filodendron Posted April 18, 2011 Posted April 18, 2011 Amber napisał(a):Ja jestem tolerancyjną osobą. Wcześniej ten dalmat latał bez smyczy ale mojego psa nie zaczepiał, więc miałam to gdzieś. Teraz jednak podbiega i zaczepia. Ostatnio dziewczyna była tak daleko, że pewnie i mojego krzyku by nie usłyszała, obiecuje, że następnym razem, coś jej powiem, a powiedzieć umiem, aż się sama sobie dziwię :diabloti: Tylko że niekoniecznie to coś da, niestety... Mam analogiczną sytuację - gość chodzi, a nawet jeździ na rowerze, z luźno biegającym psem. Pies jest podbiegaczem i to takim "na chama" - za pierwszym razem po prostu przygalopował od tyłu i wskoczył mojemu totalnie zaskoczonemu na plecy. Nie był to najlepszy początek znajomości. Zaliczyliśmy już kilka takich spotkań. Za każdym razem gość odchodzi/odjeżdża/jest gdzieś w cholerę daleko - nawet nie można krzyknąć, bo za daleko. W końcu go wyhaczyłam, jak stał z innymi psiarzami i powiedzialam, że jeśli jego pies raz jeszcze podbiegnie do nas bez opieki a on nie będzie reagował, to potraktuję psa gazem. W efekcie wszystkie osoby, które były świadkami tej rozmowy, łapią swoje psy na mój widok (wiadomo - wariatka), choć ich o to nie prosiłam, a ten jeden - nie. Ma to głęboko gdzieś. Ten pies przyatakował mojego jeszcze zimą ale szybko udało mi się go odegnać zasypując go śniegiem. Następnym razem mój już nie był taki głupi - był szybszy i psy się ścięły - a facet po prostu pojechał na rowerze dalej - zatrzymał się z 50 metrów dalej i z roweru obserwował, jak rozdzielam futra gołymi rękami. Na szczęście ani mi, ani psom nic się nie stało - widocznie nie pogryzły się jakoś tak na serio-serio, tylko więcej plucia było niż gryzienia, ale w końcu przecież do tego dojdzie. Już raz widziałam, jak ten pies pogryzł się z innym luźno puszczonym. I nie wiadomo jak z człowiekiem rozmawiać - straszyłam gazem, mój mąż straszył policją. Nic nie dociera. Quote
Amber Posted April 18, 2011 Posted April 18, 2011 W efekcie wszystkie osoby, które były świadkami tej rozmowy, łapią swoje psy na mój widok (wiadomo - wariatka), choć ich o to nie prosiłam, a ten jeden - nie. Oto Polska właśnie :cool3:. Ja też się martwię, że ta dziewczyna to z typu "ale o so choźi?" :look3: bo przecież osoby tego typu, które puszczają swojego atakującego psa luzem, codziennie spotykają się też z innymi psami, nie tylko naszymi i pewnie nie raz słyszały, żeby zmieniły swoje postępowanie. Betony betonowe. Quote
motyleqq Posted April 18, 2011 Posted April 18, 2011 filodendron napisał(a):I nie wiadomo jak z człowiekiem rozmawiać - straszyłam gazem, mój mąż straszył policją. Nic nie dociera. nie rozmawiaj i nie strasz, wystarczy, teraz po prostu zrób to, przed czym ostrzegałaś ;) nie wiem czy miałabym sumienie użyć gazu, ale zadzwonić na policję czy SM, czemu nie Quote
filodendron Posted April 19, 2011 Posted April 19, 2011 motyleqq napisał(a):nie rozmawiaj i nie strasz, wystarczy, teraz po prostu zrób to, przed czym ostrzegałaś ;) nie wiem czy miałabym sumienie użyć gazu, ale zadzwonić na policję czy SM, czemu nie No właśnie nie mam sumienia użyć gazu. A po policję czy SM to się trochę mija z celem, skoro gość pojawia się na rowerze i znika. Musiałabym jego gazem potraktować i przytrzymać aż do przyjazdu strażników ale po pierwsze - jest większy ode mnie ;), a po drugie - on się trzyma z daleka i nie podchodzi, to tylko jego pies podbiega ;) Quote
LadyS Posted April 19, 2011 Posted April 19, 2011 Jak pies niegroźny, w sensie, że nie pogryzie, a będziesz szła z mężem - tamtego psa na smycz i na SM, że znaleźliście błąkającego się bez opieki psa ;) Quote
Asia&Kleo Posted April 20, 2011 Posted April 20, 2011 Byłam z psiurami na polach i z daleka zauważyłam pewnego pana (miał ok 40lat). Zatrzymał się kilka metrów przede mną i rzekł -Przepraszam, czy psy atakują? Może je pani złapać, bo ja się trochę boję psów. -Niee, sa całkowicie łagodne, ale zaraz je zaczepię na smycz. -Bardzo dziękuję. Wie pani, nie każdy to szanuje, jeśli proszę, żeby złapali swojego psa. Zwykle odpowiadają mi, że pies nie zrobi mi krzywdy, a ten po chwili podbiega do mnie i mnie wącha; potem właściciel ma do mnie pretensje, dlaczego krzyczę, aby zabrał psa z daleka ode mnie... Jak dla mnie to jest już chamskie, jeśli komuś trudno zrozumieć człowieka, który boi się psów. Quote
filodendron Posted April 20, 2011 Posted April 20, 2011 ladySwallow napisał(a):Jak pies niegroźny, w sensie, że nie pogryzie, a będziesz szła z mężem - tamtego psa na smycz i na SM, że znaleźliście błąkającego się bez opieki psa ;) A przyszło mi to do głowy, ale wspólne spacery z psem i mężem jednocześnie to chyba na emeryturze ;) ;) Zanim problem się nasilił do tego stopnia, że oba psy już reagują na siebie zaczepnie, to nawet raz probowałam tamtego zwabić (myślałam, że się gdzieś przyczaję za drzewami i poczekam aż gościu zacznie w końcu szukać swojego psa i wtedy pogadamy) - ale nieufny do ludzi. Albo taki z natury, albo już od kogoś oberwał, co wcale nie byłoby dziwne. Quote
ewtos Posted April 20, 2011 Posted April 20, 2011 Asia&Luna napisał(a):................. Jak dla mnie to jest już chamskie, jeśli komuś trudno zrozumieć człowieka, który boi się psów. Masz rację, miłośnicy psów muszą pamiętać,że nie każdy lubi je tak samo jak my a niektórzy po prostu ich się boją. Quote
omry Posted April 21, 2011 Posted April 21, 2011 A ja dwa dni temu rozmawiałam z prostakiem. Wychodzę z łąki na dróżkę. Taką typową prowadzącą na działki. Z daleka widzę dużego psa, który się na nas patrzył. Z daleka wyglądał trochę na tybetana, tylko mniejszy. Łapię Iwana na smycz, bo wiem, że jak go zobaczy to się osika z radości i będzie go gonił. Ale pies uciekł. Wyszliśmy z łąki całkowicie i zapięłam Iwana na smycz. Idziemy spokojnie i widzę, że z terenu, na którym siedzi ten właśnie pies i szczeka na Iwana wyjeżdża młody facet golfem. Taka rozmowa: Facet: Gdzie ten pies ma kaganiec? Ja: Ano, nie ma. Facet: Każdy pies powinien mieć kaganiec. Ja: Nie musi. Facet: No jak to nie musi?! :bulwers: Ja: Według naszej gminy wystarczy smycz. Facet: Ale ja się na przykład boję, i co? Ja: A to nie przypadkiem pana pies biegał przed chwilą bez smyczy i bez kagańca? Facet: No.. mój. Ale ja otwierałam bramę i mi uciekł. Ja: Mnie nie interesuje, że panu uciekł. Niech pan pilnuje swojego psa. Facet: Ja mam dzieci i nie życzę sobie groźnego psa bez kagańca u mnie pod domem. Ja: Chyba się coś panu pomyliło. Nie jestem na pana terenie. Ja pilnuję swojego psa, pan niech pilnuje swojego. No i dzieci. I tak jak mówiłam, nasza gmina wymaga kagańca lub smyczy, a pan nie ma prawa niczego ode mnie wymagać. Niech pan się czepi czegoś innego. Założyłam słuchawki i chcę go ominąć, a ten na mnie prawie najechał. No burak jeden. Gadał coś, ale wiedział, że go nie słyszę i przestał. Przyhamował tylko przy mnie i popukał się w głowę. Tak naprawdę to nie wiem, jak jest u mnie w gminie z kagańcem.. Ale on też nie, najwyraźniej :D Quote
motyleqq Posted April 21, 2011 Posted April 21, 2011 omry napisał(a):Tak naprawdę to nie wiem, jak jest u mnie w gminie z kagańcem.. Ale on też nie, najwyraźniej :D zakończenie najlepsze :D Quote
Arwilla Posted April 22, 2011 Posted April 22, 2011 omry napisał(a):A ja dwa dni temu rozmawiałam z prostakiem. Wychodzę z łąki na dróżkę. Taką typową prowadzącą na działki. Z daleka widzę dużego psa, który się na nas patrzył. Z daleka wyglądał trochę na tybetana, tylko mniejszy. Łapię Iwana na smycz, bo wiem, że jak go zobaczy to się osika z radości i będzie go gonił. Ale pies uciekł. Wyszliśmy z łąki całkowicie i zapięłam Iwana na smycz. Idziemy spokojnie i widzę, że z terenu, na którym siedzi ten właśnie pies i szczeka na Iwana wyjeżdża młody facet golfem. Taka rozmowa: Facet: Gdzie ten pies ma kaganiec? Ja: Ano, nie ma. Facet: Każdy pies powinien mieć kaganiec. Ja: Nie musi. Facet: No jak to nie musi?! :bulwers: Ja: Według naszej gminy wystarczy smycz. Facet: Ale ja się na przykład boję, i co? Ja: A to nie przypadkiem pana pies biegał przed chwilą bez smyczy i bez kagańca? Facet: No.. mój. Ale ja otwierałam bramę i mi uciekł. Ja: Mnie nie interesuje, że panu uciekł. Niech pan pilnuje swojego psa. Facet: Ja mam dzieci i nie życzę sobie groźnego psa bez kagańca u mnie pod domem. Ja: Chyba się coś panu pomyliło. Nie jestem na pana terenie. Ja pilnuję swojego psa, pan niech pilnuje swojego. No i dzieci. I tak jak mówiłam, nasza gmina wymaga kagańca lub smyczy, a pan nie ma prawa niczego ode mnie wymagać. Niech pan się czepi czegoś innego. Założyłam słuchawki i chcę go ominąć, a ten na mnie prawie najechał. No burak jeden. Gadał coś, ale wiedział, że go nie słyszę i przestał. Przyhamował tylko przy mnie i popukał się w głowę. Tak naprawdę to nie wiem, jak jest u mnie w gminie z kagańcem.. Ale on też nie, najwyraźniej :D Ja na takich mówię "potomek Kalego"...:roll: Kto czytał "W pustyni i w puszczy" ten wie o co chodzi... :evil_lol: Quote
bonsai_88 Posted April 22, 2011 Posted April 22, 2011 Ja dzisiaj na spacerze z Birmą spotkałam się z chamstwem 2 dziewczyn. Idę sobie ze spuszczonym psem obok stawiku [mam taki mały 2 min. od domu]... W pewnym momencie widzę kawałek od nas siedzące na ławeczce 2 dziewczyny w wieku może już pełnoletnim [a może nie] z spuszczonym psiakiem. Psiak zaczyna biec spokojnym kłusikiem w naszą stronę [kompletnie ignorując wołanie dziewczyn], więc przywołuję kudłatą do siebie i przytrzymuję ją na wszelki wypadek za obrożę. Birma jest już o wiele łagodniejsza niż kiedyś, nie atakuje na ślepo, ew. jak jej się pies nie spodoba to kłapnie mu zębami przed nosem, a po za tym jak jej psiak nie zaczepia to sama je ignoruje. Wiem, że nie będzie się już głupio rzucać, więc zapinać na smycz mi się jej nie chciało. Psiak podszedł do nas, wyciągnął pycholca do Birmy... reakcja Muchy była dość typowa - szarpnęła się lekko i kłapnęła zębami z warkotem. W tym momencie dziewczyny na ławeczce zrobiły zryw paniczny, przyleciały o mały włos nie wywalając się o oddzielający nas, niski [trochę poniżej kolan] płotek i zaczęły taniec z psem. Piesek tańczył wokół nas próbując co chwilę dopaść Birmę, dziewczyny tańczyły próbując go złapać. W samym środku tego wszystkiego stałam ja z Birmą siedzącą mi przy nodze, kłapiącą paszczęką jak psiak ją nosem poszturchiwał [ale raczej bez przekonania, nawet tyłka się jej ruszyć nie chciało]. Dziewczyny w końcu złapały psa i... wyskoczyły do mnie z pyskami, że moja suka chce ich psa zagryźć a ja sobie spokojnie stoję i papieroska palę. Najwyraźniej powinnam była papierosa nerwowo ciepnąć na ziemię i zająć się łapaniem ich psa? Fakt, że jakby psiaczek wykazał choćby cień agresji do Birmy albo Birma faktycznie chciała go zeżreć to ratowaniem psa bym się zajęła... Cóż, zaczynanie pyskówki było błędem dziewczyn, bo akurat mnie wyjątkowo głowa bolała i kiepski humor miałam... Zostały dość dosadnie poinformowane do czego służy smycz, po co uczy się psa przychodzenia jak się go woła oraz parę możliwych opcji co może się stać z ich psiakiem jak podbiegnie z jakiegoś dużego, agresywnego psa. Swoją drogą, żeby nie było... jakby psiak do nas nie podbiegł to nie miałabym do dziewczyn najmniejszych pretensji. Nie mam nic do spuszczonych psów, pod warunkiem, że zostawiają nas w spokoju albo [jeżeli już zdarzy się "wpadka"] to właściciel po prostu po ludzku przeprosi za podbiegnięcie psa... Quote
Litterka Posted April 22, 2011 Posted April 22, 2011 A u mnie sytuacja również podbiegaczowa, ale trochę z innej beczki. Idę sobie dzisiaj po południu z Mikrą do sklepu (wyjątkowo ją zabrałam, bo tam mogła wejść ze mną, a wizyta zajęła pół minuty). Jak to w Wielki Piątek - na ulicach dzieciaki na rowerach, dorośli, ogólnie tłum. Mikra boi się innych psów. I tu sytuacja właściwa. Idziemy sobie, do Mikry podbiega sunia shih. Właściciel ją woła, oczywiście sunia ma to pod ogonkiem. ;) Mikra, przestraszona, wyjęła się z obroży i odbiegła kilka kroków, ale nadal była w moim zasięgu. Shih podleciała do Małej, więc Mikra zębami kłapnęła, ale nic więcej. I tu się zaczęła litania właściciela... Trochę czasu zajęło mi wytłumaczenie mu, dlaczego psy prowadza się w tłumie na smyczy i dlaczego powinno się umieć panować nad psem, a co najważniejsze, że Mikra nie chciała zjeść jego przecudownego shih za 100 zł (jakiś taki miniaturowy był), tylko zachowała się po prostu po psiemu. Przeraża mnie to, że nasze kochane społeczeństwo ma psy i kompletnie ich nie rozumie. Quote
Asia&Kleo Posted April 22, 2011 Posted April 22, 2011 Bonsai_88, takie dziewczyny można spotkać wszędzie, które lubią się czepiać i szukają zaczepek Dość podobna sytuacja: Idą po zdroju 2 laski (wiem, że mają ok.14 lat, może nawet mniej) ubrane co namniej prowokująco, kilogram tapety na twarzy, kiwające się na obcasach- miały ze sobą małego qndla. Pies nagle ucieka, biegnie na ulicę, chyba kierując się w stronę domu. Dziewczyny miały go centralnie w nosie, nie pilnowały go. Zwracam im uwagę, krzycząc- zwyczajnie było mi szkoda psiaka, gdyby się wpakował pod samochód: -Ejj, młode, pies wam ucieka! Usłyszałam odpowiedź: -Ty, gówniaro, nie zwracaj mi uwagi, umiem psa pilnować(!) Nie miałam ochoty użerać się z dzieciakami. Szczerze, ja też jestem młoda, ale starsza od nich kilka lat i wyglądam poważniej niż tamte diwy;) Quote
vege* Posted April 22, 2011 Posted April 22, 2011 nienawidzę takich czerstwych, wytapetowanych gówniar! na twoim miejscu bym chyba nie wytrzymała, podeszła do nich i za fraki je potrząsnęła, tak, że by się na obcasach już nie utrzymały :evil_lol: Quote
Asia&Kleo Posted April 22, 2011 Posted April 22, 2011 vege* napisał(a):nienawidzę takich czerstwych, wytapetowanych gówniar! na twoim miejscu bym chyba nie wytrzymała, podeszła do nich i za fraki je potrząsnęła, tak, że by się na obcasach już nie utrzymały :evil_lol: Potarfię się powstrzymać, kwestia przyzwyczajenia. Na niektóre dzieciaki wystarczy lekko tupnąć i zaraz uciekają;) Gorzej jak ktoś przy mojej obecności porusza temat o psach (czy to rówieśnicy, czy rodzina, to zupełnie obojętnie) Wtedy nie potrafię się nie odezwać, jeśli słyszę, jak klepie człowiek głupoty typu suka musi mieć młode, chappi to dobre żarcie, kastracja to zło, pies z giełdy bez rodu jest rasowy i tak dalej.... Quote
vege* Posted April 22, 2011 Posted April 22, 2011 w takich sytuacjach to i ja nie potrafię siedzieć cicho, ale jednak nikt w rodzinie i w znajomych nie traktuje mnie poważnie i po prostu mówi, ze psy poprzewracały mi w głowie, nawet teraz jak ciocia ma pseudowesta (bez rodo) no to jakiś facet rpzechodził koło mojej cioci domu i zobaczył, ze ciocia ma takiego pieska i zostawił jej swój nr telefonu i zapytał czy może swoją suczkę też pseudowestkę dopuścić do Reja (pies cioci), oczywiście ciocia się zgodziła, mimo, że pies chyba nawet jeszcze nie ma roku, a mnie ku*wica wzięła na miejscu, mówiłam, żeby nie dopuszczała go bo on jest za młody, że on nie ma rodo i co będzie jak pieski urodzą się z wadami genetycznymi i będą kalekie, albo trafią do schronisk. Co na to moja mama? Powiedziała, że mnie już po*ierdoliło całkiem, że to cioci sprawa i tamtego faceta bo to rpzecież nie ciocia ma suczkę tylko tamten facet. :/ ps. na moje zemsty nie zwracajcie uwagi, ja tak zawsze jak się zdenerwuję :evil_lol: Quote
Talucha Posted April 22, 2011 Posted April 22, 2011 Mnie takie coś doprowadza do szału.... Najbardziej mnie denerwuje też moja ciocia. Oczywiście jest zdania, że suczka powinna mieć chociaż raz młode, to będzie dłużej żyła, będzie zdrowsza itp... Jak im tłumacze, że to tak samo można powiedzieć, że kobieta musi być raz w ciąży to będzie długowieczna to patrzą na mnie z oburzeniem i że nie mam się tak wymądrzać, bo co ja tam wiem, że młoda jestem itp. A ciotka niby wszechwiedząca, bo zrobiła magistra i się wywyższa... Jej teściowie znaleźli suczkę w typie ONka i suńka trafiła do mojej ciotki, a że oni mają niedaleko aktualnego miejsca zamieszkania działkę, na której się z mężem buduje to dali tam psa na łańcuch. Żeby pilnowała itp. Fakt, że budę miała fajną, ale ani ocieplona w zimę (ja musiałam o to dbać...) a w lato często brakowało jej wody. Nie wychodziła na spacery-bo tak ciągnie! :shake: Suńka była szczeniakiem, dopiero w fazie wzrostu i zdziczała, bo nikt nie poświęcał jej wystarczająco czasu. Kiedy pytałam ciotki czy mogę ją wziąć na spacer, spuścić z Lastim (mój pies w typie SH) to z wielkim oburzeniem, że nie. Raz im uciekła, koleżanki dały mi znać to ja biegiem wracałam ze spaceru żeby ją złapać. Saba (ta suńka) znowu trafiła na łańcuch i znowu uciekła-tym razem śmiertelnie przeraziła się burzy (wtedy była okropna, jedna ze straszniejszych jakie przeżyłąm) i już nie wróciła... Nie wiadomo co się z nią dzieje. A jak pytałam wcześniej ciotkę czemu się nią nie zajmuje itp, to mówiła, że czasu nie ma przy 2 małych dzieci :shake: Teraz jak już się wprowadzą do nowego domu to chcą psa ze schroniska-na dwór oczywiście. Tyle, że ze schroniska nie wydają psów na łańcuch :evil_lol: Ja od zawsze kłócę się z tą właśnie ciotką o wszystko co dotyczy psów :diabloti: Quote
Yorkomanka Posted April 23, 2011 Posted April 23, 2011 to ja chyba mam w miarę normalną rodzinę :p ciotka ma kota i kotke wyciachane oba;) ja też będę mojego kastrować ale to za rok albo i 2:roll: mama już o tym wie... ojciec może będzie marudził... trudno moje pieniądze, mój pies... może sobie marudzić zreszta zawsze można wymyślić jakąś chorobę :diabloti: Quote
evel Posted April 23, 2011 Posted April 23, 2011 Do szału mnie doprowadzają dzieci, które się nagle "wzięły" na ulicach w ilościach szalonych i zachowują się jakby wypadły z buszu. Już pomijając nawet przejeżdżanie na rowerze/rolkach/hulajnodze obok nas i psa ze świstem, dosłownie parę cm od nas, po obu stronach (!!!), ale dzieci biegające dookoła, wydzierające się wniebogłosy i wyciągające łapy do obcego, przestraszonego psa to już przeginanie. Chyba niektórym się zapomniało przez zimę, że niektórzy sobie kontaktów tak bliskich nie życzą... Tak, to mój pies ma problem z dziećmi, więc de facto ja mam problem, więc to ja schodzę na bok, czekam, przepuszczam, przepraszam i tak dalej, ale wszystko ma swoje granice. Czekam tylko aż mi któryś na psa najedzie, to ściągnę z roweru i do rodziców za ucho zaprowadzę chyba, bo jakoś nie mam zamiaru lewitować z psem, bo zdaje się, że mamy takie samo prawo do użytkowania chodnika. Quote
vege* Posted April 23, 2011 Posted April 23, 2011 Ciocia też próbowała mi wmówić, że Nuka (moja kundlica, pewnie gdzieś w dalekiej, bardzo dalekiej rodzinie ma czarnego labka, bo sierść podobna i ma błony między palcami) powinna raz urodzić bo będzie zdrowsza, na szczęście moja mama jej powiedziała, że to nie prawda, ja od razu z mordą wyleciałam, że kundli i psów bez rodo się nie rozmnaża. Ja ogólnie też mam normalną rodzinę, jeśli można ją nazwać normalną, tzn chodzi mi o tą najbliższą czyli moich rodziców siostrę i dwie babcie, bo nie wiem czy normalne jest (tzn dla mnie jest dla kogoś innego nie), że spędzam czas z psem na dworze, uczę go sztuczek i posłuszeństwa, dostaje dobrą karmę itd. Nuka też będzie sterylizowana tylko muszę znaleźć dobrego weta, który to dobrze zrobi ;-) ZNA moze ktoś kogoś dobrego z warszawy? Quote
vege* Posted April 23, 2011 Posted April 23, 2011 [quote name='evel']Do szału mnie doprowadzają dzieci, które się nagle "wzięły" na ulicach w ilościach szalonych i zachowują się jakby wypadły z buszu. Już pomijając nawet przejeżdżanie na rowerze/rolkach/hulajnodze obok nas i psa ze świstem, dosłownie parę cm od nas, po obu stronach (!!!), ale dzieci biegające dookoła, wydzierające się wniebogłosy i wyciągające łapy do obcego, przestraszonego psa to już przeginanie. Chyba niektórym się zapomniało przez zimę, że niektórzy sobie kontaktów tak bliskich nie życzą... Tak, to mój pies ma problem z dziećmi, więc de facto ja mam problem, więc to ja schodzę na bok, czekam, przepuszczam, przepraszam i tak dalej, ale wszystko ma swoje granice. Czekam tylko aż mi któryś na psa najedzie, to ściągnę z roweru i do rodziców za ucho zaprowadzę chyba, bo jakoś nie mam zamiaru lewitować z psem, bo zdaje się, że mamy takie samo prawo do użytkowania chodnika. .......... u mnie na szczęście są dość normalne dzieci, owszem jeżdżą sobie na rowerkach, samochodzikach, rolkach i co tam jeszcze chcą, drą trampki jak szalone, ale nie przeszkadzają mi jak gdzieś idę z psem, nie podchodzą, nie wyciągają łap, żeby pogłaskać jak chcą to się grzecznie pytają :-) ostatnio tylko jakiś mały chłopczyk może max 4 lata biegał niedaleko mnie i Nuki jak ta szukała miejsca na siusiu i miauczał na Nukę :-O hahahha Quote
Welshowa Posted April 23, 2011 Posted April 23, 2011 [quote name='evel']Do szału mnie doprowadzają dzieci, które się nagle "wzięły" na ulicach w ilościach szalonych i zachowują się jakby wypadły z buszu. Już pomijając nawet przejeżdżanie na rowerze/rolkach/hulajnodze obok nas i psa ze świstem, dosłownie parę cm od nas, po obu stronach (!!!), ale dzieci biegające dookoła, wydzierające się wniebogłosy i wyciągające łapy do obcego, przestraszonego psa to już przeginanie. Chyba niektórym się zapomniało przez zimę, że niektórzy sobie kontaktów tak bliskich nie życzą... Tak, to mój pies ma problem z dziećmi, więc de facto ja mam problem, więc to ja schodzę na bok, czekam, przepuszczam, przepraszam i tak dalej, ale wszystko ma swoje granice. Czekam tylko aż mi któryś na psa najedzie, to ściągnę z roweru i do rodziców za ucho zaprowadzę chyba, bo jakoś nie mam zamiaru lewitować z psem, bo zdaje się, że mamy takie samo prawo do użytkowania chodnika. U mnie jest identycznie - dzieciaki biegają, jeżdżą na rowerze, rolkach czy hulajnodze i mówiąc szczerze to nie sprawiało mi to jakiegoś większego problemu, bo mój pies nic sobie z tego nie robił. Do czasu. Do czasu, aż pewien chłopczyk wjechał w niego rowerem ... no normalnie myślałam, że zaraz wybuchnę, całe szczęście, że psu nic się nie stało. Quote
evel Posted April 23, 2011 Posted April 23, 2011 Ale ja nic nie mam do dzieci jako takich. Po prostu mnie irytuje, że dzieci jeżdżą niemal po ludziach, po psach, po sobie a rodzice na to nie reagują, o ile w ogóle są w pobliżu. No i zajeżdżanie z dwóch stron obok ludzi z psem nie jest szczytem rozumnego postępowania, bo jeśli pies się cofnie w którąś stronę to nie dość, że dziecko będzie miało ze mną do czynienia jak mi rozjedzie psa to jeszcze prawdopodobnie zaryje dziobem w kostkę brukową. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.