawy tak samo jak on..) > na końcu flexi była paniusia w szpileczkach, flexi przypięta do kolczatki... skróciła flexi.... zbliżyliśmy się do siebie i bach! bokser jak szalony, z pianą w pysku rzucił się jak bestia- w życiu czegoś takiego nie widziałam... siłą swojego ciała zepchnęłam Falka na trawe bo brakowało 1cm by tamten zeżarł mu pysk... serce waliło mi jak szalone... paniusia okładała końcem flexi boksera a ten ciągle się jadowił... zapytałam gdzie kaganiec- a ona do mnie: smarkulo nie będziesz mi mówiła jak mam psa wychowywać i polazła......... Miałam psa przez 16 lat, wychowywałam go jako dziecko, był to agresywny pies tzn. nie lubił obcych i innych psów < pewnie dlatego, że praktycznie nigdy z żadnym się nie bawił :( > zawsze chodził w kagańcu, puszczany luzem na odludziu, wśród ludzi zawsze max skupienia mojego, szedł inny pies- skracanie smyczy, praktycznie za obroże go prowadzałam lub zmiana trasy.... Nigdy nie pogryzł żadnego psa, żadnego człowieka, nigdy sam nie został pogryziony... Quote
evel Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 Wiem, że w takich chwilach się o tym nie myśli, ale może telefon na SM albo policję by paniusi pomógł psa wychować? Quote
Rysia88 Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 Jak tak sobie rozmyślam o tej sytuacji itp. to właśnie taka myśl mi przyszła do głowy, choć nigdy tego nie robiłam, ale ona go tak na tej flexi bez niczego zostawia pod sklepem, co prawda wcześniej nie wiedziałam, że jest tak nie obliczalny... Widzę też czasem jak wyprowadza go jej no przepraszam ale przygłupi syn, który ma tak max ok.15 lat i bardzo się podnieca jak pies się burzy do innych itp. a to źle wróży.... Quote
a_niusia Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 dusiek napisał(a):Byłam świadkiem jak do bawiącego się dziecka podbiegł rozpędzony labrador.Mama i babcia tego dziecka były ok.7 dalej i nie miały szansy dobiec pierwsze. Reakcja ich nie spodobała by się a_niusi .Nie była zrównoważona,oj nie była. Właściciela uratowało to że labek nie był agresywny. a dzieciak zaczal sie drzec i uciekac? Quote
Sybel Posted July 25, 2011 Posted July 25, 2011 Zawsze, jak padał argument typu "gówniaro, smarkulo", odpowiadałam "stara raszplo" lub coś w tym stylu... Wiecie, jak to działa - no cuda czyni. Od razu inna rozmowa :P Kiedyś się strasznie wściekłam, bo szłam z moim dalmatyńczykiem po pseudo (znajdek taki, nie kupiony). Pies był po klatkach, socjal wtedy już osiągnął poziom 2 na 10, więc nieźle, ale pies nadal był bardzo znerwicowany. Idziemy wieczorem, ja w swterze wyciągniętym, do tego znerwicowana na maksa, następnego dnia miałam pierwszą turę matur pisemnych, więc wiadomo, adrenalina. Nagle przez ulice leci do nas sznaucer olbrzym i skacze mi na psa. Niewiele myśląc zasadziłam glanem w pysk, ale nie trafiłam. Pies wrócił do dziada swojego, po czym znowu mi na Pucla rusza. No więc ja ruszyłam z mordą na pana. Zapytałam najpierw, czy nie ma smyczy, skoro ma agresywne bydle, na co ten z radością, że ma, ale nie używa. No to poinformowałam, zeby zapiął psa, bo policję wzywam. Ten do mnie "ty gruba gówniaro [tu wstaw wiązankę]", na co został porównany do Adonisa dla ubogich z kompleksem mikrofujary przedłużanej psem. Jak wyciągnęłam telefon, zamknął się i poszedł. Dopiero potem pomyślałam, ze mógł mnie przecież pobić :| Byłam tak nabuzowana maturą, do tego jeszcze stres, bo Pucel był u nas od niedawna, jeszcze niepoznany za mocno, a tu taki cyrk... Quote
sleepingbyday Posted July 26, 2011 Posted July 26, 2011 absolutnie NIE ryzykowałaś pobicia! adonisy z kompleksami i inne takie rzucają się na tych, którzy pokazują strach lub niepewnośc (czysto zwierzęca, nieuświadomiona reakcja, nawet sobie nie zdają sprawy z tej decyzji, ale czegóś jednych napadają, a innych nie). Jak rozpuszczasz twarz na takiego, to jemu mięknie rura. przetestowane na moich wlasnych blokowych lujach z wyrokami :cool3: Quote
dusiek Posted July 26, 2011 Posted July 26, 2011 a_niusia napisał(a):a dzieciak zaczal sie drzec i uciekac? Tak,dzieciak się przestraszył i uciekał z krzykiem. Krzyku było bardzo dużo,krzyczał dzieciak,krzyczała mama i babcia tego dziecka,krzyczał właściciel labradora.Gdy zagrożone jest bezpieczeństwo dziecka ,niestety, trudno zachować spokój. Quote
Martens Posted July 26, 2011 Posted July 26, 2011 To ja tak w ramach lepszego klimatu na wątku w kwestii "jazgotów" :evil_lol: Wracamy z Bucem z "treningu", oboje wypluci, Buc już nawet ciągnąć na szelkach nie chciał, tylko dreptał przede mną na luźnej smyczy (!) - a z naprzeciwka nadciąga pani z rowerem i dwoma pinczerkopodobnymi stworkami. Smyczy ani widu, ani słychu, zwierzaczki wytrzeszczają oczy na Buca - już myślałam, że bez cyrku się nie obejdzie, a tu proszę, minęliśmy się w odległości kilku metrów, zero zaczepek z obu stron, Buc olewka, maluchy patrzyły tylko jak na kosmitę i chyba miały ochotę podejść, ale ich pani coś do nich pogadała i od niej nie odeszły ani nawet nie szczeknęły. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona - widać jak się chce to można; nie każdy mały pies musi być rozwydrzony, nieposłuszny i dziamgać na napotkane większe psy... Aczkolwiek pani ogarniała pieski przy sobie bardzo energicznie i z lekkim przestrachem - Buc jak jest zmęczony, ma mordę dookoła głowy i chyba bała się, że jej pieski mogą być łyknięte przez przypadek ;) ;) gdybym była z yorkiem czy innym słodkim maluchem, może ta "mijanka" wyglądałaby inaczej. Quote
gops Posted July 26, 2011 Posted July 26, 2011 ja od jakiś pół roku w parku mijam bardzo sympatycznego chihuahua , pierwszy ,drugi ,trzeci raz z lekkim strachem bo tamten bez smyczy pewnie podleci i naszczeka a moja może zrobić takiemu maluchowi krzywdę nawet kagańcem, a się okazuję że pies bardzo fajnie wychowany mija nas z patykiem w mordce i nawet nie spojży . podobną sytuację mam z yorkami 2 , jednej właścicielki które zawsze spokojnie nas mijają bez smyczy i nawet nie próbują wąchać . jak się chce to się da . za to ostatnio ciągle nas napadają małe pudelki . mamy coś pecha do psów tej rasy . a zajadłe to strasznie ;) sytuacja nie chamska ale dość dziwna, po parku jezdzil pan z amstafem przy rowerze , pies na szerokiej obroży , super umięśniony, zadbany więc nie ma nic do zarzucenia , ale pan raz na jakiś czas zwalniał i pozwalał psu się wąchać z innymi, pies super łagodny , ja widząc że zwalnia sukę na smycz, a on do mnie i koleżanki mojej " on nie gryzie , mogą się powąchać " nie wiem gdzie trzeba mieć oczy, widać moja suk w kagańcu najeżona po czubek ogona i szła prawie że na "palcach " , mówię więc "ale moja gryzie" , pan spojrzał uśmiechnął się i pojechał dalej , amstaf faktycznie był przyjazny, a pan widocznie nie potrafi odczytywać mowy psów żeby kiedyś nie podszedł do jakiegoś agresora bo pewnie z przyjaznego amstafa łatwo zrobić agresora a na odwrót już trudniej . Quote
sleepingbyday Posted July 26, 2011 Posted July 26, 2011 na piekielnych znalazłam kiedys takie coś. "Późne po południe, mróz jak cholera, śnieg po kostki. Idę sobie na zakupy do Lidla, przed sklepem siedzi przywiązany do drzewa pies i żałośnie szczeka. Ok. 10 min później robię sobie spokojnie zakupy. Nagle od strony kas słychać takie oto wykrzyczane słowa: - Ch*j w d*pę debilowi, który każe temu psu czekać na mrozie tyle czasu, obyś kretynie też musiał tyle siedzieć na mrozie z d*pą w śniegu!" to się nazywa postawa obywatelska. Quote
Martens Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 W temacie dzieci, czy może bardziej rodziców... Wracam z Bucem po raz kolejny z "treningu" i pod blokiem pędzą na nas biegiem dwie dziewczynki, na oko 5 i 7 lat. Zdążyłam skręcić do klatki, wchodzę do środka, a one za nami cmokając i wołając psa, który zaskoczony aż zarył głową o drzwi. Dziewczynki niczym niezrażone wyciągają łapki i były strasznie zaszokowane moim groźnym "czy to tak można?" :roll: Powiedziałam, że chyba trzeba raczej zapytać, zanim się próbuje głaskać cudzego psa, bo może np. gryźć :razz: i naprawdę jestem w szoku, że nikt nie tłumaczy dzieciom takich rzeczy. Dosłownie co drugie dziecko zainteresowane moimi psami biegnie do nich na hura, nieraz jeszcze wrzeszcząc i piszcząc, i od razu pcha ręce; nierzadko nieopodal widać rodzica, który kompletnie nie reaguje. Teraz podobnie; kawałek dalej stał dziadek czy też ojciec dziewczynek z kolegami, i nijak nie zareagował na ich szarżę na mojego psa. A potem wielka wrzawa, pies ugryzł dziecko... Quote
motyleqq Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 Martens napisał(a):W temacie dzieci, czy może bardziej rodziców... Wracam z Bucem po raz kolejny z "treningu" i pod blokiem pędzą na nas biegiem dwie dziewczynki, na oko 5 i 7 lat. Zdążyłam skręcić do klatki, wchodzę do środka, a one za nami cmokając i wołając psa, który zaskoczony aż zarył głową o drzwi. Dziewczynki niczym niezrażone wyciągają łapki i były strasznie zaszokowane moim groźnym "czy to tak można?" :roll: Powiedziałam, że chyba trzeba raczej zapytać, zanim się próbuje głaskać cudzego psa, bo może np. gryźć :razz: i naprawdę jestem w szoku, że nikt nie tłumaczy dzieciom takich rzeczy. Dosłownie co drugie dziecko zainteresowane moimi psami biegnie do nich na hura, nieraz jeszcze wrzeszcząc i piszcząc, i od razu pcha ręce; nierzadko nieopodal widać rodzica, który kompletnie nie reaguje. Teraz podobnie; kawałek dalej stał dziadek czy też ojciec dziewczynek z kolegami, i nijak nie zareagował na ich szarżę na mojego psa. A potem wielka wrzawa, pies ugryzł dziecko... akurat w Warszawie nie spotkałam nigdy takich dzieci, zawsze pytają, ale ostatnio w pociągu zrobiło się dość tłoczno gdy weszła mama z trójką dzieci i ani się obejrzałam, jedno już klepało Etnę... na szczęście po boku, gorzej, jak innym razem, w moim rodzinnym mieście, najpierw mama cmokała do spuszczonej Etny, pies podszedł, a potem nagle chłopczyk pac Etnę prosto w pysk. tyle dobrego, że ze strony psa zero reakcji, powiedziałam chłopcom gdzie się głaszcze psa i byli wniebowzięci ;) pies też :evil_lol: Quote
kavala Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 Do mojego psa wszyscy na ulicy wyciągają łapy, nawet przechodząc, tak żeby go tylko musnąc. Ciekawa jestem czy zachowywaliby się tak samo gdyby to był owczarek niemiecki. Quote
vege* Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 kavala napisał(a):Ciekawa jestem czy zachowywaliby się tak samo gdyby to był owczarek niemiecki. Uwierz, że tak :roll: Quote
kavala Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 Mnie się wydaje, że jednak do owczarków, rotków, dobermanów, itp to ludzie czują jednak większy respekt. Quote
vege* Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 kavala napisał(a):Mnie się wydaje, że jednak do owczarków, rotków, dobermanów, itp to ludzie czują jednak większy respekt. Możliwe, ale jak mój wujek miał przez kilka dni na tymczasie pseudoDONka 1 rocznego (ale już był strasznie duży jak na swój wiek) to nie brakowało cmokania, zachwycania się i wyciągniętych rąk w stronę Norisa Quote
Ana04 Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 kavala napisał(a):Do mojego psa wszyscy na ulicy wyciągają łapy, nawet przechodząc, tak żeby go tylko musnąc. Ciekawa jestem czy zachowywaliby się tak samo gdyby to był owczarek niemiecki. Mam sukę w typie donka i nie wydaje mi się by budziła jakiś szczególny respekt. Zdecydowana większość reakcji to właśnie cmokanie i wyciąganie rąk. Szkoda tylko, że pytań czy można jest bardzo mało... Quote
Rysia88 Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 Jak Falko był w wieku tak do ok.4 miesiąca to też nie przeszliśmy bez zaczepek, a nawet pytań czy bm nie sprzedała...teraz jak ma 8 mies. to ludzie schodzą nam z drogi:P:P rodzice zabierają dzieci by nawet do głowy im nie przyszło nawet przejść koło tego okropnego <bo czarnego> psa:D o ile dla mnie jest to nawet wygodna sytuacja to Falko wydaje się być bardzo rozżalony- bo on lubi jak się nad nim cmoka i rozczula:P:P Nawet ostatnio byliśmy nad jeziorem i razem z nami był mały dziamak mojego narzeczonego to nikt na plaży nie chciał pogłaskać Falka za to każdy pchał się z łapami do malucha, bo taki słodki i malutki, nawet dzieci zachęcali by głaskały smrodka...a tu takie zaskoczenie- ten straszny czarny śliniący się bydlak taki łagodny, a ten maluch tylko czekał żeby kogoś ugryźć:D Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.