stroosia83 Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='dog193']Strosia, to widzę masz doświadczenie w tych walkach :roll: Nie ma się czym chwalić szczerze mówiąc :roll: ONka mojej cioci ma już 6 lat, przebywam z nią naprawdę dużo czasu i często u cioci jestem, w bójkę wdała się RAZ i jak pisałam, została od razu odwołana.[/QUOTE] Wiesz, wolałabym nie mieć ani jednego takiego doświadczenia. Nie ma to, jak starać się wychowywać psa na spokojnego, zsocjolizowanego i natrafiać na swojej drodze na właścicieli, którzy duże, nieodwoływalne i agresywne psy puszczają luzem, przez co dochodzi do takich sytuacji. Posiadanie agresywnego psa nie jest przyjemne, a często jest udręką i dlatego wolałabym, aby mój pies nie miał ani jednej takiej akcji za sobą i co za tym idzie nie miał negatywnych doświadczeń i rozbudzonej agresji. Quote
dog193 Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 Nie wiem czy porządna czy nieporządna, trwała może z 5 sekund, psy zaczęły się szarpać, jak dla mnie wyglądało to poważnie, ale ciocia krzyknęła, sucz przybiegła, a ta druga poleciała za nią, tylko ja ją już wtedy odganiałam, zanim właściciel ją złapał. Quote
Arwilla Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='Martens']No to nie była porządna bójka tylko małe spięcie, bo ODWOŁAĆ jakiegokolwiek psa z naprawdę zajadłej walki zwyczajnie się nie da... [/QUOTE] Zdaję sobie z tego sprawę... Tylko trzeba też pamiętać, że prawdziwe walki przytrafiają się raczej rzadko... Większość spięć między psami to właśnie bójki, które dla człowieka wyglądają czasem bardzo groźnie, a dla psów to bardziej darcie futra i groźne odgłosy, niż walka na śmierć i życie... Co nie zmienia faktu, że ani ja, ani mów pies, nie mamy ochoty być narażanymi na takie atrakcje... :) Quote
Szura Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='Arwilla']Nie musimy być, wystarczy przeczytać co piszesz... Samo zastanawianie się nad kolejnością też wiele o Tobie mówi... Może wyłącz komputer i idź porozmawiać z mamą... zapytaj jej, kogo by ratowała, swojego psa, czy swoje dziecko... może ona wytłumaczy Ci to, co dla mnie jest oczywiste... Będziesz mieć... dlatego się właśnie martwię.... Z psychologicznego punktu widzenia nie ważny jest obiekt, tylko zachowanie... Niestety, to zwariowane na punkcie swoich psów osoby mają największe szanse stać się zwariowanymi na punkcje swoich dzieci rodzicami...[/QUOTE] Z mamą, wyobraź sobie, niejednokrotnie rozmawiałyśmy na tematy dzieciowo-psie, tym bardziej, że moja mama jest po pedagogice (ja z psychologii zrezygnowałam po 2 latach). Nie podziela mojego podejścia (zwierzęta owszem, lubi, ale nigdy nie były dla niej ważne), ale je rozumie i szanuje. Już się tak bardzo nie martw, za kilka lat planuję podwiązać sobie jajowody - będziesz mogła spać spokojnie. :evil_lol: To, że pies jest dla mnie priorytetem nie oznacza, że jestem zwariowana na jego punkcie. Kocham go mądra miłością i wiem, że gdybym (tfu, tfu) matką została, byłabym świetną mamą. ;) Nie ma co się zasłaniać biologią, że 'jesteśmy zaprogramowani' na to czy tamto... Gdyby tak było, nie byłoby jednostek, które dzieci nie lubią, które dokonują aborcji, oddają do domów dziecka czy porzucają noworodki na śmietniku... Quote
zaba14 Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='engelina_88']Różnica polega na tym, że resocjalizacja agresywnego malucha to nie to samo, co resocjalizacja agresywnego dużego psa. Nie rozumiem jak można to zestawiać ze sobą. Mam wrażenie, że niektórzy nie pojmują najprostszej zasady: ratuje się psa, którego da się uratować. O ile z małym jest łatwiej próbować, bo każdy dorosły człowiek jest w stanie zapanować nad nim choćby fizycznie, o tyle nie wyobrażam sobie, żeby ktoś narażał swoje życie lub zdrowie w imię zasady "ratować wszystkie, albo żadnego". Ciekawa jestem ilu z was weszłoby do jednego zamkniętego pomieszczenia z agresorem ważącym 50 kilo... Dobrym przykładem jest Piegusia z mojej sygnatury (choć nigdy dotkliwie nie pogryzła człowieka). Wiem, że to przykre, ale podejrzewam, że gdyby należała do grona większych psów miałaby małe szanse na DT i resocjalizację. Ja się z tym nie zgodzę, dlatego że agresywny york czy inny jakiś duży pies powinien trafić w ręce osoby doswiadczonej u laika każdy pies może zrobić krzywdę, trzeba umieć odczytać mowe ciała psa a tak sie składa że york jak i rottweiler ma taką samą.. :) więc pracuje się z nimi dokładnie przez takie same zasady, jeśli ktoś nie poradzi sobie z naprawdę aresywnym yorkiem to tak samo nie poradzi sobie z rottkiem.. Fakt może łatwiej osobie mniej doświadczonej być przy yorku bo przy ataku, takiego psa można łatwo uszkodzić, ale chyba nie o to chodzi w pracy z psem.. agresja rottwailera może siać strach, bo do duży pies, ale jeśli ktoś boi się dużego psa to nie wierze, że przy ataku yorka będzie spokojny :) [quote name='dog193']No już nie rób z ONów morderców, co ślepo rzucają się na wszystko, co się rusza ;) Ja (na szczęście) takich ONów nie znam. To nie o to chodziło :) a o styl w jaki dane psy gryzą/atakują... :) pisałam wcześniej jak moja suka TTB bawiła się z ONem 8 miesięcznym, nie odpowiadał jej styl zabawy tego psa, podbiegał, szczekał/szczerzył zęby, na co ona go odganiała, i nie piszę że ten pies był agresywny!! absolutnie nie! :) on chciał ją zachęcić w taki sposób do gonitwy, ale ona woli przepychanki , żaden z psów nie ucierpiał, nawet nie było trzeba ich nadmiernie pilnować :) Każdy pies jest fajny, gdy jest ułożony, ONki cierpią na taką opinie bo jakby nie było są łatwo dostępne, a taki pies musi coś robić... jak nie robi, to się nudzi, a sami wiemy że gdy pies się nudzi to szuka sam sobie problemów... Quote
filodendron Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='Szura'] Nie ma co się zasłaniać biologią, że 'jesteśmy zaprogramowani' na to czy tamto... Gdyby tak było, nie byłoby jednostek, które dzieci nie lubią, które dokonują aborcji, oddają do domów dziecka czy porzucają noworodki na śmietniku... Słowo klucz. Nie nie doceniaj hormonów ;) Potrafią zmienić człowieka o 180 stopni ;) Quote
dog193 Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='zaba14'] To nie o to chodziło :) a o styl w jaki dane psy gryzą/atakują... :) pisałam wcześniej jak moja suka TTB bawiła się z ONem 8 miesięcznym, nie odpowiadał jej styl zabawy tego psa, podbiegał, szczekał/szczerzył zęby, na co ona go odganiała, i nie piszę że ten pies był agresywny!! absolutnie nie! :) on chciał ją zachęcić w taki sposób do gonitwy, ale ona woli przepychanki , żaden z psów nie ucierpiał, nawet nie było trzeba ich nadmiernie pilnować :) Każdy pies jest fajny, gdy jest ułożony, ONki cierpią na taką opinie bo jakby nie było są łatwo dostępne, a taki pies musi coś robić... jak nie robi, to się nudzi, a sami wiemy że gdy pies się nudzi to szuka sam sobie problemów...[/QUOTE] No tak, tu się zgodzę, ONy mają właśnie taki styl zabawy ;) Na pewno inny niż teriery. Jednak nie jestem w stanie uwierzyć, że poprawnie prowadzony ON atakuje na ślepo wszystko, co się rusza (nawet w ferworze walki). Może i dlatego, że nigdy nie widziałam prawdziwej walki psów (i bardzo się z tego powodu cieszę), ale po prostu ONy, które ja znam bliżej to są świetne, zrównoważone psy, wpatrzone w swojego właściciela jak w obrazek. Quote
motyleqq Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='Arwilla'] Będziesz mieć... dlatego się właśnie martwię....[/QUOTE] to nie moja dyskusja, ale nie mogę tego nie napisać: skąd takie założenie? przecież napisała, że NIE będzie mieć dzieci :roll: teraz to już obcy ludzie lepiej wiedzą, co się planuje :roll: Quote
Arwilla Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='Szura']Z mamą, wyobraź sobie, niejednokrotnie rozmawiałyśmy na tematy dzieciowo-psie, tym bardziej, że moja mama jest po pedagogice (ja z psychologii zrezygnowałam po 2 latach). Gdzieś słyszałam stwierdzenie, że najgorsi rodzice to pedagodzy i psychologowie... ;) To: Już się tak bardzo nie martw, za kilka lat planuję podwiązać sobie jajowody - będziesz mogła spać spokojnie. :evil_lol: przeczy nieco temu: .... wiem, że gdybym (tfu, tfu) matką została, byłabym świetną mamą. ;) Dlaczego "za kilka lat"? Skoro jesteś przekonana w słuszności swojego wyboru, to zrób to teraz... odpadnie Ci stres związany z potencjalną prokreacją... ;) Nie podziela mojego podejścia (zwierzęta owszem, lubi, ale nigdy nie były dla niej ważne), ale je rozumie i szanuje. W dalszym ciągu nie rozumiesz, że wybór między psem a człowiekiem nie zależy od siły uczuć do zwierząt, tylko od naszego człowieczeństwa... Ale, skoro mama nie umiała Ci tego wytłumaczyć (choć uważam raczej, że to ciągły proces wychowawczy, niż jednorazowe "wyjaśnienie"), to ja tym bardziej tego nie zrobię... Quote
evel Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='stroosia83']Nie ma to, jak starać się wychowywać psa na spokojnego, zsocjolizowanego i natrafiać na swojej drodze na właścicieli, którzy duże, nieodwoływalne i agresywne psy puszczają luzem, przez co dochodzi do takich sytuacji. Posiadanie agresywnego psa nie jest przyjemne, a często jest udręką i dlatego wolałabym, aby mój pies nie miał ani jednej takiej akcji za sobą i co za tym idzie nie miał negatywnych doświadczeń i rozbudzonej agresji.[/QUOTE] A posiadanie psa lękliwego, który na naruszenie granic odpowiada agresją, nad czym pracuję od roku i szlag mnie trafia, jak do nas coś podbiega, bo mi to rujnuje miesiące ciężkiej pracy - to dopiero sprawia, że mi para leci z uszu... [quote name='Arwilla'] Co nie zmienia faktu, że ani ja, ani mów pies, nie mamy ochoty być narażanymi na takie atrakcje... :smile:[/QUOTE] No właśnie. I dlaczego inni ludzie tak często nam odbierają to prawo do normalności i spokoju? :roll: Nigdy nie zrozumiem, dlaczego jedni ludzie na nasz widok (o, idzie dziewczyna z psem) zapinają swojego psa na smycz, mijamy się i wszystko jest w porządku, a inni przekonani o własnej doskonałości i cudownym wyszkoleniu swojego pupilka, jak pewien facet wczorajszego wieczora, pokrzykują z krzaków "wracaj! wracaj mówię!" podczas gdy jego puszczona luzem przerośnięta flatopodobna suka startuje z zębami do mojej. Mistrzyni obedience dostała z buta w żebra i poszła z powrotem w krzaki, gdzie stał jej właściciel. Pan zresztą sprawiał wrażenie, że wszystko mu jedno co się dzieje z jego psem, bo jak psy wrzeszczały na alejce i kłapały zębami to nawet łba nie wyściubił, żeby zobaczyć, co się dzieje, tylko sobie tam stał i pokrzykiwał. Na moją uwagę po całym zajściu, że może by piesek na smyczy chodził, skoro się nie słucha - odpowiedział, że przecież chodzi. Widać na niewidzialnej :razz: Quote
kavala Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='Szura'] i wiem, że gdybym (tfu, tfu) matką została, byłabym świetną mamą. ;) Nie ma co się zasłaniać biologią, że 'jesteśmy zaprogramowani' na to czy tamto... Gdyby tak było, nie byłoby jednostek, które dzieci nie lubią, które dokonują aborcji, oddają do domów dziecka czy porzucają noworodki na śmietniku...[/QUOTE] Dobra matka ratowałaby dziecko, nie psa, gdyby musiała wybierać. Skąd wiesz, że byłabyś dobrą matką? A jeśli chodzi o biologię, to ja myślę, że jednak jesteśmy zaprogramowani na pewne rzeczy, a pomagają nam w tym hormony. Te wyjątki, które przytaczasz potwierdzają tylko regułę. Ale oczywiście macierzyństwo powinno być świadome ;) Ja twojego sposobu myślenia wcale nie potępiam, bo potrafię sobie wyobrazić, że miłość matczyna dla osoby, która nie jest matką to czysta abstrakcją czasami. Quote
Arwilla Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='kavala']Dobra matka ratowałaby dziecko, nie psa, gdyby musiała wybierać. Dokładnie... ... wcale nie potępiam, bo potrafię sobie wyobrazić, że miłość matczyna dla osoby, która nie jest matką to czysta abstrakcją czasami. A ja potępiam, bo nie jest w tej sytuacji istotne, czy wie co to miłość rodzicielska, czy nie... Zamiast dziecka można przyjąć, że topi się jej matka, ojciec, siostra koleżanki, czy też zupełnie obcy człowiek.... :roll: Matce też powie, że gdyby wybuchł pożar, to najpierw uratuje swojego psa? :shake: Quote
Sybel Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 Może tak: każdy z nas pod pojeciem "dobra matka" widzi coś innego. Jedni widza osobę uczącą dziecko samodzielnosci, inni zaś zagłaskali by swoje pociechy na śmierć. Także to pojęcie możemy zostawic w spokokju, bo jest zbyt pojemne. Faktem jest, ze dla większości naturalnym odruchem będzie ratowanie jednostki najsłabszej, czyli dziecka. Pies prędzej sobie poradzi, niż powiedzmy trzylatek. Owszem, cała sytuacja brzmi bardzo ciężko, ale nie wyobrazam sobie sytuacji, w której ktoś - choćby obcy człowiek - olewa dziecko znajdujące się w poważnym zagrożeniu życia i zdrowia i leci ratowac pieska. W zasadzie to chyba podchodzi już pod jakis paragraf z kodeksu karnego. Dla jasnosci - uwielbiam moje psy, jednym z moich wielkich lęków jest, ze ktoś je pogryzie lub wpadną pod samochód (chyba chodzi o poważne obrażenia i strach przed gwałtowną śmiercią przyjaciela), ale gdybym miała dziecko, wiem, że oddała bym za nie życie. Po prostu. Btw. moja mama wykłada akurat na pedagogice język obcy i szczerze mówiąc pedagodzy nie są dla mnie żadnym autorytetem. Pedagodzy, których spotykałam na swojej drodze jako dziecko niestety też nie zdołali zyskać mojego podziwu. Może są zbyt mocno sciśnięci swoimi formułkami i regułkami. Quote
dog193 Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 Moja mama jest pedagogiem (w przedszkolu uczy) i nie uważam, że jest ściśnięta regułkami, albo że jest złą matką (to co pisała wcześniej Arwilla) ;) Więc tu znowu uogólnienie. Tak, nieudzielenie pomocy człowiekowi, który tej pomocy potrzebuje (np leży w rowie i potrzebuje sztucznego oddychania) jest karalne. Quote
sleepingbyday Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 nie rozumiem, co dziwnego lub oburzającego jest w tym, że z hipotetycznego zagrożenia ratpowałoby się najpierw swoje zwierzę, a nie obcego czlowieka. przecież to emocje, a brzydko mówiąc - bliższa ciału koszula. a jeśli mielibyście ratować swojego czlonka rodziny lub kogoś obcego, to też zaczęlibyście od obcego? a wskażcie mi na dogo kogś, kto uważa, że pies to nie jest członek rodziny? nic nie kumom.... bezwzględna reguła, że psy są mniej ważne od człowieka? toż to gatunkowy rasizm. i ja nie mówię o sytuacji mój synek czy mój pies - bo znów, bliższa ciału koszula i mój syn pierwszy by był ratowany (to przykład, nie mam dzieci). ok, są tacy, dla których pies jest członkiem rodziny, ale deklarują, że najpierw będą ratowac obcego człowieka. no dobrze, ich pies, ich akwarium ;-). ale dlaczego oburzają się, że inni zrobiliby inaczej? powiem więcej, mało znam ludzi, którzy są dla mnie ważniejsi niz mój pies. moja praca jest dla mnie mniej ważna, niż mój pies. oczywiście, moja praca jest dla mnie mniej ważna niż moja rodzina - to też, jasna sprawa. ale ja to w ogóle mizantropka jestem, ogół ludzki mnie raczej denerwuje. pojedyncze, konkretne sztuki, to co innego, ale gatunek jako taki? nic specjalnego, nie uważam, ze zasługuje na jakieś względy. Quote
Balbina. Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 gdyby sprawa wyglądała mój pies-obcy człowiek szczerze mówiąc nie wiem co bym zrobiła...W sytuacji zagrożenia górę biorą chyba emocje i mało kto myśli kogo by tu uratować...tam mi się wydaje.Natomiast sytuacja mój pies-"mój" czlowiek.Bez wachania wybiorę człowieka.Oczywiście-starałabym się uratować też psa,na pewno nie rzuciłabym go na pastwę losu,ale...no ale jednak człowiek chyba powinien być w hierarchii wyżej niż zwierzak.choćby ze względu na bardziej złożone procesy myślowe...człowiek umierając zostawia rodzinę,dzieci.Pies zostawia opiekuna.A to chyba robi różnicę. Quote
filodendron Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='sleepingbyday'] ok, są tacy, dla których pies jest członkiem rodziny, ale deklarują, że najpierw będą ratowac obcego człowieka. no dobrze, ich pies, ich akwarium ;-). ale dlaczego oburzają się, że inni zrobiliby inaczej? [/QUOTE] Chodzi o najwyraźniej już nieco trącący myszką światopogląd zwany humanizmem oraz o kategorię filozoficzną zwaną wartością wsobną człowieka ;) A także o możliwe konsekwencje prawne, bo jak wspomniała już Sybel, w określonych warunkach postawienie psa nad człowieka mogłoby zostać podciągnięte pod przyczynienie się do śmierci/uszczerbku na zdrowiu przez zaniedbanie. A nawet może być przestępstwem karanym więzieniem: art. 162 § 1 k.k., kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Quote
Szura Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='Arwilla']Gdzieś słyszałam stwierdzenie, że najgorsi rodzice to pedagodzy i psychologowie... ;) Ja to ja, ale od mojej mamy to się odtenteguj. ;) Dlaczego "za kilka lat"? Skoro jesteś przekonana w słuszności swojego wyboru, to zrób to teraz... odpadnie Ci stres związany z potencjalną prokreacją... ;) Chociazby dlatego, że do tego potrzebne są odpowiednie fundusze, którymi aktualnie nie dysponuję. ;) Poza tym bardzo trudno znaleźć lekarza, nawet w Czechach, który wykona zabieg osobie poniżej 25 roku życia. W dalszym ciągu nie rozumiesz, że wybór między psem a człowiekiem nie zależy od siły uczuć do zwierząt, tylko od naszego człowieczeństwa... Nie upieram się, że jestem jakaś 'człowiecza'. Jestem sobą. Poza tym nie zgodzę się, że to nie zależy od siły uczuć do zwierząt, oczywiście, że zależy. Wracając do tematu: nie cierpię, kiedy na moją prośbę, żeby zabrać psa, bo mój sie boi, ludzie luzują smycz z głupim uśmieszkiem i tekstem "ale mój krzywdy nie zrobi, chce się bawić". :roll: Quote
Kiłi Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='sleepingbyday'] ratpowałoby się najpierw swoje zwierzę, a nie obcego czlowieka. [/QUOTE] Ja właśnie tak bym zrobiła. Nazwijcie mnie nieczułą wariatką, ale moja rodzina w tym i psy są ważniejsze niż obcy ludzie, taka już jestem. A wogóle to dość dziwny temat jak na wątek pt. "chamstwo innych psiarzy" ;) hehe Quote
behemotka Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='motyleqq']nie rozumiem tego ataku na mnie. to nie są dramatyzmy. rozszarpywanie dziecka, osoby dorosłej czy nawet drugiego zwierzęcia to już nie jest działanie w obronie. nie widzę żadnego powodu dla którego taki pies nie miałby zostać uśpiony. to nie jest kwestia kary, tylko bezpieczeństwa innych i zresztą, dobra zwierzęcia, bo jak sama zauważyłaś, schronisko to nie jest żadne rozwiązanie. kara jest dla właściciela psa, nie dla samego stworzenia. i bardzo chciałabym, żeby w końcu ludzie zaczęli dostrzegać że te wszystkie agresywne psy są wytworem ludzkiej nieodpowiedzialności.[/QUOTE]To nie jest atak. Po prostu napisałaś post oparty na emocjach, dodatkowo uczłowieczający psy (a chyba wiemy, że psy ludźmi nie są, nie znają moralności itp.). Nie twierdzę, że to była obrona. Sama co prawda widzę powód, dla którego psy nie miałyby zostać uśpione, a nawet dwa takie powody. Raz: To nie ich wina. Dwa: Nie wiadomo, jak doszło do tragedii, więc nie znamy natury ani stopnia zakorzenienia problemów behawioralnych tych psów. Tym niemniej, przy całej niesprawiedliwości sytuacji, gdy za niedomyślność ludzi odpowiedziało już dziecko, a teraz mają odpowiedzieć psy, nie sprzeciwiam się ani nawet nie krytykuję decyzji o ich zabiciu. Bo zwyczajnie nie ma (nie widzę) innego sensownego rozwiązania. To smutna konieczność. Chodzi mi tylko o to, że pozbawienie życia czującej istoty to bardzo poważna sprawa. Szkodliwe jest podejmowanie jej na zasadzie klasyfikacji "bestialski => do piachu", to powinien być świadomy, przemyślany krok, uczyniony po rozważeniu za i przeciw. [quote name='motyleqq']osobiście nikogo nie usprawiedliwiam. nie wyobrażam sobie puszczenia samopas ani psa, ani pięciolatka. obie strony wykazały się nieodpowiedzialnością, ale bądźmy szczerzy, w tej sytuacji raczej godni współczucia są rodzice, nie właściciele psów... co nie znaczy, że brak kary dla rodziców jest czymś dobrym, bo jak było już napisane, to tylko uczy pozostałych, że tak można. że można wypuścić małe dziecko, a inni mają je pilnować... paranoja :shake:[/QUOTE]Jestem szczera: Dla mnie nie są bardziej (ani mniej) godni współczucia. Współczuję dziecku, które zginęło straszną śmiercią. Współczuję psom, które zostaną zabite (już zostały? podjęto decyzję? nie jestem na bieżąco), bo cała tragedia to też nie ich wina. Natomiast nie współczuję tak opiekunom dziecka, mimo że zapewne przeżyli wielką traumę, jak i opiekunom psów, mimo że, jeśli mają sumienie, zjada ich pewnie teraz żywcem (mało który człowiek, nawet jeśli jego pies biega po wsi, szczerząc na każdego zęby, spodziewa się, że zwierzę zabije człowieka; zwłaszcza dziecko). Quote
behemotka Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='Arwilla']To zdanie sprawia, ze nie mam o czym z Tobą dyskutować... Mamy zupełnie inny system wartości... Powiem tyle - nie chciałabyś, żeby kiedyś ktoś musiał wybierać między życiem Twojego dziecka, a życiem swojego psa... Bo gdyby Twoje dziecko* topiło się, a razem z nim topiłby się mój pies, to ja ratowałabym dziecko*... obce... zupełnie mi nie znane, być może znęcające się nad zwierzętami... własnego psa ratowałabym później... gdybym nie zdążyła, to byłaby to dla mnie tragedia, ale drugi raz zrobiłabym tak samo... Twoje dziecko* może trafić na kogoś, kto będzie ratował swojego psa, pozwalając mu się utopić... *zamiast "dziecka" można wstawić sobie dowolnego, bliskiego człowieka... matkę, ojca, siostrę, brata, narzeczonego, żonę, lub co kto chce... bo "dziecko" budzi tutaj wiele kontrowersji...Owszem, najwyraźniej mamy zupełnie inny system wartości. Szanuję i akceptuję Twój. Masz prawo do każdego, jaki sobie wymyślisz - i dopóty, dopóki nikogo on nie krzywdzi, nie wtrącam się i nie krytykuję. Szkoda, że nie masz podobnej tolerancji. Szkoda, że uznajesz czyjeś inne zdanie za powód do odmówienia dyskusji. Rozumiem, że dla matki dziecko jest świętością. To biologiczny imperatyw, występujący u większości - jeśli nie u wszystkich - wysoko rozwiniętych społecznie ssaków. Ale zrozum, że ten biologiczny imperatyw (macierzyństwo, instynkty rodzica) wyznacza Twój system wartości. Niekoniecznie całego świata. Owszem, myślałam właśnie o podobnej sytuacji z wyborem stworzenia do ratowania (mnie akurat wpadł do głowy wypadek drogowy, ale to bez różnicy). Tak, najpierw ratowałabym swojego psa, a dopiero potem rzuciłabym się z pomocą obcemu człowiekowi, dorosłemu czy dziecku. I mam do tego prawo. Mam prawo do ratowania kogoś, kogo kocham, przed kimś, kogo nawet nie znam. Dylemat miałabym przy bliskim mi człowieku i bliskim mi psie/kocie/innym futrze. Dylemat dokładnie takiej samej natury, jak wybór między ratowaniem mojego kota i psa. Albo między dwoma kotami. A gdyby ktoś, widząc topiącego się swojego psa oraz mojego brata, uratował psa, a człowieka nie zdążył... Jasne, że bym rozpaczała. Ale nie posiadałabym moralnego prawa mieć pretensji, że ktoś ratował w pierwszej kolejności życie stworzenia, które jest mu bliskie, kochane, jest członkiem rodziny, a dopiero potem rzucił się na pomoc obcemu facetowi. Dla mnie uczucia, bliskość, więzi "rodzinne" stoją ponad lojalnością gatunkową (do której się zresztą jakoś dziko nie poczuwam, bo za dużo widziałam i parę razy doświadczyłam na sobie, do czego ludzie są zdolni :roll:). [quote name='Arwilla']Wina leży po obu stronach, różnica polega na tym, że dziecko puszczone samopas* nie stanowi zagrożenia, a agresywne psy tak...Dziecko też może stanowić zagrożenie (choćby spowodować wypadek drogowy albo kopnąć kota), ale nie o to chodzi. W tym przypadku dziecko nikogo nie skrzywdziło - przynajmniej na ile wiadomo; psy tak. Dlatego, z powodu nie tylko działań, ale i skutków tych działań, opiekunowie psów powinni moim zdaniem zostać ukarani za pozostawienie zwierząt bez opieki po pierwsze, a za nieumyślne (bo w terminach prawnych to chyba będzie nieumyślne, nawet jeśli logicznie powinni byli przewidzieć tragedię) spowodowanie śmierci dziecka po drugie. [quote name='Arwilla']Chyba jednak podyskutuję, bo mnie trafia... Gdzież były Twoje tłumaczenia i próba zrozumienia, kiedy pociąg zmasakrował na torach psa? Gdzie wtedy były prośby o zrozumienie, że być może facet chciał popełnić samobójstwo? Że był nawalony jak bąk i bez świadomości tego co robi? Ale to przecież TYLKO człowiek... nieważne... ważne, że zginęło zwierzę... Za to teraz jest ważne to, czy psy były głodzone, bite, może ktoś się nad nimi znęcał... trzeba zrozumieć, że coś w życiu tych psów sprawiło, że stała się tragedia, ale nad tym, co skłoniło faceta na torach do takiego, a nie innego zachowania nie warto się zastanawiać... nikogo to nie obchodzi, ważny finał... W sprawie z psami finał się nie liczy, liczą się okoliczności... Jak to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...E? :crazyeye: Z jakiej racji te pretensje? Nie kojarzę sprawy z żadnym pociągiem. Czy ja mam obowiązek spędzać życie na forum, śledzić każdą sprawę i nawoływać o zrozumienie przy każdej tragedii? :confused: No sorry, opanuj się odrobinę w chęciach zarządzania moim życiem... Gwoli ścisłości, bo ciągle mi się to wmawia, nie wiedzieć czemu: Nie tłumaczę, nie próbuję zrozumieć (zrozumieć to bym chciała, ale mam świadomość, że wskutek braku danych się nie da). Oceniam fakty. Zaznaczam tylko, że nieuczciwe jest zakładanie psychopatycznej - czy socjopatycznej - postawy opiekunów psów. Nie znamy ich, nie znamy ich reakcji. Ja nie zakładam, że rodzice olali śmierć dziecka, bo przecież wcześniej nie interesowali się jego losem i puścili samopas. Nie znam ich, ale przypuszczam, że ciężko sprawę przeżyli i strasznie się teraz czują. Natomiast drugiej stronie zarzucono jakąś patologiczną znieczulicę - bez żadnych podstaw, żadnych argumentów. Ja NIE mówię, że tę drugą stronę należy zrozumieć, szukać okoliczności łagodzących. Sama nie szukam; zachowali się co najmniej nieodpowiedzialnie (wypuszczenie psów samopas), a ta nieodpowiedzialność pośrednio doprowadziła do tragedii (śmierć dziecka). Od dłuższego czasu podkreślam, że za jedno i drugie powinni zostać ukarani. Gdzie tu tłumaczenia i próba zrozumienia? Gdzie ignorowanie finału? A skoro już przy pytaniach jesteśmy - zaznaczę, że ja odpowiadam na Twoje - powtórzę: [quote name='behemotka']Możesz mi wyjaśnić, na jakiej podstawie prawnej automatycznie uznaje się psa za winnego? (...) To moja wina, że obce dziecko bez zaproszenia podeszło do mojego psa??? [quote name='Arwilla']Skoro nie wiesz, to ja Ci powiem... nigdy w życiu nie powinnaś urodzić dziecka... Dla mnie wybór w tym momencie jest oczywisty i tylko aspołeczna jednostka z wypaczonym systemem wartości mogłaby uważać, że jest inaczej...Już pomijam, że prymitywnie obraźliwy (zgłaszam do moderacji tylko dla porządku, bo nie sądzę, by na to akurat była reakcja), ale ten post jest taki dziecinny... "Buu, myślisz inaczej niż ja, jesteś głupia, zła, wredna i w ogóle brzydka!!!" [quote name='Arwilla']Będziesz mieć... dlatego się właśnie martwię....O! Nie tylko zdolności telepatyczne, ale i przewidywanie przyszłości :lol: [quote name='Arwilla']W dalszym ciągu nie rozumiesz, że wybór między psem a człowiekiem nie zależy od siły uczuć do zwierząt, tylko od naszego człowieczeństwa...Ciekawa teoria. Na czymś oparta czy tak sobie wysmażona na własne potrzeby? Quote
behemotka Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='sacred PIRANHA']gdzie jest ta granica, kiedy jeden kwalifikuje sie do resocjalizacji a inny juz do uspienia? ile 5, 10, 12kg?, 20kg? Dodam jeszcze więcej: a bierzemy pod uwage wagez dnia ataku (co jesli pies nie został zwazony), czy z dnia wyroku? A co jesli pies jest na maksa zachudzony i napewno normalnie wzylby wiecej ale teraz sie nie łapie? a Moze bierzmy pod uwade wzrost w kłębie?ile centymetrów to już uspienie?Właśnie też jestem ciekawa, kto i gdzie wyznaczyłby tę granicę. Ciekawe, dlaczego nie ma odpowiedzi... [quote name='Szura']Rzucanie takimi tekstami jest po prostu śmieszne. Ok, Ty byś ratowała dziecko, chwała Ci, a ktoś (np. ja) - psa. I chwała mi. Mój pies jest dla mnie najważniejszy. Dlaczego? Bo nie tylko go kocham, jak i innych moich bliskich, ale i za niego ODPOWIADAM. Za to, żeby żyło mu się jak najlepiej, jak najszczęśliwiej, jak najbezpieczniej i jak najdłużej. Gdybym miała własne dziecko i własnego psa - NIE MAM POJĘCIA, kogo bym ratowała najpierw.Dokładnie. To tylko i wyłącznie nasz wybór, dla kogo się narażamy. Nie ogarniam, jak można mieć do kogoś pretensje pt: "Jak śmiałaś nie ryzykować zdrowia/życia tak, jak chciałam, żebyś ryzykowała?!!!" BTW: Jeśli dobrze kojarzę, paragraf karny za nieudzielenie pomocy dotyczy tylko sytuacji, w której udzielenie tej pomocy jest dla nas bezpieczne. Np. karalne jest niezadzwonienie po karetkę, jeżeli ktoś się przy nas wykrwawia, ale już za niezatamowanie tego krwawienia nie powinny grozić żadne konsekwencje (bo krew jest niebezpieczna - ranny może być chory i nas zarazić; albo zaatakować w szoku). Ratowanie tonącego do zadań bezpiecznych nie należy. [quote name='kavala']Co dziecko musiałoby robić, żeby sprowokować normalnego psa? Bić go dotkliwie, kłóć, przypalać? Jeśli tak, to zgadzam się, właściciel psa jest zwolniony od odpowiedzialności. Ale jeśli pies zareaguje agresją tylko dlatego, że dziecko mu machało ręka przed nosem to obawiam się, że w świetle naszego prawa winny jest właściciel psa, bo nie zabezpieczył należycie agresywnego psa (kaganiec, szczelny wybieg, dozór).Na machanie nie powinien reagować ugryzieniem (przesadzona reakcja na drażnienie, świadome czy nie). Wtedy ma prawo odsunąć się, odskoczyć, warknąć. Reakcja powinna być co najwyżej adekwatna do bodźca (może też być słabsza i często będzie, natomiast nie ma prawa być znacznie silniejsza). Czyli np. niechciane dotknięcie => delikatne odepchnięcie, odsunięcie. Uderzenie => ugryzienie. Kopnięcie => przewrócenie, ugryzienie. To chyba dopuszczalne, że zaatakowany pies się broni, że na agresję reaguje agresją. Jeszcze jedno. Mój pies nie jest normalny. Został bardzo skrzywdzony - przez człowieka - ma skopaną psychikę i jego reakcje są częściowo warunkowane bagażem przeszłości. Owszem, zwykle traktuje ludzi albo olewczo, albo przyjaźnie, albo lękowo (w sensie unika, odsuwa się). Ale miał dość krótki epizod z agresją, najpewniej w celach obronnych. Co prawda nigdy do dzieci, jednak mimo wszystko uznaję za możliwe, że po jednym uderzeniu przez dziecko ugryzie, dziabnie (raz), że do wywołania agresji wcale nie będzie go trzeba tłuc pół godziny młotkiem po głowie. Mimo tej świadomości NIE zamierzam go pakować w kaganiec, pęta oraz kajdany na wypadek, gdyby jakieś dziecko miało ochotę podbiec i walnąć pieska łopatką. Trudno, brutalny świat, pieska się bije na własne ryzyko. Inna sprawa, że mój pies prawie na pewno tylko by się przestraszył... za to ja prawie na pewno bym oddała napastnikowi, bo będę bronić zarówno ciała, jak psychiki mojego psa przed człowiekiem. Nieważne, jakich rozmiarów. [quote name='kavala']Psa się bardzo kocha, ale dziecko kocha się nad własne życie. Nie mówię tu o patologicznych matkach, czy o depresji poporodowej gdzie instynkt macierzyński jest zaburzony. Po części biologia nas tak zaprogramowała by najpierw ratować własne dziecko, a potem innych (nawet innych bliskich). Ale rozumiem twoje odczucia teraz, bo miłość matki trudno sobie wyobrazić, gdy się nią nie jest, to trochę abstrakcja.A ja kocham psa (i koty) nad własne życie. Nie wolno mi? ;-) Wolno, bo to moje uczucia i mój wybór. I nikt nie ma podstaw kwalifikować tej miłości jako gorszej czy mniej ważnej niż jego miłość do kogokolwiek. Quote
filodendron Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 Jednak nie bez kozery ten artykuł Zofii Mrzewińskiej: http://pies.onet.pl/39696,13,17,bo_chodnik_byl_za_waski,1,artykul.html zainspirowała właśnie dogomania i dogomanicy. Faktycznie czasem sięgamy granic absurdu. Quote
motyleqq Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='filodendron']Jednak nie bez kozery ten artykuł Zofii Mrzewińskiej: http://pies.onet.pl/39696,13,17,bo_chodnik_byl_za_waski,1,artykul.html zainspirowała właśnie dogomania i dogomanicy. Faktycznie czasem sięgamy granic absurdu. czy to, cytuję z artykułu: "Jeśli duży i silny pies trzymany jest wprawdzie na smyczy i w kagańcu, ale co chwilę szarpie się z warkotem - także nie powinien być wprowadzany między ludzi, dopóki właściciel nie uzyska pełnej kontroli nad zwierzęciem. A pełna kontrola – to umiejętność nakazania spokoju, choćby dookoła psa jeździł i fikał koziołki na grającym kuranty rowerze listonosz, święty Mikołaj lub dwumetrowa Myszka Miki." nie jest absurdem? pies nie ma prawa się przestraszyć czegoś nie znanego? że niby szkolenie, plac szkoleniowy, blablabla, wybaczcie, ale myślę, że każdy z nas wie jak to jest, kiedy pies w spokojnym miejscu jest usłuchany, a potem mu odbija na środku ulicy. pies to nie jest robot na pilot... ale z drugiej strony, choć czasem mam tego dość, to zawsze odsuwam się z psem, kiedy na wąskim chodniku idzie matka z dzieckiem, ktoś z agresywnym psem, czy jedzie rowerzysta, mimo że mój pies nie wykazuje ani krzty agresji. po prostu nie szukam zaczepki, i, całe szczęście, nigdy nie podbiegł do nas szalony pies czy dziecko wyciągające ręce bez pytania. Quote
filodendron Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 [quote name='motyleqq']czy to, cytuję z artykułu: "Jeśli duży i silny pies trzymany jest wprawdzie na smyczy i w kagańcu, ale co chwilę szarpie się z warkotem - także nie powinien być wprowadzany między ludzi, dopóki właściciel nie uzyska pełnej kontroli nad zwierzęciem. A pełna kontrola – to umiejętność nakazania spokoju, choćby dookoła psa jeździł i fikał koziołki na grającym kuranty rowerze listonosz, święty Mikołaj lub dwumetrowa Myszka Miki." nie jest absurdem? pies nie ma prawa się przestraszyć czegoś nie znanego? A znasz takiego psa, który co chwila się czegoś przestrasza tak bardzo, żeby zaczynać rzucać się na smyczy i warczeć na ludzi? Zalicza takie kawałki powiedzmy co kilka minut? Jeśli tak, to zdecydowanie powinien być odwrażliwiany w miejscach, w których nie bedzie stanowił zagrożenia dla innych ludzi. Potem stopniuje się utrudnienia aż po myszkę Miki, jeśli trzeba. Nie wyobrażam sobie chodzenia po ulicy z psem, który z warkotem wyskakuje do ludzi ignorując smycz i traktowania tego, jako coś normalnego. Choćby był w kagańcu. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.