Aga i Krzyś Posted June 13, 2007 Posted June 13, 2007 A tu ze swoim nowym przyacielem Panem Patykiem, który niestety zmarł śmiercią tragiczną w paszczy draga, przeżywszy zaledwie 24 godziny:placz: A kurna 13 zł kosztował!!!:angryy: Quote
Aga i Krzyś Posted June 13, 2007 Posted June 13, 2007 I to tyle na razie moi drodzy, coby Was nie zanudzić, ale wkrótce kolejna porcja:p Quote
Aaliyah1981 Posted June 13, 2007 Posted June 13, 2007 o kurcze ale on sie zmienil :loveu: boziu wiesz co tak bardzo wam zazdroszcze(w sensie pozytywnym),ze mozecie sie nim cieszyc a on wami tak bardzo mi tego brakuje:-( ja z niecierpliwoscia czekam na kolejne foteczki i to chyba jest kolejny przyklad na to jakie cuda potrafia zdzialac przygarniete psy Quote
Aga i Krzyś Posted June 13, 2007 Posted June 13, 2007 Aaliyah, dzięki, że nas odwiedziłaś:p Przykro mi bardzo z powodu psiaka, ja tam wolę sobie nie wyobrażać na razie, jak bym to przeżyła:shake: ale jakos przeciez trzeba... Pozdrawiamy Cię ciepło Quote
maciaszek Posted June 13, 2007 Posted June 13, 2007 [quote name='Aga i Krzyś']Z dziadkiem też można się pościgać:razz: Doskonała fota !!!!! Kochani nie zanudzacie, Dragonka można oglądać, oglądać, oglądać i oglądać. To taki cudny pies :loveu: Poza tym mam do niego sentyment, bo od niego zaczęła się moja przygoda z dogomanią. A fotki? Chcemy więcej, chcemy więcej... Co do nietrafionego rozmiaru kostki to powiem Ci, że Bazyl najbardziej lubi właśnie takie małe. Najdłużej się nimi bawi (np. podrzuca sobie) i naprawdę troszkę czasu mija zanim ją pożre :) Quote
katya Posted June 14, 2007 Posted June 14, 2007 Draguś jest na maksa przepiękny :loveu: i bardzo fotogeniczny :cool3: Quote
Aaliyah1981 Posted June 14, 2007 Posted June 14, 2007 Aga i Krzyś napisał(a):Aaliyah, dzięki, że nas odwiedziłaś:p Przykro mi bardzo z powodu psiaka, ja tam wolę sobie nie wyobrażać na razie, jak bym to przeżyła:shake: ale jakos przeciez trzeba... Pozdrawiamy Cię ciepło ehhhhhhh..taka jest kolej rzeczy tylko jak mozna sie pogodzic z odejsciem kochanego psa kiedy przychodzi to nagle i niespodziewanie:-( ja mam nadzieje ,ze jeszcze uda mi sie przygarnac jakas biede i ,ze bedzie rownie wspanialym psem jak moj kapsel ale niestety musze jeszcze poczekac bo obecnie choc bardzo ale to bardzo brakuje mi kudlatego przyjaciela nie mam mozliwosci przygarnac pieska:placz: a wracajac do waszego Dragonika to widze ,ze pokochala go cala rodzina (widac to na fotografiach )wszyscy usmiechnieci naprawde az milo popatrzec :loveu: Quote
Ula_czarnuszka Posted June 14, 2007 Posted June 14, 2007 Cudne zdjęcia! :laola: Jeszcze, jeszcze ... Quote
Aga i Krzyś Posted July 1, 2007 Posted July 1, 2007 Witajcie kochani:p donoszę, że niedługo będą nowe foteczki, tylko je trochę przejrzeć musimy, bo się tego mnóstwo zrobiło:razz: A z wydarzeń bieżących - odkąd skończyliśmy kurację antybiotykiem, Drago jest zdrów jak ryba! Ze sraczkami się chyba pożegnał na dobre. No i grubasek się z niego robi:diabloti: Ale dziś nam zafundował istny Meksyk:crazyeye: latał sobie po lesie, a my sie opalaliśmy na kocyku. Taka sielanka rodzinna. Wrócił po chwili - calusieńki w... gównie. jezu, myślałam, że się rozpłaczę:placz: śmierdział tak, że jak wracaliśmy do domu okrężną drogą, to i tak się ludzie za nami oglądali. No normalnie sie chłopak tą kupą cały wysmarował - głowa, uszy... Myslałam, że puszczę pawia, jak go kąpaliśmy. Teraz leży pachnący i obrażony:lol: obesraniec jeden... A, no i Puchatek miał rację, śpi już z nami w sypialni... Quote
Puchatek Posted July 1, 2007 Posted July 1, 2007 A przepraszam w jakim g... się wytarzał? Bo moja Bunia tydzień temu też to samo zrobiła w krowim placku. Krowie lub końskie to jeszcze do zniesienia, najgorsze ludzkie, ble... Na szczęście obok była rzeczka więc wstępne płukanie było na miejscu. Quote
Aga i Krzyś Posted July 1, 2007 Posted July 1, 2007 Otóż to puchatku... Końskie i krowie to zwykłą trawą zajeżdża, i da się znieść;) Ale to było najbardziej gówniane ze znanych mi gówienek:crazyeye: Smród taki, że raczej nie ma wątpliwości - psie albo ludzkie...:cool3: Bleee, nawet mi się nie chce o tym myśleć, bo jak sobie wyobrażę, to:angryy: W rękawicach gumowych do prac domowych go szorowałam:evil_lol: Quote
Aga i Krzyś Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 Kochani, zwiątpiłam w miniony weekend w ród ludzki. Załamałam się dokumentnie:-( A historia jest taka: jechaliśmy z Krzysiem w sobotę na wesele z Kielc do Krakowa. Spieszyliśmy się bardzo, bo już byliśmy spóżnieni. Nagle na ulicy zobaczyliśmy kota. Oczywiście potraconego. Byliśmy pewni, że nie żyje, ale i tak się zatrzymaliśmy, żeby te kocie zwłoczki zabrać z samego środka ulicy. Było to we wsi Radkowice. Wyszłam z samochodu i pobiegłam zobaczyć, czy na pewno nie żyje. ŻYŁ. Leżał sobie w kałuży krwi i patrzył mi w oczy zielonymi ślepkami. Nigdy mi się nic podobnego nie zdarzyło, więc trochę spanikowałam i sie poryczałam, ale też pobiegłam do najbliższego domu i pytam jakiejś baby w gumiakach, gdzie jest najbliższy weterynarz. A ona na to: a co się stało? To mówię, że kotek zdycha przed jej domem i trzeba go gdzieś zawieżć natychmiast. A ona, żebym nie beczała i dała sobie spokój, bo ty TYLKO KOT, a nie dziecko. K**WA - myślę, co za ludzie. Krzysiek w międzyczasie wyjął z bagaznika koc dragonowy i go pakujemy. Biedak w ogóle nie rusza łapkami, tylko pomiałkuje i ciągle nam w oczy patrzy, ale brzuszek miał tylko troche rozcięty. Nagle zatrzymuje sie samochód, odsuwa sie czarna szyba, i jakiś kolo - byczy kark - mówi do mnie: Zejdż P***o z tej ulicy, bo tu beczysz nad jakimś kotem, a zaraz ciebie coś pier*****ie. Więc ja mu na to: S***aj, pókim dobra!!!!!! Zdziwił się chyba, bo pojechał bez słowa. Znieczulica ma kochani rozmiar zsatraszający... Lekarz był w Chęcinach. Jedziemy tam, kicia krwawi w aucie, ale nadal żyje, choć łapkami nie rusza. Weterynarz wychodzi przed dom, ja mówię, że znależliśmy kotka, żeby go ratował. A on na to: A to ten kot z Radkowic, mijałem go... Nic z niego nie będzie. Czaicie??? Przejeżdżał koło zdychającego w mękach zwierzęcia i się k**wa nawet nie zatrzymał, żeby choćby dać mu zastrzyk i mu skrócić cierpienia. Nic mu nie powiedziałam, bo nie miałam siły. Kot miał złamany kręgosłup. Nie miał szans. Byłby sparaliżowany, nawet gdyby przeżył. A dla kota źycie bez ruchu, to nie życie. Więc błagam tego rzeżnika: Proszę w takim razie dać mu zastrzyk, niech się nie męczy, tylko zaśnie. A ten baran na nas zerka... Krzyś mówi: Oczywiście ODPŁATNIE. To przyspieszyło sprawę. Dał zastrzyk. Kotek zdechł mi na rękach. Ja dostałam histerii, bo nigdy wczesniej nie widziałam umierającego zwierzątka i mnie jakieś spazmy ogarnęły. A pan doktor co? 25 złotych poproszę!!!!!!!!!! Jezu, powiedzcie, że to był wyjątek, że takich Skur******* nie jest wielu, bo żyć mi się odechciało. Kotka zostawiliśmy w lesie. Pewnie poszedł do kociego nieba. A ja mam nadzieję, że dla tego pana weta ktoś kiedys pożałuje 25 zł i zdechnie na środku ulicy w kałuży własnej krwi. I tyle. Na ślub nie dojechaliśmy. Quote
Puchatek Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 Pewnie sprawa nie warta zachodu bo i tak nic z tego nie będzie a tylko kłopoty ale właściwie to się nadaje na doniesienie do prokuratora. Myślę że paragraf na to by się znalazł nawet w naszym beznadziejnym kodeksie. Przynajmniej jeśli chodzi o konowała. Quote
Aga i Krzyś Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 Myslałam o tym Puchatku, żeby mu załatwić dożywotni zakaz wykonywania zawodu. ale to trzeba było działać od razu, a ja byłam w szoku i zaryczana. Teraz to pewnie po ptakach. Dowodów nie ma, nie wiem sama... Quote
blue.berry Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 nie pociesze Was niestety. jakis czas temu jechalismy na trasie Bialowieza-Warszawa. w jednej z miejscowosci na naszych oczach samochod jadacy z naprzeciwka potracil na ulicy pieska. celowo, bo przyspieszyl zamiast zwolnic. zatrzymalismy sie zeby pieskowi pomoc, jak zabieralismy go z ulicy na chodnik, samochod zawrocil zeby chyba dokonczyc dziela :( wiec moj TZ wyrwal sie w ich kierunku i kolesie nawiali. ja zostalam z psem na chodniku a moj TZ pojechal szukac weta. w miedzyczasie napatoczyl sie patrol policji, panowi byli mili (opatrzyli mi reke, bo piesek z bolu mnie pogryzl) ale nie mogli zrozumiec, ze zatrzymalismy sie aby ratowac jakiegos potraconego psa. i na wszelki wypadek spisali mnie. w miedzyczasie moj TZ (chyba sila i grozba) przywiozl miejscowego weterynarza. ktory wogole nie palil sie do pomocy. ale poniewaz pies mnie pogryzl (w sumie wyszlo ze na szczescie) i byla przy tym policja, musial pieskowi dac zastrzyk przecibolowy i zabrac go do siebie do gabinetu (i roztoczyc nad nim opieke). niestety jak pozniej sie dowiedzialam piesek zdechl. tylke tylko ze nie na srodku ulicy ale gdzies w gabinecie, bez bolu i przy swojej pani ktora sie odnalazla. nikt nie chcial pomoc i nikt nie usilowal nawet zrozumiec dlaczego my chcemy pomoc:( swiat jest paskudny. ot co... Quote
Aga i Krzyś Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 Koszmar. Wiecie co? ja to mam problem ze zrozumieniem, że różnice pomiędzy ludźmi w postrzeganiu i odczuwaniu sa tak gigantyczne. jak to możliwe, że ktoś jest w stanie minąć konające w upale na środku dwupasmówki zwierzę i nawet sie nie zająknąć, a po drodze zatrzymac się jeszcze na kawke i obiadek w zajeździe na przykład? Boże, czy nam aż tak różnie łączą się neurony? Że ja sie przez tydzień nie moge pozbierać, a ktoś nawet nie uznał sprawy za warta wciśnięcia hamulców? Nawet mnie to nie wkurza, tylko kompletnie załamuje. Dziwne to wszystko. Quote
Puchatek Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 Czasem się zastanawiam nad tymi różnicami między ludźmi i zaczynam dochodzić do wniosku że powoli aczkolwiek nieubłaganie ludzkość zaczyna dzielić się na odrębne podgatunki. Już niedługo będą poważne problemy porozumienia się międzygatunkowego. Ciekawe jak to wszystko się skończy. Quote
Aga i Krzyś Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 Nic dodać nic ująć. najgorsze jest to, źe powoli staję sie faszystką i wszystkich tych ****** posłałabym na jakas radykalna resocjalizację. Quote
Ula_czarnuszka Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 :-(:angryy: Nie mogę się zdecydować czy bardziej smutne czy wkurzające... Bywa też trochę inaczej... Wiele lat temu, gdy mój syn miał 7 czy 8 lat, po lekcjach zostawał w świetlicy, z której go koło 15-tej odbierałam. Pewnego razu wyjeżdżamy spod szkolnej bramy a tu na jezdni, przy krawężniku, po mojej stronie jezdni, leży mały, czarny piesek, taki ratlerkowaty i krwawi:placz: Zatrzymałam auto i wyskoczyłam. Dzieciaki, które stały obok mówiły, że pieska potrąciła ciężarówka:angryy: Nie miałam w co go zawinąć, żeby ostrożnie przenieść ale mój roztropny synek:-o pobiegł do świetlicy i wrócił z ręczniczkiem... Zawinęłam pieska i położyłam na dywaniku przed siedzeniem pasażera w maluchu i pognałam do weta, do którego chodziłam z naszą rotką... Piesek nie wyglądał dobrze mimo, że nie było widać otwartych ran, to krew obficie płynęła z pyszczka:-( Zaparkowałam przed lecznicą i pognałam do środka wyciągając nieomalże weta za rękaw i tłumacząc cokolwiek chaotycznie czego od niego oczekuję ... Wet pochylił się nad pieskiem, potem spojrzał na mnie, a ja wiedziałam, że pieska nie uratuje. Jednak zabrał zwierzaka mówiąc do mojego syna, że spróbuje psinie pomóc. Poszłam za nim do gabinetu, a on potwierdził moje przypuszczenia, że jedyne co może zrobić to pieska uśpić... powiedział, żebym jechała do domu a on się wszystkim zajmie. Nie muszę dodawać, że dopóki mieszkałam w tym mieście, czyli jeszcze jakieś dziewięć lat nigdy nie poszłam do innego weta. A pani świetliczanka upominała się kilkakrotnie o ręczniczek ... Nie pamiętam, czy jakiś jej w końcu dałam... Quote
Aga i Krzyś Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 Kochani, Dragoś się przypomina:eviltong: U nas wszystko bosko - już jesteśmy po wakacjach:p spędziliśmy 10 dni w tptalnej głuszy na suwalszczyźnie, więcej spotkaliśmy krów niż ludzi, Drago zachwycony, obszczekiwał krowy, latał jak potłuczony bez obroży cały czas i tylko mu się gęba śmiała, pół wyjazdu spędził w jeziorze, pływak z niego nie lada - złowił nawet węgorza, co prawda zdechłego, ale zawsze. Ach, no i za granicą chłopak był - w Wilnie!:p Grzecznie się zachowywał, a inni turyści sobie z nim foty pstrykali. Kurczę, jeszcze jak biznes na nim ukręcimy, a co! W pensjonacie go wszyscy pokochali, bo za stóża posesji robił i obszczekiwał wszystkich nieznanych, żeby wiedzieli, kto na suwalszczyżnie rządzi:diabloti: Rozrósł nam się Drago jeszcze bardziej - 53 kilo sobie liczy! Zdrowy, zadowolony, grzeczny (nie licząc epizodów, ale cicho sza...), wiecznie głodny. Mamy kupę fotek, wkleję po selekcji pozdrawiamy Smokowie Quote
Puchatek Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 A kleszczy nie nałapał? W tamtym rejonie zwykle zatrzęsienie. Quote
Aga i Krzyś Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 A nie Puchatku - wiedzieliśmy dokąd się wybieramy, więc ochrona była 100% - tyle frontline'a na niego wylałam i jeszcze obrożę dostał nowiutką, kleszczyska szans nie miały - zdychały już w drodze do cielska Draga - czego obroża nie ubiła frontline załatwił :p Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.