sunshine Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Jasne karjo ty wiesz wszytko najlepiej ;)... hmmm łamię siłą. Ja raczej współpracuje z psem.Pracuję na zwykłej obroży również jednak w miejscach publicznych nie ma takiej możliwości, znasz się na pierwotniakach-powinnaś wiedzieć że są ciężkie. Osobiście znam huskiego z którym treser nie mógł sobie dać rady, szlifuje go długi czas. Nie każdy pies jest taki sam. Każdy pies jest stadny, bez względu na rasę;). Wiesz utrzymać psa potrafię, ale jest to raczej potężny dyskomfort dla każdych rąk i duszącego się psa:)... no ale cóż. Łatwiej naskakiwać niż porozmawiać. Każdy ma własny punkt widzenia:). Ja nie zauważyłam by mojemu psu działa się krzywda, brakowało jej zajęcia, czy miała problem z socjalizacją/brakiem psiego towarzystwa. Wręcz przeciwnie, codziennie chodzi na co najmniej godzinne spacery z aportowaniem i szaleństwami ( jestem aktywna i nie preferuje leniwego łażenia) w lecie pływaniem, jak tylko ma okazje bawi się i buszuje z innymi psami, obecnie zaczynamy treningi (puki co biegamy sobie) 2 razy w tygodniu wiosną zaczniemy bikejoring. Wybacz że nie jestem tak idealna jak Ty :D Zastanawia mnie tylko jak tacy idealiści jak ty wychowali własne psy. Bo puki co nigdy u Ciebie nie zauważyłam błędów, nigdy się nie mylisz zawsze masz rację:). Życzę każdemu by jego pies miał tak dobrze jak mój. ( nie wątpię że Wasze nie mają :D). I wciąż uważam że kolczatka prawidłowo używana. jest w porządku. Gdyby psu przeszkadzała pies by nie pozwolił sobie jej założyć. Shira kantarka nie da sobie założyć dobrowolnie (aniołek666 jest tego naocznym świadkiem). Przeciw kolczatce nie ma żadnych oporów. Quote
panbazyl Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 sunshine napisał(a): Przeciw kolczatce nie ma żadnych oporów. widocznie płynie w niej krew punkrockowca!!!! ;) Quote
sunshine Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Tsa i mordercy :D Dręczyciela zwierząt oraz metalowca, w ogóle to mów mi behemot :D Quote
Onomato-Peja Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 sunshine, ja kiedyś źle używałam kolczatki, przy ciągnącym psie, nisko wisiała na szyi i do tego ciężka oraz ostra i wiesz co? Atos nie stawiałam przed nią żadnych oporów a do kantarku nigdy się nie przekonał, już wolał śmigać w kagańcu, ale o kantarku mogłam zapomnieć. ;) Quote
sunshine Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Właśnie Shiry kolczatka jest leciutka i tępa (sprawdzałam na sobie;D). Kagańca jej nie zakładałam i puki co nie mam zamiaru(u nas w miejscach publicznych należy mieć psa na smyczy ale nie trzeba kagańca) chyba że będziemy gdzieś podróżowac komunikacją publiczną, wówczas trzeba będzie o tym pomysleć;) Shirce też przez 3/4 spaceru kolczatka leży swobodnie na szyi gdyż idzie spokojnie. Kiedy się pojawia inny pies wtedy się zatrzymuje i każe jej usiąść, wykonuje to a kolczatka da o sobie znać gdy wystrzeli do psa. W kolczatce wówczas się cofnie i usiądzie, w obroży by skakała jak pajac głucha na komendy:p. A co było konsekwencją źle używanej kolczatki ono?:) Quote
karjo2 Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Pudlo, bo ani nie wiem wszystkiego, a i bledow, glupot mase narobilam, jeszcze zamierzchle czasy przed internetem tak powszechnym, robie zreszta do tej pory.. Nie uwazam pierwotniakow za ciezkie, moze dlatego, ze pasujemy do siebie charakterami ;). Jak dla mnie to zupelnie normalne psy, a ze trzeba sie wysilic, by zainteresowac, no coz... wiedzialy galy, co braly.. Nie rozumiem, na czym polega ten problem z poruszaniem sie w miejscach publicznych, ze az wymaga kolcow dla szczeniora? Z opisu twojego wynika, ze to normalny, garnacy sie do ludzi i psow sucz? Co do trenera nie mogacego sobie dac rady, przypominam sobie reakcje szkoleniowca ladnych pare lat temu "O Boze, znow autystyk, takich nie przyjmujemy". Co podpowiedzi, cyt."Klanialo by sie podstawowe szkolenie w grupie, poszukanie metody dotarcia, bo jak widac, zbyt malo atrakcyjne jej proponujesz zajecie w stosunku do pelni szczescia stadnego psa - dolaczenia do innych psow. I powtorze, jest dla mnie okrucienstwem uzywanie takich pomocy przy codziennej pracy bezproblemowego psa - bo taki naprawde jest z opisu" Naklada sie jednoczesnie wlasnie wyglad doroslego, a zachowanie szczeniece, do tego pewne zachowania typowe dla podrostka, jak u nastolatka (pewnie je doskonale rozumiesz z autopsji, jednak rodzice kolcami nie karcili ;) ?), Twoje widzenie przez pryzmat prob dominacji i efekt jest jaki jest. I czyzbys uwazala, ze uzycie kolcow, to nie dzialanie sily czlowieka, to pies sam sobie robi kuku, w koncu sam sobie te kolce ubiera? No i ciekawa jestem efektow tego oduczania, co jest, jak zdejmiesz kolce? Bo owszem, dobra pomoc w odpowiednich warunkach... Quote
*Monia* Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 sunshine napisał(a):Shirce też przez 3/4 spaceru kolczatka leży swobodnie na szyi gdyż idzie spokojnie. Kiedy się pojawia inny pies wtedy się zatrzymuje i każe jej usiąść, wykonuje to a kolczatka da o sobie znać gdy wystrzeli do psa. W kolczatce wówczas się cofnie i usiądzie, w obroży by skakała jak pajac głucha na komendy. A co jeśli się wystraszy czegoś i odskoczy? Za co wtedy kolcami zarobi? Moja młoda też się wyrywa do psów, odtańcza taniec radości nawet na jednej łapie na widok niektórych wijąc się jak wąż (ja się kręcę w kółko) i nie wpadłam na to żeby kolców użyć przy tym 'problemie'. Wolę ryknąć na pół ulicy jak szczeniuch głuchnie niż walnąć kolcami (bo jak bym miała to zrobić? dwie smycze i się plątać zastanawiając się która od kolców a która od obroży?). Jak nic nie działa to siłą usadzę i grzecznie przeczekamy szał głupoty. Tak, używam przemocy fizycznej i pewnie to gorsze niż kolce bo działa :evil_lol: Quote
karjo2 Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Monia, tak z ciekawosci, te zawieszenia u szczylka, to tak sobie uroda osobnicza, czy cos glebiej np. neurologicznego? Stad mi przyszla do glowy grzechotka z monet, skoro reaguje na dzwiek, a moze wlasnie cos wwyskoich tonach by sie przydalo? Quote
Onomato-Peja Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 sunshine napisał(a):Właśnie Shiry kolczatka jest leciutka i tępa (sprawdzałam na sobie;D). Kagańca jej nie zakładałam i puki co nie mam zamiaru(u nas w miejscach publicznych należy mieć psa na smyczy ale nie trzeba kagańca) chyba że będziemy gdzieś podróżowac komunikacją publiczną, wówczas trzeba będzie o tym pomysleć;) Shirce też przez 3/4 spaceru kolczatka leży swobodnie na szyi gdyż idzie spokojnie. Kiedy się pojawia inny pies wtedy się zatrzymuje i każe jej usiąść, wykonuje to a kolczatka da o sobie znać gdy wystrzeli do psa. W kolczatce wówczas się cofnie i usiądzie, w obroży by skakała jak pajac głucha na komendy:p. A co było konsekwencją źle używanej kolczatki ono?:) Ewidentnie używasz źle kolców. A konsekwencją było uodpornienie na kolce i ogólnie na "paski" na szyi, przez co bardzo trudno było tego kundla utrzymać a jeszcze trudniej czegokolwiek nauczyć. Zdawał się nie czuć, ze ma coś na szyi, potrafił się nawet dusić i wymiotować ;) Quote
sunshine Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Ładnie..pewnie też zostaniesz sadystą:P No niestety jej się nie da siłą usadzić:) A ryczeć sobie mogę do woli (próbowałam :D). Zaznaczam cały czas że trenuje na zwykłej obroży... Ale wychodząc w miasto, nogi chcę mieć całe (jest ślisko jak cholerka), psa opanowanego. Nie byłam typową nastolatką, kontakt z mamą mam świetny i kar nie potrzebowałam, nigdy żadnej nie otrzymałam (możecie wierzyć lub nie). Pies nie robi sobie kuku w kolcach... A kolcy na zwykłych spacerach nie używam a jak już pisałam po za miejscami publicznymi to pies anioł i problemu z chodzeniem nie ma. Raczej nie jestem zwolenniczką teorii dominacji;). Jeśli nauka chodzenia na smyczy jest próbą dominacji, to każda metoda nią jest. Kajro skoro dałaś sobie radę z podrostkami bez kolcy, napisz jaka metodę stosowałaś (bez podtekstów tu mówię, chodzi mi o to że może czegoś nie znam/nie próbowałam), wówczas chętnie wypróbuje:). P.S Co do szkoleń grupowych u nas się takich nie prowadzi :/ :(, mieszkam w małej miejscowości, a szkoda. Quote
aniolek666 Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 [FONT=Tahoma]Po raz kolejny popieram sunshine nie porównuj każdego psa do swojego każdy pies ma inny charakter inaczej na wszystko reaguję. Dla mnie zakładanie kolczatki nie jest niczym złym shirze się w tedy żadna krzywda nie dzieje tym lepiej dla niej. Na normalnej obroży przy takim szarpaniu się do innych psów mogła by mieć później problemy z krtanią tak jak ma teraz mój piesiol. A tylko dlatego ze jako szczeniak do póki nie nauczyłam go porządnie chodzić na smyczy tak samo jak shira wyrywał się do innych psów szarpał się za każdym razem w tedy się dusił i w ogóle. Kiedy poszłam do weterynarza nawet on polecił mi kolczatkę bo pies w tedy szybciej się uczy ze nie można szarpać oczywiście nie mówię polecił mi też szelki do niego (ale według mnie psa trudniej nauczyć nie szarpania się na smyczy w szelkach chociaż jak widziałam jak on się męczy na obroży stwierdziłam ze juz teraz jest za późno na kolczatkę i kupiłam mu szelki).Sam weterynarz stwierdził ze przez obroże ma teraz problemy z krtanią. Oczywiście dla wyjaśnienia żebyś droga karjo nie zrozumiała źle moich słów i zaraz będziesz miała pretensje ze twierdze ze zwykła obroża jest gorsza od kolczatki. Nie nie twierdze tak kolczatka jest gorsza od zwykłej obroży tylko w tedy kiedy jest używana nie odpowiednio ale kiedy używa się jej z rozumem jest na równi z normalną zwykła obroża. [/FONT] Quote
*Monia* Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 karjo2 napisał(a):Monia, tak z ciekawosci, te zawieszenia u szczylka, to tak sobie uroda osobnicza, czy cos glebiej np. neurologicznego? Stad mi przyszla do glowy grzechotka z monet, skoro reaguje na dzwiek, a moze wlasnie cos wwyskoich tonach by sie przydalo? Mam nadzieję, że to tylko cecha osobnicza a nie jakiś głębszy problem. Ona jest najprawdopodobniej dzieckiem swojego starszego brata i istnieje też możliwość że ten brat jest synem jeszcze starszego brata ale tak sobie tylko głośno myślę i mam nadzieję że jej matka jednak uciekła jak miała cieczkę i młoda aż tak poryta genetycznie nie jest :roll: (matka już po sterylce). Słuch młoda ma wyśmienity, bo na każdy szmer reaguje i nawet bardziej czujna od Hexy jest. Te monety na pewno wypróbujemy, bo wywożenie jej do rodziców za każdym razem jak ktoś przyjedzie będzie nieco uciążliwe (2 godziny w jedną stronę), tym bardziej jak ktoś się nagle wprosi.. U rodziców zostaje bez problemu i nawet jak goście u nich są to jeszcze nie próbowała nikogo zjeść. Ale to też nie jest jej terytorium tylko Hexoliny i to Hexa rządzi. Może jeszcze gwizdek na spacerowe zawieszki? A może w domu po prostu petardy zacznę puszczać jak mordę rozedrze, bo ich się boi :diabloti:. Tylko one mają nieco spóźniony zapłon :roll: :evil_lol:. sunshine napisał(a):Ładnie..pewnie też zostaniesz sadystą:P No niestety jej się nie da siłą usadzić A ryczeć sobie mogę do woli (próbowałam ). Zaznaczam cały czas że trenuje na zwykłej obroży... Ale wychodząc w miasto, nogi chcę mieć całe (jest ślisko jak cholerka), psa opanowanego. Ja jestem sadystką i jak sytuacja wymaga (zagrożenie życia lub zdrowia) to i pieska usadzę mało delikatnie. Obydwie żyją i nigdy żadnej krzywdy nie zrobiłam. 40 kilo agresywnego ONa chcącego zjeść psa też utrzymałam i sprowadzałam czasem siłą do siadu jak jeszcze się nie słuchał (a ważyłam kilka kg więcej niż on), więc się da - dla chcącego nic trudnego ;) Quote
karjo2 Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Aniolek, no prosze..., na wszystkim mozna psa nauczyc chodzic, jak sie ktos uprze i ze wszytkiego mozna zrobic zly uzytek :)). Jak widac i obroza mozna psu kuku zrobic, a niby tyle sie tlumaczy, zeby najpierw pracowac z psem... Nie porownuje do mojego obecnego psa, bo nijak sie nie da porownac :)). Malamut, jako 9 m-czny czesto w panice jeszcze szedl na oslep z cala sila przerazonego zaprzegowca , jako niespelna 6 m-czny wyciagany z kennelozy, po 2 m-cach pilismy szampana, bo przestal sikac na nasze podejscie do niego... Pisze na podstawie kontaktu z dosc duza iloscia zaprzegowcow, troche wiedzy, troche teorii i troche pracy z psami roznych typow. Jak sie zgadzam, ze kolce sie przydaja w sytuacji zauczonego problemu, doroslych, mocno problemowych psow, w sytuacji startujacego agresywnego psa, tak uzycie ich w przypadku pracy ze szczeniakiem jest pomyslem chybionym. Przede wszystkim, komenda nie jest opanowana, jesli nie jest wykonywana w kazdych warunkach, wiec do bolu powtorzenia przy oddalonym rozproszeniu i stopniowe skracanie dystansu. Przy wyjsciach do masta (tak trudnego/zaniedbanego psa mialam pierwszy raz, niewiele info, jak z tym pracowac, raczej instynktownie patrzylismy na efekty, wyszlo niezle - pies ma ponad 9 lat, jest wrecz zbyt pewny siebie, ale wyszla cudna dziedziczona psychika i to go ratowalo) byl paniczny odruch ucieczki, przy wadze 40 kg i wyzej, zapinany byl zawsze na szelki i obroze, smycz z 2 karabinczykami. Poczatkowo, zeby za nim nie poleciec, blokowalismy w jakims kacie, przy murze i czekalismy na odblokowanie. Ale to przy sytuacji lekowej. W przypadku szalenstwa na widok znajomych, zaprzyjaznionych psow, gdy mozna bylo, pozwalalismy na kontakt, z komenda. W sytuacji, gdy nie bylo takiej mozliwosci, krotka smycz, polecenie rownania i szybkim marszem, prawie biegiem mijalismy sie, przy czym pies byl odgrodzony mna od zainteresowania. No i wynalezienie czegos atrakcyjnego, wilk chodzi na kabanosy (tylko jednej firmy) i bieganie po blocie/wodzie... Naprawde trzeba bylo sie wysilic, by wyszukac cos tak atrakcyjnego, zeby psu sie chcialo, jak mu sie nie chce ;). Nawiasem mowiac, brak szkolen nie jest wytlumaczeniem, bo zawsze mozna sobie zrobic wycieczke na kilka zajec np. do Poznania. Bo we Wrzesni faktycznie cos dziwnego jest, niby szkolacego: http://wrzesnia.olx.pl/szkolenie-psow-iid-24475496 horror jakis, zaprzeg na kolcach... Quote
sunshine Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Wiesz co tego pana miałam okazje spotkać kiedyś w parku... on ewidentnie był ciągnięty przez psa na kolcach. W ogóle tego nie rozumiem też. Ale to było bardzo dawno temu... z dwa lata ze spokojem. Od tamtego czasu go nie widywałam. Na szkoleniowców u nas raczej bym nie postawiła obecny (znam tylko jednego w porządku, z tym że on juz chyba nie szkoli). Do Poznania jest problem dojechać, gdyż nie mam samochodu a pociągiem to mekeka (godzina jazdy,ale to najmniejsza kwestia) niedogodne godziny, żeby tam dotrzeć, a jeszcze z dworca do samego miejsca szkolenia. Chciałam tam na agility czy do klubu zaprzęgowców sie przejechać ale puki co masakra z dojazdem...:/. Więc zostaje wypróbować na umur przyciąganie do nogi i praca. Jednak co do kolczatki zdania nie zmieniam:P. Nadal myślę, ze nie taki straszny diabeł jak go malują. :) Quote
karjo2 Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Ot ciekawostka: http://pies.onet.pl/37039,13,16,poradnik_antyszkoleniowy_ciagniecie_i_przywolanie,artykul.html Dla mnie wypad pociagiem do sporego miasta byl swietna wycieczka szkoleniowa, juz sama w sobie. Ale, nie moj pies, nie moja broszka... Tyle, ze latwiej uzyc pomocy, niz sie zaangazowac, wymowka zawsze sie trafi :evil_lol::eviltong:. PS. Po co przyciagac do nogi i to na kolcach :crazyeye:? Quote
sunshine Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Przeciez nie mówię że na kolcach "krotka smycz, polecenie rownania i szybkim marszem, prawie biegiem mijalismy sie, przy czym pies byl odgrodzony mna od zainteresowania." ot o takie mi chodzi. Tak samo zatłoczone miasto mam u siebie:p Nie ma sensu ciągania się po pociągach. Puki co sobie chodzimy koło dworca popatrzeć na pociągi;p. Gdybym tak po prostu lubiła "wymówki", nie pytała bym Cię o twoje metody prawda? Olała bym sprawe i dalej robiła swoje:] Quote
*Monia* Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Jak nauczyć psa pięknie ciągnąć na smyczy, nie przychodzić na zawołanie i zjadać wszystko, co znajdzie na spacerze? Jeśli twój pies jeszcze nie posiadł takich umiejętności, radzimy, jak szybko go tego nauczyć. Wbrew pozorom to nic trudnego i nawet początkujący właściciel powinien sobie poradzić. Super ten początek jest :lol: Godzina jazdy to problem :-o. Ja do rodziców albo na treningi co tydzień w weekendy przez Warszawę się przedzierałam z dwoma psami i z przesiadkami mi zajmowało jakieś 2 godziny w jedną stronę. Do tego młoda rzygała nawet po kilka razy w ciągu tej podróży, ale to kwestia przyzwyczajenia i uporu mojego po prostu. karjo2 napisał(a):PS. Po co przyciagac do nogi i to na kolcach ? Tak się uczy chodzenia przy nodze - nie znasz się :eviltong:. Ares był w ten sposób szkolony i tak go to spaprało, że ciężko było z nim cokolwiek wypracować :shake:. Jako młodziak kilkumiesięczny zaczął chodzić na kolcach właśnie po to żeby go uczyć wszystkiego (nie ciągnięcie, nie szarpanie, nie wyrywanie się do wszystkich, chodzenie na luźnej smyczy) i jak go poznałam (miał trochę ponad rok) to już żadne szarpanie kolcami nie robiło na nim wrażenia - "szarpiesz to sobie szarp a ja i tak zrobię swoje jak już się wyżyjesz i zmęczysz tym szarpaniem, a jeszcze przy okazji poudaję skruszonego to szybciej Ci przejdzie" :shake:. Quote
sunshine Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Ech... musze dwom osoba to samo tłumaczyć 2 razy w tym samym temacie?... sunshine napisał(a):Przeciez nie mówię że na kolcach "krotka smycz, polecenie rownania i szybkim marszem, prawie biegiem mijalismy sie, przy czym pies byl odgrodzony mna od zainteresowania." ot o takie mi chodzi. A co do Poznania powiedziałam, że nie sama godzina w pociągu jest problemem. Problemem są godziny dojazdu, problemem jest dotarcie do tresera z dworca. Po za tym... mam na siłę ciągać psa pociągiem po to żeby pojechać w tłum ludzi, kiedy taki sam tłum mam u siebie na mieście? Nie popadajmy w bezsens :] + nie małe koszty tresera. Liczmy że kolega treser policzy sobie 80zł/godzinę + 30 zł za każdy przejazd psa + mój bilet za każdym razem:] (nie wiem jak wy ja milionerką nie jestem) Zacznij czytać ze zrozumieniem i dokładnie bo nie chce mi się powtarzać po 10 razy Quote
karjo2 Posted February 12, 2010 Posted February 12, 2010 Bo widzisz, to urok netu ;). Skoro pracujesz ze szczeniorem na kolcach w otoczeniu miejskim, to kontynuacja naturalnie sie nasuwa na mysl, a ze wzbogacona o dodatkowe atrakcje ;).. Co do wypadu na szkolenie, watpie, by tyle kosztowala godzina zajec grupowych na zwyklym PT. Do tego dochodzi oswojenie z pociagiem, podroza, bo potem znow bedzie, ze bez pomocy sie nie da... Zajecia sa na ogol raz w tygodniu, wiec nawet poswiecic np. 4 soboty na taka prace, to nieduzo, chyba? Zreszta pozostaje dogadanie ze szkoleniowcem, np. to wyglada dosc ciekawie http://www.cywil.pl/poznan.htm PS. Co do metod, dla mnie oczywiste, ale moze nie dla kazdego, zawsze taka praca na skupienie byla po co najmniej godzinnej przebiezce z psem, coby tak go nie nosilo. Z czasem dopiero wypracowalo sie mozliwosc spokojnego chodzenia od momentu wyjscia, przy czym jasne dla niego bylo, ze zmierzamy do celu - nagrody, biegu w zaprzegu, biegu luzem itp. Quote
aniolek666 Posted February 13, 2010 Posted February 13, 2010 [FONT=Tahoma]Karjo wiem że na wszystkim można nauczyć psa chodzić. Tylko wydaje mi się ze na szelkach jest trudniej (chociaż nie jest to nie możliwe) bo mój nauczył się nie ciągnąc (choć czasami się jeszcze zapomina) właśnie na szelkach. Tyle że mój piesiol jak był jeszcze szczeniakiem nienawidził chodzić na smyczy jak był zapinany siadał zapierał się łapami i ani w tą ani w tą, jak tylko odpinałam go ze smyczy od razu radośnie szedł koło mojej nogi i nie interesowało go nic innego oprócz jakiś innych piesków. Tyle że w końcu trzeba było nauczyć chodzić psa na smyczy nie pomagało nawet to że ktoś go trzymał ja szłam przed nim on i tak się nie ruszył nawet jak przed nosem machano mu smakołykiem on się nie ruszył. Jak juz zaczął chodzić na smyczy to szarpał się nie miłosiernie wyglądał tak jak by chciał uciec tylko jak najszybciej zerwać się z tej smyczy no i zaczeła się tresura na zwykłej obrozie bo tez mówiłam ze nigdy w życiu nie załoze kolczatki takiemu szczeniakowi i może gdybym w tedy jednak ta kolczatkę kupiła nie miał by teraz problemów z krtanią, chociaż nie mówię że nie było by gorzej bo tego nie wiem. Na temat naszych wrzesińskich treserów faktycznie się nie wypowiadam po pierwsze nie ma ich zbyt dużo po drugie nie są oni najlepsi, chociaż może trafiło by się na jednego dobrego.[/FONT] Quote
Karilka Posted February 13, 2010 Posted February 13, 2010 sunshine napisał(a):Przeciez nie mówię że na kolcach "krotka smycz, polecenie rownania i szybkim marszem, prawie biegiem mijalismy sie, przy czym pies byl odgrodzony mna od zainteresowania." ot o takie mi chodzi. Tak samo zatłoczone miasto mam u siebie:p Nie ma sensu ciągania się po pociągach. Puki co sobie chodzimy koło dworca popatrzeć na pociągi;p. Gdybym tak po prostu lubiła "wymówki", nie pytała bym Cię o twoje metody prawda? Olała bym sprawe i dalej robiła swoje:] A my właśnie przyjechaliśmy w Wasze okolice i jechaliśmy 3,5 godziny pociągiem w tłumie ludzi. Żaden problem ;). Może nie należy to do najprzyjemniejszych rzeczy jakie znam ale da sie przeżyć. Socjal 100%. sunshine to ja bym polecała zapinaną kolczatke na pasek, na szyi tuż za uszami i zwykłą obroże. Wystarczy podpiąć smycz z 2 karabińczykami do każdej obroży albo do kolczatki doczepić krótszą smycz, w rodzaju pejcza. Sprawdź, może sunieczka tak samo by reagowała na łańcuszek lub zwykłą, płaską obroże zapiętą tuż za uszami, bo to dość wrażliwe miejsce u psa, moze też by działało jak hamulec w sytuacjach awaryjnych. Kiedy mam psa w wersji nabuzowane ADHD, szukające czegokolwiek, zeby sie wyżyć, zakładam łańcuszek, i kiedy widzimy potencjalnego "przyjaciela do wojny", zapinam łańcuszek za uszami i na moje ciele działa bardzo dobrze, jako hamulec (w połączeniu z korektą). Quote
sunshine Posted February 13, 2010 Posted February 13, 2010 Już Krajo napisałam że wzięłam się na pewien sposób i zobaczymy jak pójdzie w bezludnych miejscach idzie jak spłatka ale zobaczymy co będzie gdzieś za tydzień w nieco ludniejszym punkcie:). I mowię trzeci raz, że mi nie chodzi o samą podróż bo dla mnie też to był by świetny socjal (niedługo planujemy spotkanie z kilkoma znajomymi z innego forum właśnie) puki co chodzę koło dworca, koło jadących pociągów, żeby Shira się przyzwyczajała do hałasu pociągów. Ale problem polega na dojechaniu do Poznania i tego samego dnia wracaniu o określonych godzinach...(tym bardziej że nie widzę sensu w szkoleniowcu puki co) Quote
an1a Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Dziewczyno sama sobie załóż kolce na szyje i chodź z nimi tak jak prowadzisz swojego psa, bez większego przygotowania do poprawnego noszenia i używania kolczatki. Mój pies też się cieszy jak mu zakładam kolce, ale tylko dlatego, że ma odpowiednio je skojarzone, bo chyba się nie cieszy, że może zaraz być szarpany. Jeśli sama widzisz, że do czegoś ta kolczatka jest potrzebna to chyba nie ma takiego samego działania na psa jak obroża, jeśli zmienia się zachowanie na spacerach i pies nagle spokojnieje. Quote
tabaluga1 Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 tabaluga1 napisał(a):Zarówno obroża uzdowa jak i kolczatka , na codzień , to rozwiązanie wyłącznie dla laików . http://rubeus.ovh.org/index.php/obroza-uzdowa-kontrapunkt.html Głupio siebie cytować, ale co mi tam , skoro adresatka przesłania nie kuma to ponowie post . Bo to jest ważne ! BTW, każdy rodzi się laikiem , ale niektórzy takimi też umierają . :p Quote
karjo2 Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Ciiiiii, nie nakrecajcie Sun, moze wyjdzie na dobre i psu i opiekunka poszerzy horyzonty mozliwosci pracy z nim ;). Ja tam zycze powodzenia! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.