filodendron Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Te podbiegające psy, bez pytania, bez kontroli, nieodwoływalne - to jest prawdziwe chamstwo. I jeszcze fochy, jak się zwróci uwagę w rodzaju "no przecież nie puściłabym agresywnego psa!" A skąd ja mam to wiedzieć? Skąd mam wiedzieć, że kobieta bez słowa puszczająca luzem psa wielkości cielaka i całkowicie ignorująca moje zaniepokojenie, jest normalna i ma normalnego psa? Nie ma na czole żadnego atestu a nawet gdyby, to przecież mój mogłby się okazać agresywny - też nie mam nic na czole wypisane. I co - że mój o 40 kilo lżejszy, to już no problem? I to jest robienie bardzo czarnego PR dla wszystkich psiarzy. Gdy widzę psy, podchodzące do dzieci bez zapytania o zgodę, podbiegające do sanek czy rowerów, to mam ochotę przepraszać za ich właścicieli, bo to się na nas wszystkich będzie mściło. Quote
Sybel Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Kurde, jeśli przypadkiem dojdzie do tego, ze mój pies do kogoś podbiegnie, to ja się jak głupia kajam, przepraszam... A podbieganie ostatnio zdarzyło się chyba rok temu. Ostatnio znowu takie małe jamnikowate coś za nami przez ulicę po nocy przeleciało. No mój TZ musiał mnie trzymac, bo miałam ochote iść i przy********ć psiemu panu w łeb moją duuużą Flexi, bo nie zauważył że psa nie ma - pet mu świat przesłonił. No ludu... Quote
evel Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 filodendron napisał(a):Te podbiegające psy, bez pytania, bez kontroli, nieodwoływalne - to jest prawdziwe chamstwo. I jeszcze fochy, jak się zwróci uwagę w rodzaju "no przecież nie puściłabym agresywnego psa!" A skąd ja mam to wiedzieć? Skąd mam wiedzieć, że kobieta bez słowa puszczająca luzem psa wielkości cielaka i całkowicie ignorująca moje zaniepokojenie, jest normalna i ma normalnego psa? Nie ma na czole żadnego atestu a nawet gdyby, to przecież mój mogłby się okazać agresywny - też nie mam nic na czole wypisane. I co - że mój o 40 kilo lżejszy, to już no problem? Te fochy są najlepsze - jak słyszę "ale on nic nie zrobi/jest jeszcze szczeniaczkiem, ma dopiero dwa latka/ale mój nieagresywny" to mnie krew zalewa po prostu. Dziwne, że później ludzie nienawidzą psów, jak na jednym spacerze obskoczy i obślini pana X powiedzmy labrador, bigiel wyżre mu zakupy z siatki a spaniel będzie próbował się zabić pod kołami jego samochodu wyjeżdżającego z parkingu (reakcja pani: on jest tylko ciekawy!) :wallbash: (nie są to przypadki wymyślone ani wzięte z kosmosu, tylko realne sytuacje sprzed kilku miesięcy). Quote
filodendron Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Obskakiwanie - też temat rzeka. U mnie króluje metoda na "on chce się tylko przywitać" ale najbardziej powalająca jest metoda na dobrego człowieka: "pani to musi być dobrym człowiekiem - mój pies zawsze takich rozpoznaje". Quote
motyleqq Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 chyba mieszkam w fajnej okolicy-pomijając syf i zatrute mięso- bo u mnie psiarze to pełna kultura, kiedyś miałam jedzenie w kieszeni i pewien husky bardziej był zainteresowany mną niż Etną i skoczył na mnie, a właścicielka od razu mnie przeprosiła, mimo że nie miałam jej tego za złe. jedyne, co mnie dziwi każdego dnia to ilość psów niereagujących na wołanie, ale póki co żaden z nich nie zrobił nam krzywdy... Quote
Ewa&Duffel Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 motyleqq napisał(a):chyba mieszkam w fajnej okolicy-pomijając syf i zatrute mięso- bo u mnie psiarze to pełna kultura, kiedyś miałam jedzenie w kieszeni i pewien husky bardziej był zainteresowany mną niż Etną i skoczył na mnie, a właścicielka od razu mnie przeprosiła, mimo że nie miałam jej tego za złe. jedyne, co mnie dziwi każdego dnia to ilość psów niereagujących na wołanie, ale póki co żaden z nich nie zrobił nam krzywdy... Mogłabym napisać dokładnie to samo ;) Jedyną wadą mojej okolicy są niesamowite ilości wywalanego jedzenia, co ze względu na upodobania mojego psa doprowadza mnie do szału, ale jeśli chodzi o psy, nie ma w zasadzie żadnego problemu. Większość spaceruje bez smyczy, ale jest skupiona na właścicielu i zabawce, albo całkowicie ignoruje otoczenie (to w większości mocno starsze pieski). A już jakiś pies podbiegnie, to w przyjaznych zamiarach. Nieprzyjemną sytuację mieliśmy tylko raz, kiedy wieczorem na łące na Duffla się rzucił amstaff, a jego właściciel bał się go odciągnąć :shake: Podoba mi się też postawa właścicieli owczarków, większość z tych psiaków nie jest zbyt przychylnie nastawiona do innych przedstawicieli swojego gatunku, ale zajmowane są zabawą z właścicielem, aportowaniem piłeczki, a na widok innego psa od razu zapinane na smycz. Quote
Szura Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 A już jakiś pies podbiegnie, to w przyjaznych zamiarach. Mnie naprawdę nie obchodzi, czy w przyjaznych - trzeba pytać. Podbiegający z radością pies jest problemem dla właścicieli psów agresywnych, lękowych czy dla ludzi po prostu pracujących w danym momencie z psem. A niektórzy sobie po prostu nie życzą, bez żadnego racjonalnego powodu i też mają prawo. Quote
motyleqq Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Szura napisał(a):Mnie naprawdę nie obchodzi, czy w przyjaznych - trzeba pytać. Podbiegający z radością pies jest problemem dla właścicieli psów agresywnych, lękowych czy dla ludzi po prostu pracujących w danym momencie z psem. A niektórzy sobie po prostu nie życzą, bez żadnego racjonalnego powodu i też mają prawo. w sumie prawda. tak samo irytujący są ludzie cmokający i wołający 'jaki śliczny' kiedy pies powinien iść koło mnie, bo np przechodzimy przez ulicę, albo po prostu w tym momencie tego uczę... Quote
gops Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 ja znam wlasnego psa najlepiej i wole zeby nic mi nagle nie podlatywalo szczegolnie wieksze , bo male to moja dominuje a duze czyt wieksze niz ona (17kg) to atakuje z agresja , a ile razy podlatywal do mnie radosnie amstaf, labrador czy inny wielki pies/suka a wlasciele krzyczac z daleka " nic nie zrobi /to pies-suka/ to szczeniak / on nie gryzie " nie raczyl nawet odwolac psa , i kazda taka akcja "psuje" mi psa jeszcze bardziej , a jak taki labek zostanie kilka razy pokasany przez moja suke to zapewne na jego psychice za dobrze to tez sie nie odbije , ludzie poprostu nie mysla :roll: nie wszyscy aczkolwiek od dawna nie spotkalam normalnego psiarza ktory by zlapal na nasz widok swojego psa albo odszedl na bok abym mogla przejsc . musze sie chyba wyprowadzic do innego miasta , albo to my mamy takiego pecha Quote
Merrick Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Tamlin chodzi na spacery albo na zwykłej smyczy albo na 10-metrowej, nie mam więc problemu z tym że do jakiegoś psa sam podbiegnie, zawszę mam go pod kontrolą. Natomiast mój 4-miesięczny szczeniak wilczaka, przyznaję zazwyczaj chodzi luzem, biegnie parę metrów ode mnie, a ja dosyć często go przywołuję, po to żeby nauczyć go wracania do mnie niezależnie od sytuacji, nawet w czasie najlepszej zabawy. Jeśli widzę obcego psa, wołam Baldura, który zaraz przybiega i trzymam go dopóty dopóki nie dowiem się od właściciela/właścicielki czy Baldur może podbiec się przywitać. Póki co nawet jeśli zobaczy innego psa przede mną, to odwołany od razu zawraca. Oczywiście cały czas obserwuję czy mu się to nie zmienia ale póki co jest świetnie. Baldur nie jest podbiegaczem i staram się go szkolić już od małego tak żeby w przyszłości nim nie został. Ale jeżeli mu się kiedyś ''odwidzi'', to pozostanie kupić drugą 10-metrową linkę ;) Quote
vege* Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Moja Nuka też kiedyś tylko RAZ pobiegła do hasky'ego jak nie zauważyłam, że jakaś babka z nim idzie, od razu ją zabrałam i przepraszałam babkę chyba z 10 razy, ale, ze Nuka jeszcze była szczeniaczkiem i chciała się pobawić to babka powiedziała, że nic się nie stało i poszła z uśmiechem na twarzy ;) od tamtego czasu cały czas uczę nukę, że ma do mnie przychodzić ZAWSZE i mi wychodzi to coraz lepiej ;-) Jak ostatnio do mnie dwa jorki podbiegły i chciały mi mojego 21 kg psa zjeść to nawet słowa przepraszam od właściciela nie usłyszałam, no cóż, jego psy małe to przecież "mogą wszystko" :shake: Quote
filodendron Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Ja nie dostaję piany, jak pies podbiegnie i ktoś przeprosi, bo nie zauwazył, zagada czy coś. Nawet jak ma problemy z odwołaniem, ale jest świadom, że nie tak powinno być, to spoko - nie mam wielkich problemów poza dwoma z góry zdefiniowanymi psami. Mi też kiedyś smycz z ręki wypadła, jak pies pociągnął do suki - przeprosiłam, nie było pretensji. Raz nawiał mi do berneńczyka i pani z daleka krzyknęła, że mogą być kłopoty - udało się psa odwołać, kłopotu nie było, mimo to przeprosiłam. To się zdarza i jak ludzie zaczynają rozmawiać i są świadomi, to dla mnie jest ok. Ale ręce mi opadają, jak widzę, że ludzie po prostu wzruszają ramionami - mają autentycznie głęboko gdzieś to czy chcę, czy nie chcę, żeby ich pies do nas podchodził. Moja córka boi się dużych psów - nie rozumiem, dlaczego fakt, że idziemy z psem, automatycznie oznacza, że koffffamy wszystkie obce widziane pierwszy raz na oczy czworonogi :/ Quote
Franca81 Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 filodendron napisał(a):Obskakiwanie - też temat rzeka. U mnie króluje metoda na "on chce się tylko przywitać" . Mnie tak zaskakiwała babeczka z mega upierdliwym małym psiakiem... Aż nie wytrzymałam i jak znów mi powiedziała, że jej psiak chce się tylko przywitać to odpowiedziałam "A mój chce zjeść bo jest na czczo". A że mój psiak to była mieszanka boksera z amstaffem to reakcja była natychmiastowa. :evil_lol: I to położyło kres upierdliwego pieska. Moze kiedyś gdzies pisałam. Pod balkonem sasiadki zawsze miałam spokój z zaczepiającymi "witaczami" bo sasiadka nie lubiła mojego psa (bo niby z asta coś miał) i darła się z balkonu "oooo bandyta idzie". Byłam wściekła na takie szufladkowanie psa (jej mąż bardzo go lubił) ale w przypadkach upierdliwych właścicieli byłam jej za to nie raz wdzięczna. ;) Quote
marta9494 Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 Ja akurat mam psy łagodnego wyglądu(kudłaty briard i nie mniej kudłaty york)Co do obskakiwania,to miałam trochę pracy żeby dużą sukę nauczyć,że dzieci to nie są jej ukochane zabawki do skakania i lizania i nosowania.Mała troche bardziej powściągliwa jest:)Ale miałam też problemy żeby Lilę nauczyć ,że podlatujące psy ,to nie zadne zagrozenie i nie musi się za mnie chować.Bo miałam kilka sytuacji,gdzie np. jamnior leciał rozradowany,a moja Lila myslała,że to jamnik hannibal i on na nią czycha i ją zeżre!Naprawdę ja mam "święte psy".Dupy wołowe,mozna je kroić,a one myslą,że tak trzeba,bo przecież człowiek je kocha i kroić musi i nawet nie mrugają.Jak dałam dużą do "fryzjerki",to zamiast kołtuna wycięła jej skórę z mięsem za uchem,przykleiła plaster i powiedziała,że tak spokojnego psa ,to ona w życiu nie strzygła i nie czesała...Myślałam,ze to jakieś zadrapanie,przyjechałam do domu(nie chciałam Lili stresować grzebaniem w "zadrapaniu")wiec zabrałam ją szybko do auta i jazda do domu.Jak ściagnęłam plaster,to myślałam,że mnie szlag trafi!!!!Pies miał wyciętą za uchem skórę,włosy i przy okazji mięso!!!!!!!!!!!!!Do dziś się zastanawiam jakim cudem moja Lisia nie odgryzła babie łapy!!!No,alle potem pomyslałam:nauczone,że czyszczenie uszu,to zabieg mało przyjemny,ale ma stać i czekać aż skończę,czesanie -to samo,obcinanie pazurów-też.Więc moja Lila myślała,że wycinanie nozyczkami mięsa ,skóry i przy okazji włosów,to widocznie tak musi być i cierpliwie czekała,aż szanowna pani ją okaleczy!Próbowałam się kontaktować,niestety bezskutecznie.Ale w sumie -po co?Już mojej gadziny do fryca nigdy nie zaprowadzę...Odbiegłam od tematu niechcący:)Głównie chodziło mi o to,że wszystko zależy od tego jak psa wychowamy.Jeśli nauczymy go,ze ma nie reagować na psa ,kota,wiewiórkę,fryzjerkę,słonia,to pies automatycznie nie bedzie reagował.Wiem to po moich psach.Moje nie są podbiegaczami,bo je tego oduczałam.Nie reagują też negatywnie na podbiegaczy i z jednej strony myslę,że to nie za dobrze.Bo 75% podbiegaczy ma dobre zamiary(obwachać,pobawić się i iść dalej)Ale te pozostałe % to moze agresory,które podbiegają,by pogryźć zaatakować,sponiewierać mojego psa...I myslę,że tu zaczyna się moja rola.Skoro wpoiłam moim psom,ze mają siedzieć na tyłkach(obojetnie co sie dzieje dookoła) to moim zadaniem jest wyczuć intencje podbiegacza,odpowiednio zareagować i jesli pies chce mojemu zrobić krzywdę,pogonić go w cholerę,bo to ja moje psy nauczyłam "dupowatości" i to ja teraz muszę pilnować,by przez ich dupowatość nie stała im się kzywda. Quote
Szura Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 Marta, dużą część psów można nauczyć/oduczyć, ale nie wszystkie. A już szczególnie, jeżeli mamy do czynienia z psami po przejściach... Poza tym całe oduczanie szlag trafia, jeśli tygodniowe czy miesięczne postępy idą w zapomnienie, bo do psa podleciał inny, nawet niekoniecznie agresywny, ale nachalny, i Ci przestraszył lękliwego czy wkurzył agresora. Quote
Juliusz(ka) Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 Szura napisał(a):(...)całe oduczanie szlag trafia, jeśli tygodniowe czy miesięczne postępy idą w zapomnienie, bo do psa podleciał inny, nawet niekoniecznie agresywny, ale nachalny, i Ci przestraszył lękliwego czy wkurzył agresora. Zrozumie tylko ten, kto doświadczył tego na własnej skórze :( Quote
evel Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 Podleciał do nas właśnie jorczek, skudlony jak nieboskie stworzenie... Wyleciał z otwartej bramy, pańcia za nim, woła, piesek leci za nami, zatrzymałyśmy się więc, bo pewnie by zdążył za nami pobiec do domu (właścicielce się nie spieszyło po pupila), no niby nie chamstwo ale totalna bezmyślność - ja wiem, że Zu nic nie zrobi normalnemu psu (chociaż nie mam tego napisanego na czole dla wiadomości ogółu narodu), jorczek był bardzo uprzejmy w stosunku do nas, żadnego tam jazgotania czy coś, ale tak sobie myślę, że jak kiedyś tak sobie beztrosko podbiegnie do agresywnego psa na smyczy to zostanie z niego kupka poplątanych kłaczków :shake: Quote
Rysia88 Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 Nas ostatnio spotkała niemiła sytuacja, byliśmy na spacerze z Falkiem-puściłam go ze smyczy żeby sobie poaportował- biegał za patyczkiem więc nie interesowały go odziwo inne biegające psy.... podbiegł do niego owczarek niemiecki-jego właścicielka była bardzo daleko, myślałam, że chce się pobawić z naszym szczeniorkiem- niestety był agresywny...zaczął nim szarpać, 'buchać' w niego... przerażona weszłam między nie i zabrałam Falka na ręce, niestety ON-ek zaczął z agresją skakać i na mnie...wołaliśmy tą Panią by zabrała psa- stanęła powołała, w końcu narzeczony przejął naszego psiaka i nawrzeszczał na tą kobietę, dopiero się uszyła... podeszła do nas i jeszcze się pruła................. ;/ Quote
motyleqq Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 naprawdę dziwią mnie takie sytuacje i kompletnie nie rozumiem takich ludzi :/ Quote
Yorkomanka Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 przed chwilą bardzo dziwna sytuacja mnie na spacerze spotkała wracam ja sobie do domu a tu z 2 strony idzie w moją stronę 3 chłopaków z głośnym rechotem. Już przeszli na "moją" stronę, byli trochę za mną, jeden z nich krzyknął Ej ty! Czego?:roll: Chcesz kulkę w łeb?:evil_lol: (wyciągnął plastikową zabaweczkę [pistolecik taki jak od starych konsoli do gier] i wycelował we mnie) no ale straszne... idź się pier...l i sobie poszłam dalej mówiąc dosyć głośno Widzisz Dusiaku jakich my musimy debili spotykać :roll:? A ich śmiech słyszałam jeszcze długo bo usiedli sobie na obsranym murku. Naćpani byli czy jak? W każdym razie trzeba czegoś więcej niż zabaweczki żeby mnie przestraszyć:p Quote
Sybel Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 Mnie na moim osiedlu dwa razy stary dziad zaatakował z bronią, bo mu psy nie będą srać pod oknem. Za pierwszym razem - miałam może 15 lat - poinformowałam szanownego pana, żeby wsadził sobie lufę w wylot odbytu i strzelił, a zrobi światu przysługę. Za drugim razem szedł i kopnął mojego psa. Tak po prostu. Nie dość, ze drugi natychmiast na niego ruszył, ja też ruszyłam. On już za pazuchę. W bardzo kwiecistych słowach poinformowałam go, ze jeśli wyciągnie pistolet, najpierw go zleję, a potem wezwę policję. Oczywiście byłam przerażona i przynajmniej część z policją by się nigdy nie wydarzyła, ale to inna sprawa. Potem dowiedziałam się, ze to bydle kiedyś podwoziło do pracy moją znajomą. Znajoma jest niezwykle elegancką kobietą koło osiemdziesiątki, dziadyga w podobnym wieku, rzecz działa się jakiś czas temu, jak byli młodsi. Gość, jako sąsiad, zaoferował podwózkę znajomej, ona oczywiście się zgodziła. A on co? Jazda do lasu "a sobie pohulamy, bo ty taka ładniutka". Urządziła mu piekło - potrafi, jak nikt - i zawiózł ją do miasta. Ostatnio go nie widziałam, zdaję się, ze w końcu łaskawie zszedł z tego świata. Słyszałam tez od znajomych psiar, że groził im bronią, jak chodziły z psami, ale z tego, co wiem, tylko ja go od góry do dołu pojechałam tak, ze mnie omijał. Takie wredne, śmierdzące zero. No, ale trafiła kosa na kamień. Swoja drogą... Jak ja mam mieć dzieci (Wstępnie na jesień planujemy pierwsze zorganizować...), jak ja na widok kogoś napastującego mojego psa mam ochotę zaatakować i zrównać z ziemią... Psychiatra nie pomoże nawet :| Quote
bonsai_88 Posted April 5, 2011 Posted April 5, 2011 Oznajmiam radośnie, że za chwilę to o mnie zaczną pisać tutaj jako o "chamskim psiarzu". Moja wariatka znowu "cieczkę" ma.... wszystkie psy ją teraz wkurzają [jest wycięta, więc do psów jej nie cięgnie, ale samcom i tak pachnie "ciekąco], więc wymyśliła sobie że najlepiej przed nimi uciec na pańciowe rączki. Uwierzcie mi, jak ta 20 kg potworzyca skacze mi wszystkimi łapami na twarz, bo skąs leci do niej jakiś pies to mi poziom agresji ostro wzrasta. Pocieszam się tylko, że za jakiś tydzień-dwa powinno się to wszystko skończyć. Ale za to ucieszyłam się ostatnio w lesie - jechała sobie grupka ludzi na rowerze, a rowerzystów u mnie jest bardzo dużo. Na ich widok zeszłam na bok i kazałam kudłatej usiąść mi przy nodze [zapinać mi się jej nie chciało - do takiego "mijania" rowerzystów Birma jest idealnie przyzwyczajona i nie ma mowy żeby ruszyła]. Ludzie jednak wyraźnie zwolnili i widać było że lekko niepewni są. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić [choćby zapiąć ją na tą chwilę dla ich spokoju] przechodzący pan do nich zawołała, że ten pies grzeczny jest i mogą spokojnie jechać - on wie, bo on nas na rowerze nie raz mijał. Normalnie aż mi się miło zrobiło za taki poziom zaufania od obcej osoby :). Zwłaszcza, że 2 lata temu miałam pod tym względem duży problem z Birmą. Zaczęłam z nią jeździć na rowerze i był okres, kiedy kudłata chciała biec obok każdego rowerzysty. Quote
camelek Posted April 6, 2011 Posted April 6, 2011 Moim największym utrapieniem jest suczka, która notorycznie obwąchuje mnie windzie. Chyba już wszystkim sąsiadom wyniuchała intymne miejsca. Ostatnio znowu zdarzyło się jej właścicielowi postawić mnie w głupiej sytuacji. Nic nie mam do chłopaka i mu powiedziałam na spokojnie, że czuje się napastowana. A on na to, że nie jest źle, skoro się przy tym śmieję. Nosz qrcze co mam mu następnym razem powiedzieć?:/ Quote
motyleqq Posted April 6, 2011 Posted April 6, 2011 ups.. mój pies też obwąchuje ludzi w windzie... :oops: ale odciągam ją, choć często słyszę 'nie szkodzi' Quote
filodendron Posted April 6, 2011 Posted April 6, 2011 camelek napisał(a):Moim największym utrapieniem jest suczka, która notorycznie obwąchuje mnie windzie. Chyba już wszystkim sąsiadom wyniuchała intymne miejsca. Ostatnio znowu zdarzyło się jej właścicielowi postawić mnie w głupiej sytuacji. Nic nie mam do chłopaka i mu powiedziałam na spokojnie, że czuje się napastowana. A on na to, że nie jest źle, skoro się przy tym śmieję. Nosz qrcze co mam mu następnym razem powiedzieć?:/ No ale jak? Stoicie w tej windzie, cudzy pies Cię obwąchuje a właściciel na to pozwala? O ja cie kręce.... Nie można skrócić smyczy, ustawić psa od ściany odgradzając go sobą od drugiej osoby, czy coś? Prędzej bym psa za pysk trzymała przez dziesięć pięter, niżbym pozwoliła na pakowanie nosa w strefy intymne sąsiadów. Następnym razem powiedz, że masz sierść/ślinę na ciuchach i niech płaci za pralnię zamiast dowcipkować. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.