Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Guest Elżbieta481
Posted

A ja siebie zaskoczyłam wiązanką jaka poszła pod adresem jednego gnojka,który na Gucia spuścił swojego pudla.Jak one się gryzły,a on się śmiał..Mnie do śmiechu nie było..
Ela

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Ostatnio znajoma szła ze swoim Yorkiem, na smyczy, przez osiedle domków jednorodzinnych.
Nawet sie nie zorientowała, jak jej pies został WCIĄGNIĘTY przez dziure w płocie przez dwa duże psy (nie wiem jakiej rasy, znajoma sie na tym nie zna). Właścicielka owych psów rzuciła tylko tekstem, że trzeba było uważać :crazyeye: Baba dostała mandat i polecenie naprawy płotu, ale psiakowi to guzik pomoże :/ 3 dni wył całymi dniami z bólu, cały jest poszyty i w ogóle cud, że go nie zagryzły...

Posted

Proszę zabrać psa, proszę zapiąć psa, proszę skrócić smycz...etc. Ostatnio słowo "proszę" zaczęło brzmieć w moich ustach jak przekleństwo.
Na osiedlu wysyp psich młodzików. Każdy jeden bezpardonowo podbiega i natychmiast chce gwałcić moją sukę. Jak używam słowa "proszę" to słyszę-a on taki ciekawski, on chce się przywitać, pobawić, to tylko szczeniaczek (10 ms). Nie mam nic przeciwko witaniom i zabawie ale nie w takiej testosteronowej formie.
Niestety gorzej mają właściciele małych psów. Zauważyłam, że jak idę jeszcze z dużym to wszystkie kajtki lądują na smyczy (on cię, pogryzie) a jak tylko z małym to nagle chęć "witania się" we właścicielach rośnie.

Posted

Dzisiaj stary dziad miał do mnie pretensje o to że mój pies nie ma kagańca:roll: (w moim mieście nie mam obowiązku wkładać swojemu psu nic na mordę musi być tylko na smyczy)
Nie chciało mi się nawet nic odpowiadać, poszłam dalej a dziad dalej darł mordę że jeszcze kogoś pogryzie :roll: słyszałam go nawet na 2 końcu ulicy:crazyeye:

Posted

Myślałam, że nie będę pisać na tym wątku, bo zwykle chamsko-głupie zachowania innych psiarzy nie wkurzają mnie az do tego stopnia (tzn. przez 12 lat posiadania psa zdązyłam się przyzwyczaić). Siedze sobie wczoraj na ławce z Filipem, który przy takiej pogodzie zamiast spacerowac woli lezec i sie wygrzewać aż tu nagle Filip zobaczyłam yorkshire terriera. Podniósł się i udał się na powitania psiaka (mój Filip uwielbia yorki i wszelkie inne mału psy typu: shih tzu, papillon, grzywacz chiński i w ogole wszystko co małe), podeszli do siebie, nagle Filip z piskiem odskoczył i przyleciał do mnie - poglaskałam go i gadałam do niego żeby się uspokoił, tymczasem patrze na rękę a ona cała we krwi, patrze na głowę Filipa i przy oględzinach ucha prawie padłam - leciała krew, nie sączyła się, ale normalnie leciała.
Mówię do włascicielki yorka: Pani pies ugryzł mojego
ona: to niemozliwe (tonem pewnym i znaczacym odczep się ode mnie)
ja: mówię jak to nie mozliwe, niech pani spojrzy i pokazuje jej rękę. w tym czasie Filip potrzasnąl głową i zaczęły spadać krople krwi, normalnie jak krwawy deszcz.
ona: no i co teraz?
ja: jak to co teraz, chce zobazcyć zaświadczenie, ze pies był szczepiony przeciwko wsciekliźnie.
ona: (wzdychając i licząc na to, ze ja sobie odpuszcze) idzie pani ze mną czy mam tu przyjść?
ja: idę z Panią, proszę się tak nie dziwić, niczego takiego od pani nie wymagam, gdyby pani psa ugryzł jakiś inny zareagowałaby pani tak samo.
ona: wątpię.

Wyobrażacie sobie? Pancia wyraźnie wychodziła z załozenie, za jak ona ma yorka to w ogole musi być wszystko super hiper i to oczywiste, ze pies jest szczepiony. guzik mnie obchodzi jaki to pies czy kundelek czy rasowy interchampion, chce zaswiedczenie i koniec kropka. nalezala do kategorii tych wlascicieli, ktorzy przyczyniaja sie do tego, ze yorki uznawane sa sa glupie psy (ja akurat do tej rasy nic nie mam, bardzo ja lubie i gdybym teraz kupowała psa to wlasnie YT).
pancia przyniosła świadectwo i wywale tekst, "ale na ksero to ja nie polecę". powiedzial, ze tego od niej nie żądam. oczywiscie nawet mnie nie przeprosiła.
szkoda, że tacy ludzie w ogole maja psy, bo to nie są żadni psiarze tylko zwykli zakompleksieni ludzie, ktorzy poprzez SWOJEGO psa, chcą zwiekszyc swoją samoocenę i poczuć się pewniej. Jestem pewna, że mają w d*pie psi los i nie pomogli by obcemu psu bedacemu w potrzebie.
Takze sobie teraz oboje z Filipem siedzimy w domu ranni - on z ugryzionym uchem, a ja po zabiegu usunięcia ósemki (po cholerę w ogole te zęby) jestem na L4.

Posted

[quote name='zaba14'] zresztą są inaczej selekcjonowane niż w PL ;) a rodowód i tak nam jakiejś wielkiej gwarancji nie daje niestety, bo agresywne zwierzęta i tak się rozmnaża... :/[/QUOTE]

Cały czas odnosze wrażenie, że zarówno hodowcy jak sędziowe stawiają charakter bardzo dalego za eksterierem. I wlaśnie to jest wg. mnie słaba strona całej idei hodowli.

Posted

[quote name='Agata_']Cały czas odnosze wrażenie, że zarówno hodowcy jak sędziowe stawiają charakter bardzo dalego za eksterierem. I wlaśnie to jest wg. mnie słaba strona całej idei hodowli.[/QUOTE]

Niestety. Jedynie psy użytkowe są badane pod względem charakteru i predyspozycji. Cała reszta ma tylk odobrze wyglądać, zwłaszcza niestety na polskich wystawach :angryy:

Posted

Nie wiem, gdzie to napisać..
Moje szczury mają problemy skórne. Byłam z nimi dzisiaj u weterynarza u rzekomego specjalisty od gryzoni, ponieważ o takiego pytałam przez telefon. Owy specjalista bał się moich szczurów.. Był święcie przekonany, że odgryzą mu palce i że nigdy w życiu nie dam rady ich wykąpać, czy dać ze strzykawki wapno. A gdy wzięłam jednego z chłopaków na ręce, a on się we mnie wtulił, to o mało mu oczy nie wyszły. To tak na wstępie..
W czasie wizyty zadzwonił telefon. Gadka o cieczce, wieku suczki i nagle.. powiedział, że powinna mieć przynajmniej raz małe.
Myślałam, że się przesłyszałam. Wyobrażacie to sobie?! Weterynarz!
Teraz się zastanawiam, dlaczego nic nie powiedziałam.. Po prostu mnie zatkało.
Ten ktoś miał na szczęście głowę na karku i umówił się na piątek na sterylkę..
Nigdy więcej tam nie pójdę. I to jest straszne, bo wychodzi na to, że w moim mieście nie ma kompetentnych weterynarzy.

Posted

A nam dziś na wieczornym spacerze znowu przydarzyła się wkurzająca sytuacja. Szliśmy takim jakby deptakiem, po chodniku. Z daleka widzę nadchodzącą z naprzeciwka kobietę z ONkiem na smyczy. Pies idzie po trawniku, więc wołam mojego i sadzam przy nodze z drugiej strony.Tamci zbliżają się powoli, ON oczywiście na flexi i w kolczatce :roll: Już myślę, że bezproblemowo nas miną, ale nie, nie można było skrócić smyczy, pies podchodzi od tyłu do siedzącego Duffla i zaczyna obwąchiwać. Szczerze mówiąc boję się bliskiego kontaktu z owczarkami, bo już kilkakrotnie zaatakowały mojego psa. Duffel siedzi, bo dostał komendę zostań. Czekam, aż pańcia z ONem sobie pójdzie, ale gdzie tam, pyta mnie z pretensją, czy mój pies taki agresywny jest, że tak siedzi :roll: Mówię, że nie, ale inne psy są różne, na co ona z jeszcze większą pretensją odpowiada, że jej jest bardzo łagodna. A skąd ja niby mam to wiedziec, na czole ma wypisane ? :roll: I oczywiście zostałam uraczona bardzo mądrą poradą, że psy muszą się obwąchiwać, bo inaczej będą agresywne.
Z pewnością, dziwię się, że Duffel jest taki łagodny, skoro obwąchuje się tylko z jakąś 1/3 psów spotykanych na spacerach :shake:

Posted

Taaa co do "dobrych rad" mi też kiedyś facet powiedział, że nie powinno się trzymać psa na napiętej smyczy kiedy wącha się z innym, bo to powoduje agresję :cool3: Sytuacja była taka, że miniaturowy sznaucer podbiegł do mojego dobermana na smyczy... Rozumiem, że powinnam była puścić dobka wolno, żeby się "pobawił" ze sznaucerkiem. Popisowym numerem Jariego w kontaktach z obcymi karyplami jest przewracanie ich łapą i ganianie w kółko z szaleńczym szczekiem :evil_lol: Jestem ciekawa czy wtedy pan również dałby mi jakąś dobrą radę :p

Posted

Kiedyś, dawno temu, miałam taką akcję, że szłam z moim Maksem (duży, w typie gończego) i akurat wychodząc zza budynku wylzałam centralnię na babkę z psem, który się Maksem nie cierpiał. Troszkę się spięli( w sumie raczej poprzepychali), ale zaraz ich rozdzieliłyśmy, ja cała w przeprosinach pytam, czy Maks coś mu zrobił, bo pies o połowę od mojego mniejszy. Baba na to "tak! o tu!" I pokazuje ZABANDAŻOWANĄ łapę. Witki mi opadły i tylko z głęboką fascynacją zapytałam, kiedy ona zdążyła to oczyścić i zabandażować, skoro od spięcia nie minęła minuta.

Posted

Amber napisał(a):
Taaa co do "dobrych rad" mi też kiedyś facet powiedział, że nie powinno się trzymać psa na napiętej smyczy kiedy wącha się z innym, bo to powoduje agresję :cool3:


Akurat to stwierdzenie ma w sobie wiele prawdy...:cool3:
Ale oczywiście wszystko zależy od sytuacji... mogłaś zapytać, czy woli luźną smycz Twojego psa, czy szwy na swoim pupilku... ;)

Posted

[quote name='badmasi']Proszę zabrać psa, proszę zapiąć psa, proszę skrócić smycz...etc. Ostatnio słowo "proszę" zaczęło brzmieć w moich ustach jak przekleństwo.
Na osiedlu wysyp psich młodzików. Każdy jeden bezpardonowo podbiega i natychmiast chce gwałcić moją sukę. Jak używam słowa "proszę" to słyszę-a on taki ciekawski, on chce się przywitać, pobawić, to tylko szczeniaczek (10 ms). Nie mam nic przeciwko witaniom i zabawie ale nie w takiej testosteronowej formie.
Niestety gorzej mają właściciele małych psów. Zauważyłam, że jak idę jeszcze z dużym to wszystkie kajtki lądują na smyczy (on cię, pogryzie) a jak tylko z małym to nagle chęć "witania się" we właścicielach rośnie.

Niestety. Bo mały pewnie ma papierowe zęby, albo składane :cool3: A też zaczynasz warczeć za fyfnastym "proszę zabrać psa"? :evil_lol: Bo ja staram się nad sobą panować, ale czasem nie wychodzi, zwłaszcza teraz jak sucz znowu jest chory i nie bardzo ma jak się sam bronić przed natrętami... Co ciekawe, jak kiedyś prosiłam o "odwołanie psa" to nikt nie rozumiał o co mi chodzi :roll: Teraz jak zwykłe "proszę zabrać psa" nie działa to swojego zabieram pod pachę a tamtego odnoszę/odciągam do właściciela. Myślicie, że choć raz usłyszałam "przepraszam"? :cool1: Co najwyżej wyburczane pod nosem "dziękuję"...

[quote name='Ewa&Duffel']I oczywiście zostałam uraczona bardzo mądrą poradą, że psy muszą się obwąchiwać, bo inaczej będą agresywne.

Ja w takiej sytuacji stwierdzam, że mój nie musi w ogóle się zadawać z innymi psami i nie jest mu to niezbędne do normalnego funkcjonowania :diabloti:

Posted

Mój mały pies wogóle się nie broni. Potrafi szczeknąć i to wszystko. Też czasami jak tracę cierpliwość to zabieram psa na ręce jednak naturalną reakcją doskakiwacza jest to, że wdrapuje się na moje nogi. Efekt-zniszczona jedna para spodni, druga wybrudzona i szrama na dłoni.
Też bywa, że ciągnie się za mną "ogon" cudzych psów. Nagle właściciele dostają motorka w tyłku gdy z ich pupilem znikam powoli za rogiem. Oczywiście pretensje do mnie, że: za szybko idę, mogłabym się zatrzymać, że jego pies nie daje się złapać bo moje się wiercą etc.
Słowo "proszę" zmieniło się wczoraj w wyjątkowo brutalny monolog gdy jeden z właścicieli z rozanieloną miną (po raz kolejny) patrzył jak jego pies najpierw próbuje skopulować moją sukę a potem szoruje po moich spodniach. Świadkowie oburzyli się oczywiście na moje chamstwo bo to przecież pieski i one tak mają a że ja mam psy to powinnam to rozumieć i kochać zaś pan jest starszy ode mnie.
Potem kolejna przygoda. Piesek bez smyczy i obroży śmignął przez ulicę i gładko postanowił zabrać się do rzeczy. Bezpardonowo odstawiłam go nogą (nie kopnęłam), pies w kwik razem z właścicielką. Powiedziałam że powinna się cieszyć, że pies nie zamienił się w marmoladę na ulicy i że nie zrobiłam mu prysznica z gazu.
No i na koniec złota rada- powinnam dopuścić suki to będę mieć święty spokój. Cóż za pokrętna logika.
Moje psy też nie lubią zabaw z psami (mały czasami zrobi ukłon w stronę jakiegoś mniejszego pimpka a duża eleganckiego dżentelmena), na ogół właściciele łapią to w momencie gdy zniecierpliwina "duża" robi przyduchę obskakiwaczowi(za moją cichą zgodą)- zazwyczaj przerośniętemu sceniackowi .

Posted

Mnie osobiście wkurzają podbiegające psy kiedy mój biega luzem, ale nie nazwałabym tego chamstwem, a brakiem wyobraźni.. ;) moja suka do obcych psów nie podbiega gdy się ze mną bawi, ma je gdzieś ;) mogą szczekać biegac obok nas i na niej nie robi to większego wrażenia, ale niestety kiedy taki luzem biegający pies zbliży się do piłki mojej suki to ta natychmiast go odgania z zębami, póki co nie zdarzyło się aby jakiegokolwiek ugryzła, póki co nikt się nie oburzył, ale z drugiej strony to nie ja mam problem z odwołaniem psa, a osoba spacerująca z swoim... i efekt taki że moja suka musiałaby chodzić na smyczy bo inne psy nie są nauczone że do obcych psów się nie podchodzi...

Posted

badmasi napisał(a):

No i na koniec złota rada- powinnam dopuścić suki to będę mieć święty spokój. Cóż za pokrętna logika.


:splat: a ja swoją wypatroszyć dałam, już nigdy nie będzie się bawiła z pieskami :shake:

Tak swoją drogą co do odwoływania pupili - ostatnio myślałam, że napadnie na nas zapasiona spanielka, która z reguły nie przepuszcza żadnemu psu - na szczęście zamiast nas wybrała błotnistą kałużę i postanowiła poczuć się jak w SPA :D Na nic się zdały rozpaczliwe wołania właścicieli, strasznie śmiesznie to zresztą wyglądało, bo oni wołali ją po imieniu a ona przyspieszała w kierunku bajora a gdy wrzeszczeli "NIEEEE" to uznała za stosowne akurat zanurkować :razz:

Posted

omry napisał(a):
Nie wiem, gdzie to napisać..
Moje szczury mają problemy skórne. Byłam z nimi dzisiaj u weterynarza u rzekomego specjalisty od gryzoni, ponieważ o takiego pytałam przez telefon. Owy specjalista bał się moich szczurów.. Był święcie przekonany, że odgryzą mu palce i że nigdy w życiu nie dam rady ich wykąpać, czy dać ze strzykawki wapno. A gdy wzięłam jednego z chłopaków na ręce, a on się we mnie wtulił, to o mało mu oczy nie wyszły. To tak na wstępie..
W czasie wizyty zadzwonił telefon. Gadka o cieczce, wieku suczki i nagle.. powiedział, że powinna mieć przynajmniej raz małe.
Myślałam, że się przesłyszałam. Wyobrażacie to sobie?! Weterynarz!
Teraz się zastanawiam, dlaczego nic nie powiedziałam.. Po prostu mnie zatkało.
Ten ktoś miał na szczęście głowę na karku i umówił się na piątek na sterylkę..
Nigdy więcej tam nie pójdę. I to jest straszne, bo wychodzi na to, że w moim mieście nie ma kompetentnych weterynarzy.


niektórzy tak gadają, bo na szczeniakach zarabiają kasę. skoro suka już jest pod opieką takiego, to przecież on trzska kasę na tych wszystkich usg, badaniach itp. a za sterylkę też weźmie, co się odwlecze to nie uciecze... .

Posted

strix napisał(a):
niektórzy tak gadają, bo na szczeniakach zarabiają kasę. skoro suka już jest pod opieką takiego, to przecież on trzska kasę na tych wszystkich usg, badaniach itp. a za sterylkę też weźmie, co się odwlecze to nie uciecze... .


A odrobaczenia, szczepienia to przecież też kasa, a jeszcze jak szczeniaczki zamieszkają w okolicy to po prostu pełnia szczęścia, bo to oznacza potencjalnych następnych klientów, nie? Średniowiecze :roll:

Posted

U mnie pod blogiem jest mnóstwo starych kości:o
Nie da się iść na spacer aby pies ich nie złapał:(
Pomimo tłumaczenia wiele razy starszym panią aby nie wyrzucały odpadków one dalej to robią:o

Posted

Nikuśka napisał(a):
U mnie pod blogiem jest mnóstwo starych kości:o
Nie da się iść na spacer aby pies ich nie złapał:(
Pomimo tłumaczenia wiele razy starszym panią aby nie wyrzucały odpadków one dalej to robią:o


zgłoś do straży miejskiej. mają obowiązek zareagowac, bo to jest zagrożenie epidemiologiczne (takie odpadki przyciągają szczury).

Posted

heh, mi jedna z zaznajomionych pań powiedziała, że kiedyś, gdy jej pies szedł bezpośrednio przy bloku, bo było tam narzucane z okien żarcia, to jakaś milusia pani z okna krzyczała, że jak pies będzie jej tu pod oknem łaził, to ona go wrzątkiem obleje... super, najpierw wywalają ten cały syf, co widziałam na własne oczy, a potem się dziwią, że psy tam chodzą...

Posted

Bo te wygotowane korpusy kurze, zgniła wędlina, zakiszony zielony chleb, śmierdzące mięsne resztki to dla ptaszków przecież :diabloti:

Posted

evel napisał(a):
Bo te wygotowane korpusy kurze, zgniła wędlina, zakiszony zielony chleb, śmierdzące mięsne resztki to dla ptaszków przecież :diabloti:



no a jak :D :D
swoją drogą gdy mieszkałam w Polsce to na całe szczęście u nas nikt nic nie wywalał przez okno... ;)

Posted

evel napisał(a):
Bo te wygotowane korpusy kurze, zgniła wędlina, zakiszony zielony chleb, śmierdzące mięsne resztki to dla ptaszków przecież :diabloti:


nie rozumiem, dlaczego niektórym nie chce się ruszyć d***y do śmietnika w kuchni, ale na balkon to już tak. :shake:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...