Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 863
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

o kurcze ale on sie zmienil :loveu: boziu wiesz co tak bardzo wam zazdroszcze(w sensie pozytywnym),ze mozecie sie nim cieszyc a on wami
tak bardzo mi tego brakuje:-(
ja z niecierpliwoscia czekam na kolejne foteczki

i to chyba jest kolejny przyklad na to jakie cuda potrafia zdzialac przygarniete psy

Posted

Aaliyah, dzięki, że nas odwiedziłaś:p
Przykro mi bardzo z powodu psiaka, ja tam wolę sobie nie wyobrażać na razie, jak bym to przeżyła:shake: ale jakos przeciez trzeba... Pozdrawiamy Cię ciepło

Posted

[quote name='Aga i Krzyś']Z dziadkiem też można się pościgać:razz:


Doskonała fota !!!!!
Kochani nie zanudzacie, Dragonka można oglądać, oglądać, oglądać i oglądać. To taki cudny pies :loveu: Poza tym mam do niego sentyment, bo od niego zaczęła się moja przygoda z dogomanią.
A fotki? Chcemy więcej, chcemy więcej...
Co do nietrafionego rozmiaru kostki to powiem Ci, że Bazyl najbardziej lubi właśnie takie małe. Najdłużej się nimi bawi (np. podrzuca sobie) i naprawdę troszkę czasu mija zanim ją pożre :)

Posted

Aga i Krzyś napisał(a):
Aaliyah, dzięki, że nas odwiedziłaś:p
Przykro mi bardzo z powodu psiaka, ja tam wolę sobie nie wyobrażać na razie, jak bym to przeżyła:shake: ale jakos przeciez trzeba... Pozdrawiamy Cię ciepło



ehhhhhhh..taka jest kolej rzeczy tylko jak mozna sie pogodzic z odejsciem kochanego psa kiedy przychodzi to nagle i niespodziewanie:-( ja mam nadzieje ,ze jeszcze uda mi sie przygarnac jakas biede i ,ze bedzie rownie wspanialym psem jak moj kapsel ale niestety musze jeszcze poczekac bo obecnie choc bardzo ale to bardzo brakuje mi kudlatego przyjaciela nie mam mozliwosci przygarnac pieska:placz:

a wracajac do waszego Dragonika to widze ,ze pokochala go cala rodzina (widac to na fotografiach )wszyscy usmiechnieci naprawde az milo popatrzec :loveu:

  • 3 weeks later...
Posted

Witajcie kochani:p
donoszę, że niedługo będą nowe foteczki, tylko je trochę przejrzeć musimy, bo się tego mnóstwo zrobiło:razz:
A z wydarzeń bieżących - odkąd skończyliśmy kurację antybiotykiem, Drago jest zdrów jak ryba! Ze sraczkami się chyba pożegnał na dobre. No i grubasek się z niego robi:diabloti:
Ale dziś nam zafundował istny Meksyk:crazyeye: latał sobie po lesie, a my sie opalaliśmy na kocyku. Taka sielanka rodzinna. Wrócił po chwili - calusieńki w... gównie. jezu, myślałam, że się rozpłaczę:placz: śmierdział tak, że jak wracaliśmy do domu okrężną drogą, to i tak się ludzie za nami oglądali. No normalnie sie chłopak tą kupą cały wysmarował - głowa, uszy... Myslałam, że puszczę pawia, jak go kąpaliśmy. Teraz leży pachnący i obrażony:lol: obesraniec jeden...

A, no i Puchatek miał rację, śpi już z nami w sypialni...

Posted

A przepraszam w jakim g... się wytarzał? Bo moja Bunia tydzień temu też to samo zrobiła w krowim placku. Krowie lub końskie to jeszcze do zniesienia, najgorsze ludzkie, ble... Na szczęście obok była rzeczka więc wstępne płukanie było na miejscu.

Posted

Otóż to puchatku... Końskie i krowie to zwykłą trawą zajeżdża, i da się znieść;) Ale to było najbardziej gówniane ze znanych mi gówienek:crazyeye: Smród taki, że raczej nie ma wątpliwości - psie albo ludzkie...:cool3: Bleee, nawet mi się nie chce o tym myśleć, bo jak sobie wyobrażę, to:angryy: W rękawicach gumowych do prac domowych go szorowałam:evil_lol:

  • 3 weeks later...
Posted

Kochani, zwiątpiłam w miniony weekend w ród ludzki. Załamałam się dokumentnie:-( A historia jest taka: jechaliśmy z Krzysiem w sobotę na wesele z Kielc do Krakowa. Spieszyliśmy się bardzo, bo już byliśmy spóżnieni. Nagle na ulicy zobaczyliśmy kota. Oczywiście potraconego. Byliśmy pewni, że nie żyje, ale i tak się zatrzymaliśmy, żeby te kocie zwłoczki zabrać z samego środka ulicy. Było to we wsi Radkowice. Wyszłam z samochodu i pobiegłam zobaczyć, czy na pewno nie żyje. ŻYŁ. Leżał sobie w kałuży krwi i patrzył mi w oczy zielonymi ślepkami. Nigdy mi się nic podobnego nie zdarzyło, więc trochę spanikowałam i sie poryczałam, ale też pobiegłam do najbliższego domu i pytam jakiejś baby w gumiakach, gdzie jest najbliższy weterynarz. A ona na to: a co się stało? To mówię, że kotek zdycha przed jej domem i trzeba go gdzieś zawieżć natychmiast. A ona, żebym nie beczała i dała sobie spokój, bo ty TYLKO KOT, a nie dziecko. K**WA - myślę, co za ludzie. Krzysiek w międzyczasie wyjął z bagaznika koc dragonowy i go pakujemy. Biedak w ogóle nie rusza łapkami, tylko pomiałkuje i ciągle nam w oczy patrzy, ale brzuszek miał tylko troche rozcięty. Nagle zatrzymuje sie samochód, odsuwa sie czarna szyba, i jakiś kolo - byczy kark - mówi do mnie: Zejdż P***o z tej ulicy, bo tu beczysz nad jakimś kotem, a zaraz ciebie coś pier*****ie. Więc ja mu na to: S***aj, pókim dobra!!!!!! Zdziwił się chyba, bo pojechał bez słowa. Znieczulica ma kochani rozmiar zsatraszający...
Lekarz był w Chęcinach. Jedziemy tam, kicia krwawi w aucie, ale nadal żyje, choć łapkami nie rusza. Weterynarz wychodzi przed dom, ja mówię, że znależliśmy kotka, żeby go ratował. A on na to: A to ten kot z Radkowic, mijałem go... Nic z niego nie będzie. Czaicie??? Przejeżdżał koło zdychającego w mękach zwierzęcia i się k**wa nawet nie zatrzymał, żeby choćby dać mu zastrzyk i mu skrócić cierpienia. Nic mu nie powiedziałam, bo nie miałam siły. Kot miał złamany kręgosłup. Nie miał szans. Byłby sparaliżowany, nawet gdyby przeżył. A dla kota źycie bez ruchu, to nie życie. Więc błagam tego rzeżnika: Proszę w takim razie dać mu zastrzyk, niech się nie męczy, tylko zaśnie. A ten baran na nas zerka... Krzyś mówi: Oczywiście ODPŁATNIE. To przyspieszyło sprawę. Dał zastrzyk. Kotek zdechł mi na rękach. Ja dostałam histerii, bo nigdy wczesniej nie widziałam umierającego zwierzątka i mnie jakieś spazmy ogarnęły. A pan doktor co? 25 złotych poproszę!!!!!!!!!! Jezu, powiedzcie, że to był wyjątek, że takich Skur******* nie jest wielu, bo żyć mi się odechciało. Kotka zostawiliśmy w lesie. Pewnie poszedł do kociego nieba.
A ja mam nadzieję, że dla tego pana weta ktoś kiedys pożałuje 25 zł i zdechnie na środku ulicy w kałuży własnej krwi. I tyle. Na ślub nie dojechaliśmy.

Posted

Pewnie sprawa nie warta zachodu bo i tak nic z tego nie będzie a tylko kłopoty ale właściwie to się nadaje na doniesienie do prokuratora. Myślę że paragraf na to by się znalazł nawet w naszym beznadziejnym kodeksie. Przynajmniej jeśli chodzi o konowała.

Posted

Myslałam o tym Puchatku, żeby mu załatwić dożywotni zakaz wykonywania zawodu. ale to trzeba było działać od razu, a ja byłam w szoku i zaryczana. Teraz to pewnie po ptakach. Dowodów nie ma, nie wiem sama...

Posted

nie pociesze Was niestety.
jakis czas temu jechalismy na trasie Bialowieza-Warszawa. w jednej z miejscowosci na naszych oczach samochod jadacy z naprzeciwka potracil na ulicy pieska. celowo, bo przyspieszyl zamiast zwolnic. zatrzymalismy sie zeby pieskowi pomoc, jak zabieralismy go z ulicy na chodnik, samochod zawrocil zeby chyba dokonczyc dziela :( wiec moj TZ wyrwal sie w ich kierunku i kolesie nawiali. ja zostalam z psem na chodniku a moj TZ pojechal szukac weta. w miedzyczasie napatoczyl sie patrol policji, panowi byli mili (opatrzyli mi reke, bo piesek z bolu mnie pogryzl) ale nie mogli zrozumiec, ze zatrzymalismy sie aby ratowac jakiegos potraconego psa. i na wszelki wypadek spisali mnie. w miedzyczasie moj TZ (chyba sila i grozba) przywiozl miejscowego weterynarza. ktory wogole nie palil sie do pomocy. ale poniewaz pies mnie pogryzl (w sumie wyszlo ze na szczescie) i byla przy tym policja, musial pieskowi dac zastrzyk przecibolowy i zabrac go do siebie do gabinetu (i roztoczyc nad nim opieke). niestety jak pozniej sie dowiedzialam piesek zdechl. tylke tylko ze nie na srodku ulicy ale gdzies w gabinecie, bez bolu i przy swojej pani ktora sie odnalazla.
nikt nie chcial pomoc i nikt nie usilowal nawet zrozumiec dlaczego my chcemy pomoc:(
swiat jest paskudny.
ot co...

Posted

Koszmar. Wiecie co? ja to mam problem ze zrozumieniem, że różnice pomiędzy ludźmi w postrzeganiu i odczuwaniu sa tak gigantyczne. jak to możliwe, że ktoś jest w stanie minąć konające w upale na środku dwupasmówki zwierzę i nawet sie nie zająknąć, a po drodze zatrzymac się jeszcze na kawke i obiadek w zajeździe na przykład? Boże, czy nam aż tak różnie łączą się neurony? Że ja sie przez tydzień nie moge pozbierać, a ktoś nawet nie uznał sprawy za warta wciśnięcia hamulców? Nawet mnie to nie wkurza, tylko kompletnie załamuje.
Dziwne to wszystko.

Posted

Czasem się zastanawiam nad tymi różnicami między ludźmi i zaczynam dochodzić do wniosku że powoli aczkolwiek nieubłaganie ludzkość zaczyna dzielić się na odrębne podgatunki. Już niedługo będą poważne problemy porozumienia się międzygatunkowego. Ciekawe jak to wszystko się skończy.

Posted

:-(:angryy: Nie mogę się zdecydować czy bardziej smutne czy wkurzające...

Bywa też trochę inaczej...
Wiele lat temu, gdy mój syn miał 7 czy 8 lat, po lekcjach zostawał w świetlicy, z której go koło 15-tej odbierałam. Pewnego razu wyjeżdżamy spod szkolnej bramy a tu na jezdni, przy krawężniku, po mojej stronie jezdni, leży mały, czarny piesek, taki ratlerkowaty i krwawi:placz: Zatrzymałam auto i wyskoczyłam. Dzieciaki, które stały obok mówiły, że pieska potrąciła ciężarówka:angryy: Nie miałam w co go zawinąć, żeby ostrożnie przenieść ale mój roztropny synek:-o pobiegł do świetlicy i wrócił z ręczniczkiem... Zawinęłam pieska i położyłam na dywaniku przed siedzeniem pasażera w maluchu i pognałam do weta, do którego chodziłam z naszą rotką... Piesek nie wyglądał dobrze mimo, że nie było widać otwartych ran, to krew obficie płynęła z pyszczka:-(

Zaparkowałam przed lecznicą i pognałam do środka wyciągając nieomalże weta za rękaw i tłumacząc cokolwiek chaotycznie czego od niego oczekuję ... Wet pochylił się nad pieskiem, potem spojrzał na mnie, a ja wiedziałam, że pieska nie uratuje. Jednak zabrał zwierzaka mówiąc do mojego syna, że spróbuje psinie pomóc. Poszłam za nim do gabinetu, a on potwierdził moje przypuszczenia, że jedyne co może zrobić to pieska uśpić... powiedział, żebym jechała do domu a on się wszystkim zajmie.

Nie muszę dodawać, że dopóki mieszkałam w tym mieście, czyli jeszcze jakieś dziewięć lat nigdy nie poszłam do innego weta.

A pani świetliczanka upominała się kilkakrotnie o ręczniczek ... Nie pamiętam, czy jakiś jej w końcu dałam...

  • 1 month later...
Posted

Kochani, Dragoś się przypomina:eviltong:
U nas wszystko bosko - już jesteśmy po wakacjach:p
spędziliśmy 10 dni w tptalnej głuszy na suwalszczyźnie, więcej spotkaliśmy krów niż ludzi, Drago zachwycony, obszczekiwał krowy, latał jak potłuczony bez obroży cały czas i tylko mu się gęba śmiała, pół wyjazdu spędził w jeziorze, pływak z niego nie lada - złowił nawet węgorza, co prawda zdechłego, ale zawsze. Ach, no i za granicą chłopak był - w Wilnie!:p Grzecznie się zachowywał, a inni turyści sobie z nim foty pstrykali. Kurczę, jeszcze jak biznes na nim ukręcimy, a co! W pensjonacie go wszyscy pokochali, bo za stóża posesji robił i obszczekiwał wszystkich nieznanych, żeby wiedzieli, kto na suwalszczyżnie rządzi:diabloti:
Rozrósł nam się Drago jeszcze bardziej - 53 kilo sobie liczy!
Zdrowy, zadowolony, grzeczny (nie licząc epizodów, ale cicho sza...), wiecznie głodny. Mamy kupę fotek, wkleję po selekcji
pozdrawiamy
Smokowie

Posted

A nie Puchatku - wiedzieliśmy dokąd się wybieramy, więc ochrona była 100% - tyle frontline'a na niego wylałam i jeszcze obrożę dostał nowiutką, kleszczyska szans nie miały - zdychały już w drodze do cielska Draga - czego obroża nie ubiła frontline załatwił :p

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...