Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

terra napisał(a):
A czy jest szansa żeby sprawdzić w schronisku jak reaguje na inne psy/suki, koty.
Dt wszystkie zapsione lub zakocone, łatwiej podjąć decyzję, kiedy o psie coś wiadomo.


W tej chwili to ja bym nie ryzykował. On ma jeszcze nie zagojoną ranę, która go boli. Każdy ruch go boli. Jest ( a przynajmniej był) w ciepłej izolatce i niech tam zostanie jak najdłużej. To najlepsze miejsce w schronisku.
Jeśli w takim stanie ktoś spróbuje sprawdzić jak się dogaduje z innymi psami - gwarantuję że on co najmniej je pogryzie.

TZmestudio

  • Replies 468
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

maja602 napisał(a):
Może wspólnymi siłami uda nam się go umieścić w bezpiecznym miejscu.


Trzeba pamiętać, że jeszcze kilka miesięcy musi być w cieple. To nie może być dom z kojcami tylko domowy.

TZmestudio

Posted

[quote name='azalia']Biedny Jokerek,on zamarznie w schronie,jezcze z tymi ranami,czy tam ktoś się nim troskliwie opiekuje,pewnie nikt nie ma czasu.
Akurat w takim schronisku jak nasze nie ma wprawdzie pieniędzy, ale serce dla psów jest i to schronisko go nie zniszczy. Myśłę, że trzeba go wyleczyć do końca, bo dopiero wtedy jego reakcje mogą być miarodajne. Alvaro był trzymany w izolatce do skutku.

Posted

Pierwszy raz trafiłam do Jokerka. I z usmarkanym nosem przeczytałam wątek.:(:( Nie wiem kiedy to cierpienie zwierząt się skończy. Chyba dopiero wraz z tym światem..... No nic. Podnoszę psinkę i będę kibicować w znalezieniu domku. Też jestem pewna, że u mestudio miałby jak w niebie....

Posted

Jakis następny s....syn tak urzadził zwierzę czy to się nie skończy my wszystkiego nie wiem jak cierpia zwierzęta gdyby mówiły to pewnie lały by sie nam strumieniami łzy on jest w dobrych rękach tam są bardzo dobre cioteczki i nie dadzą mu zrobić krzywdy Jokerku życze ci wszystkiego najlepszego zdrowiej i hoop do stałego domeczku uważam że przywieziony sw.Franciszek z Asyżu przez arabiansanetę ci pomoże modlic się trzeba:placz::placz::modla::modla:

Posted

Jutro wybieram się do schroniska razem z Cavani i Haniąbor...Odwiedzimy -rzecz jasna-również Jokera.Mam nadzieję,że jest trochę lepiej...O ewentualne lekarstwa potrzebne Jokerowi wypytamy weta.On też ma być jutro w schronie.Chce adoptować psiaka....:)

Posted

Niestety,wet Michał szuka jakiegoś malucha i żałuje ,że przegapił Sonię...Być może jutro jakiś psiuk go zaczaruje.Jak powiedział-niby je zna,ale tylko z perspektywy kogoś ,kto niesie doraźną pomoc i ...ciacha...-o sterylkach myślę. ;) Te zdrowe - dotychczas uchodziły jego uwadze...

Posted

jostel5 napisał(a):
Jutro wybieram się do schroniska razem z Cavani i Haniąbor...Odwiedzimy -rzecz jasna-również Jokera.Mam nadzieję,że jest trochę lepiej...O ewentualne lekarstwa potrzebne Jokerowi wypytamy weta.On też ma być jutro w schronie.Chce adoptować psiaka....:)


Witaj Jokerek. Dzisiaj odwiedzą cię cioteczki i z pewnością coś o tej wizycie napiszą.

Posted

Rana mu bardzo ładnie zarasta i coraz więcej nabiera ufności do człowieka, tylko przy nasadzie ogona ma jeszcze czułe miejsca i sygnalizuje uniesieniem wargi, żeby lepiej go tam nie dotykać. Był już z nami na spacerku - ale więcej napisze Jostel5, nie chcę jej odbierać przyjemności...

Posted

Gość pojechał,no a poza tym był wczoraj ze mną w schronie...:) Haniabor (gość znaczy...;))też jest Jokerem oczarowana!

A wszystko odbyło się tak....Weszłam do izolatki Jokera zaopatrzona w paszteciki różnego kalibru-małe i duże.Niunio zobaczył mnie po raz pierwszy w życiu ,więc nie pomerdał mi ogonem,ale zębów też nie pokazał....:) Przysiadłam sobie na podłodze,pasztecik został rozpakowany i Joker do mnie podszedł....Wziął smaczka bardzo,bardzo delikatnie i nieśmiało,ale przy drugim-nie miał już oporów! :) Wrąbał pięć pasztecików drobiowych i wylizał opakowania.A potem zaczęły się mizianki....:) Usiadłam sobie na jego posłaniu i głaskałam go delikatnie-po główce,bokach,a on-NIC!:p Nic-w sensie agresji,bo pieszczoty bardzo mu się podobały i zaczął się ich wręcz domagać.Niuno usiłował wpakować mi się na kolana,a później przednimi łapkami wspiął się na ramiona,"przygwoździł "mnie do ściany (byłam w pozycji kucnej) i ...zaczął wylizywać mi twarz-powoli i metodycznie,nos,uszy ,policzki....:crazyeye: Mruczał sobie przy tym miło,choć w pierwszej chwili myślałam,że to warczenie...:eviltong:

Później przyszła do nas pani Mirka,jedna z pracownic schroniska.Trochę się zdziwiła wylewną serdecznością Jokera wobec mnie,fakt jednak ,że ja też byłam nią zdumiona....:crazyeye::loveu:

I nie wiem,co zadziałało :cudowna moc smaczków czy....mój urok osobisty...?:evil_lol:

Edit.Ciąg dalszy ....:)

Pani Mirka przyszła Jokerowi posprzątać i wymienić mu posłanie,bo poprzednie było mokre.Psiak przywitał Ją merdaniem ogonka (zresztą- wszystkie tak Ją witają....:)) ,a na czas sprzątania wyszedł z izolatki i usiłował podrywać Szarutkę,sunię po sterylce,ale już "chodzącą".:) Później-pozwolił mi się trochę wyszczotkować,powyciągałam mu też wiszące kłęby skołtunionego podszerstka.Pozwalał się dotykac z każdej strony,nic też nie mówił,kiedy oparł się o mnie tym obdartym bokiem,ale kiedy dotknęłam okolic ogona-kłapnął ostrzegawczo zębami.Coś go tam jeszcze boli,chociaż i tak stan Jokera jest o niebo lepszy niż wtedy, kiedy Cavani go ostatnio widziała.

No i wzięłyśmy Niunia na spacer!:)

Dał sobie bez najmniejszych protestów zapiąć obrożę,a na zewnątrz zachowywał się w pierwszych minutach dość niepokojąco.Myślałyśmy nawet,że on może nie widzi-był skołowany,potknął się o coś....W pewnej chwili Cavani z przerażeniem zauważyła ,że Joker wysunął łepetynę z obroży i ....poszedł przed siebie! Zmartwiałyśmy,bo co-jeśli zechce uciekać?:shake:

Nie goniłam go,kiedy -czymś zainteresowany-się zatrzymał,bo bałam się,że go przestraszę ! Na szczęście psiak na mnie zaczekał,zapięłam mu obrożę ciaśniej i znowu nic złego mi nie powiedział!
Spacer sprawił mu wielką przyjemność.Joker porządnie się wykoopkał,powąchał,co tylko można było i ....zdecydował się wrócić do schronu.Chyba to świeże powietrze trochę go oszołomiło-w końcu od ponad dwóch tygodni nie był na dworze....

Aha,Joker wie,co znaczą niektóre komendy-siad,zostań,noga i pewnie inne-też...:)

Jestem zakochana po uszy....!:loveu:

Posted

jostel5 napisał(a):
Mruczał sobie przy tym miło,choć w pierwszej chwili myślałam,że to warczenie....


A to akurat to typowe i zupełnie normalne u collie, że mruczą. Oprócz mruczenia wydają szereg innych głosów :)
Mój Jazz darpany, czy miziany - mruczy, zaczepiany jak śpi - burczy (nie warczy!), kiedy wychodzimy na spacer - gada, przekomarza się, natomiast gaworzy i szczeka, gdy tłukę kotlety, albo gniotę plastikowe butelki, stęka i głośno wzdycha, gdy się kładzie.. :) Różne tony, intonacje, różne melodie, wysoko i nisko - prześmiesznie :)
O, to typowe dla kolaków - to ich gadanie i mruczenie... :) Bardzo są gadatliwe :)

jostel5 napisał(a):
czy ...mój urok osobisty...?:evil_lol:


Nie mam wątpliwości, że to właśnie! :)

Posted

No to czas na fotorelację!

Tak wygląda w tej chwili rana Jokera - goi się bardzo pięknie.



Jostel zaczyna czarowanie Jokera od częstowania go pasztecikiem. Początkowo podchodził ostrożnie.



Po chwili ośmielił się już całkowicie.





Posted

Jeszcze trzeba było wylizać opakowanie, żeby się nic nie zmarnowało.



Pyszny poczęstunek plus urok osobisty Jostel sprawiły, że mogła z nim zrobić wszystko. Czułościom i przytulankom nie było końca.







Posted

Jak widać Joker wraca nie tylko do formy fizycznej, ale również psychicznej. Postanowiłyśmy zabrać go na pierwszy odkąd trafił do schroniska spacerek.









Tutaj się zatrzymał i odmówił dalszego spacerku. Powiedział, że już na dzisiaj starczy i spokojnie wrócił do swojej schroniskowej izolatki.



To rewelacyjny psiak. Myślę, że może rzeczywiście niedługo będzie można sprawdzić, jak się zachowa do innych piesków. Jakoś tak czuję, że nie będzie problemów.
Jeśli chodzi o sprawdzenie na koty to w naszym schronisku to nie zdaje egzaminu. A to z tego powodu, że nasi koci rezydenci tak przywykli do psów, że od nich nie uciekają. A jak kot nie ucieka, to psiak powącha go i traci zainteresowanie. Natomiast po adopcji te relacje kocio - psie w DS różnie się układały.

Posted

Jostel5 - nie możesz go kochać już zawsze? On już pokazał Ci, że Cię lubi. Widać że się rozumiecie - mówi do Ciebie to też świadczy, że mu się podobasz. Na mowienie colaka trzeba zasłuzyć.

Posted

ala56 napisał(a):
Jostel5 - nie możesz go kochać już zawsze? On już pokazał Ci, że Cię lubi. Widać że się rozumiecie - mówi do Ciebie to też świadczy, że mu się podobasz. Na mowienie colaka trzeba zasłuzyć.


Gdyby to tylko było możliwe....!
Niestety-nie jest! Mam w domu trzy sucze (znane już niektórym dogomaniakom 120 kilo psiny:)),w tym jedną -tę z avatarka-absolutnie nietolerującą innych zwierząt...Nie mogę,chociaż serce krwawi...

Posted

A ja miałam kontakt z pierwszą osobą zainteresowaną adopcją. W kontakcie mailowym pani bardzo ładnie pisała o chęcia zaopiekowania się pieskiem, twierdziła, że zna rasę. Potem rozmawiałyśmy telefonicznie i wszystko było pięknie dopóki nie okazało się, że Joker miałby mieszkać w kojcu.
Ja nie mam nic przeciwko kojcom, no ale zdecydowanie nie dla collie. Chyba się wszyscy z tym zgodzicie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...