puchu Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 Szczurzaste waży ok 8,5 kg i ma świetnie opanowane wskakiwanie na ręce, więc zazwyczaj szybko się ulatniamy. Quote
badmasi Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 A ja na temat parkowych szkółek dla psów. Wzięłam psy, piłki i inne gadżety i wybrałyśmy się do parku. Sobota, wokół kilka "szkółek" dla psów, właściciele w kółeczkach ćwiczą siad, waruj i resztę. Wybrałyśmy pustą polankę oddzieloną kanałkiem od wszystkich szkólkowiczów. Rzucam aporty, psy grzecznie się bawią, nauczone że jak aport to choć luzem to nie ma zwracania uwagi na resztę świata. Po zabawie zapinam psy na smycze i szykujemy się do powrotu. w tym momencie z jednej ze szkółek wypadają dwa podrostki wilczaków, pokonują kanałek i bez żadnej żenady chyc mi na suki. Moje suki miotają się na krótkich smyczach, wilczaki na wierzchu z zerowym odwołaniem. Wiem co zrobi większa suka, "upomni" jednego z naskakiwaczy i przyciśnie do gleby, będzie skowyt a wtedy może być że drugi wilczak postanowi ruszyć z odsieczą. Uprzedzając fakty odganiam tupaniem i krzykiem wilczaki. Wtedy jedna z młodych właścicielek agresywnie rusza na mnie uzurpując, że kopnęłam jej psa. Oczywiście tego nie zrobiłam, nie mam takiego zwyczaju. Zamiast łapać psy przyłącza się do niej kolega i ta sama śpiewka. Wilczaki ciągle luzem więc zwalniam większą sukę, odgania delikwentów(wilczaki) i na komendę wraca. Młodzi ludzie coraz bardziej agresywni, mam tego dość szukam gazu w kieszeni(na wszelki wypadek) ale TZ dotąd milczący mnie uprzedza-bierze sprawy we własne ręce. Kilka słów wystarcza aby grupka młodych ludzi zamilkła (TZ były zawodnik zapasów). Jeszcze na odchodnym rzucają, że zadzwonią po straż bo miałam psy luzem. Tak to się szkoli psy...Moja siostra, która jest świetnym szkoleniowcem, także sportowym (korzystała kilka razy z mojego nicku) a mieszka na stałe Stanach i bywała ze mną jesienią na Polach M. nie może zrozumieć że w Polsce tak właśnie szkoli się psy-całkowicie bezmyślnie nie szanując innych psów i ich właścicieli. Quote
Bogarka Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 Moja siostra wyszła kiedys na spacer z psami i nagle zauwazyła podlatujace do nich jakies małe cos. Porposiła włäscicielke zeby swojego psa odwołała, a ona na to: -On sie nie boi! :crazyeye: A tydzien temu ja musiałam uciekac z Hadarem przed wyzłem i takim kudłatym czyms (dwa samce) które nie chciały sie słuchac swoich włascicieli "badmasi" napisał(a): A ja na temat parkowych szkółek dla psów. Ja chodziłam do takiej szkółki z Hadarem jak był szczeniakiem ale miałam odwrotna sytuacje. O tej samej porze chodził na spacer tam ktos z afganami i jeden z tych afganów ciagle do nas podbiegał. Quote
filodendron Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 badmasi napisał(a):A ja na temat parkowych szkółek dla psów. Wzięłam psy, piłki i inne gadżety i wybrałyśmy się do parku. Sobota, wokół kilka "szkółek" dla psów, właściciele w kółeczkach ćwiczą siad, waruj i resztę. Wybrałyśmy pustą polankę oddzieloną kanałkiem od wszystkich szkólkowiczów. Rzucam aporty, psy grzecznie się bawią, nauczone że jak aport to choć luzem to nie ma zwracania uwagi na resztę świata. Po zabawie zapinam psy na smycze i szykujemy się do powrotu. w tym momencie z jednej ze szkółek wypadają dwa podrostki wilczaków, pokonują kanałek i bez żadnej żenady chyc mi na suki. Moje suki miotają się na krótkich smyczach, wilczaki na wierzchu z zerowym odwołaniem. Wiem co zrobi większa suka, "upomni" jednego z naskakiwaczy i przyciśnie do gleby, będzie skowyt a wtedy może być że drugi wilczak postanowi ruszyć z odsieczą. Uprzedzając fakty odganiam tupaniem i krzykiem wilczaki. Wtedy jedna z młodych właścicielek agresywnie rusza na mnie uzurpując, że kopnęłam jej psa. Oczywiście tego nie zrobiłam, nie mam takiego zwyczaju. Zamiast łapać psy przyłącza się do niej kolega i ta sama śpiewka. Wilczaki ciągle luzem więc zwalniam większą sukę, odgania delikwentów(wilczaki) i na komendę wraca. Młodzi ludzie coraz bardziej agresywni, mam tego dość szukam gazu w kieszeni(na wszelki wypadek) ale TZ dotąd milczący mnie uprzedza-bierze sprawy we własne ręce. Kilka słów wystarcza aby grupka młodych ludzi zamilkła (TZ były zawodnik zapasów). Jeszcze na odchodnym rzucają, że zadzwonią po straż bo miałam psy luzem. Tak to się szkoli psy...Moja siostra, która jest świetnym szkoleniowcem, także sportowym (korzystała kilka razy z mojego nicku) a mieszka na stałe Stanach i bywała ze mną jesienią na Polach M. nie może zrozumieć że w Polsce tak właśnie szkoli się psy-całkowicie bezmyślnie nie szanując innych psów i ich właścicieli. A to przykre, naprawdę :( A co zrobił prowadzący zajęcia? Ruszył chociaż tyłek? A nawet gdybyś kopnęła, to co? Każdy ma prawo bronić się przed obcym, podbiegającym bez pozwolenia psem, który ładuje się na podopiecznego - i pretensje to może mieć tylko do siebie ten, który temu psu pozwala podbiegać. Quote
evel Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 Ech, dlatego ja nie bardzo rozumiem takiej organizacji szkolenia... Co do kopania bądź nie - gdybym była zmuszona i nic innego by nie pomogło, to owszem, zasadziłabym kopa nachalnemu/atakującemu psu a później spokojnie wykręciła numer na SM... W międzyczasie poszukała świadków, którzy widzieli zajście. No przepraszam bardzo, ale to Twoje psy na smyczach zostały zaatakowane, tak? Młodej agresywnej właścicielce też jak widać przydał by się kopniak na otrzeźwienie :roll: P.S. Jestem ogromnie ciekawa jak ta sytuacja zostanie opisana na forum wilczaków, khe khe. Na razie serwer jest przeciążony :evil_lol: Quote
Amber Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 Bastylia napisał(a):Ja nie wiem skąd te babki wszystkie takie pewne, że się własnego psa nie utrzyma... wszechwiedzące kurde! I jeszcze trzeba im się cofnąć bo sobie z własnym psem nie radzą... Oj wiecie co, ja to jakieś kropelki uspokajające bym musiała brać przed spacerkiem z psem ;) heh. Zaczynam wierzyć w dualizm bo dziś znowu spotkało mnie to pytanie, tym razem ze strony faceta z shar-pei. Ja nie jestem jakoś strasznie mała (170 cm), ale zaczyna mi być przykro, że mają mnie za taką wątłą :evil_lol: A Może facet miał spotkanie z tamtą panią... I teraz woli się upewnić, to rozumiem :diabloti: Quote
badmasi Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 Filodendron-prowadzącego już nie było, cała grupa się rozeszła a zostali tylko młodzi ludzie z wilczakami, też jestem ciekawa co on na to. Choć nie mam pewności może tam stał i obserwował, trudno stwierdzić-były dwa psy i kilka osób. Zawsze liczę na rozsądek ludzi biorących udział w szkoleniach i ufam, że także bez trenera zachowają się odpowiednio-jak widać mylę się bardzo. Evel-te psy nie zaatakowały tylko w jakimś amoku wbiegły na nas i zaczęły gonić starszą sukę uwiązaną na krótkiej smyczy i na nią wskakiwać-ona bardzo tego nie lubi i może upomnieć młokosa-wtedy by było że mój pies pogryzł. Upominanie w jej wykonaniu to przytrzymanie nachalnego młodziaka przy glebie co zazwyczaj kończy się przerażającym skowytem przygniecionego. Agresywna była tylko właścicielka i jej kumpel-to im miałam ochotę zrobić prysznic z gazu a nie psom. Pewno wcześniej widzieli, że rzucam psom dyski i piłki-wtedy moje psy były luzem. Ich psy były cały czas na smyczy (wlokły się za nimi) z tą różnicą że drugi koniec tych smyczy nie był w ręce człowieka:p Wilczaki to fantastyczne psy, budzące respekt i piękne ale w rękach nieodpowiednich ludzi to jakaś porażka. Niektórzy traktują psa jak dopełnienie do stroju i fryzury.Myślę, że na forum wilczakowym nie będzie tej opowieści-raczej nie ma się czym chwalić. Quote
evel Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 badmasi napisał(a): Wilczaki to fantastyczne psy, budzące respekt i piękne ale w rękach nieodpowiednich ludzi to jakaś porażka. Niektórzy traktują psa jak dopełnienie do stroju i fryzury.Myślę, że na forum wilczakowym nie będzie tej opowieści-raczej nie ma się czym chwalić. Ja już od jakichś dwóch lat jestem zakochana w csv, a poczekam sobie pewnie jeszcze najbidniej ze trzy lata na takie cudo, aż czasem mi ręce opadają na takie opowieści... A pusty śmiech mnie ogarnia, jak czytam czasem wytłumaczenia z jakichś tego typu sytuacji, że "on tak ma, bo to wilczak!" :razz: Quote
Sybel Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 Ja nie rozumiem ich argumentu, że Twoje psy były luzem... A ich co? Lewitowały skrępowane jak balerony szlekami, smyczami i innymi cudami na mentalnych smyczach, czy jak? W końcu to wilczaki przelazły przez kanalik, a nie Twoje suki... Dobijające :| Quote
sabusia Posted April 2, 2011 Posted April 2, 2011 u nas na osiedlu tez taka babka stae=ra ledwo chodzi a wyprowadza tzn pies wyprowadza ja duza agresywna suke mieszanca podobnego do wilczura ludzie to maja... kiedys widzialam jak by ten pies wciagnal ja pod auto, ona ja torebka po lbie walila zeby przestal ciagnac. Quote
vege* Posted April 2, 2011 Posted April 2, 2011 a dziś znowu do mnie i do Nuki podbiegły dwa jojki, rzuciły się na Nukę i zaczęła się lekka szamotanina, ale właściciel na szczęście szybko te dwa wypierdki wziął jak zobaczył moje spojrzenie, które było skierowane na niego :diabloti: Quote
Litterka Posted April 2, 2011 Posted April 2, 2011 Vege*, akurat tu nie widzę zbyt wielkiego chamstwa - raczej brak świadomości i wychowania psów, ale uważam, że jeśli pies coś zbroi, ale właściciel reaguje, to każdemu się zdarza. A że yorki - nie nastawiajmy się że każdy jorek jest głupi i w ogóle, odrzućmy stereotypy. ;) Quote
vege* Posted April 2, 2011 Posted April 2, 2011 ja wcale nie powiedziałam, że to chamstwo :eviltong: tylko po prostu facet mógł chociaż założyć im obróżki, bo one biegały samopas, (gdzie czasami jeżdżą szybko samochody) a właściciel leżął pod samochodem reperując go i nie widział co robią jego jojki Quote
Litterka Posted April 2, 2011 Posted April 2, 2011 Niech żyją nieodpowiedzialni właściciele... :( Quote
motyleqq Posted April 2, 2011 Posted April 2, 2011 [quote name='Litterka']Niech żyją nieodpowiedzialni właściciele... :([/QUOTE] jest ich niestety mnóstwo. ilość luzem puszczonych na osiedlu zupełnie nieodwoływalnych psów zaskakuje mnie codziennie. podbiega do mnie pies, a właściciela wcale nie widać, ehh. Quote
Litterka Posted April 2, 2011 Posted April 2, 2011 [quote name='motyleqq']jest ich niestety mnóstwo. ilość luzem puszczonych na osiedlu zupełnie nieodwoływalnych psów zaskakuje mnie codziennie. podbiega do mnie pies, a właściciela wcale nie widać, ehh.[/QUOTE] Ale wiesz co? Jeszcze nieodpowiedzialnych przeżyję, ale poproszę o właścicieli po prostu MYŚLĄCYCH! Bezmyślność niektórych osób mnie poraża... Quote
motyleqq Posted April 2, 2011 Posted April 2, 2011 no tak... jak czytam te historie na tym wątku, jak to właściciele nic nie robią sobie z tego, że ich pies atakuje drugiego, albo jeszcze lepiej, właściciela drugiego psa... aż słabo się robi Quote
zmierzchnica Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 badmasi napisał(a):Filodendron-prowadzącego już nie było, cała grupa się rozeszła a zostali tylko młodzi ludzie z wilczakami, też jestem ciekawa co on na to. Choć nie mam pewności może tam stał i obserwował, trudno stwierdzić-były dwa psy i kilka osób. Zawsze liczę na rozsądek ludzi biorących udział w szkoleniach i ufam, że także bez trenera zachowają się odpowiednio-jak widać mylę się bardzo. Evel-te psy nie zaatakowały tylko w jakimś amoku wbiegły na nas i zaczęły gonić starszą sukę uwiązaną na krótkiej smyczy i na nią wskakiwać-ona bardzo tego nie lubi i może upomnieć młokosa-wtedy by było że mój pies pogryzł. Upominanie w jej wykonaniu to przytrzymanie nachalnego młodziaka przy glebie co zazwyczaj kończy się przerażającym skowytem przygniecionego. Agresywna była tylko właścicielka i jej kumpel-to im miałam ochotę zrobić prysznic z gazu a nie psom. Pewno wcześniej widzieli, że rzucam psom dyski i piłki-wtedy moje psy były luzem. Ich psy były cały czas na smyczy (wlokły się za nimi) z tą różnicą że drugi koniec tych smyczy nie był w ręce człowieka:p Wilczaki to fantastyczne psy, budzące respekt i piękne ale w rękach nieodpowiednich ludzi to jakaś porażka. Niektórzy traktują psa jak dopełnienie do stroju i fryzury.Myślę, że na forum wilczakowym nie będzie tej opowieści-raczej nie ma się czym chwalić. Ja właśnie chodzę do "parkowej" szkoły - tj. przyglądam się szkoleniom i się uczę. I u nas sytuacja odwrotna - ludzie stają ze swoimi dziamającymi psami i się gapią (ale to jeszcze jest ok - ćwiczenia przy rozproszeniach są przydatne), dzieci podbiegają łapać pieski (to mi się już nie podoba - psy na smyczach, skupione, no ale takie szkolenie to wielkie halo dla gromadek znudzonych dzieciaków), no i najgorsze - pieseczki luzem, które wpadają, dezorganizują szkolenie, a właściciele - nic na to, tylko patrzą jak te szkolone psy sobie poradzą, bardzo to przecież zabawne. Zauważyłam ostatnio, że mnie to nawet już nie denerwuje ;) Traktuję to jako element każdego spaceru, wyjścia, szkolenia. Pieski luzem, upierdliwi właściciele, podbiegające i dziamające jorczki... (Tylko raz straciłam nerwy - babcia nawet nie raczyła ruszyć tyłka z ławki, żeby jorkopodobnego Kubusia wziąć na smycz, tylko wołała bez przekonania. Powiedziałam, że łatwiej by było, jakby pies był na smyczy, bo moje to tylko chaps - i po piesku. Nagle można było wstać i zapiąć szczekacza, choć zostałam porażona wściekłym spojrzeniem ;) na szczęście, moje psy akurat mają yorki gdzieś.) Prawda jest taka, że jest nadmiar psów... Wiele ludzi ma psy tylko po to, żeby mieć, w ogóle na nie nie zwracają uwagi, zajęci rozmową przez komórkę. Czasami nie wiem, po co im zwierzęta w ogóle? Chyba tylko dlatego, że są dostępne, łatwo szczyla kupić od znajomego za setkę czy dwie - no to biorą te wszelkie biglo i labopodobne, bo to w sumie słodkie... A potem ani się nie chce wychowywać, ani prowadzić na smyczy. I mamy park zapełniony znudzonymi, szukającymi przygód pieskami. Quote
Balbina. Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Litterka napisał(a): A że yorki - nie nastawiajmy się że każdy jorek jest głupi i w ogóle, odrzućmy stereotypy. ;) Taaa,dokładnie.York to pies jak każdy inny-zauważyłam ,ze jak york lata bez smyczy i podbiegnie do psa to jest wrednym joreckiem a jak duży pies chce się bawić z innym to porostu chce się bawić i wara zwrócić uwagę... Quote
Amber Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Balbina12 napisał(a):Taaa,dokładnie.York to pies jak każdy inny-zauważyłam ,ze jak york lata bez smyczy i podbiegnie do psa to jest wrednym joreckiem a jak duży pies chce się bawić z innym to porostu chce się bawić i wara zwrócić uwagę... Nie do końca, ja zdecydowanie wolę jak podbiegają do mnie yorki, niż wielkie psy szczerzące kły. Mówiłam to wcześniej jak miałam tylko jamniki i mówię to też teraz jak mam dobermana. W przypadku yorka wystarczy, że się Jari łapą zamachnie też w chęci "zabawy" i jest spokój, natomiast duży pies to zawsze ryzyko pogryzienia. Quote
gops Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 pamietacie jak byla moda na pudle? u mnie teraz grasuje jakies 15 pudli w okolicy i z 10 z nich nie lubia mojej suki nasz wczorajszy spacer byl wrecz smieszny wychodze z bloku na trawniku biegaja 2 pudle , biegna na nas z jazgotem , jak moja suka probuje mi urwac reke (tez ich nie lubi ) to one robia uniki i znowu podlatuja i to z 2 stron , pudelki maja moze po 5kg to sa te najmiejsze , nie chcialam ich kopac ani rzucac dlawikiem w obawie ze niechcaco je polamie wiec jakos zaciagnelam moja suke spowrotem do klatki i czekam az wlasciel je zlapie , zlapal wiec wychodze i kieruje sie w strone parku ale 20m dalej widze dziewczynke na oko 7 letnia z srednim pudelkiem na smyczy ktory czai sie juz na moja suke , probowalam szybko przejsc ale pudelek zaczal szczekac i wariowac tak ze dziewczynka nie mogla go utrzymac i puscila smycz :roll: wiec moja suka znowu mnie szarpie chce zlapac pudelka , pudelek robi uniki i szczeka , unik szczeka i tak z 2 min zanim dziewczynka zdazyla go zlapac , no nic pomyslalam ze juz wyczerpany limit pudelkow na dzis ale sie mylilam ;) 100m dalej musialam minac nastepne 2 pudelki na waskim chodniku , tym razem pudelki byly na smyczy i szczekaly na moja suke ze strachu bo cofaly sie , widzialam ze kobieta nie ma zbytnio gdzie sie wycofac wiec to ja musialam wejsc na trawnik dobre 10m w glab (bloto) zeby mogli przejsc , moja suka chyba czula ze one sie boja i nawet nie warknela albo byla zmeczona juz wczesniejszym szarpaniem sie na smyczy , zeby bylo jescze smieszniej w parku podlecial do nas jesze jeden pudelek :evil_lol: tym razem mlodziak ktory chcial sie bawic ale moja tego dnia juz nie byla w humorze wiec na niego nawarczala a wlascielka pudelka krzyczala na mnie ze jestem gowniara ktora nie potrafi wychowac psa :cool3: mialam dosc tego calego spaceru i na cale szczescie w drodze powrotnej nie spotkalismy zadnego pudla , ja tylko wspolczuje mojej suce bo na nia w domu czekal jeszcze jej wlasny kompan pudel (ze wzgledu na wiek nie chodzi juz z nami do parku) :evil_lol: ktory na cale szczescie nigdy nie chcial jej zjesc ;) Quote
Szura Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 gops :evil_lol: U mnie mody na pudle nie było, na osiedlu są chyba dwa-trzy pseudopudlowate, i to chyba włącznie z moim kundlem. :P Dostałam niedawno opieprz, jak tupnęłam i odgoniłam nogą nachalnego psa od Tonica, który właśnie sikał i przestraszył się podbiegacza. No cholera, jeszcze tego mi brakuje, żeby mi kundel się zaczął bać sikać po zmroku. :roll: Nie rozumiem, czemu ludziom tak trudno pojąć, że należy SPYTAĆ, zanim się pozwoli swojemu psu podejść do innego. Pewnie, że każdemu może się zdarzyć, że pies poleci, ale i wtedy można podejść, zainteresować się, ewentualnie przeprosić. A nie burek do wszystkiego podlatuje i jeszcze właściciel ma pretensje, jak się komuś nie podoba. :shake: Quote
Paulix Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Idę sobie spokojnie z psem ulicą, jest coś po północy. Jako iż mieszkam pod miastem, parku nie ma, oświetlone tylko dwie ulice, więc za dużego terenu do spacerów nie mam. Mijam jakiś domek, na łańcuchu wiejski burek. Zaczął oczywiście szczekać, miotać się, przewracając jakieś metalowe garnki i robiąc kupę chałasu. Kawałek dalej jest dróżka, więc skręciłam sobie trochę w jakąś polankę, pies miał nas cały czas na widoku, więc nie przestawał się drzeć. Ze względu na tylko częściowe oświetlenie owej dróżki idę powoli, a mój pies biega sobie i cośtam wącha. Po około dziesięciu minutach otwiera się okno :diabloti: Pojawia się jakaś babcia, i zaczyna się drzeć, że zaraz zadzwoni po straż miejską, bo ludzie spać nie mogą i zakłócam ciszę nocną :evil_lol: Mówię jej spokojnym głosem, że droga jest publiczna i chodzić mogę kiedy chcę, a drze się jej pies, nie mój. Oczywiście babcia wyskakuje z tekstem o pyskatej, niewychowanej młodzieży, co to się nie uczy, po nocach się włóczy a w dzień chodzi na wagary :diabloti: Na odchodne jeszcze rzuca, że zaraz dzwoni po straż :lol: Mówię: proszę bardzo, ale to pani dostanie mandat :evil_lol: Quote
Sybel Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 A ja dziś zostałam zatkana na amen. Szłam do pracy, oczywiście na skraju spóźnienia. Zawsze chodze przez Park Źródliska, zabytkowy łódzki obiekt, baaaaardzo piękny i baaaardzo zapsiony. No i leci na mnie sznaucerek miniaturka z mordą rozwarta jak wściekła hiena, drze się w niebogłosy. Wyhamował z nosem w mojej nogawce, ugryzł by i tak by kopa dostał, ze by się kopytami nakrył. Ja poleciałam dalej, bo co miałam robić, a zaraz mija mnie pańcia i samymi ustami oświadcza "NIEDOBRY". Gdybym się nie śpieszyła, dosłownie wezwała bym straż miejską. Tę babe wiecznie widuje, jak jej pies stawia klocka na chodniku przy samym koszu na psie kupy, a pańcia ogląda z obrzydzeniem psi produkt i odchodzi. Jak mi się znowu nawinie, to zamierzam urządzić piekiełko. Inna sprawa to psy w parku ganiające za rowerami. Jeżdżę często do pracy na moim alu-rumaku i zawsze gania za mną taki mały czarny kundelek. Ja się boję, że go najadę, staram się omijać, ale nie daje rady, a jego pan się tak szczerze cieszy, jak piesek sobie pogania... No szlag trafia. Quote
evel Posted April 4, 2011 Posted April 4, 2011 Szura napisał(a):Nie rozumiem, czemu ludziom tak trudno pojąć, że należy SPYTAĆ, zanim się pozwoli swojemu psu podejść do innego. Pewnie, że każdemu może się zdarzyć, że pies poleci, ale i wtedy można podejść, zainteresować się, ewentualnie przeprosić. To jest masakrycznie trudne, właściwie nie wiem dlaczego. Ludzie traktują podbieganie do innych psów jako coś naturalnego :shake: Mnie to pewnie uważają za jakąś furiatkę, ale mnie to straszliwie irytuje, mam chorego psa i naprawdę mnie nie bawi to, jak suka próbuje się obronić przed podbiegaczem a ten po niej skacze wesoło... Zwłaszcza jak podbiega do nas jakiś nachalny pimpek, którego nikt na świecie nie jest w stanie odwołać (zwłaszcza właściciel stojący jakieś 100m od nas i mruczący sobie coś pod nosem), skacze mi po psie, Zu się wk... na pieska i próbuje go wszamać, pies nie daje za wygraną, a jak w końcu mu rzucę wiąchę albo strzelę to właściciel wielce oburzony natychmiast się materializuje przy piesku. Magia...? Z drugiej strony jak Zu raz dostała napadu bezmózgowia i poleciała obszczekać ONkę to poleciałam za nią i natychmiast ją zabrałam, zapięłam na smycz, przeprosiłam faceta a się nasłuchałam przy tym :roll: Ja rozumiem, że moja wina, przeprosiłam gościa chyba trzy razy, a ten jakby się zaciął - że jak nie umiem psa wychować to mam go nie puszczać (ha, ciekawe czy widział kiedyś psa aportującego piłkę na smyczy), że jak jego pies uszkodzi mojego to jego to nic nie obchodzi, no w kółko to powtarzał, aż miałam ochotę coś mu zrobić :roll: Nie wiem co jeszcze miałam zrobić, żeby się pan poczuł usatysfakcjonowany, może przydusić moją głupią i niewychowaną sukę do ziemi za kark, że była taka niegrzeczna albo jej nakopać? :roll: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.