Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Witajcie.
Aż muszę napisać temat, bo mam już dosyć..
Torikę, 11letnią już sukę w typie yorka dostałam na szóste urodziny od mamy. Nie ma co ukrywać - nikt się jej tresurą nie zajmował, jednak dużo do niej mówiliśmy, szczególnie ja, i sama się nauczyła pewnych zachowań. Nie mam z nią żadnych problemów poza agresją do obcych psów. Ludzi może nie kocha, ale nawet obcy bez problemu mogą ją dotykać.
Całe życie nie było problemów, zaczął się jakoś ponad rok temu. Tak nagle zaczęła rzucać się na inne psy i czasem nawet ludzi. Poczytałam trochę na forum i zaczęłam wydawać jej polecenia, mówić do niej, nauczyłam się nad nią panować i wystarczyło stanowcze powiedzenie 'nie' lub jej imienia i się uspokajała. Teraz znów.. Do ludzi nie ma problemów, gdy ktoś przebiega, odbija koło niej piłkę czy cokolwiek 'groźnego', to wystarczy, że skupię jej uwagę na sobie i jest spokój. Natomiast sytuacja z psami wygląda tak, że podchodzi do nich grzecznie, powącha i nagle rzuca się bez ostrzeżenia. Nie tak, żeby szczeknąć i odejść, ona po prostu chce się z tym psem gryźć. Próbowałam, gdy tylko pies pojawiał się w zasięgu wzroku, skupiać na sobie jej uwagę, jednak ona wtedy mnie nie widzi. Na siłę idzie do tego psa 'przyjaźnie', nawet merda ogonem, a gdy tylko jej nie pozwolę do tego psa podejść, to już nawet nie czeka - rzuca się od razu.
Mnie się wydaje, że to jej ulubiona zabawa. Dlaczego? Dlatego, że obczaiła już sobie nawet, w których miejscach za płotem są psy i nawet gdy psów na posesji nie ma, to ona już biegnie do tych płotów i zaczyna szczekać, prowokować.
W tych momentach nie idzie nad nią zapanować, smakołyki odpadają, gdyż ona nie weźmie do pyska nic poza domem, gdy do niej mówię, to mnie olewa, krzyki olewa, gdy ją szarpię, to się zapiera i nie widzi nic poza obiektem obszczekiwania. Już nawet mojego chłopaka się nie słucha, a zawsze się słuchała, bo wystarczyło, że się stanowczo odezwał i już się ogarniała. Teraz można na nią wrzeszczeć, prosić, szarpać..
Dodam jeszcze, że są psy,nawet sporo, do których się cieszy, z którymi chętnie się bawi, więc to nie jest uraz do wszystkich psów.

Pół biedy, że to mały pies i jestem w stanie ją utrzymać, jakoś zapanować, jednak jest to bardzo uciążliwe i chcę zmienić jej zachowanie. Wiem, że to moja wina, nie jej, że się tak zachowuje, ale ja już nie wiem, co mam robić..
Chciałabym, żeby była jak Iwan, którego psy mogą obszczekiwać i nawet kąsać z każdej strony, a on nic sobie z tego nie robi, reaguje dopiero, kiedy naprawdę już musi. Torice wystarczy, że pies jest i to już powód, by atakować.

Mam nadzieję, na jakieś porady, bo już wysiadam.. :???:


Pozdrawiam,
Paula.

Posted

Jeśli wiesz, że zaatakuje, to czemu w ogóle pozwalasz jej podchodzić do innych psów? To podstawowe pytanie :) najwyraźniej najlepszy dla was jest kontakt z daleka. Do nas przez ok. 8 miesięcy nie mógł podejść blisko żaden pies, wszystko robiliśmy na odległość - z daleka jadłyśmy nagrody, szłyśmy na spacer z drugim psem, ale przez cały ten okres tylko trzej nasi przyjaciele z okresu szczenięctwa mogli podejść na bliżej niż 10m (nie przesadzam). Potem doszłyśmy do etapu, że przez sekundę pies mógł wetknąć nos w tyłek Happy, a potem ich obwąchiwanie trwało coraz dłużej. Teraz mamy wytrzymałość tak do 10sek, ale zawsze ja wkraczam i ją odwołuję, gdy zobaczę jakikolwiek sygnał z jej strony.
Różnica między Happy a Toriką jest taka, że Happy nie sprawia to absolutnie żadnej frajdy, a Torice najwyraźniej tak. Więc, jak mówię - trzymaj ją na odległość. Niech zobaczy, że można się bawić zupełnie inaczej. Po jakimś czasie niech podejdzie do innego psa, a jak zauważysz, że znów jest coś be - to wracajcie do etapu znajomości na odległość.
Nie pozwalaj jej podbiegać do płotów. Sama musisz znaleźć coś, co ją zdemotywuje do biegania tam - może to być tylko cofnięcie się, a może wrócenie do domu na 15min - koniec spaceru, cokolwiek. Mam podobny problem z kotami, koty są super ale - na odległość. Kiedyś jednak Happy leciała ze wścieklizną na każdego kota no i jej pasją jest obwąchiwanie każdego samochodu na osiedlu, bo tam najczęściej chowają się koty. Jeśli przejdzie obok spokojnie, może podejść i powąchać. Jeśli nie - to nie. To samo możesz spróbować z Toriką. Jeśli leci jak oszalała nawet, gdy psów za płotem nie ma, to dobrze właśnie zacząć ćwiczenie tych płotów w momentach, gdy tam nikogo nie ma. :)

Posted

Soko napisał(a):
Jeśli wiesz, że zaatakuje, to czemu w ogóle pozwalasz jej podchodzić do innych psów? To podstawowe pytanie :)


Odpowiedź:
omry napisał(a):
Próbowałam, gdy tylko pies pojawiał się w zasięgu wzroku, skupiać na sobie jej uwagę, jednak ona wtedy mnie nie widzi. Na siłę idzie do tego psa 'przyjaźnie', nawet merda ogonem, a gdy tylko jej nie pozwolę do tego psa podejść, to już nawet nie czeka - rzuca się od razu.


Gdy nie jesteśmy blisko psa, to i tak się rzuca w jego stronę. Nie powstrzymam jej, jeśli nie użyję siły.




Soko napisał(a):
najwyraźniej najlepszy dla was jest kontakt z daleka. Do nas przez ok. 8 miesięcy nie mógł podejść blisko żaden pies, wszystko robiliśmy na odległość - z daleka jadłyśmy nagrody, szłyśmy na spacer z drugim psem, ale przez cały ten okres tylko trzej nasi przyjaciele z okresu szczenięctwa mogli podejść na bliżej niż 10m (nie przesadzam). Potem doszłyśmy do etapu, że przez sekundę pies mógł wetknąć nos w tyłek Happy, a potem ich obwąchiwanie trwało coraz dłużej. Teraz mamy wytrzymałość tak do 10sek, ale zawsze ja wkraczam i ją odwołuję, gdy zobaczę jakikolwiek sygnał z jej strony.


Ja właśnie nie potrafię jej odwołać. Jedyną drogą jest szarpanie się z nią, dlatego mam taki problem. :(


Soko napisał(a):
Różnica między Happy a Toriką jest taka, że Happy nie sprawia to absolutnie żadnej frajdy, a Torice najwyraźniej tak. Więc, jak mówię - trzymaj ją na odległość. Niech zobaczy, że można się bawić zupełnie inaczej. Po jakimś czasie niech podejdzie do innego psa, a jak zauważysz, że znów jest coś be - to wracajcie do etapu znajomości na odległość.


Ona sobie chyba po prostu wybiera psy, bo jest sporo takich, które uwielbia i cieszy się do nich, ale inne atakuje w większości, nie zawsze, ale w większości tak. Do tego bez ostrzeżenia.


Soko napisał(a):
Nie pozwalaj jej podbiegać do płotów. Sama musisz znaleźć coś, co ją zdemotywuje do biegania tam - może to być tylko cofnięcie się, a może wrócenie do domu na 15min - koniec spaceru, cokolwiek.


No właśnie nie pozwalam, skracam jej smycz i ma iść przy nodze, ale to nie sprawia, że przestaje szczekać. Kucam przy niej, mówię, później krzyczę, zaczynam lekko szarpać smyczą - nic. Nic to nie daje.

Soko napisał(a):
Mam podobny problem z kotami, koty są super ale - na odległość. Kiedyś jednak Happy leciała ze wścieklizną na każdego kota no i jej pasją jest obwąchiwanie każdego samochodu na osiedlu, bo tam najczęściej chowają się koty. Jeśli przejdzie obok spokojnie, może podejść i powąchać. Jeśli nie - to nie. To samo możesz spróbować z Toriką. Jeśli leci jak oszalała nawet, gdy psów za płotem nie ma, to dobrze właśnie zacząć ćwiczenie tych płotów w momentach, gdy tam nikogo nie ma. :)


Jeśli już o kotach mówimy, to do kotów szurała, jak była młoda. Drzwi w drzwi mieszkał starszy mężczyzna, który miał potężnego kocura, któregoś razu Torika wybiegła z paszczą do tego kota, a ten jej pacnął pazurem po nosie. Skończyło się. To było juz trochę lat temu, a ona do dziś omija wszystkie koty z daleka.
Co do psów, to nigdy żaden pies jej nie ustawił, zawsze była jedynym psem w rodzinie, a na wsi, gdzie żyła przez większość swojego życia biegały same burki, które konfliktów nie szukały i nie ścierały się, a Tori bardzo te psy lubiła. Oczywiście nie zamierzam jej zaprowadzić do psa, który by ją ustawił, sądzę jednak, że ona się psów nie boi, bo nigdy jej żaden nie pokazał, że też może pokazać zęby. Mam farta, że nie pokazał, ale w każdej chwili jakiś pies może się odwinąć, a jak będzie spory, to nie będzie co zbierać..

Posted

Ja tak ciągle myślę, jak jej pokazać, że gryzienie nie jest przyjemne. A jakieś porady u behawiorysty? Środek obniżający poziom agresji?

Posted

Soko napisał(a):
Ja tak ciągle myślę, jak jej pokazać, że gryzienie nie jest przyjemne. A jakieś porady u behawiorysty? Środek obniżający poziom agresji?


Środków żadnych nie chcę jej podawać, ale tak myślę, że chyba trzeba będzie uzbierać kasę i po jakieś porady się udać, cokolwiek.

Posted

Środek obniżający poziom agresji?


O ludzie, jaki środek, Soko, tak jak piszesz suce po prostu trzeba pokazać, ze gryzienie (zachowania agresywne, ekscytacja itd.) nie jest przyjemne. Że tak się nie robi, bo przewodnik sobie tego nie życzy, NIE i już.(jak?? Oto jest pytanie, ale to trzeba pokazać, niestety). I potem pokazać jej, jak ma sie w takich sytuacjach zachowywać i że to jest OK. A poza tym znaleźć jej coś do roboty, bo znalazła sobie nieciekawa rozrywkę, moze potrzebuje po prostu pracy. Żarcie jej nie motywuje, a jak zabawki i kontakt socjalny? No i przede wszystkim nie dopuszczać do takich sytuacji (smycz!), co to jest że ona sobie o wszystkim decyduje - "pobiegne do tego psa i mu pomerdam bo go lubie, potem do tamtego i mu wtłuke, bo mi się nie podoba". Ona ma w tyłku człowieka, nie liczy się z ludźmi.

Chciałabym, żeby była jak Iwan, którego psy mogą obszczekiwać i nawet kąsać z każdej strony, a on nic sobie z tego nie robi, reaguje dopiero, kiedy naprawdę już musi.


Chyba nie pozwalasz na takie sytuacje?

Posted

yamayka napisał(a):
A poza tym znaleźć jej coś do roboty, bo znalazła sobie nieciekawa rozrywkę, moze potrzebuje po prostu pracy. Żarcie jej nie motywuje, a jak zabawki i kontakt socjalny?


No właśnie jej nic nie jara. Ona się nie bawi zabawkami, kiedyś próbowałam z nią coś robić na torze przeszkód, robiła, ale bez zapału, jak za karę, nie podobało jej się.
Jak do niej mówię, to słucha dopóki nie zobaczy psa.

yamayka napisał(a):
No i przede wszystkim nie dopuszczać do takich sytuacji (smycz!), co to jest że ona sobie o wszystkim decyduje - "pobiegne do tego psa i mu pomerdam bo go lubie, potem do tamtego i mu wtłuke, bo mi się nie podoba". Ona ma w tyłku człowieka, nie liczy się z ludźmi.


Nie chodzi inaczej, zawsze jest na smyczy. Zawsze idzie przy nodze, ale tu pies wyjdzie zza rogu, a tu sam do niej podbiegnie i pozostaje mi już tylko ją szarpać i odganiać obcego. Jak jesteśmy daleko od obcego psa, to tak, jak pisałam - omijam, ale to nic nie daje. I tak się rzuca, bo to świetna zabawa.
Nie liczy się, fakt, i dlatego mam problem i tu piszę..


yamayka napisał(a):
Chyba nie pozwalasz na takie sytuacje?


Jakie sytuacje? Kąsanie Iwana przez obce psy? Oczywiście, że nie, jednak takie sytuacje mają miejsce, bo psy się Iwana boją i czasem zaczynają kąsać ze strachu, jak się okazuje, że jest trochę niedelikatny w stosunku do nich. Wtedy oczywiście odchodzimy.

Posted

Ja też zaczęłabym od kontroli czysto fizycznej nad sunią, bo wygląda na to, że przez te lata swobody znalazła sobie właśnie fajną rozrywkę w postaci straszenia psów, a ostatnio przy okazji odkryła, że wcale nie musi Was słuchać... Każdy wyskok i udane postraszenie psa utrwala to zachowanie jako fajne i przyjemne, więc pierwsze co jest do zrobienia, to fizyczne uniemożliwienie jej atakowania psów.
Nie znam Waszego psa, nie wiem co go najbardziej na spacerach motywuje, co jest dla niego największą przyjemnością, ale w takich sytuacjach, kiedy po prostu zaczyna wypruwać do psa, zaczęłabym chyba właśnie od tego co proponuje Soko - wyskok do psów = natychmiastowy koniec spaceru. Inna sprawa, że to zadziała tylko jeśli sunia naprawdę te spacery lubi i zakończenie go będzie dla niej nieprzyjemne. Jeśli nie - kombinujcie czego ona chce jak najbardziej w danym momencie, i w reakcji na jej agresję natychmiast jej to zabierajcie, oddalajcie od tego co chce osiągnąć.
No i jeśli chcecie uporać się z problemem, to chyba jednak będzie trzeba właśnie włożyć trochę pracy w ogóle wychowanie i wyszkolenie Toriki, bo właśnie przez to, że wcześniej tego zabrakło i była traktowana jak jaśnie pani york :evil_lol: z którą się negocjuje, a nie coś egzekwuje, teraz nie macie żadnych podstaw do pracy z nią i ona zwyczajnie Was olewa, kiedy tylko zauważyła, że tak właściwie wcale nie musi Was słuchać, skoro nie ma żadnych konsekwencji, a dziamganie na psy jest fajne...

Posted

omry napisał(a):

Nie chodzi inaczej, zawsze jest na smyczy. Zawsze idzie przy nodze, ale tu pies wyjdzie zza rogu, a tu sam do niej podbiegnie i pozostaje mi już tylko ją szarpać i odganiać obcego.


Bierz Torikę za siebie i wchodź między psy. Z yorkiem to nie będzie fizycznie trudne, a obcego psa zwykle zniechęca gdy między niego a jego psi obiekt zainteresowania wchodzi obcy człowiek o zdecydowanej postawie. Odzyskasz kontrolę nad sytuacją i Torika dostanie lekcję, że to Ty decydujesz czy dojdzie do spotkania, zamiast obserwować jak miotasz się, nie mogąc ogarnąć ani jej, ani obcego psa.

Posted

[quote name='Martens']Ja też zaczęłabym od kontroli czysto fizycznej nad sunią, bo wygląda na to, że przez te lata swobody znalazła sobie właśnie fajną rozrywkę w postaci straszenia psów, a ostatnio przy okazji odkryła, że wcale nie musi Was słuchać... Każdy wyskok i udane postraszenie psa utrwala to zachowanie jako fajne i przyjemne, więc pierwsze co jest do zrobienia, to fizyczne uniemożliwienie jej atakowania psów.
Nie znam Waszego psa, nie wiem co go najbardziej na spacerach motywuje, co jest dla niego największą przyjemnością, ale w takich sytuacjach, kiedy po prostu zaczyna wypruwać do psa, zaczęłabym chyba właśnie od tego co proponuje Soko - wyskok do psów = natychmiastowy koniec spaceru. Inna sprawa, że to zadziała tylko jeśli sunia naprawdę te spacery lubi i zakończenie go będzie dla niej nieprzyjemne. Jeśli nie - kombinujcie czego ona chce jak najbardziej w danym momencie, i w reakcji na jej agresję natychmiast jej to zabierajcie, oddalajcie od tego co chce osiągnąć.
No i jeśli chcecie uporać się z problemem, to chyba jednak będzie trzeba właśnie włożyć trochę pracy w ogóle wychowanie i wyszkolenie Toriki, bo właśnie przez to, że wcześniej tego zabrakło i była traktowana jak jaśnie pani york :evil_lol: z którą się negocjuje, a nie coś egzekwuje, teraz nie macie żadnych podstaw do pracy z nią i ona zwyczajnie Was olewa, kiedy tylko zauważyła, że tak właściwie wcale nie musi Was słuchać, skoro nie ma żadnych konsekwencji, a dziamganie na psy jest fajne...

Czekałam na Twoją odpowiedź, Martens :)
Przerywanie spaceru to dobry sposób, bo bardzo je lubi. Dziś tak zrobiłam, jak wyskoczyła do westki. Szczęście, że tamta wychowana i od razu odeszła olewając agresorkę, a ja z nią natychmiast do domu, bo akurat byłyśmy blisko, ale co, gdy jesteśmy od tego domu daleko? Czym jej wtedy pokazać, że nie życzę sobie takiego zachowania? Jej naprawdę nie interesuje, jak się na nią krzyczy na spacerze. W domu, gdy stanowczo jej mówię, że jest złym psem, że to źle, to się trzęsie i wie, że nie jestem zadowolona, później się przymila, ale ja ją wysyłam do legowiska za karę. Tak zrobiłam dziś w drodze do domu i w domu, ale gdy jesteśmy gdzieś dalej, to ona już nie będzie wiedziała, za co jest karcona i na nic to. Naprawdę nie przychodzi mi do głowy żaden sposób.

Posted

Martens napisał(a):
A "karny jeżyk" czyli po wyskoku natychmiast warowanko na komendę dłuższy czas? Ale to byś musiała popracować nad komendami, posłuszeństwem.


Jak jej powiem, że ma siedzieć, to siedzi, tylko nie wydaje mi się, że jak będzie wyrośnięty lab ją obszczekiwał za płotem, to będzie miała zamiar siedzieć. Oczywiście będziemy próbować.

Posted

No to trzeba popracować jak z młodym psem przy nauce wykonywania komend w rozproszeniach - zaczynać od najmniejszej odległości w jakiej jeszcze ten pies nie wywołuje reakcji i nagradzać posłuszeństwo, i stopniowo zmniejszać odległość. Jeśli zaczyna się znowu drzeć - bez ceremonii zabierać, do domu albo na dalszą odległość od psa. U psa lękliwego co prawda mogłoby to nasilić agresję (hurra, wypyszczam się, to zabierają mnie od potwora), ale jeśli ona z frajdą sama dąży do kontaktu z psem to właśnie uniemożliwienie jej tego i oddalenie będzie karą.

Posted

Jej naprawdę nie interesuje, jak się na nią krzyczy na spacerze. W domu, gdy stanowczo jej mówię, że jest złym psem, że to źle, to się trzęsie i wie, że nie jestem zadowolona, później się przymila, ale ja ją wysyłam do legowiska za karę. Tak zrobiłam dziś w drodze do domu i w domu, ale gdy jesteśmy gdzieś dalej, to ona już nie będzie wiedziała, za co jest karcona i na nic to


Ojej, ale czemu ma służyć to stanowcze powtarzanie jej że to źle i jest złym psem, krzyczenie na nią? Oprócz przekazania psu złych stresujących go emocji... Nic dziwnego, ze nic nie rozumiejący pies próbuje potem na wszelki wypadek wkupić się w łaski przewodnika... A potem wysyłanie na legowisko za karę...? Jak ma pies powiązac ten fakt z tym, że z czegoś tam byłaś wcześniej niezadowolona? Ona w ogóle nie wie, za co jest karcona i że w ogóle jest "karcona" - również w domu.
To nie chodzi o "karcenie", bo samo to słowo juz jakoś głupio brzmi :) Chodzi raczej o to, by człowiek był w stanie w każdej sytuacji pokierować zachowaniem psa, przerwać je, zmienić psie emocje, sprawić, że pies "podda się" jego woli - optymalnie, gdy zrobi to z dwóch powodów: bo człowieka szanuje (więc jeśli pani/pan daje do zrozumienia, by przestać, to trzeba przestać i już) i bo mu się to opłaca (nagroda). Jeśli psa nic nie motywuje bardziej niż np. tkwienie w tym stanie emocjonalnym - jak Torikę - to niestety rezygnacja z tego dla czegoś atrakcyjniejszego odpada i zostaje przekazanie psu: "Nie rób tak, bo ja się na to nie godzę". I tu jest ten element szacunku, oddanie kontroli nad sytuacją człowiekowi. Ale praca nad zyskaniem szacunku i przy okazji zaufania psa to temat na osobny watek ;)

kombinujcie czego ona chce jak najbardziej w danym momencie, i w reakcji na jej agresję natychmiast jej to zabierajcie, oddalajcie od tego co chce osiągnąć.


Martens, ale prawdopodobnie "nagrodą" jest sam stan ekscytacji, w jaki suczka wpada. To juz samo w sobie jest dla niej najbardziej "przyjemne". Ona tego chce najbardziej w danym momencie. Nie mamy nic atrakcyjniejszego w zamian w danej sytuacji.

No i jeśli chcecie uporać się z problemem, to chyba jednak będzie trzeba właśnie włożyć trochę pracy w ogóle wychowanie i wyszkolenie Toriki, bo właśnie przez to, że wcześniej tego zabrakło i była traktowana jak jaśnie pani york z którą się negocjuje, a nie coś egzekwuje, teraz nie macie żadnych podstaw do pracy z nią i ona zwyczajnie Was olewa, kiedy tylko zauważyła, że tak właściwie wcale nie musi Was słuchać, skoro nie ma żadnych konsekwencji, a dziamganie na psy jest fajne...


No, Martens ma racje - dużo pracy na codzień, w innych sytuacjach, konsekwencja i kierowanie zachowaniem psa w najdrobniejszych sytuacjach. Szkoda, że z tego, co piszesz, mała jest nienauczona współpracy, albo po prostu słabo nakierowana na człowieka z natury. No i nie zabawkowa i niełakoma... To nie ułatwia pracy.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...