Sybel Posted May 13, 2011 Posted May 13, 2011 Obawiam się, że tacy ludzie są naprawdę przekonani, że pomagaja zwierzętom. W ten sposób - w ich mniemaniu - nic się nie marnuje. Mam na osiedlu babę, która tak dokarmiała gołębie, że ich populacja wzrosła w ciągu ostatnich lato jakieś 400%. No i większość mieszka na moim bloku, bo ma wyjątkowo dużo gzymsów. Babka codziennie karmi gołebie na przystanku, więc jak startują lub lądują, to ludzie czekający na tramwaj są bombardowani. Przynosi codzienie taką dużą reklamówkę ziarna, chleba, otrąb i wysypuje to na przystanku. Kiedyś spółdzielnia chciała pozakładać na kilku okolicznych blokach takie kolce z silikonowymi końcówkami, żeby gołebie nie mogły siadać, ale przyszła ta baba i dostała dosłownie ataku histerii, zwyzywała wszystkich od najgorszych, popłakała się, że wezwie TOZ, bo zwierzęta cierpią i poszła. Teraz na moim bloku w miejscach, które najbardziej lubiły gołebie, jest porozpinana siatka, a do tego ktoś gdzieś na dachu ustawił "krzykacza" od świtu do zmierzchu co jakiś czas rozlega się koncert nagranych wrzasków pawi, papug, ptaków drapieżnych. Niesamowicie irytujace, a gołebie chyba mają to gdzieś... A wszytsko przez babe, która dawniej wyprowadzała kurę na smyczy, a teraz chce zrobić z gołebi kuraki. Quote
Agata_ Posted May 13, 2011 Posted May 13, 2011 strix napisał(a):zgłoś do straży miejskiej. mają obowiązek zareagowac, bo to jest zagrożenie epidemiologiczne (takie odpadki przyciągają szczury). Tylko, ze jak kogoś nie zła[pie się na gorącym uczynku do nic nie zrobią. Dla mnie problem porozrzucanych kości i innego syfu jest duzym problemem, bo Filip takie dziadostwa wygrzebie podczas węszenia gdzieś z trawy i pożera, a później ma bóle brzucha i jeździmy do weta. Interweniowałam wielokrotnie u administratora bloku i w Strazy Miejskiej. Administrator powiedział, ze ten syf lezy, bo ludzie rzucają i oni nie maja na to wplywu, bo kultury ich nie nauczą, a straz miejska jak złapie na gorącym uczynku do wlepi mandat. Wskazalam kiedyś nawet jedna babe, ktora rzuciła skorki od kurczaka na moich oczach, ale nia mialam dowodu, ze ona to zrobiła i sprawa się "rypła". Dwa razy tak się mocno wkurzyłam, że sama napisałam pisma i rozwiesiłam na klatkach schodowych o zakazie zanieczyśzcania chodników, trwaników i zielenców resztkami jedzenia ze względu na zagrożenie epidemiologiczne spowodowaną szcurami i gołębiami, ale oczywiscie skutek był żaden. A u mnie na osiedlu cud, bo od chyba 6 tygodni sa kosze na psie kupy i darmowe woreczki, od tego czasu ilość gówienek znacznie się zmniejszyła, a sprząta bardzo duzo ludzi, myslę że ok. 80% procent co uważam za niezły wynik. Mimo to, za cały syf i tak w swiadomości społecznej beda zawsze psiarze, bo oni zostawiaja kupy po psach, a przecież ten syf rzucany z okien do dla ptaszków o i kotków. Ja osobiście uważam, ze gorszy jest ten syf + pety oraz butelki i potłuczone szkło niz psie kupy, ale i tak sprzątam i to od dawna. Quote
Nikuśka Posted May 13, 2011 Posted May 13, 2011 strix napisał(a):zgłoś do straży miejskiej. mają obowiązek zareagowac, bo to jest zagrożenie epidemiologiczne (takie odpadki przyciągają szczury). Wiem wiem ale musiała bym zgłosić chyba cały blok:D w tym bloku mieszka tak dużo osób koło 80 że ho ho;) Quote
Gosia9712P Posted May 13, 2011 Posted May 13, 2011 I znowu... Szłam na spacer, na ulicy, na której ostatnio był ten agresywny pies, jakiś kundelek sobie biegał, ale brama była zamknięta, więc stwierdziłam, że to na pewno nie ten i miniemy go spokojnie idąc drugą stroną ulicy. Ale podeszłam kawałek i się okazało, że jednak on :roll: Wzięłam Jaskiera na ręce i zawróciła licząc, że zawróci przy końcu swojego płotu, tak jak to zrobił ostatnio. Ale pobiegł dalej i zaczął mnie gryźć. I to nie było już tylko szarpanie nogawek, ale gryzł mi przez spodnie nogę. Co prawda nie ma nic do krwi, ale ślady zębów widać... Na koniec babka zaczęła wołać psa z balkonu(nie żeby słuchał...) Wróciłam do domu, akurat moja mama wróciła, więc wpuściłam psa do domu i poszłam tam z nią, bo mnie samej pewnie i tak by nie posłuchali, co im gówniara może zrobić :roll: No i otworzyła ta babka, co wcześniej wołała psa i moja mama jej powiedziała, że już nie pierwszy raz jej pies wybiega, gryzie, nie można wyjść na ulicę itp. no ale odpowiedziała, że to nie jej pies, tylko jakiegoś faceta, co tez tam mieszka i ze oni mu mówią, żeby go nie wypuszczał. Zawołała gościa, a on na to, że piesek jest młody i chciał się tylko bawić! No i jak usłyszał o sm to powiedział, że więcej się to nie powtórzy i tyle. Taaa, przez najbliższe parę dni może nie... No trudno, zapłaci mandat to może zmądrzeje. Tylko psa szkoda, bo babka mówiła, że chcą go oddać, ale ten facet nie pozwala... Quote
evel Posted May 13, 2011 Posted May 13, 2011 O rany, Gosia - może noś ze sobą komórkę i jak ten pies Cię atakuje to natychmiast dzwoń na SM czy policję z komunikatem, że jakieś pies próbuje Ci do cholery odgryźć nogę właśnie w tej chwili na ulicy takiej a takiej - przecież to jakaś masakra :shake: Quote
Nayantara Posted May 14, 2011 Posted May 14, 2011 Agata_ napisał(a):Tylko, ze jak kogoś nie zła[pie się na gorącym uczynku do nic nie zrobią. Dla mnie problem porozrzucanych kości i innego syfu jest duzym problemem, bo Filip takie dziadostwa wygrzebie podczas węszenia gdzieś z trawy i pożera, a później ma bóle brzucha i jeździmy do weta. Interweniowałam wielokrotnie u administratora bloku i w Strazy Miejskiej. Administrator powiedział, ze ten syf lezy, bo ludzie rzucają i oni nie maja na to wplywu, bo kultury ich nie nauczą, a straz miejska jak złapie na gorącym uczynku do wlepi mandat. Wskazalam kiedyś nawet jedna babe, ktora rzuciła skorki od kurczaka na moich oczach, ale nia mialam dowodu, ze ona to zrobiła i sprawa się "rypła". Dwa razy tak się mocno wkurzyłam, że sama napisałam pisma i rozwiesiłam na klatkach schodowych o zakazie zanieczyśzcania chodników, trwaników i zielenców resztkami jedzenia ze względu na zagrożenie epidemiologiczne spowodowaną szcurami i gołębiami, ale oczywiscie skutek był żaden. A u mnie na osiedlu cud, bo od chyba 6 tygodni sa kosze na psie kupy i darmowe woreczki, od tego czasu ilość gówienek znacznie się zmniejszyła, a sprząta bardzo duzo ludzi, myslę że ok. 80% procent co uważam za niezły wynik. Mimo to, za cały syf i tak w swiadomości społecznej beda zawsze psiarze, bo oni zostawiaja kupy po psach, a przecież ten syf rzucany z okien do dla ptaszków o i kotków. Ja osobiście uważam, ze gorszy jest ten syf + pety oraz butelki i potłuczone szkło niz psie kupy, ale i tak sprzątam i to od dawna. Jeśli następnym razem uda Ci się złapać kogoś kto wyrzuca jedzenie na gorącym uczynku może zrób zdjęcie, film czy coś? Zawsze to jakiś dowód, jakiś punkt zaczepienia. A osoba wyrzucająca widząc, że jest filmowana może się wystraszy ]:-> Można w trakcie robienia zdjęć poinformować sąsiadkę, że dowody pójdą na straż. Nie żebym tam lubiła straszyć ludzi, ale czasem nawet takie coś działa. Quote
strix Posted May 14, 2011 Posted May 14, 2011 Świeży przykład z wczoraj. Jesteśmy w miejskim lesie (w Norwegii to możliwe, lasy są wszędzie, nawet w granicach administracyjnych Oslo ;) ) Miejski las to taki troche pseudo las z wytyczonymi ścieżkami, szlakami itp. Mąż, Faust i ja. Faust to ciapa, tzn. to pies wyciągnięty z jakiegoś szemranego schroniska, który miał spore problemy adaptacyjne. Na szczęście socjalizacja i trening zrobiły swoje. Teraz to super pies, nie ma w nim cienia agresji (prawdopodobnie to mu uratowało życie, ale o tym zaraz). Łazimy po lesie, zbliża się 21.00, więc czas wracać. Zatrzymaliśmy się nad jeziorkiem, żeby jeszcze porzucać Faustowi patyka do wody. Faust oczywiście na lince, my pełen relaks, bo wiadomo, ludzie odpowiedzialni tutaj, psów spuszczonych nie ma.... Ta da! Nagle coś wylatuje spośród drzew. Na oko 75 kilogramowy przerośnięty rotek. I prosto do Fausta! Właściciela nie widać. Drzemy się, żeby właściciel zabrał psa (ja po angielsku, mąż po norwesku :P). Pies zdążył przewrócić mnie na ziemię (nie życze nikomu) i dalej się znęca nad Faustem, gryzie, warczy. Faust na szczęście tak wymanewrował, że tamten, mimo iż próbował, nie zdolał go złapać za kark (już by było po Fauście) Mój mąż stanął pomiedzy mną a psami (za co mu jestem dozgonnie wdzięczna, bo miałam czas się podnieść z ziemi), rozczapierzył ramiona, wydarł gębę na psa (a że muzykiem rockowym hobbystycznie jest to głosik ma z piekła rodem) i już miał zamiar go kopnąć, ale pies się wycofał. W międzyczasie pojawił się właściciel. Na nasze uwagi odnośnie smyczy, tego,ze pies mnie przewrócił, co jest oznaką dominacyjnej konfrontacji, braku socjalizacji psa itp kazał nam sp*****ć i oczywiście psa nie zapiął. Pies już był nie wiadomo gdzie, bo gość żadnej kontroli nad nim nie miał. Zadzwoniliśmy na policję, fakt, wysłali patrol ale koleś już śmigał w pośpiechu, więc go raczej nie dopadli. Na szczęście mąż jest prawnikiem, ma sporo znajomych a Oslo to wielka metropolia nie jest, więc liczymy na to, że ktoś rozpozna faceta i będziemy mogli wystąpić do sądu z pozwem cywilnym. Nie o pieniądze, ale o zakaz trzymania psów dla tego pana. W trakcie rozmowy telefonicznej z policjantem usłyszeliśmy krzyki, czyli pies najprawdopodobniej dobrał się do innych użytkowników lasku. Gdyby Faust był psem konfrontacyjnym, nie przeżyłby, bo to by dodatkowo pobudziło rotka. Gdyby nie było z nami mojego męża, nawet nie chcę myśleć, co mogłoby się stać. W poniedziałek kupuję gaz. Odwlekałam jak się da, ale trudno, widać trzeba. Postanowiłam opisać tę historię, żeby pokazać, że pozbawieni wyobraźni właściciele psów są wszędzie. Quote
motyleqq Posted May 14, 2011 Posted May 14, 2011 najbardziej w takich historiach dziwi mnie reakcja właścicieli psa, żadnego przepraszam, tylko jakieś unoszenie się, udawanie że to nie ich wina... :/ Quote
vege* Posted May 14, 2011 Posted May 14, 2011 Jakby mój pies był nie odwoływalny i by mnie olewał to bym go po prostu nie spuszczała, a gdyby coś takiego zrobił, np. właśnie podleciał do jakiegoś psa i próbował pogryźć to bym się ze wstydu zapadła pod ziemię, złapałabym psa i pewnie godzinami przepraszała, no ale cóż różnych ludzi można spotkać :/ Quote
strix Posted May 14, 2011 Posted May 14, 2011 motyleqq napisał(a):najbardziej w takich historiach dziwi mnie reakcja właścicieli psa, żadnego przepraszam, tylko jakieś unoszenie się, udawanie że to nie ich wina... :/ najgorsze było to, że ten pies naprawdę biegał w samopas. właściciel przytruchtał już po całym zdarzeniu, czyli musiał być bardzo daleko. dodam, że nie mam nic przeciwko wybieganiu się psów, ale jesli się ma 75-kilowego agresywnego rotka to trzeba jechać gdzieś, gdzie absolutnie nie ma ludzi a nie do miejskiego lasku pełnego ludzi z psami i rodzin z dziećmi. Tu się teraz robi ciemno grubo po 22.00 więc o 21.00 naprawdę sporo osób jeszcze w lasku urzędowało. Można też przecież kupić 20metrów taśmy. Mój sąsiad na takiej wyprowadza w lesie swojego cane corso, bo on nie lubi innych samców. No i dobrze, bo pies biegnie z właścicielem i jest pod kontrolą. Tamten gość miał swojego psa w doopie, po prostu go puścił w samopas. Wg norweskiego prawa psy mogą być spuszczone w lesie TYLKO jeśli właściciel ma nad nimi 100% kontroli niezależnie od sytuacji. Faust wiele razy spotykał inne samce, w tym rotki. Dobrze wychowane psy po obwąchaniu się albo zaczynają się bawić, albo ignorować. Ten nawet nie obwąchał, po prostu zaczal gryźć z biegu. A właściciel chyba sam siebie oszukuje, nie wiem. Quote
bobroska. Posted May 14, 2011 Posted May 14, 2011 Wracałam dziś (hm, wczoraj) z mamą i Melą z budowy. Stałyśmy pod blokiem w aucie, mama rozmawiała przez telefon, nie rozglądałam się dookoła. Wyszłyśmy, brałam jeszcze rzeczy z auta, ale widzę, że Mela już się czai do "polowania". Patrzę, ogromny pseudolabek, idzie ze starszym panem na smyczy. Od razu zawołałam moją, zapięłam smycz i wsadziłam do auta (nie lubi czarnych labków, bardzo nie lubi..), czekając, aż pan przejdzie. Facet oczywiście "on nie gryzie, łagodny, nie gryziee!" ja "mhm, ale moja gryzie" on "too?! haha, pani, na pewno nie gryzie!" (mam dalmatynkę) no i jeszcze kilka linijek przekonywania pana że tak, to takie w kropki może ugryźć i nie lubi psów. Czekam jeszcze spokojnie aż pan przejdzie, a ten się zatrzymuje koło auta i czeka aż wyjdziemy!!! To wzięłam Melę (na luźnej smyczy, myślałam, że może jednak..) zawołałam, wyszłyśmy z auta, gość puścił tego psa tak, że zaskoczył Melę od tyłu i oczywiście od razu się wydarła skowycząco-warcząco do jego nosa (psa, nie faceta)... Ja powiedziałam tylko "mówiłam panu" a on się odwrócił i rzucił pod nosem "chodź, chodź, bo nas tu pogryzą!". Czy była w tym moja wina? Czy gdyby Mela coś temu psu zrobiła, to byłaby moja wina? Podejrzewam, że tak. Nie wiem czemu ludzie uważają, że lepiej znają cudze psy, jeśli właściciel mówi że gryzie, żeby nie podchodził, że sobie nie życzy, to czemu taki wszystkowiedzący dziadek i tak stawia na swoim narażając swojego psa? A jakby labek jednak nie był taki łagodny i rzucił się na Melę? Grr, zdenerwowało mnie to strasznie. Quote
Franca81 Posted May 15, 2011 Posted May 15, 2011 bo ludzie maja kiepska wiedzę o psach... myślą, że jak ich pies nie gryzie to reszta także.... zawsze mnie wkurzało takie podejście. Ale najbardziej mnie śmieszy jak ludzie reagują na wygląd psa. Na mojego małego kundelka reagowali "mój nie gryzie" na mojego mieszańca boksera z amstaffem (wygląd bardziej astowy) - schodzili nawet z chodnika.... Ale co w tym wszystkim najlepsze... Mały kundelek jakby tylko mógł - zagryzłby wszystko co się zbliży. A kundelek mix boksera i asta to nigdy nikomu by krzywdy nie zrobił (z wyjątkiem much)..... To była masakra. Z psem którego każdy uznawał za łagodny musiałam kombinować by nie rzucił się na żadnego psa. a pies który był mega łagodny (ale miał wygląd "mordercy") był traktowany jak morderca co już pół osiedla zagryzł.... No ale nie bedę każdemu tłumaczyć, że malusi kundelek przed przygarnięciem był maltretowany.... A z wyglądu groźny pies jest doskonale zsocjalizowany ze wszystkim co żywe.... Quote
omry Posted May 15, 2011 Posted May 15, 2011 Tak samo jak szłam z Iwanem (moim rottkiem) i Doksą (nie moją yorczycą) na pola. Byłyśmy jeszcze przy ulicy, na chodniku, więc psy na smyczy. Jedzie jakaś starsza kobieta na rowerze, więc zeszłam na podjazd jednego z domków, żeby mogła spokojnie przejechać. To jednak nie wystarczyło, zaczęła się do mnie wydzierać, że na SM zadzwoni, bo kto to widział, żeby takie bydle wyprowadzać. No i zaczęła mnie wyzywać, oczywiście, od nienormalnych gówniar itd. Ja z szacunku do osób starszych nie mówiłam nic. Nie musiałam. Gdy była już kilka metrów od nas, Doksa zaczęła tak głośno szczekać, warczeć i się wyrywać, że prawie spadła z roweru, tak się wystraszyła. 'Bydle' nawet nie drgnęło.. Quote
Naklejka Posted May 15, 2011 Posted May 15, 2011 Mojego psa też sie boją, zabierają psy na ręce, rodzice nagle zaczynają pilnować swoje dzieci:evil_lol: Zaś inni beztrosko spuszczają psy i nie przejmują się, że ja latam za psem na smyczy, bo się pieski bawią...:roll: młodego nie spuszczam, jest zbyt niezależny i słucha się tylko wtedy gdy on chce.... Ostatnio zaatakowały nas 2 psy, on się wystraszył i uciekł, przez kilka dni tak mnie bolał kręgosłup, że ruszać się nie umiałam. A moje dziecko ma wrażliwą psychikę i znowu się boi psów i ludzi... Teraz chodzimy na spacer w całkowicie bezludne miejsca.... Quote
caliowa Posted May 15, 2011 Posted May 15, 2011 Czytając ten wątek momentami witki mi opadają, niektórzy ludzie są jednak beznadziejni. Co do reakcji ludzi na duże psy to muszę powiedzieć, że sama uwielbiam wychodzić na spacery w asyście kolegi i jego psa - mieszaniec kaukaza, aktualnie waży 52kg i wygląda jak taki ogromny,puchaty niedźwiedź. Suczka, z którą ja wychodzę często bywa neiobliczalna - niby nikogo nie ugryzła, ale nie jestem w stanie zagwarantować, że nigdy tego nie zrobi i dlatego nie pozwalam jej głaskać. Z wyglądu jest urocza i wielu ludzi się do niej garnie, a gdy mamy przy sobie niedźwiadka to problem z głowy - dodam tylko, że on kocha wszystko i wszystkich:) Z konkretnym chamstwem spotkałam się tylko raz. Siedziałam na ławce koło bloku ze szczylem - nie wiem, miała może wtedy ok.3mies. obok przechodziła nasza sąsiadka z pieskiem, oczywiście na cudownym flexi. Pies podszedł, dziabnął małą w pysk, a pani się z nim zawinęła do domu. Quote
vege* Posted May 18, 2011 Posted May 18, 2011 Czy ja już mówiłam, ze 'kocham' yorczki bez smyczy? :diabloti: Dzieś właśnie jeden by stracił życie, jakbym z Nuką nie odskoczyła :shake: Chodzę sobie z Nuką spokojnie po łąkach, Nuka na długiej lince, patrzę, dalej wyszła dziewczyna (młodsza ode mnie na pewno o ok 2 lata) z dwoma yorkami, oczywiście bez smyczy. Nuka nic sobie z tego nie robiła, mimo, że je widziała, ale była zajęta skakaniem za żabą :evil_lol: Zobaczyłam, że dziewczyna polazła z yorkami do domu, ale dalej w moją stronę szły dwie dziewczyny, jedna z chihuahua, a druga chyba z podrostkiem setera irl. Nuka jak to Nuka szczeknęła dwa razy na setera, york to chyba usłyszał i uciekł dziewczynie i prosto Nuce pod łapy z żębiskami podleciał. Ja odskoczyłam pociągając za sobą Nukę, widzę dziewczyna człapie za psem i dziwnie się na mnie patrzy, no ale jakbym nie odskoczyła w dziwny sposób z Nuką to na bank york byłby w paszczy Nuki, która bez problemu by go jednym zaciśnięciem szczęk zabiła :shake: Dziewczyna zabrała rzucającego się psa, co Nukę jeszcze bardziej wkurzyło, że takie małe coś tak się rzuca, ale ją uspokoiłam i poszłam do domu :shake: Quote
Sasni Posted May 18, 2011 Posted May 18, 2011 Mój pies właśnie przez takie małe podgryzacze przestał lubić małe psy :-( kiedyś je lubił, ale po kilku takich przypadkach jak opisany przez Ciebie ( plus podgryzanie w łapy i brzuch, przegryziony nos ) jak widzi obcego yoreczka czy innego małego psa to ma go ochotę zjeść - oczywiście dotyczy to samców, suczki uwielbia wszystkie. Ja panuje nad psem, on nie ciągnie, więc nie ma opcji, że mi się wyrwie czy cuś, zawsze zapinam na smycz jak widzę obcego psa, ale takiemu maleństwu łażącemu mu pod brzuchem on może nawet łapą zrobić krzywdę :shake: ale ostatnio na szczęście coraz mniej mam niemiłych przypadków Quote
motyleqq Posted May 19, 2011 Posted May 19, 2011 grr, ale się właśnie wkurzyłam. wprawdzie pan który wyprowadził mnie z równowagi z pewnością nie był psiarzem, ale mniejsza z tym. poranny spacerek, spotkałyśmy dwa znajome psy, więc sobie suki biegają luzem, a my właściciele coś tam gadamy. no i kawałek od nas siedzi pan chodzący o kuli, kula z boku ławki, nasypane okruszków chleba i dużo dużo gołębi przed nim, siedzi i się gapi. a Etna uwielbia przeganiać gołębie, toteż nim się obejrzałam, wszystkie były w powietrzu. na tym jednak nie skończyła, w końcu pod łapami miała żarcie... tylko się schyliła, a facet z tą kulą na psa :angryy: zawołałam ją, przyszła. na szczęście nawet jej nie dotknął :shake: a jak już wracaliśmy, to drugi pies tam podszedł, facet się podniósł, to tamten w szczek, na szczęście pies przychodzi na każde zawołanie swojego pana i nic się nie wydarzyło więcej... Quote
kiniaaa Posted May 19, 2011 Posted May 19, 2011 Krew mnie zalewa jak czytam te historie ze spuszczonymi yorkami-podgryzaczami. Sama mam yorka i nie wyobrażam sobie by był spuszczony ze smyczy tam gdzie są inne psy z dwóch powodów. Po pierwsze, bałabym się że coś mojemu się stanie... Po drugie, mnie denerwują podbiegacze (u nas to duże psy), więc sama pilnuję żeby mój pies podbiegaczem nie był. I najfajniejsze jest to, że mój kocha wszystkie psy i z każdym chciałby się przywitać... z dużymi nie ma problemu, są łagodne w stosunku do mojego. Za to inne yorki-bez komentarza, już kilka razy chciały się rzucić na mojego... Choć ostatnio chyba coraz spokojniej reaguję na takie sytuacje, tyle ich już miałam, że wypracowałam schemat postępowania wobec mojego psa i przeszło to do codzienności :evil_lol: Quote
filodendron Posted May 19, 2011 Posted May 19, 2011 Z tymi yorkami to musi być jakaś regionalizacja ;) ;) bo u mnie raczej wszystkie grzeczne i na smyczy. Za to labki-podbiegacze to zmora - chociaż wczoraj spotkałam jednego odwoływalnego. I przy nodze szedł bez smyczy. Normalnie nie mogłam się napatrzeć :D Quote
gops Posted May 19, 2011 Posted May 19, 2011 a ja chcialam napisac o sytuacji nie chamskiej ale ktora mnie bardzo zaskoczyla jestem z kolezanka i naszymi sukami na polach , nasze suki sie bawia, moja jest agresywna do obcych psow a nie wzielam kaganca bo nie mialysmy zamiaru isc nigdzie tylko na pola , nagle widze idzie szybkim krokiem w nasza strone wielki z 45-50kg onek w skorzanym kagancu , nie zdazylam zlapac mojej suki , myslalam ze skoro ma kaganiec to sie rzuci na nasze psy a znajac nasze szczescie to na moja i komus stanie sie krzywda , bardziej bala sie o swoja . pies podbiega do mojej suki , moja spieta , najezona , a pies co ?! merda ogonkiem i tanczy wkolo :crazyeye: szok , mysalalam ze cos sie stanie, przyznam szczerze ze nie lubie i boje sie onkow ,a takich podbiegajacych do nas w kagancu jeszcze bardziej ,nie znalam do tej pory lagodnego onka , ktory by nie zareagowal na zaczepke . no ale moja lagodna nie jest wiec powyrywala mu troche siersci , moja wina bo powinna miec kaganiec tak samo jak tamten ale to pierwsza taka sytaucja od dawna, pies nie zaregowal na jej agresje wogole dalej merdal ogonem :lol: wiec moja tez sie uspokoila i tylko zjezona warczala na niego jak tylko do niej podchodzil , a z suka kolezanki sie bawil wlascicielka podeszla dosc szybko ale nie reagowala , smiala sie ze moja suka chce miec kolezanke tylko dla siebie dlatego sie rzucila , ja z niedowierzaniem na to wszystko patrzalam wiec spytalam sie wlasicielki czy to mlody pies? a ona mi odpowiedziala "ma 8 lat " :crazyeye: no szok , naprawde dawno taka zdziwona nie bylam . teraz widujemy tego psa czesto , to bylby idealny pies zeby socjalizowac moja suke, ale jego wlascielka zawsze juz go lapie ;) moze kiedys jak bd miala kaganiec przy sobie to sama do nich podejde i porozmawiam ;) co do yorkow spotkalam juz kilka calkiem normalnych ktore nie chcialy zjesc mi suki , a co dziwne moja suka yorki kocha bo jednego naszej sasiadki miala na codzien na wspolnych spacerach pod blokiem , niestety juz sie wyprowadzili a milosc do yorkow pozostala :lol: za to labkow u nas chyba normalnych nie ma :roll: przynajmniej ja nie spotkalam . Quote
Naklejka Posted May 19, 2011 Posted May 19, 2011 Haha, mój pies do każdego podchodzi z chęcią zabawy, na agresję nie reaguje, dalej chce się bawić :D Ale w ten sposób rozładowuje napięcie i agresja gdzieś umyka, to samo tyczy się małych szczekaczy, w stosunku do nich jest delikatny i one również potrafią się przy nim uspokoić, ja nie wiem jak on to robi... Quote
vege* Posted May 19, 2011 Posted May 19, 2011 Sasni napisał(a):Mój pies właśnie przez takie małe podgryzacze przestał lubić małe psy :-( kiedyś je lubił, ale po kilku takich przypadkach jak opisany przez Ciebie ( plus podgryzanie w łapy i brzuch, przegryziony nos ) jak widzi obcego yoreczka czy innego małego psa to ma go ochotę zjeść - oczywiście dotyczy to samców, suczki uwielbia wszystkie. Ja panuje nad psem, on nie ciągnie, więc nie ma opcji, że mi się wyrwie czy cuś, zawsze zapinam na smycz jak widzę obcego psa, ale takiemu maleństwu łażącemu mu pod brzuchem on może nawet łapą zrobić krzywdę :shake: ale ostatnio na szczęście coraz mniej mam niemiłych przypadków No Nuka też kiedyś lubiła wszystkie pieski, ale przez te dwa yorki przestała lubić wszystko co jest yorkowate :shake: właśnie kiedyś jak dwa do mnie wyleciały to jeden gryzł ją w tylne łapy a drugi ugryzł ją w klatę :angryy: Wtedy się na prawdę wkurzyłam i powiedziałam właścicielowi, że jak ich w tempie ekspresowym nie zabierze to puszczę mojego psa i nie będzie miał co zbierać :angryy: A Nuka jest taka, że jak się na prawdę na psa wkurzy to ona go nie pogryzie tylko od razu chwyci za gardło i będzie próbowała psa udusić od razu (jeszcze nigdy tego nie zrobiła z psem, ale z ptakiem owszem :shake: ) Jezu czy tak trudno jest trzymać psa na smyczy? A co najśmieszniejsze jak idą gdzieś z tymi yorkami właściciele to one są w szelkach, ale bez smyczy, nawet jeśli chodzą po całym osiedlu i łąkach :shake: Quote
engelina_88 Posted May 19, 2011 Posted May 19, 2011 Wybaczcie Off`a, ale pilnie potrzebna pomoc: http://www.dogomania.pl/threads/208102-Amstaffka-Abi-prosi-o-pomoc!-DT-DS-pilnie-poszukiwany! Quote
omry Posted May 19, 2011 Posted May 19, 2011 Naklejka napisał(a):Haha, mój pies do każdego podchodzi z chęcią zabawy, na agresję nie reaguje, dalej chce się bawić :D Ale w ten sposób rozładowuje napięcie A ja nie mam takiego szczęścia.. Iwan na agresję nie reaguje w ogóle, dalej merda swoją pozostałością ogona i się cieszy, ale psy podgryzać go nie przestają.. A szkoda. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.