drachena Posted June 12, 2011 Posted June 12, 2011 kavala napisał(a):A może powodem jest to, że może to te Yorki są cięte i nieobliczalne i właściciele profilaktycznie je wolą odizolować od większego psa, żeby York go nie zaczepił a potem sam nie oberwał? Nie, ten akurat był takim małym bojaźliwym szczurkiem, trzęsący się gdy ktoś koło niego przechodził... Quote
Martens Posted June 13, 2011 Posted June 13, 2011 Pisałam tu kiedyś labradorce, która ciągała właścicielką jak worek kartofli i potrafiła "przeprowadzić" ją przez ulicę, by skoczyć radośnie mojej suce na grzbiet, tudzież na okrągło była wyprowadzana przez dzieciaki, które nie umiały jej odwołać od żadnego psa? Wędrowaliśmy dziś z TZtem do sklepu, dzięki bogu bez psów. Labradorka była wyprowadzana przed blok przez na oko 7-letnią dziewczynkę, która nawet nigdzie nie miała smyczy - za to hit sezonu, labradorka z cycami powyciąganymi do ziemi, a dziewczynka "wyprowadzała" jej na oko 7-8 tygodniowego szczeniaka, ciągając nim jak pluszakiem i majtając w powietrzu jak najlepszą zabawką. Labka łaziła luzem i robiła co chciała. Mam dziwne przeczucie, że szczeniaczek zostaje z rodzinką jako najsłodszy z miotu i za kilka miesięcy dwa bloki dalej będą ganiać już dwa samowyprowadzające się rozwydrzone bydlaki... Normalnie doczekać się nie mogę. Quote
Saththa Posted June 13, 2011 Posted June 13, 2011 swoją droga ciekawa jest płci szczylka... Może akurat chłopczyk... Quote
evel Posted June 13, 2011 Posted June 13, 2011 Ha, byłam dzisiaj na treningu z suczem... Generalnie puszczanie dwóch absolutnie nieodwołoywalnych szczeniaczków (ON i BOS) w stado ćwiczących psów - ale to było super! :multi: Pomijam, że co najmniej trzy suki miały ochotę przerobić sryli na rękawiczki a ONek wychlał wodę z "naszej" miski :roll: W takich chwilach się zastanawiam GDZIE ludzie mają mózgi. Bo na miejscu to na pewno nie... Quote
Martens Posted June 13, 2011 Posted June 13, 2011 Saththa napisał(a):swoją droga ciekawa jest płci szczylka... Może akurat chłopczyk... Próbowałam się przyjrzeć gdzieś pomiędzy ściskającymi malucha łapkami dziewczynki i chyba chłopak :roll: bo też mnie to zaintrygowało. Nie łudzę się nawet, że maluchy z rodowodem, bo rodzinka z serii flexi + kolczata i jak widać zero pojęcia o podstawach kwarantanny, mały wynoszony w wieku na pewno poniżej 2 miesięcy na jedne z najbardziej obsrywanych i obszczywanych przez domne i bezdomne psy trawników w okolicy... Quote
Saththa Posted June 13, 2011 Posted June 13, 2011 no to za jakis czas bedą jeszcze słodkie maluchy mamusi i synka :mdleje: ehhh Quote
omry Posted June 13, 2011 Posted June 13, 2011 Mi dzisiaj witki opadły już całkowicie. Wyskoczył nam dziś na drogę sznaucer miniatura. Tak po prostu. Obróżkę miał piękną, adresówkę też, ale smycz? Na co to komu? My motorem, więc wyminęliśmy i zatrzymaliśmy się, żeby ogarnąć, o co w ogóle chodzi. A tu nagle wchodzi paniusia na pasy z nosem zadartym, która najwraźniej w całej sytuacji nie widziała nic nagannego. Od razu wyobraziłam sobie co by było, gdybyśmy to nie my teraz tam byli, tylko jakiś samochód. Przecież byłoby po psie, bo samochód nie miałby jak wyminąć. No chyba, że walnąłby w drzewa.. Mój chłopak się wydarł, czy wie, co to smycz, a ona tylko rzuciła na nas wzrokiem, sapnęła tylko 'Kajuś chodź' i poszła dalej z nosem zadartym. Zanim ona się doczłapała na drugą stronę ulicy, to Kajuś dziesięc razy przebiegał pasy wzdłuż, ale kogo to interesuje? Tak, a kobieta zdecydowanie rozum trzymała sobie w kieszeni. Quote
stroosia83 Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 Ja kilka lat temu byłam świadkiem okropnej sytuacji. Szłam chodnikiem z moim psem , a po drugiej stronie ulicy foxterier bez smyczy, a za nim właściciele. Pies się zainteresował moim i ujadał sobie stojąc już przy samym krawężniku, a właściciele nic. No i ten fox w końcu postanowił do nas przebiec i pech chciał, że wpadł prosto pod koła samochodu:-( nie było co ratować, wyrwany bark i wogóle masakra. Normalnie się wtedy aż popłakałam, chociaż właścicieli za głupotę mi wcale nie szkoda... i tak sobie jeszcze później pomyślałam, że jak ten pies by jednak do nas dobiegł i został wytargany przez mojego psa, to właściciele mieliby pretensje do mnie, że mój bez kagańca.... Quote
Martens Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 Ja w ogóle podziwiam dobre samopoczucie ludzi, którzy w środku miasta wędrują z pieskiem drepczącym przy nich bez smyczy. Są i tacy, co psa zostawiają luzem pod sklepem, albo przeprawiają się z takimi w tempie spacerowym przez ruchliwą ulicę; pies wącha coś jeszcze po jednej stronie ulicy, a oni wołają go ze środka jezdni :mdleje: Fajnie, że piesek taki grzeczny, że się pilnuje, ale to tylko zwierzak - wystraszy się huku, zobaczy kota, coś mu odbije i pobiegnie pod samochód albo diabli wiedzą gdzie, ktoś zrobi mu krzywdę jak podejdzie... A chodzą tacy napuszeni z dumy, że oni psa na smyczy nigdzie mieć nie muszą, bo taki mądry. To ja już wolę swoje "głupie", ale całe i zdrowe :razz: Quote
gops Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 wczoraj wracałam z zoologicznego z suką , sucz w kagańcu na krótkiej smyczy , i idzie jak zawsze przy lewej nodze, tak wole i zmieniam tylko na prawo jak muszę minąć psa po tej stronie. więc idziemy spokojnie, suka zmęczona bo gorąco a dość daleko mieliśmy , i idziemy zwykłym chodnikiem nie był ani szeroki ani wąski poprostu zwykły . mijam ludzi bez problemu , suka nawet nie wącha idzie jak skazaniec bo jest jej tak gorąco , mijamy dwie kobiety jedna koło 50stki druga kolo 70stki , między mną a nimi jest pies ale również jest odstęp nie jest tak że by dotknęła ich , a ta starsza kobieta miała laskę,i oczywiście pach mi psa tą laską! byłam w szoku! nie spodziewałam się ataku z ich strony , sucz szybko odzyskała siłę i na tą kobietę, całe szczęście miała kaganiec bo zdążyła na nią skoczyć zanim zorientowałam się co się dzieje i odciągnęłam psa. oczywiście awantura wielka, że takie psy to się usypia itd , co z tego że mój pies miał kaganiec, był na smyczy i nie zrobiłaby nic gdyby nie została zaatakowana laską! miałam ochotę odpowiedzieć , że takie stare babcie które wszędzie widzą zagrożenie też się powinno usypiać :roll: ale się powstrzymałam . po kilku nie miłych zdaniach poszłam dalej . teraz mam nauczkę jak będę mijać jakieś babcie zawsze wezmę psa na drugą stronę . Quote
evel Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 Ja nie rozumiem tych zaczepnych babć z laskami, ale mam ochotę zrobić im coś naprawdę niemiłego jak widzę, że laski używają nie po to, żeby się podpierać a do terroryzowania otoczenia :roll: Mnie się to na szczęście nie zdarzyło, chociaż ostatnio dla odmiany jakieś dziecko się chyba zamierzało z kopniakiem na Zu... Oj, bolałaby dupcia jakby się jednak nie powstrzymał :diabloti: Quote
zaba14 Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 Martens napisał(a):Pisałam tu kiedyś labradorce, która ciągała właścicielką jak worek kartofli i potrafiła "przeprowadzić" ją przez ulicę, by skoczyć radośnie mojej suce na grzbiet, tudzież na okrągło była wyprowadzana przez dzieciaki, które nie umiały jej odwołać od żadnego psa? Wędrowaliśmy dziś z TZtem do sklepu, dzięki bogu bez psów. Labradorka była wyprowadzana przed blok przez na oko 7-letnią dziewczynkę, która nawet nigdzie nie miała smyczy - za to hit sezonu, labradorka z cycami powyciąganymi do ziemi, a dziewczynka "wyprowadzała" jej na oko 7-8 tygodniowego szczeniaka, ciągając nim jak pluszakiem i majtając w powietrzu jak najlepszą zabawką. Labka łaziła luzem i robiła co chciała. Mam dziwne przeczucie, że szczeniaczek zostaje z rodzinką jako najsłodszy z miotu i za kilka miesięcy dwa bloki dalej będą ganiać już dwa samowyprowadzające się rozwydrzone bydlaki... Normalnie doczekać się nie mogę. Moja znajoma właśnie się przeprowadziła... niestety na osiedle w którym mieszka labek, którego jej pies jakiś czas temu złapał i trochę przytrzymał.. ogólnie rzecz biorąc znajoma ma agresywnego staffa, labek jak labek.. wesoły piesek, ale co się okazało? piesek od rana do wieczora biega sobie samopas po osiedlu... :/ a teraz znalazł sobie kompana i dwa labki biegają samopas... ok. 5 wieczorem sąsiadka wypuszcza swojego 5 letniego synka aby przyprowadził psa... ostatnio rano była z psem na siku przed pracą i niestety spóżniła się do roboty bo do domu nie mogła wejść, jak dwa laby leżały pod jej drzwiami.. nie ma to jak biegające luzem zwierzęta... :/ Quote
Amber Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 Oj tak, puszczanie psów przy jezdni bez smyczy jest baaardzo mądre. U siebie mam taką ulicę, wąską, między osiedlami, ale jeździ tam autobus, samochody, ciężarówki, wszystkie z dziką prędkością. Po obu stronach ulicy jest chodnik, też wąski, że się ledwo mieszczą 2 osoby koło siebie. Muszę tam chodzić codziennie, kawałek, żeby dojść nad Wisłę. Do głowy by mi nie przyszło iść z psem tam bez smyczy, ale ludzie tak robią :diabloti: Jeszcze lepsi są ci co chodzą tam z psami na flexi, a, że chodnik jest wąski, to pieski często sobie uciekają na ulicę. Ostatnio jak jechałam tam samochodem, to mi o mało co taki yorczek nie wbiegł po koła... A co do luzem biegających psów, to niestety u mnie też jest taki. I to niebezpieczny. Naprzeciwko mojego osiedla stoi dom, gdzie mieszkają mało ciekawi ludzie. Czasem jak nie domkną bramy, to ucieka im wielki, czarny pies w typie sznaucera olbrzyma. Tych psów mieli już kilka, ale zawsze kupują potem podobnego. Ten albo ujada za płotem na Jariego co jest mniej groźne, albo co dziś mnie spotkało, lata luzem po moim osiedlu... Całe szczęście zobaczyłam go z daleka, więc zdążyłam się odwrócić i pójść inną drogą... W takim przypadku nie będę ryzykować pogryzienia, jeśli pies jest bez właściciela. Najgorsze jest to, że do tych ludzi nic nie dociera, często widzę koło ich domu radiowóz, więc sprawa jest zgłaszana (i myślę, że nie tylko ta, jeśli się przyjrzeć tym ludziom :shake:), no ale, że w PL nie ma zakazu posiadania psów, więc pewnie usypiają te psy, które zdążyły narozrabiać, a w ich miejsce kupują nowe i tak w koło Macieju. Moja mama kilka lat temu musiała się schronić w sklepie, jak wyszła z cieczkującą Finką i to ich bydle (tamten ich pies był wielkości kaukaza) się do niej przyczepiło. Quote
zaba14 Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 Mój znajomy ostatnio potrącił psa.... przed nim jechał samochód, który zaczał zwalniać, zaóważył że na jedni biega pies, tamten ruszył bo pies odszedł.. no i nagle pies znów wtargnął na jezdnie, znajomy nawet go nie zauważył, centralnie pod koła... pies uciekł, prędkość nie była duża.. oczywiście właścicielka smycz miała w ręku :/ i widziała wcześniejszą sytuację, znajomy poszedł na policję, bo martwił się że jeszcze go oskarżą o potrącenie psiaka... ludzie naprawdę są czasem zacofani... :/ :/ moja suka w tym miejscu zawsze jest na smyczy.. zresztą ja ją puszczam tam gdzie nie ma samochodów i innych zagrożeń.. :/ Quote
caliowa Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 Co do babć i lasek - gdy miałam jakieś hmm... 10lat zdarzało mi się spacerować czasem z jamniczką, która wówczas miała jakieś 4-5miesięcy. Pewnego dnia spotkałam babcię, która szła do kościoła - na oko lat jakieś 75. Kobiecina podeszła i powiedziała jakiego to mam ślicznego psiaka, jak to dziecko ucieszyłam się i tyle. Kilka dni później przechodziłam z jamnikiem przez taki tunel-podziemne przejście pod torami, a ta sama babcia, która kilka dni wcześniej titała do suki uderzyła laską i mnie, i psa, bo "TĘDY SIĘ DO KOŚCIOŁA CHODZI, A NIE Z PSAMI!". Czytając o jezdni i psach przypomniała mi się sytuacja, którą jakiś czas temu opowiadaął nauczycielka. Jadąc autem z sąsiedniego samochodu, który stał zaparkowany wyskoczył jej pod koła york, psiak wyskoczył przez okno z kolan opiekuna, na szczęście nic mu się nie stało, ale stres był ogromny tym bardziej, że pani już w zaawansowanej ciąży była wtedy. Quote
Brezyl Posted June 14, 2011 Posted June 14, 2011 A ja chcę się podzielić czymś co mnie zaskoczyło pozytywnie. Tegoroczna klubówka belgów i aussie w Czechach. Wchodzimy na stadion, a tam swobodnie biega masa psów, które nie gryzą się między sobą, bawią lub nie zwracaja większej uwagi na inne latające luzem. Przez dwa dni nie doszło do żadnej scysji między psami, większość poruszała się przy właścicielach bez smyczy, kagańce widziałam tylko przyczepione do plecaków. Jeżeli jakiś pies nie życzył sobie być obwąchiwany i warknął, to "napastnik" spokojnie odchodził. Lekki szok, ludzie zachowujący sie bardziej jak na pikniku niż wystawie, dzieci nie pchające się z łapami do obcych psów. Zawody obi i agility bez "loży szyderców". Wyniki wystawy już po 24 godzinach w necie, łącznie z założonymi kartami naszych psów w czeskiej bazie. Podziwiam i żałuję, że z wybrzeża tak daleko do Czech. Quote
hecia13 Posted June 16, 2011 Posted June 16, 2011 A ja mówię: Dość terroru właścicieli małych psów, którym wszystko wolno!!! Już sobie wyobrażam jak to naprawdę wyglądało... słitaśny jolecek obszczekał albo i ugryzł większego psa i taka była reakcja na agresora. Quote
puchu Posted June 16, 2011 Posted June 16, 2011 Szlag mnie trafił jak to przeczytałam. Mieć pretensje do świata o własną głupotę. Jak przejrzałam komentarze, to na szczęście dużo było głosów, że to tylko i wyłącznie wina właścicielki yorka. Dzisiaj GW opublikowała list od czytelniczki http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,9791898,Pilnujcie_swoich_psow__Pekinczyk_tez_moze_sie_rzucic.html Quote
Kasi i Lena Posted June 16, 2011 Posted June 16, 2011 hecia13 napisał(a):A ja mówię: Dość terroru właścicieli małych psów, którym wszystko wolno!!! Już sobie wyobrażam jak to naprawdę wyglądało... słitaśny jolecek obszczekał albo i ugryzł większego psa i taka była reakcja na agresora. Pewnie właśnie tak było, żal mi dziecka na którego oczach to się rozegrało:( Quote
evel Posted June 16, 2011 Posted June 16, 2011 Sama mam małego psa, który ma tendencję do oszczekiwania większych (agresja lekowa tak się właśnie u niej objawia). Wszelkie tego typu wyskoki staram się dusić w zarodku, jak widzę, że musimy minąć dużego psa to skupiam sukę na sobie, odchodzę w bok, biorę ją na smycz... Do tego staram się aranżować spotkania z dużymi, zrównoważonymi psami, żeby ją odwrażliwić na większe psy. Dwa razy odkąd ją mam, zdarzyła mi się sytuacja, że suka poleciała pyszczyć na innego psa, raz późnym wieczorem podczas aportowania na boisku wlazł w nas owczarek i Zuz ruszył zanim zdążyłam zareagować, drugi raz pod blokiem spotkałyśmy się z agresywna suką sąsiadów (suka na smyczy, Zuz luzem w kagańcu). Nic się nie stało, właścicieli przeprosiłam chyba ze sto razy, no a gdyby Zuzowi coś się stało, byłaby to tylko i wyłącznie moja wina. W życiu by mi do głowy nie przyszło, żeby mieć jakieś pretensje do właścicieli, bo wina była wyłącznie moja i mojego psa, który w tym danym momencie mi się wymknął spod kontroli. A tu szok - nie dość, że puszczony luzem szczurek, bo mały i nic nie zrobi, to jeszcze wielkie halo, sprawa w prokuraturze, pf... Mam nadzieję, że dowalą babce karę za zawracanie gitary prokuratorom. Zastanawiam się jednak nad reakcją właściciela husky - artykuł jest napisany tak stronniczo, że wychodzi na to, że pan tylko sobie stał i patrzył, jak jego "wściekła bestia zagryza biednego joraska", więc z niego się nie dowiem... Ciekawa jestem, czy facet w ogóle zdążył zareagować. Widziałam kilka razy w życiu psy, które zabijały jakąś mniejszą zwierzynę i nie trwa to w nieskończoność, to raczej ułamki sekund, ale odpowiedzialny właściciel chyba by okiełznał swojego psa? Quote
Iza. Posted June 16, 2011 Posted June 16, 2011 hecia13 napisał(a):A ja mówię: Dość terroru właścicieli małych psów, którym wszystko wolno!!! Już sobie wyobrażam jak to naprawdę wyglądało... słitaśny jolecek obszczekał albo i ugryzł większego psa i taka była reakcja na agresora. Masz duże psy prawda ? Niesamowicie wkurza mnie ten rasizm właścicieli dużych psów do psów małych i odwrotnie. A w tym wątku temat ten pojawiał się już wieele razy.:roll: Co do artykułu to uważam że wina leży zarówno po jednej i po drugiej stronie. Właściciel yorka nie powinien psa puszczać, usprawiedliwienie że szykował szelki zupełnie mnie nie przekonuje, jak mojemu psu spadłaby obroża/szelki to po prostu bym go przytrzymała, a nie puszczała na ulicę. Właściciel huskiego jak dla mnie poniżej krytyki, jeśli wiedziała, że pies tak reaguje na małe psy to dlaczego, nie miał kagańca ?! Quote
Martens Posted June 16, 2011 Posted June 16, 2011 U mnie pierwsza korrida ze wspomnianą labisią-mamusią... Szłam tamtędy z Bucem, labka bez smyczy hasała pod blokiem, wyprowadzana przez trójkę dzieci w wieku 6-8 lat radośnie paplających na schodkach. Oczywiście przybiegła do Buca, była przyjaźnie nastawiona na szczęście, bo już wyjmowałam gaz i gdybym była z Baryłą, pewnie musiałby iść w użycie, bo Barył nie lubi 40 kilo ładujących jej się na plecy... Sukę już od połowy jej drogi do nas wołało jedno z dzieci; pies nie zwrócił na wołanie najmniejszej uwagi i dopiero jak już zdążył pokiełbasić się pod moimi nogami i namolnie obwąchać Buca, został odciągnięty za fraki. Gdybym miała przy sobie agresora albo bojaźliwego malucha, byłby niezły cyrk. Chłopiec który odciągał sukę, darł się do dziewczynki, co ona sobie myśli; ze ona wychodzi z psem, a on ma go pilnować? Widać jaka cała rodzinka; mama już z pieskiem nie wychodzi, bo targał nią na smyczy po całym osiedlu jak chorągiewką, to wysyła dzieci, które wypasają pieska samopas i same zwalają jedno na drugie, kto ma pilnować zwierzaka... Żal. Quote
evel Posted June 16, 2011 Posted June 16, 2011 [quote name='Iza.'] Właściciel huskiego jak dla mnie poniżej krytyki, jeśli wiedziała, że pies tak reaguje na małe psy to dlaczego, nie miał kagańca ?! Bo widzisz, w Polsce jest tak, że co byśmy nie zrobili to i tak biegają u nas samopas różne psiaczki. Pół biedy, jeśli to są psy, które chcą się tylko bawić i ładnie reagują na ostrzeżenia innego psa, gorzej, kiedy trafiamy na agresora... Właśnie z tego powodu ja nigdy swojej suce kagańca gdy jest na smyczy nie założę, bo niby czemu mam ją stawiać od razu na straconej pozycji w starciu z agresywnym podbiegaczem? To, że ja bronię swojego psa a nie on sam się broni, to inna sprawa... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.